Marilyn Monroe: „Cóż z tego, że człowiek ma cały świat, kiedy straci duszę?”
East News

Marilyn Monroe: „Cóż z tego, że człowiek ma cały świat, kiedy straci duszę?”

Marilyn Monroe była spełnieniem mitu o amerykańskim śnie. Filmy z jej udziałem zarobiły ponad 200 milionów dolarów. Uwiodła cały świat, ale nigdy nie polubiła samej siebie.
Sylwia Arlak
29.09.2020

Około godz. 20:00 Marilyn weszła do sypialni, gdzie zaczęła rozmawiać przez telefon ze swoim znajomym, aktorem Peterem Lawfordem, prywatnie szwagrem prezydenta Johna F. Kennedy'ego. Ten zeznał później, że prawdopodobnie była pod wpływem jakichś środków odurzających. Do gwiazdy zajrzała też gosposia Eunice Murray, ale według niej, nie działo się nic niepokojącego.

Około godz. 3.00 w nocy Murray zorientowała się, że w sypialni Monroe wciąż świeci się światło, a ona nie odpowiada. Zaniepokojona wezwała dr Greensona, który rozbił szybę i dostał się do środka. Znalazł ją nagą na łóżku ze słuchawką w ręku. Nie żyła. Jako przyczynę śmierci wskazano przedawkowanie środków nasennych. „Prawdopodobnie samobójstwo”.

Jesienny wieczór z książką? Oto pozycje na każdy nastrój. Jedną z nich szczególnie polecamy!

Ślub, który miał być ucieczką

Marilyn Monroe, a właściwie Norma Jeane nigdy nie poznała swojego ojca. W wieku dziewięciu lat, jej matka, Gladys, z problemami psychicznymi trafiła do szpitala, a ona do sierocińca. „Rodzice wszystkich dzieci umarli. Ja miałam co najmniej jednego rodzica — matkę. Ale ona mnie nie chciała. Zbyt się wstydziłam, aby próbować wyjaśnić to innym dzieciom. Szczęśliwa byłam tylko wtedy, gdy zabierano nas do kina” — wspominała.

Przez całe swoje dzieciństwo miała w sumie 11 różnych rodzin zastępczych. Mieszkała też u cioci i wujka. Po latach przyznała, że wujek wykorzystywał ją seksualnie. Nikt nie chciał powiedzieć Normie, co się właściwie stało z jej mamą. W końcu zaczęła wierzyć, że umarła i nigdy więcej jej nie zobaczy. Razem zamieszkały dopiero 13 lat później, ale też nie na długo. Matka zachorowała na schizofrenię paranoidalną i resztę życia spędziła w szpitalu.

Wrażliwa nastolatka miała dość tułaczek od jednego do drugiego domu. Poszukując odrobiny „normalności”, poślubiła Jima Dougherty'ego, sąsiada rodziny Goddardów, w której wówczas mieszkała. On miał 21-lat, ona 16. Jim dobrze czuł się w roli „wybawcy”. W przeciwieństwie do Normy czuł, że ich związek naprawdę ma szansę wypalić. „To było jak emerytura w zoo” — mówiła później w jednym z wywiadów. W innym przyznała: „Małżeństwo nie smuciło mnie, ale też nie cieszyło. Bardzo mało rozmawiałam z mężem, nawet nie dlatego, że się kłóciliśmy, po prostu nie mieliśmy sobie nic do powiedzenia. Umierałam z nudów”.

Małżeństwo trwało cztery lata. W międzyczasie Jim poszedł na wojnę, a Norma zamieszkała ze swoimi teściami. Znudzona i samotna, w 1944 roku podjęła pracę w fabryce Radioplane Munitions Factory zajmującej się produkcją sprzętu wojskowego. Pracowała tam po 10 godzin dziennie. Opłaciło się. Pewnego dnia zauważył ją fotograf David Connover. Nieśmiała Norma przed obiektywem nabierała odwagi. Rzuciła pracę w fabryce i podpisała kontrakt z dużą agencją. Jej mąż nie miał nic przeciwko jej pozowaniu, o ile zrezygnuje z niego, kiedy wróci z wojny. Wtedy na powrót miała być przykładną żoną i urodzić mu gromadkę dzieci. Złożyła pozew o rozwód.

Kiedy załapała się na półroczną umowę w wytwórni filmowej 20th Century Fox, jej twarz zdobiła już dziesiątki magazynów. W modelingu miała spore osiągnięcia, jako początkująca aktorka przede wszystkim stała z boku i czekała na swoją szansę. Wszystko zmieniło się, gdy poznała cenionego aktora Bena Lyona. To on stworzył Marilyn Monroe. Marilyn na cześć gwiazdy Broadwayu Marilyn Miller, Monroe — po panieńskim nazwisku matki Normy. Przefarbowała się na blond i czekała na kolejne projekty.

Niewielką, ale ważną rolę Angeli w „Asfaltowej dżungli”, zaproponował jej Johny Hyde. Zostali kochankami, choć plotki o tym, że Marilyn związała się z dużo starszych od siebie mężczyzną ze względu na jego majątek, okazały się bezpodstawne. Hyde wielokrotnie prosił ją o rękę, ale ona konsekwentnie go odrzucała. Po jego śmierci skupiła się na pracy. Zagrała w takich filmach, jak „Pamiętniki Don Giovanniego”, „Na krawędzi” i „Proszę nie pukać” i wydawało się, że nic nie może zaszkodzić jej karierze. Kiedy prasa dotarła do jej nagich zdjęć z przeszłości, Monroe tłumaczyła się, że była spłukana i potrzebowała pieniędzy, żeby przeżyć. Po czterech latach kupił je Hugh Hefner i wykorzystał w pierwszym numerze magazynu dla mężczyzn „Playboy”. Pismo ukazało się na rynku w grudniu 1953 roku. Kiedy okazało się, że jej matka przebywa w szpitalu (i nie zmarła wiele lat temu, jak opowiadała gwiazda), stwierdziła, że chciała chronić ją, a nie siebie. Opinia publiczna doceniła jej uczciwość.

Nie chciała uchodzić za słodką idiotkę

W 1952 roku poznała emerytowanego bejsbolistę Joe DiMaggio. Zakochała się w nim na zabój. W kolejnych latach zagrała w wielu znanych filmach (takich, jak „Niagara” i „Mężczyźni wolą blondynki”), ale pod koniec 1953 roku, powiedziała „dość”. Miała dość szufladki „słodkiej idiotki”. Chciała grać ambitniejsze role. Uciekła nawet z jednego z planu filmowego do San Francisco, gdzie poślubiła DiMaggio. Studio zawiesiło ją na kilka miesięcy, ale już w 1954 roku zagrała w „Nie ma jak Show Biznes” i „Słomianym wdowcu”. Rola w tym drugie filmie zakończyła jej małżeństwo.

Pewnego dnia podczas zdjęć Marilyn stała na klatce wentylacyjnej nowojorskiego metra. Jej ówczesny mąż był przeciwny tej scenie, nie chciał, żeby gwiazda pokazała matki. Ostatecznie się zgodził i obserwował scenę wraz w tłumem gapiów i paparazzi. Scenę powtarzano aż 20 razy, bo Marylin wciąż zapominała tekstu. Mówiło się o niej jeszcze na długo po zakończeniu zdjęć. Wszystko przez słowa, które wypowiedział do aktorki jej filmowy partner: „Czujesz ten wiatr spod ziemi? Jaki cudowny!” Joe nie mógł znieść tej sytuacji, a Marilyn nie mogła znieść kolejnych pretensji. Mówiło się, że od dawna tylko pozuje na szczęśliwą, a mąż znęcał się nad nią psychicznie. Wystąpiła o rozwód.

Przeprowadziła się do Nowego Jorku, założyła własną wytwórnię filmową, zaczęła chodzić na lekcje aktorstwa i do psychoanalityka dr Ralpha Greensona (terapia na niewiele się zdała, doktor był ponoć w Marilyn szalenie zakochany, a ona go kokietowała). Zaczęła też umawiać się z dramaturgiem Arthurem Millerem, którego poślubiła w 1956 roku. Długo starali się o dziecko. Marilyn poroniła w 1957 roku, a potem w trakcie kręcenia wielkiego hitu „Pół żartem, pół serio” (za rolę w tym filmie i została nagrodzona w 1960 roku Złotym Globem). Po kilku nieudanych operacjach pogodziła się z tym, że nigdy nie będzie matką.

Praca też nie układała się najlepiej. Kiedy kręciła „Księcia i aktoreczkę”, nie pamiętała tekstu, wiecznie się spóźniała, a czasem w ogóle nie przychodziła na plan. Cierpiała na bezsenność. Walcząc z tremą i niską samooceną nadużywała alkoholu, amfetaminy i barbituranów, silnych środków znieczulających i nasennych. Reżyser Laurence Olivier mówił o pracy z gwiazdą, że to jak uczyć małpę języka urdu. Arthur pisał zaś w pamiętniku, że jest rozczarowany małżeństwem i czasem wstydzi się żony. Sfrustrowana Marilyn wyładowywała frustracje w domu. Szukała też pocieszenia w ramionach kolegi z planu kolejnego filmu „Pokochajmy się”, Yvesa Montanda.

Brando, Sinatra i Keneedy

O jej romansach rozpisywano się nie mniej niż o kolejnych rolach. Miała kochanków wśród taksówkarzy, którzy odwozili ją do domu i wśród najsłynniejszych aktorów (spekulowano, że spotyka się m.in. z Frankiem Sinatrą i Marlonem Brando). Łączono ją z prezydentem USA Johnem F. Kennedym, po tym, jak zaśpiewała w jego 45. Urodziny słynne „Happy Birthday”. Tak naprawdę wiadomo jednak tylko tyle, że przyjaźniła się z jego siostrą. Związała się też m.in. z łowcą talentów Johnnym Hydem, ale z tej znajomości wyszła tylko z nowymi operacjami plastycznymi nosa i podbródka.

„Nigdy do końca nie zrozumiałam tego bycia symbolem seksu. Zawsze myślałam, że symbole kolidują ze sobą. To jest właśnie ten problem, bycie symbolem seksu sprawia, że jest się przedmiotem. Wprost nienawidzę uprzedmiotowienia. Ale jeśli mam być czegoś symbolem, to już lepiej seksu niż innych spraw, które też mają swoją symbolikę!” – mówiła w wywiadzie dla magazynu „Life”.

Marilyn i Arthur ostatecznie rozstali się po tym, jak mąż napisał dla niej rolę w „Skłóconych z życiem” (jej ostatnim ukończonym filmie). Na planie już prawie ze sobą nie rozmawiali. „Najsmutniejsze jest to, że stworzyłem ten scenariusz, żeby uczynić Marilyn szczęśliwą, a dla niej skończyło się to kompletnym załamaniem nerwowym. Z drugiej strony byłem zadowolony, że nakręciliśmy ten film, bo w końcu udowodniła, że ma talent dramatyczny, a to zawsze było jej marzeniem” — wspominał. Więcej o ich związku przeczytacie w tym artykule: Tak pięknie niedobrani! Marilyn Monroe i mężczyzna jej życia

Kiedy zaczęła mieć myśli samobójcze, zgłosiła się do szpitala. Nie miała pojęcia, że niesłusznie trafi na oddział dla poważnie zaburzonych pacjentów. Zakazano jej nawet rozmów telefonicznych. „Jeśli będziecie mnie traktować jak wariatkę, to będę się tak zachowywać” – groziła. Pomogła dopiero interwencja jej byłego męża Joe DiMaggio. Zagroził, że rozbije szpital „cegła po cegle”, jeśli jej nie wypuszczą.

Stał się jej przyjacielem, o którym zawsze marzyła. Wybrali się na Florydę, odpoczywali na plaży i chodzili na mecze bejsbolowe. Prasa sugerowała, że znowu są razem, ale oni zapewniali, że jest inaczej. Jak było naprawdę, tego nigdy się nie dowiemy. Marilyn zmarła w nocy z 4 na 5 sierpnia 1962 roku. Miała zaledwie 36 lat. Oficjalnie zmarła w wyniku przedawkowania środków nasennych, ale pojawiło się dużo wątpliwości. Oskarżano m.in. brata prezydenta USA. Gianni Russo aktor znany m.in. z filmu „Ojciec chrzestny” twierdził, że gwiazda została zamordowana.

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
East News

Sophia Loren i Carlo Ponti – ich miłość potępił Watykan, jego za bigamię ścigał sąd. Byli razem 40 lat

Ich związek bulwersował, nikt nie wierzył, że im się uda. Wbrew temu ich miłość trwała 40 lat. Po śmierci Carla Pontiego, Sophia Loren powiedziała: „Nigdy nikogo nie pokocham tak, jak kochałam jego”.
Sylwia Arlak
16.09.2020

Sophia Loren bała się, że powtórzy los swojej matki – Romilda Villani też była piękną, aspirującą aktorką, która wpadła w oko bogatemu mężczyźnie z dobrej, włoskiej rodziny. Ale chociaż urodziła mu dwójkę dzieci, nigdy nie wziął z nią ślubu. Gdy znalazł sobie nową kobietę, zapomniał o niej i swoich córkach. Romilda, pozbawiona środków do życia, żebrała na ulicach, żeby wykarmić córki. Przez lata żyły w ubóstwie. Sophia Loren nigdy nie wybaczyła tego swojemu biologicznemu ojcu. Ale Carlo Ponti, choć żonaty i z dwójką dzieci, w oczach Sophii był ideałem. „Przy nim czułam się stabilnie w świecie, który był niepewny i wydawał się wciąż wirować” — mówiła lata później w jednym z wywiadów. To on zrobił z Loren międzynarodową gwiazdę Poznali się podczas konkursu piękności. 16-letnia Sophia była jedną z kandydatek, włoski reżyser i producent filmowy 37-letni Carlo Ponti, sędzią. Tuż po konkursie, zaprosił ją na spacer. Zaproponował, by następnego dnia spotkali się w jego biurze, gdzie będą mogli na spokojnie porozmawiać. Od kiedy tylko ją ujrzał, wiedział, że dziewczyna z taką urodą i charyzmą na pewno znajdzie miejsce branży. Sophia natychmiast się zgodziła. Starszy mężczyzna imponował jej wiedzą i doświadczeniem. Chciała go lepiej poznać, choć dobrze wiedziała, że jest żonaty z piękną prawniczką Giulianą Fiastri, z którą ma  dziecko. Ponti chciał uczynić z młodej dziewczyny międzynarodową gwiazdę. „On razu wiedziałem, że jest kimś niezwykłym. Bił od niej niezwykły blask” — przyznał lata później. To dzięki niemu Sophia zaczęła statystować w filmach i zmieniła nazwisko na bardziej światowe. W gabinecie uznanego producenta wisiał plakat znanej aktorki...

Czytaj dalej
Frida Kahlo i Diego Rivera
Getty Images

Frida Kahlo i Diego Rivera. Jej matka mówiła o nich, że to „związek słonia z gołębicą”

Frida nazywała Diego ropuchem, czasem wieprzem, ale nie mogła bez niego żyć. Choć lubiła też powtarzać o nim jeszcze jedno: „Najlepszy przyjaciel, najgorszy mąż”.
Agata Tuszyńska
22.09.2020

Dziś twarz Fridy kahlo spogląda na nas z okładek czasopism, nadruków na koszulkach, kubków i bibelotów. Domy mody stylizują swoje kolekcje na podobieństwo jej strojów i fryzur. Jej obrazy na aukcjach kosztują miliony. Największe muzea zabiegają, żeby mieć je w swoich zbiorach. Film z Salmą Hayek w roli Fridy przyciągał tłumy. Ale trzeba było pół wieku, żeby świat zainteresował się nią na serio. Nie jako ciekawostką i żoną „wielkiego Diego”.  Zachowało się blisko 150 obrazów Fridy Kahlo. Pewnie niewiele więcej namalowała. Nad każdym pracowała miesiącami, poprawiała, przemalowywała. Każdy z nich rozpoznawalny jest na pierwszy rzut oka. Taki rys niepowtarzalności w sztuce nie ma ceny.  A o wszystkim zdecydował tragiczny przypadek. Autobus, w którym jechała 18-letnia Frida w swoim rodzinnym Mexico City, zderzył się z tramwajem. Miała złamany kręgosłup, miednicę, żebra, obojczyki prawą nogę – jedenastokrotnie! Stalowa poręcz przebiła jej podbrzusze i macicę, naznaczając okrutnym piętnem jej ledwie rozbudzoną kobiecość. Świadkowie opowiadali, że pokaleczona, zakrwawiona Frida leżała na ulicy pokryta złotym pyłem (jeden z pasażerów wiózł proszek złotniczy). To scena symboliczna dla całego jej życia: złoty pył przykrywał największe w nim dramaty. Frida Kahlo i Diego Rivera – dzieliło ich prawie wszystko Wielokrotnie składana i kaleczona skalpelami lekarzy trzy miesiące przeleżała w gipsowej skorupie. Widziała przed sobą głównie swoje stopy. I to był temat jej pierwszego obrazu. Jednocześnie uczyła się i chodzić, i malować. Miała szczęście, że spotkała malarza, który nie wybił jej tych niewprawnych prób z głowy. I miała nieszczęście, że był nim Diego Rivera. Dzieliło ich właściwie wszystko – wiek (miał 21 lat, kiedy się...

Czytaj dalej
Brigitte Bardot
East News

Brigitte Bardot: seksbomba, aktywistka, rasistka?

Zagrała w 47 filmach. Miała czterech mężów, syna, ponoć setkę kochanków, a jednak — jak mówiła sama Brigitte Bardot — szczęście dały jej dopiero zwierzęta.
Sylwia Arlak
28.09.2020

Miała niecałe 40 lat, kiedy postanowiła, że kończy z kinem. „Film mnie zawsze nudził’” – tłumaczyła potem, zresztą nawet wcześniej, kiedy jeszcze grała, nigdy nie była typową gwiazdą. Ceniła swoją naturalność, wylansowała modę na rozpuszczone włosy (a potem na natapirowany kok, który w Polsce w latach 70. nazywano „kapustą”), na  czarną kreskę na powiece, chodzenie w spodniach i w płaskich balerinkach. No i oczywiście na bardotkę – stanik bez ramiączek, który Brigitte Bardot nosiła w „I Bóg stworzył kobietę”, filmie, który w 1956 r. wywołał skandal i „stworzył” samą Brigitte. Miała wtedy 22 lata, w filmie stworzyła postać Juliety, wesołej dziewczyny z Saint-Tropez, która świadomie uwodzi i cieszy się z wrażenia, jakie wywiera na mężczyznach. Do historii kina przeszła scena, podczas której Brigitte tańczy na stole: kołysze się zmysłowo, przymyka oczy, wydyma kusząco wargi  – ten taniec zgorszył pół świata! Ale Brigitte nigdy nie bała się szokować, dla niej zawsze – i tak jest do dzisiaj, kiedy ma już 86 lat – liczyło się tylko to, co ona myśli.  Miała 14 lat, kiedy na sesji zdjęciowej do magazynu „Elle” poznała dwudziestoletniego asystenta reżysera Rogera Vadima. „Zrobił na mnie wrażenie dzikiego wilka. Spojrzał na mnie, przestraszył, pociągnął, nie wiedziałam już, gdzie jestem” – wspominała.  Szybko zostali parą, dwa lata później postanowili się pobrać. Kiedy dowiedzieli się o tym zamożni rodzice Brigitte, zagrozili, że wyślą ją do Anglii. Ona w odpowiedzi postanowiła (po raz pierwszy, ale wcale nie po raz ostatni) popełnić samobójstwo – przeżyła, a rodzice ustąpili i pozwolili jej nadal spotykać się z Vadimem. Jeśli...

Czytaj dalej