Poznaj niesamowitą historię o zakazanej miłości, przyjaźni i... magicznej mocy książek
Adobe Stock

Poznaj niesamowitą historię o zakazanej miłości, przyjaźni i... magicznej mocy książek

Czy wyobrażacie sobie świat w którym czytanie książek jest zakazane? Przeczytaj przedpremierowy fragment „Ksiąg zapomnianych żyć” Bridget Collins już teraz! Być może wśród pachnących kurzem książek i skórzanych opraw odnajdziesz siebie?
Materiał partnera
29.09.2020

Gapiłem się na błyszczące, skomplikowane kształty na aksamicie, aż się rozmazały. W końcu sięgnąłem i naciągnąłem na nie materiał; stałem i patrzyłem teraz na kawałek szorstkiego, brązowego płótna. Tu i ówdzie, gdzie tkanina była przetarta, prześwity- wały gładkie krawędzie kości udowej, perłowa krzywizna czaszki i maleńki, idealny palec. Wyobraziłem sobie, jak nad nimi pracowała, wycinając kształty z macicy perłowej. Zamknąłem oczy i nasłuchiwałem pulsowania własnej krwi i otaczającej mnie mar- twej ciszy murów i ziemi.
– Powiedz mi – rzekłem. – Powiedz mi, co robisz. Lampa zamruczała i parsknęła. Nic się nie poruszyło.
– Już
– Wiesz, musisz tylko się nad tym zastanowić.
Otworzyłem usta, by zaprzeczyć, ale coś mnie złapało za gardło. Płomień rozgorzał, urósł, a potem zmalał do małej, niebieskiej bańki. Ciemność zrobiła ku mnie krok.
– Oprawiasz… ludzi – powiedziałem. Miałem tak wyschnięte gardło, że mówienie bolało; ale cisza bolała – Przerabiasz ludzi na książki.
– Ale nie w taki sposób, jak myślisz.
– A jak inaczej?
Podeszła do mnie. Nie obróciłem się, jednak płomień świecy rozjaśnił mrok i odepchnął cienie.
– Usiądź,
Dotknęła mojego ramienia. Podskoczyłem i zatoczyłem się, wpadając na stół. Narzędzia z klekotem rozsypały się po podłodze. Gapiliśmy się na siebie. Też się cofnęła. Postawiła świecę na jednej ze skrzyń, płomień podkreślił, jak bardzo drżały jej ręce. Na podłogę kapnął wosk; natychmiast zastygł, jak woda zmieniająca się w mleko.
– Usiądź. – Podniosła szufladę ze słoikami ze – Tutaj.
Nie chciałem siadać, kiedy ona stała. Patrzyłem jej w oczy i pierwsza odwróciła wzrok. Ostawiła szufladę. A potem schyliła się powoli, by pozbierać narzędzia, które zrzuciłem ze stołu.
– Łapiesz ich – powiedziałem. – Łapiesz ludzi i wsadzasz ich do książek. Odchodzą stąd…
– Pewnie tak, w pewnym sensie…
– Kradniesz im – Głos mi się załamał. – Nic dziwnego, że ludzie się ciebie boją. Zwabiasz ich tutaj i wysysasz do czysta, bierzesz, co chcesz, i odprawiasz ich z niczym. Tym jest książka, praw- da? Życiem. Człowiekiem. I kiedy książka się spali, ludzie umrą. – Wyprostowała się, ściskając w dłoni nożyk o drewnianej rękojeści.
Podniosłem książkę ze stołu i wyciągnąłem w jej stronę.
– Słuchaj. – Mój głos był coraz głośniejszy. – To jest człowiek. W środku jest człowiek, a gdzieś po świecie krąży żywy To, co robisz, jest złe, powinni cię byli, kurwa, spalić.
Spoliczkowała mnie.
Cisza. W powietrzu brzmiało ciche, wysokie, nieprawdziwe dzwonienie. Łzy stanęły mi w oczach i spłynęły po policzkach. Otarłem je wnętrzem nadgarstka. Ból zmienił się w pieczenie, jak sól stygnąc na skórze. Odłożyłem książkę i wygładziłem kciukiem wyklejkę, którą zmiąłem. Zagięcie nigdy do końca nie zniknie, wyglądało jak blizna przecinająca róg.
– Przepraszam – powiedziałem.
Seredith odwróciła się i wrzuciła nóż do szuflady obok mnie.
– Wspomnienia – rzekła w końcu. – Nie ludzi, Zabieramy i oprawiamy wspomnienia. Takie, których ludzie nie są w stanie znieść. To, z czym nie mogą żyć. Zabieramy te wspomnienia i chowamy je w miejscu, w którym już nikogo nie skrzywdzą. Tym są książki.
W końcu spojrzałem jej w oczy. Jej twarz była szczera, otwarta, trochę zmęczona, jak jej głos. Kiedy o tym opowiadała, wszystko wydawało się takie właściwe, takie potrzebne, zupełnie jak wyjaśnienia lekarza, dlaczego trzeba dokonać amputacji.
– Nie dusze, Emmetcie – rzekła. – Nie ludzi. Tylko wspomnienia.
– To złe – powiedziałem, próbując przybrać taki sam ton głosu jak Spokojny, wyważony… Ale mój głos drżał i mnie zdradzał. – Nie możesz mówić, że to dobre. Kim jesteś, żeby oceniać, z czym ludzie mogą żyć?
– Nie my oceniamy. Pomagamy ludziom, którzy do nas przychodzą i proszą o oprawę. – Przez jej twarz przebiegł błysk współczucia, jakby wiedziała, że wygrała. – Nikt nie musi do nas przychodzić, To oni decydują. My tylko pomagamy im zapomnieć.
To nie mogło być takie proste. Wiedziałem, że nie było. Ale nie miałem już argumentów, nie mogłem bronić się przed miękkością jej głosu i spokojnym spojrzeniem.

Ksiąg zapomnianych żyć” Bridget Collins
mat. prasowe

Materiał powstał z udziałem Wydawnictwa Poznańskiego

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
kobieta wygląda przez okno
Adobe Stock

3 fakty na temat lęku. Zrozum swój strach

Chociaż każdy z nas zmaga się z lękiem, wciąż nie do końca wiadomo jak działa i jaka jest jego moc – pozytywna bądź negatywna. Poznaj jego naturę, żeby go pokonać.
Aleksandra Nowakowska
02.04.2020

Żeby pokonać przeciwnika, trzeba się o nim jak najwięcej dowiedzieć, poznać jego tajemnice i mechanizmy działania. L ęk ma tę niebezpieczną właściwość, że potrafi przejąć kontrolę nad naszym mózgiem a wtedy automatycznie, niezależnie od okoliczności, zaczynamy się bać. Możemy też doprowadzić się do takiego stanu, że będziemy żyć z wysokim poziomem lęku, prawie go nie zauważając, ale skutki będą widoczne – na przykład pogorszą się nasze relacje. Im więcej wiemy na temat lęku, tym lepiej sobie z nim możemy poradzić.   Na autopilocie Kiedy jedziesz samochodem i łapiesz gumę, nie stwierdzasz ze spokojem, że to po prostu akceptujesz, tylko z większym lub mniejszym podenerwowaniem zaczynasz działać. W tym przypadku lęk, że nie dojedziesz na miejsce na czas albo, że nie poradzisz sobie z przebitą oponą, motywuje cię do wyjścia z opresji. Taki lęk jest zwykle nieuświadomiony i stanowi bodziec do błyskawicznego poradzenia sobie z nieprzewidzianym problemem. Potem czasem nie pamiętamy, jak to się stało, że zjechaliśmy na pobocze czy ile czasu minęło, kiedy zjawiła się pomoc. Funkcjonujemy jakby na autopilocie napędzani hormonami stresu, odpowiedzialnymi za lęk. Okazuje się, że lęk ma praktyczną pomocną funkcję – mobilizuje w nas siły, żeby poradzić sobie w nagłej sytuacji stresowej. Lęk staje się niebezpieczny dopiero wtedy, gdy trwa dłużej, ponieważ powoli, ale z determinacją zmienia strukturę mózgu i z biegiem czasu zaczynamy bać się automatycznie, nawet gdy nie ma powodu do strachu. Dlatego warto dbać o to, żeby nie narażać się na długotrwałe sytuacje wyzwalające stres, a jeśli takie nam się zdarzą, sięgać po fachową pomoc lub przynajmniej stosować techniki go redukujące, chociażby ćwiczenia oddechowe, medytację, aktywność fizyczną. Strach ma wielkie oczy O lęku warto też wiedzieć, że...

Czytaj dalej
Medytacja self-love. Naucz się kochać siebie
Pexels.com

Medytacja miłości do samej siebie: spróbuj się pokochać

Medytacja self-love pomoże ci pielęgnować wdzięczność. Praktykowana regularnie pozwoli także na zbudowanie większej pewności siebie. Daj sobie 10 minut i spróbuj się pokochać.
Kamila Geodecka
02.12.2020

Dużo prawdy jest w powiedzeniu, że jeśli nie pokochasz samego siebie, nie uda ci się pokochać także drugiej osoby. To właśnie wdzięczność, akceptacja, opieka skierowana w stronę nas samych może dać nam poczucie spełnienia i szczęścia. Gdy poczujemy miłość do samych siebie, poczujemy też wolność. Wreszcie będziemy wiedzieli, kim naprawdę jesteśmy dla siebie i innych. Czytaj także:  Prawdziwa wdzięczność nie jest łatwa – jak się jej uczyć? Praktyka self-love Miłość do samej siebie możesz wyrażać na wiele sposobów: obejrzeć ulubiony film, ubierać się w sposób, jaki ci się podoba, czytać piękną poezję, pozbyć się z otoczenia toksycznych ludzi czy pójść na terapię, która pozwoli ci uwolnić się od niektórych lęków, które być może w tobie drzemią. Praktyka self-love to wszystkie te małe i duże rzeczy, które robimy, by pokochać samych siebie. Nie powinniśmy się tego bać, to nie jest egoizm. Przypominać sobie o tym, jak wartościowe jesteśmy, możemy na każdym kroku. Szczególną praktyką miłości do samej siebie może być medytacja, w której skupisz się jedynie  na własnej osobie: na swoich mocnych stronach, na swoich celach i wartościach. Przez 10 minut daj sobie miłość. Czytaj także:   Zdrowy egoizm to miłość do samej siebie. Jak się go nauczyć? Medytacja miłości do samej siebie Usiądź wygodnie na podłodze lub krześle. Spróbuj rozluźnić całe ciało. Jeśli jesteś zmęczona po całym dniu pracy, daj sobie najpierw 5 minut na odpoczynek. Gdy już się uspokoisz, spróbuj zacząć oddychać spokojnie i miarowo. Zauważ swój oddech, ale nie oceniaj go, nie próbuj na siłę korygować. Zauważ, co dzieje się w twoim ciele, które jego części są spięte, a które nie. Być może gdzieś odczuwasz ból i...

Czytaj dalej
siła krzyku
Getty Images

Śpiewaj, krzycz, mrucz, nuć – to oczyszcza umysł i działa korzystnie na zdrowie

Dlaczego warto krzyczeć? Śpiewać? Samogłoska „i” śpiewana na luźnym gardle regeneruje przysadkę mózgową, przy „a” nasza grasica dostaje dużo energii i wzmaga produkcję hormonów, „o” odbudowuje trzustkę i gonady płciowe. A to tylko początek!
Karolina Rogalska
31.10.2018

Większość arcydzieł muzyki klasycznej to smutne utwory. Wyrażałam ten ból na scenie, a potem przerzucałam go na publiczność. W końcu powiedziałam: dość! Chcę się cieszyć. Po to przyszłam na świat, żeby głosem dawać radość”, mówi Olga Szwajgier, śpiewaczka operowa, pedagog, autorka metody pracy z głosem. Karolina Rogalska: Głos ma podobną moc jak dotyk. Dzięki niemu możemy regulować emocje, wyznaczać swoje granice. Jego barwa i ton zrażają lub przyciągają do nas ludzi. Wydaje się, że niewielu z nas potrafi świadomie używać tego narzędzia. Olga Szwajgier: Rzeczywiście, większość ludzi nie zwraca na to uwagi. Nie wie, że można mówić pięknie, na otwartym gardle. Że za pomocą dźwięku, pewnych jego częstotliwości i barw można oczyścić ciało z zalegających emocji i napięć, bo ma on moc uzdrawiającą. Że odpowiednio oddychając, możemy wprowadzić się w stan błogości. Ludzie nie potrafią wydobyć z siebie zdrowego dźwięku, bo są zalęknieni, zamknięci, niepewni siebie, nie potrafią odpuścić kontroli. Dlatego też, kiedy zaczynamy ćwiczyć uwalnianie głosu z gardzieli, pracujemy na wszystkich poziomach równocześnie: fizycznym, emocjonalnym, mentalnym i  duchowym. Dlaczego jesteśmy takimi sztywniakami? Poniewieramy sobą, ciągle się z kimś porównujemy, rzecz jasna, na własną niekorzyść. Nieustannie mamy poczucie, że nie jesteśmy dość dobrzy. A kiedy myślę o sobie negatywnie, to wcześniej czy później znowu mi się górna szczęka z żuchwą połączy i zęby zacisną. Pojawia się gula w gardle. Aby wydobyć z siebie doskonały dźwięk, trzeba rozluźnić cały narząd artykulacji, a płuca dopieścić głębokim oddechem. Bo oddech nami zawiaduje. Dech znaczy duch. Słowo duch wywodzi się z greki i  pierwotnie oznaczało geniusza. Możemy zatem wnioskować, że każdy...

Czytaj dalej
Janusz Józefowicz
fot. Grzegorz Korzeniowski

Janusz Józefowicz: „Uwiodła mnie przytulia czepna…” Artysta o ziołach i domu na wsi! 

Za miastem, w Emilinie, Janusz Józefowicz z zapracowanego, wciąż zajętego artysty zamienia się w spokojnego zielarza. „Zbyt często jesteśmy aroganccy wobec piękna przyrody”, mówi.
Marta Strzelecka
18.06.2020

Kiedyś mógł latami nie ruszać się z Warszawy i jak sam mówi, nie rozumiał ludzi, którzy „z jakiegoś powodu umawiają się, że nagle wyjeżdżają z tak wspaniałego przecież miejsca”. Od prawie dwunastu lat J anusz Józefowicz  dzieli swój czas między sielskie życie na wsi, gdzie mieszka z żoną Nataszą Urbańską i córką Kalinką, a prowadzenie teatru muzycznego  Studio Buffo w stolicy. Chociaż w Emilinie również zdarza mu się pracować. „Na tym tarasie pisaliśmy z Rosjanami libretto do »Mistrza i Małgorzaty«”, przyznaje Janusz Józefowicz w rozmowie z Martą Strzelecką, która odbyła się... na tarasie w Emilinie. Tu też pięć lat temu, będąc już po pięćdziesiątce, odkrył nową pasję – zielarstwo. „Kto by pomyślał, że będę wstawał rano i pytał: »Z czego dziś pijemy herbatkę?«. A potem wychodził do ogrodu, rozglądał się, skrzypu trochę zerwał, parę listków lipy, kwiat czarnego bzu, trochę pokrzywy, mięty kawałek.” – mówi Janusz Józefowicz. Marta Strzelecka: Jakie kwiaty pojawiają się u pana jako pierwsze? Janusz Józefowicz: Głogu. Zrywam je wczesną wiosną, robię nalewkę, suszę, potem zbieram owoce. Następnie są mirabelka, drzewa owocowe, jaśminowiec, kasztan. Po kolei rodzą się różne gatunki roślin, żeby pszczoły miały bez przerwy robotę. W ubiegłym roku wszystko jednocześnie zakwitło, to była anomalia. Ale kiedy idzie zgodnie z planem, w maju zbieramy pokrzywę, potem mniszek lekarski, krwawnik, dziurawiec, czarny bez. Znad stawu – wierzbownicę wielokwiatową. W tym roku wiosną ususzyłem też konwalie. Po co suszy pan konwalie? Na serce, to jest cudowne zioło. Nie trucizna?...

Czytaj dalej