Małżeństwo jest usłane różami z kolcami – mówi nam Beata Ścibakówna
Fot. Krzysztof Kuczyk/Forum

Małżeństwo jest usłane różami z kolcami – mówi nam Beata Ścibakówna

Jak stworzyć dobre małżeństwo, co to znaczy być normalną żoną i jak przeżyć ze sobą „długo i szczęśliwie” 25 lat! – rozmawiamy z aktorką Beatą Ścibakówną.
Anna Zaleska
17.12.2020

Jesienią tego roku obchodziła 25-lecie małżeństwa z Janem Englertem, wybitnym aktorem i reżyserem, dyrektorem Teatru Narodowego w Warszawie. Poznali się, kiedy on był rektorem Akademii Teatralnej, a ona studentką. Od tamtego czasu są – jak mówi Beata Ścibskówna – właściwie cały czas razem. „I w teatrze i w domu i na wakacjach”.

We wrześniu w „Och-Teatrze” zdążyła się jeszcze odbyć premiera sztuki „Oszuści”, która w lekkiej, zabawnej formie porusza poważny temat zdrady małżeńskiej. Reżyserował Jan Englert, a Beata Ścibakówna zagrała w niej z Gabrielą Muskałą, Zbigniewem Zamachowskim, Piotrem Grabowskim, i dwójką młodych aktorów: Michaliną Łabacz i i Filipem Pławiakiem. Sztuka ma wrócić na deski teatru, gdy tylko to będzie możliwe (zależy to oczywiście od obostrzeń związanych z pandemią). „Zdrada wydaje się dzisiaj czymś łatwym. Jakby nie była problemem, czymś niemoralnym, co spowoduje cierpienie drugiej osoby” – mówiła w rozmowie z nami Beata Ścibakówna.

Anna Zaleska: Sztuka „Oszuści” w komediowej formie porusza ważny temat niewierności małżeńskiej. Według statystyk już 42 procent Polek i Polaków zdradziło współmałżonka…

Beata Ścibakówna: Naszą uwagę podczas spektaklu zwróciły słowa mojej bohaterki do syna:„Ożenisz się z tą dziewczyną, a odetniesz się od wszystkich innych kobiet”. Na co jej mąż – w tej roli Zbigniew Zamachowski – odpowiada: „Nieprawda!”. I w tym miejscu na widowni jest zawsze wybuch śmiechu, a ostatnio były nawet gromkie oklaski. Rozmawialiśmy o tym za kulisami. Z tego dialogu jednoznacznie wynika, że dopiero po ślubie zaczyna się tak naprawdę życie erotyczne z wieloma kobietami. Skoro ludzie tak na to reagują, śmieją się i biją brawa, to może znaczyć, że sami zdradzają.

A przynajmniej dopuszczają taką myśl.

Zdrada wydaje się dzisiaj czymś łatwym. Jakby nie była problemem, czymś niemoralnym, co spowoduje cierpienie drugiej osoby. W dodatku jest coraz więcej rozwodów. Rozmawiałam ze znajomą panią adwokat. Mówi, że w ciągu tygodnia wpływa do niej nawet dziewięć pozwów o rozwód. Po pandemii ta liczba – i tak wysoka – jeszcze bardziej wzrosła.

Jak dobrze się znają: Małgorzata Foremniak i jej córka, Ola Jędruszczak?

Beata Ścibakówna: zdrada i ucieczka przez nudą

W przypadku kobiet coraz częściej powodem zdrady staje się małżeńska nuda.

Tak, moja bohaterka wprost mówi, że w sypialni z mężem tylko rozmawiają. Dlatego szuka atrakcji gdzie indziej. W ogóle nie zastanawia się nad tym, że krzywdzi męża i rodzinę. Myśli wyłącznie o sobie. Sądzę, że przyczyną zdrady często bywa właśnie egoizm. Dotyczy to zarówno kobiet, jak i mężczyzn.

Bohater Zbyszka Zamachowskiego mówi: „Jestem po pięćdziesiątce, spłaciłem dług wobec żony i syna, więc teraz mogę rozpocząć nowe życie”. Nie ma takiego myślenia, by zestarzeć się ze współmałżonkiem, razem podróżować po świecie, chodzić do parku, trzymając się za ręce. Kobiety też chcą uciec przed tym, co uważają za nudę. Zwłaszcza że dzisiejsze 50-latki są jak kiedyś 30-latki. Bardzo o siebie dbają, uprawiają sporty, są atrakcyjne. Romans traktują jak szansę na przeżycie czegoś ekscytującego.

To łatwiejsze niż ożywienie własnego małżeństwa?

Często tak się wydaje. Ale dla kobiety może to być pułapka. Obserwuję wokół siebie, że jeśli ludzie się rozstają, to przeważnie mężczyzna zakłada nową rodzinę i przeważnie z dużo młodszą partnerką. Kobiety zaś zostają z dziećmi i trudno im ułożyć sobie nowe życie. Panowie otwarci na romans nie są zbyt skłonni wchodzić w poważny związek z dojrzałą, wymagającą partnerką.

Czasem problem powstaje na samym początku, gdy bierzemy ślub z niewłaściwą osobą. Cynik i romantyczka – taki związek z założenia wydaje się skazany na porażkę. Może lepiej by było, gdyby romantyk żenił się z romantyczką, a cynik z cyniczką?

Cynik z cyniczką mogliby nawet nie dotrwać do końca miesiąca miodowego. (śmiech) W małżeństwie często szuka się spokoju i stabilizacji. Ciepłego rodzinnego gniazda, miejsca, do którego można zawsze wrócić, gdzie czeka żona dziergająca na szydełku piętnastą narzutę albo mąż, niezbyt zajmujący, ale dający poczucie bezpieczeństwa. Skoki w bok traktuje się jak niewinne przygody służące urozmaiceniu życia. Druga strona może nawet podejrzewać niewierność, ale dla świętego spokoju woli wierzyć, że mąż rzeczywiście w każdy piątkowy wieczór „gra w madżonga”, jak jeden z bohaterów „Oszustów”.

„Mamy z mężem mnóstwo tematów do rozmów”

Może więc małżeństwo to przestarzała instytucja? Podobno już co piąty młody człowiek w Polsce tak uważa.

Czy ten tak zwany papierek jest najważniejszy? Związek nieformalny pozostawia uchyloną furtkę, a małżeństwo ją zamyka. Oczywiście, można wziąć klucz i otworzyć, ale trzeba sięgnąć po ten klucz, potem odłożyć go na miejsce – więcej komplikacji. Z nieformalnego związku chyba łatwiej jest wyjść, nawet gdy są dzieci. Ale może ja jestem staroświecka?

Razem z mężem, Janem Englertem, świętowali państwo we wrześniu 25. rocznicę ślubu. Srebrne wesele!

Nie było wielkiej uroczystości. Wypiliśmy z tej okazji dobrego szampana, poszliśmy z córką na kolację. Rzeczywiście mało jest związków, które mogą się pochwalić takim stażem. Wszyscy mnie pytają: „Jaka jest recepta na udane małżeństwo?”. Nie ma recepty.

Wiadomo, że życie małżeńskie nie jest usłane różami, chyba że różami z kolcami. My też mieliśmy okresy lepsze i gorsze, przez 25 lat to nieuniknione. Być może nasze małżeństwo ma się dobrze, bo pracujemy razem, mamy wspólne pasje? My właściwie cały czas jesteśmy we dwoje. I w teatrze, i w domu, i na wakacjach. Mamy wspólne zainteresowania i mnóstwo tematów do rozmów. Jeżeli mój mąż ogląda mecz tenisowy, mnie to nie denerwuje, bo ja też bardzo lubię tenisa.

Pani mąż żartował, że tenis to jedyna rzecz, w której nadal jest od pani lepszy, nigdy go pani nie pokonała.

To prawda, czasem kilka piłek potrafię urwać, ale meczu czy nawet seta nigdy z nim nie wygrałam. Zresztą przeważnie nie gramy przeciwko sobie, tylko w parze.

Co jeszcze lubią państwo razem robić?

Podczas pandemii nadrobiliśmy zaległości w serialach. Obejrzeliśmy chyba wszystko, co znajomi nam polecali, a my nie mieliśmy na to wcześniej czasu. Nie zawsze podoba nam się to samo. Ja lubię seriale historyczne, mąż za takimi nie przepada. Zachwycałam się „The Crown”, mąż niekoniecznie. Ale dużo było też takich, które nas oboje zafascynowały. „Ozark” na przykład. Albo bardzo dowcipny „Kominsky Method”. Przyglądamy się, jak serial jest zrealizowany i zagrany, rozmawiamy o tym. Nie zawsze mamy takie samo zdanie.

Oboje są państwo zodiakalnymi Bykami.

Tak, ale zupełnie innymi. Mąż mówi o sobie Byczek Fernando, a ja jestem ten ostry Byk z rogami, temperamentny.

Deklaruje pani: „Jestem normalną żoną”. Co to dla pani znaczy?

Gotuję, sprzątam, piorę, prasuję. Raz w tygodniu przychodzi pani na dokładne sprzątanie. Jestem pedantką, u mnie wszystko musi być poukładane, wszystko ma codziennie wracać na swoje miejsce. Podejrzewam, że za parę lat będę nie do wytrzymania z tą moją pedanterią... Jestem żoną normalną, ale nie idealną. W kuchni słabo sobie radzę, rzadko gotuję. Jak twierdzi moja córka, nie mam genu gotowania. (śmiech) Nie wiem, jak to możliwe, że podczas lockdownu nie umarliśmy z głodu. Ale poza tym jestem typową matką Polką. Nudy!

Lubi pani te domowe zajęcia?

Czasami potrzebuję takiej odskoczni. Najbardziej lubię dbać o rośliny. Mamy bardzo duży taras. Zakładam rękawice, grzebię w ziemi, coś zasadzę, przesadzę, oberwę suche liście. Sprawia mi to wielką radość i skutecznie odstresowuje. W przeciwieństwie do gotowania, które nie daje mi ani przyjemności, ani satysfakcji.

Pani córka mówi, że jesteście zaprzyjaźnione ze sobą, ale jednocześnie zawsze wiedziała, że pani jest mamą, nie kumpelką, i że nie wszystko jej wolno.

Uważam, że gdy wychowuje się dziecko, ono musi wiedzieć, co jest czarne, co jest białe, co jest dobre, a co złe. Wyznaczaliśmy granice. Ale im Helena była starsza, tym więcej z nią rozmawialiśmy i na więcej pozwalaliśmy, bo mieliśmy do niej coraz większe zaufanie. Granice się przesuwały. Widzieliśmy, że staje się bardziej dojrzała, świadoma i samodzielna.

Hela niedawno mi powiedziała, że jestem jej przyjaciółką, co było dla mnie wspaniałe i wzruszające. Nie kumpelką, nie koleżanką, tylko przyjaciółką. Dla matki to chyba najpiękniejsze, co może usłyszeć od dziecka. Macierzyństwo jest olbrzymią pracą i cieszę się, że moja praca przynosi takie efekty.

Gdy córka w zeszłym roku wyjeżdżała na studia do Nowego Jorku, to było dla państwa trudne?

Przygotowaliśmy Helenę na to. Wcześniej wielokrotnie wyjeżdżała sama w różne miejsca, nie była chowana pod kloszem. Miała dużo wolności, nie baliśmy się sytuacji: „Wreszcie uwolniłam się od rodziców i mogę zaszaleć”. Oczywiście dziecka nie da się na wszystko przygotować. Ono musi kilka razy się sparzyć, by pewne rzeczy poznać i odrzucić, a inne docenić. Przejść swego rodzaju egzamin dojrzałości.

W „Oszustach” młodzi ludzie wydają się bardziej dojrzali niż ich rodzice.

A na pewno są bardziej dojrzali niż ich rodzice, gdy byli w ich wieku. Michelle i Allen, para młodych ludzi, naprawdę wiedzą, czego chcą, i chyba też stworzyli lepszy związek, bo mądrzej się dobrali. Poza tym mieszkają razem od kilku lat, więc mieli szansę dobrze się poznać. Nie ma lepszego sposobu na wzajemne poznanie niż życie pod jednym dachem.

Gdyby młoda dziewczyna zapytała panią, jakich cech szukać u mężczyzny, by mieć pewność, że będzie dobrym partnerem, mężem i ojcem, co by pani wymieniła?

Moja babcia Marianna – nieżyjąca już, niestety, urodziła się w 1917 roku – powiedziała mi kiedyś: „Jeśli chcesz sprawdzić, jaki mężczyzna jest naprawdę, to go upij”. (śmiech)

Aktorzy często mówią, że ich zawód daje możliwość „przeżycia kilku żyć”. Pani wielokrotnie grała żonę, między innymi z Janem Englertem w znakomitym spektaklu „Mąż i żona” według Aleksandra Fredry. Czy to daje możliwość przeżycia kilku małżeństw?

(śmiech) Nie, nie mam takiego wrażenia. Myślę, że aktorzy mówiąc tak, mają na myśli doświadczanie najróżniejszych emocji. Czasami nawet nie podejrzewam się o uczucia, jakie w sobie wyzwalam, grając. Jeszcze jako młoda dziewczyna w „Damie kameliowej” w reżyserii Jerzego Antczaka miałam zagrać w scenie wielkiej awantury. Pan Jerzy tak mnie wtedy podszedł, doprowadził do stanu takiej furii, że dosłownie fruwałam. W życiu nie spodziewałam się, że mogę z siebie wydobyć tak potężną złość. Często nie wiemy, jak ekstremalne emocje w nas buzują. Aktorstwo pozwala je wydobyć. Zaskakujemy samych siebie. Grając, możemy się lepiej poznać.

Jedna z aktorek powiedziała mi, że gdy na planie czy na scenie wciąż przechodzi z jednej silnej emocji w drugą, w życiu prywatnym to się przekłada na rozchwianie emocjonalne. Pani też to zauważa?

Miałam podobne doświadczenie. Kilka lat temu tak się złożyło, że grałam jednocześnie w teatrze i w dwóch serialach, do tego pracowałam nad nową rolą. I wszystkie te postaci były złymi kobietami, intrygantkami, choć każda w inny sposób. Negatywna energia do tego stopnia mnie wtedy wypełniła, że przynosiłam ją do domu, nie mogłam się od niej uwolnić. Stałam się wybuchowa, rozdrażniona, złośliwa. To było silniejsze ode mnie. Wobec najbliższych też zachowywałam się nieznośnie. Wiedziałam, że to jest spowodowane myśleniem o tych postaciach, ale wspominam ten czas jako katorgę.

Jak się potem oczyścić ze złej energii? Wtedy właśnie taras pomaga?

Pomaga taras, pomaga wyjazd na jakiś czas. Książka, niestety, nie, bo nie można się skupić na czytaniu. I oczywiście dom pomaga. Na wszystko pomagają dobre relacje w rodzinie.

***

Rozmowa ukazała się w miesięczniku „Uroda Życia” 10/2020

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
Karolina Gruszka
Filip Zwierzchowski

Karolina Gruszka: „Szukam bogini w sobie”

Karolina Gruszka w rozmowie o kobiecości, kobiecej boskości, medytacji i planach na czasy po pandemii.
Magdalena Żakowska
14.12.2020

Znakomita w poważnym teatrze i komediowym serialu. Ostatnio w „Królestwie kobiet” w TVN. Nam Karolina Gruszka mówi o kobiecej więzi, medytacji i wspólnej drodze z mężem, cenionym reżyserem Iwanem Wyrypajewem. Magdalena Żakowska: Policzyłam, że zagrałaś już w ponad 30 filmach. I pomyślałam sobie: ależ my już jesteśmy stare! Karolina Gruszka: Na swoje usprawiedliwienie powiem, że wcześnie zaczęłam. W „Bożej podszewce” zagrałam w liceum. A jeszcze wcześniej wystąpiłaś w „Dyskotece pana Jacka”. Nieustannie mnie to dziwi. Ty, taka nieśmiała introwertyczka? Coś ty?! Ja jestem taką typową aktorką, która zapędy do występów na scenie miała od dziecka. Tańce, piosenki – proszę bardzo. Budziłam się rano i uczyłam na pamięć wiersza. Już w podstawówce zapisałam się do Teatru Muzycznego „Pantera”, a stamtąd trafiłam do Jacka Cygana. A kiedy w telewizji pokazano serial „Modrzejewska” z Krystyną Jandą, zapragnęłam być drugą Modrzejewską. To prawda, że zawsze opowiadam o sobie jako introwertyczce, ale całkiem niedawno zrozumiałam, że to nie jest do końca prawda. Mam poczucie, że ten jungowski podział na introwertyków i ekstrawertyków stworzył mi w głowie pewien schemat, który od jakiegoś czasu przestał być dla mnie wyczerpujący. Zaczęłam to widzieć trochę inaczej. Karolian Gruszka o kobiecości i kobiecej boskości w każdej z nas To znaczy? W pandemii przeczytałam bardzo fajną książkę, „Boginie w każdej kobiecie”, amerykańskiej psychiatry i psycholożki Jean Shinody Bolen. Opisuje tam archetypy kobiece, opierając się na mitologii greckiej, pisze o tym, jak cechy greckich bogiń objawiają się w kobiecej psychice. Według Bolen każda kobieta może mieć wewnętrznie dostęp do każdej z tych bogiń i może...

Czytaj dalej
Mat.prasowe

„To właśnie miłość”, „Dziennik Bridget Jones”, „Cztery wesela i pogrzeb”. Przypominamy najlepsze komedie romantyczne ostatnich lat

Koc, lampka wina i ulubiona komedia romantyczna. Oto nasz idealny plan na zimowy wieczór!
Sylwia Arlak
15.12.2020

Ona, on i perypetie miłosne, które zawsze kończą się happy endem. Jeśli szukacie lekkich propozycji na wieczór z przyjaciółką czy z partnerem (albo przeciwnie — jesteście same i potrzebujecie pocieszenia), te komedie romantyczne sprawdzą się idealnie! „To właśnie miłość” Na punkcie brytyjskiej komedii z Hugh Grantem, Colinem Firthem i Keirą Knightley w rolach głównych oszalał swego czasu cały świat. „To właśnie miłość” to dziesięć historii miłosnych w różnych wydaniach. Poznajemy m.in. premiera, który zakochuje się bez pamięci w pracownicy swojego biura i młodego ucznia, który próbuje zdobyć względy najładniejszej koleżanki z klasy. „Richard Curtis, twórca odpowiedzialny za największe brytyjskie hity ostatnich dziesięciu lat – »Cztery wesela i pogrzeb«, »Notting Hill«, »Dziennik Bridget Jones« – reżyseruje tę żywą komedię romantyczną, łącząc ambicje ze zdrowym rozsądkiem. Doceniamy wielowymiarowy scenariusz, znakomitych aktorów i wschodzące młode gwiazdy” — pisze BBC. Film stał się inspiracją dla twórców naszej rodzimej (chwalonej przez widownię i krytyków) produkcji „Listy do M”. „Cztery wesela i pogrzeb” „Cztery wesela i pogrzeb” to film, który był skazany na sukces. Za reżyserię odpowiada Mike Newell, za scenariusz — Richard Curtis, a w obsadzie znaleźli się Andie MacDowell i Hugh Grant. Charles (Grant) nie chce się ustatkować. Do czasu, aż poznaje piękną Amerykankę, Carrie (w tej roli MacDowell). Kiedy nabiera odwagi i postanawia powiedzieć ukochanej o swoich uczuciach, dowiaduje się, że niebawem wychodzi ona za mąż. „To film, który was rozweseli. Dzięki niemu poczujecie, że wiosna nadejdzie, zanim będziecie...

Czytaj dalej
Keely Shaye Smith i Pierce Brosnan
East News

Pierce Brosnan i Keely Shaye Smith: „Moja żona to siła, bez której bym nie przetrwał”

W 1991 roku Pierce Brosnan stracił żonę. Trzy lata później poznał Keely Shaye Smith. „Wiem, co to znaczy być wdowcem i wiem, co to znaczy znaleźć nową miłość” – mówił aktor.
Sylwia Arlak
14.12.2020

Pierce Brosnan i Keely Shaye Smith poznali się na imprezie branżowej w Cabo San Lucas w Meksyku, trzy lata po tym, jak aktor pochował swoją pierwszą żonę, Cassandrę Harris. Dziennikarka przeprowadzała wywiad z aktorem Tedem Dansonem. Brosnan nie czuł się jeszcze gotowy na nową relację, ale kiedy natknął się na Smith, poczuł, że chce ją lepiej poznać. „Miał figlarny błysk w oczach. Był urzekający. Wysoki, ciemny i przystojny. Taki zestaw spodobałby się każdej kobiecie” – opowiadała Smith. Najpierw stracił żonę, potem córkę Kilka dni później poszli na pierwszą randkę. Patrzyli w gwiazdy, trzymali się za ręce i rozmawiali do trzeciej nad ranem. Od tamtej pory spotykali się regularnie. „Keely pomogła mi uporać się z żałobą po stracie Cassie. Zawsze była dla mnie miła i współczująca. Zachęcała, żebym dzielił się z nią tym, co czuję” – mówił aktor w jednym z wywiadów, a w innym wspominał: „Kiedy patrzysz, jak ktoś, kogo kochasz, z każdym dniem gaśnie coraz bardziej przez podstępną chorobę, już zawsze będziesz nosił w sobie smutek. Nie jestem optymistą. Mam w sobie wiele melancholii”. Z aktorką Cassandrą Harris, która zmarła na raka jajnika, spędził jedenaście lat. „Cassie uczyniła mnie mężczyzną, którym jestem, aktorem, którym jestem, ojcem, którym jestem” – mówił magazynowi „People” w 1992 roku. Razem wychowywali syna Seana, a także dzieci Cassandry z poprzedniego małżeństwa, które adoptował: Charlotte i Christophera. W 2013 roku Charlotte zmarła na tę samą chorobę, co matka. „Trzymałem  silną, piękną dłoń mojej pierwszej żony Cassie, gdy choroba za wcześnie odebrała jej życie. […] Trzymałem za rękę moją zabawną, cudowną córkę, zanim i ona ode mnie...

Czytaj dalej
Kurt Russell i Goldie Hawn
East News

Goldie Hawn i Kurt Russell: obrączki nie są im potrzebne do szczęścia

Goldie Hawn i Kurt Russell są razem od 37 lat, ale do tej pory nie zalegalizowali swojego związku. „Wystarczy, że chcemy być razem” — mówi 75-letnia aktorka.
Sylwia Arlak
10.12.2020

Na przekór standardom Hollywood Goldie Hawn i Kurt Russell tworzą udany związek od prawie czterech dekad. Choć działają w tej samej branży (i oboje byli wielokrotnie nagradzani za swoje role), nie słychać o skandalach z ich udziałem. Pomimo statusów wielkich gwiazd cenią sobie prywatność i życie rodzinne. Uczucie od pierwszego wejrzenia W wywiadzie dla magazynu „People” oboje zgodnie przyznają, że nigdy nie chcieli się pobrać. Nie mają jednak recepty na udaną relację. „Wystarczy, że chcemy być razem. Nie sądzę, że istnieje jakiś lepszy sposób” — mówi Goldie Hawn.  Para opowiedziała także o swoim pierwszym spotkaniu. Russell przyznał, że „Goldie wywarła na nim duże wrażenie”. Mówił: „Uważałem, że jest niezwykle atrakcyjna. A potem zacząłem ją poznawać lepiej i odkryłem, że wiele nas łączy. Wiedziałem, że to idzie w dobrą stronę”. Czytaj też:  Nicole Kidman i Keith Urban: „Spotkanie jej i małżeństwo nie zmieniło mojego życia. Było jego początkiem” Choć nie zalegalizowali swojego związku, tworzą pełnoprawną rodzinę. Wychowali syna, aktora Wyatta Russella (34 lata), a także dzieci z poprzednich małżeństw: syna Russella, Bostona, i dzieci Hawn — aktorkę Kate Hudson (41 lat) i Olivera Hudsona (44 lata), którzy nazywają Russella „tatą”. „Ludziom takim jak my akt małżeństwa nie daje nic, czego byśmy już nie mieli” — podkreśla 69-letni gwiazdor, a Hawn dodaje:  „Cóż, nasz związek nie ma jeszcze czterdziestu lat. Oliver i Wyatt są szczęśliwi w małżeństwie, ale w przypadku Kate to nie wypaliło. Teraz jest ze wspaniałym mężczyzną i nie wiem, czy kiedykolwiek zdecyduje się jeszcze na ślub. Wszyscy próbowaliśmy małżeństwa i wiemy, że to czasami nie działa”....

Czytaj dalej