„Księgi Jakubowe ”, „Moja walka” i wiele innych. Tego lata czytamy tylko opasłe tomy!
Mat. prasowe

„Księgi Jakubowe ”, „Moja walka” i wiele innych. Tego lata czytamy tylko opasłe tomy!

500-stronnicowy (albo więcej) tom może skutecznie zniechęcić czytelnika. A szkoda, bo czytanie grubych książek to wspaniała przygoda.
Sylwia Arlak
16.07.2020

Krótkie, niezobowiązujące lektury są dobre na zwykłe dni. Na wakacje potrzebujemy czegoś specjalnego – co nam wystarczy na tydzień deszczu (pozdrawiamy wakacje nad Bałtykiem) albo przymusowy przestój i kontuzję kolana (witajcie, Tatry!). Opasłe tomy, z którymi spędzamy więcej niż dwa czy trzy dni to prawdziwe wyzwanie, ale też zupełnie inne doświadczenie czytania. Autentycznie wchodzimy w buty bohatera, żyjemy jego życiem, a kiedy przewracamy ostatnią kartkę, czujemy, jakbyśmy straciły kogoś bliskiego. Oto siedem książek, które liczą więcej niż 500 stron, a mimo tego nie nużą.

Książę Karol nawet po rozwodzie chciał mieć ostatnie zdanie

„Księgi Jakubowe ”, Olga  Tokarczuk

Za ponad 900-stronnicowe „Księgi Jakubowe” Olga  Tokarczuk dostała nagrodę Nike (zarówno tę przyznawaną przez jury, jak i nagrodę czytelników). Pracowała nad nimi niemal sześć lat. To książka, którą wielu czytelników miało w swojej bibliotece, ale wciąż odkładało na później. Wielu z nich sięgnęło jednak po tę niełatwą lekturę (z wieloma odniesieniami do historii, kultury, religii i obyczajowości na ziemiach polskich w XVIII wieku) po tym, jak autorka została laureatką Literackiej Nagrody Nobla.  

W „Księgach Jakubowych” Tokarczuk zabiera nas w podróż przez siedem granic, pięć języków i trzy duże religie. Śledzimy losy Jakuba Franka, XVIII-wiecznego przywódcy mesjanistycznej sekty żydowskiej. Bohater, a my wraz z nim, poznaje m.in. wiernego wyznawcę Nachmana oraz tłumacza i księdza Benedykta Chmielowskiego. Od tego pierwszego dowiadujemy się czegoś o mistycyzmie żydowskim, drugi próbuje objaśnić nam świat. Wszyscy zastanawiają się, czy umiemy żyć ponad religiami i podziałami.

„Moja walka”, Karl Ove Knausgård

„Moja walka”, autobiograficzna i wiwisekcyjna powieść Karla Ovego Knausgårda ukazała się w sześciu księgach. Jeśli więc chcemy poznać całą historię życia norweskiego artysty, musimy przygotować się na... około 4,5 tys. stron. To długa, emocjonalna, nieraz przejmująca podróż. Karl opowiada nam o swoim dzieciństwie, trudnej relacji z ojcem alkoholikiem i próbie oswojenia jego śmierci. Dzieli się z nami wspomnieniami o pierwszych miłościach i kryzysach wieku dorosłego. Jest realistycznie i szczerze do bólu – tak szczerze, że rodzina ze strony ojca próbowała zablokować wydanie „Mojej walki”, argumentując, że autobiografia Knausgårda szkaluje dobre imię rodziny i ujawnia informacje bez zgody samych zainteresowanych.  

„Przeminęło z wiatrem”, Margaret Mitchell

Film „Przeminęło z wiatrem” w reżyserii Victora Fleminga roku został niedawno na pewien czas usunięty z HBO, ze względu na możliwość zinterpretowania filmu w rasistowski sposób. Książka Margaret Mitchell z 1936 roku (liczy 1056 stron) z pewnością ukazuje świat, który na szczęście już minął, ale mimo tego nie traci popularności. Kobiety na całym świecie zachwycają się główną bohaterką, Scarlett O'Harą i jej życiową filozofią opartą na zdaniu „Pomyślę o tym jutro”. Z początku rozpieszczona panienka z dobrego domu, do ostatków sił walczy o to, co dla niej najważniejsze: dom, ojczyznę i miłość.  Przeżyje wojnę secesyjną, śmierć najbliższych, głód i odejście ukochanego. I staje się silniejsza niż kiedykolwiek wcześniej.

„Szczygieł”, Donna Tartt

O książce Donny Tartt, liczącej 844 strony, mówi się, że to „największe wydarzenie literackie ostatniej dekady”. Głównym bohaterem powieści jest Theo Decker. Chłopak w wieku trzynastu lat przeżył zamach terrorystyczny w Metropolitan Museum of Art, w którym zginęła jego matka. Ze zrujnowanego budynku zabiera obraz, pamiątkę, która wciąż przypomina mu o tamtym wydarzeniu. Tartt pisze o śmierci, żałobie, depresji i uzależnieniu. W prosty sposób potrafi oddać złożoność uczuć i emocji bohaterów.

„1Q84” Haruki Murakami  

Przygodę z japońską literaturą warto rozpocząć od „1Q84”. Haruki Murakami przeplata historię dwóch bohaterów — kobietą Aomame i mężczyzną Tengo. Łączy ich dużo, a dzieli jeszcze więcej. Znali się w dzieciństwie i wszystko wskazuje na to, że spotkają się ponownie dwadzieścia lat później. Jest w tej książce i seks i przemoc wobec kobiet. Pojawia się temat sekt i ciekawe postaci (jak choćby morderczyni przyjmująca zlecenia na znęcających się nad swoimi żonami mężów). Przede wszystkim jednak to opowieść o samotności. Sam tytuł nawiązuje do „Roku 1984” Georga Orwella (z tą różnicą, że japoński pisarz musiał cofnąć się w czasie, a Orwell opowiadał o przyszłości). Trzy tomy „1Q84” liczą około 1000 stron.

„Shantaram”, Gregory David Roberts

„Shantaram” to oparta na faktach historia urodzonego w 1952 roku Australijczyka. Bohatera zamknięto w więzieniu w Bombaju o zaostrzonym rygorze, po tym, jak przez lata napadał na banki z bronią w ręku. Zaczyna korzystać z życia, kiedy udaje mu się uciec przez frontowy mur. Poznajemy miłość od pierwszego wejrzenia, dowiaduje się, czym jest prawdziwa przyjaźń i radość życia. Staje się częścią kolorowego miasta i próbuje odkupić winy. Czytając 800-stronnicowy pamiętnik czasem trudno  uwierzyć, że tyle rzeczy przydarzyło się jednemu człowiekowi.

„Północ i Południe”, Elizabeth Gaskell

Poza książkami Jane Austen czy Emily Bronte, warto sięgnąć też po twórczość Elizabeth Gaskell. „Północ i Południe” to klasyczna opowieść o dumie, uprzedzeniu, społecznych nierównościach i miłości bez barier. Autorka nakreśla różnice pomiędzy północną i południową Anglią XIX wieku. Wraz z bohaterami odwiedzamy dynamicznie rozwijające się miasto i spędzamy „monotonnie” czas na wsi. Wychowana na damę młodziutka Margaret Hale musi opuścić rodzinne miasteczko i przenieść się do robotniczego Milton. Bohaterka nie potrafi odnaleźć się w nowym miejscu. Sytuacja dodatkowo komplikuje się, gdy pozna młodego przemysłowca, Johna Thorntona.

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
Mat.prasowe kolaż

Najlepsze książki na zimę. Sprawdzą się jako prezenty pod choinkę

Sezon czytelniczy w pełni. Sprawdzamy, co warto przeczytać w najbliższych tygodniach albo zostawić bliskim pod choinką.
Sylwia Arlak
26.11.2020

Grudzień to czas prezentów. Przyjaciółkę może ucieszyć książka o rozwoju osobistym, a mamę — pozycja, która pozwoli jej się oderwać od otaczającego świata. Obdarowując bliskich, nie zapominajmy także o sobie samych. Sprawdźcie, jakie książki warto przeczytać w najbliższych tygodniach. „Nic się nie dzieje”, Kathryn Nicolai, Wydawnictwo Insignis Pandemia, niepewność jutra, a do tego strajki na ulicach polskich miast. 2020 rok nie był dla nas łaskawy. Nic dziwnego, że tak często cierpimy na zaburzenia snu. Przy zarwanych nocach nie ma mowy o dobrym samopoczuciu. Warto więc poznać nawyki wspomagające zdrowy i spokojny sen. Na pomoc przychodzi książka „Nic się nie dzieje” autorki Kathryn Nicolai. Znajdziemy w niej pokrzepiające opowiadania z pięknymi ilustracjami Léi Le Pivert, pomysły na relaksujące rytuały i medytacje, a także przepyszne przepisy. „Odrobina czarów”, Michelle Harrison, Wydawnictwo Literackie Grudzień to czas magii. Książka „Odrobina czarów” Michelle Harrison, kolejna część opowieści o rodzinie z wyspy Wronoskał, idealnie wpasuje się w ten świąteczny, wyjątkowy klimat. Charlie przez pomyłkę zostaje porwana. Jej siostry wyruszają na poszukiwania pełne przygód i niebezpieczeństw. Wbrew pozorom — opowieść wciąga nie tylko nastolatki. „Twoja wewnętrzna moc”, Agnieszka Maciąg, Wydawnictwo Otwarte Agnieszka Maciąg od lat uczy nas, jak żyć pełniej, głębiej, bardziej świadomie. W swojej najnowszej książce „Twoja wewnętrzna moc” pokazuje, jak radzić sobie w czasach kryzysu. Uświadamia nam, że największe ograniczenia tkwią w naszej głowie i że przy odrobinie wysiłku każda z nas może wieść takie życie, na jakie zasługuje. Jak przekonuje autorka, słowo wyzwanie zamieńmy na wezwanie do...

Czytaj dalej
Mat.prasowe

Nie tylko „Duma i uprzedzenie”: te filmy kostiumowe olśniewają!

„Dumę i uprzedzenie”, „Przeminęło z wiatrem” czy „Wichrowe wzgórza” znamy na pamięć. Filmy kostiumowe to bajka na wielkim ekranie, którą uwielbiamy oglądać.
Sylwia Arlak
01.09.2020

Produkcje kostiumowe nie kończą się na „Dumie i uprzedzeniu” czy „Przeminęło z wiatrem”, choć kino nigdy o nich nie zapomni. Mniej znane „Stowarzyszenie miłośników literatury i placka z kartoflanych obierek” to wspaniała opowieść o klubie czytelniczym podczas niemieckiej okupacji. „Barry Lyndon”, świetna produkcja Stanleya Kubricka, opowiada o irlandzkim młodzieńcu, który dzięki sprytowi wkrada się w szeregi osiemnastowiecznej angielskiej arystokracji. Co jeszcze warto nadrobić? „Przeminęło z wiatrem” „Przeminęło z wiatrem” to niezapomniany duet Vivien Leigh i Clarka Gable'a. W ekranizacji powieści Margaret Mitchell poznajemy piękną i bogatą Scarlett O'Harę. Dni mijają jej beztrosko na przyjęciach i dokazywaniu. Kobiety zazdroszczą jej urody, a mężczyźni nie mogą się jej oprzeć. Poza jednym, Ashleyem (Leslie Howard), który — ku rozpaczy Scarleet — wybiera inną kobietę na żonę. Wybucha wojna secesyjna, a Scarlett z rozkapryszonej dziewczyny zamienia się w odważną, waleczną kobietę. I poznaje miłość swojego życia, Rhetta Butlera (Gable). Czytajcie też:  „Przeminęło z wiatrem” czasowo wycofane z HBO Max. To początek wielkiej rewizji, też w naszym kanonie! Rozważna i romantyczna”, Netflix Powieści Jane Austen to gotowe scenariusze filmowe. To historia dwóch sióstr na tle Anglii w XVIII wieku: twardo stąpającej po ziemi Elinor (Emma Thompson) i uczuciowej Marianne (Kate Winslet). Kiedy umiera ich ojciec, majątek przechodzi w ręce najstarszego syna z pierwszego małżeństwa. Elinor i Marianne z matką muszą zamieszkać w skromnej, wiejskiej posiadłości. Marianna szybko znajduje sobie obiekt westchnień (w rolę Willougha wcielił się Greg Wise). Elinor bierze na barki problemy finansowe rodziny i nie może poradzić sobie z...

Czytaj dalej
Pixabay.com/zdjęcie ilustracyjne
Pixabay.com/zdjęcie ilustracyjne

Te książki to balsam na skołatane nerwy! Zestaw na pandemię i nie tylko

Klasyka nigdy się nie nudzi, a co więcej – przypomina nam dawne czasy, dzięki czemu daje nam poczucie bezpieczeństwa i komfortu.
Sylwia Arlak
23.04.2020

Każda z tych książek jest jak budyń z sokiem malinowym albo zupa pomidorowa z ryżem – lubimy je nie tylko za to, jak dziś smakują, lecz także dlatego, że ich smak przypomina nam dawne czasy. Czytałyśmy je w liceum, płakałyśmy nad nimi na studiach, wracałyśmy do nich za każdym razem, kiedy było nam źle. I teraz, w czasach niepewności, dalej działają: wzruszają, pozwalają oderwać myśli, przenieść się do innego świata. Zobaczcie nasz ranking książek na skołatane nerwy.  1. Przeminęło z wiatrem, Margaret Mitchell Wszyscy uwielbiamy film z 1939 roku z Vivien Leigh i Clarkiem Gable, ale nie wszyscy sięgnęliśmy po książkę, na podstawie której powstał. A szkoda, bo jej autorka, Margaret Mitchell stworzyła wyjątkową epopeję o wojnie i miłości. To jedna z najważniejszych powieści XX wieku. Autorka zabiera nas w sam środek wojny secesyjnej, ale „Przeminęło z wiatrem” to przede wszystkim historia Scarlett O’Hary. Zielonookiej, czarnowłosej, pewnej siebie i czarującej w swoim egoizmie młodej kobiety, dla której nie ma rzeczy niemożliwych. Aby uratować rodzinny majątek, Tarę, zrobi wszystko. I choć pewnie żadna z nas nie chciałaby mieć jej za swoją przyjaciółkę, to kochamy ją i za jej złośliwość, i determinację i to je życiowe motto: „Pomyślę o tym jutro”. 2. Wichrowe Wzgórza, Emily Jane Brontë Klasyczna comfort book: wystarczy wziąć do ręki, wejść pod koc i już czujemy się bezpiecznie, jak za dawnych, dobrych czasów.  „Wichrowe Wzgórza” Emily Jane Brontë to opowieść o tragicznych losach Heathcliffa, kiedyś prześladowanego, osieroconego chłopca, dzisiaj owładniętego żądzą zemsty, nieszczęśliwego mężczyzny. Jest okrutnikiem, którego jedyną radością w życiu jest zadawanie bólu innym ludziom. A...

Czytaj dalej
Mat. prasowe

„Fortepian”, „Amelia” i co jeszcze? Oto najbardziej babskie filmy wszechczasów!

Bohaterki ulubionych filmów są jak najlepsze przyjaciółki terapeutki w jednym. Idziemy z nimi przez życie, podglądamy, pytamy, jak się zachować i nigdy nie mamy ich dość.  
Sylwia Arlak
26.08.2020

Erin Brockovich pokazała kobietom, jak walczyć, a Amelia jak zachwycać się życiem. Scarlett O’Hara z „Przeminęło z wiatrem” mówi nam, żeby nigdy się nie poddawać, a siostry March z „Małych kobietek”, że najważniejsi są bliscy. Oto najbardziej babskie filmy wszechczasów! „Dziennik Bridges Jones” Bridget Jones (w ekranizacji bestsellerowej powieści Helen Fielding „Dziennik Bridges Jones” w główną rolę wcieliła się Renee Zellweger) bawi i wzrusza kolejne pokolenia. Nie jest idealną kobietą z pierwszych stron magazynów. Ma kilka dodatkowych kilogramów, lubi spędzać wieczory w towarzystwie niezdrowych przekąsek, jest roztrzepana, niezdarna i za nic nie chce zrezygnować z nieśmiertelnych wyszczuplających, ale mało seksownych majtek. Choć sama nie ma o sobie najlepszego zdania, jest zabawna, urocza i naturalna. Nic dziwnego, że bije się o nią dwóch wyjątkowo atrakcyjnych facetów — Mark Darcy (Colin Firth) i Daniel (Hugh Grant). Udowadnia kobietom na całym świecie, że warto czekać na prawdziwą miłość – a jednocześnie, że poza miłością na świecie istnieje coś równie fantastycznego: prawdziwa, szczera przyjaźń.   „Erin Brockovich” Erin Brockovich (w tej roli Julia Roberts) jest nie tylko niesamowicie atrakcyjna, ale też wygadana i pewna siebie. Siłą mogłaby obdarzyć niejedną z nas. Dwukrotna rozwódka, samotna matka dwójki dzieci bez pieniędzy, wykształcenia i perspektyw bierze los we własne ręce. Kiedy cudem znajduje zatrudnienie w kancelarii wziętego adwokata, staje się w swoim miasteczku prawdziwą gwiazdą. Okrywa jednak, że potężny koncern doprowadził do zanieczyszczenia wody w okolicy. Dzięki niej mieszkańcy otrzymują rekordowe odszkodowanie w wysokości 333 milionów dolarów....

Czytaj dalej