Kayah o aborcji: „To nasze prawo, a nie fanaberia”. Mery Spolsky: „Nie chcę stąd wyjeżdżać”
Piotr Porebsky/Makata

Kayah o aborcji: „To nasze prawo, a nie fanaberia”. Mery Spolsky: „Nie chcę stąd wyjeżdżać”

Kayah i Mery Spolsky w rozmowie o rodzinie, kobiecym siostrzeństwie i kobiecych problemach, o których trzeba mówić głośno.
Sylwia Niemczyk
29.01.2021

Swoją piosenką „Królestwo Kobiet” rozbiły bank – kobiety pokochały ją od pierwszego usłyszenia, do tego „Królestwo…” wyszło na ulicę i stało się jednym z hymnów strajkujących Polek.

Sylwia Niemczyk: Chodzicie na protesty kobiet?

Mery Spolsky: Oczywiście. Jesienią nawet jednego dnia byłyśmy razem. 

Kayah: Wychodzę z założenia: nic o  nas bez nas. 100 lat temu nasze prababki wywalczyły prawa obywatelskie, nie po to, byśmy dziś pozwalały je sobie odbierać. Wierzę, że kreujemy swoją rzeczywistość. Mamy na nią wpływ na znacznie subtelniejszych poziomach niż ulica. Kiedy jednak patriarchat przekracza granice i nie jest skłonny do dialogu, trzeba się przenieść na czynne protesty. Przekraczaniem granic nie tylko nazywam odbieranie nam praw, ale tę pogardę wobec kobiet, którą każda z nas odczuwa od dłuższego czasu. Niewiarygodne, że w XXI wieku wciąż musimy udowadniać swoją wartość, walczyć o  równe wynagrodzenie. Jak to się mówi, kobieta musi być dwa razy lepsza niż mężczyzna, żeby była uznana za w  połowie tak dobrą, jak on. Chcę przeżyć życie dobrze, wykorzystać potencjał, a  moim potencjałem jest też mój głośny głos, bo jestem osobą publiczną, zatem zamierzam go wykorzystać w obronie wartości, w które wierzę. Kiedy zarzucają mi, że jestem artystką i powinnam otwierać usta tylko w  piosence, oponuję. Jestem obywatelką z pełnym prawem zarówno do wyrażania sprzeciwu, jak i akceptu, do godnego życia w swoim kraju. Przede wszystkim jestem Polką.

MS: Według mnie to, co możemy zrobić najlepszego, to się angażować. Wiadomo, że jedną piosenką czy postem nie zmieni się tego świata, ale się przynajmniej dołoży małą cegiełkę. 

K: Zgadzam się w pełni! Jest takie zdanie, że jedenaste przykazanie powinno brzmieć: „Nie bądźcie obojętni”, bo jeśli obojętnie przyglądamy się złu czy krzywdzie, to przykładamy rękę do tego zła i krzywdy. Jesteśmy za to odpowiedzialni na równi z oprawcą. 

Czytaj także: Magda Umer: „Gdyby jakaś kobieta zapytała mnie, czy ma urodzić śmiertelnie chore dziecko, nie umiałabym jej odpowiedzieć”

Pamiętam, jak w swojej pierwszej ciąży nuciłam do brzucha twoje: „Córeczko, wolałabym, żebyś była chłopcem”.

K: Dzisiaj już bym tak nie zaśpiewała. Dojrzałam. Świat nie jest czarno-biały. Ale wciąż jestem dumna z  tamtej piosenki: to był 1988 rok, byłam smarkulą nieświadomą prawie niczego, a podjęłam temat, który towarzyszy mi do dzisiaj. Wbrew temu, co czasem słyszę od nieżyczliwych, nie jest to wcale temat walki płci, ale niezależności, podmiotowości i  solidarności kobiet. Po „Córeczko” były „Supermenka” i „Testosteron”, a teraz duety: „Ramię w ramię” z Viki Gabor i  „Królestwo Kobiet” z Mery. Bo darzę kobiety siostrzanym uczuciem.

Sama słyszałam, jak „Królestwo…” rozbrzmiewało na jesiennych manifestacjach. 

K: I dla mnie, i myślę, że też dla Marysi to było bardzo ciekawe doświadczenie. Piosenkę zrobiłyśmy na potrzeby promocji serialu o tym samym tytule –  miała oczywiście pokazywać, że kobiety, gdy mogą na siebie liczyć, to mają moc. Pierwotnie miała być zabawą, ale nasze przekonania sprawiły, że nabrała mocy manifestu. Miesiąc po premierze zyskała zupełnie inny wydźwięk! Zaczęła żyć własnym życiem i rzeczywiście z utworu o kobiecej sile stała się protest songiem. Dziewczyny pisały wersy z „Królestwa Kobiet” na kartonach, unosiły nad głowę:

„Nam niepotrzebny żaden król /
bo i tak jesteśmy cool/
moje motto: być na złoto/
i nie dawać się idiotom”.

Dla mnie osobiście to był zaszczyt. Mery, która napisała prawie całą piosenkę, ma pełne prawo, by pękać z dumy. 

MS: Była duma, ale i wielkie wzruszenie. Widziałam, że „Królestwo Kobiet” dawało dziewczynom siłę do walki o  swoje prawa. Zawsze miałam naturę wojowniczki: jak coś myślę i czuję, to mówię o tym głośno. 

Książę Karol nawet po rozwodzie chciał mieć ostatnie zdanie

Kayah: Artyści powinni głośno mówić to, co myślą

Tak jak to było na ostatnim festiwalu w Opolu, gdzie wsparłaś społeczność LGBT+. Powiedziałaś przed występem: „Miłość zasługuje na równość i nieważne, czy dziewczyna z dziewczyną, czy chłopak z chłopakiem, chłopak z dziewczyną”.

MS: Wsparłam miłość, do której każdy ma prawo. Poprosiłam, żebyśmy wszyscy się szanowali nawzajem. Dla mnie to było ważne, aby zrobić to na scenie w Opolu, bo mam do niej sentyment. Debiutowałam na niej pięć lat temu, poza tym w moim domu panował kult Opola, tata w latach 90. grał tam w  orkiestrze. Chciałam właśnie tam powiedzieć, co myślę o tym, co dzieje się w naszym kraju. Moje słowa o miłości i szacunku to nie był spontaniczny wyskok. Tylko z tego powodu zgodziłam się tam wystąpić. Dostałam potem setki wiadomości z podziękowaniami. 

K: Artyści powinni głośno i odważnie mówić, co myślą, bo mają szansę zmieniać realnie myślenie wielu innych ludzi. Inspirować. Nawet jeśli narażą się na ostracyzm. W ubiegłym roku w lecie zaproszono mnie na Telewizyjny Festiwal Weselnych Przebojów. Zupełnie nie moja poetyka, ale pomyślałam, że mogę ten występ przekuć w coś pożytecznego. To był sierpień, czas strasznych ataków na osoby LGBTQ, więc postanowiłam zabrać głos. Wymyśliłam sobie kostium: połowa to była suknia panny młodej, druga –  strój pana młodego. Nie mogłam tylko nigdzie znaleźć tęczowej poszetki, ale włożyłam do kieszonki skarpetkę w tęczowe paski i też było dobrze! (śmiech) I po piosence – oczywiście „Prawy do lewego” – powiedziałam, że mam nadzieję, że przyjdą takie czasy, kiedy wszyscy, którzy się kochają, będą mogli bawić się na swoim weselu. Nic wielkiego, żadne bohaterstwo, ale bardzo się cieszyłam, że to powiedziałam, że skorzystałam z  okazji. A wracając do występu Mery w  Opolu: uważam, że to była bardzo ważna rzecz. Ja to jestem stara wyga, ludzie od lat wiedzą, co myślę, ale Mery to głos młodego pokolenia.

Kayah i Mery Spolsky
Piotr Porebsky/Makata

W ostatnich protestach nie chodzi tylko o kobiecą solidarność czy prawa LGBTQ, ale głównie o dostęp do legalnej aborcji. Jakie jest wasze zdanie na ten temat? 

K: Dostęp do legalnej i bezpiecznej aborcji jest naszym prawem. Cywilizacyjnym. Prawem, a nie fanaberią. Odpowiedzialność za poczęcie leży po obu stronach, a to kobieta, jak widać, ponosi większość konsekwencji. To nigdy nie jest łatwa decyzja, to nie jest pójście na bal. Nie zgadzam się na to krzywdzące myślenie, że kobiety, które protestują przeciwko ograniczeniu prawa do legalnej aborcji, to latawice, które będą usuwać ciążę na klaśnięcie w dłonie, bo mają plany na wakacje. To dla wielu kobiet traumatyczne doświadczenie, kładące się długim cieniem na reszcie życia. Tak, jak tragiczna jest często rzeczywistość rodzin z niepełnosprawnymi dziećmi, których nie chroni państwo. 

To osobny temat, ale bardzo bolesny. Zakazując aborcji, wcale nie zmniejszymy liczby. Spowodujemy, że zabiegi zejdą do podziemia, narażając życie wielu kobiet, stworzy się nietransparentny czarny rynek. Niektórzy zapomnieli, że w protestach Strajku Kobiet nie chodzi o to, żeby wykrzyczeć wulgaryzmy, ale o  ból, cierpienie, to było wołanie o godność wielu kobiet. Mam 53 lata, więc problem dostępności aborcji mnie osobiście raczej nie dotyczy, natomiast cały czas dotyczy mnie przyszłość kobiet i  przyszłość tego kraju. Chciałabym, żeby to był kraj, w  którym się dyskutuje i znajduje wspólnie rozwiązania. A nie eskaluje konflikty. Szczególnie w tak niestabilnym i dziwnym momencie.

MS: Ja w przeciwieństwie do Kasi, czuję, że protestuję nie tylko w imieniu innych kobiet, ale też jak najbardziej w swojej sprawie. To mnie bardzo dotyczy. Nie wyszłam na ulicę dlatego, że „coś się działo” i można było sobie fajne zdjęcie wrzucić na Instagram. Wyszłam, bo poczułam nie tylko zdenerwowanie, ale też duży niepokój. Chciałabym mieć prawo wolnego wyboru i odczuwam strach przed tym, że się nam tę wolność odbiera.

K: Wydaje mi się, że cała kobieca złość jest wynikiem wielu czynników. To ograniczone zaufanie do działań rządu, Trybunału Konstytucyjnego, jego praworządności i prawomocy, ale i faktu, że decydują za nas mężczyźni i  Kościół. Który powinien być osobistym wyborem, a nie nałożonym jarzmem. To się kłóci z samą koncepcją wiary, sacrum korespondującym z sumieniem każdego z nas. Jestem za państwem świeckim. Czas zaprzestać używania religii w celach politycznych, zaprzestać działań szowinistycznych i dyskryminujących. To prowadzi do wielkiego kryzysu Kościoła.

Czytaj także: Ola Petrus: „Jestem niepełnosprawna i jestem za aborcją. Moja mama miała wybór”

Określacie się jako feministki?

K: Wiele lat temu zostałam o to zapytana i  pamiętam swoją odpowiedź: „Nie jestem, ale wspieram”. Dzisiaj, gdybym tak odpowiedziała, straciłabym szacunek do siebie. Wtedy nie rozumiałam do końca, co to słowo znaczy. Być feministką to mieć wizję siebie, stawiać granice, umieć być niezależną i  świadomą praw. 

Wiele lat temu przerosło mnie zjawisko, z jakim się zetknęłam – z fanatycznym, radykalnym odłamem feminizmu, który wtedy mnie przeraził, bo był wykluczający nie tylko dla drugiej płci, ale też dla kobiet, które myślą trochę inaczej, mniej skrajnie. Dziś rozumiem, że prawa kobiet to nie jest płaszczyzna na kompromisy. „Mężczyznom ich prawa – nic więcej. Kobietom ich prawa – nic mniej”. Zresztą świadomi, współcześni mężczyźni są feministami. Ale z drugiej strony szowinistyczny tekst: „Miejsce kobiety jest w  kuchni” nie jest w stanie odebrać mi przyjemności pichcenia dla ukochanego mężczyzny, kiedy mam na to ochotę. Ale podkreślam: to są moje wybory, a nie za ciasne buty tradycji czy przekonań rodem z ciemnogrodu.

MS: Od zawsze myślałam o sobie jako o feministce, ale wiem, że to słowo ma nawet wśród kobiet różne definicje. Kiedyś, wiele lat temu, śpiewałam na jakiejś imprezie feministycznej i czułam, że nie do końca byłam tam akceptowana. Na pewno niektórym dziewczynom nie podobało się to, że noszę trochę większy dekolt, że eksponuję swoją kobiecość. A  ja jestem jak najbardziej feministką, tyle że na swoją modłę. Słychać to w  moich piosenkach, w których podkreślam, że „każda dziewczyna ma wierzyć w  siebie”.

K: Wiesz, dużo zależy też od kontekstu, sytuacji. Gdybyś teraz, kiedy w moim kraju wrze, zapytała mnie, czy jestem Polką, to bez wahania odpowiem, że oczywiście, tak, w stu procentach. Ale gdybyś zapytała mnie o to niecały rok temu, kiedy wszyscy patrzyliśmy ze zgrozą, jak płonie Australia, to bym odpowiedziała, że przede wszystkim jestem człowiekiem żyjącym na Ziemi. 

Kayah: „Kocham Polskę i przez to śpię niespokojnie”

Doradziłabyś Mery: „Wyjeżdżaj do Londynu, rób tam karierę?”.

K: Doradziłabym, żeby nie bała się robić tego, o czym marzy. Nie ma nic gorszego, niż nie skosztować najsłodszych owoców, tylko dlatego, że nie miało się odwagi potrząsnąć drzewem. I tak, oczywiście, że powiem, żeby jeździła po świecie. Ale bardzo, bardzo bym nie chciała być zmuszona do powiedzenia: „Dobrze ci radzę, wyjedź na stałe” to dla mnie równoważne z banicją i  stratą, nawet jeśli życie zaowocuje dużą światową przygodą.

W każdej kwestii powinniśmy mieć wybór. Podróżuję, jestem głodna przygód, ale nie uciekam z  własnego kraju, bo nie da się w nim już żyć. Miałam wiele razy okazję, by ułożyć sobie życie za granicą. Ale chyba jestem lokalną patriotką. Kocham Warszawę, myślę o niej z ogromną czułością. I tak samo myślę o Polsce. I  ta miłość sprawia, że śpię niespokojnie, że czuję lęk, patrząc na mojego syna, na Mery, innych młodych ludzi. W jakim kraju oni będą wychowywać swoje dzieci? Chciałabym bardzo, żeby to był kraj bezpieczny, mądry i oparty na szacunku do innych.

Zastanawiam się nad słowem tolerancja. Jest niewystarczające. Tolerancja to zgoda na istnienie innych koncepcji, ale brak asymilacji. Akceptacja jest właściwsza, bo w  moim mniemaniu zakłada współpracę i  współistnienie na równych warunkach. Nie znoszę idei nacjonalizmu. Nacjonalizm i patriotyzm to są zupełnie inne rzeczy. Patriotyzmem nie jest chuligański pochód 11 listopada, bicie rodaków, wandalizm. Moim patriotyzmem jest godne reprezentowanie mojego kraju za granicą, dbanie o  porządek w lesie i  o  przyszłe pokolenia. To interesowanie się polityką i aktywność obywatelska. To dobre słowo dla sąsiada.

Mery, a co ty na to? Myślisz czasem o tym, by wyjechać, spróbować gdzieś indziej? Czy tak jak Kayah myślisz: banicja?

MS: Dużo znaków na niebie świadczyło o tym, że wyjadę. Kończyłam szkołę niemieckojęzyczną z maturą niemiecką, potem poszłam na amerykanistykę, mnóstwo moich znajomych mieszka teraz w Berlinie, w Londynie. Ale ja cały czas czułam, że chcę być tutaj. Nie jestem patriotką w tradycyjnym sensie, ale jestem stąd, chcę tutaj mieszkać, pisać po polsku, śpiewać o polskich sprawach. Zobaczymy, co powiem za kilka lat, ale na razie jest właśnie tak. 

K: Dla mnie to wspaniałe, że dzisiaj młodzi artyści mogą być obywatelami świata. Pochodzę z takiego pokolenia, które jeszcze nie miało paszportów. Chcąc odwiedzić mojego ojca w  Wiedniu, musiałam pisać podania – i  wiele razy w odpowiedzi dostawałam odmowy. A kiedy wreszcie dostałam paszport, to te moje pierwsze wyjazdy były okupione wielkimi kompleksami. Pakowałam do walizki najlepsze ciuchy, jakie miałam, a okazywało się, że i tak wyglądam jak uboga krewna. Przy pewnych siebie, świetnie ubranych, modnie umalowanych dziewczynach czułam się jak gąska z prowincji. Oczywiście było to subiektywne, lecz bardzo bolesne. 

Tata nie był zbyt hojny, dostawałam od niego jakieś szylingi na drobne wydatki, oczywiście wszystko przeznaczałam na prezenty dla rodziny w Polsce. Na niewiele było mnie stać, a nie chciałam żadnej z ciotek pominąć, w kraju rarytasem były rajstopy, więc pamiętam, jak w supermarkecie szukałam w koszu tych najtańszych, podczas gdy co chwila z głośnika padało jakieś wezwanie kasjerki do kasy, ale po niemiecku, którego wtedy nie znałam. I pamiętam, że co wyciągałam ręce po te rajstopy, to momentalnie je cofałam, bo byłam przekonana, że w głośnikach mówią o  mnie: „Uwaga, uwaga, tam stoi Polka i  na pewno chce ukraść rajstopy!”. 

Bardzo długo mi zajęło, zanim poczułam się pełnowartościową i pełnoprawną Europejką. Nie chciałabym, żeby mi ktoś to poczucie zabrał, dlatego z przerażeniem patrzę na niefrasobliwość pewnych wypowiedzi m.in. w Parlamencie Europejskim. Oczywiście żadne takie działanie nie jest w stanie wpłynąć na moją tożsamość, ale może nas wszystkich cofnąć do mrocznych czasów, które jako urodzona w końcu lat 60. dobrze pamiętam.

(…)

Cały wywiad z Kayah i Mery Spolsky znajdziecie w „Urodzie Życia” 1/2021

Zdjęcia: Piotr Porebsky/Makata
Stylizacja: Jan Kryszczak/Art Faces
Makijaż: Ewa Gil 
Fryzury: Paweł Wrótniak
Scenografia: Dorota Boruń
Produkcja: Paulina Aleksiejuk-Lewandowska, Marianna Sosnowska
 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
Magdalena Umer
Jacek Poremba

Magda Umer: „Gdyby jakaś kobieta zapytała mnie, czy ma urodzić śmiertelnie chore dziecko, nie umiałabym odpowiedzieć”

Miałam brata chorego na zanik mięśni. Miał 14 lat, kiedy zmarł. Ciężko pojąć komuś, kto tego nie doświadczył, ogrom takiej tragedii. Ale też ciężko wytłumaczyć, jakie to szczęście, że mogłam poznać mojego brata, że mogłam z nim być – mówi pieśniarka i poetka.
Magdalena Żakowska
30.10.2020

Poetka, pieśniarka, scenarzystka, reżyserka, autorka recitali i programów telewizyjnych. Rzadko udziela wywiadów, rzadko zabiera głos w sprawach publicznych. Kiedy do niej napisałam z prośbą o rozmowę, odpisała „Strasznie nie chcę być taką osobą, która wypowiada się na każdy temat. Ale ten temat jest naprawdę ważny. Dzwoń”.   Magda Żakowska:  Jest eś zaniepokojona czy wkurwiona? Magda Umer:  Z jednej strony jestem zachwycona tym, co się dzieje. Nareszcie kobiety powiedziały „nie” mężczyznom, którzy chcą o nas decydować, chociaż sami nie zachodzą w ciążę, nie rodzą dzieci, nie wiedzą, co to znaczy. Oczywiście, że jestem z nimi. Oczywiście, że gdybym była młodsza, tańczyłabym z nimi poloneza na ulicy. Oczywiście, że moi synowie i synowe biorą udział w Strajku Kobiet. Ale z drugiej strony nie wstydzę się przyznać, że strasznie się boję.  Czego się boisz? Rozszerzenia się pandemii i tego że  protestujący zostaną sprowokowani, pobici, aresztowani. Widziałam nagranie, na którym  samochód specjalnie potrąca protestujące dziewczyny i trudno mi o tym zapomnieć. Przypomina mi się jak w marcu 1968 roku bito studentów. Boję się, że po tym strasznym orędziu Kaczyńskiego, po tych chorych słowach chorego człowieka, stanie się coś niedobrego. Boję się, że faszyzm, który się do tej pory w Polsce tlił, teraz wybije jak lawa. Jak mawiała Marysia Czubaszek... Strasznie trudno dziś na ulicy odróżnić tych, którzy są z nami, od tych, którzy są przeciw nam. A do tego jeszcze wszyscy nosimy maski, co sprawia, że niektórzy czują się dużo bardziej bezkarni. To wszystko przypomina jakiś ponury film science-fiction. Ale na ulicach jest też dużo pozytywnej energii, muzyki, śmiesznych haseł.  I to jest...

Czytaj dalej
Uroda Życia 2020
mat. prasowe

2020 to rok kobiet! Zobacz, jakie bohaterki gościliśmy w 2020 r. na okładkach „Urody Życia” 

Najsłynniejsza polska restauratorka, najpopularniejsza podróżniczka, najbardziej poczytna autorka kryminałów, kandydatka na Prezydentkę RP, wspaniałe aktorki i wokalistki – takie były bohaterki naszych okładek w 2020 roku!
Agnieszka Dajbor
16.12.2020

To był rok nie do przewidzenia i nie do opowiedzenia. Pandemia Covid-19 wywróciła nasze życie do góry nogami. Zdalna praca, zdalna szkoła naszych dzieci, inna organizacja życia, strach o zdrowie swoje i najbliższych. Zabrakło wielu zwykłych, codziennych przyjemności, spotkań ze znajomymi, biesiadowania w ulubionych knajpkach. Ale było też trochę nadziei. Bo 2020 był także rokiem kobiet, które mimo zagrożenia wyszły na ulice, aby walczyć o swoje prawa. Jednym z symboli tego roku została błyskawica, która pojawiła się na maseczkach uczestniczek i uczestników demonstracji. W „Urodzie Życia” gościłyśmy w tym roku na okładkach kobiety, które potrafiły rozwijać się, zmieniać siebie i świat wokół. Znajdowały siły, by nie poddać się beznadziei i strachowi pandemii. Nie zostawały obojętne wobec naszych wspólnych spraw. Dzieliły się swoimi, często osobistymi przeżyciami, by czytelniczki mogły się do nich odnieść i lepiej zrozumieć siebie. Katarzyna Bonda: Znowu wierzę w miłość – „Uroda Życia” 1/2020 Z najpopularniejszą polską autorką kryminałów Katarzyną Bondą rozmawiałyśmy z okazji wydania jej nowej książki „Miłość leczy rany” (wyd. Muza 2020). Miłosna historia to było coś nowego w jej repertuarze. Katarzyna Bonda mówiła nam, że na uczucia, o których czasem już zapominała, otworzył ją związek z Remigiuszem Mrozem. Kiedy ogłosili, że są parą, dużo się mówiło. „Król i królowa polskich kryminałów wreszcie razem!”, donosiły media. I choć zaledwie po kilku miesiącach rozstali się, Katarzyna Bonda była mu wdzięczna za miłość i życzliwość. „To było wzajemne i niezależnie od tego, jak się skończyło, było piękne. Zadedykowałam mu nową książkę, bo przywrócił mi...

Czytaj dalej
Kolaż

Dramatyczne opowieści kobiet po opinii TK: „Bycie matką niepełnosprawnych dzieci to wojna”

Po opinii Trybunału Konstytucyjnego w sprawie aborcji cały kraj protestuje. Przerażone i zbulwersowane są także znane Polki.
Sylwia Arlak
26.10.2020

Od czasu wydania przez Trybunał Konstytucyjny orzeczenia, zgodnie z którym aborcja przeprowadzana ze względu na nieodwracalne wady lub ciężką chorobę płodu, jest niezgodna z Konstytucją, Polki i Polacy wyszli na ulice. Swój sprzeciw przeciwko tej decyzji wyraziła m.in. Martyna Wojciechowska i Olga Tokarczuk. Część gwiazd podzieliła się własnymi, dramatycznymi opowieściami. Agnieszka Chylińska, Agnieszka Szpila – o byciu matką Agnieszka Chylińska rzadko opowiada o swoim życiu prywatnym. Tym razem jednak zrobiła wyjątek. W poruszającym nagraniu ujawniła, że jej dzieci wymagają specjalnej troski. „Nie można nikogo do niczego zmuszać, nie można nikomu narzucać czegokolwiek, zakazywać czegokolwiek, to jest po prostu nieludzkie. Każda z nas jest inna, każda z nas ma prawo decydować o swoim życiu. Każda z nas ma zupełnie inną sytuację rodzinną, finansową, zdrowotną. Potem z naszą decyzją tak naprawdę zostajemy same i z tym żyjemy do końca naszych dni […] Nie przypominam sobie też, żeby ktoś mi w tym pomagał, wspierał, jeśli chodzi o tak zwane państwo. Dlatego szczególnie mnie, jako mamie, jest trudno na to wszystko patrzeć i znosić fakt, że nie dba się o dzieci i osoby niepełnosprawne w takim wymiarze, w jaki powinny być zaopiekowane” — wyznała Chylińska, której książki dla dzieci z serii „Zezia i Giler” opowiadają o temacie autyzmu. W podobnym tonie wypowiedziała się pisarka Agnieszka Szpila, matka dwojga niepełnosprawnych dzieci. „Myślę, że bycie matką Milenki i Helenki zrobiło ze mnie przez 14 lat psychopatkę. Żyję na wojnie. Każdego dnia. Walczę o to, by przetrwał we mnie, choć maleńki fragment człowieczeństwa niedotknięty niepełnosprawnością córek. Tracę czas, by sobie i światu udowodnić, że prawie wcale się od Was nie różnię. A różnię....

Czytaj dalej
Grażyna Biskupska
@CBS Reality

Inspektor Grażyna Biskupska: „Latami pracowaliśmy na to, by ludzie nie bali się policji”

Inspektor Biskupska to najsłynniejsza kobieta oficer polskiej służby mundurowej i bohaterka serialu dokumentalnego na CBS Reality „Kryminalne akta inspektor Biskupskiej”. W rozmowie z nami wspomina najlepsze lata polskiej policji.
Sylwia Niemczyk
27.11.2020

Pracowała nad najgłośniejszymi sprawami kryminalnymi w Polsce, m.in. „wampira z Ochoty” czy zabójstwa Tomka Jaworskiego. „Lata 90. to było w Polsce eldorado dla przestępców”, mówi młodsza inspektor Grażyna Biskupska była naczelnik Wydziału do Zwalczania Aktów Terroru Kryminalnego. Sylwia Niemczyk: Kiedy na początku lat 90. zaczęła pani pracę, dużo było kobiet w policji? Grażyna Biskupska: Bardzo dużo. To był czas transformacji, ze starej kadry milicyjnej odchodziło sporo ludzi i trzeba było tę dziurę, która po nich została, kimś zapełnić. Wtedy zatrudniono mnóstwo kobiet. I słusznie! Pion dochodzeniowo-śledczy to specyficzne miejsce, przy każdej okazji powtarzam, że to praca wprost stworzona dla kobiet. Oczywiście miałam też fajnych panów dochodzeniowców, ale zdecydowanie kobiety są w dochodzeniówce lepsze – mam nadzieję, że nikt się nie pogniewa za te słowa. Panowie są fantastyczni w szybkim działaniu: jechać, zatrzymać, doprowadzić. Ale cała reszta, czyli dociekanie, analizowanie – to już my. A przede wszystkim: słuchanie, słuchanie i słuchanie. Przecież to kobieca domena.  Policja to miejsce dla kobiet – mówi insp. Biskupska Idąc na spotkanie z panią, myślałam, że będziemy rozmawiać o tym, jak drobna blondynka odnalazła się w męskim świecie. A tu się okazuje, że muszę szybko wymyślić inny zestaw pytań! W komendzie na warszawskim Żoliborzu, w której spędziłam pierwsze dziewięć lat, na pewno nie było żadnego męskiego świata. Trochę mniej kobiet było w Wydziale ds. Aktów Terroru Kryminalnego, który współtworzyłam od 1999 roku, a potem prowadziłam jako naczelnik. Ale też były. Poza tym nigdy nie doświadczyłam niczego, co się dziś nazywa mobbingiem i dyskryminacją, ani nie słyszałam o takich...

Czytaj dalej