Gazety pisały: „Wszetecznica!”  Maria Skłodowska-Curie dla kochanka poświęciła wszystko, co miała
kolaż: Getty Images, East News

Gazety pisały: „Wszetecznica!”  Maria Skłodowska-Curie dla kochanka poświęciła wszystko, co miała

Czy 43-letnia kobieta, mądra, wybitnie zdolna i znana, ma prawo oszaleć z miłości i ulec namiętnościom, o jakie sama nigdy siebie nie podejrzewała? W taki romans wdała się Maria Skłodowska-Curie, wywołując skandal i zgorszenie.
Anna Tomiak
07.08.2020

Maria Skłodowska-Curie, noblistka i fizyk Paul Langevin, zbliżyli się do siebie w 1906 r. To on pocieszał Marię po tragicznej śmierci Piotra Curie. Ich przyjaźń szybko zmieniła się w miłość. Langevin był nie tylko wybitnym fizykiem, ale i wielkim erudytą. Byłby ideałem, gdyby nie był żonaty.  

Połowa 1910 r. Maria Curie i Paul Langevin kochają się od trzech lat, ale znają o wiele dłużej. Oboje należą do grona wybitnych fizyków skupionych wokół Sorbony. Paul jest młodszy od Marii o cztery lata. Kiedyś student jej męża, z czasem stał się jego najbliższym współpracownikiem i niemal codziennym gościem w domu państwa Curie. Ich przyjacielska zażyłość niepostrzeżenie przerodziła się w miłość.

Langevin przypomina Piotra Curie. Też jest wybitnym fizykiem, erudytą, równie błyskotliwy i ujmujący. „Należy do niewielu ludzi, których towarzystwo nie irytuje Marii...”, zauważa Maciej Karpiński w książce „Maria i Paul. Miłość geniuszy”. 

Kochankowie spotykają się codziennie w małym mansardowym mieszkaniu z niekrępującym wejściem przy Rue du Banquier, tuż obok Sorbony. Takim, jakie przeważnie wybierają niezamożni paryżanie, studenci czy ubodzy artyści. Umeblowane byle jak przypadkowymi sprzętami, ale to nie ma znaczenia. W listach nazywają je czule „chez nous” – u nas. 

Maria Skłodowska-Curie: noblistka, skandalistka

Burżuazyjna Francja początku XX w. nie jest purytańska, jest pruderyjna, uważa Françoise Giroud, autorka biografii Marii Skłodowskiej-Curie. Kobiety nie mają tam praw wyborczych (otrzymają je dopiero w 1945 r.!), nawet nie mogą bez pozwolenia męża wydawać zarobionych przez siebie pieniędzy. I tylko one są karane za cudzołóstwo, szczególnie wtedy, kiedy spotykają się z kochankiem w „domu małżeńskim”. Tym terminem ówczesne prawo określa każde lokum wynajmowane i opłacane przez żonatego mężczyznę. Co to może oznaczać dla Marii Curie?  Publiczny proces, niewyobrażalne upokorzenie, karę więzienia. 

Ale ona o tym nie myśli. Odkrywczyni nowych pierwiastków polonu i radu, laureatka Nagrody Nobla, krząta się po małej kuchni w paryskim mieszkaniu, gotuje barszcz ukraiński, przyrządza pieczeń, smaży konfitury. Najbliżsi przyjaciele, wtajemniczeni i czasem zapraszani do „chez nous”, dziwią się, że umie tak dobrze gotować. „Czy świat już jest gotowy, by zaakceptować to, że wielkie odkrycia naukowe rodzą się wśród smażenia konfitur i płaczu dzieci?” – pytają retorycznie. „Jestem kobietą, matką, a do tego Polką. Nie zapominajcie o tym” – Maria odpowiada z uśmiechem. 

Albert Einstein uważał, że Maria Curie nie należała do aż tak atrakcyjnych kobiet, by zagrozić innym małżeństwom. „A jednak mężczyzn przyciągał do niej jakiś szczególny magnetyzm, onieśmielający i fascynujący zarazem, który nie był jedynie emanacją intelektu”, uważa Karpiński. W każdym razie Paul Langevin poddaje mu się bez reszty. A i ona, jak każda zakochana kobieta, gotowa jest oddać wszystko dla jednej chwili bliskości w „chez nous”.

Ma 43 lata, ale wbiega na mansardę jak nastolatka, by po chwili paść w ramiona kochanka. Paul Langevin jest przystojny. Wysoki i postawny, ma pogodną twarz. Nosi starannie podkręcone bujne wąsy. Nietrudno ulec jego urokowi. 

W gronie wybitnych fizyków, przeważnie zamkniętych w swoim świecie, wyróżnia się elokwencją i szerokimi zainteresowaniami. Jest pierwszym uczonym, który zaangażował się w głośną sprawę kapitana Alfreda Dreyfusa (niesłusznie skazanego za zdradę państwa tylko dlatego, że był Żydem), stając w jego obronie. Podczas pierwszej wojny światowej założy Ligę Antyfaszystowską, po kilku latach przemianowaną na Ligę Praw Człowieka. 

Paul Langevin pisze, że żyje w piekle…

Ale w życiu prywatnym ten ideał jest fatalnie uwikłany w toksyczne małżeństwo. Langevin żeni się w wieku 26 lat z Jeanne, która wygląda jak subtelna dziewczyna z obrazów Renoira. Już wtedy ma słabość do ładnych kobiet. Nie przypuszcza, że małżeństwo z nią oznacza życie także z jej matką i siostrą. Obie wprowadzają się do jego domu, większość dnia spędzając w szlafrokach, przeważnie nieuczesane. Są jak złe duchy szukające okazji, by wtrącić się w nie swoje sprawy. Nie rozumieją, dlaczego wybitny fizyk poświęca się pracy naukowej „za marne grosze”, zamiast przyjąć intratne stanowisko w przemyśle. „Uniwersytety to nie są miejsca dla porządnych ludzi”, powtarza Jeanne. Jest osobą praktyczną, chce „żyć jak ludzie”. Rodzi czworo dzieci, ale o czym rozmawia z Paulem – nie wiadomo. Nie czyta niczego poza skrajnie prawicowym brukowcem „Le Petit Journal”, jej opinie to wytarte komunały z tej gazety. „W takim towarzystwie Paul Langevin – jeden z najwybitniejszych umysłów swego pokolenia – spędza swoje dnie (i noce, nie zapominajmy o nocach!)”, podkreśla Karpiński. 

Uczony skarży się, że żyje w piekle, które zgotowały mu trzy prymitywne i złośliwe kobiety. Na pogrzebie teścia Marii Curie pojawi się z siniakami na twarzy. „Wszystkim mówię, że spadłem z roweru, ale to nieprawda. Pobito mnie we własnym domu żelaznym krzesłem”, zwierzy się przyjacielowi. 

Maria sytuacją rodzinną Paula jest wstrząśnięta. „Nie możemy dopuścić, by ten człowiek, tak bliski mnie i Piotrowi, jego talent, inteligencja, jego wielki umysł, zostały zniszczone...”, przekonuje przyjaciół. Ale zajęta wychowaniem córek Ireny i Ewy oraz wykładami na Sorbonie nie wie, że przebiegła Jeanne podejrzewa męża o zdradę i śledzi go, nie robiąc z tego nawet specjalnej tajemnicy. „Już ja potrafię poznać, kiedy coś się święci! – wykrzykuje. – Niby dlaczego on nagle musi chodzić na te swoje wykłady w świeżo wyprasowanej koszuli? Nigdy tego nie robił, nie zauważał dziury w surducie, a teraz awanturuje się o byle guzik! I znika na całe dnie z wypomadowanymi wąsami!”.

Getty Image
Getty Image

Gdy prawda o romansie wyszła na jaw

Jeanne ani myśli oddać Paula bez walki. Wprawdzie to „tylko” profesor fizyki, ale jednak jej mąż. Odkrywa miejsce schadzek i znajduje listy kochanków zamknięte w szufladce nocnej szafki przy ich łóżku. Jest wściekła. To jasne, że użyje ich, by skompromitować Marię. Kiedy we wrześniu 1910 r. Curie i Langevin wyjeżdżają do Brukseli na konferencję Solvaya, w której uczestniczą najwięksi ówcześni fizycy, ona uruchamia redakcję paryskiego dziennika „Le Petit Journal”. Następnego dnia na pierwszej stronie ukaże się artykuł, zaczynający się od słów: „Ognie radu, który promieniuje tajemniczo na wszystko, co go otacza, zrobiły nam niespodziankę: wznieciły pożar w sercach uczonych... Tymczasem żona i dzieci Langevina toną we łzach...”.

Romans we Francji, nawet sto lat temu, nie był czymś nadzwyczajnym. Przypadek Marii był jednak wyjątkowy – chodziło w końcu o słynną uczoną, zamożną kobietę, cudzoziemkę i – jak sugerowały skrajnie prawicowe pisma – Żydówkę (Maria nosiła po babce drugie imię Salomea, wtedy w Polsce popularne imię chrześcijańskie, ale we Francji kojarzone z semickim Salome). Brukowce rozpętują nagonkę. Nazywają ją przeklętą przedstawicielką „mieszańców”, którzy wtargnęli na Sorbonę, wyzwoloną intelektualistką, kpiącą z francuskich tradycji i spiskującą przeciwko francuskiej kobiecie, francuskiej matce i francuskiej rodzinie...

„Le Petit Journal” publikuje nawet rozmowę ze zdradzaną żoną, która żali się, że jej mąż romansując z madame Curie, zaniedbuje i krzywdzi swoje dzieci. A następnego dnia inny dziennik drukuje listy kochanków. Odtąd wszyscy już wiedzą, że Maria liczyła na to, że jej ukochany się rozwiedzie. Uważała, że przedłużający się kryzys małżeński i atmosfera w domu Langevinów mają fatalny wpływ na pracę naukową Paula i jego przyszłość jako uczonego. 

Choć sam Albert Einstein pisze do Curie: „Jeśli motłoch nadal będzie panią atakować, proszę po prostu nie czytać tych bzdur... Radzę zostawić je żmijom, dla których zostały sfabrykowane”, burza nie cichnie.

Przed domem uczonej zbierają się tłumy. „Meloniki, wąsy, najedzone brzuchy opięte kamizelkami, ale przeważają panie w kapelusikach. Wszyscy krzyczą, wygrażają pięściami, widać kobiety wymachujące parasolkami. »Precz z cudzoziemką!«, »Złodziejka mężów!«, »Niech wraca, skąd przyjechała«”, opisuje Karpiński. A paryska prasa dolewa oliwy do ognia, pytając z udawaną troską: „Czy ktoś, kto gorszy studentów, zasługuje na tytuł i stanowisko profesora Sorbony ”.

Marii „radzono”, by zrzekła się Nobla

„Mamo, jedźmy do Polski”, mówi Ewa ze łzami w oczach. „Nie – odpowiada Maria. – Nie dam im tej satysfakcji”. Curie jest silna. Na początku 1911 r. zgłasza swoją kandydaturę do Francuskiej Akademii Nauk. Jakaś gazeta cytuje anonimowego naukowca: „Madame Curie nie miała żadnych osiągnięć do czasu, kiedy wyszła za mąż, a i po śmierci męża nie dokonała niczego istotnego”. Prawicowe dzienniki dodają, że jej kandydatura to atak sił antyklerykalnych i cudzoziemskich (kontrkandydatem Curie był Édouard Branly, Francuz z dziada pradziada i katolik), a ona zaciska zęby. „Ja wiem, że to jeszcze nie koniec”, mówi. Parę miesięcy później, w listopadzie 1911 r., Skłodowska-Curie otrzyma drugą Nagrodę Nobla, tym razem w dziedzinie chemii, za odkrycie polonu i radu. Gazety poinformują o tym na ostatniej stronie, i to małym drukiem. Z Noblem czy bez, nadal jest osobą obcą, podejrzaną, nie dość Francuzką. A kiedy plotki o jej romansie z Paulem Langevinem dotrą do członków Norweskiego Komitetu Noblowskiego, ci – też zgorszeni – przysyłają telegram, w którym odradzają uczonej przyjazd do Sztokholmu. Nawet proponują, by zrzekła się Nobla, dopóki nie uporządkuje swoich spraw. „Nie widzę żadnego związku między moją pracą naukową a życiem prywatnym – odpowiada Maria. – Oczywiście, pojadę”. 

W tym samym dniu, w który odbiera w Sztokholmie Nagrodę Nobla, Paul Langevin siada na sali sądowej. Pochyla głowę, jest wyraźnie przygnębiony. „Po drugiej stronie Jeanne w ciemnej sukni, jakże odpowiedniej dla zbolałej żony i matki, a obok niej – teściowa i szwagierka wystrojone jak na bal karnawałowy”, relacjonuje Karpiński. Nie ma sensacji. Niewierny mąż bierze całą winę na siebie, sąd ogłasza separację. Mimo wszystko Paul nie był gotowy na rozwód. Raczej rozdarty – zakochany i równocześnie przerażony sytuacją, w której się znalazł. Chciał być z Marią, jej miłość uważał za dar losu, ale nie wyobrażał sobie, że mógłby opuścić dom i dzieci. Wolał nie podejmować radykalnych decyzji, niech lepiej życie płynie obok niego. 

Koniec wielkiej miłości

Odtąd Curie i Langevin są tylko przyjaciółmi. On po pewnym czasie wróci do żony, zaliczy jeszcze kilka romansów i nawet doczeka się piątego (nieślubnego) dziecka. Ona już nie zwiąże się z żadnym mężczyzną. Zajmie się organizacją prywatnego Instytutu Radowego (obecnie Laboratorium Curie) w Paryżu i zacznie podróżować po świecie. Wielka uczona, wszędzie przyjmowana z honorami, wśród błysków fleszy. Francja, która kilka lat wcześniej chciała ją deportować, teraz postanawia nagrodzić Legią Honorową. Maria odmawia. Zdaniem biografów, trochę się wstydziła dawnej namiętności, w każdym razie już nigdy więcej nawet słowem nie wspominała o Langevinie.

Może gdyby wiedziała, że rodziny Curie i Langevinów kiedyś się połączą... A tak właśnie się stało. Jej wnuczka Hélene Joliot (ur. w 1927 r.) pokochała wnuka Paula – Michela Langevina i szczęśliwie wyszła za niego za mąż. Oboje są fizykami jądrowymi, ich syn Yves został astrofizykiem. „Kiedy po raz pierwszy usłyszała pani o głośnym romansie swojej babci?” – zapytano niedawno 88-letnią Hélene Langevin. „Nikt mi nie uwierzy – odpowiedziała. – Dopiero w dniu mojego ślubu! Mama (starsza córka Marii Irene Joliot-Curie) zdradziła mi tę historię tylko dlatego, że na uroczystości miała pojawić się babcia pana młodego. Obawiała się awantury”. Tą babcią była Jeanne Langevin.

***    

Korzystałam z książki Macieja Karpińskiego „Maria i Paul. Miłość geniuszy”, wyd. Marginesy oraz albumu „Maria Skłodowska-Curie – Listy”, wyd. Drzewo Babel.

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
Józef Piłsudski
Wikipedia

Aleksandra Szczerbińska na ślub z Józefem Piłsudskim czekała 15 lat

Towarzyszka Ola była zdania, że czas rewolucji to nie najlepszy moment na miłość. Jednak Józefowi Piłsudskiemu nie potrafiła odmówić, choć dobrze wiedziała, że jest żonaty.
Sylwia Arlak
01.11.2020

Konsekwentnie nie zgadzała się, kiedy koledzy chcieli ją odprowadzić do domu po wiecach pepesowskich czy podczas spaceru potrzymać za rękę. „To nie jest dobry czas na takie sprawy” — mówiła. Podczas jednego ze spotkań partyjnych w maju 1906 roku Aleksandra Szczerbińska poznała Józefa Piłsudskiego. Początkowo nie była nim zainteresowana jako mężczyzną. Owszem, widziała w nim nieustraszonego działacza, bojownika i wielkiego patriotę, ale wydawał jej się nudny. Poza tym wiedziała, że „Ziuk” ma żonę. Szczerbińska i Piłsudski: miłość od setnego wejrzenia Ich pierwsza rozmowa trwała około godziny. Piłsudski, znany już wtedy działacz przyjechał do Warszawy szukać chętnych do jego krakowskiej szkoły bojowej. Zamiast romantycznych gestów i zalotnych spojrzeń, skupili się głównie na liczeniu sztuk broni. „Gdy wracam myślami do tego pierwszego spotkania, widzę, że wówczas i długi jeszcze czas potem, patrzyłam na mego przyszłego męża, jak na przywódcę organizacji, a nie jak na człowieka, któremu może być dostępne tak ludzkie uczucie jak miłość. Ani przez głowę wtedy mi nie przeszło, żebym go mogła kiedyś pokochać i on mnie” — napisała później Szczerbińska w pamiętniku, dodając: „Żywo stoi mi w pamięci ten obraz, gdy w wiosenne popołudnie staliśmy wśród kilku karabinów, między koszami z browningami, mauzerami i amunicją, a ja myślałam, że oto widzę człowieka, którego Syberia złamać nie zdołała” — wspominała po latach ich pierwsze spotkanie. Czytaj też:   Katarzyna Miller: „Romantyczna miłość jest tylko na chwilę, jeśli w nią wierzycie, przegracie” W lipcu 1906 roku spotkali się po raz drugi. Oboje jechali pociągiem w partyjnych sprawach. Podróż z Krakowa do Zakopanego...

Czytaj dalej
Brigitte i Emmanuel Macron:
Forum

Brigitte i Emmanuel Macron: ich miłość zaczęła się, gdy on miał 15 lat

Związek, który tworzą Emmanuel i Brigitte Macron, jest wyjątkowy. Czy tylko z powodu różnicy wieku?
Dorota Szuszkiewicz
03.12.2020

Emmanuel Macron, prezydent Francji, zwycięża nie tylko w polityce. Największe zwycięstwo odniósł w życiu prywatnym, zdobywając miłość kobiety starszej o 24 lata. Związek, który tworzą Emmanuel i Brigitte, jest wyjątkowy. Czy tylko z powodu różnicy wieku? Okazują sobie uczucia zawsze i wszędzie. Także na wiecu w noc po wyborczym sukcesie. Zawsze są blisko, publicznie trzymają się za ręce, przytulają. Kiedyś on był 16-letnim uczniem liceum w Amiens, w którym ona uczyła literatury i prowadziła zajęcia teatralne. Emmanuel i Brigitte Macron: nietypowy związek „Nie jesteśmy typową rodziną, nie da się temu zaprzeczyć, ale czy w naszej rodzinie jest mniej miłości? Wątpię. Może jest nawet więcej” – powiedział Emmanuel Macron na jednym z wieców wyborczych. To prawda, nie są typowi. On jest od niej młodszy o 24 lata. No i co z tego?To jest ich sprawa. Jak widać, na decyzje wyborcze Francuzów życie prywatne polityków nie ma wielkiego wpływu. Wybrali jego, a może właściwie ich, na prezydenta, bo Macron nie ukrywa, że żona nie będzie w Pałacu Elizejskim tylko paprotką. Choć prawo francuskie nie przewiduje stanowisk dla pierwszej damy, Brigitte będzie miała swój gabinet. Zajmie się sprawami młodzieży. Będzie pracować za darmo. Gdyby nie ta nietypowa różnica wieku, historia ich miłości byłaby banalna. Spotkali się, zakochali, pokonali przeciwności losu, a w końcu się pobrali. Tylko że ich związek łamał przyjęte od wieków zwyczaje i konwenanse. Mogli spodziewać się szyderstw i ostracyzmu. Zwłaszcza Brigitte. To wymagało od niej niezwykłej odwagi i siły, a od niego wielkiej determinacji. Musiał ją przekonać, że jego uczucie nie jest tylko młodzieńczym zauroczeniem. Ona zaś walczyła z własnym lękiem i wątpliwościami. Przecież miała męża, dzieci, dostatnie życie,...

Czytaj dalej
Coco Chanel / East News

Coco Chanel. Miłość, rozpacz i straszna samotność

Kochała w życiu jednego mężczyznę, zginął w wypadku samochodowym. Legendarna projektantka Coco Chanel była u szczytu sławy, gdy wyznała: „Żyję w totalnej samotności. Zapłaciłabym, żeby nie być sama. Ściągnęłabym z warty żandarma miejskiego, żeby nie jeść kolacji samotnie”.
Anna Zaleska
04.08.2020

Miała teorię, że szczęście upośledza ludzi. Mówiła: nie żałuję, że najpierw przez wiele lat byłam głęboko nieszczęśliwa. Ale i potem okresy szczęścia trwały krótko. Urodzona w 1883 roku Gabrielle Chanel – Coco będzie jej pseudonimem – sześć lat spędziła w sierocińcu w Aubazine, prowadzonym przez siostry Najświętszego Serca Marii. Po śmierci matki, porzucona przez ojca wraz z piątką rodzeństwa, została przygarnięta przez ciotki z Owernii. Była krnąbrna i zbuntowana, a chłosta pokrzywami jeszcze to w niej podsycała. Uciekła. Jako młoda dziewczyna Gabrielle występowała w kawiarniach, brak głosu nadrabiając temperamentem i charyzmą. To wtedy „zaopiekował się” nią młody mężczyzna Etienne Balsan, właściciel stajni wyścigowej. To on wprowadził ją w świat luksusu. Spędzili razem kilka lat. Miała do dyspozycji służbę, polubiła jazdę konną. W 1908 roku przedstawił ją swojemu angielskiemu przyjacielowi Arthurowi Capelowi. I to był błąd. Capel był pięknym brunetem o zielonych oczach. Uwodzicielskim i szarmanckim. Gabrielle była nim oczarowana. Gdy pewnego dnia usłyszała, że nazajutrz wyjeżdża, rano zjawiła się na peronie i wsiadła do jego pociągu. Coco Chanel i Boy Capel. Bon vivant i prowincjuszka Do Arthura Capela już w młodym wieku przylgnął przydomek Boy, wydawało się bowiem, że wiecznie pozostanie chłopcem. Miał 28 lat, był inteligentny, oczytany, szarmancki i wesoły. Znakomicie grał w polo. Dorobił się sporego majątku na transporcie węgla. Miał maniery prawdziwego brytyjskiego dżentelmena, należał do londyńskich lwów salonowych. A przy tym był bohaterem wojennym awansowanym za zasługi podczas wojny do stopnia kapitana. Kobiety go uwielbiały, a on chętnie z tego korzystał. Coco Chanel w swoich wspomnieniach opowiadała, że początkowo nie wiedział, co z nią zrobić. „Pan B i Capel...

Czytaj dalej
East News

Paul Newman i Joanne Woodward: „Mam w domu stek. Dlaczego mam wyjść na hamburgera?”

Paul Newman i Joanne Woodward byli ze sobą ponad 50 lat. Ich pierwsze spotkanie nie zwiastowało jednak wielkiej miłości.
Sylwia Arlak
17.11.2020

On miał 28 lat, ona 22. Oboje pracowali nad broadwayowskim dramatem romantycznym „Piknik”. Paul Newman grał drugoplanową rolę, a Joanne Woodward była dublerką kobiecych postaci. W dniu, w którym się poznali, panował wyjątkowy — nawet jak na sierpień — upał. Woodward chciała schronić się w klimatyzowanym biurze swojego agenta. Gdy dotarła na miejsce, ze zdziwieniem odkryła, że ktoś już wcześniej wpadł na ten sam pomysł. On żonaty, ona zaręczona Kiedy spojrzała na Newmana, pomyślała, że wygląda jak „reklama lodów”. „Paul w jasnoszarym garniturze wyglądał nieskazitelnie. Zapamiętałam koszulkę, jego duże niebieskie oczy i mnóstwo kręconych włosów. I pomyślałam: »Fu! To jest obrzydliwe!«” — wspominała Woodward. Dla niej był po prostu ładną buzią. Newman wyznał lata później, że zakochał się w niej w chwili, gdy ją zobaczył. „Była nowoczesna i niezależna, podczas gdy ja byłem nieśmiały i trochę konserwatywny. Długo mi zajęło przekonanie jej, że nie jestem taki tępy, na jakiego wyglądałem” — miał powiedzieć aktor. Wiedział, jak działa na większość kobiet. „Po raz pierwszy zauważyłem to, kiedy kręciliśmy film »Hud, syn farmera« w Teksasie. Kobiety dosłownie próbowały przedrzeć się przez rygle w motelu, w którym się zatrzymałem. Na początku to bardzo łechce ego. Na początku. A potem zdajesz sobie sprawę, że mylą mnie z postaciami, które gram — postaciami stworzonymi przez pisarzy, którzy nie mają nic wspólnego z tym, kim jestem” — mówił. Czytaj też :  Andrea Bocelli i Veronica Berti: wielka miłość i życie jak z bajki Był wtedy jednak w związku. Z ówczesną żoną Jackie Witte miał troje dzieci. Woodward to nie przeszkadzało, bo w ogóle...

Czytaj dalej