Maria Czubaszek: Jak nikt potrafiła śmiać się z życia i z siebie. Dlaczego chciała umrzeć?
Maria Czubaszek / Fot. East News

Maria Czubaszek: Jak nikt potrafiła śmiać się z życia i z siebie. Dlaczego chciała umrzeć?

Kochano ją za poczucie humoru i za to, że umiała żartować ze wszystkiego. Nawet ze swojej starości. Ale nie chciała już żyć.
Anna Zaleska
17.02.2021

Początkowo nie było łatwo być Marią Czubaszek. Nawet we wczesnych latach 70., gdy była już znana, nikt nie wierzył w jej istnienie. Uważano, że jedna osoba nie byłaby w stanie pisać tak wielu świetnych tekstów. Musi to robić cały zespół satyryków, którzy w ten sposób się podpisują. Gdy kiedyś Maria przedstawiła się lekarzowi własnym imieniem i nazwiskiem, spojrzał z niedowierzaniem i powiedział: „No proszę, humor nas nie opuszcza”. Kiedy stoczniowcy podczas spotkania z trójkowymi radiowcami domagali się jej wejścia na scenę i koledzy ją tam siłą wciągnęli, na widok drobnej, niepozornej dziewczyny najpierw zapadła cisza, a potem ktoś z tłumu krzyknął: „Tak to każdy może być Czubaszek!”.

Książę Karol nawet po rozwodzie chciał mieć ostatnie zdanie

Pamiętam tylko imiona moich psów

W nowej biografii zmarłej pięć lat temu pisarki i satyryczki „W coś trzeba nie wierzyć” (premiera 23 lutego) Violetta Ozminkowski ukazuje Marię Czubaszek jako osobę, która zawsze umiała śmiać się z siebie i z życia, choć nie zawsze było to życie do śmiechu. Nigdy nie lubiła wspominać dzieciństwa i czasów szkolnych. Mówiła, że niczego nie pamięta, z wyjątkiem imion kolejnych psów.

Zdjęcie pochodzi z książki Violetty Ozminkowski „W coś trzeba nie wierzyć”, Prószyński i S-ka

Gdy była dzieckiem, nie miała koleżanek. Z liceum Batorego została wyrzucona pół roku przed maturą, bo razem z kolegami zażartowała z syna jakiegoś ważnego dygnitarza. Z matką miała złe relacje. Słyszała od niej: dopóki mieszkasz w moim domu, będziesz robić to, co ja chcę. Zawsze musiała wracać przed dwudziestą pierwszą, a przyłapana kiedyś na rozmowie z chłopakami kilka minut po dziewiątej, została spoliczkowana. W młodości dwa razy próbowała popełnić samobójstwo.

Weźmy ślub, zawsze można się rozwieść

Z domu wyprowadza się zaraz na początku studiów. Właściwie zostaje wyrzucona, bo matka na widok włosów ściętych na krótko i ufarbowanych na czarno stawia ultimatum: albo odfarbujesz, albo się wynoś. Maria pakuje rzeczy. Nie ma się gdzie podziać, trochę próbuje waletować w akademiku na Kickiego. W końcu kolega z dziennikarstwa Wiesiek Czubaszek mieszkający z matką w kawalerce proponuje, by do nich się wprowadziła. Nie jest to rozwiązanie na długo. Pojawia się pomysł, by wzięli ślub, bo jako młode małżeństwo mają szansę na mieszkanie. A przecież zawsze potem można się rozwieść. W maju 1959 roku Maria Bacz staje się Marią Czubaszek.

Choć zawsze mawiała, że jej uroda jest nienachalna, podobała się mężczyznom. Umiała też zadać szyku. Za pierwsze pieniądze zarobione w radiu jeszcze w czasach studenckich kupuje biało-niebieski skuter Lambretta. Jeździ na nim po Warszawie ubrana w szeroką czarną spódnicę na halce, obcisły top i szpilki. Ikoną stylu jest wtedy Twiggy, więc Maria ze swoją drobną figurą i krótką fryzurką idealnie wpisuje się w ówczesne kanony urody.

Mańka, do domu

Miała to szczęście, że szybko znalazła się w kręgach najbardziej rozrywkowych ludzi swoich czasów. Cenili jej błyskotliwość, poczucie humoru i mocną głowę. Z Januszem Minkiewiczem, wybitnym satyrykiem i bywalcem, nieraz przeszła tzw. szlak hańby, zaczynając pić w SPATiF-ie, a potem zaliczając kolejne kultowe knajpy. W jej kręgach zawodowo-towarzyskich byli między innymi Jerzy Dobrowolski, Wojciech Pokora, Jerzy Satanowski, Jonasz Kofta, Jacek Janczarski, Adam Kreczmar, Stefan Fiedmann… Koledzy pilnowali, żeby Mańka zbyt wcześnie nie wracała do domu, wspólnie wymyślając, jak ma się wytłumaczyć mężowi oczekującemu jej powrotu do 23.00.

Małżeństwo zresztą – i mąż – coraz bardziej Marię denerwują. Są razem już dziesięć lat, a nigdy Czubaszka nie kochała. Są ulepieni z zupełnie innej gliny. Maria chce szybkiego rozwodu. Prosi więc Adama Kreczmara, by razem z nią odegrał scenę, która niechybnie doprowadzi do rozstania. Aranżuje scenę łóżkową, każąc koledze satyrykowi rozebrać się do samych majtek. Ten ma opory, ale Maria jest nieugięta. Słysząc, że mąż wchodzi do mieszkania, rzuca się na Kreczmara, by go całować. Wiesław Czubaszek nie wydaje się tym bardzo poruszony. Prosi tylko o ściszenie muzyki, bo zamierza pracować. Po wyjściu niby-kochanka mówi do żony: „To ważne? Jeśli tak, zajmij się rozwodem, ja nie mam na to wszystko ani siły, ani czasu”.

Maria często ma niekonwencjonalne pomysły na to, jak rozwiązywać swoje problemy. Gdy pracuje z Jerzym Dobrowolskim w „Kabareciku reklamowym”, działa jej na nerwy sprzątaczka. Ciągle do nich zachodzi i pyta, kiedy skończą. Któregoś wieczoru Maria wiesza pod żyrandolem rajstopy wypchane papierami, które wyglądają jak nogi kobiety. Sprzątaczka wpada i widzi wisielca dyndającego nad Dobrowolskim. Więcej nie będzie tam zaglądać.

Bez środków do życia

Śmiechem Maria Czubaszek próbuje sobie radzić w sytuacjach, gdy trzeba złapać dystans do problemów. Ale przychodzi czas, gdy strach chwyta za gardło i trudno z tego żartować. Jest autorką setek piosenek, słuchowisk i tekstów satyrycznych, współpracowała z radiem, telewizją i prasą, ale nagle to wszystko się urywa. Zostają z Wojciechem Karolakiem bez środków do życia, a ona nie potrafi mężowi o tym powiedzieć. Przez dwa tygodnie wychodzi z domu jak do pracy, o piątej rano, wraca o dwudziestej. Cały dzień przesiaduje na przystanku autobusowym albo na Dworcu Centralnym. Nie ma dokąd pójść.

Wtedy rękę podaje jej Artur Andrus. Nawiązują współpracę, która będzie dla Marii Czubaszek początkiem wielkiego zawodowego come backu. Znów pisze, występuje w radiu i w telewizji, komentuje. Nie lubi tylko być zapraszana do rozmów na poważne tematy. Broni się: „Jak są rozmowy bardzo poważne, to ja wtedy na jeszcze głupszą wychodzę niż jestem”.

Zając i Zajączka

Gdy po raz pierwszy spotkała Wojciecha Karolaka – a było to 20 października 1973 roku – na pytanie, co ją najbardziej w życiu interesuje, odpowiedziała: „Głównie poker i alkohol”. Od początku bardzo się polubili, trzy lata później wzięli ślub. Wojciech Karolak obiecał Marii, że jeśli za niego wyjdzie, przestanie pić. Obietnicy dotrzymał jednak dopiero wiele lat później, gdy zrozumiał, że inaczej żona od niego odejdzie.

Zdjęcie pochodzi z książki Violetty Ozminkowski „W coś trzeba nie wierzyć”, Prószyński i S-ka

Małżeńskie napięcia i nieporozumienia też często rozładowywali śmiechem. Wojciech Karolak trzymał w szafie małpkę, która po nakręceniu kluczykiem robiła czyt, czyt, czyt, a postawiona na podłodze biegła przed siebie. Gdy zaczynali się kłócić, uruchamiał małpkę i Maria dostawała ataku śmiechu. Kiedyś małpka zniknęła w niejasnych okolicznościach i zastąpił ją goryl na baterie z gitarą hawajską.

Przez całe życie pisali do siebie liściki, w których on był Zającem, ona Zajączką. To też pozwalało nieraz rozładować napięcie. Na przykład przez umieszczenie Zająca na rysunku w Kąciku Wstydu. Albo elegancko ubranego, w krawacie, z bukietem kwiatów, który prosi: „Zajączko, nie bądź uparciuchem… Kocham Cię”.

Zdjęcie pochodzi z książki Violetty Ozminkowski „W coś trzeba nie wierzyć”, Prószyński i S-ka

Z wiekiem się tylko starzeję

Do starości Maria Czubaszek miała godny pozazdroszczenia dystans. Mawiała: „Podobno człowiek z wiekiem mądrzeje, ja z wiekiem się tylko starzeję”. Kiedyś w internecie ktoś o niej napisał: „Czubaszek to jest taka stara, że wisi pięć złotych Mojżeszowi”. Zaczęła się strasznie śmiać, powiedziała: „Z tego, co pamiętam, to już wtedy zarabiałam i to pięć złotych mu oddałam”.

Osobom oglądającym ją w mediach mogło się wydawać, że do ostatnich dni zachowała radość życia i poczucie humoru. Ale jej mąż i przyjaciele widzieli, że jest inaczej. Mocno się niepokoili. Tym przede wszystkim, że przestała jeść, a jej organizm był skrajnie wyniszczony. Całe dnie funkcjonowała na kawie, papierosach („Jak nie palę pół godziny, to tracę kontakt z rozumem”) i napojach energetycznych. Czasem opiekła sobie kawałek mięsa nad palnikiem gazowym. Albo parówkę nad świeczką. Kolekcjonowała wycinki na temat eutanazji.

Nie chce mi się już żyć

O śmierci już w młodości mówiła z lekkością: „Żyję, bo żyję, a jak się to skończy, to się skończy, i co z tego?”. Teraz coraz częściej mawiała, że nie chce jej się już żyć. Wojciecha Karolaka zawsze to niepokoiło. Denerwował się, że takim gadaniem sprowokuje nieszczęście. A w ostatnich latach był już przerażony, widząc, że żona nic nie je i jest tak wychudzona, że nawet rajstopy na niej wiszą. Rok po śmierci znalazł w jej rzeczach tabletki blokujące apetyt. W rozmowie z Violettą Ozminkowski przyznał, że wciąż myśli o tym, czy mógł zapobiec śmierci żony. Jako przyczynę podano wycieńczenie organizmu oraz komplikacje związane z funkcjonowaniem układu krążenia. Błagał ją, by jadła. Co więcej mógł zrobić?

Zdjęcie pochodzi z książki Violetty Ozminkowski „W coś trzeba nie wierzyć”, Prószyński i S-ka

Kiedyś Maria Czubaszek powiedziała do Artura Andrusa: „Nie chce mi się żyć. Jedyne, co mnie jeszcze trzyma przy tym życiu, to świadomość, że jak już naprawdę będę miała dość, skończę z tym sama”. Na akcję „Ratujmy Maluchy” proponowała odpowiedzieć akcją „Ratujmy Staruchy”. Ale siebie ratować nie chciała.

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
Józef Piłsudski
Wikipedia

Aleksandra Szczerbińska na ślub z Józefem Piłsudskim czekała 15 lat

Towarzyszka Ola była zdania, że czas rewolucji to nie najlepszy moment na miłość. Jednak Józefowi Piłsudskiemu nie potrafiła odmówić, choć dobrze wiedziała, że jest żonaty.
Sylwia Arlak
01.11.2020

Konsekwentnie nie zgadzała się, kiedy koledzy chcieli ją odprowadzić do domu po wiecach pepesowskich czy podczas spaceru potrzymać za rękę. „To nie jest dobry czas na takie sprawy” — mówiła. Podczas jednego ze spotkań partyjnych w maju 1906 roku Aleksandra Szczerbińska poznała Józefa Piłsudskiego. Początkowo nie była nim zainteresowana jako mężczyzną. Owszem, widziała w nim nieustraszonego działacza, bojownika i wielkiego patriotę, ale wydawał jej się nudny. Poza tym wiedziała, że „Ziuk” ma żonę. Szczerbińska i Piłsudski: miłość od setnego wejrzenia Ich pierwsza rozmowa trwała około godziny. Piłsudski, znany już wtedy działacz przyjechał do Warszawy szukać chętnych do jego krakowskiej szkoły bojowej. Zamiast romantycznych gestów i zalotnych spojrzeń, skupili się głównie na liczeniu sztuk broni. „Gdy wracam myślami do tego pierwszego spotkania, widzę, że wówczas i długi jeszcze czas potem, patrzyłam na mego przyszłego męża, jak na przywódcę organizacji, a nie jak na człowieka, któremu może być dostępne tak ludzkie uczucie jak miłość. Ani przez głowę wtedy mi nie przeszło, żebym go mogła kiedyś pokochać i on mnie” — napisała później Szczerbińska w pamiętniku, dodając: „Żywo stoi mi w pamięci ten obraz, gdy w wiosenne popołudnie staliśmy wśród kilku karabinów, między koszami z browningami, mauzerami i amunicją, a ja myślałam, że oto widzę człowieka, którego Syberia złamać nie zdołała” — wspominała po latach ich pierwsze spotkanie. Czytaj też:   Katarzyna Miller: „Romantyczna miłość jest tylko na chwilę, jeśli w nią wierzycie, przegracie” W lipcu 1906 roku spotkali się po raz drugi. Oboje jechali pociągiem w partyjnych sprawach. Podróż z Krakowa do Zakopanego...

Czytaj dalej
Maria Skłodowska-Curie
kolaż: Getty Images, East News

Gazety pisały: „Wszetecznica!”  Maria Skłodowska-Curie dla kochanka poświęciła wszystko, co miała

Czy 43-letnia kobieta, mądra, wybitnie zdolna i znana, ma prawo oszaleć z miłości i ulec namiętnościom, o jakie sama nigdy siebie nie podejrzewała? W taki romans wdała się Maria Skłodowska-Curie, wywołując skandal i zgorszenie.
Anna Tomiak
07.08.2020

Maria Skłodowska-Curie, noblistka i fizyk Paul Langevin, zbliżyli się do siebie w 1906 r. To on pocieszał Marię po tragicznej śmierci Piotra Curie. Ich przyjaźń szybko zmieniła się w miłość. Langevin był nie tylko wybitnym fizykiem, ale i wielkim erudytą. Byłby ideałem, gdyby nie był żonaty.   Połowa 1910 r. Maria Curie i Paul Langevin kochają się od trzech lat, ale znają o wiele dłużej. Oboje należą do grona wybitnych fizyków skupionych wokół Sorbony. Paul jest młodszy od Marii o cztery lata. Kiedyś student jej męża, z czasem stał się jego najbliższym współpracownikiem i niemal codziennym gościem w domu państwa Curie. Ich przyjacielska zażyłość niepostrzeżenie przerodziła się w miłość. Langevin przypomina Piotra Curie. Też jest wybitnym fizykiem, erudytą, równie błyskotliwy i ujmujący. „Należy do niewielu ludzi, których towarzystwo nie irytuje Marii...”, zauważa Maciej Karpiński w książce „Maria i Paul. Miłość geniuszy”.  Kochankowie spotykają się codziennie w małym mansardowym mieszkaniu z niekrępującym wejściem przy Rue du Banquier, tuż obok Sorbony. Takim, jakie przeważnie wybierają niezamożni paryżanie, studenci czy ubodzy artyści. Umeblowane byle jak przypadkowymi sprzętami, ale to nie ma znaczenia. W listach nazywają je czule „chez nous” – u nas.  Maria Skłodowska-Curie: noblistka, skandalistka Burżuazyjna Francja początku XX w. nie jest purytańska, jest pruderyjna, uważa Françoise Giroud, autorka biografii Marii Skłodowskiej-Curie. Kobiety nie mają tam praw wyborczych (otrzymają je dopiero w 1945 r.!), nawet nie mogą bez pozwolenia męża wydawać zarobionych przez siebie pieniędzy. I tylko one są karane za cudzołóstwo, szczególnie wtedy, kiedy spotykają się z kochankiem w „domu...

Czytaj dalej
East News

Gustaw Holoubek i Magdalena Zawadzka: mistrz, uczennica i wielka miłość

Nikt nie dawał im szansy na długi związek, nawet po ich ślubie. Na przekór wszystkim przeżyli ze sobą 35 lat: bez zdrad, skandali i wielkich kłótni. Rozłączyła ich dopiero śmierć.
Sylwia Arlak
21.12.2020

Poznali się na planie filmu „Spotkanie w Bajce” w 1962 roku. Gustaw Holoubek wraz z Andrzejem Łapickim zaprosili nastoletnią Magdalenę Zawadzką do kawiarni. Uciekła. „Pełna przestróg, jak to niecnie prowadzą się filmowcy, kategorycznie odmówiłam. I robiąc nerwowe w tył zwrot, weszłam... w szklane drzwi, wybijając głową szybę. Nie widziałam wtedy powodu, aby zainteresować się nim jako mężczyzną. Między nami tak naprawdę była przepaść” — wspominała Zawadzka. Miała wówczas 17 lat i debiutowała w filmie epizodyczną rolą. Umowę podpisywała za nią mama. Ponad 20 lat starszy od niej Holoubek był już doświadczonym aktorem, reżyserem i dyrektorem teatrów, pedagogiem, prezesem SPATiF-u. Zdążył już zapracować sobie na opinię kobieciarza. Czytaj też: Maryla Rodowicz i Daniel Olbrychski: „To wąskie żelazne łóżko świetnie pamiętam” Długo musiał o nią zabiegać Po raz kolejny spotkali się w 1969 roku w Teatrze Dramatycznym podczas prób do spektaklu „Życie jest snem” Calderona w reżyserii Ludwika Rene. On grał królewicza Segismunda, ona piękną Rosaurę, którą następca tronu chce zdobyć za wszelką cenę. Holoubek każdego dnia posyłał aktorce świeże kwiaty. Nawet nie próbował ukrywać swojego zainteresowania. Ale Zawadzka nie ułatwiała mu zadania. „Nie było tak, że z miejsca zachwycił mnie fakt, iż mistrz Holoubek zwrócił na mnie uwagę. On musiał o mnie zabiegać. Ba! Walczyć. I tym właśnie mnie zdobył” — mówiła Zawadzka w jednym z wywiadów, a Holoubek dodał w innym: „Zaczęło się niedobrze, bo nie podobałem się jej w ogóle. Wręcz byłem przez nią ignorowany. Ale stało się ze mną coś strasznego. A mianowicie pojawił się we mnie upór trwający całymi tygodniami, miesiącami,...

Czytaj dalej
Maria Dębska o Kalinie Jędrusik
Zuzanna Szamocka

Maria Dębska o aktorstwie i… pracy z mamą:  „Gdy słyszę: »Tobie jest łatwiej«, to chce mi się śmiać”

Niedługo wcieli się w wampa. Zagra Kalinę. Tę Kalinę.
Sylwia Niemczyk
10.08.2019

Maria Dębska już na nikogo „nie wyrasta” – ona już JEST jedną z największych aktorek młodego pokolenia. Po przejmującej roli Magdy w „Zabawa zabawa” wkrótce zobaczymy ją w kolejnych kinowych filmach: „Piłsudskim”, gdzie u boku Borysa Szyca w roli Józefa Piłsudskiego zagra jego partnerkę, Aleksandrę Szczerbińską, oraz filmie o Kalinie Jędrusik, w którym wcieli się w samą tytułową bohaterkę. A najciekawsze jest  to, że na początku wcale nie planowała zostać aktorką! W „Urodzie Życia” opowiada o pożegnaniu z pierwszą pasją i o tym, czego musiała się nauczyć, gdy zdecydowała się na aktorstwo.  Wika Kwiatkowska, „Uroda Życia”: Zagrałaś niedawno w „Zabawa zabawa”: filmie swojej mamy, Kingi Dębskiej. Spotkałaś się z opinią, że miałaś ułatwiony start? Maria Dębska: Kiedy ktoś mówi: „Tobie jest łatwiej”, to mi się śmiać chce. Bo nie jest łatwiej, tylko inaczej, często trudniej. Jako reżyser piekielnie dużo ode mnie wymaga. Przez całe zdjęcia do filmu „Zabawa zabawa” przekleństwem było dla mnie to, że ona mnie tak dobrze zna. Myślę, że nasza relacja jest intensywna i bywamy dla siebie bezwzględne. Kiedy tylko weszłyśmy na plan, jako pierwszą kręciliśmy scenę gwałtu. Wszyscy pukali się w czoło. Nie było to łatwe ani dla mnie, ani dla niej. Ale nie odpuściła? Odpuszczanie nie jest w jej stylu. Chyba wiedziała, że sobie poradzę. A ja skupiam się na swojej pracy, czy to z mamą, czy bez. Nie chce mi się nikomu niczego udowadniać. Było ostro, ale ja to lubię. To był mocny projekt. Zrobiłyśmy wspólnie film, a teraz jest czas na to, żeby każda robiła swoje. Zobaczymy cię w rolach dwóch niezwykłych kobiet: seksbomby Kaliny Jędrusik i bojowniczki o niepodległość Aleksandry Szczerbińskiej...

Czytaj dalej