Maria Winiarska i Wiktor Zborowski: „My już nawet chorujemy na te same choroby, na bank będziemy zawsze razem”
MIECZYSLAW WLODARSKI/REPORTER

Maria Winiarska i Wiktor Zborowski: „My już nawet chorujemy na te same choroby, na bank będziemy zawsze razem”

Jeśli się kłócą, to po włosku – tak, że aż lecą talerze. Szybko jednak się godzą, bo szkoda im czasu na „ciche dni”.
Sylwia Arlak
11.01.2021

Poznali się na studiach w Akademii Teatralnej w 1969 roku, w trakcie robotniczych praktyk w Ogrodzie Saskim. To nie była miłość od pierwszego wejrzenia, ale szybko zrozumieli, że coś ich do siebie ciągnie. „Wiktor mi się podobał, był spokojny, przy tym podobny do swojego wuja Jana Kobuszewskiego – wysoki, szczupły, inteligentny” – wspominała Maria Winiarska. Ujął ją poczuciem humoru. Imponował tym, jak bardzo się stara. „Ciągle za mną łaził. Dałam mu buziaka, a on zadzwonił i zapytał, co chciałam przez to powiedzieć” – opowiadała, dodając, że w środku zimy specjalnie dla niej zdobył gałązki bzu.

Odetchnij, pokochaj, usłysz siebie. Życzenia na święta i 2021 rok od „Urody Życia”

Nie spieszyli się ze ślubem

Mamie Marii się nie spodobał. „Babcia ostrzegała mamę przed ojcem. Podobno mówiła: »Zostaw tego dryblasa, on jest dla ciebie za duży!«” – opowiadała w jednym z wywiadów córka pary, Zofia Zborowska-Wrona. Wiedziała jednak, że córka tak łatwo nie odpuści. W końcu sama namawiała ją do ślubu – powtarzała, że nie powinna żyć w grzechu. Podobnego zdania był ojciec aktorki. „Mój ojciec, lekarz, w końcu powiedział: »Jak Wiktor przychodzi z tobą do mnie do szpitala, to ja nie wiem, jak mam go przedstawić. Dochodzący?«. A babcia Wiktora powtarzała, że w grzechu żyjemy i w końcu zdecydowaliśmy się na ślub” – wspominała Winiarska.

Po siedmiu latach znajomości, trzy lata po studiach, Maria Winiarska powiedziała „tak” Wiktorowi Zborowskiemu. Urodziła córkę Hannę, a później Zofię. Rodzinną sielankę przerwała nagła śmierć siostry Marii, Barbary. „Nie wyobrażam sobie, jakbym zniosła tę tragedię, gdyby nie mój mąż i dzieci. Oni dali mi siłę i wiarę w lepsze jutro. Bardzo wspierała mnie mama Wiktora. Nieustannie mi powtarzała, że po złym musi przyjść dobre. I, chwała Bogu, nie myliła się. Dziś znów potrafię się uśmiechać” – mówiła aktorka.

Winiarska i Zborowski są ze sobą od 50 lat, ale bardzo rzadko opowiadają w mediach o swojej miłości. Zamiast chodzić na imprezy branżowe, wolą spędzać wieczory w swoim domu w podwarszawskim Skolimowie. Odpoczywają, czytają książki, rozmawiają. Często jeżdżą do swojego domku na Mazurach, gdzie Zborowski łowi ryby, a Winiarska zachwyca się krajobrazami.

Czytaj też: Agnieszka Fitkau-Perepeczko i Marek Perepeczko: „To była nie tylko miłość, ale także niezwykła przyjaźń”

Życie w trójkącie

Nie zawsze są jednak zgodni. Nawet ich córki przyznają, że bardzo się od siebie różnią. Ona jest rannym ptaszkiem, on najlepiej funkcjonuje w nocy. Ona ma łatwość w nawiązywaniu kontaktów, on woli raczej słuchać i obserwować. „To jest coś tak cholernie pięknego, że mimo tego, że się tak niewiarygodnie różnią od siebie, to dali radę! I ciągle dają!” – cieszyła się Zofia.

Gdy się pokłócą, już po godzinie rozmawiają, jakby nic się nie stało. Oboje nie uznają „cichych dni”. Szkoda im czasu na nieporozumienia. „Żona to typowy, uparty Baran. Nie przepraszamy się, po prostu nagle przestajemy się kłócić. I tak jest do momentu, w którym nagle zaczynamy się kłócić znowu” – tłumaczył Wiktor Zborowski. Kłócą się krótko, ale intensywnie. „Bez tego związek nie ma sensu. Kiedy ja na przykład chcę się napić, a żona na przykład chce, żebym się nie napił, już jest temat do rozmowy. I dyskusja” – dodał aktor.

Mimo to od lat uchodzą za parę idealną. A przynajmniej taką, która umie się dogadać. „Małżeństwo to ciężka robota, bez urlopu. Orka na ugorze. Ale dopóki moja żona dziwi się, że po jej mieszkaniu snuje się jakiś facet w kalesonach, a ja dziwię się, że po moim mieszkaniu pęta się jakaś bliżej mi nieznana pani w halce, to znaczy, że jeszcze potrafimy patrzeć na świat zdumionymi oczami i wszystko jest w porządku. [...] Nasz związek powstał ze skrzyżowania połówki jadalnej śliwki z połówką jadalnej dyni i tak otrzymaliśmy całkowicie niejadalny owoc. Może właśnie dlatego jeszcze nikt inny nas nie pożarł” – stwierdził pół żartem, pół serio Wiktor Zborowski, dodając: „Dzielimy radości i smutki, kłócimy się, wspieramy i nie brak w naszym związku gróźb rozwodu”.

Czytaj też: Irena Kwiatkowska i Bolesław Kielski: „Dawał mi poczucie bezpieczeństwa, był moim piorunochronem”

Na pytanie o sekret udanej relacji Maria Winiarska żartobliwie wyznała, że w ich przypadku świetnie sprawdza się... życie w trójkącie. Mieszkają z gosposią Elżbietą, która szybko stała się przyjaciółką obojga. „Kiedy jeździłam dużo z przedstawieniami, a mąż był po operacji kolana, wiedziałam, że jest zaopiekowany, utulony, kochany, najedzony. W takim trójkącie można żyć!” – opowiadała, dodając: „Oni oglądają turnieje golfa czy tenisa, a ja mam święty spokój. Mąż mówi, że gosposia w tenisie jest nawet lepsza ode mnie. Teraz jeszcze oglądają siatkówkę, bo pani Ela mówi, że trzeba, skoro w rodzinie jest Andrzej Wrona (siatkarz jest mężem Zofii Zborowskiej – przyp. red.). I tu też jest lepsza ode mnie, bo zna wszystkich zawodników!”. Co dzieje się, kiedy program w telewizji się kończy? „Tego to ja już nie wiem” – skwitowała aktorka w rozmowie z tabloidem.

Przeżywają drugą młodość

W ubiegłym roku świętowali okrągłą rocznicę. 50 lat temu postanowili, że będą razem. „Wiktor twierdzi, że to, co było przed ślubem, się nie liczy. On czci te 44 lata, od kiedy jesteśmy małżeństwem. A ja jednak upieram się, by celebrować 50 lat razem, bo przecież poznaliśmy się w szkole teatralnej i szybko zaczęliśmy ze sobą chodzić” – tłumaczyła Maria Winiarska. W 2020 roku publicznie obwieściła światu, że jej mąż wciąż jest dla niej najseksowniejszym mężczyzną na świecie. „Mąż kończy 69 lat. Cholernie sexy wiek” – napisała na swoim profilu na Instagramie, dodając, że nie wyobraża sobie życia z nikim innym: „My już nawet chorujemy na te same choroby, na bank będziemy już zawsze razem, bo u nas to tak troszkę jest, że »wiódł ślepy kulawego«. Jest inaczej niż kiedyś, nie ma co udawać, ale wiecie co? Jest fajnie. Wspieramy się, kochamy i zawsze możemy na siebie liczyć. Życzę każdemu takiego męża”.

TRICOLORS/East News

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
Julia Roberts i Daniel Moder / East News

Julia Roberts i Daniel Moder są razem od 18 lat! Ale tę miłość musiała sobie wywalczyć 

„Moje spotkanie z Danielem można porównać do trzęsienia ziemi”, mówiła Julia Roberts. „Natychmiast zdałam sobie sprawę, że moje życie zmieni się na zawsze i wszystko będzie zupełnie inne”. I rzeczywiście – było.
Anna Zaleska
04.01.2021

Kiedy w 2001 r. poznała Daniela Modera, 34-letnia wówczas Julia Roberts miała już na koncie sporo nieudanych związków. Była zaręczona z Kieferem Sutherlandem, spotykała się Matthew Perrym i Liamem Neesonem. W 1993 roku wyszła za mąż za muzyka country Lyle'a Lovetta, ale rozwiedli się po zaledwie dwóch latach. Kolejny związek – z aktorem Benjaminem Brattem – wydawał się bardziej udany, ale zakończył się, gdy na planie filmu „Meksykanin” Julia Roberts zakochała się po raz kolejny. Tym razem nie w gwiazdorze, ale w operatorze filmowym. Hollywoodzki mezalians: wielka gwiazda i skromny operator Ich związek mógł wydawać się czymś w rodzaju hollywoodzkiego mezaliansu. Ona była gwiazdą, laureatką Oscara za „Erin Brokovic”, najlepiej opłacaną aktorką w historii kina. On pracował na planie jako operator kamery, jeden z wielu. Od trzech lat był mężem argentyńskiej makijażystki Verą Steimberg. O „pretty woman” nie śmiałby nigdy nawet marzyć. Ale dla obojga to spotkanie okazało się jak trzęsienie ziemi. W mediach krążyły pogłoski, że Julia Roberts wypłaciła porzuconej żonie 200 tysięcy dolarów swego rodzaju „odszkodowania”. Czy to prawda? Nie wiadomo, wiadomo za to, że Vera Steimberg przez dwa lata nie chciała zgodzić się na rozwód. Ale Julia Roberts nie zamierzała się poddać. Do dziś zagadką pozostaje T-shirt, w jakim pokazywała się publicznie w tamtym czasie, z ręcznie wyszytym napisem „A Low Vera”. Co znaczył ten kalambur? „Low” jest słowem wieloznacznym. Może odnosić się do niskich kosztów, może też znaczyć „podła”. Gdy Oprah Winfrey spytała o to aktorkę, ta odpowiedziała tylko: „To prywatna sprawa. Ale obstaję przy moim T-shircie”. W końcu zakochanym udało się poukładać sprawy. Ślub pary odbył się...

Czytaj dalej
Woody Allen i Mia Farrow z córką Dylan /East News

Woody Allen i Mia Farrow. Miłość, zdrada i zemsta

Czy Woody Allen naprawdę jest niewinny, a wszystkie zarzuty to zemsta Mii Farrow za jego zdradę? Oskarżony o molestowanie seksualne adoptowanej córki reżyser w autobiografii „A propos niczego” przedstawia swoją wersję wydarzeń.
Anna Zaleska
09.12.2020

Od czasu, gdy Woody Allen został oskarżony przez Mię Farrow o molestowanie seksualne ich córki Dylan, minęło 28 lat. W swojej autobiografii „A propos niczego” (wyd. Rebis) reżyser zdecydował się opowiedzieć swoją wersję wydarzeń. Książka wzbudziła kontrowersje jeszcze zanim się ukazała – wydawnictwo Hachette, z którym podpisał umowę, ostatecznie odmówiło jej wydania. Allen przywykł do podobnych sytuacji. Aktorzy, którzy kiedyś z nim pracowali – między innymi Mira Sorvino, Greta Gerwig, Colin Firth, Timothée Chalamet i Rebecca Hall – publicznie za to przepraszają. Ci, którzy tego nie zrobili – Diane Keaton, Alec Baldwin, Alan Alda czy Scarlett Johansson – są za to potępiani. Allen dziękuje im za ich wsparcie, pisząc: „Zapewniam, że nie jest to coś, czego powinniście się wstydzić”. Czy autobiografia jest w stanie oczyścić jego imię z zarzutu molestowania seksualnego? Woody Allen i Mia Farrow – jak się poznali Po raz pierwszy spotkali się na małym przyjęciu w Hollywood w 1979 roku. Allen był ciekaw Mii Farrow, uważał ją za piękną i bardzo utalentowaną. Pamiętał też list, który kilka lat wcześniej od niej dostał. Z entuzjazmem pisała o jego filmach, a zakończyła zdaniem „Po prostu kocham pana”. Wtedy na przyjęciu pogawędzili uprzejmie, ale „ziemia nie zadrżała”. Zaczęli się spotykać kilka lat później. Był oczarowany Mią Farrow. Okazała się inteligentna, piękna, utalentowana i najmilsza na świecie. Fakt, że miała siedmioro dzieci – troje biologicznych i czworo adoptowanych – uznał za „niecodzienny, ale nie za złowieszczy”. Sam siebie pyta dzisiaj, czy powinien był już na początku zauważyć znaki ostrzegawcze? „Z perspektywy czasu widzę, że czerwone flagi powiewały co kilka stóp, ale...

Czytaj dalej
Brigitte i Emmanuel Macron:
Forum

Brigitte i Emmanuel Macron: ich miłość zaczęła się, gdy on miał 15 lat

Związek, który tworzą Emmanuel i Brigitte Macron, jest wyjątkowy. Czy tylko z powodu różnicy wieku?
Dorota Szuszkiewicz
03.12.2020

Emmanuel Macron, prezydent Francji, zwycięża nie tylko w polityce. Największe zwycięstwo odniósł w życiu prywatnym, zdobywając miłość kobiety starszej o 24 lata. Związek, który tworzą Emmanuel i Brigitte, jest wyjątkowy. Czy tylko z powodu różnicy wieku? Okazują sobie uczucia zawsze i wszędzie. Także na wiecu w noc po wyborczym sukcesie. Zawsze są blisko, publicznie trzymają się za ręce, przytulają. Kiedyś on był 16-letnim uczniem liceum w Amiens, w którym ona uczyła literatury i prowadziła zajęcia teatralne. Emmanuel i Brigitte Macron: nietypowy związek „Nie jesteśmy typową rodziną, nie da się temu zaprzeczyć, ale czy w naszej rodzinie jest mniej miłości? Wątpię. Może jest nawet więcej” – powiedział Emmanuel Macron na jednym z wieców wyborczych. To prawda, nie są typowi. On jest od niej młodszy o 24 lata. No i co z tego?To jest ich sprawa. Jak widać, na decyzje wyborcze Francuzów życie prywatne polityków nie ma wielkiego wpływu. Wybrali jego, a może właściwie ich, na prezydenta, bo Macron nie ukrywa, że żona nie będzie w Pałacu Elizejskim tylko paprotką. Choć prawo francuskie nie przewiduje stanowisk dla pierwszej damy, Brigitte będzie miała swój gabinet. Zajmie się sprawami młodzieży. Będzie pracować za darmo. Gdyby nie ta nietypowa różnica wieku, historia ich miłości byłaby banalna. Spotkali się, zakochali, pokonali przeciwności losu, a w końcu się pobrali. Tylko że ich związek łamał przyjęte od wieków zwyczaje i konwenanse. Mogli spodziewać się szyderstw i ostracyzmu. Zwłaszcza Brigitte. To wymagało od niej niezwykłej odwagi i siły, a od niego wielkiej determinacji. Musiał ją przekonać, że jego uczucie nie jest tylko młodzieńczym zauroczeniem. Ona zaś walczyła z własnym lękiem i wątpliwościami. Przecież miała męża, dzieci, dostatnie życie,...

Czytaj dalej
INPLUS/East News

Barbara Krafftówna: pochowała dwóch mężów i jedynego syna, ale nie dała się złamać

Kiedy zmarł jej drugi mąż, obiecała sobie, że już nigdy nie zwiąże się z innym mężczyzną. Za wszelką cenę próbowała się chronić. Ale los miał dla niej inną tragiczną niespodziankę.
Sylwia Arlak
30.12.2020

Po zakończeniu II wojny światowej zamieszkała w Gdyni, gdzie Iwo Gall zakładał teatr. Wokół energicznej i wiecznie uśmiechniętej Krafftówny kręciło się wielu mężczyzn. Starał się o nią utalentowany pianista, lekarz, działacz kulturalny i zdolny muzyk. Z jednym umawiała się na domowe schadzki, z drugim chodziła na spotkania do cukierni, trzeci był jej oficjalnym adoratorem, a czwarty towarzyszył jej podczas wczasów w sanatorium. Gdy podczas wizyty we Wrocławiu poznała dyrygenta z tamtejszego teatru, rzuciła wszystkich adoratorów. Myślała, że to ten jedyny. „Ale nagle jakbym dostała obuchem w łeb. Powiedział coś, co było ciężkim chamstwem. Od tej pory przestał dla mnie istnieć” — wspominała Barbara Krafftówna w wywiadach. Przez długi czas była na środkach uspokajających Aktora Michała Gazdę poznała w teatrze, w którym razem pracowali. W 1953 roku na marszu z okazji 1 maja w Warszawie już wiedziała, że jest zakochana. Tak naprawdę, po raz pierwszy w życiu. „1 maja nieśliśmy razem szturmówkę z napisem »Niech żyje 1 maja«, 17 maja Michał oświadczył mi się, a już 1 czerwca odbył się ślub” — opowiadała. „Czy ja byłam kochliwa? Na pewno nie byłam obojętna. Moje niektóre koleżanki nagle znajdowały się w amoku miłości, choć na co dzień były szalenie racjonalne. Ale i ja bywałam w amoku zakochania, bez niego nie byłoby decyzji o małżeństwie. Potem amok przechodził, było spokojniej. Można było się cieszyć, planować. I marzyć. W ogóle u mnie wciąż jest gęsto od marzeń, stare zamieniają się w nowe, zmienia się ich kolejność. Cały czas” — opowiadała w wywiadzie dla weekend.gazeta.pl. Czytaj też:  Kalina Jędrusik i Stanisław Dygat – miłość, która się w głowie nie mieści Dwa lata później doczekali...

Czytaj dalej