Magda Umer: „Gdyby jakaś kobieta zapytała mnie, czy ma urodzić śmiertelnie chore dziecko, nie umiałabym odpowiedzieć”
Jacek Poremba

Magda Umer: „Gdyby jakaś kobieta zapytała mnie, czy ma urodzić śmiertelnie chore dziecko, nie umiałabym odpowiedzieć”

Miałam brata chorego na zanik mięśni. Miał 14 lat, kiedy zmarł. Ciężko pojąć komuś, kto tego nie doświadczył, ogrom takiej tragedii. Ale też ciężko wytłumaczyć, jakie to szczęście, że mogłam poznać mojego brata, że mogłam z nim być – mówi pieśniarka i poetka.
Magdalena Żakowska
30.10.2020

Poetka, pieśniarka, scenarzystka, reżyserka, autorka recitali i programów telewizyjnych. Rzadko udziela wywiadów, rzadko zabiera głos w sprawach publicznych. Kiedy do niej napisałam z prośbą o rozmowę, odpisała „Strasznie nie chcę być taką osobą, która wypowiada się na każdy temat. Ale ten temat jest naprawdę ważny. Dzwoń”.  

Magda Żakowska: Jesteś zaniepokojona czy wkurwiona?

Magda Umer: Z jednej strony jestem zachwycona tym, co się dzieje. Nareszcie kobiety powiedziały „nie” mężczyznom, którzy chcą o nas decydować, chociaż sami nie zachodzą w ciążę, nie rodzą dzieci, nie wiedzą, co to znaczy. Oczywiście, że jestem z nimi. Oczywiście, że gdybym była młodsza, tańczyłabym z nimi poloneza na ulicy. Oczywiście, że moi synowie i synowe biorą udział w Strajku Kobiet. Ale z drugiej strony nie wstydzę się przyznać, że strasznie się boję. 

Czego się boisz?

Rozszerzenia się pandemii i tego że  protestujący zostaną sprowokowani, pobici, aresztowani. Widziałam nagranie, na którym  samochód specjalnie potrąca protestujące dziewczyny i trudno mi o tym zapomnieć. Przypomina mi się jak w marcu 1968 roku bito studentów. Boję się, że po tym strasznym orędziu Kaczyńskiego, po tych chorych słowach chorego człowieka, stanie się coś niedobrego. Boję się, że faszyzm, który się do tej pory w Polsce tlił, teraz wybije jak lawa.

Magda Umer o miłościach i przyjaźni z Zuzanną Łapicką w nowej „Urodzie Życia”

Jak mawiała Marysia Czubaszek...

Strasznie trudno dziś na ulicy odróżnić tych, którzy są z nami, od tych, którzy są przeciw nam. A do tego jeszcze wszyscy nosimy maski, co sprawia, że niektórzy czują się dużo bardziej bezkarni. To wszystko przypomina jakiś ponury film science-fiction.

Ale na ulicach jest też dużo pozytywnej energii, muzyki, śmiesznych haseł. 

I to jest fantastyczne. Przypomina mi się Pomarańczowa Alternatywa. Myślę, że młodych ludzi spotyka dziś coś wyjątkowego. To jest przepiękna pobudka. Lekcja prawdziwej solidarności. Polska jest od trzech dziesięcioleci wolnym krajem, powinniśmy zaszczepiać w młodych ludziach zainteresowanie życiem obywatelskim. A u nas ciągle, na okrągło, mówi się tylko o patriotyzmie. Wyciera się tym słowem każdy brud. To słowo nic już nie znaczy. Marysia Czubaszek mawiała: „Nie o to chodzi, żeby być patriotą, ale o to, żeby nie być idiotą”.

Dla młodych Strajk Kobiet to piękne pokoleniowe doświadczenie. Zazdroszczę im, bo sama takiego nie miałam. Ale ty tak. 

Patrzę na Strajk Kobiet i przypomina mi się, jak sama miałam 19 lat. Był Marzec 68', przemawiałam w Audytorium Maximum, wszystko było dla mnie mniej ważne niż walka, wolność, rewolucja. A z drugiej strony urodziłam się w 1949 roku, wiele już przeżyłam, wiele widziałam, także to, jak marzenia obracają się w popiół, jak wypaczają się idee, jak walka o słuszną sprawę staje się walką o coś zupełnie innego, jakie to wszystko jest niejednoznaczne. Dlatego ja, czyli kobieta po 70-tce, boję się o nich, młodych. O pandemię i o to, co stanie się z tą rewolucją. 

Jak ci się podoba hasło „Wypierdalać”?

Wiesz, ja jestem osobą, która strasznie przeklina. Nauczyła mnie tego Kalina Jędrusik, moja chrzestna mama. Dla mnie „wypierdalać” to żadne przekleństwo, to takie bardziej dobitne „proszę wyjść” do kogoś, kto nie rozumie, że nie życzę sobie jego towarzystwa, bo zachowuje się strasznie.  Ale wiem, że niektórych takie słowa rażą. Moi synowie, kiedy byli mali i chodzili na religię, byli oburzeni, kiedy przeklinałam. Mówili „Mamo, obrażasz nasze uczucia religijne”. W końcu dali mi dyspensę na przeklinanie tylko na czas prowadzenia samochodu. Ale Strajk Kobiet to nie tylko „Wypierdalać”, jest cała masa haseł, które pokazują, że każdy z nas bywa od czasu do czasu poetą. To jest pole do popisu dla okazjonalnych ludzi pióra. Poetów chwili, ulicy.

Walczymy o aborcję na życzenie. Jesteś wierząca. Masz z tym problem?

Miałam brata chorego na zanik mięśni [SMA]. Do dziś jest to choroba nieuleczalna, śmiertelna. Mój brat miał 14 lat, kiedy zmarł. Przez te lata, co dzień i co noc cała moja rodzina mierzyła się z jego chorobą i cierpieniem. Z własnym cierpieniem też, bo nie ma nic bardziej rozdzierającego niż choroba dziecka. Ciężko pojąć komuś, kto tego nie doświadczył, ogrom takiej tragedii. Ale też ciężko wytłumaczyć, jakie to szczęście, że mogłam poznać mojego brata, że mogłam z nim być, że dzięki niemu nasza rodzina była jednym organizmem. Jego choroba łączyła nawet zwaśnionych rodziców. Na miesiąc przed śmiercią, na Dzień Wszystkich Świętych, miał zadane w szkole, żeby narysować cmentarz. Zapytał mnie wtedy, jak taki cmentarz wygląda, bo nigdy na cmentarzu nie był…

Czy jego życie warte było życia?

Pamiętam, że następnego dnia po śmierci brata poszłam do szkolnego sekretariatu. Musiałam opłacić komitet rodzicielski, czy coś takiego. I pani w sekretariacie powiedziała mi: „Ale to w sumie szczęście, ulga, przestaniecie się już tak męczyć”. Myślałam, że ją zabiję. 

Życie twojego brata było wyłącznie cierpieniem?

Nie. Urodził się sprawny, był inteligentnym, ładnym dzieckiem. Mimo choroby ludzie nie odwracali od niego wzroku. Jego choroba postępowała stopniowo. Najpierw dłużej siadał, potem później wstawał, kiedy upadł w przedszkolu, nie mógł się już podnieść. Potem konieczny był już wózek inwalidzki. W pierwszej klasie szkoły podstawowej przeziębił się i później było już tylko gorzej. Po tym osłabieniu się już nie podniósł. Do dzisiaj słyszę w głowie, jak prosił w nocy, żeby przełożyć go na drugi bok, bo sam nie miał już siły. A jednocześnie był coraz starszy, coraz bardziej świadomy, inteligentny i wrażliwy. Pod koniec życia mówił „Zabijcie mnie, bo nie mogę już patrzeć, jak się ze mną męczycie”. 

Kiedy pytasz mnie o jego cierpienie, masz pewnie na myśli to, czy jego życie warte było życia?

Chyba tak. Chociaż brzmi to strasznie.

Do dzisiaj nie znam na to pytanie odpowiedzi. Dla nas, jego rodziny, odpowiedź brzmi: tak. Bo dla nas jego obecność wiązała się przede wszystkim z miłością. Żeby nie było mu smutno, nieustannie się przy nim uśmiechaliśmy, staraliśmy się rozjaśnić mu życie. I powtarzaliśmy, jak to cudownie, że jest z nami. Ale dla niego? Z tą świadomością, że wkrótce umrze? Że opiekowanie się nim to niewyobrażalny  wysiłek psychiczny? 

A dla ciebie? Jakie to było doświadczenie?

W jakimś sensie do dziś się z tego jego dzieciństwa, jego życia nie podźwignęłam. Uważam, że moje zmaganie z depresją ma źródło właśnie w obserwowaniu jego tragedii. I gdyby jakaś kobieta zapytała mnie, czy ma urodzić śmiertelnie chore dziecko, nie potrafiłabym odpowiedzieć. I żadnej kobiecie bym złego słowa nie powiedziała niezależnie od tego, jaką decyzję by w takiej sytuacji podjęła. To są tak intymne decyzje, tak trudne sprawy, że oburza mnie, że jacyś mężczyźni śmią o tym decydować. 

Zapytałaś mnie kiedyś, czy jestem feministką. A ja ci powiedziałam, że nie, bo w moim otoczeniu, w komunistycznej szkole, niewierzącej rodzinie nie było tego tematu. Jako młoda dziewczyna nie spotkałam się z tematem uprzedmiotowienia, krzywdy i zawsze powtarzałam, że mężczyźni to moja ulubiona płeć. Ale dzisiaj…

Budzi się w tobie feministka?

Chyba tak. Oburza mnie, że mężczyźni chcą za nas decydować w tych sprawach. Że wydaje im się, że mają do tego prawo. Jeśli już chcą bronić życia, wykazać swoje nieskazitelne człowieczeństwo, to niech zajmą się opieką nad kobietami, które urodziły i wychowują chore dzieci. I zmagają się z potężnymi problemami. 

A kiedy odważą się prosić państwo o pomoc, to wyrzuca się je z Sejmu. 

Cale życie walczyłam o pomoc dla takich matek i ludzi niepełnosprawnych. Przyjaźniłam się z Piotrem Pawłowskim, który był niepełnosprawny i walczył o prawa takich, jak on. Kiedy zmarł, zadzwoniła do mnie jego żona i poprosiła, żebym zaśpiewała na pogrzebie jego ulubioną piosenkę, „Jeszcze w zielone gramy”. Pamiętam, jak szłam w tłumie osób niepełnosprawnych na Cmentarzu Bródnowskim, które przyjechały na ten pogrzeb z całej Polski. Chciały Mu podziękować za wszystko co dla nich robił przez cale życie.

Nie można kazać każdej kobiecie być bohaterką

Dziś myślę, że ta piosenka Wojtka Młynarskiego jest nie tylko dla nas wszystkich zdrowych, marzących o tym, żeby coś się wreszcie w tym kraju zmieniło, ale też właśnie dla chorych, niepełnosprawnych, dla ich opiekunów, którzy marzą o tym, żeby wreszcie znalazł się rząd, który o nich pomyśli naprawdę, coś w ich życiu zmieni. Ci, którzy najwięcej dziś krzyczą, z imieniem Pana Boga na ustach, nie mają  Boga w sercu. Nie mają pojęcia o tym, co to jest chrześcijaństwo. Co to jest przyzwoitość. 

Walcząc o prawo do aborcji zapominamy o tych kobietach, które podjęły inną decyzję?

Chciałabym, abyśmy o nich pamiętały. Dziś nie mam już sił, aby pomagać innym. Ale znam rodziny, które wychowują chore dzieci, niepełnosprawne i upośledzone. I zastanawiam się, co te dzieci czują, kiedy ktoś przy nich włącza telewizję, kiedy słyszą dyskusję na temat aborcji, kiedy jedni mówią, że dzieci z Zespołem Downa mają prawo żyć, a drudzy, że chcą mieć prawo, żeby je usunąć. Jestem za prawem kobiety do wyboru, ale wiem, że każda taka historia to oddzielna tragedia. A tragedia ma to do siebie, że nie ma w niej dobrego rozwiązania. Każde wyjście jest nie takie, jakiego byśmy sobie życzyli. Staramy się wybrać mniejsze zło, ale dla każdego to mniejsze zło znaczy coś innego. 

Zachwyca mnie siostra Chmielewska, która adoptowała i wychowała kilkoro chorych dzieci i całe życie pomaga słabszym. Podziwiam i kocham Jankę Ochojską, która mimo własnej choroby niesie pomoc innym. Są dla mnie wzorem człowieczeństwa. Trzeba czcić te bohaterki. Ale nie można kazać każdej kobiecie być bohaterką. Ja nią nie jestem.

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
Prawa LGBT
Adobe Stock

Za skrótem LGBT stoją ludzie z krwi i kości, którzy cierpią – rozmowa z psychiatrą dr. n. med. Bartoszem Grabskim

Trudno matematycznie określić, gdzie zaczyna się homoseksualność, gdzie hetero-, a gdzie biseksualność. Czy mężczyzna, który woli kobiety, a w jakiejś sytuacji ląduje z innym mężczyzną w łóżku i nie uznaje tego za najgorsze doświadczenie, chociaż nie zamierza go powtarzać, jest biseksualny? A może heteroseksualny z pewną płynnością orientacji? Rozmowa z dr. Bartoszem Grabskim.
Ewa Pągowska
30.10.2020

Ile tak naprawdę mamy płci? A może nie ma sensu zadawać tego pytania, bo ono już świadczy o tym, że biorą nad nami górę mity, które narosły wokół tematu osób LGBT? O płeć i orientację seksualną pytamy specjalistę w tym temacie dra n. med. Bartosza Grabskiego, psychiatrę i seksuologa. Ewa Pągowska: Symbolem wielkiego bałaganu, który jako społeczeństwo mamy w głowie w kontekście LGBT, jest dla mnie zdarzenie, do którego doszło niedawno we Wrocławiu. Mężczyzna zniszczył stoisko będące częścią kampanii „Wrocław bez smogu”, na którym widniało hasło „Zmień piec”, bo przeczytał „Zmień płeć”. A co dla pana jest symbolem takiego bałaganu, nieporozumienia, braku wiedzy? Bartosz Grabski: Chyba to, że homoseksualność jest utożsamiana z pedofilią – nawiązuję do haseł widniejących na tych strasznych furgonetkach – i to, że w naszym kraju ludzie nie mają pojęcia, co znaczy słowo „ideologia”. Chociaż nie wiem, ile w tych nieporozumieniach wokół skrótowca LGBT jest rzeczywiście niewiedzy, a ile złej woli, cynizmu i okrucieństwa. Martwi mnie, że cierpią niewinni ludzie, że w tym całym zamieszaniu, jakiego jesteśmy świadkami, z pola widzenia zniknął człowiek, który kryje się za tym akronimem. Może więc dla porządku wyjaśnię, co on oznacza: L to lesbijki, G to geje, B to osoby biseksualne, T – transpłciowe.  Proszę jeszcze powiedzieć, co kryje się za plusem, który jest czasem do LGBT dodawany.  Cała społeczność, która doświadcza seksualności i płciowości w inny sposób niż ludzie heteroseksualni czy przynależący do grup, które wymieniłem. To na przykład osoby niebinarne, czyli takie, które nie identyfikują się ani z płcią męską, ani z żeńską.  No...

Czytaj dalej
Vedrana Rudan
Vedrana Rudan. Fot. Kamil Szkopik

Vedrana Rudan: Podziwiam Polki, jestem z wami, wspieram Strajk Kobiet!

Nikt nie pisze o piekle kobiet tak bezkompromisowo i sugestywnie, jak ona. Zna je na wylot, bo sama przez nie przeszła. „Podziwiam Polki. Kiedy mężczyźni was wkurzą, wychodzicie na ulice” – mówi pisarka Vedrana Rudan.
Magdalena Żakowska
27.10.2020

Chorwacka pisarka Vedrana Rudan mówi o sobie, że wychowała się w typowej chorwackiej rodzinie.  Pierwszy raz pobiła mężczyznę, kiedy miała 12 lat. Chciał ją zgwałcić i chociaż był od niej wyższy o głowę, to i tak dosyć długo leżał później w szpitalu. 10 lat później próbowała zabić ojca , a później przez lata żyła w przemoc owym związku ze swoim pierwszym mężem. Na szczycie listy jej wrogów znajdują się mężczyźni, a zaraz za nimi politycy i kler. Nie oszczędza nikogo, ale najbardziej okrutna jest wobec samej siebie. Vedrana Rudan tnie językiem jak brzytwą.   Magdalena Żakowska: Pani kolejne książki to różne rozdziały pani życia. Zaczęło się od „Ucho, gardło, nóż”, gdzie opisała pani okropieństwa wojny na Bałkanach i dramatyczną sytuację kobiet w powojennej rzeczywistości. Vedrana Rudan: Ta wojna zmieniła wszystko. Także dla mnie. Zanim wybuchła byłam dziennikarką radiową. Z dnia na dzień straciłam pracę, bo mój drugi mąż jest Serbem. Potem większość oszczędności straciłam na to, aby uchronić syna przed poborem do armii. Z dnia na dzień zostaliśmy bez środków do życia. Po wojnie długo ciągnęła się za mną ta „zła Chorwatka”, która wyszła za Serba. Nie mogłam znaleźć pracy, nie mogłam pisać w gazetach, a bez pisania nie potrafiłam żyć. Napisałam więc książkę pełną gniewu na świat. Bicie kobiet to nasz sport narodowy Narratorką „Ucha…” jest 50-letnia kobieta, która w radykalnym, nabitym wulgaryzmami monologu rysuje gorzki obraz otaczającego ją świata. W Polsce pani powieść wystawiła w Teatrze Polonia Krystyna Janda. Jej monodram nie schodził z afisza przez dwa sezony.  W Chorwacji publikacja tej książki wywołała skandal. Wojna to u nas nadal...

Czytaj dalej
Kolaż

Dramatyczne opowieści kobiet po opinii TK: „Bycie matką niepełnosprawnych dzieci to wojna”

Po opinii Trybunału Konstytucyjnego w sprawie aborcji cały kraj protestuje. Przerażone i zbulwersowane są także znane Polki.
Sylwia Arlak
26.10.2020

Od czasu wydania przez Trybunał Konstytucyjny orzeczenia, zgodnie z którym aborcja przeprowadzana ze względu na nieodwracalne wady lub ciężką chorobę płodu, jest niezgodna z Konstytucją, Polki i Polacy wyszli na ulice. Swój sprzeciw przeciwko tej decyzji wyraziła m.in. Martyna Wojciechowska i Olga Tokarczuk. Część gwiazd podzieliła się własnymi, dramatycznymi opowieściami. Agnieszka Chylińska, Agnieszka Szpila – o byciu matką Agnieszka Chylińska rzadko opowiada o swoim życiu prywatnym. Tym razem jednak zrobiła wyjątek. W poruszającym nagraniu ujawniła, że jej dzieci wymagają specjalnej troski. „Nie można nikogo do niczego zmuszać, nie można nikomu narzucać czegokolwiek, zakazywać czegokolwiek, to jest po prostu nieludzkie. Każda z nas jest inna, każda z nas ma prawo decydować o swoim życiu. Każda z nas ma zupełnie inną sytuację rodzinną, finansową, zdrowotną. Potem z naszą decyzją tak naprawdę zostajemy same i z tym żyjemy do końca naszych dni […] Nie przypominam sobie też, żeby ktoś mi w tym pomagał, wspierał, jeśli chodzi o tak zwane państwo. Dlatego szczególnie mnie, jako mamie, jest trudno na to wszystko patrzeć i znosić fakt, że nie dba się o dzieci i osoby niepełnosprawne w takim wymiarze, w jaki powinny być zaopiekowane” — wyznała Chylińska, której książki dla dzieci z serii „Zezia i Giler” opowiadają o temacie autyzmu. W podobnym tonie wypowiedziała się pisarka Agnieszka Szpila, matka dwojga niepełnosprawnych dzieci. „Myślę, że bycie matką Milenki i Helenki zrobiło ze mnie przez 14 lat psychopatkę. Żyję na wojnie. Każdego dnia. Walczę o to, by przetrwał we mnie, choć maleńki fragment człowieczeństwa niedotknięty niepełnosprawnością córek. Tracę czas, by sobie i światu udowodnić, że prawie wcale się od Was nie różnię. A różnię....

Czytaj dalej