Lily Collins w serialu twórców „Seksu w wielkim mieście”! Czas na nową Carrie Bradshaw?
East News

Lily Collins w serialu twórców „Seksu w wielkim mieście”! Czas na nową Carrie Bradshaw?

Czy Lily Collins powtórzy sukces Sarah Jessiki Parker i stanie się ikoną stylu? „Emily in Paris” to nowy serial twórców „Seksu w wielkim mieście”. Premiera jesienią w Netfliksie. Będzie hit?
Jakub Demiańczuk redakcja „Uroda Życia”
15.07.2020

Twórcy „Emily in Paris” mówią wprost, że nowy serial ma zapełnić puste miejsce po „Seksie w wielkim mieście”. Lily Collins gra w nim młodą, dwudziestoparoletnią kobietę, która przenosi się z Chicago do Paryża – dostaje pracę w agencji marketingowej zajmującej się luksusowymi markami. Nowi przyjaciele, romanse, przygody. Ale też zderzenie młodej Amerykanki z francuskim stylem, kuchnią, obyczajami – to wszystko wypełnia fabułę serialu ( zobaczymy najpierw 10 odcinków po 30 minut). Najważniejsza jest oczywiście główna bohaterka, Emily. Czy tak, jak Carrie Bradshaw będzie kupować buty w cenie mieszkania, czy będzie szukała miłości „bez której nie da się żyć” i uzna, że dopiero paczka przyjaciół daje „girl power”. Co wiemy o Lilly Collin, która  może stać się dla wielu z nas nową ikoną stylu.

W przeciwieństwie do Sarah Jessiki Parker młodziutka Lilly Collins nie marzyła o aktorstwie, chciała być dziennikarką. Pisała felietony do młodzieżowych magazynów, jako reporterka stacji telewizyjnej Nickelodeon relacjonowała prezydencką kampanię wyborczą w 2008 roku oraz inaugurację Baracka Obamy. O tym, że film to właściwa droga, przekonały ją sukces dramatu „Wielki Mike”, w którym zagrała obok nagrodzonej Oscarem Sandry Bullock, oraz pozytywne recenzje, jakie zebrała za tytułową rolę w „Królewnie Śnieżce” z 2012 roku. Lily jest piękna, popularna, gra w coraz ciekawszych filmach. Ale dopiero niedawno publicznie wyznała, że jej życie nie zawsze przypominało bajkę.

Lily Collins, córka Phila, którą Elton John nosił na rękach

Jest trzecim z pięciorga dzieci słynnego brytyjskiego rockmana Phila Collinsa, jedynym z jego drugiego małżeństwa z Amerykanką Jill Tavellman. Urodziła się w 1989 roku, gdy jej ojciec był u szczytu solowej kariery, wtedy ukazała się jego czwarta płyta, promowana singlem „Another Day in Paradise”. Jej wczesne dzieciństwo upływało w towarzystwie znanych postaci. „Czasami Elton John i inni ludzie z tamtych czasów mówią: »O rany, to zabawne, pamiętam, jak jeździłaś na tournée z ojcem, a ja nosiłem cię na rękach«”, wspomina Lily. Pamięta, jak tata czytał jej bajki na dobranoc – to zawsze była przygoda. Phil, zanim zaczął karierę muzyczną, był aktorem, więc na potrzeby wieczornych lektur z pasją wcielał się w różne role, a jego opowieści, jak mówi córka, „ożywały za każdym razem w inny sposób”.

Ale jej dzieciństwo nie było beztroskie. Collins często wyjeżdżał w trasy koncertowe, jego małżeństwo z Jill zaczynało się sypać, a plotkarska prasa nie przepuściła okazji, by opisać kulisy tego związku. Miała pięć lat, gdy ojciec opuścił rodzinę i przeniósł się z Wielkiej Brytanii do Szwajcarii. Sześć, gdy z matką przeprowadziła się do Stanów Zjednoczonych, a prawie siedem, gdy burzliwy i długi rozwód jej rodziców został wreszcie sfinalizowany.

Lily twierdzi, że rozwód rodziców nie miał na nią negatywnego wpływu, ale nie ukrywała, że brakowało jej ojca. „Czułam się, jakby umarł. Wiedziałam, że mnie kocha, ale nie było go obok, żeby mógł mi to powiedzieć. Bardzo uważałam na to, co i jak przy nim mówię, żeby nie pomyślał, że jestem na niego zła albo że go nie kocham. A prawda jest taka, że byłam wściekła, brakowało mi go i chciałam, żeby był blisko. Jego nieobecność była czymś, na co nie miałam wpływu i czego nie rozumiałam, dlatego była tak bolesna”, napisała po latach w swojej książce „Unfiltered: No Shame, No Regrets, Just Me” (Bez filtra: żadnego wstydu, żadnego żalu, po prostu Ja).

Matka przez długi czas wychowywała ją samotnie, dużo podróżowały, spędzały czas na wspólnych wypadach do kina i knajpek, długich rozmowach. Starały się zostawić za sobą trudne doświadczenia. Lily mówi, że Jill do dziś jest jej powierniczką i najlepszą przyjaciółką. Długo były nierozłączne, dopiero gdy dziewczyna miała kilkanaście lat, mama znów zaczęła spotykać się z mężczyznami. Ale wtedy Lily borykała się już z własnymi poważnymi problemami.

lily z emily
mat. Netflix

Lily Collins: Carrie Bradshaw z kompleksami

Książka „Unfiltered: No Shame, No Regrets, Just Me” jest połączeniem coachingowego zbioru dobrych rad i wspomnień z czasu dorastania. Bywają zabawne, gdy Lily przyznaje, że wciąż uwielbia jeździć do Disneylandu, zbierać sentencje z ciasteczek z wróżbami i piec ciastka z komosy ryżowej (z czekoladowymi wiórkami). Ale na tym Lily nie kończy. Mówi o kompleksach, wspomina, że wstydziła się swojego brytyjskiego akcentu oraz gęstych, czarnych brwi, które zgoliła, gdy miała kilka lat. „Pozwoliłam, żeby negatywne komentarze innych dzieciaków wpłynęły na mnie. Moje kompleksy doprowadziły do tego, że zmieniłam mój wygląd i popełniłam wielki błąd”.

Brwi na szczęście odrosły, a Lily odebrała jedną z ważnych życiowych nauk – by to, co mówią inni, traktować z dystansem. Przez wiele lat cierpiała na zaburzenia żywienia, na zmianę walczyła z anoreksją i bulimią. Kryzys przyszedł, gdy była w liceum. Przeżywała komentowany przez media kolejny rozwód ojca, starała się pogodzić naukę z karierą modelki, zaczęła próbować sił w aktorstwie.

Kiedy poczuła, że traci kontrolę nad swoim życiem, uznała, że jedyne, na co może mieć wpływ, to ciało. Wciąż czuła się za gruba, brała dziesiątki pigułek na odchudzanie, które kupowała w tajemnicy przed matką. Zaburzenia żywienia zrujnowały jej organizm. Do zdrowia wróciła dopiero po długotrwałym leczeniu, zresztą ukrywanym przed innymi. Odzyskała pewność siebie, wraz z nią przyszły aktorskie sukcesy. Swoje doświadczenia walki z chorobą kilka lat później przełożyła na znakomitą rolę w filmie „Aż do kości” (2017 rolku), w którym zagrała anorektyczkę.

Kochając potwora

Odważnie pisze też o relacjach z mężczyznami. Nie wymienia ich imion, lecz w jej zapiskach nie chodzi o romantyczne uniesienia, a raczej o świadomość, jak skomplikowane, trudne i nieprzewidywalne bywają związki. Wspomina, że była ofiarą przemocy psychicznej, obrzucana wyzwiskami, poniżana, gnębiona, nie potrafiła odejść. „Jakiekolwiek życie towarzyskie bez niego wydawało mi się nie do zaakceptowania. Zmieniła się przez to nawet moja relacja z mamą. Stałam się samotną wyspą, ale nie byłam ani silna, ani niezależna. Co gorsza, bałam się, że jeśli go zostawię, nie będę miała niczego. Będę niczym”.

W końcu rozstali się, lecz nie na długo. Uwierzyła, że on się zmienił. Dopiero po drugim rozstaniu napisała: „Psychiczna przemoc to nie jest sprawa, którą można traktować beztrosko. To skrajnie niebezpieczna, obrzydliwa rzecz, znacznie bardziej powszechna, niż mogłoby się wydawać. Byłam tak zakochana i zaślepiona tym, że on wybrał właśnie mnie, iż czułam, że muszę się zachowywać dokładnie tak, jak on tego oczekuje, w przeciwnym razie mnie zostawi”.

Po latach dramatyczne doświadczenia przekuła znowu w przekonującą rolę. W opartym na faktach dramacie „Podły, okrutny, zły” zagrała dziewczynę Teda Bundy’ego, seryjnego mordercy kobiet. Jej bohaterka nie wierzy w winę ukochanego, nawet gdy wszystkie fakty świadczą przeciwko niemu. Przez lata nie dopuszczała do siebie myśli, że ktoś, komu oddała część życia, jest potworem.

lily z emily 2
mat. Netflix

Nerd i świruska

Lekcje dorosłości bywały bolesne, ale Collins myśli dziś o nich jako o szansie, którą wykorzystała. Nabrała dystansu do siebie, jest bardziej świadoma własnych pragnień i potrzeb. Chociaż ma 30 lat, Lily Collins czasami wciąż czuje się jak dziecko. Jest wielką fanką Harry’ego Pottera – wiele razy czytała wszystkie książki J.K. Rowling i oglądała ich ekranizacje. Potrafi upiec ciasto nawet na planie filmowym w czasie przerwy w ujęciach. Na prywatnych zdjęciach często podskakuje, jakby miała za dużo energii do wykorzystania. I mówi, że w życiu trzeba odrobiny szaleństwa, więc nie przeszkadza jej, gdy ludzie czasem dziwnie na nią patrzą. „Głuptaska, nerd, dziwaczka, świruska, ekscentryczka – wszystkie te epitety to dla mnie powód do dumy, bo oznaczają, że jestem szczęśliwa”.

Ma swoje zdanie i potrafi go bronić. Wie, że szczerość wobec innych i wobec siebie jest nie do przecenienia. W swojej książce umieściła list, który napisała do siebie. Po to, by pamiętać, co powinno być dla niej priorytetem. Kończy go słowami: „Szanuję siebie. Doceniam siebie. Akceptuję siebie. Kocham siebie. Zawsze i na zawsze”.

***

Artykuł o Lily Collins ukazał się w „Urodzie Życia" 6/2019

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
Charlize Theron The Old Guard
Charlize Theron w filmie „The Old Guard”. Fot. materiały prasowe

Wojowniczka Charlize Theron.  „Co cię nie zabije...”

Kiedy miała 15 lat, mama na jej oczach zastrzeliła ojca. W jej obronie. Ale Charlize Theron nigdy nie postrzega siebie jako ofiary. Woli widzieć się w rolach twardych wojowniczek. Taka też będzie w nowym filmie Netfliksa „The Old Guard".
Magdalena Żakowska
14.07.2020

Seksowna blondynka, która odrzuca role seksownych blondynek. Twierdzi, że za dużo przeżyła, żeby wypaść przekonująco w komedii romantycznej. Za to świetnie się bije, strzela i walczy – tym razem w „The Old Guard”, najnowszej premierze Netflix.  Zmęczona zabijaniem Nie ma chyba drugiej aktorki, która przeszłaby dla roli taką metamorfozę, jak Charlize Theron w filmie „Monster” (2003). Żeby wypaść przekonująco jako seryjna morderczyni Aileen Wuornos, przytyła 15 kilogramów, a charakteryzacja na planie trwała codziennie ponad trzy godziny. Ale ten rodzaj wysiłku u aktorów nie jest niczym niezwykłym. To, co wyróżnia tę rolę, to wrażliwość i empatia, z jaką Charlize podeszła do swojej bohaterki. Za to, a nie za dodatkowe kilogramy, dostała Oscara, Srebrnego Niedźwiedzia i Złoty Glob. Miała wtedy 28 lat.  W filmie „Mad Max: Na drodze gniewu” (2015) stworzyła z kolei kultową już rolę Furiosy, gniewnej przywódczyni buntu, która czułość potrafi okazać jedynie swojej wiernej… ciężarówce. I chociaż Furiosa ma ogoloną głowę, twarz wysmarowaną czarną farbą i metalowy hak zamiast ręki, to biją od niej majestat i piękno. Nawet wtedy, kiedy bez mrugnięcia okiem morduje kolejnych przeciwników. A jednocześnie od razu widać, że Theron nie jest typową aktorką kina akcji, która po prostu ładnie wygląda w szortach i przepoconym dopasowanym podkoszulku.  Postać Furiosy tak bardzo odcisnęła się na jej karierze, że aktorka zaczęła dostawać propozycje ról pisanych z myślą o mężczyznach. Tak było też w przypadku „Atomowej blondynki” (2017), filmu, w którym Theron znów robi to, co do tej pory wychodziło jej tak dobrze – strzela, bije i morduje – tyle że tym razem z nienaganną blond fryzurą i na...

Czytaj dalej
Mat.prasowe

Zapomnijcie o Greyu i „365 dni”. Oto najbardziej zmysłowe filmy dekady: „Wstyd”, „Marzyciele” i inne

Zalotne nie znaczy wulgarne. Erotyczne nie znaczy pornograficzne. Zmysłowe kino to nie tylko popularne (i średnio udane) „Pięćdziesiąt twarzy Greya” czy „365 dni”, ale też zmysłowe, artystyczne filmy.
Sylwia Arlak
10.07.2020

Daleko im do filmów pornograficznych, bo subtelnie rozpalają zmysły. Produkcje erotyczne, bo o nich mowa, świetnie sprawdzą się na randce, ale i podczas babskiego spotkania. Oto pięć filmów z gatunku, których twórcy nie gonili za tanią sensacją. 1. „Służąca” Główna bohaterka filmu Chan-wook Park „Służąca”, Sook-hee  (aktorka Tae-ri Kim została wybranado tej roli  spośród około 1,5 tys. innych kandydatek) zatrudnia się jako służąca arystokratki. Namawia ją do tego pewien oszust, który chce zaskarbić sobie względy pani domu, a tym samym dostać się do jej wielkiej fortuny. „Służąca to romantyczne dzieło z dawnej epoki i seksowny thriller szpiegowski, pełen tajemniczych postaci. To film z komentarzem na temat okupacji Korei przez Japonię w latach 30. XX wieku i intensywny horror psychologiczny” — czytamy w recenzji „The Atlantic”. To też opowieść o zakazanej miłości, zdradzie i pożądaniu. Dzieło kompletne i bardzo seksowne. 2. „Marzyciele” „Marzyciele” Bernarda Bertolucciego to klasyka gatunku. Historia zaczyna się, gdy rodzeństwo Isabelle (Eva Green) i Theo (Louis Garrel) pod nieobecność swoich rodziców proponują amerykańskiemu studentowi, Matthew (Michael Pitt), by zamieszkał z nimi pod jednym dachem w Paryżu. Wspólnie oglądają filmy, rozmawiają, śmieją się, marzą, palą papierosy i... uprawiają seks. Choć bohaterowie dopiero odkrywają erotyczny świat, z biegiem czasu uprawiają coraz śmielsze gry. Badają własne granice.Zakazana, kazirodcza relacja odgrywa się na tle rewolty 1968 roku w Paryżu. „Oglądanie tego filmu jest jak wypicie butelki dobrego czerwonego wina naraz na czczo. Nie jest to dla nikogo dobre, ale i tak niegodziwie przyjemne” — pisał „The Guardian”. 3....

Czytaj dalej
Twitter/Kolaż Uroda Życia

Gwiazdy przeciwko homofobii. Do akcji dołączyła Maja Ostaszewska i Michał Piróg

Kampania Przeciw Homofobii ruszyła z nową akcją pod hasłem #JestemPrzeciwHomofobii. Wsparcie społeczności LGBT+ okazały znane gwiazdy m.in. Maja Ostaszewka, Katarzyna Sawczuk, Czesław Mozil i Michal Piróg.
Sylwia Arlak
10.07.2020

Gwiazdy ubrane w koszulki z tęczą, promują równość. Znani i lubiani, a wśród nich Maja Ostaszewska, Margaret, Małgorzata Ostrowska, Lara Gessler, Julia Kamińska, Katarzyna Sawczuk, Czesław Mozil i Michał Piróg wzięli udział w akcji społecznej (zainicjowanej przez stowarzyszenie Kampania Przeciw Homofobii) #JestemPrzeciwHomofobii. Wrzucili do sieci filmy i zdjęcia ze słowa wsparcia dla osób LGBT+. Gwiazdy z tęczą na piersi „Jest mi potwornie przykro w związku z panującą w naszym kraju ohydną nagonką na osoby nieheteronormatywne” – pisze Maja Ostaszewska. Aktorce wtóruje prezenter Michał Piróg: „Jestem przeciw homofobii. Jestem przeciw ksenofobii. Jestem przeciw seksizmowi. Jestem przeciw rasizmowi. Wierzę, że jest nas więcej. Głosuję, bo chce prezydenta, który nikim nie gardzi”. „Jesteście wspaniali, jesteście piękni, jesteście ludźmi – mówi do osób LGBT+ aktor Mateusz Janicki. Środowisko LGBT+ od lat walczy w Polsce o równouprawnienie. Postuluje możliwość zawierania homoseksualnych związków małżeńskich i adoptowanie dzieci. Często spotyka się z krytyką ze strony rządu i części polskiego społeczeństwa.

Czytaj dalej