Maria Czubaszek i Wojciech Karolak: „Prawdziwej miłości nie szkodzi nawet małżeństwo”
East News

Maria Czubaszek i Wojciech Karolak: „Prawdziwej miłości nie szkodzi nawet małżeństwo”

Po pierwszym małżeństwie przysięgła sobie, że nigdy więcej. A potem poznała Wojciecha Karolaka i przepadła na amen.
Sylwia Arlak
05.10.2020

On — muzyk jazzowy mieszkał w Szwajcarii, ona — pisarka, satyryczka w Polsce. Spotkali się u przyjaciół, gdy on przyjechał grać tu koncerty.: „Jak poznałem Marysię i okazało się, że nie dość, że ma wspaniałe nogi, jest inteligentna, pisze słuchowiska, które mnie zachwycają, a w dodatku nie ma u niej stołu, przy którym trzeba siadać, jeść wspólnie i mlaskać, nic do siebie nie mówiąc, byłem w siódmym niebie” — mówił lata później w jednym z wywiadów Wojciech Karolak. Wrócił do żony Bożeny, malarki, ale wiedział, że nie na długo. „Miałem poczucie, że Bożenie będzie lepiej beze mnie a mnie lepiej bez niej” — wyznał Krystynie Pytlakowskiej w książce „Małżeństwo doskonałe”.

Książę Karol nawet po rozwodzie chciał mieć ostatnie zdanie

„Motyle w brzuchu? To nie dla mnie”

Marii Czubaszek Karolak też się spodobał. Na tyle, że zapomniała o obietnicy danej samej sobie: nigdy więcej małżeństwa.

„Piorun sycylijski w nas nie strzelił. Polubiliśmy się, podobaliśmy się sobie, połączyło nas wielkie uczucie, w obiegowym pojęciu nazywane miłością. Nigdy jednak nie byliśmy papużkami, »tiu tiu, za rączkę« – nie wierzę w żadne połówki, bo to by oznaczało, że wszyscy jesteśmy tylko połówkami. A motyle w brzuchu? To chyba łaskocze i jest nieprzyjemne. Gdyby coś takiego mi się przytrafiło, pewnie poszłabym do gastrologa. Albo od razu na USG jamy brzusznej” – opowiadała.

Z pierwszym mężem Wiesławem Czubaszkiem od początku nie było jej po drodze, związała się z nim tylko po to, żeby wreszcie wyrwać się z domu. Przyznawała, że nawet go nie kochała. Z Wojciechem Karolakiem od początku było inaczej.

Pobrali się w 1976 roku. On nie wyobrażał sobie prawdziwego związku bez ślubu, ona mówiła, że „prawdziwej miłości nawet małżeństwo nie przeszkodzi”. Obiecał ukochanej, że jak zgodzi się za niego wyjść, przestanie pić. A pił wtedy bardzo dużo. Uwierzyła. I jego znajomi też w to uwierzyli. „Słuchaj, uratujesz człowieka” – mówili. Liczyli też, że dzięki miłości do Marysi wróci do Polski. Ona bała się, ale też myślała: „raz się rozwiodłam, to i mogę drugi”. To właśnie wtedy, tuż przed ślubem z Wojciechem Karolakiem napisała piosenkę: „Wyszłam za mąż, zaraz wracam”.

Przestał, ale tylko na chwilę. Męczyła się przez lata, aż w końcu któregoś dnia doszła do wniosku, że nie da rady. „Nic mu nie powiedziałam. Jak leżał schlany, wstałam i wyszłam. Poszłam do Fedorowiczów, z którymi się wtedy przyjaźniłam. Jak trochę wytrzeźwiał, to się przestraszył. Nagle sam, nie ma mu kto wódki przynieść” — wspominała w tym samym wywiadzie.

Nigdy nie robiła mu z tego powodu awantur. Nie prosiła, nie groziła, nie płakała, ale bardzo cierpiała. Wiedział, że pewnego dnia weźmie psa, zatrzaśnie drzwi, nie wróci. I czasem nie wracała. W końcu pozbył się z domu całego alkoholu. Zrobił to dla niej. Nie mógł dłużej patrzeć, jak cierpi.

„Miał kilka prób leczenia, w końcu rzucił alkohol, ale ja nie wróciłam »ot tak«. Powiedziałam mu, że ma sobie wszyć esperal, inaczej nie zaryzykuję powrotu. Zresztą powiedziałam, że jeśli jeszcze raz się napije — rozwód natychmiast. Mógłby wtedy nawet umrzeć, trudno. Byłoby mi przykro, bo to fajny facet, ale uważam, że alkoholik ma prawo zapić się na śmierć, jego sprawa, nikt nie powinien mu w tym przeszkadzać” — mówiła Maria Czubaszek w jednym z wywiadów.

Czytaj też: Katarzyna Miller: „Romantyczna miłość jest tylko na chwilę, jeśli w nią wierzycie, przegracie”

On sam w książce „Małżeństwo doskonałe” przyznał: „W pewnym momencie była już w takim stanie, że bałem się, że mi wyskoczy przez okno. Rozwód byłby oczywiście czymś fatalnym, ale zdałem sobie sprawę, że może się stać coś dużo gorszego. Tak mnie to przeraziło, że położyłem się na łóżku i prawie wytrzeźwiałem, mimo że byłem bardzo pijany. Decyzję podjąłem w ciągu kilku sekund. [...] Przyrzekłem sobie wtedy, że już nigdy więcej, bo stracę moją Marysię. I będę za to w całości odpowiedzialny”. Od tamtej pory nigdy nie wziął do ust alkoholu.

Czubaszek i Karolak – razem i osobno

Byli w sobie zakochani na amen, choć oboje nie raz przyznawali, że nie należą do osób szczególnie kochliwych. Oboje nie przywiązywali też wielkiej wagi do spraw łóżkowych.

„Pierwszy okres naszego małżeństwa był świetny. Marysia miała duży seksapil — kiedy wchodziła do pokoju, erotyzm otaczał ją jak niewidzialny welon. I to na mnie od razu działało. Bo to była ona. A ja nigdy nie byłem pazerny na seks dla samego seksu. Gdybyś chciała policzyć, ile dziewczyn miałem w życiu, nie zabrałoby ci to dużo czasu. Natomiast Marysi mogło być w tym bardzo dobrze, bo wiedziała jak bardzo na mnie działa” — dodał Karolak w rozmowie z Krystyną Pytlakowską.

Większość życia spędzili bez seksu. Ona nie potrafiła zamykać drzwi do pokoju (ich pies zawsze musiał być przy nich), on nie wyobrażał sobie robić tego przy świadkach. Ale z każdym rokiem kochali się coraz bardziej. „Im bardziej się starzała, im bardziej zasychała i się zmniejszała, i robiła się taką drobinką, tym bardziej ją kochałem. A najbardziej na samym końcu, kiedy już miała buźkę zmęczoną życiem” — wspominał w wywiadzie rzece.

Oboje uwielbiali swoje towarzystwo i oboje cenili własne. Pytana o sekret ich długoletniego małżeństwa, Czubaszek zawsze podkreślała, że związek nie znosi nudy. I że każdy musi mieć własną przestrzeń. Kiedy jej mąż koncertował za granicą, znajomi zapraszali ją na kolejne spotkania, a ona konsekwentnie odmawiała. Miała tak już od dzieciństwa, nie potrzebowała spędzać czasu z innymi ludźmi. Nie miała przyjaciółek i uważała, że mąż nie jest niezbędny do życia. Mówiła, że najchętniej żyłaby sama i że miłość jest przereklamowana.

Ale z Karolaka nie chciała rezygnować. Żyli razem, choć trochę osobno i to im pasowało. On miał swoją pracę, ona swoją. On siedział przy komputerze, ona przy telewizji. On pracował w nocy i kładł się nad ranem, ona zasypiała późnym wieczorem. Nie jedli razem posiłków (nie mieli nawet stołu; jeśli już karmiła swojego męża to tylko parówkami), nie spali w jednym łóżku i nie chodzili razem do kina. Odkąd Karolak przestał pić, unikali też imprez u znajomych. Uwielbiali wspólne rozmowy, mieli to samo poczucie humoru. Oboje nigdy nie chcieli mieć dzieci (Czubaszek przyznała, że dokonała dwóch aborcji). „Ja czułam się odpowiedzialna za psa, ale za drugiego człowieka nie poniosłabym żadnej odpowiedzialności. Nawet nie mam zdolności wychowawczych” — mówiła w jednym z wywiadów.

Duet idealny

Nie robiła mężowi awantur (tylko na początku znajomości złamała mu żebro kopniakiem piętą, bo wydawało jej się, że jest kobieciarzem), nie miewała napadów zazdrości i nigdy nie przyszło jej do głowy, żeby go zmieniać.

„Jak z tym Czubaszkiem się nie układało, to znajomi mówili: – popracuj nad związkiem, zmień go. Mówię: jak można zmienić człowieka. On jest taki, jaki jest i koniec, albo to akceptujemy, albo nie. Karolak ma mnóstwo wad, ale je akceptuję” — wyznała w innym wywiadzie. Wszyscy, którzy ich znali mówili, że tworzą duet idealny, choć mogłoby się wydawać, że nieco szorstki. Ona nie lubiła, gdy ją przytulał, on nie powtarzał co chwilę, jak bardzo ją kocha. Nie pamiętała nawet daty ślubu i nie obchodziła żadnych rocznic.

Z drugiej strony zaczynali rozmowę przez telefon od „cip, cip” i nazywali samych siebie dwoma „zajączkami”. Przesyłali sobie karteczki z narysowanymi zającami. Gdy wracał z trasy, zostawiała mi karteczki z instrukcją, co ma jeść i jak to należy przygotować. Miał pewność, że jest dla niej ważny, od kiedy pozwoliła mu wprowadzić się do swojej małej kawalerki z ciężkimi organami Hammonda.

„Zabrałem jej całą przestrzeń. To musiało być dla niej trudne” — śmiał się.

„W ogóle nie widziałbym możliwości życia z kimkolwiek innym poza Marysią. Bo żadna kobieta jej nie dorówna. Uważam, że miałem szczęście, bo spotkałem dziewczynę z taką osobowością, z taką mądrością i z takim poczuciem humoru, a przy tym tak bardzo kobiecą. Taka mieszanka się po prostu nie zdarza. Właściwie nie wiem, za co otrzymałem od opatrzności taką nagrodę” — mówił.

Podkreślał, że była „człowiekiem jego życia”, a nie kobietą: „Tu chodziło o znacznie więcej”. Mówił, że rozmawiało mu się z nią „lepiej niż z facetem”. Podziwiał ją i komponował piosenki do jej tekstów. Ona zachwycała się jego muzyką, choć nie miała o niej bladego pojęcia.

Był wściekły, gdy nic nie jadła i wypalała papierosa za papierosem.

Maria Czubaszek zmarła w 2016 roku w wieku 76 lat. Przez 40 lat była żoną Karolaka. „Zauważyłem, że bez Marysi głupieję. Przede wszystkim dlatego, że nie mam z kim porozmawiać, bo skończyły się w tym domu rozmowy o niczym, które były najpiękniejsze. W ogóle skończyły się rozmowy” — mówił Karolak w wywiadzie dla „Vivy!”.

Zawsze powtarzała, że woli być uśpiona niż niedołężna. Największym dowodem miłości Karolaka było to, że pozwolił jej odejść na jej warunkach. „Może się to wydać niezrozumiałe, ale nie mam do niej najmniejszej pretensji o to, że tak sobie odeszła. Zresztą na pewno było jej przykro. Nie wiem, co bym zrobił, gdyby to wszystko ode mnie zależało. Pewnie walczyłbym, ale miałbym świadomość, że robię coś wbrew jej woli. A ona zasługiwała na prawo do decydowania o sobie. Widocznie tak było dla niej lepiej. To jest jakieś pocieszenie. Tylko tyle, że straciłem mojego zająca i lustro, w którym się przeglądałem. Marysia była punktem odniesienia wszystkiego, co robiłem, i tego mi zabrakło” — dodał.

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
East News

Gustaw Holoubek i Magdalena Zawadzka: mistrz, uczennica i wielka miłość

Nikt nie dawał im szansy na długi związek, nawet po ich ślubie. Na przekór wszystkim przeżyli ze sobą 35 lat: bez zdrad, skandali i wielkich kłótni. Rozłączyła ich dopiero śmierć.
Sylwia Arlak
21.12.2020

Poznali się na planie filmu „Spotkanie w Bajce” w 1962 roku. Gustaw Holoubek wraz z Andrzejem Łapickim zaprosili nastoletnią Magdalenę Zawadzką do kawiarni. Uciekła. „Pełna przestróg, jak to niecnie prowadzą się filmowcy, kategorycznie odmówiłam. I robiąc nerwowe w tył zwrot, weszłam... w szklane drzwi, wybijając głową szybę. Nie widziałam wtedy powodu, aby zainteresować się nim jako mężczyzną. Między nami tak naprawdę była przepaść” — wspominała Zawadzka. Miała wówczas 17 lat i debiutowała w filmie epizodyczną rolą. Umowę podpisywała za nią mama. Ponad 20 lat starszy od niej Holoubek był już doświadczonym aktorem, reżyserem i dyrektorem teatrów, pedagogiem, prezesem SPATiF-u. Zdążył już zapracować sobie na opinię kobieciarza. Czytaj też: Maryla Rodowicz i Daniel Olbrychski: „To wąskie żelazne łóżko świetnie pamiętam” Długo musiał o nią zabiegać Po raz kolejny spotkali się w 1969 roku w Teatrze Dramatycznym podczas prób do spektaklu „Życie jest snem” Calderona w reżyserii Ludwika Rene. On grał królewicza Segismunda, ona piękną Rosaurę, którą następca tronu chce zdobyć za wszelką cenę. Holoubek każdego dnia posyłał aktorce świeże kwiaty. Nawet nie próbował ukrywać swojego zainteresowania. Ale Zawadzka nie ułatwiała mu zadania. „Nie było tak, że z miejsca zachwycił mnie fakt, iż mistrz Holoubek zwrócił na mnie uwagę. On musiał o mnie zabiegać. Ba! Walczyć. I tym właśnie mnie zdobył” — mówiła Zawadzka w jednym z wywiadów, a Holoubek dodał w innym: „Zaczęło się niedobrze, bo nie podobałem się jej w ogóle. Wręcz byłem przez nią ignorowany. Ale stało się ze mną coś strasznego. A mianowicie pojawił się we mnie upór trwający całymi tygodniami, miesiącami,...

Czytaj dalej
Martyna Wojciechowska w akcji #DZIĘKUJĘ
Marta Wojtal

Martyna Wojciechowska dziękuje mamie, córce i kobietom, które ją dziś wspierają

„Gdyby nie wsparcie innych, nie byłoby mnie tu, gdzie dzisiaj jestem” – mówi. W akcji #DZIĘKUJĘ pytamy Martynę Wojciechowską o to, komu i za co jest wdzięczna w życiu. A ona długo wylicza.
Sylwia Niemczyk
03.04.2020

Chociaż Martyna Wojciechowska osiągnęła w życiu najwyższe szczyty – także popularności – to nigdy, nawet przez sekundę nie miała pokusy, aby przyznać z dumą, że wszystko osiągnęła sama. Przeciwnie, w rozmowie w ramach akcji #DZIĘKUJĘ wylicza kolejne i kolejne osoby, którym jest wdzięczna za wsparcie. Wśród nich – mama, córka, współpracowniczki w fundacji UNAWEZA, redaktorki programu „Kobieta na krańcu świata”. Sylwia Niemczyk: Umiesz wskazać jedną osobę, której zawdzięczasz najwięcej? Mama. Poświęciła mi mnóstwo czasu i  energii na etapie mojego dorastania, dojrzewania, potem też w dorosłym życiu, kiedy sama urodziłam córkę. Ale nawet nie za ten czas jestem jej najbardziej wdzięczna. Zarówno jej, jak i mojemu tacie zawdzięczam przede wszystkim to, że z bardzo nieśmiałej dziewczynki stałam się tą odważną kobietą, którą jestem dzisiaj. Patrząc dziś na ciebie, trudno uwierzyć w tę nieśmiałość. Byłam tak nieśmiałym dzieckiem, że nie chodziłam nawet do przedszkola! Po dwóch tygodniach zajęć mnie z niego wyrzucili, bo nie potrafiłam się zaadaptować. To była dla mnie trauma, do dziś pamiętam to bardzo dokładnie. Moja mama nigdy na mnie nie podnosiła głosu, więc kiedy w przedszkolu znalazłam się w zupełnie innym świecie: krzyku pań opiekunek, ale też wyrywania sobie zabawek przez dzieci, rozpychania się łokciami – od razu się wycofałam. I  moja mama mi na to pozwoliła.  Nigdy nie czułam się przez nią oceniana i  krytykowana. Nigdy nie usłyszałam od niej: „A nie mówiłam?!”. Mama po prostu nie potrzebuje podkreślać swojej wiedzy, doświadczenia i  mądrości, a  wręcz przeciwnie: zawsze pozwalała mi doświadczać, popełniać błędy. A przecież tylko poprzez...

Czytaj dalej
Martyna Wojciechowska
Marta Wojtal

Martyna Wojciechowska w poruszających słowach prosi o wsparcie!

Dokładnie w Dzień Matki znana podróżniczka i dziennikarka Martyna Wojciechowska prosi o wsparcie jej nowego projektu, który realizuje w Polsce.
Sylwia Niemczyk
26.05.2020

Martyna Wojciechowska od lat pomaga kobietom: kiedy kilka lat temu podczas pracy nad programem „Kobieta na krańcach świata” poznała tragicznie okaleczoną albinoską dziewczynkę, Kabulę, nie tylko nagłośniła problem prześladowania albinosów w Tanzanii, lecz także zdecydowała się na o wiele większy krok: zaadoptowała Kabulę i zbudowała bezpieczny dom dla niej i dziewczyn w podobnej sytuacji.  Teraz dziennikarka rozpoczyna budowę kolejnego domu – tym razem dla polskich dziewczyn, które także znajdują się w dramatycznej sytuacji życiowej: „Dzisiaj DZIEŃ MATKI. Myśli biegną do naszych kochanych Mam, którym tak wiele zawdzięczamy… Jednak moje myśli biegną dziś także do młodych dziewczyn, które nie doświadczyły wspierającej obecności rodziny, miłości, troski. Pochodzą z patologicznych rodzin, mieszkają w domach dziecka, w poprawczakach. A teraz same stojąc u progu macierzyństwa, mogą zostać pozbawione takiej szansy wobec swoich dzieci. Te dziewczyny nie mają edukacji seksualnej, czasem nie rozumieją, co się dzieje z ich ciałami, jakie są konsekwencje ich decyzji. A co, kiedy zachodzą w ciążę? Kiedy nastolatka rodzi dziecko, to nie może się nim zająć, bo nie ma władzy rodzicielskiej. A nie zawsze może liczyć na wsparcie rodziny. Wtedy noworodek trafia do rodziny zastępczej, a młoda Mama jest pozostawiona sama sobie. Napiętnowana i odrzucona. Z kolei Dziecko pozbawione jest na starcie tego, czego każdy potrzebuje najbardziej – bliskości i czułości Mamy, której nie zastąpi nic na świecie. Oboje przepadają w bezdusznym systemie. Czuję niesprawiedliwość i żal, że ten świat został przez nas dorosłych tak urządzony. I nie mam na to zgody – pisze Martyna Wojciechowska na Instagramie.  Dramat, o którym pisze dziennikarka, wbrew pozorom nie jest marginalny: według...

Czytaj dalej
East News

Nicole Kidman i Keith Urban: „Spotkanie jej i małżeństwo nie zmieniło mojego życia. Było jego początkiem”

Kiedy się poznali, oboje czuli się bardzo samotni. „Weszliśmy do swojego życia w najlepszym czasie, gdy mogliśmy się na siebie otworzyć” — mówiła Nicole Kidman o relacji ze swoim mężem, Keithem Urbanem.
Sylwia Arlak
25.11.2020

Poznali się w styczniu 2005 roku podczas gali honorującej osiągnięcia australijskich artystów w USA. „Po raz pierwszy spotkaliśmy się na przyjęciu w Los Angeles. Pamiętam, że pomyślałem: »O rany, naprawdę chciałbym ją poznać. Oboje pochodzimy z Australii i jestem pewien, że przeszliśmy podobną drogę«. Kiedy weszła do pokoju, w którym stałem z przyjaciółmi, byłem pod wrażeniem. Przysięgam, że sunęła po pokoju, unosiła się. Nie wiem, jak to zrobiła. To było nie z tego świata. Pomyślałem: »Po prostu idź do niej i przywitaj się« — wspominał słynny muzyk country Keith Urban, dodając: „Zebrałem się na odwagę, by iść i to zrobić. Byłem bardzo zdenerwowany, a ona bardzo miła. Powiedziałem »Miło cię poznać« i odszedłem. Dopiero potem pomyślałem: »Może powinienem powiedzieć coś więcej?«. Wróciłem, przeprosiłem i zaczęliśmy rozmawiać. Zaiskrzyło”. Nicole Kidman w wywiadzie dla Ellen DeGeneres w 2017 roku wspominała: „Podkochiwałam się w nim, a on nie był mną zainteresowany. Tak mi się wtedy wydawało. Po naszym spotkaniu nie dzwonił do mnie przez cztery miesiące”. Kidman i Cruise. To miała być miłość na całe życie Nie dzwonił ze strachu. „Ktoś dał mi kartkę z jej numerem i przez jakiś czas trzymałem ją w kieszeni. Patrzyłem na nią i myślałem: »Jeśli zadzwonię pod ten numer, ona odbierze. Nie wiem, co mam jej powiedzieć« — wspominał w australijskim talk-show Interview w 2018 roku. „Nie byłem w najlepszym miejscu w swoim życiu. Nigdy bym nie pomyślał, że Nicole zobaczy coś w takim facecie, jak ja. Ale w końcu się odważyłem. Zadzwoniłem i zaczęliśmy rozmawiać. Rozmawialiśmy i rozmawialiśmy, i rozmawialiśmy, i rozmawialiśmy. Szło nam świetnie” — dodał. Oboje czuli się bardzo samotni....

Czytaj dalej