Małgorzata Szumowska: „Jestem za rewolucją kobiet”
East News

Małgorzata Szumowska: „Jestem za rewolucją kobiet”

„Jako reżyserka osiągnęłam więcej niż wielu mężczyzn. Dużo większym kosztem, nakładem pracy” – mówi Małgorzata Szumowska. Jej film „Córka boga” już na Netfliksie.
Marta Strzelecka
27.05.2020

Na Netflix trafił właśnie najnowszy film Małgorzaty Szumowskiej „Córka boga” („The other lamb"). To pierwszy anglojęzyczny film reżyserki, który został świetnie przyjęty m.in. na festiwalu w Toronto. Małgorzata Szumowska jest jedną z najważniejszych polskich reżyserek, laureatką Europejskiej Nagrody Filmowej. Jej filmy, np. „Sponsoring,” czy „W Imię” niepokoją, idą pod prąd, podważają stereotypy, często podejmują trudne, ale bardzo aktualne tematy. W 2018 roku na festiwalu w Berlinie została laureatką Srebrnego Niedźwiedzia za film „Twarz”. Powiedziała nam wtedy, że chce maksymalnie wykorzystać najlepszy czas w karierze: „W tym zawodzie następuje on zazwyczaj po 45. roku życia. Wtedy człowiek jest dojrzały, wie, o czym chce opowiadać, ma jakieś doświadczenie. Mam poczucie, że to jest właśnie ten moment”.

Marta Strzelecka: Przy okazji Twojego filmu „Twarz” mówiono, że patrzysz na innych z góry. Słyszałaś taką opinię po premierze?

Małgorzata Szumowska: Nie. Nigdy wcześniej nie mieliśmy tak dobrych recenzji po premierze na festiwalu, więc byłam bardzo zadowolona. To zabawne. Film „Trzy billboardy za Ebbing, Missouri” nie jest chyba obraźliwy dla Amerykanów dlatego, że pokazuje ich jako rasistów, homofobów, niezbyt mądrych, zaściankowych? Od tego jest sztuka, żeby przejaskrawiać problemy, a nawet je wytykać. Ale poza tym to jest dość normalne, że osiągasz sukces i pojawia się krytyka.

To nie jest bolesne?

Na początku drogi tak, teraz już nie. Teraz to część mojej pracy.

A dlaczego twoim zdaniem ludzi boli, że pokazujesz mieszkańców polskiej wsi jako skrajnie nietolerancyjnych, zakłamanych, pozbawionych ambicji?

„Twarz” jest obrazem uproszczonym, bajką, satyrą. Nie wszyscy są tacy jak jej bohaterowie, ale chyba każdy dorosły człowiek wie, że ludzie są różni. Forma ostrej satyry może się nie podobać.

Twój „Sponsoring” był krytyką innej klasy społecznej – bogatej inteligencji. Nikt wtedy nie mówił, że oceniasz niesprawiedliwie.

Bo ta klasa nas nie dotyczy, to nie są tematy z naszego podwórka. W Polsce zajmujemy się bardziej przyziemnymi sprawami i problemami. Nie jesteśmy starą demokracją ani sytym społeczeństwem, ale wciąż czegoś głodnym. Tylko dlaczego się z tego nie śmiać? Mamy udawać Francuzów? Sama czuję się Polką z krwi i kości i nie wstydzę się tego. Jestem podobna do bohaterów „Twarzy”, opowiadam podobne, mało wyrafinowane dowcipy.

Małgorzata Szumowska: być z Polski

Jaka jest mazurska wieś, na której spędzałaś wakacje w dzieciństwie i gdzie wciąż jeździsz?

Piękna i brutalna. Ludzie, którzy tam mieszkają, lubią swoją rzeczywistość, czują się w niej bezpiecznie, przypominają trochę bohaterów mojego filmu. Są uczciwi wobec samych siebie, nie wydaje mi się, żeby byli rozgoryczeni. Nie są, niestety, zbyt dobrze wyedukowani, żyją zamknięci na inne kultury, bo ich nie znają. Kościół jest w centrum ich świata, ale na zasadzie przyzwyczajenia – ksiądz odgrywa rolę ważnej figury w małej społeczności.

Ty też przez pewien czas byłaś praktykującą katoliczką. Pamiętasz swój chrzest?

Pamiętam, miałam 13 lat. Przeżywałam poważne uniesienia religijne. Trudno mi teraz opowiadać o tym w wywiadzie, ale to ciekawe doświadczenie, korzystam z niego jako reżyserka. Dzisiaj raz wierzę, raz nie, tak bym to określiła. A wracając do ludzi, o których zrobiłam film – lubię ich. To nie znaczy, że nie mam prawa w opowieściach o nich żartować, przy tym również z samej siebie. W ogóle myślę, że trzeba dużo się śmiać – i z siebie też.

W środowisku międzynarodowym też się z siebie śmiejesz?

Oczywiście, mówię, że jestem z Polski i dlatego mam trudno w życiu. Bo to jest trudny kraj, mamy niełatwą historię. Reżyserzy rumuńscy, których spotykam na różnych festiwalach, tak się z tej Rumunii śmieją, że główny dowcip, kiedy się z nimi spotykasz, brzmi: „Jestem z Rumunii, gdzie nie ma prądu”. Ja też mam takie czarne poczucie humoru i nie rozumiem, że ktoś nie umie się z siebie śmiać. Moja narracja nie polega na tym, że jesteśmy najwspanialszym, najciekawszym krajem, najbardziej cywilizowanym, bo tak nie uważam. Mamy słabą edukację, dzieci nie wiedzą teraz na przykład, dlaczego obchodzimy rocznicę Marca 1968 roku. Nie jesteśmy uczeni pokory wobec własnej historii, tylko na odwrót. Podziwiam Niemców, którzy przerobili swoją traumę. My nie przerobiliśmy. Wciąż mówimy, że złe rzeczy nas nie dotyczą, że jesteśmy najwspanialsi. Ale to jest ciekawa rzeczywistość dla reżysera.

Co jest w nas wspaniałego?

Dynamika zmian, ścieranie się poglądów, walka. I to, że jesteśmy dzicy, szaleni, związani z naturą. Romantycy. Francuzki mówią, że polscy mężczyźni są rycerscy, uwielbiają ich. Chociaż z drugiej strony są seksistowscy, nie wiedzą, co to jest flirt, ich próby wzbudzenia zainteresowania są raczej siermiężne.

W „Twarzy” pojawia się taki siermiężny dowcip: „Lecą z dachu Żyd, muzułmanin i czarny. Kto wygra?”. Śmieszyło to ludzi na pokazach filmu, w których brałaś udział?

W Berlinie nikt się nie śmiał, nie wypada się śmiać z czegoś takiego. Potem śmiali się bardzo, ale z tego, z czego ich zdaniem społeczeństwu zachodniemu wolno – czyli na przykład z księdza. Ksiądz już dawno nie jest tam niczym świętym, ale dowcipów o Żydach nie opowiada się na Zachodzie.

Takie dowcipy nie pomagają zwalczać antysemityzmu.

U nas antysemityzm jest głęboko zakorzeniony, walka z nim jest kwestią pokoleń. Ale widzę po swoich dzieciach, że młode pokolenie ma do tego zupełnie inny stosunek. Są oburzeni, kiedy ich zdaniem ktoś niesprawiedliwie ocenia kogoś innego ze względu na rasę, wyznanie, jakikolwiek wyznacznik inności. Nie znoszą seksizmu. Myślę, że rośnie zupełnie nowe pokolenie, oburzone, nienawidzące nierówności społecznej. Mojego syna irytuje obnoszenie się z pieniędzmi. Mówi, że to obciach. A moje pokolenie do dziś cieszy się, kiedy może pokazać, że ma kasę. Taki kompleks z komuny. Mam poczucie, że nie jesteśmy nauczeni odpowiedniego podejścia do pieniędzy. Ale też w jaki sposób mielibyśmy się nauczyć? Dopiero 25 lat trwa nasz kapitalizm. Jesteśmy w nim zdezorientowani, zagubieni.

Małgorzata Szumowska: klucze do uczuć

Gdzie ty ustawiłabyś siebie wśród różnych klas?

Artyści najczęściej zarabiają mało, jeśli nie angażują się w komercyjne przedsięwzięcia. Trudno ich przypisać do jakiejkolwiek klasy. Ja nie mogę narzekać, bo zarobki w filmie są lepsze niż w innych dziedzinach, ale myślę, że funkcjonuję pomiędzy klasami. Żal mi tylko, że zanika klasa nazywana kiedyś inteligencją. Pochodzę z inteligenckiej rodziny i wydaje mi się, że teraz takich rodzin jest coraz mniej.  Pracuję nad filmem o nowym w Polsce zjawisku – wyższej klasie średniej, nad czarną komedią, która będzie tak satyryczna, sarkastyczna, że już chyba wszyscy obrażą się na mnie.

I co myślisz o tej klasie?

Żyje w świecie, który nie ma styczności z rzeczywistością. Dzieci są wożone samochodami, nie jeżdżą środkami komunikacji miejskiej, rodzice z tej klasy bardzo boją się mieszania dzieciaków z innymi środowiskami. Na Mokotowie, gdzie mieszkam, jest pełna mieszanka ludzi, i wydaje mi się, że to jest naturalne środowisko. Ta wyższa klasa, o której napisałam z Michałem Englertem scenariusz, coraz częściej otacza się murami, mieszka na zamkniętych osiedlach, tam ma przedszkola, własne kawiarnie. Ja nie chciałabym żyć w takim świecie – jednolitym i pokazującym, że my jesteśmy lepsi, odgradzamy się od tych, których nie stać na takie życie. Bo zapracowaliśmy sobie na to ciężko. To jest niedobre zjawisko.

Jakie jest twoje podejście do spraw materialnych?

Bardzo niepoważne. Cały czas obiecuję sobie, że jak skończę 50 lat, to się zmieni, że być może dorobię się w końcu czegoś, jak moi różni koledzy. Ale jakoś nie widzę siebie mającej oszczędności.

Ale chyba dobrze mieć oszczędności?

Dobrze, jednak nie mam. Myślę, że niewiele osób żyje tak jak ja. To jest ryzykowne. A jednocześnie często jestem wrzucona w sytuacje, do których nie przystaję materialnie. Na przykład na festiwalu w Toronto – mieszkam w hotelu Ritz Carlton, przychodzi do mnie wielki i znany reżyser i mówi: „Słuchaj, nie zamawiaj niczego do pokoju, bo biorą 20 dolarów za samo podniesienie słuchawki”. Albo: „Uważaj, bo śniadanie nie jest wliczone w cenę pokoju”. I cieszysz się, że wielki reżyser ma chyba taki sam problem jak ty. I to jest super. Dzięki temu jesteś czujna, z większym zrozumieniem patrzysz na ludzi, którzy nie mają pieniędzy, nie szastają nimi. Poza tym ciągle jest o co walczyć. Nie chciałabym robić wszystkiego dla zarobku.

Nie pracujesz dla pieniędzy?

Może parę razy w życiu zrobiłam coś dla kasy, ale mogłabym to policzyć na palcach jednej ręki. Lubię bycie pomiędzy różnymi sferami – to, że jednego dnia jestem w festiwalowym jury, zwiedzam mieszkania najlepszych architektów w Berlinie, a innego spędzam czas w domu na Mokotowie, a jeszcze innego kręcę film gdzieś w Beskidzie czy w Maroku. Fajny jest ten balans. Daje poczucie wolności.

Główny bohater „Twarzy” jest symbolem wolności. To możliwe, żeby czuć się tak totalnie wolnym?

Ja się tak czuję. Utożsamiam się z tym Jackiem. Nie wiem, skąd to się bierze, na czym polega taka silna potrzeba, żeby nic mnie nie ograniczało. Bardzo irytują mnie sytuacje, które mogłyby niszczyć moje poczucie niezależności. Nie robię rzeczy, których nie chcę robić.

Twój bohater nie tylko robi, co chce. Kocha też totalnie, jest w tym niezłomny. Wierzysz w taką wielką romantyczną miłość?

Chyba nie bardzo. Taka miłość romantyczna, polegająca na wciąż trwającym zachwycie, nie jest raczej możliwa. Cenię ludzi, którzy potrafią być ze sobą wiele lat mimo wzlotów, upadków, ostrych sytuacji. Są ze sobą na przykład 20, 30 lat, przeżywają razem trudne chwile, może nawet czas zwątpienia, oddalenia, ale ostatecznie okazuje się, że się kochają. Przywiązanie, przyjaźń, koleżeństwo są kluczami do miłości, moim zdaniem. Cała reszta, składająca się na relacje to – jak wiemy – sprawa względna.

Zawsze tak myślałaś?

Takie podejście przyszło z wiekiem, nie myślałam tak zawsze. Jako młoda dziewczyna byłam bardzo romantyczna, zawsze miałam chłopaka, wciąż się w kimś kochałam. I dziś wiem, że każda z moich relacji była udana.

To dlaczego je kończyłaś?

Bo byłam młoda, to normalne. Zostały mi po tych związkach przyjaźnie na lata, bezcenne. Te dobre relacje z facetami są chyba związane z syndromem typowej córki ojca. Ludzie dzielą się ponoć na cztery kategorie: córka ojca, córka matki, syn matki, syn ojca. Ukochana córeczka tatusia często wybiera facetów synów matek, którzy mają cechy kobiece. Teoria duńskich psychologów chyba, trafna.

Ojciec był twoim mistrzem?

Totalnym. A poza tym przyjacielem. Myślę, że mnie ukształtował, dał mi siłę.

Ważne było jego zdanie?

Na maksa. Gdyby teraz żył i oceniał moją robotę, chyba nic bym nie zrobiła, bo on był bardzo krytyczny.

Małgorzata Szumowska: jestem za babami

Jako kobiecie było ci trudniej w środowisku filmowym? W Berlinie nie tylko odebrałaś nagrodę – wygłosiłaś też manifest feministyczny.

Zainicjowałam akcję Speak Up, skierowaną przeciwko molestowaniu w środowisku filmowym. Poprosiły mnie o to feministyczne organizacje filmowe z Europy, strasznie się denerwowałam tym wystąpieniem. A największy stres poczułam, kiedy usłyszałam kobiecą publiczność, która podczas przemówień przed tym moim reagowała bardzo żywiołowo, głośno krzyczała. Poczułam stężoną energię pokoju pełnego silnych bab. I zrozumiałam, na czym polega dzisiejsza rewolucja kobiet – kiedy możemy mówić, co naprawdę myślimy, mamy większą siłę niż mężczyźni, jesteśmy bardziej od nich wyzwolone w sposobie wyrażania emocji, silniejsze po prostu. A do tego bezwzględne w tym wspólnym ruchu przeciwko niesprawiedliwej przewadze mężczyzn. Jeśli na przykład pisarka Margaret Atwood nie popiera jednoznacznie wszystkich postulatów akcji #metoo, zostaje przez środowisko feministyczne skrytykowana.

Ty opowiadasz się jednoznacznie?

Jestem z babami, zdecydowanie. Zazwyczaj trudno mi identyfikować się z masowymi ruchami społecznymi, bo z natury jestem indywidualistką. Ale jestem za rewolucją kobiet, która właśnie się dzieje, całym sercem. Moje wypowiedzi na ten temat nie są agresywne, pewnie przez to, że mam wielu przyjaciół wśród mężczyzn. Mnie mężczyźni w życiu nie skrzywdzili, więc osobistej niechęci do nich nie czuję. Ale czuję na zasadzie kulturowej, że tu trzeba wreszcie jakiegoś balansu.

Kilka lat temu mówiłaś, że na zaczepki dotyczące urody trzeba odpowiadać inteligentniej niż tylko „Odczep się!”.

Teraz myślę, że jednak w takim niby-sprytnym reagowaniu jest słabość. Od tego czasu doszło do rewolucji i trzeba mówić: „Spadaj!”. Oczywiście, jeśli ci te zaczepki nie odpowiadają. Wydaje mi się, że to jednak jest dobre rozwiązanie. Ale jak masz ochotę na gierki słowne i wbijanie szpilek, to czemu nie. Wszystko zależy od sytuacji. Całe życie musiałam lawirować, obracając w żart wiele uwag ze strony mężczyzn, na przykład na planie filmowym. Kiedy tak rozmawiamy z koleżankami z kina o naszych karierach, dochodzimy do wniosku, że strasznie dużo było w tych drogach niezwracania uwagi na wyższą pozycję mężczyzn, bo trzeba było zachować się inteligentnie i przejść nad tym do porządku dziennego. A wiem przecież, że musiałam zawsze robić więcej niż koledzy, żeby zdobyć taką samą pozycję jak oni.

Poza tym na planie muszę być tak samo silna jak faceci. Od roku trenuję pływanie, daje mi to siłę czysto fizyczną. I wydaje mi się, że jako reżyserka osiągnęłam więcej niż wielu mężczyzn. Dużo większym kosztem, nakładem pracy, pielęgnując własną dumę – że jestem taka niesamowicie mocna, nie do złamania. To jest jednak męczące. Ale cieszy mnie, że nie ma już odwrotu od rewolucji, w której bierzemy udział.

Rozmowa z Małgorzatą Szumowską ukazała się w „Urodzie Życia" 5/2018

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
Agnieszka Holland
East News

Holland, Szumowska, Smoczyńska – i wiele więcej! Nasze reżyserki podbijają świat

Są silne, bo musiały się przebić w męskim świecie kina. Dlatego tworzą mocne kino o równie silnych kobietach.
Magdalena Żakowska
29.05.2020

Małgorzata Szumowska to pierwsza polska reżyserka od 15 lat, która zrobiła film w Ameryce. Agnieszka Smoczyńska właśnie kręci w Wielkiej Brytanii.  Agnieszka Holland, chyba najbardziej zapracowana polska reżyserka, która pracowała na wielkich planach filmowych zarówno w Europie, jak i w Ameryce, swój najnowszy film zrobiła w Czechach. Wszystkie trzy mają talent, sławę i wielką siłę przebicia w świecie, ale kobiet w polskim filmie jest dziś znacznie więcej. I nie tylko nareszcie doszły do głosu, ale też – choć statystycznie jest ich mniej niż mężczyzn reżyserów – odnoszą co najmniej równie spektakularne sukcesy, co oni. Polskie reżyserki dzisiaj zabierają głos w kinie: polskim i także tym na światowym poziomie. Agnieszka Holland – królowa polskiego kina dla Apple TV Wiadomo, Agnieszka Holland jest tylko jedna. To królowa polskiego kina i jego największa ambasadorka za granicą. Dorobek Holland jest imponujący, a pracowitość wręcz onieśmiela. Nakręciła ponad 30 filmów i wiele kultowych seriali – od „Prawa ulicy” (ang. „The Wire”), przez „The Killing” i „House of Cards” po „The Affair”. To ona była ostatnim przed Małgorzatą Szumowską polskim reżyserem, który nakręcił film w Ameryce: w 2006 roku premierę miała jej „Kopia mistrza”, biograficzna opowieść o starzejącym się Ludwiku van Beethovenie. W filmach Holland grali najwięksi aktorzy Hollywood: Maggie Smith, Albert Finney, Leonardo DiCaprio, Jennifer Jason Leigh, Jennifer Garner i oczywiście największe gwiazdy polskiego kina. Słynie z tego, że prywatnie jest niezwykle łagodną i ciepłą osobą, ale na planie potrafi zamienić się w potwora. Krzyczy, przeklina, rządzi niepodzielnie. Aktorzy się jej boją, ale zagrać u Holland...

Czytaj dalej
Mat.prasowe

„Córka boga” nowym hitem Netflixa? Nowy film Małgorzaty Szumowskiej!

Ostatni film Małgorzaty Szumowskiej, „Córka boga” trafił właśnie na Netflix. Za produkcję obrazu odpowiadają twórcy oscarowego hitu „Whiplash”.
Sylwia Arlak
27.05.2020

Małgorzata Szumowska, jedna z najzdolniejszych i najczęściej wyróżnianych współczesnych polskich reżyserek (laureatka m.in. Srebrnego Niedźwiedzia w Berlinie za film „Twarz”), powraca z kolejnym filmem. Na Netflix trafił właśnie jej najnowszy film „Córka boga”. To pierwszy anglojęzyczny tytuł w jej karierze. Swoją premierę miał na ostatnim Międzynarodowym Festiwalu Filmowym w Toronto. Trzymający w napięciu thriller psychologiczny opowiada historię wychowanej w sekcie młodej dziewczyny. Bohaterka zaczyna podważać nauki duchowego guru, co nie przysparza jej popularności. Małgorzata Szumowska pracuje z twórcami oscarowego hitu „Nastoletnia Selah (Cassidy) urodziła się i wychowała w tajemniczej sekcie składającej się z kobiet i sprawującego nad nimi władzę absolutną przywódcy, nazywanego Pasterzem (Michiel Huisman) […] Najpierw wychowywana, jako jego córka, już wkrótce przejdzie rytuał, dzięki któremu stanie się żoną mężczyzny. Seria koszmarnych wizji i wstrząsających objawień sprawia jednak, że dojrzewająca dziewczyna zaczyna kwestionować otaczającą ją rzeczywistość i swoją lojalność wobec niebezpiecznego guru” — czytamy w opisie dystrybutora. W rolach głównych zobaczymy znaną z „Vox Lux” oraz „Królewny Śnieżki i Łowcy”, Raffey Cassidy. Aktorce partneruje Michiel Huisman („Gra o tron”, „Nawiedzony dom na wzgórzu”) oraz Denise Gough („Robin Hood” i „Też go kocham”). Film wyprodukowali twórcy oscarowego hitu „Whiplash”, a za zdjęcia odpowiada współpracujący na stałe z reżyserką, Michał Englert. Najnowsze dzieło reżyserki „Twarzy”, „W imię”, „33 scen z życia”, „Sponsoringu” i...

Czytaj dalej
„Śniegu już nigdy nie będzie” Festiwal Filmowy w Wenecji
fot. La Biennale di Venezia

Polacy podbijają La Biennale w Wenecji! Fantastyczne recenzje „Śniegu już nigdy nie będzie”

Najnowszy film Małgorzaty Szumowskiej i Michała Englerta „Śniegu już nigdy nie będzie” zachwycił światowe media w Konkursie Głównym Międzynarodowego Festiwalu Filmowego w Wenecji!
Dorota Falkowska
09.09.2020

W poniedziałek 7 września nowy film Małgorzaty Szumowskiej i Michała Englerta został po raz pierwszy pokazany publiczności na festiwalu w Wenecji. „Śniegu już nigdy nie będzie” walczy o główną nagrodę prestiżowej imprezy La Biennale – Złotego Lwa.  Szumowskiej i Englertowi na czerwonym dywanie towarzyszyła obsada filmu, między innymi: Alec Utgoff, Maja Ostaszewska, Weronika Rosati, Katarzyna Figura i Andrzej Chyra. Premierowy pokaz spotkał się ze świetnym przyjęciem przez międzynarodowe media i przyniósł już pierwsze recenzje. „Szczyt kariery Szumowskiej”, podkreśla Variety. „Hipnotyzujące doświadczenie wizualne, które pobudza wszystkie zmysły” – ocenia The Playlist. „Przesunął granicę”, pisze The Hollywood Reporter.  Czytaj także: Małgorzata Szumowska: „Jestem za rewolucją kobiet” Na tak pozytywne przyjęcie filmu polskich reżyserów w Wenecji liczyli chyba wszyscy. Dziennikarze są zgodni co do tego, że „Śniegu już nigdy nie będzie” ma szanse na najważniejszą nagrodę Konkursu Głównego. Ponętna, klimatyczna opowieść Variety Magiczny The Hollywood Reporter Poetycki, sugestywny. Reżyserzy z łatwością lawirują między gatunkami Cadena SER Satyra niczym z „Edwarda Nożycorękiego” Screendaily Magia i nostalgia La Croix Jeden z ciekawszych obrazów weneckiego konkursu Filmweb Kino, które wymyka się definicjom Beata Kwiatkowska, Program Drugi Polskiego Radia Jeden z najbardziej interesujących filmów duetu Szumowska – Englert Daria Porycka, PAP Nie mogę przestać o nim myśleć Manori Ravindram...

Czytaj dalej
Małgorzata Szumowska
Archiwum prywatne

Małgorzata Szumowska: Wreszcie w kinie jest zapotrzebowanie na moją płeć

W Stanach kobieta z doświadczeniem to atut. Miałabym tego nie wykorzystać?! – mówi reżyserka „W imię”, „Body/Ciało” i „Córki boga”. I planuje kolejne anglojęzyczne filmy.
Magdalena Żakowska
28.05.2020

Najbardziej wzięta polska reżyserka za granicą. Małgorzata Szumowska jest gwiazdą europejskiego kina i specjalistką od mocnych tematów. Jak większość kobiet w męskim świecie filmu, musiała walczyć o siebie i przebijać szklane sufity. Pytana o początki kariery filmowej przyznaje, że do Filmówki dostała się dzięki bezczelności. Szybko stała się ulubioną studentką Wojciecha Hasa, który mawiał, że lubi ją, bo „ma ładne nogi i jest z Krakowa” . Żart, który dziś jest nie do pomyślenia. Szumowska pierwsze sukcesy odnosiła już na studiach, jej studenckie krótkie metraże zdobywały nagrody na międzynarodowych festiwalach. Dziś współpracuje z Zentropą Larsa Von Triera, producentami, którzy mają na koncie oscarowe hity. Na Netfliksie możemy oglądać już jej pierwszy amerykański film, „Córkę boga” . A co dalej?  Magdalena Żakowska: Do te pory sama pisałaś scenariusze swoich filmów, tworzyłaś kino autorskie. „Córka boga” to wyjątek.  Małgorzata Szumowska: Scenariusz „Córki boga” znalazł się na tzw. Black List, liście najlepszych hollywoodzkich niezrealizowanych scenariuszy, która publikowana jest co roku, w drugi piątek grudnia, a producenci natychmiast wykupują opcje na te projekty. „Córka boga” została wykupiona przez Davida Lancastera i Stephanie Wilcox z Rumble Films, firmy która ma na koncie takie filmy, jak „Wiplash” czy „Drive”. To oni zaproponowali mi współpracę. Po raz pierwszy w życiu zostałam wynajęta do reżyserii filmu w zadanej konwencji. To nie miało nic wspólnego z tym, jak pracowałam wcześniej.  Spodobało ci się? Bardzo. Film miał światową premierę na festiwalu w Toronto we wrześniu zeszłego roku, a w kwietniu...

Czytaj dalej