Katarzyna Kubacka-Seweryn o związku z Andrzejem Sewerynem: „Wszyscy mnie ostrzegali. Mylili się”
archiwum prywatne

Katarzyna Kubacka-Seweryn o związku z Andrzejem Sewerynem: „Wszyscy mnie ostrzegali. Mylili się”

Katarzyna Kubacka-Seweryn i Andrzej Seweryn poznali się 10 lat temu na festiwalu filmowym w Maroku. Pierwszą noc przegadali do rana. I tak już zostało…
Magdalena Żakowska
08.09.2020

Kiedy się poznali, Andrzej Seweryn uważał, że rozmowa to ta sfera relacji, której trzeba unikać. Z kolei Katarzyna Kubacka-Seweryn od zawsze była zdania, że gadanie to podstawa, zarówno w życiu, jak i w związku. Któreś z nich musiało się zmienić.

Magdalena Żakowska: Czy aktor to szczególny typ mężczyzny w związku?

Katarzyna Kubacka-Seweryn: Andrzej to po prostu osoba, którą kocham. Aktor czy hydraulik – w domu większego znaczenia to nie ma. Żyjemy normalnym życiem. Gotujemy rano jajka na śniadanie, parzymy kawę, rozmawiamy o pracy, o planach na wakacje, o rodzinie, o Polsce, o życiu. O problemach i wspólnych radościach.

Mówi się, że im większy aktor, tym większe ego. A Andrzej Seweryn jest z gatunku aktorów największych…

Jest w tym sporo prawdy, ale ja z tym sobie doskonale radzę. Na szczęście spotkaliśmy się w najlepszym momencie naszego życia, jako w pełni dojrzali ludzie. Gdybyśmy spotkali się wcześniej, być może byłoby trudniej? Nie wiem, czy 30 lat temu umiałabym sobie z tym poradzić. Dziś wiem, że wszystko zależy od nas samych. I jeśli tego chcemy, wszystko jest w życiu możliwe. Trzeba rozmawiać, mówić o tym, co przeszkadza, co boli i o tym, co jest dobre. Gadanie to moim zdaniem podstawa – zarówno w życiu, jak i w związku. Trzeba też być sobą i walczyć o swoje! I pamiętać – za Szymborską – że „mogliśmy być kimś mniej osobnym, kimś z ławicy, z mrowiska”, ale tacy nie jesteśmy.

Andrzej Seweryn powiedział mi, że w waszym związku to ty jesteś stroną, która wychowuje. I mówił to z dumą.

To prawda, czasem wychowuję. Ale to nie jest łatwe, bo Andrzej, o zgrozo!, do dziś nie wie, że szuflady i szafki same się nie zamykają. Odpuściłam tylko w kwestii jego gabinetu. Każdy ma prawo do swojej przestrzeni, niezależnie od tego, co chce z nią zrobić. Andrzej do dziś trzyma tam nierozpakowane kartony po przeprowadzce. A przeprowadziliśmy się cztery lata temu. Z drugiej strony wiem, jak dużo pracuje, i rozumiem, że takie przyziemne sprawy odkłada na później. Czasami mówi mi, że zachowuję się jak nauczycielka. Biorę to za komplement, pochodzę z rodziny nauczycielskiej, przez wiele lat pracowałam jako polonistka i uwielbiałam pracę w szkole. Edukacja wciąż jest w kręgu moich zainteresowań. Od 16 lat organizuję Festiwal Filmów – Spotkań Niezwykłych, najpierw w Kielcach, teraz w Sandomierzu, a od 19 lat – Akademię Filmową w Koninie, gdzie mam ponad dwa tysiące widzów miesięcznie.

A czego nauczyłaś Andrzeja Seweryna?

Na początku naszego związku Andrzej był bardzo zamknięty w sobie, uważał, że rozmowa to ta sfera relacji w związku, której trzeba unikać. On, aktor, który całe życie zajmuje się dialogowaniem, dla którego dialog jest wartością naczelną! Myślę, że nauczyłam go właśnie bliskiego, międzyludzkiego dialogu. Uwielbiam odkrywać w nim to, co – mam wrażenie – do tej pory pozostawało ukryte. 

Kiedy się poznaliście, nie szukałaś partnera.

Nie. Zrezygnowałam już. Wcześniej dokonywałam niewłaściwych wyborów. Nieudane próby budowania relacji zrodziły rozczarowanie. Byłam zniechęcona i miałam wizję życia szczęśliwej singielki, która spędza czas na fascynującej ją pracy i na podróżach. Bałam się, że wchodząc w związek, stracę niezależność, że nie będę mogła realizować siebie według własnych pomysłów, że będę musiała ulegać czyimś wpływom, chodzić na kompromisy. Andrzej nie zapełnił pustej przestrzeni w moim życiu. Przeciwnie! Oboje musieliśmy dla siebie nawzajem tę przestrzeń stworzyć. Kompromis okazał się nagle źródłem satysfakcji. 

Kto częściej idzie na kompromis?

Wstyd się przyznać, ale chyba jednak on. Ze mną jest trudniej. Jestem rogatą, mocno samodzielną duszą. Lubię z nim o wszystkim rozmawiać, polegam na jego opiniach, ale bronię swojego zdania. Jestem też bardzo emocjonalna. Szybko się wzruszam, sięgam po mocne słowa, łatwiej dokonuję ostatecznych ocen, ale znam te swoje słabości. Samoświadomość pozwala wcześniej zażegnać kryzysy, ale te z kolei są motorem rozwoju. Wszystko więc się układa w ciekawą, chwilami dość skomplikowaną mozaikę.

Zanim się poznaliście, Andrzej Seweryn był kilkakrotnie żonaty. Miałaś w związku z tym wątpliwości, czy się z nim wiązać?

Ja nie! Nie myślałam o tym, ponieważ czułam, że nasze uczucie jest wyjątkowe i przede wszystkim dojrzałe. Wiedziałam, że Andrzej podchodzi do związku bardzo odpowiedzialnie. 

Inaczej odbierało to nasze otoczenie. Artysta. Bogata przeszłość. To nie pomagało. Udowodniliśmy jednak, że mieliśmy rację. Nasza relacja przez 10 lat wspólnego życia wciąż ewoluuje. Poczucie więzi z dnia na dzień jest coraz silniejsze, bogatsze, w sumie więc łatwiejsze. 

Poznaliście się w Maroku.

Organizowałam tam spotkania z filmem polskim pod tytułem „Otwórz oczy”. Andrzej miał być naszym gościem. Na kilka dni przed spotkaniem rozmawialiśmy przez telefon, bardzo jeszcze wtedy oficjalnie, ale kiedy odłożyłam słuchawkę, czułam się dziwnie… poruszona. Pojawił się rodzaj nienazwanego niepokoju.

A on leciał do Maroka zaintrygowany, bo napisałaś mu w mailu „Pozdrawiam ciepło”. Nikt się tak wcześniej do niego nie zwracał. 

Dla mnie ten zwrot nie miał żadnego znaczenia. Zwracałam się w ten sam sposób do wielu osób, ze zwykłej sympatii, potrzeby stworzenia towarzyskiej, mniej oficjalnej więzi. Wyobrażałam sobie Andrzeja Seweryna jako dystyngowanego, oficjalnego i usztywnionego w swej roli aktora z Comédie-Française. Pozbawionego dystansu do siebie i poczucia humoru. Jakże się myliłam! Zobaczyłam dowcipnego, towarzyskiego i sympatycznego mężczyznę. Po oficjalnym rozpoczęciu przeglądu poszliśmy całą grupą na kolację i przesiedzieliśmy, żartując aż do rana. Następnego dnia na pożegnalnej kawie nad morzem na horyzoncie pojawiła się tęcza. Nasza tęcza. Teraz o tym wiem. Wtedy była zaledwie atrakcyjnym zjawiskiem przyrody. Żartowaliśmy, że jeszcze nie raz będziemy wspólnie ją podziwiali. Andrzej wpisał mi w książce proroczą dedykację: „W oczekiwaniu na obiecaną tęczę…”. I odjechał.

I rzeczywiście się pojawiła.

Od tamtego czasu wiele razy! Na przykład wtedy, kiedy po raz pierwszy przyszliśmy do naszego świeżo kupionego, wymarzonego mieszkania. Usiedliśmy na tarasie na dwóch starych rozklekotanych krzesełkach, otworzyliśmy butelkę prosecco i nad naszym tarasem… pojawiła się tęcza. 

Poza tym, że okazał się dowcipny i towarzyski, zaskoczył cię czymś jeszcze?

Swoją ogromną ciekawością drugiego człowieka, otwartością na każdego, na nowe formy spełniania się w zawodzie. W ostatnich latach zagrał przecież w Pożarze w Burdelu, kabarecie Ucho Prezesa, wystąpił w teledysku Otsochodzi, przeczytał „Patointeligencję”. I sprawiało mu to ogromną radość poznawczą! 

Oraz przewietrzył szafę i zaczął chodzić w conversach. 

Garderoba to wciąż jeszcze temat naszych dyskusji. Jego szafa jest wciąż niewystarczająco przewietrzona. 

Myślę, że nikt, kto zna odrobinę Andrzeja Seweryna, nie ma wątpliwości, że kompletnie go odmieniłaś. On sam zresztą dobrze o tym wie i chętnie o tym mówi – ma większy i głębszy kontakt ze swoimi dziećmi i wnukami.

Pokazałam mu, że rodzina jest ogromną wartością, że może być źródłem radości, a nie tylko obowiązkiem czy też wyzwaniem. Ale może rzeczywiście tak jest, jak mówisz, że kiedy na stałe wrócił z Francji do Polski, uznał, że czas się otworzyć na życie i świat. Jeśli przyłożyłam do tego rękę, to super. 

Powiedział mi, że zanim cię poznał, uciekał przed życiem rodzinnym w pracę.

Kiedy się poznaliśmy, powtarzał, że praca jest jedynym elementem życia, który go nie rozczarowuje. W pracy czuł się za wszystko odpowiedzialny, wszystko zależało od niego. Nawet jeśli przedstawienie teatralne czy film wyszły nie tak, jak zakładał, to on dawał z siebie wszystko i dzięki temu nie miał sobie nic do zarzucenia. A budowanie relacji rodzinnych, międzyludzkich jest dużo trudniejsze, bardziej skomplikowane.

Nauczyłaś go, jak zaufać? 

Nie, on miał to w sobie, ja raczej otworzyłam mu drzwi do tego świata. Andrzej wie, że jest osobą bardzo przeze mnie kochaną. Że ufam mu i choć czasem się sprzeciwiam, traktuję go jak autorytet. Zaprosiłam go też do świata mojej rodziny, w której żyjemy bardzo blisko siebie. Pokazałam mu, że wspólne święta w jak najszerszym rodzinnym gronie, odwiedzanie się, telefony – to wszystko może być przyjemnością, może sprawiać radość i spełnienie. Dziś mamy fantastyczne relacje ze swoimi dziećmi, ja z jego, a on z moimi. Dwa dni temu najmłodszy wnuk Andrzeja, syn Marysi [Marii Seweryn – red.], czteroletni Aaron spędził u nas sobotę. Mały jest w dziadku po prostu zakochany, nie odstępuje go na krok. Dziadek jest najważniejszy, wie wszystko najlepiej i z nim wszystko się najlepiej robi – nawet popołudniową drzemkę. Wiesz, jaki Andrzej jest z tego dumny?!

Tajemnica udanego związku tkwi w umiejętnym dzieleniu czasu między pracę i życie rodzinne?

Nie czuję potrzeby wprowadzania higieny życia, która polega na rozdzielaniu tych dwóch sfer. W naszym przypadku relacje rodzinne przenikają się z pracą. Oboje jesteśmy bardzo aktywni, spełniamy się zawodowo, lubimy to, co robimy, i mamy nienormowany czas pracy. Owszem, jest teatr, plan filmowy, biuro, ale w domu też bardzo dużo pracujemy i nie robimy sobie z tego powodu wyrzutów. Dwa lata temu kupiliśmy dom nad morzem, z dala od kurortów. To nasze ukochane miejsce inspiracji. Tam łapiemy dystans, generujemy energię, wtedy przychodzą nowe pomysły. Praca wykonywana wspólnie ma zupełnie inny smak. Nasze podróże zawodowe, a jest ich dużo, pomagają nam poznać się lepiej, sprawdzić siebie w tym, co nowe. 

Andrzej Seweryn i Katarzyna Kubacka-Seweryn
archiwum prywatne

Niedawno wróciliście z jednej takiej podróży.

Byliśmy na Festiwalu Filmu Polskiego w Miami, na wyspie Key West. Potem Andrzej spełnił moje marzenie i zabrał mnie na Kubę, ale te kilka dni w Hawanie okazało się bolesnym zderzeniem z wyobrażeniem, z którym tam jechałam. Wydawało mi się, że to kraj biednych, ale szczęśliwych, rozśpiewanych ludzi, tymczasem Kubańczycy, poza strefą turystyczną oczywiście, są smutni, pozbawieni pieniędzy i wolności. Stamtąd polecieliśmy do Izraela. Andrzej miał tam pokaz „Ostatniej rodziny”, spotkania, zdjęcia do filmu. Potem pojechaliśmy do Łodzi, a następnie do Gdańska, gdzie między obowiązkami spędziliśmy też Walentynki. 

Zawsze razem?

Staramy się, ale nie zawsze jest to możliwe. Kiedy się nie udaje, nie robimy z tego tragedii. Ufamy swoim wyborom i decyzjom. Nie byłam na ostatniej premierze w Teatrze Polskim. Akurat były ferie zimowe, a ja już wcześniej miałam zaplanowany wyjazd z wnukami na narty. W tym roku po raz pierwszy, odkąd jesteśmy razem, nie spędziliśmy wspólnie sylwestra. Ja zostałam z rodziną nad morzem, a Andrzej w teatrze żegnał się z rolą Arnolfa w „Szkole żon”. Nie przepadałam za tą Molierowską postacią, więc żal był niewielki. Umówiliśmy się, że w gruncie rzeczy nie ma to znaczenia, przecież spędziliśmy wcześniej razem miesiąc za granicą i byliśmy tuż przed wspólnym wypadem na narty… Ale kiedy wybiła dwunasta, zabrakło mi męża na plaży, gdzie witaliśmy nowy rok. Następnym razem będę razem z nim!

Praca i rodzina – to wystarczy?

Nie. Liczy się czas spędzony we dwójkę! Czas z przyjaciółmi. Wartościowe, wzbogacające nas kontakty. Praca na rzecz innych, słabszych. Wsparcie. Coraz częściej doceniamy takie chwile i staramy się wyrwać ich z kalendarza więcej. Mówiłyśmy o tym, że Andrzej w ostatnich latach się zmienił, ale ja też bardzo się zmieniłam. Poszerzyliśmy swoje światy. Daliśmy sobie wzajemnie bardzo dużo uważności, czułości i poczucia bezpieczeństwa. Łatwiej mi podjąć dzięki temu trudne decyzje. Od pewnego czasu mam potrzebę dokonania pewnych przewartościowań. Ucinam kontakty, które się nie sprawdziły, rezygnuję z pracy, która nie sprawia mi wystarczająco dużo satysfakcji albo pochłania nadmiernie dużo czasu i nie daje efektów. Chcę mieć więcej przestrzeni na to, co ważne.

W związku ważne są wspólne marzenia?

Pewnie tak, ale moje takie najgłębsze marzenie z dzieciństwa już się dzięki Andrzejowi spełniło. Byłam przeraźliwie samotnym dzieckiem, jedynaczką wychowywaną tylko przez mamę. Od zawsze marzyłam o wielopokoleniowym domu pełnym dzieci i wnuków, o domu, do którego chce się wracać. Dzięki Andrzejowi mam wreszcie taki dom.

Andrzej Seweryn i Katarzyna Kubacka-Seweryn
archiwum prywatne

Katarzyna Kubacka-Seweryn od 16 lat organizuje Festiwal Filmów – Spotkań Niezwykłych. Gośćmi festiwalu byli m.in.: Jerzy Skolimowski, Wojciech Pszoniak i Andrzej Seweryn.

***

Rozmowa z Katarzyną Kubacką-Seweryn ukazała się w „Urodzie Życia” 4/2020

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
Jaka książka na prezent
Adobe stock

Książkowe prezenty last minute poleca Ewa Cieślik z lubimyczytać.pl – 10 propozycji!

Najlepsze książki pod choinkę – jeszcze zdążysz kupić!
Ewa Cieślik, Lubimyczytac.pl
23.12.2019

Nie zdążyłaś jeszcze kupić wszystkich prezentów? Książka na prezent pod choinkę zawsze się sprawdza – zobacz, jakie propozycje przedstawia Ewa Cieślik z serwisu książkowego Lubimyczytać.pl : Agnieszka Krawczyk, „Najmilszy prezent” Autorka poczytnych serii „Przylądek wichrów” i „Czary codzienności” wraca z nową powieścią. Tym razem zabiera czytelników i czytelniczki na ulicę Wierzbową. Poznajemy mieszkające tam rodziny – ich troski, problemy i skryte marzenia. Czy starsza pani z okolicy pomoże je ziścić? Jakie niespodziewane prezenty mogą podarować nam ci, który pozornie nic nie posiadają? Pełna emocji i ciepła lektura na święta. „Moje życie w drodze”, Gloria Steinem Glorii Steinem – lepiej zapamiętaj to nazwisko, bo niedługo znów będzie o niej głośno! 85-letnia dziś Gloria to prawdziwa ikona feminizmu, charyzmatyczna wojowniczka i dziennikarka, której nie jest wszystko jedno. W swojej autobiografii podsumowuje prowadzoną od końca lat 60. działalność na rzecz praw kobiet. W filmie, który będzie miał premierę w przyszłym roku, wcielą się w nią Alicia Vikander i Julianne Moore. Sebastian Fitzek, „Prezent” Wyobraź sobie bohatera współczesnego thrillera – przeważnie to łebski policjant, który na sprawach kryminalnych zjadł zęby. Tymczasem Sebastian Fitzek w najnowszej powieści z dreszczykiem na pierwszym planie stawia… wtórnego analfabetę. Stojąc na skrzyżowaniu, dostrzega on zrozpaczoną dziewczynkę w aucie, przyciskającą do tylnej szyby zapisaną kartkę. Czy napisała na niej wołanie o pomoc? Magdalena Witkiewicz, „Uwierz w Mikołaja” Jak uwierzyć w Mikołaja, jeśli jesteśmy już dorośli, a los nie traktuje nas najlepiej? Magdalena Witkiewicz, choć...

Czytaj dalej
lena król
mat.prasowe

Moje życie to kino drogi  –  mówi nam gwiazda serialu „Król” Lena Góra

Mojego ojca gra Andrzej Seweryn, TEN Andrzej Seweryn, ale gdy się o tym dowiedziałam, nie miałam pojęcia, kto to jest. Nie znałam jego filmów – rozmowa z Leną Górą, czyli Anną Ziembińską z serialu „Król”.
Magdalena Żakowska
16.11.2020

W serialu „Król" gra Annę Ziembińską córkę prokuratora Ziembińskiego i siostrę faszysty z ONR-Falanga.  Jedyną kobietę, dla której Jakub Shapiro gotowy jest zrobić wszystko. Chociaż Ziembińska to w książce (a jeszcze bardziej w jej telewizyjnej wersji) jedna z najważniejszych kobiecych postaci, twórcy serialu zdecydowali się obsadzić w tej roli aktorkę w Polsce kompletnie nieznaną. Kim jest Lena Góra?  Magdalena Żakowska: Jak trafiłaś do serialu „Król”? Lena Góra: W Los Angeles dostawałam od czasu do czasu jakąś propozycję z Polski, ale ta była pierwsza, dla której byłam gotowa zostawić Stany na tak długo, jak będzie trzeba. Dopiero, kiedy tu wróciłam, zorientowałam się, że mam w Polsce mnóstwo do odkrycia, dużo zaległości do nadrobienia. Kiedy rozmawiam o Polsce, znajomi pytają mnie czasem: „Lena, żartujesz, naprawdę o tym nie wiesz?”. Nie wiem, ale mam na to sposób. Odpowiadam: „Oczywiście, że wiem! Ale opowiedz, jak ty to widzisz”. Działa. Odrobiłam lekcje! Prawda jest taka, że nie znam polskich książek, muzyki, kina. Od 14 lat nie miałam kontaktu z polską kulturą. Mojego ojca w „Królu” gra Andrzej Seweryn, TEN Andrzej Seweryn, ale gdy się o tym dowiedziałam, nie miałam pojęcia, kto to jest. Nie znałam jego filmów. Pewnie się zdziwił. Odrobiłam lekcje i przygotowałam się na zdjęcia próbne. Wtedy wiedziałam o nim już prawie wszystko, łącznie z tym, że jest bardzo eleganckim dżentelmenem. Chciałam, żeby przed kamerą między nami szczerze zaiskrzyło, przecież Ziembińskiego łączyła z córką ognista relacja. Na planie pozwoliłam sobie na zadarcie nosa, à la aktorka z L.A. Powiedziałam do niego: „Andrzej, możesz mi podać scenariusz?”. Wszyscy zamarli....

Czytaj dalej
Magdalena Umer
Jacek Poremba

Magda Umer o Zuzannie Łapickiej: „Od lat choruję na depresję. Zuzia pomagała mi żyć”

Magda Umer opowiada o swoich najważniejszych związkach w życiu: przyjaźni z Zuzią Łapicką i Agnieszką Osiecką, a także miłości do męża.
Magdalena Żakowska
01.11.2020

Dziś, jak myślę o tych wszystkich moich miłościach, zastanawiam się, co w tym było prawdziwym uczuciem. Leciałam za czymś na oślep, życie mi się sypało, a może to była tylko chemia?”, mówi piosenkarka Magda Umer i wspomina swoje ważne związki, nie tylko z mężczyznami. Magdalena Żakowska: Sushi? Magda Umer: Wybrałam to miejsce spotkania nieprzypadkowo. Po raz pierwszy byłam tu z Zuzią Łapicką, którą też dobrze znałaś. Zuzia niedawno umarła, a my jesteśmy na jej osiedlu, sto metrów od jej domu… Byłyście najlepszymi przyjaciółkami, możemy o tym rozmawiać? To trudne. Potrafię o nas tylko coraz ciszej milczeć. Każde słowa wydają mi się banalne i nie oddają tego, co się czuje po stracie kogoś aż tak bliskiego. Trudno nazwać to, co nas łączyło. Poznałyście się w latach 70. W 1977 roku. Oczekiwałam narodzin Mateusza, który jest jej synem chrzestnym, a dziś ma 41 lat. Ale wcześniej poznałam jej przyszłego męża Daniela. Występowałam z nim w różnych programach telewizyjnych Krysi i Michała Bogusławskich, a potem graliśmy razem w „Weselu” Hanuszkiewicza [1974 – red.]. Ale co śmieszniejsze, byłam też wcześniej koleżanką jej taty, Andrzeja Łapickiego, bo w „Weselu” grał Pana Młodego, co było dla mnie szokiem, wydawał mi się wówczas potwornie stary... a miał prawie 50 lat. A pani miała 25 lat. Nie uległa pani urokowi Łapickiego?! Chyba każda kobieta ulegała jego urokowi. Andrzej rzeczywiście był fantastycznym „menem”, potrafił zauważyć i docenić kobietę, szczególnie młodą. Typ przedwojennego, zabójczo przystojnego inteligenta. Lubiłam z nim rozmawiać, ale interesowali mnie inni mężczyźni. Olbrychski był do Łapickiego podobny? Nie. Daniel to kompletnie inny typ. Mimo że od czasu roli Kmicica...

Czytaj dalej
Kinga Preis
Bartek Wieczorek/LAF

Kinga Preis: „Dla Wojtka Smarzowskiego dałabym sobie złamać obie nogi!”

Znana aktorka o swoich filmowych idolach i zatracaniu się w role
Marzena Rogalska
04.01.2019

Kinga Preis, specjalistka od mocnych postaci, ruszyła na podbój nowego terytorium: teraz tańczy i śpiewa w musicalu #WszystkoGra. Mówi, że w pracy potrafi zatracić się na setkę. I że są reżyserzy, dla których dałaby sobie połamać wszystkie kończyny. A jak znosi to jej rodzina – wszystko gra? Pyta Marzena Rogalska. Walentynki będziesz świętować na premierze filmu z twoim udziałem – #WszystkoGra. Czy swój związek uważasz za romantyczny? Uważam, że mieścimy się z Piotrusiem w średniej krajowej. Reprezentujemy romantyzm włoski: dużo skrajnych emocji – od wzruszenia do szału. Niedawno znaleźliśmy walizeczkę, w której były różne skarby z początku „naszego razem”, pamiątki z pierwszego roku życia Antosia, mój list do męża i syna: „Chłopaki, niech duży zje, co chce, mały niech zje kaszkę bananową”. Według mnie jesteśmy bardzo „ścisłą” rodziną. Przeżyliśmy razem 21 lat, z czego pierwszych kilkanaście, oprócz dosłownie paru dni, właściwie byliśmy nierozłączni. Teraz z powodu mojej pracy i nieustannych podróży do Warszawy żyjemy trochę na odległość. Ale staramy się być blisko. Dawniej byliśmy nierozerwalną parą, nie taką, która musi cały czas trzymać się za rękę, ale nie wyobrażam sobie spać pod inną kołdrą, niż ta, pod którą śpi mój mąż. Śmiejemy się, że jesteśmy jak takie stado surykatek. Mamy swoje gniazdo. Rozkrzyczane, wesołe, blisko siebie, „ja trzymam cię za łokieć, a ty mnie trzymasz za piętę”. Potrafimy się kłócić nie na żarty i być straszni wobec siebie, ale mamy w tym wszystkim poczucie bezpieczeństwa. Wiem też, że lubicie romantyczne spacery nad morzem… O tak! Jeden taki spacer zaplanowałam tuż przed premierą filmu „Pod Mocnym Aniołem”. Powiedziałam...

Czytaj dalej