Marianna Stuhr: „Po tym, co przeżyliśmy, mamy z Maćkiem sztamę!”
Maciej Zienkiewicz

Marianna Stuhr: „Po tym, co przeżyliśmy, mamy z Maćkiem sztamę!”

„Maciek nigdy mi nie tatusiował. Jako dzieci razem wymyślaliśmy występy dla rodziców" – Marianna Stuhr o swoim bracie Macieju Stuhrze. Rodzina Stuhrów wspiera się i stoi za sobą murem.
Marzena Rogalska redakcja „Uroda Życia”
23.07.2020

Marianna Stuhr – młodsza o siedem lat siostra Macieja Stuhra, córka Barbary i Jerzego Stuhrów, nie występuje na scenie. Skończyła krakowską ASP, jest malarką i graficzką, prowadzi własną firmę. Angażuje się w różne akcje m.in. „Adoptuj psa”. Razem z ojcem wydała książkę „Kto tam zerka na Kacperka” złożoną z historyjek, które Jerzy Stuhr opowiadał jej i bratu na dobranoc, tworząc fikcyjną postać Kacperka. Dzisiaj, gdy Jerzy Stuhr leży w szpitalu wszyscy mocno trzymamy kciuki za jego powrót do zdrowia!

W „Urodzie Życia” Marianna Stuhr opowiedziała przede wszystkim o relacjach z bratem i o tym, jak rodziła się między nimi zażyłość:

***

– Mój brat i ja to kompletnie dwa różne usposobienia. Na dodatek różnica wieku między mną a Maćkiem była dosyć felerna i w pewnym sensie zabrała nam wspólne dzieciństwo. Młodsza o siedem lat siostra zazwyczaj nie jest wymarzonym kompanem do zabaw dla starszego brata. I rzeczywiście, tych wspólnych zabaw nie było zbyt wiele, za to pamiętam sporo momentów, w których razem wymyślaliśmy występy dla rodziców. Maciek grał na pianinie, a ja śpiewałam lub popisywałam się tanecznie. Poza tym przez długi czas dzieliliśmy z sobą pokój. Olbrzymi, więc rodzice przedzielili nas regałem z książkami.

Nie było między nami szczególnej zażyłości, Maciek nie był też wobec mnie nadmiernie opiekuńczy z racji tego, że jestem młodszą siostrą. Są czasami tacy bracia, którzy „tatusiują” siostrzyczkom. On tak nie miał, ale za to był niesłychanie obowiązkowy. Kiedy mama poprosiła go, żeby zaprowadził mnie na lekcje baletu lub z nich odebrał, robił to bez najmniejszego zająknięcia – do dziś wspominam to z rozczuleniem.

Kiedyś rodzice wyjechali i poprosili go, żeby przyszedł i sprawdził, co się dzieje w domu. Miałam może 15, może 16 lat. Pech chciał, że właśnie przeżyłam jedno z pierwszych uniesień alkoholowych. Wróciłam do domu na rauszu i ze zdziwieniem zauważyłam włączony telewizor. To było jeszcze przed erą telefonów komórkowych, więc mój brat siedział i czekał, aż przyjdę. W końcu się doczekał. Ale chyba się nie spodziewał, że jego młodsza siostra wróci kompletnie zawiana.

Widziałam, że jest na mnie potwornie wkurzony, ale nie podniósł nawet głosu, nie było żadnej reprymendy. Nigdy tego nie skomentował i do dzisiaj nie wiem, czy powiedział o tym rodzicom. Pewnie nie, bo to dobry brat! (śmiech).

Marianna Stuhr: nasze wakacje to Włochy, słońce, plaża

Do moich wspomnień związanych z Maćkiem trzeba jeszcze dorzucić wakacyjne podróże, głównie do Włoch. Najpierw były jazda samochodem i wspólne śpiewanie – zabieraliśmy magnetofon kasetowy do auta z jakimiś przemyconymi nagraniami – potem już same Włochy, czyli słońce, plaża, jedzenie, wspólne zabawy na plaży i kąpiele w morzu. Choć rodzice też pracowali. Na przykład „Kontrabasistę”, monodram taty, przez parę lat poprzedzał występ kwartetu smyczkowego, w którym grała mama. A my z Maćkiem siedzieliśmy razem w kulisach.

Tak się złożyło, że przez rok chodziliśmy do jednej szkoły muzycznej w Krakowie – on był w ósmej klasie, ja w pierwszej. Pamiętam, że byłam strasznie dumna z tego, że to mój starszy brat i że wzbudzałam zainteresowanie koleżanek z wyższych klas. Natomiast na domowych prywatkach Maciek wcale nie był zadowolony z tego, że te koleżanki zwracają uwagę na jego młodszą siostrzyczkę (śmiech). Ale to jeszcze nic. Najgorzej było, jak pojawiał się u nas jego przyjaciel z podstawówki Michał. Natychmiast włączało im się wstrętne zachowanie w stosunku do mnie i robili mi lekko upokarzające numery – nieustająco mnie przedrzeźniali lub strzelali do mnie z jakichś dziecięcych pistoletów. Ale wszystko to odbywało się w granicach absolutnej normy siostrzano-braterskiej

Ważny epizod w życiu Maćka to harcerstwo. Bardziej skupiał się na byciu druhem drużynowym niż na zajmowaniu się siostrą (śmiech). A ja, wpatrzona w niego jak w obrazek, za mała, żeby być harcerką, zapisałam się do zuchów. Marzyłam, że kiedyś z nim pojadę na obóz. Maciek traktował to harcerstwo wyczynowo, bardzo po męsku. Pamiętam opowieści, jak zdobywał odznaki, jak musiał całą noc sam przeżyć w lesie. Słuchałam tego z zapartym tchem.

Mój brat miał zresztą na koncie masę wyczynów, które robiły na mnie wrażenie. Kiedy był w Paryżu i zabrakło mu pieniędzy, poszedł do metra z gitarą, zaczął śpiewać piosenki harcerskie i zarobił. Ja chyba na coś takiego bym się nie zdobyła.

Można powiedzieć, że trochę się z Maćkiem mijaliśmy. Żyliśmy w dwóch różnych światach. Na dodatek miałam jeszcze taką świadomość i obciążenie od dziecka, że mój brat jest bardzo popularny, czy to na forum klasy, czy szkoły. Był przystojny, od początku występował, był aktywny, a dziewczyny za nim szalały. Koleżanki nieustająco zazdrościły mi starszego brata, a ja za bardzo nie wiedziałam, o co im chodzi. Chyba nie umiałam sobie tego wszystkiego skleić w sensowną całość. A może brakowało mi większej uwagi ze strony Maćka? A może chciałam trochę uszczknąć z tej jego popularności? To bardzo prawdopodobne, chociaż na forum rodzinnym Maciek nie miał uprzywilejowanej pozycji. Nie czuję, żeby któreś z nas było faworyzowane.

Maciek jest introwertykiem, jak tata

Czasami starszy brat może zrobić zadrę w sercu młodszemu rodzeństwu, u nas absolutnie niczego takiego nie było. Zawsze serdecznie, ale też bez jakiejś wielkiej zażyłości. Myślę, że ze strony Maćka trudno o taką zażyłość. Na zewnątrz jest otwarty i ciepły, bryluje, opowiada anegdoty, ale jeżeli przychodzi do głębszych relacji intymnych, to potrzeba wiele czasu i cierpliwości, żeby się do niego doskrobać. Wtedy odkrywasz, że tak naprawdę jest introwertykiem. Jak tata.

Dziesięć lat temu miałam duży problem zdrowotny. Maciek bardzo przeżywał moją chorobę. Wiem to od jego byłej żony, bo mi tego nie okazywał, jak zwykle chował emocje do środka. To jest jego sposób radzenia lub nieradzenia sobie z problemami – wszystko dusi w sobie. Ja mam zupełnie inny temperament. Jestem ekstrawertyczna i „paplam”, zwracam się od razu do mamy, do przyjaciółek i przerabiam problem. On jest o 180 stopni inny – nie mówi nic nikomu, aż nazbiera się taka petarda, która w końcu musi wybuchnąć. Jest mu na pewno dużo ciężej.

Maciek szybko się usamodzielnił i już po maturze wyprowadził się z domu. Miał akurat taką możliwość, bo po 1989 roku tata odzyskał część swojej kamienicy, w której było mieszkanko w sam raz dla chłopaka wchodzącego w dorosłe życie. Mój brat się do niego przeprowadził i tyle było naszego mieszkania razem. Ale pamiętam, że kiedy zaraz po liceum założył kabaret Po Żarcie i poprosił mnie o scenograficzną pomoc, to czułam się bardzo wyróżniona. Głębokie lata 90., byłam jeszcze młodziutka. I szczęśliwa, że starszy brat mnie ceni i że poprosił mnie o pomoc – wcześniej robiłam jakieś scenograficzne drobnostki na zapleczu festiwalu PAKA w Rotundzie.

Cieszyłam się, że rodzina będzie większa, mocniejsza

W okresie mojego dorastania dalej się mijaliśmy. Maciek miał swoje studia, swój krąg znajomych i przede wszystkim pracował. Imponowało mi, że od wczesnej młodości był bardzo pracowity. I że tak zupełnie bez kompleksów na tle taty robił swoje. Szedł własną drogą, a jego kabaret był po prostu świetny! Ja z kolei miałam swoje wybory szkolne, towarzyskie i zupełnie odmienne zainteresowania. Już wtedy słuchałam innej niż on muzyki, inne rzeczy mi się podobały i niespecjalnie mieliśmy wspólny punkt zaczepienia. Był taki czas, że łączyły nas narty i wyjeżdżaliśmy razem w góry, ale Maćkowi potem trochę przeszło, a ja wylądowałam w klubie narciarskim i zaczęłam jeździć jeszcze więcej, ale już bez niego.

Aż tu nagle Maciek przychodzi i mówi, że będzie tatusiem. Bardzo się wtedy ucieszyłam, choć informacja mocno mnie zaskoczyła, bo obiektywnie patrząc, wydarzyło się to trochę za wcześnie, to był krótki związek. Ale myśl, że będę ciocią, że rodzina się powiększa i wzmacnia, dawała mi poczucie radości. Rzeczywistość mocno to zweryfikowała, bo pojawienie się mojej siostrzenicy Matyldy nie spowodowało wcale zacieśnienia więzów.

Trudno ocenić, z jakiej przyczyny, na pewno takim czysto logistycznym powodem była przeprowadzka brata do Warszawy. Byłam wtedy w liceum, więc siłą rzeczy rzadko się widywaliśmy. Na szczęście mój brat odnotował, że stałam się pełnoletnia, bo jako świeżo upieczoną „osiemnastkę” zabrał mnie na pierwsze imprezy z prawdziwego zdarzenia właśnie do Warszawy. Byłam podekscytowana i dowartościowana (śmiech).

Maciek poświęcał dużo czasu przyjaciołom, a jak się zakochiwał, to zawsze na amen, był tak zaangażowany we wszystkie swoje miłości, że rodzina wtedy nie istniała. Po prostu znikał. Fajną relację wykształciliśmy sobie dużo później, już jako dorośli ludzie. Maciek bardzo lubił zapraszać mnie do siebie do domu, wychodziliśmy razem na imprezy i dobrze się bawiliśmy. A kiedy burzliwie się rozstawałam z narzeczonym, dał mi wsparcie i pomoc. Powiedział, że mogę u niego mieszkać tyle, ile będę potrzebować. Potem przyszła jego kolej, kiedy miał kryzys małżeński. Dużo zmieniło się między nami, od kiedy mój brat przeszedł straszny magiel w życiu i my wszyscy stanęliśmy za nim murem. Odbyliśmy kilka szczerych rozmów.

Maciek dusi wszystko w sobie, więc to, że się w ogóle zdobył, by mi opowiedzieć o swoim problemie, na pewno nieprawdopodobnie dużo go kosztowało. Ale jestem przekonana, że i on poczuł ulgę, bo takie doświadczenie jest bardzo oczyszczające.

Podczas choroby taty mieliśmy wspólny front

Teraz mamy bardzo fajne relacje i jestem zdecydowanie bardziej zaangażowana w jego sprawy niż wcześniej. Z jego nową narzeczoną, którą bardzo lubię, widuję się częściej niż z nim, ale mam pewność, że już się nie zgubimy jako rodzeństwo, że nie znikniemy sobie z oczu, tylko będziemy o siebie troskliwiej dbać. Cieszy mnie, że od jakiegoś czasu stanowię dużo większą część życia Maćka. Do tego stopnia, że na przykład ostatnio na moje urodziny zafundował mi i mojemu mężowi wyjście do spa, a sam przyszedł i dzielnie cały wieczór zajmował się naszą córką Helenką. Wcześniej nie przypuszczałabym, że zdobędzie się na coś takiego.

Podczas choroby taty trzymaliśmy z Maćkiem wspólny front. Byliśmy rodzeństwem w takim dorosłym i racjonalnym wydaniu, bo razem próbowaliśmy wpływać na decyzje taty i namawiać go, żeby na przykład poszedł do gastrologa, a nie do setnego laryngologa. Pamiętam wspólne narady, omawianie sytuacji. Bo mimo fantastycznej opieki, którą tata dostał, na różnych etapach tej choroby popełniono dużo błędów lekarskich, które on prawie przypłacił życiem.

To był zresztą słodko-gorzki okres, bo dokładnie z wiadomością o mojej ciąży przyszła informacja o chorobie ojca, a Maćkowi walił się już wtedy związek. Mimo to pamiętał o mnie, wysyłał mi SMS-y, w których dopytywał, jak się czuję.

Mieć brata to komfort, że masz w życiu TĘ osobę. Że nie jesteś sam. Wiem teraz, że zawsze za sobą staniemy. Bo mój brat jest z gruntu bardzo dobrym człowiekiem. Różnie się w jego życiu układało, ale po prostu nie wierzę, że kiedykolwiek mógłby świadomie kogoś skrzywdzić albo że osiągnął coś nie dzięki swojej pracy, tylko wstawiennictwu osób trzecich. Po tym, co przeżyliśmy, mamy z Maćkiem sztamę. Nie przeszkadza mi, że jest introwertykiem. Przyzwyczaiłam się, że to taki mężczyzna, który niewiele mówi o uczuciach, że świadczą o nich jego czyny. Parę razy mu powiedziałam, a raz napisałam w liście, że go bardzo kocham. On mi tego chyba nie powiedział. Gdyby to zrobił, zapamiętałabym. Ale wiem na pewno, że tak jest.

Tekst ukazał się w „Urodzie Życia" 8/2015
 

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
Celeste Barber
Celeste Barber. Fot. mat. prasowe

Celeste Barber parodiuje gwiazdy i wyśmiewa ich obłudę – i za to ją kochamy!

Kiedy zaczęła na Instagramie parodiować celebrytki nie spodziewała się, że w krótkim czasie sama osiągnie status gwiazdy. Jej konto obserwuje dziś ponad 7 milionów osób, a Celeste Barber stała się twarzą ruchu body positive.
Magdalena Żakowska
20.07.2020

Kiedy miała 16 lat, zdiagnozowano u niej ADD i zaczęła brać leki, w wyniku czego znacznie straciła na wadze. Nie była szczupła, ale na pewno szczuplejsza niż wcześniej. Nie czuła głodu, ubrania leżały na niej lepiej, a rówieśnicy zaczęli dostrzegać w niej atrakcyjną dziewczynę. Właśnie wtedy zaczęła świadomie myśleć o swoim ciele i zdała sobie sprawę, jak wiele w jej życiu od niego zależy – od samoakceptacji, przez życie towarzyskie po osiągnięcia w nauce. Mniej więcej w tym samym czasie zakochała się w serialu „Przyjaciele” i zorientowała się, że nawet w komedii kobiety muszą być szczupłe i atrakcyjne. I chociaż marzyła o tym, żeby zostać aktorką, to tak naprawdę, gdzieś w środku, wiedziała, że nigdy nie osiągnie w tym zawodzie sukcesu. Właśnie dlatego, że nie jest wystarczająco atrakcyjna. Kocham go jak wino w lodówce Urodziła się w szczęśliwej rodzinie w Nowej Południowej Walii w Australii. Ani za biedni, ani za bogaci, zdrowi i szczęśliwi ludzie, otoczeni przyrodą i gromadą psów – tak zapamiętała swoje dzieciństwo. Rodzice i starsza siostra zawsze w nią wierzyli, ale Celeste nie wierzyła im, że mogą w nią wierzyć. Skąd to niskie poczucie własnej wartości? Nabawiła się go w szkole, w kontaktach z rówieśnikami, oglądając telewizję i kolorowe magazyny. Kobiety tam przedstawiane, były, jak uważała, lepsze od niej – ładniejsze, szczuplejsze, bogatsze, pewne siebie i bardziej wygadane. O ile pewność siebie potrafiła fantastycznie naśladować i odegrać, o ile wyrobiła sobie cięty język i poczucie humoru, to wiedziała, że urodą nigdy im nie dorówna.  Zdała do szkoły aktorskiej, ale sama siebie obsadzała w drugim planie – zarówno w życiu, jak w pracy. Odpuściła walkę o role w filmach, zatrudniła się jako barmanka i zrezygnowała z marzeń. Dopiero miłość...

Czytaj dalej
Pandora i rodzina Boba Marleya dla organizacji Unicef
mat. prasowe

Zbierzmy milion dolarów na inicjatywę One Love fundacji UNICEF!

W akcję ochrony dzieci przed skutkami pandemii COVID-19 zaangażowała się Halima Aden — muza biżuterii Pandora oraz rodzina Boba Marleya.
Zuzanna Szustakiewicz
20.07.2020

Modelka i aktywistka, Halima Aden , wraz z marką Pandora , przyłączyła się do działań wspierających inicjatywę One Love , której przyświeca misja stworzenia dobrego i bezpiecznego świata dla wszystkich dzieci. Fundacja UNICEF chce skoncentrować się na zapobieganiu rozprzestrzeniania pandemii COVID-19 i ochronie dzieci przed jej skutkami. W ramach współpracy Pandora zobowiązuje się do podwojenia każdego wpłaconego przez darczyńców dolara, do kwoty miliona dolarów .   „Jedna miłość” hymnem 2020 roku?   Członkowie rodziny Boba Marleya zdecydowali się wesprzeć ideę fundacji UNICEF i ponownie nagrali przebój One Love , który dzięki pomocy Tuff Gong International i Amplified Music 17 lipca trafił do sieci. Wszystkie dochody z utworu i powiązanych z nim aktywności przekazane zostaną na rzecz kampanii UNICEF. „Ponad 40 lat temu, mój ojciec napisał One Love — utwór o jedności, pokoju i uniwersalnej miłości w czasach, które nie były tym wartościom przychylne. Jego przesłanie pozostaje trafne, szczególnie w tych trudnych obecnie chwilach, kiedy często nie możemy być z naszymi bliskimi i przypomina, że razem jesteśmy w stanie przezwyciężyć każdy kryzys” – mówi Cedella Marley.   Piosenka One Love/People Get Ready, nagrana po raz pierwszy w 1977 roku przez Boba Marleya i The Wailers dzięki ponadczasowemu przesłaniu i zachęcie do działania ponad podziałami ma szansę stać się prawdziwym hymnem roku 2020. Oprócz rodziny Marley projekt wsparli także inni, znani muzycy i artyści z całego świata.   Razem mamy wielką moc!   Halima Aden gorąco zachęca w mediach społecznościowych do wsparcia inicjatywy One Love. Pierwszy zebrany milion dolarów zostanie podwojony przez Pandorę i pozwoli na zapewnienie...

Czytaj dalej
Śniadanie u Tiffany’ego/ Kadr z filmu
Śniadanie u Tiffany’ego/ Kadr z filmu

„Śniadanie u Tiffany’ego”, „Mechaniczna pomarańcza”, „Małe kobietki”. Te filmy są lepsze od książki!

Greta Gerwig tchnęła nowego ducha w słynną powieść „Małe kobietki”. „Mechaniczna pomarańcza”, dzięki Stanleyowi Kubrickowi stała się bardziej zrozumiała, a „Skazani na Shawshank” Franka Darabonta, bardziej złożone.
Sylwia Arlak
20.07.2020

Ekranizacje książek często wypadają słabo w porównaniu z pierwowzorem. Czytelnikom trudno zaakceptować uproszczony scenariusz czy fabularne zmiany. Wizja reżysera może kłócić się z tym, co sobie wyobrażali. A jednak historia zna też takie przypadki, kiedy film „prześcignął” książkę. „Małe kobietki” „Małe kobietki”, XIX-wieczna powieść Louisy May Alcott nie przetrwała próby czasu. Porady, jak być dobrą gospodynią, opisy, jak dogodzić swojemu mężowi, współcześnie możemy traktować z dużym przymrużeniem oka. Wszystko, co w „kobietkach” najlepsze, znajdziemy w najnowszej ekranizacji książki, w reżyserii Grety Gerwig. Twórczyni pięknie opowiada o siostrzanej miłości panien March, zwykłym, dobrym życiu na amerykańskiej prowincji, sile marzeń i...feminizmie. „Kobiety mają i umysły, i dusze. Oprócz serc mają ambicje i talent, a także piękno. Mam dość ludzi, którzy mówią, że miłość jest wszystkim, do czego nadaje się kobieta” — mówi jedna z bohaterek, Jo, która zamiast mężczyzną podąża za prawdziwą pasją.   „Dziennik Bridget Jones” „Dziennik Bridget Jones” Helen Fielding to typowe „czytadło”. Jest lekko i przyjemnie. Ale nie brakuje też średnio udanych żartów i wielu krzywdzących stereotypów o kobietach, mężczyznach i relacjach. Bridget z kart powieści jest średnio rozgarniętą singielką, która jedyne, o czym marzy to miłość aż po grób. Bridget z filmu Sharon Maguire (grana bezbłędnie przez Renee Zellweger) jest niezdarna, ale urocza. Nie irytuje, jak jej książkowy pierwowzór. Przeciwnie, tej kobiecie chce się kibicować. Jest zabawna i potrafi tupnąć nogą, kiedy trzeba. Kobieta z krwi i kości.   „Diabeł ubiera się u...

Czytaj dalej