Luciano Pavarotti i Nicoletta Mantovani. O ich miłości mówiono: „To obrzydliwe!”, „Mając 60 lat, nie powinien robić takich rzeczy!”
East News

Luciano Pavarotti i Nicoletta Mantovani. O ich miłości mówiono: „To obrzydliwe!”, „Mając 60 lat, nie powinien robić takich rzeczy!”

Flirt światowej sławy tenora z 34 lata młodszą asystentką przerodził się w wielką miłość, wielokrotnie wystawianą na próby. Łącznie z ciężką chorobą, śmiercią dziecka i obrazą całych Włoch na mistrza.
Anna Zaleska
16.10.2020

Luciano Pavarotti dobiegał sześćdziesiątki, miał żonę, trzy dorosłe córki i był wszechświatową gwiazdą opery, gdy w 1993 roku poznał 23-letnią studentkę nauk przyrodniczych Nicolettę Mantovani. „To spotkanie musiało nam być przeznaczone”, mówiła po latach Nicoletta. Planowała wyjazd na wakacje, ale w ostatniej chwili zmieniła plany i postanowiła poszukać dorywczej pracy na lato. Agencja eventowa, w której się zatrudniła, skierowała ją do obsługi pokazu koni, organizowanego przez słynnego tenora.

Książę Karol nawet po rozwodzie chciał mieć ostatnie zdanie

Luciano Pavarotti i Nicoletta Mantovani – początek miłości

Wielki Luciano zawsze miał słabość do kobiet, co nie przeszkadzało mu być od ponad 30 lat mężem Adui Veroni, którą poślubił w czasach studenckich. Niezwykle pogodna i delikatna Nicoletta natychmiast zwróciła na siebie uwagę mistrza. Gdy pokaz dobiegł końca, zaproponował, żeby dla niego pracowała. Szczerze powiedziała, że nic nie wie na temat opery. „To był dla mnie bardzo odległy świat, nie słuchałam takiej muzyki i nie chciałam słuchać”, mówiła po latach. „Ale potem zdałam sobie sprawę, że on po prostu chciał mnie ponownie zobaczyć”.

Ostatecznie podjęła pracę jako asystentka Pavarottiego. Była młoda, nieobyta, ale im lepiej poznawała mistrza, tym bardziej była zafascynowana i zauroczona jego osobowością. Spontaniczny, wesoły, umiał cieszyć się życiem. Kiedyś zaprezentował przyjacielowi, co trzeba zrobić, by schudnąć. Najpierw pochłonął gigantyczną porcję kurczka, fasoli i tłuczonych ziemniaków, potem zabrał się za cztery gałki lodów waniliowych. Zjadł trzy, czwartą odsunął od siebie i oznajmił: „To właśnie jest dieta”. W trasie koncertowej oczekiwał, że jego zachcianki będą spełniane. Pierwsza żona skomentowała kiedyś z przekąsem: „Przywykł, że dostaje wszystko, czego żąda. Gdyby zażądał kurzego mleka, pewnie pobiegliby doić kurę”.

Luciano Pavarotti / East News

Mimo takich kaprysów, w głębi duszy pozostawał skromnym człowiekiem, świadomym, że otrzymał od Boga wielki dar i musi go dobrze wykorzystać. Sprzedawał na świecie miliony płyt, występował dla milionów ludzi, ale też budował centra pomocy dla ofiar wojen w Bośni, Kosowie, Kambodży, Gwatemali i Angoli. Przeznaczał ogromne sumy na pomoc dzieciom ze stref objętych działaniami wojennymi. Organizował koncerty charytatywne, w których występowały największe światowe gwiazdy, bo Pavarottiemu nikt nie odmawiał.

Nicoletta nie myślała, że ​​może między nimi zaistnieć coś więcej niż niewinny flirt, choć mistrz wyraźnie ją adorował. Od początku mówił też, że jego małżeństwo – choć formalnie nie zostało zakończone rozwodem – już nie istnieje. Aż kiedyś w drodze na lotnisko zatrzymał samochód na pasie awaryjnym i bez uprzedzenia ją pocałował.

Zdrada, romans, rozwód

Ich związek wyszedł na jaw trzy lata później, gdy w lutym 1996 roku w prasie ukazały się zdjęcia paparazzi z ich wakacji na Barbadosie. Spacerowali po plaży, trzymając się za ręce, całowali w oceanie. We Włoszech wybuchł ogromny skandal, którym media żyły przez wiele lat. Po pierwsze, Pavarotti miał żonę, uchodził za przykładnego męża, ojca i katolika. Zdrada, romans, rozwód – to było coś niewyobrażalnego w przypadku ikony Włoch. Po drugie, jego wybranka była o 34 lata młodsza. W programach telewizyjnych nadawano sondy uliczne, w których Włosi komentowali: „To obrzydliwe!”, „Mając 60 lat, nie powinien robić takich rzeczy!”.

Pavarotti z córkami / East News

Wstrząśnięta romansem męża Adua Veroni wniosła o rozwód. Trzy dorosłe córki Lorenza, Cristina i Guliana zażądały od ojca wyjaśnień. Był ich ukochanym, uwielbianym tatą. Ich relacje były niezwykle bliskie. Gdy teraz mówił im: „To dotyczy wyłącznie waszej matki i mnie”, odpowiadały: „Nie, to dotyczy nas wszystkich”. „Było źle, bo cierpiałem, a moja żona cierpiała jeszcze bardziej. Ale zrozumcie, zakochałem się”, tłumaczył się po latach Pavarotti. Nicoletta wspominała zaś: „Atak na nas był potężny, Luciano był jednak moim wielkim obrońcą. Zawsze mnie chronił”.

W rozwód zaangażowana została cała armia prawników. W prasie pojawiały się informacje o zawrotnie wysokim odszkodowaniu małżeńskim w wysokości 60 miliardów lirów, potem 150 milionów dolarów, a potem pisano nawet o 200 miliardach lirów. Ale Wielki Luciano promieniał. „Nicoletta i ja jesteśmy bardzo szczęśliwi i to widać. Ukrywanie tego lub zaprzeczanie byłoby przestępstwem”, mówił dziennikarzom. W dniu 20 marca 1996 roku wydali z Aduą Veroni wspólne oświadczenie, że rozstali się „we wzajemnym szacunku”. Sprawa rozwodowa ciągnęła się jednak jeszcze przez cztery lata.

„Chyba nie mogę z tobą dłużej być”

Niedługo po tym, jak zaczął się ich związek, Luciano Pavarotti i Nicoletta Mantovani wyjechali do Los Angeles. Pewnego ranka w hotelu młoda kobieta straciła czucie od pasa w dół. Nogi, mięśnie i skóra nie reagowały na żadne bodźce. Wezwany przez Pavarottiego neurolog stwierdził, że to prawdopodobnie odpowiedź organizmu na stres i zbyt częste podróże. Ale dalsze badania przyniosły dramatyczną diagnozę – stwardnienie rozsiane. Amerykański specjalista zapowiedział, że Nicoletta skończy na wózku inwalidzkim. „To była dla nas trudna chwila. Powiedziałam: chyba nie mogę z tobą dłużej być. A Luciano był niesamowity. Powiedział coś, co nawet dziś wywołuje u mnie łzy. Do teraz cię kochałem, ale od dziś cię uwielbiam. Będziemy razem i pokonamy chorobę”, opowiadała w filmie dokumentalnym „Pavarotti”.

W 2002 roku Nicoletta zaszła w ciążę. Oboje byli bardzo szczęśliwi, jeszcze bardziej, gdy okazało się, że urodzi bliźnięta. Niestety ciąża okazała się powikłana. Lekarz w Stanach namawiał do aborcji. Nie chcieli o tym słyszeć. We Włoszech Nicoletta trafiła do ginekologa, który orzekł, że na świecie było tylko pięć takich przypadków i wszystkie skończyły się źle. Odpowiedziała, że mimo to chce donosić ciążę. 13 stycznia 2003 roku bliźnięta przyszły na świat, niestety tylko jedno dziecko przeżyło. Śmierć chłopca imieniem Riccardo pozostawiła oboje w głębokim smutku. Ale córeczka Alice stała się dla nich wielką radością. Aniołkiem Pavarottiego.

Nicoletta często filmowała codzienne sceny z ich życia. Na nagraniach widać, jak Wielki Luciano chlapie się z córeczką w basenie, wozi ją po trawniku w samochodzie-zabawce i jak przerażona dziewczynka wybucha płaczem, gdy tata zaczyna śpiewać swoim potężnym tenorem. A on śmieje się i przytula ją z czułością.

Luciano Pavarotti i Nicoletta Mantovani z córką Alice / East News

Miesiąc przed narodzinami córki Pavarotti został też dziadkiem. Zapragnął zobaczyć wnuczkę i dostał na to zgodę. Od tego momentu rodzina znów zaczęła się spotykać, emocje opadały. Nawet pierwsza żona mu wybaczyła, mówiąc, że czas zaleczył rany, a Luciano jest naprawdę wspaniałym człowiekiem.

Ślub w operze

Luciano Pavarotti i Nicoletta Mantovani pobrali się 13 grudnia 2004 roku w Modenie. Ponieważ Watykan odmówił zgody na ślub kościelny, uroczystość odbyła się w operze. Z całego świata przybyli niezwykli goście, łącznie około 600. Wśród nich Zucchero, Andrea Bocelli, Laura Pausini i Josè Carreras.

Małżeńskie szczęście nie trwało jednak długo. W 2006 roku u mistrza zdiagnozowano raka trzustki. „Płakałam, on starał mi się tłumaczyć, że wszystko będzie dobrze. Taki był jego sposób myślenia. Wierzył. Wierzył w życie”, opowiadała Nicoletta. Ale sytuacja okazała się bardzo poważna. Operacja przyniosła tylko krótkotrwałą poprawę. Przyjaciele widzieli, jak bardzo Pavarotti jest rozgoryczony na myśl, że będzie musiał na zawsze opuścić żonę i córeczkę. Wielkie szczęście, którym nie zdążył się nacieszyć. Odchodził w wieku 71 lat, otoczony przyjaciółmi i rodziną. W szpitalu odwiedzała go nawet była żona, przynosząc jego ulubione spaghetti neapolitana. Musiała go karmić, bo sam nie był w stanie już jeść.

Luciano Pavarotti i Nicoletta Mantovani / East News

Pożegnanie mistrza

W obliczu śmierci Włosi wybaczyli mistrzowi jego romans. Tłumnie przybyli do Modeny na uroczystości pogrzebowe. Arcybiskup Cocchi przypomniał, że Maestro był nie tylko wybitnym śpiewakiem, lecz dał także dowód niezwykłego człowieczeństwa, angażując się w działalność dobroczynną. Niezwykle wzruszającym momentem ceremonii było odtworzenie nagrania wspólnego występu Luciano Pavarottiego i jego ojca Fernando, piekarza i kościelnego chórzysty w tej samej katedrze w Modenie. Wysłuchawszy go uczestnicy mszy powstali z miejsc i kilka minut bili brawo. Na ceremonię przybył też premier Romano Prodi, który wygłosił mowę żałobną, mówiąc, że Włochy są dzisiaj smutne, ale i dumne.

Po śmierci mistrza wielkie emocje budził znów jego majątek, szacowany na blisko 40 milionów euro. Pojawiały się pogłoski o kilku wersjach testamentu, a to korzystniejszych dla córek, a to dla młodej żony. Brukowce kolejny raz przypuściły atak na Nicolettę Mantovani, pisząc że bez przerwy myślała o pieniądzach, przynosiła mu do szpitala dziesiątki dokumentów do podpisu, groziła, że jeśli ich nie podpisze, nie pozwoli mu widzieć się z ich córką. Wdowa złożyła pozew przeciwko dawnym przyjaciółkom Pavarottiego, które opowiadała w mediach takie historie. Od każdej zażądała po 22 miliony dolarów zadośćuczynienia, zapewniając, że pieniądze przeznaczy na cele charytatywne.

Spekulacje wokół testamentu ucichły, gdy Nicoletta i córki mistrza równo podzieliły pieniądze między siebie. Dziś Mantovani jest dyrektorem muzeum Pavarottiego w Modenie i opiekuje się jego spuścizną. W 2012 roku poddała się budzącemu kontrowersje zabiegowi metodą profesora Zamboniego i ogłosiła, że została wyleczona ze stwardnienia rozsianego. Jej świadectwo „o drugim życiu” trafiło do wszystkich włoskich dzienników telewizyjnych i gazet. We wrześniu tego roku wyszła za mąż za finansistę z Bolonii. Dziś już 50-letniej Nicoletcie towarzyszyła w tym szczególnym dniu córka Alice. Dziewczyna ma 17 lat, jest bardzo podobna do ojca.

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
Ewa Vesin, Tosca w Teatrze Narodowym
Zuzanna Szamocka-Švec

Ewa Vesin, genialna Tosca z Teatru Wielkiego, mówi o życiu po 40-tce: „Teraz mogę zaczynać”

Niedługo zagra Halkę u Mariusza Trelińskiego.
Marta Strzelecka
29.10.2019

W tym roku Ewa Vesin gra główne role w największych teatrach w Rzymie, Sidney, Paryżu. W 2020 r. będzie Halką w  nowym spektaklu Mariusza Trelińskiego. Ale sama mówi: „Bycie gwiazdą nie jest chyba wystarczającym powodem, żeby śpiewać”. To w takim razie co jest najważniejsze? Z wybitną polską sopranistką Ewą Vesin rozmawia  w „Urodzie Życia” Marta Strzelecka.   Marta Strzelecka, „Uroda Życia”: Na scenie zawsze jest pani silną kobietą? Ewa Vesin: Właściwie nie mam wyjścia jako sopran dramatyczny. Zawsze na scenie jest we  mnie trochę złości, odwagi, czasem są też władczość, ból albo rozpacz. Gram mocne kobiety, śpiewam wysoko, z  dużą siłą. I lubię to, podoba mi się bycie Toscą, Desdemoną, Halką. Nie chciałabym być liryczna. I raczej nie mogłabym, bo w sposób naturalny sięgam głosem aż do mocnego F. Kieruje pani swoją karierą w sposób zdecydowany, według planu? Przeciwnie, z pokorą. Co nie znaczy, że jestem uległa czy nadmiernie skromna, po prostu nigdy nie zależało mi na szybkiej karierze. Dziś wiem, że największy przełom w moim życiu zawodowym polegał na czymś paradoksalnym, czyli na odrzuceniu roli. Kiedy zaśpiewałam Zyglindę w „Walkirii” na Festiwalu Wagnerowskim we Wrocławiu, miałam 27 lat, a moje nazwisko zaczęło być rozpoznawalne. Zauważono mnie. Odebrałam telefon z Teatru Wielkiego Opery Narodowej z  propozycją ważnej roli. Wielki zaszczyt dla śpiewaka, jednak odmówiłam. Nie dlatego, że byłam bardzo zarozumiała, tylko uważałam, że za mało umiem na tak wielką i ważną scenę, że nie jestem jeszcze wystarczająco doświadczona. Powiedziałam uprzejmie, że zapewne przyjdzie moment – dla mnie, dla mojego głosu – w którym zgodzę się na tak ważną propozycję.  To nie był strach?...

Czytaj dalej
Tom Hanks i Rita Wilson
East News

Tom Hanks i Rita Wilson są razem od ponad 30 lat. „To moja siódma i ostatnia kochanka: moja żona”

Żaden inny aktor nie potrafi tak pięknie mówić o żonie, jak Tom Hanks. Jego wyznania miłości wygłaszane podczas radosnych chwil, jak ceremonia rozdania Oscarów, albo trudnych, jak choroba, wzruszają nie tylko Ritę Wilson. I tak już od 32 lat.
Magdalena Żakowska
03.09.2020

Amerykanie traktują Toma Hanksa i Ritę Wilson jak narodowe dobro. Hanksowie stanowią wzór w wielu kategoriach: szczęśliwego, kochającego się małżeństwa z 30-letnim stażem, ludzi sukcesu, którym nie przewróciło się w głowie, skromności i po prostu normalności. Kiedy dyskretnie, bez epatowania sensacją, poinformowali świat o tym, że zarazili się w Australii koronawirusem, dla Ameryki przekaz był jasny: jeśli spotkało to ich, to znaczy, że może spotkać każdego z nas. Hanksowie pokazali, jak przejść przez ten trudny czas godnie, nie popadając w histerię i zachowując pogodę ducha. W każdym wpisie na Instagramie dziękowali lekarzom za opiekę, Tom żartował z wybitnych osiągnięć Rity w prostych grach zręcznościowych, które ściągnęła na telefon w czasie kwarantanny, publikował zdjęcia kanapek z wegetariańską pastą Vegemite, regionalnym przysmakiem Australijczyków, który u większości pozostałych mieszkańców Ziemi wywołuje nudności. Tak jak do wszystkiego w życiu, podeszli do choroby z optymizmem i poczuciem humoru. Wyzdrowieli, a Ameryka odetchnęła z ulgą. To był happy end w amerykańskim stylu, który w tych trudnych czasach dawał wszystkim nadzieję.  Tom Hanks: „Znałem ją długo przed pierwszym spotkaniem” Po raz pierwszy spotkali się na planie serialu komediowego „Bosom Buddies”. Tom miał na sobie różową sukienkę i cieliste szpilki. Łatwo sobie wyobrazić, że zrobił na Ricie piorunujące wrażenie.  Oboje mieli po 24 lata i w zasadzie czyste konto zawodowe. On tkwił w nieudanym małżeństwie, z dwójką dzieci (Elizabeth i Colin) i wieczną dziurą na koncie. Ona twierdziła, że nigdy się nie zakocha, ale na wszelki wypadek się zaręczyła. „Wszyscy to robili: zaręczali się, brali śluby, mieli dzieci. Nie chciałam być gorsza” – żartowała potem. Kto...

Czytaj dalej
newton
PAP/DPA

„Miłość? To tylko kilka liter”. Wielki fotograf,  Helmut Newton i jego jedyna miłość: June

Mówił, że w życiu liczą się seks i dobra zabawa. Ale to nieprawda. Dla niego liczyła się fotografia, a zaraz po niej... żona. June i Helmut Newton spędzili razem 56 lat. Szczęśliwych!
Dorota Szuszkiewicz
25.10.2020

13 listopada do kin wejdzie  film „Piękno i bestia” o legendarnym fotografie mody Helmucie Newtonie. W dokumencie opowiadają o nim jego gwiazdy i modelki m.in. Catherine Deneuve, Claudia Schiffer, Grace Jones, Isabella Rossellini. Newton lubił seksualizować swoje modelki, ale nawet rozebrane czy w kajdankach nie wyglądały na ofiary. Były piękne i silne. Taka też była jego żona – June. Ale kiedy się w niej zakochał, od razu zaznaczył, że fotografia będzie jego pierwszą miłością. Ona może być drugą. I że nie znosi odpowiedzialności. I myśli tylko o sobie. Jak to możliwe, że spędzili razem szczęśliwych 56 lat? Helmut Newton urodził się w 1920 w Berlinie, jako Helmut Neustädter, w bogatej żydowskiej rodzinie. Mieszkał w 10-pokojowym apartamencie otoczony liczną służbą i kolejnymi opiekunkami. Matka stroiła go jak lalkę – w piękne ubrania z miękkiego aksamitu – i strzygła na pazia. Kiedy poszedł do szkoły, stał się obiektem kpin kolegów. Z powodu zbyt dziewczyńskiego wyglądu, ale też dlatego, że jako jedyny przyjeżdżał do szkoły samochodem z własnym szoferem. W wieku 12 lat za trzy i pół marki kieszonkowego kupił pierwszy aparat fotograficzny. W wieku 16 lat porzucił szkołę i zaczął praktykę u znanej berlińskiej fotograficzki mody Elsy Neuländer-Simon – Yvy. Dziewictwo stracił jako 14-latek i od tej pory seks i fotografia stały się sensem jego życia. Z Berlina, uciekając przed hitlerowcami, wyjechał w 1938 roku do Singapuru. Rodzice popłynęli kilka miesięcy później do Ameryki Południowej. Ojca już nigdy nie zobaczył, Neustädter senior zmarł wkrótce po opuszczeniu Niemiec. Żyć jak w Hollywood W Singapurze Helmut był, jak wspomina, żigolakiem. Miał 18 lat, wdał się w romans z 34-letnią rozwódką Josette Fabien, właścicielką agencji reklamowej. Pomogła mu...

Czytaj dalej
Piotr Głowacki
fot. Rafał Masłow

„Bilans robię co 10 lat”, mówi aktor Piotr Głowacki

Skończył 40 lat. Jest szczęśliwym mężem i ojcem, jego kariera nabrała rozpędu, obronił doktorat. Jak sam mówi domknął tematy z trójką z przodu. A teraz, jak jego bohaterowie „próbuje złapać zasadę, która zapewnia spokój w życiu.”
Marta Strzelecka
29.05.2020

Był chwalony i nagradzany za role w „Dziewczynie z szafy” Bodo Koxa i „Bogach” Łukasza Palkowskiego. Za tą kreację otrzymał nagrodę Orła za najlepszą drugoplanową rolę męską. Rozpoznawalność przyniósł mu udział w filmach „Planeta singli” i „Planeta Singli 2”. W październiku zobaczymy go w filmie „Mistrz” o pięściarzu Tadeuszu Pietrzykowskim, a w przyszłym roku w roli himalaisty Aleksandra Lwowa w obrazie „Broad Peak”.  Marta Strzelecka: Lubisz grać ojca? Piotr Głowacki: Zawsze lubiłem, jeszcze zanim sam nim zostałem. Dobrze jest mieć na planie filmowym obok siebie dzieci, bo dla nich granie oznacza najczęściej zabawę. Nie możesz siebie stawiać na pierwszym miejscu, kiedy grasz z dzieckiem, zwłaszcza tak małym, jak te w filmie „1800 gramów”. A ja lubię pamiętać, że jako dorosły nie jestem najważniejszy.  Ojciec zaangażowany Na co dzień muszą przypominać ci o tym twoje dzieci, bliźnięta. Tak właśnie jest. Ojcem zostałem ponad dwa i pół roku temu, miałem 37 lat. Nie wyobrażam, sobie, jak by to wyglądało, gdybym miał 20. Wciąż nie mam pewności, jak powinienem wychowywać dzieci ani które z wielu książek psychologicznych, jakie przeczytałem na ten temat, są słuszne. Ale przynajmniej czuję się na tyle dojrzały, żeby starać się zachować spokój. W jednym ze szwedzkich podręczników przeczytałem, że mogę być pewien tylko tego, że popełnię błędy. Zatem próbuję minimalizować szkody. Na tym między innymi polega moje odgrywanie roli ojca w życiu. I na czymś więcej – twoje dzieci były już na kilku ważnych protestach. Odkąd z Agnieszką poruszamy się po świecie z córką i synem, staramy się przekazywać im wiedzę na temat świata poprzez bycie z nimi w ważnych dla...

Czytaj dalej