O niej jest głośno! Kim jest Wiktoria Filus, czyli Laura z serialu „W głębi lasu”?
Marek Zimakiewicz

O niej jest głośno! Kim jest Wiktoria Filus, czyli Laura z serialu „W głębi lasu”?

Zachwyciła widzów, przykuwa uwagę, jest odkryciem… – pisze się o Wiktorii Filus, aktorce, która w serialu „W głębi lasu” wcieliła się w młodą Laurę.
Anna Zaleska
24.06.2020

Ma 26 lat, kończy właśnie szkołę filmową w Łodzi. Choć zagrała jedną z głównych ról w najgłośniejszym serialu sezonu – wyprodukowanej przez Netflix ekranizacji powieści Harlana Cobena „W głębi lasu” – i została uznana za odkrycie, niewiele o niej wiadomo. Gdy rozmawiamy przez telefon, w głosie słyszę, jak bardzo pogodną i pełną energii jest osobą. Ale też jak uważnie dobiera słowa, zastanawia się, co chce powiedzieć, a co woli zachować dla siebie. Opowiada o swoich doświadczeniach ze szkoły aktorskiej, kulisach pracy przy produkcji Netflixa, przyjaźniach na planie i o tym, dlaczego lata 90. zawsze ją interesowały.

Recenzje po roli w serialu „W głębi lasu” ma pani fantastyczne: zachwyciła widzów, przykuwa uwagę, jest odkryciem… W dodatku serial jest na pierwszym miejscu w TOP 10 Netflixa w Polsce, za granicą też się podoba. Pierwsza duża rola i od razu taki sukces.

Tak, aż mnie trochę przytłacza ilość informacji, które zaczęły pojawiać się o mnie w mediach. To dla mnie nowość i staram się nieco od tego odcinać. Nie byłam przygotowana na tak nagłe wejście do życia publicznego, zainteresowanie mediów czy gwałtowny wzrost liczby obserwujących na instagramie. Nie wiem zresztą, czy można się na to przygotować.

Jak trafiła pani do „W głębi lasu”?

Wszystko bardzo szybko się potoczyło. W maju zeszłego roku na festiwalu szkół teatralnych był pokazywany dyplomowy film mojego roku „Nic nie ginie” w reżyserii Kaliny Alabrudzińskiej. Zobaczyła mnie w nim Ola Cywka, właścicielka agencji aktorskiej, i zaprosiła do współpracy. To Ola wprowadziła mnie do środowiska filmowego. Casting do „W głębi lasu” był jednym z pierwszych, na który poszłam, i udało się. Na pewno pomogło mi to, jak wyglądam, bo szukano dziewczyny podobnej do Agnieszki Grochowskiej, która zagra jej postać w wieku 16 lat. Uznano też, że z Hubertem do siebie pasujemy.

Wiktoria Filus / Fot. Marek Zimakiewicz

Z Hubertem, czyli serialowym Pawłem, łączy was miłość, wystawiona na ciężką próbę. Prywatnie zaprzyjaźniliście się?

Tak, oboje jesteśmy też z łódzkiej szkoły filmowej, ja niedługo będę bronić dyplomu, Hubert zaczyna drugi rok. Ale całe towarzystwo, które grało w wątku z 1994 roku, utrzymuje ze sobą kontakty. Od początku dobrze się razem czuliśmy. Reżyserzy zasugerowali nam zresztą, abyśmy spotykali się również prywatnie, poza próbami, poza planem. Chodziło o to, żebyśmy się lepiej poznali. Mieliśmy zagrać zgraną paczkę.

Imprezy z lat 90. różnią się od tych z roku 2020?

Chęć zabawy u młodych ludzi jest zawsze taka sama (śmiech). Ale zastanawialiśmy się, jak w latach 90. umawiano się ze sobą, skoro nie było telefonów komórkowych.

I do jakich wniosków doszliście?

Że było ciężko (śmiech). Ale z drugiej strony może właśnie fajniej? Ludzie odwiedzali się w domach. Gdy się gdzieś umówili, to trzeba było przyjść punktualnie, nie można było napisać „będę za godzinę”. Kiedy w serialu Paweł chce się spotkać z Laurą, to czeka na nią pod blokiem albo staje pod oknem i ją po prostu woła.

Robiła pani jakieś rozpoznanie dotyczące lat 90.? Jak wtedy żyli młodzi ludzie, jak się zachowywali, czego słuchali?

Lata 90. zawsze w pewien sposób były mi bliskie, bo interesowało mnie to, jak żyli moi rodzice, zanim pojawiłam się na świecie. Od początku dobrze znałam piosenki Lecha Janerki, Elektrycznych Gitar, Wilków czy T.Love, które zabrzmiały w serialu – słuchaliśmy ich z rodziną w samochodzie. Poza tym moja mama często je sobie podśpiewywała. A moda z lat 90. teraz wraca. Sporo moich ubrań to rzeczy po mamie, znalezione na strychu. Dżinsy z wysokim stanem zapinane na guziki, martensy… Idąc na casting do tego serialu, chciałam się ubrać w stylu lat 90. i bez trudu znalazłam w swojej szafie odpowiednie rzeczy.

Wiktoria Filus jako Laura w serialu „W głębi lasu” / Fot. materiały prasowe Netflixa

Słyszałam, że na potrzeby serialu nauczyła się pani robić zdjęcia aparatem analogowym?

Tak, to było pierwsze zadanie domowe, które dostałam od reżyserów. Tym trudniejsze, że w ekipie mnóstwo ludzi świetnie znało się na fotografii. Nie było więc mowy, żebym coś podgrywała (śmiech). Nawet dostałam aparat do domu, żeby dobrze poznać wszystkie funkcje, a gdy przyszłam na plan, Leszek Dawid – pół żartem, pół serio – zaczął mnie odpytywać, gdzie jest przesłona, gdzie jest migawka, jak co działa, jak się ustawia… Zawsze chciałam się tego nauczyć, ale jakoś nie było czasu, więc bardzo się z tego cieszę. Ta umiejętność mi pozostanie.

Kiedy zaczęła pani myśleć o aktorstwie?

Gdy byłam małym dzieckiem, już o tym marzyłam. Potem robiłam wszystko, co się dało, żeby grać: koła teatralne, grupa teatralna w liceum, wyjazdy na festiwale… Rodzice bardzo mnie w tym wspierali. Naciskali, bym się dobrze uczyła, oceny musiałam mieć dobre również z przedmiotów ścisłych, żeby nie zamykać sobie innych dróg, ale zarazem opłacali mi wszystkie zajęcia aktorskie. A gdy dostałam się do szkoły filmowej, pomogli mi w przeprowadzce z Krakowa do Łodzi. Bardzo mi kibicują.

Maciej Stuhr zauważył, że młodzi ludzie w szkołach teatralnych poddawani są swego rodzaju torturze: na korytarzach wiszą zdjęcia roczników i często widać, że z całego roku jako aktor zaistniała jedna osoba, czasem nikt. To chyba podcina skrzydła?

Maciej pewnie mówił o warszawskiej szkole, ale u nas w Łodzi też wiszą takie tablice. I one faktycznie są trochę przerażające. Studenci mają jednak w sobie mnóstwo optymizmu, zapału i wiary, wypełniają te korytarze swoją energią. Kiedyś na zajęciach jeden z profesorów mówiąc nam o czymś zupełnie innym wspomniał, że prawdopodobnie gdy spotkamy się za parę lat, nie wszyscy będziemy mieli pracę. Będziemy się wtedy zastanawiać, czy to nie był stracony czas, z życiem rodzinnym będzie ciężko i tak dalej.

We mnie od początku był duży bunt przeciwko takiemu stawianiu sprawy. A wtedy powiedziałam: „Panie profesorze, w ogóle nie powinien pan tak do nas mówić, my jesteśmy na początku szkoły, mamy w sobie dużo nadziei i nie chcemy teraz takich słów słyszeć. Ja na przykład będę mieć wszystko, i pracę, i rodzinę”. Nie mogę powiedzieć, że wierzyłam w to w stu procentach, ale do tego dążyłam. Po co słuchać, że coś jest trudne, że się nie uda? Wszystko jest trudne. Życie w ogóle jest trudne.

Szkoła aktorska to dla wielu osób traumatyczne doświadczenie, lata pełne upokorzeń, utraty złudzeń. Jak było z panią?

Dostałam się do szkoły za trzecim razem, za wszelką cenę chciałam tam być i od początku bardzo dużo z siebie oddawałam. Nie było dla mnie rzeczy ważniejszych. Wiem, że niektórzy mają za sobą bolesne doświadczenia, ale ja nie mam takich wspomnień, żeby ktoś chciał mnie obrazić czy upokorzyć. Mam szczęście do ludzi. Na moim roku nie było zawiści, podkopywania siebie, złośliwości. I trafiłam na profesorów, przy których mogłam wzrastać, rozwijać się, nikt nie podcinał mi skrzydeł.

Ma pani swojego mistrza, osobę, która jest dla pani punktem odniesienia?

Na pewno w Polsce bardzo cenię pracę pani Doroty Kolak i bardzo chciałabym spotkać się z nią na planie. O Meryl Streep nie mówię, bo to oczywiste. Natomiast spośród młodych aktorek z zagranicy, bardzo podoba mi się praca Saoirse Ronan. Lubię to, jak prowadzi swoje postaci, jakich używa środków wyrazu.

Niedawno zaczęła pani pracę nad nowym serialem. Co to będzie?

Serial „Usta usta”, który wraca do TVN. W czwartym sezonie gram nową postać, ukochaną Adama, czyli Pawła Wilczaka. To dla mnie ciekawa odmiana, bo dotąd grałam dziewczyny, które są na etapie szukania siebie, a to będzie pewna siebie, silna, dojrzalsza kobieta.

Jak się pracuje na planie, gdy ekipę obowiązuje reżim sanitarny?

Trochę dziwnie. Wejście na plan stało niemal do ostatniej chwili pod znakiem zapytania, potem cała ekipa przechodziła testy na koronawirusa, jest wiele obostrzeń. To o tyle trudne, że to jednak praca z ludźmi, a teraz nasze spotkania są mocno ograniczane. Każdy czeka sam w osobnym miejscu na swoją scenę, liczba osób przebywających w jednym pomieszczeniu jest limitowana. Wszędzie są też płyny do dezynfekcji, nosi się maseczki, testy się powtarza wielokrotnie. Ale cieszę się, że produkcje ruszają. Bardzo wszyscy na to czekaliśmy.

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
Agnieszka Grochowska jako Laura Goldsztajn w serialu Netflixa „W głębi lasu” / Fot. materiały promocyjne

Agnieszka Grochowska opowiada o serialu „W głębi lasu” i Harlanie Cobenie

O pracy w serialu Netflixa „W głębi lasu”, niezwykłym spotkaniu z Harlanem Cobenem i nieustającym dążeniu w życiu do wolności – wywiad z Agnieszką Grochowską.
Anna Zaleska
10.06.2020

Serial „W głębi lasu” to kolejna produkcja Netflixa rozgrywająca się w Polsce, a zarazem trzeci wspólny projekt z Harlanem Cobenem. Sześcioodcinkowy serial kryminalny zapowiada się na hit. Ciekawie zapętlona akcja, bogate psychologicznie postaci, mroczny klimat, spora doza nostalgii, polskie realia, a do tego świetna obsada, między innymi Agnieszka Grochowska, Grzegorz Damięcki, Jacek Koman, Ewa Skibińska i Arkadiusz Jakubik. Za kamerami też znakomite nazwiska – za reżyserię odpowiadają Leszek Dawid i Bartosz Konopka, za zdjęcia Paweł Flis. Z odtwórczynią głównej roli kobiecej Agnieszką Grochowską rozmawiam dwa dni przed premierą, zapowiadaną na 12 czerwca. Agnieszka gra Laurę Goldsztajn, wykładowczynię uniwersytecką. Wątek jej i prokuratora Kopińskiego (Grzegorz Damięcki) rozgrywa się we współczesnej Polsce. Ich nastoletnie odpowiedniki zagrali Wiktoria Filus i Hubert Miłkowski. Agnieszka wielokrotnie pracowała w międzynarodowych produkcjach, ale po raz pierwszy wystąpiła w serialu Netflixa. Opowiada mi o nietypowym spotkaniu z Harlanem Cobenem, kulisach pracy dla streamingowego giganta i o tym, jak pod wpływem „W głębi lasu” zaczęła wspominać własną młodość i zastanawiać się, czym jest dla niej wolność. Anna Zaleska: Po obejrzeniu pierwszych odcinków „W głębi lasu” jestem pod wrażeniem. Naprawdę świetny serial! Agnieszka Grochowska: Mnie też tak się wydaje. Dobre jest to, że powstał na podstawie konkretnej rzeczy – powieści Harlana Cobena pod tym samym tytułem. A to pisarz, który świetnie zaplata akcję, ciekawie buduje postaci, pogłębia je psychologicznie. Mając taki scenariusz, tak silną bazę, można zawędrować w ciekawe rejony. Polski serial na Netfliksie wg książki Harlana Cobena Dla polskiej ekipy to chyba ekscytujące zagrać w serialu według...

Czytaj dalej
W głębi lasu na Netfliksie
mat. prasowe Netflix

„W głębi lasu”  – rewelacyjny nowy polski serial na Netfliksie!

Adaptacja thrillera Harlana Cobena „W głębi lasu” już od 12 czerwca na Netfliksie. To nowy polski serial oryginalny, która ma szansę podbić też serca zagranicznych widzów!
Sylwia Arlak
08.05.2020

Już 12 czerwca na platformie pojawi się jeszcze jeden polski serial oryginalny. „W głębi lasu” jest adaptacją thrillera Harlana Cobena. To już trzecia współpraca pisarza z Netfliksem, po brytyjskim serialu „The Stranger” oraz hiszpańskim „El Inocente”. Serial opowiada historię warszawskiego prokuratora, Pawła Kopińskiego (w tej roli Grzegorz Damięcki). Chociaż mężczyzna jest już w średnim wieku, to nadal nie może pogodzić się ze stratą siostry (Agnieszka Grochowska), która zaginęła bez śladu podczas letniego obozu 25 lat temu. Sprawa powraca, kiedy policja odnajduje  w lesie szczątki chłopca, najprawdopodobniej tego samego, który zaginął razem z małą Laurą. Kopiński znowu zaczyna wierzyć, że nastąpi przełom w śledztwie i sprawa zostanie rozwiązania. Nie spodziewa się jednak, że podczas wznowionego śledztwa na światło dzienne mogą wyjść  sekrety rodzinne. Obok Agnieszki Grochowskiej i Grzegorza Damięckiego w serialu gra m.in. Adam Ferency, Wiktoria Filus, Dorota Kolak, Jacek Koman, Arkadiusz Jakubik i Cezary Pazura. Sześcioodcinkową produkcję wyreżyserował Leszek Dawid („Jesteś Bogiem”) oraz Bartosz Konopka („Królik po berlińsku”). Autor thrillera, na którego podstawie powstał serial, Harlen Coben to jeden z najpopularniejszych obecnie amerykańskich pisarzy. Jest autorem ponad 30 książek, które przetłumaczono na 43 języki. Łącznie sprzedały się w nakładzie ponad 70 milionów egzemplarzy. 

Czytaj dalej
Harlan Coben, W głębi lasu
Claudio Marinesco/materiały prasowe

Najnowsza książka Harlana Cobena, autora „W głębi lasu” opowiada o byciu ojcem

Harlan Coben to jeden z najpopularniejszych autorów thrillerów. Jego najnowsza powieść „O krok za daleko” jest jeszcze lepsza od bestsellerowego „W głębi lasu”. Pisarz niedawno podpisał z Netfliksem wyłączną umowę na 14 seriali na podstawie jego powieści.
Patrycja Pustkowiak
11.06.2020

Moje powieści biorą się od pytania: a co, gdyby...?” O swoim nowym thrillerze „O krok za daleko”,  a także współpracy z Netfliksem i polskim serialu „W głębi lasu” na podstawie jego powieści opowiada twórca bestsellerów Harlan Coben. Patrycja Pustkowiak: O krok za daleko”, pana nowy thriller, to historia o powikłanych relacjach między ojcem a córką, która wplątała się w podejrzaną sytuację. Chciał pan opowiedzieć o cenie bycia rodzicem? Harlan Coben: To właśnie najbardziej interesowało mnie przy pisaniu powieści. Zadaję w niej wiele pytań na temat rodzicielstwa, miłości do dzieci i tego, jak daleko możemy się posunąć, by je chronić. Paige, bohaterka książki, córka Simona, znika w tajemniczych okolicznościach. To u pana stały motyw. Dlaczego woli pan opowiadać o zniknięciu, nie o morderstwie? Kiedy stawiasz na morderstwo, po prostu rozwiązujesz zagadkę zbrodni. W takiej sytuacji sprawiedliwość może zatriumfować, ale śmierć bohaterki czy bohatera pozostaje nieodwracalna. Kiedy ktoś znika, jest możliwość pełnego odkupienia, bo istnieje nadzieja.  A ja uwielbiam pisać o nadziei. Ona może być czymś najwspanialszym, choć i najokrutniejszym w świecie. Fascynuje mnie badanie tego tematu. W książce pojawia się wiele tropów związanych z rozwojem nauki czy technologią. Czemu tak interesuje pana współczesność? Przeszłość jest mniej ciekawa? Piszę powieści współczesne, a to oznacza, że muszę podjąć jakąś refleksję nad współczesnością, nie ma innego wyjścia moim zdaniem. Dlatego piszę o internecie, wiralach, uzależnieniu od narkotyków. Bardzo lubię pisać o wszystkich współczesnych udogodnieniach, gadżetach, jakimi jesteśmy otoczeni, ale być może już tego nie zauważamy. Harlan Coben: autor ponad 30...

Czytaj dalej