Lucy Maud Montgomery i jej największa zmora – „Ania z Zielonego Wzgórza”
East News

Lucy Maud Montgomery i jej największa zmora – „Ania z Zielonego Wzgórza”

Lucy Maud Montgomery do dziś kojarzy się z książką dla dzieci i młodzieży „Ania z Zielonego Wzgórza”. Całe życie próbowała jednak wydać coś poważniejszego. Nie udało się. Żadne wydawnictwo nie zaryzykowało.
Kamila Geodecka
16.02.2021

Jej opowiadania zawsze musiały mieć jakiś morał – w przeciwnym razie wydawcy nie chcieli ich publikować. Do Lucy Maud Montgomery przylgnęła etykieta pisarki dla dzieci i młodzieży i nic nie było w stanie już tego zmienić. Pisała dużo, pisała szybko. Pisała, bo tylko tak mogła się uwolnić: od nieszczęśliwego i surowego dzieciństwa, od kuzyna, z którym się zaręczyła, a potem od męża pogrążonego w depresji. Pod koniec życia bardzo przeżywała wojnę – pierwszą i drugą. Zmarła w szpitalu, podobno na zakrzepicę, chociaż jej wnuczka mówi, że babcia przedawkowała leki na depresję.

Książę Karol nawet po rozwodzie chciał mieć ostatnie zdanie

Maud, nie Lucy

Urodziła się 30 listopada 1874 roku na Wyspie Księcia Edwarda w Kanadzie. Gdy miała niecałe 2 lata, jej matka zmarła na gruźlicę. Później napisze w listach, że pamięta mamę w trumnie. Po śmierci żony zrozpaczony ojciec nie dawał sobie rady z wychowywaniem jedynego dziecka, dlatego malutka Lucy Maud trafiła pod opiekę dziadków od strony mamy. Zamieszkała w rybackiej wsi Cavendish. Naturę tej wioski uwieczni potem w swoich książkach.

U dziadków zaczęła się buntować i jasno komunikować wszystkim, że nie lubi, gdy mówi się do niej Lucy. Dla wszystkich stała się więc małą Maud – dla dziadków, kuzynek oraz ojca, który z miesiąca na miesiąc odwiedzał ją coraz rzadziej. W końcu okazało się, że założył nową rodzinę. Dla pierworodnej córki nie było jednak w niej miejsca.

Dopóki nie osiągnęła dorosłości, musiała więc przebywać w domu dziadków, którzy wychowywali ją surowo i według sztywnych zasad. O miłości, bliskości, trosce i uczuciach nie było mowy. W dziennikach napisze potem: „Wychowywało mnie dwoje starszych ludzi, którzy nawet w najlepszych chwilach nie okazywali mi zrozumienia i którzy mieli ciasne umysły”. Maud Montgomery uciekała więc do domu swojej ciotki, gdzie w końcu mogła poczuć szczerą gościnę oraz cały ocean miłości. Mogła także liczyć na koleżeńskie stosunki ze swoimi kuzynkami. W wolnym czasie uwielbiała się uczyć. Pisała także pamiętniki oraz pierwsze wiersze. Z czasem w jej głowie zaczęły się także pojawiać pomysły na opowiadania.

W 1890 roku Maud Montgomery przeniosła się na zachód Kanady – do Prince Albert – by zamieszkać z rodziną ojca. Spędziła tam około roku. Jej macocha traktowała ją jednak jak kopciuszka. Kontakty z przyrodnim rodzeństwem również były oschłe. Mimo wszystko to właśnie w Prince Albert dowiedziała się, że jej wiersz został opublikowany w gazecie „The Patriot”. To była pierwsza poważna publikacja początkującej autorki.

Czytaj także: Jane Austen, rozważna czy romantyczna? Nigdy nie odnalazła swojego pana Darcy’ego

Nauczycielka w wiejskiej szkole

Po ukończeniu szkoły powszechnej Maud Montgomery zaczęła się kształcić na kursach przygotowujących do zawodu nauczycielki. Jej kariera w oświacie była jednak krótka. Nie lubiła prowadzić lekcji i narzekała na swoich uczniów. W sumie pracowała w trzech miejscowościach: w Bideford, Belmont i Lower Bedeque.

W Belmont zaręczyła się ze swoim kuzynem Edwinem Simpsonem, czego bardzo prędko pożałowała. W tym związku nie było niczego – ani chemii, ani namiętności, ani tym bardziej miłości. Rok później w Lower Bedeque romansowała z Hermanem Leardem – synem właścicieli mieszkania, które wynajmowała. Kochała go, ale zdawała sobie sprawę, że to nie jest mężczyzna dla niej – był niewykształconym farmerem. Ofiarowała już także rękę komuś innemu. W końcu porzuciła zarówno Hermana Learda, jak i kuzyna Edwina Simpsona.

Po śmierci dziadka zamieszkała z babcią i z krótkimi przerwami opiekowała się nią aż do śmierci. Pracowała jako korektorka w gazecie i bez przerwy publikowała opowiadania w kanadyjskich gazetach. W taki sposób mogła zarobić na utrzymanie.

Sukces i zmora, czyli „Ania z Zielonego Wzgórza”

Pomysł na książkę o rudowłosej dziewczynce pojawił się w 1905 roku, a już trzy lata później bostońskie wydawnictwo podpisało z Maud Montgomery kontrakt na kolejne książki z serii. Opowiadania masowo się sprzedawały, zdobywały dobre recenzje. Sam Mark Twain pochwalił kanadyjską autorkę.

Czytelnicy – młodsi i starsi – pokochani Anię. Chcieli więcej i więcej. A im bardziej domagali się kolejnych przygód rudowłosej sieroty, tym mniej Maud Montgomery chciała o niej pisać. W końcu Ania przestała być dla niej inspiracją, stała się zmorą. Autorka musiała pisać nawet te opowiadania, których początkowo nie planowała, na przykład „Ania na Uniwersytecie” czy „Ania z Szumiących Topoli”.

Wielokrotnie chciała uciec od serii, ale wszyscy znali ją już jako „autorkę od »Ani z Zielonego Wzgórza«”. Inne książki się nie przyjmowały, nawet jeśli wpasowywały się w nurt literatury dziecięco-młodzieżowej. Stworzyła między innymi cykl o Emilce, która była bardziej skomplikowaną bohaterką, jednak to wciąż Ania była dla czytelników najważniejsza.

Maud Montgomery wydała wiele książek, ale wciąż czuła się niespełniona. Wiedziała, że musi napisać tę jedną, z której byłaby naprawdę dumna. Tak się jednak nie stanie. Żaden wydawca nie podejmie takiego ryzyka.

Czytaj także: Najlepsze współczesne pisarki. Ich książki trzeba przeczytać! Od której zacząć?

Mąż pastor w depresji

W jej życiu prywatnym się nie układało. W 1911 roku poślubiła Ewena Macdonalda – prezbiteriańskiego pastora. Nie zrobiła tego z miłości, ale z rozsądku. Potem tego żałowała. Z pastorem zaręczyła się już wiele lat wcześniej, jednak postanowiła, że nie weźmie ślubu, dopóki nie umrze jej chora babcia. Ewen Macdonald na nią czekał.

Tak została panią pastorową. Prowadziła niedzielną szkółkę, pomagała w organizacji wydarzeń religijnych, rozmawiała z parafianami. W 1912 roku urodziła pierwsze dziecko. Drugie przyszło na świat 2 lata później, ale zmarło zaraz po porodzie. Małżeństwo potem będzie miało jeszcze jednego syna. Urodzi się w 1915 roku, gdy pisarka będzie miała ponad 40 lat.

Maud Montgomery zajmowała się na przemian dziećmi, domem, sprawami kościelnymi i pisaniem kolejnych opowiadań. Była osamotniona. Mieszkała z mężem, który podobno był w ciągłej depresji i panicznie bał się, że pójdzie do piekła. Autorka starała się jednak zacisnąć zęby i dalej iść przez życie. Co chwilę dochodziły do niej jednak tragiczne wiadomości. Bardzo przeżyła śmierć swojej ukochanej kuzynki, a wieść o rozpoczęciu pierwszej wojny światowej nią wstrząsnęła.

Czytaj także: Margaret Atwood: czarownica na miarę XXI wieku

Dwie wojny i starość 

Przeglądała gazety i nie mogła uwierzyć w to, co działo się na świecie. Czytała kolejne doniesienia z frontu. Coraz bardziej się rozpadała. Postanowiła rozpocząć działalność społeczną i wielokrotnie brała udział w kongresie kobiet w Toronto.

Czas jest jednak dla niej nieubłagany. Maud Montgomery podupadła na zdrowiu, straciła wszystkie zęby, dodatkowo martwiła się o syna, który został porzucony przez żonę. Wybuch drugiej wojny światowej tylko pogorszył jej stan.

W 1941 roku trafiła do szpitala. Umarła w kwietniu 1942 roku. W pamiętniku pisała, że nie chce umierać w bólu. Podobno cierpiała na zakrzepicę. Jej wnuczka powie jednak, że babcia zatruła się antydepresantami.

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
15 najlepszych książek dla kobiet
Adobe Stock

15 ważnych historii napisanych przez kobiety – książki, o jakich nigdy nie zapomnimy

Od „Ani z Zielonego Wzgórza” po „Brzemię” Agaty Christie albo powieści Zadie Smith.
Marta Strzelecka
17.06.2020

Są książki, o jakich nigdy nie zapomnimy. Te, które sprawiły, że poczułyśmy się bardziej odważne, nie tak zagubione jak zwykle albo nie tak bardzo zwyczajne, przewidywalne jak na co dzień. Każda z nas wymieniłaby co najmniej kilkanaście tytułów opisujących nas, bliskie nam kobiety, wpisujących się w nasze rozmowy. I chociaż niemodnie jest być może wymieniać na takiej liście inne autorki niż Elena Ferrante czy Margaret Atwood, my to robimy, bo nie chodzi o modę. To jest zupełnie subiektywny zestaw. Poszukajcie w nim swoich historii. I stwórzcie własne listy niezapomnianych ważnych książek. 1. „Lato”, Tove Jansson Każdego lata ta niewielka książka wraca do mojej podręcznej biblioteki. Rodzaj dziennika z pobytu wnuczki z babcią na tajemniczej szwedzkiej wyspie. A życie na wyspie z kimś, kto doskonale cię rozumie, w okolicznościach jak z baśni, jest przecież spełnieniem marzenia o niekończących się wakacjach. Ta rzeczywistość wydaje się odrealniona, a jednocześnie dostępna, bo nikt nie opisuje promieni słońca czy dźwięku deszczu na tak wiele zaskakujących sposobów jak Jansson. Nikt nie odkrywa świata tak jak ona – i kiedy pisze o kobietach w różnym wieku, i kiedy pisze o Muminkach. „Lato”, Tove Jansson, tłum. Zygmunt Łanowski, Marginesy 2. „Matki”, Brit Bennett Małe miasteczko, społeczność, w której plotki rozchodzą się błyskawicznie, nadzieja na lepsze życie, licealna miłość. Każdy z tych elementów buduje początek opowieści. Ale najważniejszy okazuje się koniec niewinności. Przyjaźń dziewczyn, brak sekretów przestają być najważniejsze, kiedy okazuje się, że jedna z nich jest w ciąży – za wcześnie, zupełnie wbrew planowi, żeby zbudować swoje życie bez zdecydowanych kompromisów. To historia o pierwszych poważnych decyzjach,...

Czytaj dalej
Mat.prasowe

7 książek, które czytałaś w dzieciństwie i do których powinnaś wrócić w dorosłym życiu

Nie wyobrażałyśmy sobie bez nich dzieciństwa, ale świetnie sprawdzą się także w dorosłym życiu. Odkryj na nowo książki sprzed lat i podsuń je swoim dzieciom. To prawdziwa skarbnica wiedzy.
Sylwia Arlak
29.12.2020

Ania z Zielonego Wzgórza” uczy nas, jak żyć w zgodzie ze sobą, a postaci z „Kubusia Puchatka”, jak pięknie się różnimy. „Muminki” mogą pomóc twojemu dziecku we wzmacnianiu własnego ego i pozwolą oswoić się z trudnymi tematami, a tobie przypomną, jak to jest czuć się prawdziwe wolną. Książki z dzieciństwa opisują świat w najprostszy, ale i najprawdziwszy sposób. „Muminki” Zdaniem noblistki Olgi Tokarczuk (z wykształcenia psycholożkii i psychoterapeutki) „Muminki” Tove Jansson to wspaniały materiał do pracy psychologicznej. „Książka jest zbiorem tak niezwykle jasno zarysowanych postaci, że można je traktować jako coś w rodzaju typów psychologicznych. […] W świecie Muminków, mimo jego całej różnorodności, istnieje jakiś porządek, harmonia — jakby poprzez rozmaitość postaci z Doliny Muminków wyrażała się całość, pełnia” — pisała w magazynie „Charaktery”. I tak Tokarczuk uważa, że opowiadanie „Wiosenna piosenka” z tomu „Opowiadania z Doliny Muminków” mogą pomóc w budowaniu i wzmacnianiu własnego ego, a „Opowiadanie o niewidzialnym dziecku” to z kolei lekcja o potrzebie bezpieczeństwa i miłości. Czytaj także: Jennifer Croft, tłumaczka Olgi Tokarczuk, szczerze o książkach noblistki „Kubuś Puchatek” W świecie stworzonym przez Alana Alexandra Milne'a jest miejsce dla każdego. Tytułowy „Kubuś Puchatek” to „duży niedźwiadek o bardzo małym rozumku”. Łatwo mógłby stać się obiektem drwin. Wciąż o czymś zapomina i cały czas przydarzają mu się dziwne historie. Tak bardzo lubi pałaszować miód, że przestał mieścić się w swój czerwony kubrak. Ale bliscy akceptują jego wystający brzuch,...

Czytaj dalej
Jedz, módl się, kochaj na HBO
Screen

Filmy i seriale, które uczą wdzięczności i doceniania życia

Ania z Zielonego Wzgórza marzy i smakuje, bohaterka filmu „Gloria Bell” uczy, żeby się nie poddawać, a tytułowa bohaterka filmu Grety Gertwig „Frances Ha” pokazuje, że dobrze jest, tak jak jest.
Sylwia Arlak
02.04.2020

Doceniaj życie – łatwo powiedzieć, trudniej zrobić? Na pewno, ale możemy się w tej dziedzinie dokształcać także poprzez filmy i seriale, dostępne na Netflix i HBO. Wśród tysięcy propozycji znajdziemy mnóstwo takich, które nie tylko odprężą w piątkowy wieczór, ale też pokażą, jak doceniać to, co mamy. Filmowa nauka wdzięczności za przyjaciół, dobre życie, miłość jest idealna na czas pandemii – i nie tylko. „Ania, nie Anna” – serial nie tylko dla nastolatek Chociaż teoretycznie adresatkami „Ani…” są nastolatki, to w praktyce serial, który w  2017 roku na platformie Netflix, pokochały kobiety w każdym wieku. Podoba się nam wszystko (albo prawie wszystko, bo trzeci sezon jednak poziomem odbiega od dwóch wcześniejszych) – ruda Ania (w tej roli utalentowana Amybeth McNulty), scenariusz, luźno nawiązujący do powieści Lucy Maud Montgomery, zdjęcia, kostiumy – a przede wszystkim to, że serial naprawdę jest pełen magii, miłości i życia. „Anna w tej interpretacji to wciąż niezwykle żywiołowa i sympatyczna dziewczynka. Nie jest jednak jednowymiarową postacią, jak w przypadku innych adaptacji powieści. Dzięki retrospekcjom poznajemy trudną przeszłość głównej bohaterki. Widzimy, jak surowo traktowano ją w sierocińcu i jak niesprawiedliwie odnosili się do niej rówieśnicy. Ania przeżywa traumę” – pisał w swojej recenzji „New York Times”. Traumy ze wczesnego dzieciństwa nie przeszkodziły jednak naszej bohaterce cieszyć się wschodzącym słońcem czy pierwszymi oznakami wiosny. Kocha świat całą sobą. Docenia każdą chwilę spędzoną w domu rodzeństwa Cuthbert. A kiedy jest źle, ucieka w marzenia i plany na przyszłość. Serial do obejrzenia na platformie Netflix....

Czytaj dalej
Wielkie kłamstewka z Reese Witherspoon i Nicole Kidman
mat. prasowe

Gwiazda „Wielkich kłamstewek” Reese Whiterspoon robi rewolucję w Hollywood

Marta Strzelecka
12.06.2019

Po pierwszych odcinkach już wygląda na to, że „Wielkie kłamstewka 2” powtórzą sukces pierwszego sezonu nagrodzonego ośmioma Emmy i czterema Złotymi Globami! Nowe odcinki trzymają w napięciu i zachwycają plejadą najlepszych aktorek Hollywood: w serialu HBO opartym na książce australijskiej pisarki Liane Moriarty występują Nicole Kidman, Meryl Streep, Laura Dern, Shailene Woodley – ale to Reese Witherspoon jest tutaj największą gwiazdą. Nie tylko gra jedną z głównych ról, ale też była współproducentką serialu (razem z Nicole Kidman) i jego inicjatorką. Ta pozornie krucha blondynka dzisiaj rządzi Hollywood – i jeszcze nie powiedziała ostatniego słowa. Reese Witherspoon tworzy nowe kobiece Hollywood Jedna z popularniejszych młodych aktorek na świecie, z Oscarem za pierwszoplanową rolę, kilka lat temu dostała do przeczytania scenariusz. Miała zgrać przyjaciółkę głównego bohatera. „Dziewczynie nie zależy na tym, jak jest traktowana. Najgłupsza historia, jaką czytałam – wspominała Reese. – Zanim odmówiłam, dowiedziałam się, że o udział w tym projekcie starały się świetne aktorki. Pomyślałam: naprawdę? Tak źle myślimy o postaciach, jakie możemy grać?” Wydarzyło się to 10 lat temu i było dla Witherspoon pierwszym impulsem do tego, żeby zmienić sposób opowiadania o kobietach w kinie. Wtedy za największy sukces aktorki uznawano oscarową rolę June Carter, żony Johnny’ego Casha w „Spacerze po linie”. Ale przede wszystkim jej nazwisko wciąż kojarzyło się z „Legalną blondynką”, filmem o Elle Woods, która jest naiwna, dobrotliwa, sporo czasu poświęca temu, jak wygląda. I bez trudu dostaje się na Harvard, po czym odnosi sukcesy jako prawniczka. „Kiedy pracowałam nad tym filmem blisko 20 lat temu, nie...

Czytaj dalej