Kim jest Elena Ferrante? W „Genialnej przyjaciółce” ukryła siebie
mat. prasowe

Kim jest Elena Ferrante? W „Genialnej przyjaciółce” ukryła siebie

Kim jest Elena Ferrante, autorka, „Genialnej przyjaciółki” jednego z najsłynniejszych bestsellerów naszych czasów – historii dwóch zaprzyjaźnionych i rywalizujących ze sobą dziewczynek? Dlaczego konsekwentnie ukrywa swoją tożsamość?
Magdalena Żakowska
07.06.2020

Elena Ferrante stworzyła dzieło bez precedensu – babskie czytadło, które krytycy okrzyknęli perłą literatury wysokiej. Ciągnąca się przez cztery tomy historia przyjaźni dwóch kobiet na tle zmieniającej się panoramy społecznej i politycznej Włoch to współczesna, feministyczna wersja „Sagi rodu Forsyte’ów” czy bliższych nam „Nocy i dni” Marii Dąbrowskiej.

„Genialna przyjaciółka” dotyczy spraw fundamentalnych: miłości, przyjaźni, zdrady, ale nie ma w niej nic z sielanki. Książki Ferrante magnetyzują i wciągają, a jednocześnie jej proza pozbawiona jest złudzeń, co do natury świata i ludzi. I choć dominuje w niej mrok, to nie pozbawia czytelnika nadziei. Ferrante czytają sekretarki i kandydatki na prezydentki (Hillary Clinton). Jej powieści zostały wydane w 40 krajach, w samej wersji angielskiej nakład przekroczył już 3 mln egzemplarzy. Brytyjska stacja BBC zaliczyła dzieła Ferrante do 20 najważniejszych książek XXI wieku, a amerykański pisarz Jonathan Franzen mówi o neapolitańskim cyklu, że żałuje, że to nie on go napisał. 

Elena Ferrante: najbardziej tajemnicza pisarka naszych czasów

W ciągu dwóch lat od momentu ogłoszenia przez HBO decyzji o ekranizacji czterech tomów powieści Elena Ferrante i reżyser Saverio Costanzo wymieniali regularne maile dotyczące szczegółów scenariusza i samej produkcji. Nigdy się nie spotkali. „To było jak praca z duchem” – mówi reżyser. Chociaż wiedział, że Elena Ferrante to pseudonim, pod którym ukrywa się autorka, a jej prawdziwa tożsamość do dziś pozostaje nieznana, liczył, że ze względu na bliską współpracę, która ich czekała, pisarka zdecyduje się z nim spotkać. Na próżno.

„Nie ma nic złego w tym, że reżyser, mężczyzna, chce nakręcić serial na podstawie moich książek – pisała w felietonie dla dziennika „The Guardian”. – Ale nawet gdyby miał swoją silnie zdefiniowaną wizję, prosiłabym go o uszanowanie mojej. To on wchodzi do klatki mojej historii i nie pozwolę, by ją z tej klatki wyciągnął”. Brzmi to groźnie, ale Saverio Costanzo podkreśla w wywiadach, że współpraca z Eleną Ferrante przebiegała bezboleśnie i twórczo. Autorka drogą mailową nadzorowała casting do serialu – wspólnie z reżyserem przesłuchała 9 tysięcy dzieci i 500 dorosłych do ról w pierwszym sezonie sagi. „Szukajcie dziewcząt ze smutkiem i odrobiną zepsucia w oczach” – pisała do Costanza. 

Pierwszy sezon serialu „Genialna przyjaciółka” to ekranizacja pierwszej części tetralogii. W sumie powstaną 32 odcinki, a pokazane zostaną w czterech seriach. Na początku Elenę i Lilę zagrają debiutantki – Elisa del Genio i Ludovica Nasti, a w rolę nastolatek wcielą się Margherita Mazzucco i Gaia Girace. 

W drugim odcinku „Genialnej przyjaciółki”, tuż po tym, jak Elena została brutalnie pobita przez ojca za ucieczkę ze szkoły, jest jedna z najbardziej wymownych scen serialu: Elena i Lila stoją w oknach na przeciwległych krańcach podwórka i patrzą na siebie. Przestrzeń, która je dzieli, jest ciężka od bólu, niesprawiedliwości, samotności, ale przyjaciółki są w tym razem.

Później wielokrotnie się rozejdą. Będą się kochać, nienawidzić, będą ze sobą konkurować, zwalczać się nawzajem, mścić i wspierać. Ale jedna zawsze będzie towarzyszyła drugiej, nawet wtedy, kiedy będzie je dzieliła trudna do pokonania przestrzeń. Ten silny związek między bohaterkami – czasem piękny, czasem przykry i budzący w obserwatorze dyskomfort – to właśnie trzon dzieła Ferrante.

Bohaterki „Genialnej przyjaciółki” – córki, matki, kochanki

Elena i Lila znają się od dziecka. Współzawodniczą ze sobą w szkole, bawią się razem lalkami na podwórku, składają się na swoją pierwszą książkę – „Małe kobietki” Louisy May Alcott – i wspólnie ją czytają z charakterystyczną dla dziewczynek afektacją. Elena jest miła i pracowita, zajdzie w życiu wysoko. 

Lila jest nieprzyjemna, mroczna i niestabilna emocjonalnie. W jednej chwili potrafi pójść za przyjaciółką w ogień, by w drugiej dotkliwie ją zranić. Ale ran jest więcej niż dowodów przywiązania. Lila, choć zdolniejsza od Eleny, po szkole podstawowej nie kontynuuje nauki – rodzice zmuszają ją do pracy w zakładzie szewskim. W wieku 16 lat wychodzi za mąż. Rodzice Eleny zgadzają się na gimnazjum, a potem liceum. Dzięki świetnym wynikom w nauce Elena dostaje stypendium w szkole wyższej w Pizie. Drogi dziewczynek rozchodzą się, aby za chwilę się połączyć. I tak przez całe życie. Kiedy 66-letnia Lila znika bez uprzedzenia wraz ze wszystkim, co posiadała (a było tego niewiele), i próbuje zatrzeć wszelkie ślady swojego istnienia, Elena postanawia napisać powieść o ich długim i trudnym związku. 

Niezwykły jest sposób, w jaki Elena Ferrante pisze o macierzyństwie. W literaturze współczesnej panuje irytująca tendencja do traktowania dzieci jako przeszkód w kreatywności ich matek – zupełnie tak, jakby dziecko kradło matce nie tylko czas i energię, ale także myśli. U Ferrante jest inaczej – dla niej macierzyństwo może być doświadczeniem sprzyjającym rozwojowi i twórczości, nawet jeśli jest „męczące i uciążliwe”. Lila odnajduje w macierzyństwie sposób na wyrażenie tłumionych twórczych aspiracji, a największy sukces zawodowy Eleny przychodzi po tym, jak zostaje matką. „Kobiety nigdy nie powinny rezygnować z reprodukcji w imię produkcji lub odwrotnie. Ja też byłam taką matką jak Lila – przerażoną i pozbawioną środków do życia – a później taką matką jak Elena – zamożną, z poczuciem bezpieczeństwa. Ale niezależnie od tego, w którym momencie życia byłam, nigdy nie zapominałam o sobie i nie rezygnowałam z siebie – napisała Ferrante. – Boję się matek, które poświęcają życie dzieciom. Boję się matek, które całkowicie się podporządkowują dzieciom i żyją tylko dla nich, które ukrywają trudności macierzyństwa i udają, że same są matkami doskonałymi. Ale też muszę szczerze przyznać, że bałam się poświęcić moje życie dzieciom”.

Kim jest Elana Ferrante?

Jest najbardziej tajemniczą pisarką XXI wieku. Czytelnicy, dziennikarze śledczy, krytycy literaccy z odkrycia jej prawdziwej tożsamości uczynili misję. „Książki, które zostały napisane, nie potrzebują już autorów” – odpowiada konsekwentnie kobieta (bo żaden mężczyzna nie potrafiłby tak przenikliwie pisać o kobietach!) kryjąca się pod pseudonimem Elena Ferrante. 

Media wielokrotnie ogłaszały, że wpadły na jej trop – Eleną Ferrante było już kilka pisarek, tłumaczek, kilku pisarzy, a nawet literackie kolektywy. Ale prawdziwych tropów znaleziono niewiele. „Nie wychowałam się w zamożnej rodzinie. Wspinanie się po drabinie społecznej przychodziło mi z trudem. Czuję się winna wobec tych, których zostawiłam za sobą. Wiem też, że nie da się wymazać swojego pochodzenia, niezależnie od tego, czy spotyka nas awans społeczny, czy deklasacja” – napisała w jednym z niewielu wywiadów. Z listy skreślono więc autorki pochodzące z wyższej klasy średniej. 

Badacze porównywali powieści Eleny Ferrante z dziełami włoskiej literatury, wykorzystując analizę stylometryczną (metoda analizy dzieła dla ustalenia statystycznej charakterystyki stylu autora). Doszli do wniosku, że autorem „Genialnej przyjaciółki” jest pisarz Domenico Starnone. 

Ferrante w jednym z rzadkich mailowych wywiadów wyraziła podziw dla jego książek. I dodała dwuznacznie: „Jestem pewna, że rozumie motywy, dla których się nie ujawniam”. Kilka lat później dziennikarz śledczy Claudio Gatti użył wykradzionych z wydawnictwa sprawozdań finansowych, by wskazać kogoś innego – włoską tłumaczkę Anitę Raję. Urodzona w 1953 roku w Neapolu, pracowała jako konsultantka i tłumaczka w wydawnictwie, które później zajęło się wydawaniem książek Ferrante. Ze skromnie żyjącej tłumaczki stała się z dnia na dzień posiadaczką 11-pokojowego apartamentu w centrum Rzymu. A kto jest jej mężem? Nikt inny, jak wspomniany już Domenico Starnone! Oboje jednak zaprzeczają, by mieli cokolwiek wspólnego z Eleną Ferrante.

„Zostawcie mnie w spokoju”

Ale dlaczego właściwie tak bardzo pragniemy zdekonspirować autorkę neapolitańskich powieści? Dlaczego chcemy znać jej prawdziwe nazwisko, wiedzieć, jak wygląda, z kim dzieli życie, czy ma konto na Facebooku? Czy to „intelektualne wścibstwo” wynika z tego, że chcielibyśmy porównać jej prawdziwe życie do tego opisanego w powieściach? Sprawdzić, na ile literacka Elena odpowiada tej prawdziwej? Ale po co? W świecie, w którym w zasadzie nie ma już żadnych tajemnic, w którym co chwila wyciekają najtajniejsze z tajnych dokumentów, w którym osoby publiczne nagrywają swoje prywatne rozmowy, a następnie udostępniają je mediom, dobrze jest mieć choć jedną niewiadomą. Przecież tropienie tajemniczej pisarki już samo w sobie nosi posmak literatury i przenosi nas w nierzeczywisty wymiar. 

Filozof Michel Foucault twierdził, że anonimowość literacka nie jest niczym więcej, jak zaproszeniem do rozwiązania zagadki. Ale anonimowość literacka w wersji Eleny Ferrante nie jest łamigłówką, tylko konsekwentną strategią. Autorka nie chce być obnażona, nie życzy sobie, abyśmy analizowali jej życie poprzez twórczość. Ukryła ślady prawdziwego życia w skomplikowanej fikcji swoich powieści i poprosiła nas, czytelniczki, abyśmy pomogły podtrzymać to „zaklęcie”. Jesteśmy zobowiązane uszanować tę prośbę i cieszyć się tym, że w świecie tak dosłownym jak dzisiejszy jesteśmy uczestniczkami narodzin literackiego mitu pozbawionego realiów czasu i przestrzeni. Nie było dotąd pisarza, który cieszyłby się taką mocą.

Elana Ferrante, Genialna przyjaciółka
mat. prasowe
Autorka „Genialnej przyjaciółki” przyznaje, że pod postacią Eleny (z lewej) ukryła siebie. W mailach do reżysera serialu pisała: „Do głównych ról szukajcie dziewcząt ze smutkiem i odrobiną zepsucia w oczach”.

 

Elana Ferrante, Genialna przyjaciółka
mat. prasowe
Elena i Lila, bohaterki serialu nakręconego na podstawie słynnej powieści Eleny Ferrante „Genialna przyjaciółka”. Dziewczynki, które zagrały ich role, wybrano spośród 9 tysięcy kandydatek.

***

Tekst o Elenie Ferrante ukazał się w „Urodzie Życia” 1/2019

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
Katarzyna Bonda
fot. Magdalena Łuniewska/Buku Team

Katarzyna Bonda: „Każda samotna matka w jakimś stopniu jest wojowniczką”

Odniosła zawodowy sukces, jej córka powoli dorasta, a ona na nowo uwierzyła w miłość. „Teraz mogę sobie odpuścić, odłożyć broń, wyrzucić wszystkie ukryte sztylety”, mówi królowa polskiego kryminału.
Marta Strzelecka
28.05.2020

Jest jedną z najpoczytniejszych i najlepiej rozpoznawalnych polskich pisarek. Znaki szczególne? Długie blond włosy i sukienki – zawsze o tym samym kroju. Jednak to nie wygląd sprawił, że jest uznawana za królową polskiego kryminału . Tylko talent, wytrwałość i wyjątkowa odwaga, którą pisarka skromnie nazywa „niefrasobliwością”. Chociaż w swoich książkach kryminalnych Katarzyna Bonda pisze o przemocy, bólu i zbrodniach, to praca nad pierwszym romansem okazała się na tyle niebezpieczna (dosłownie – pisarce grożono) i obciążająca emocjonalnie, że nie mogła jej skończyć przez kilkanaście lat. „Zorientowałam się, że opowiadanie o miłości sprawia mi trudność”, przyznaje Bonda. Pierwsza część trylogii romantycznej „Miłość leczy rany”, ukazała się wreszcie pod koniec 2019, a autorka zadedykowała ją byłemu partnerowi, który – jak mówi – przywrócił jej wiarę w miłość. Teraz Katarzyna Bonda wraca do kryminalnych korzeni i razem z psychologiem sądowym Bogdanem Lachem napisała reportaż „Motyw ukryty. Zbrodnie, sprawcy i ich ofiary. Z archiwum profilera”.   Marta Strzelecka: W tym słonecznym mieszkaniu pisze pani o zbrodniach? Katarzyna Bonda: Mieszkam tu od niedawna, od ponad roku. I tak się składa, że właśnie tu skończyłam pracować nad moją pierwszą książką o miłości. Najwięcej słońca wpada do gabinetu, jest w nim naprawdę jasno. Kiedy weszłam do tego mieszkania po raz pierwszy, poczułam się jak w domu. Wcześniej żyłyśmy z córką w mniejszej przestrzeni, wszystko w jednym pokoju, wszędzie książki. Pisałam w nocy, siadałam przy biurku, kiedy dziecko zasypiało. Teraz ma swój pokój. Nie ma tu pokoju dla męża? Nie ma, ale nie wykluczam. Wystarczy tylko zmienić aranżację wnętrza. Wierzę w miłość....

Czytaj dalej
Krystyna Mirek / Fot. Radosław Kaźmierczak

Krystyna Mirek: Nie odkładam życia na później

„Gdybym napisała książkę o swojej historii, mało kto by uwierzył, że to naprawdę się wydarzyło. Nauczycielka z małej miejscowości rzuca pracę i spełnia marzenie, zostaje pisarką? Niemożliwe! A jednak” – mówi Krystyna Mirek, pisarka, autorka 24 bestsellerów.
Anna Zaleska
05.06.2020

Krystyna Mirek to polska pisarka, autorka książek obyczajowych, mama czwórki dzieci (trzech dorastających córek i jednego chłopca). Na koncie ma ponad 20 powieści obyczajowych, w których porusza współczesne problemy, ale które zawsze niosą pozytywne przesłanie – że warto walczyć o miłość, rodzinę i marzenia. Najnowsza „Inni mają lepiej” (Wydawnictwo Edipresse) to opowieść o trzech kobietach. Zuza samotnie wychowuje córeczkę i opiekuje się chorym ojcem. Jagoda jest trenerką rozwoju osobistego, ma szczęśliwy dom, męża, z którym łączy ją prawdziwa bliskość, i wspaniałych synów. Natalia cierpi, bo w jej małżeństwie coraz mniej jest uczucia. Każda z nich patrzy na przyjaciółki i jest przekonana, że są szczęśliwsze iż ona. Okazuje się jednak, że pozory mylą. Krystyna Mirek jak zawsze napisała książkę, w której wiele czytelniczek może odnaleźć fragmenty własnych historii. Anna Zaleska: Czy to przypadek, że pierwszą książkę napisała pani w wieku czterdziestu lat, czy plan na życie? Krystyna Mirek: To nie przypadek. Czterdziestka to był dla mnie ważny moment. Z jakiegoś powodu wystraszyłam się, że jeśli nie zdążę zostać pisarką do tego momentu, to już nigdy się nie uda. Dziś wiem już, że po czterdziestce też jest życie. Ten impuls dał mi jednak siłę. Długo marzyłam, by zmienić zawód, ale brakowało mi odwagi, czasu, możliwości. Byłam wtedy mamą trójki dzieci, uczyłam w szkole na pełny etat, żyłam w sporym pośpiechu i zmęczeniu. Tak jak żyje wiele kobiet. Rano – wieczór, rano – wieczór, poniedziałek – piątek, poniedziałek – piątek, Boże Narodzenie – Wielkanoc, Boże Narodzenie – Wielkanoc. Lata szybko mijały wśród licznych obowiązków i wyzwań. Dużym szokiem było uświadomienie...

Czytaj dalej