Kalina Jędrusik i Stanisław Dygat – miłość, która się w głowie nie mieści 
East News

Kalina Jędrusik i Stanisław Dygat – miłość, która się w głowie nie mieści 

Ona była jego Marilyn Monroe, on jej Federico Fellinim. Kochali się na śmierć i życie. Dawali sobie wszystko – wsparcie, przyjaźń i wolność.
Magdalena Żakowska
03.09.2020

To nie było tak, że starszy pan wziął sobie za żonę młodą seksowną laskę, która potem „urwała mu się ze smyczy”. Ani tak, że on intelektualista, a ona głupia aktoreczka. Mimo szesnastoletniej różnicy wieku Kalina Jędrusik i Stanisław Dygat tworzyli partnerski związek, a Kalina dorównywała mężowi nie tylko inteligencją, ale i poczuciem humoru.

Oboje mieli silne charaktery i dość egoistyczne podejście do życia. Ale w tamtych czasach niewiele było małżeństw tak zgodnych, tak uczciwych wobec siebie i oddanych sobie do końca. Nie pasowali do ciasnych ram PRL-owskiej rzeczywistości, więc stworzyli sobie własny świat, oparty na własnych, wspólnie wypracowanych zasadach. Nikt tu nie był stratny. 

Jak dobrze się znają: Małgorzata Foremniak i jej córka, Ola Jędruszczak?

Leżeli, leżeli, gadali, gadali

O Stanisławie Dygacie mówiło się „dżentelmen w angielskim stylu”. Był wysoki, zawsze dobrze ubrany, palił luksusowe papierosy ze złotymi ustnikami. W 1957 roku wystąpił z partii w proteście przeciwko zamknięciu miesięcznika „Europa”. Kalinę poznał dwa lata wcześniej w Gdańsku, gdzie grała na scenie Teatru Wybrzeże. 

„Poznali się w moim pokoju w Domu Aktora” – opowiadał później Jerzy Ernz. „Dygat mieszkał wtedy z żoną, też aktorką. Tego dnia, pamiętam, organizowałem akurat bibkę. Dygat usłyszał muzykę i przyszedł. Po chwili już widziałem ich razem, jak leżeli na tapczanie w poprzek. Leżeli, leżeli, gadali, gadali. I tak już zostali”. On miał 41 lat, żonę, córkę i wysoką pozycję w środowisku kulturalnym, ona 25 lat i wszystko przed sobą. Była świeżą absolwentką krakowskiej szkoły teatralnej, była zdolna, piękna i bardzo sexy. 

„Dygat mieszkał z Kaliną niedaleko nas, najpierw na Dąbrowskiego, w dwupokojowym mieszkanku, wspólnie z byłą żoną Dygata, Dziunią Nawrocką, i ich córką Magdą, co musiało być dla nich wszystkich piekłem za życia, a potem na Wiktorskiej” – wspomina w książce „Dodaj do znajomych” Zuzanna Łapicka. „Przez ich mieszkanie codziennie przewalały się tłumy gości. Kalina, niczym włoska La Mamma, gotowała makaron, a Dygat perorował z pluszowego fotela. Jego złośliwości brzmiały jak wyroki, reżyserów odsądzał od czci i wiary, póki ci nie obsadzali Kaliny w swoich filmach. Wtedy z dnia na dzień stawali się wybitnymi twórcami. Ludzie bali się mu narazić, bo przy swej przenikliwej inteligencji potrafił zniszczyć każdego”.

Wtyczkarz, Pan Kocio i inni 

W 1958 roku wzięli ślub i stworzyli salon, który błyskawicznie obrósł legendą. Chociaż ich mieszkanie miało zaledwie 50 metrów, nazywane było Dworem Dygatów. „Kalina pojawiała się w jakimś szlafroczku, potem wracała do drugiego pokoju spać z aktualnym narzeczonym. Byłem zaszokowany” – wspominał Daniel Olbrychski. 

Sama Kalina opowiadała o wyrozumiałości męża: „Jeżeli ktoś »życzliwy« opowiedział mężowi o mojej nowej fascynacji innym mężczyzną, on mawiał swoim cudownym wolterowskim »r«: »Gdyby ona była panienką na poczcie przyklejającą znaczki, to być może nie byłyby jej potrzebne takie fascynacje. Kalina jest wielką aktorką i potrzebne jej są niezwykłe, cudowne momenty«".

W Dwoerze Dygatów zawsze na kuchence stał gar z zupą czy makaronem. Każdy mógł sobie nałożyć tyle, ile chciał. Nikt nie witał gości, drzwi były zawsze otwarte. Kalina siedziała w łóżku w powiewnej, przezroczystej szacie, Stanisław oglądał mecz, „wygłaszał kazanie” lub palił. Ona uwodziła on budził respekt. Każdy chciał tu bywać, skosztować słynnego makaronu Kaliny, porozmawiać z Dygatem o sporcie, a potem tygodniami plotkować na mieście o ich szalonym życiu.

Kalina Jędrusik i Stanisław Dygat
Kalina Jędrusik i Stanisław Dygat. Fot. Zofia Nasierowska/Reporter

Kazimierz Kutz twierdził, że o ile dla Kaliny seks był bardzo ważny, to Dygatowi był całkowicie obojętny. Wolał komentować z przyjaciółmi mecze bokserskie w telewizji. „Gdy u Kaliny był kochanek, Dygat zamykał na noc drzwi do swojego pokoju na zamek Yale. Staś wiedział, że odkąd przestali ze sobą współżyć, ona jest pod tym względem absolutnie wolna” – wspominał w książce Aleksandry Szarłat „Celebryci z tamtych lat. Prywatne życie wielkich gwiazd PRL”.

Z innych relacji wiadomo, że wkrótce po ślubie z Kaliną Dygat zachorował ciężko na serce i musiał się od tego czasu bardzo oszczędzać, także w życiu erotycznym. Wspólnie z tego problemu uczynili atut ich związku. Kalina nie kryła się z kolejnymi kochankami, a Dygat ostentacyjnie akceptował jej seksualny temperament. „Wróciłem wcześniej z delegacji i zgadnijcie co zastałem? Kalina spała zupełnie sama!” – żartował podczas słynnych spotkań w kawiarni Czytelnik.  

„Nie znałem bardziej kochającej się, dbającej o siebie pary niż Staś i Kalina” – mówił z kolei Janusz Morgenstern. „Jeśli Kalina poskarżyła się na kochanka, Staś też miał mu za złe”. 

Na wakacje jeździli do Chałup i na Capri, gdzie rozgrywa się powieść Dygata „Podróż”. Kupił tam sobie kiedyś drogą marynarkę z alpaki. Kalina przy obiedzie cały czas gderała: „Stasiek, tylko sobie nie pochlap”. Po setnej takiej uwadze nie wytrzymał – zaczął spokojnie i metodycznie smarować masłem klapy marynarki. 

„Dygat był dla Kaliny bardziej ojcem niż mężem” – twierdziła Zuzanna Łapicka. „Zaprzyjaźniał się z jej przelotnymi kochankami, o mistrzu skoku o tyczce mówił „wtyczkarz”, a o pewnym piosenkarzu „Pan Kocio”, bo Kalina zwracała się do niego per „Kocie”. Dygat miał do nich dystans, traktował romanse żony z poczuciem humoru. Sam lubił towarzystwo młodych kobiet. Pamiętam, że nagle zachwycił się nastoletnią piosenkarką Karin Stanek, awansował ją na gościa ich salonu. Dygat bawił się w Pigmaliona kolejnej Galatei, bo Kalina po latach była już na to za inteligentna”. 

Ciąża, trauma, seks

Znajomi Kaliny ze studiów, Zbigniew Cybulski i Bogumił Kobiela, zapamiętali ją jako skromną i nieśmiałą dziewczynę. Dopiero przy Dygacie nabrała pewności siebie i zaczęła epatować seksem. Być może miało to związek z utratą dziecka. Córka Kaliny i „Staśka” zmarła tuż po skomplikowanym porodzie, a Kalina dowiedziała się, że już nigdy nie będzie mogła mieć dzieci.

„Czuła, że nie jest w sposób naturalny kobietą i jakby grała tę kobiecość” – mówiła Agnieszka Osiecka. Potwierdzenia swojej kobiecości szukała od tego czasu w męskich ramionach. Nosiła charakterystyczne głębokie dekolty i doczepiane sztuczne rzęsy. Jedni mężczyźni za nią szaleli, inni się jej bali.

„Podobno była bardzo seksowna, ale na mnie nigdy nie działała. Miała dziwną urodę, której trzeba było się dokładnie przyjrzeć” – mówił Kazimierz Kutz.

„Wbrew pozorom nie była królową seksu, na jaką kreował ją mąż. Niepotrzebnie udawała wampa” – mówił z kolei Andrzej Łapicki.

„Kiedy wcieliła się w wymyśloną przez siebie, czy Stasia, polską Marilyn Monroe, popadła w manierę, której bardzo nie lubiła” – to Jeremy Przybora.

Ale zdecydowana większość męskiej publiczności padała przed Kaliną na kolana, co niekoniecznie podobało się żonom, narzeczonym i kochankom.

Kalina Jędrusik
Kalina Jędrusik. Fot. East News

Niechęć do Kaliny była wspólna dla wielu Polek – od żony pierwszego sekretarza Gomułki, która na widok krzyżyka w jej głębokim dekolcie rzuciła podobno w telewizor popielniczką (druga wersja mówi o tym, że zrobił to sam Gomułka), aż po proste kobiety z prowincji. Kiedy w 1962 roku Kalina swój odsłonięty biust udekorowała słynnym krzyżykiem, do telewizji zaczęły napływać listy wyrażające oburzenie. O jednym z nich, napisanym przez „kobiety z Rybnika”, Kalina mówiła: „Dwadzieścia się ich podpisało pod tym, żeby mnie nie pokazywać, bo gorszę ich mężów. Biedne, niemądre kobiety w rozdeptanych pantoflach, a co najgorsze, niepragnące się zmienić”.

Do kobiet miała stosunek nieznośnie wyniosły. Dzieliła je na dwie grupy: słabsze od niej, czyli niewarte uwagi, i równie atrakcyjne, czyli konkurencję. Podczas wakacji w Chałupach Kalina każdego ranka w szlafroku i z pekińczykami pod pachą udawała się do sklepu spożywczego po radzieckiego szampana. Kupowała go bez kolejki, podczas gdy żony rybaków od wczesnego rana stały w kolejce po chleb. Kiedy w końcu nie wytrzymały i zaatakowały Kalinę, żeby alkohol kupowała sobie o innej porze, ta spokojnym głosem odpowiedziała „Przecież muszę się w czymś się wykąpać”.

„Z kim tak ci będzie źle, jak ze mną…”

Chociaż Dygat widział w swojej żonie polską wersję Marilyn Monroe (a w sobie Arthura Millera) i na taką kreował ją w towarzystwie, Kalinie nie udało się jednak zrobić porównywalnej kariery filmowej. Polska w czasach PRL-u była na to zbyt konserwatywna obyczajowo.

Chociaż była genialną aktorką, na dużym ekranie zwykle pojawiała się w drugim planie, w rolach kelnerek („Wolne miasto” w reż. Stanisława Różewicza, 1958) lub kobiet lekkich obyczajów („Kalosze szczęścia” w reż. Antoniego Bohdziewicza, 1958; „Dziś w nocy umrze miasto” w reż. Jana Rybkowskiego, 1961).

Ale najbardziej pamiętamy ją z roli lubieżnej Lucy Zuckerowej w „Ziemi obiecanej” Andrzeja Wajdy (1975) i uroczej Joanny w komedii kryminalnej „Lekarstwo na miłość” Jana Batorego (1966). Te dwie różne role pokazują, jak bardzo wszechstronną aktorką potrafiła być. Miała wiele twarzy – potrafiła być zmysłowa na potrzeby filmu czy teatru, ale też oddana i do bólu szczera wobec przyjaciół („Guciu, my już byliśmy” – powiedziała do Gustawa Holoubka, kiedy oboje byli już w jesieni wieku).

Kiedy chciała, była wyzwolona erotycznie, a chwilę później sentymentalna. Jak wspominał Kazimierz Kutz: „ze Stasiem oglądała w telewizji melodramaty. Na »Lecą żurawie« ryczeli jak bobry”. 

Znacznie bardziej ponadczasowe od jej ról filmowych okazały się śpiewane przez nią piosenki. Do dziś mają setki tysięcy odsłon w serwisie YouTube. Nikt, tak jak ona, nie śpiewał: „Bo we mnie jest seks”, „Z kim tak Ci będzie źle, jak ze mną” czy „Nie budźcie mnie”. 

„Nie budźcie mnie”

Dygat całe życie używał krytyki – prywatnej i zawodowej – do podporządkowywania sobie ludzi i budowania pozycji w środowisku. Ale w końcu ta broń obróciła się przeciwko niemu.

Po kolaudacji filmu Ewy Kruk „Palace Hotel” (1977) opartego na jego opowiadaniu „Dworzec w Monachium” dostał zawału serca. Film poddano okrutnej, tendencyjnej partyjnej krytyce, ale Dygata bardziej zabolał fakt, że żaden z jego przyjaciół obecnych na kolaudacji nie stanął w jego obronie. Wrócił do domu i zmarł w swoim ulubionym pluszowym fotelu. Kalina była wtedy na tournee, wróciła do Warszawy pierwszym pociągiem. Do końca życia nie darowała sobie, że nie było jej przy mężu w jego ostatnich chwilach. 

Po śmierci Stanisława Dygata Kalina nie wróciła do dawnego życia. Jeśli zapraszała do domu przyjaciół, to tylko po to, żeby wspominać zmarłego męża – gotowała jego ulubione potrawy i siadała w jego fotelu. Mężczyźni zniknęli, a pustkę po nich wypełniła stadem kotów, którymi opiekowała się jak dziećmi, karmiąc najlepszą polędwicą. Zwróciła się w stronę religii i popadła ponoć w dewocję, chociaż jedyne co wiadomo na pewno, to że dużo więcej niż wcześniej myślała o innych. „Nudno, ale ciekawie” – to powiedzenie Dygata pasuje jak ulał do ostatnich lat jej życia. W czasie stanu wojennego osobiście dostarczała paczki dla internowanych opozycjonistek. 

Zmarła 7 sierpnia 1991 roku z powodu ataku astmy, na którą cierpiała w wyniku uczulenia na kocią sierść. Wiedziała, że tak to się skończy. 17 sierpnia Andrzej Łapicki zapisał w „Dziennikach”: „We wtorek pogrzeb Kaliny. Tłumy nieprzebrane, w większej części przekupki. Przemawiałem, cytując Przyborę: «Nie, nie budźcie mnie! Śni mi się tak ciekawie«”.

Kalina Jędrusik i Stanisław Dygat. Książka
Książka „Z nikim ci nie będzie tak źle, jak ze mną” Remigiusza Grzeli ukaże się już we wrześniu. Fot. materiały prasowe

Jesienią planowana jest premiera filmu poświeconego Kalinie Jędrusik w reżyserii Katarzyny Klimkiewicz. W rolę gwiazdy wcieli się znana m.in. z filmu „Zabawa zabawa” Maria Dębska. A już we wrześniu ukaże się książka poświęcona małżeństwu Dygatów. „Byli tak modną i tak interesującą parą ludzi, że na pewno doczekają się własnego biografa” – mówiła Agnieszka Osiecka i miała rację. Biografem pary został Remigiusz Grzela, a jego książka nosi tytuł – jakże by inaczej – „Z kim tak ci będzie źle, jak ze mną” (Wydawnictwo Otwarte).

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
krysia morgenstern
1960 rok. Krystyna Morgenstern na plaży Grand Hotelu w Sopocie. Fot. archiwum domowe

Krystyna i Janusz „Kuba” Morgenstern: Jak udomowić takiego kociaka?!

On był słynnym reżyserem Polskiej Szkoły Filmowej, a ona reżyserem życia. Krystyna i Janusz Morgersternowie uchodzili za małżeństwo idealne. I to w środowisku, w którym romanse były czymś zwyczajnym.
Magdalena Żakowska
03.12.2020

Przeżyli razem ponad 50 szczęśliwych lat, aż do śmierci Janusza Morgensterna w 2011 roku. Byli jedną z najbardziej lubianych i uznawanych par w świecie filmu. Być zaproszonym do Morgensternów, oznaczało przyjęcie do warszawskiej elity.  Na przyjęciach  u Morgensternów bywali m.in. Adam Michnik, Roman Polański, Andrzej Wajda, Zuzanna Łapicka, Magda Umer. Poznali się jesienią 1959 roku. On miał 37 lat, ona dużo młodsza. Ale w tym pokoleniu wiek liczyło się inaczej. Wojna zabrała im młodość, więc odzyskiwali ją przez kolejne naście lat. Wieczne dzieciaki. Janusz – dla przyjaciół Kuba – był wesołym, pełnym życia mężczyzną, ale trzymał ludzi na dystans. Niewielu znało go dobrze. Wiadomo było, że w czasie wojny przeżył grozę. W getcie stracił całą rodzinę, został sam, kilkuletni chłopiec. Trochę opowiedział Tadeuszowi Konwickiemu, trochę Romanowi Polańskiemu, trochę Krysi, ale wszystkiego nigdy nikomu. Grunt, że kiedy powiedział jej, że nie chce mieć dzieci, zrozumiała dlaczego. Nie nalegała. Leśnik i lekarka Po wojnie Janusz Morgenstern zapisał się we Wrocławiu na studia rolnicze. Chciał zostać leśnikiem. Przyroda, las, ale przede wszystkim otwarte przestrzenie – chodziło o to, że już nigdy nie będzie zamknięty. Po roku studiów spotkał przypadkiem na ulicy kolegę z dawnych czasów, Kurta Webera (później znanego operatora, autora zdjęć do „Bazy ludzi umarłych” Petelskiego czy „Zaduszek” Konwickiego). Weber opowiedział mu o szkole filmowej w Łodzi. Na tyle zachęcająco, że Kuba z dnia na dzień rzucił studia rolnicze i pojechał na egzaminy do Łodzi. Dostał się bez problemu. W pokoju w akademiku miał Kutza, Bareję i jeszcze dwóch innych kolegów – spali na piętrowych łóżkach. W pokoju obok Andrzej Wajda. Nigdy mu o tym nie powiedzieli, ale...

Czytaj dalej
Adam Pawlikowski i Teresa Tuszyńska
Adam Pawlikowski i Teresa Tuszyńska. Fot. Archiwum Filmu/Forum, Roman Sumik/Archiwum Filmu/Forum

Adam Pawlikowski i Teresa Tuszyńska: Książę i Tetetka, czyli najsmutniejsza historia miłosna PRL-u

Oboje w latach 50. szturmem zdobyli kino. Ona alkoholiczka, on cyklofrenik. Ta miłość musiała się bardzo źle skończyć.
Magdalena Żakowska
03.12.2020

„Pojawiła się w moim życiu niczym płonący meteor” – pisał o niej reżyser Kazimierz Kutz i to jest bardzo dobre porównanie, bo Teresa Tuszyńska była płonącym meteorem. Urodziła się na początku wojny, a po powstaniu warszawskim wraz z matką i starszym bratem odbyła dramatyczną podróż do Oświęcimia – w ostatniej chwili, tuż przed stacją końcową, udało im się uciec z pociągu. Po wojnie wrócili do dawnego mieszkania na Woli, a po kilku latach odnalazł się także ojciec Teresy Tuszyńskiej, zesłany do obozu pracy w Niemczech. Ojciec wraz z bratem otworzyli zakład masarski i dobrze im szło. Tuszyńska nie potrafiła się tak łatwo odnaleźć w nowej rzeczywistości. Była na tyle trudnym dzieckiem, że rodzice zdecydowali się wysłać ją do szkoły z internatem prowadzonej przez siostry zakonne. Ale one też z nią długo nie wytrzymały i odesłały z powrotem do domu. Już zawsze będzie sprawiała wszystkim trudności. Dziewczyna z ekranu W szkole miała opinię zdolnej, ale krnąbrnej uczennicy. Zresztą, dużo bardziej od nauki interesowała ją moda, muzyka i imprezowanie. Już jako czternastolatka w towarzystwie dużych starszych kolegów chodziła na potańcówki do modnego wśród artystów klubu Stodoła. Bywali tam Roman Polański, Janusz Morgenstern, Krzysztof Komeda, Agnieszka Osiecka, a także fotografowie łowiący dziewczyny na okładki kolorowych magazynów. Tym sposobem wylądowała na okładce „Kobiety i Życia”. A była tak piękna, że raz ją widząc, nie sposób już było o niej zapomnieć.  Kiedy magazyn „Film” ogłosił konkurs „Piękne dziewczyny na ekrany” Teresa Tuszyńska miała 16 lat i właśnie ostatecznie wyrzucono ją ze szkoły. Nie spełniała więc dwóch podstawowych kryteriów konkursu: nie miała ukończonych 17 lat i średniego...

Czytaj dalej
Agnieszka Osiecka i Marek Hłasko
east news

To była artystyczna miłość! Historia Agnieszki Osieckiej i Marka Hłaski

Poetkę i pisarza łączyło niebywałe uczucie.
Sylwia Niemczyk
02.02.2019

Poznali się na przełomie 1956 i 1957 r. Agnieszka Osiecka – studentka reżyserii w łódzkiej filmówce, wschodząca gwiazda STS-u. Hłasko – 24-letni pisarz, już wtedy sławny autor zbioru opowiadań „Pierwszy krok w chmurach”. Oboje piękni i niegrzeczni. Ona nieprzeciętnie inteligentna i wyjątkowo jak na tamte czasy wyzwolona. Zawsze flirtowała z kilkoma chłopakami naraz. Panienka z Saskiej Kępy.   Brylowała w towarzystwie o wiele starszych od siebie literatów i filmowców. Miała skłonność do łamania serc i do efektownych puent. I jedne, i drugie kolekcjonowała z równym zapałem. Pod szklanym blatem w biurku zbierała zdjęcia zdobytych mężczyzn. Wojciech Frykowski, Andrzej Jarecki, Daniel Passent, Jeremi Przybora i wielu, wielu innych. „Hłasko był proletariackim księciem, którego mi zazdrościły koleżanki – tak go zaklasyfikowała w swojej kolekcji. – Twarz rozgrymaszonego bachora, figura cowboya, ręce Madonny. Wyższy był od naszego pokolenia o pół głowy”.   On wychowany na Powiślu, edukację zakończył na poziomie podstawówki, od 16. roku życia pracował fizycznie jako robotnik na budowie i szofer. Zbuntowany i gniewny. Łudząco podobny do Jamesa Deana, na którego się zresztą robił. „Pisanie – mówił – jest tak wspaniałe, jak chlanie”. O jego nocnych wybrykach krążyły legendy, które sam podkręcał. W Kameralnej pojawiał się zwykle dopiero po północy – latem w szoferskiej skórze, zimą w swoim słynnym białym kożuchu. Wszyscy cisnęli się wtedy do baru, żeby choć się o niego otrzeć. Bo odezwać się do Hłaski było nie lada odwagą. Kto się odezwał głupio – dostawał w zęby.   Agnieszka Osiecka leczyła rany Marka po wcześniejszym związku Oboje komponowali swoje życie...

Czytaj dalej
INPLUS/East News

Barbara Krafftówna: pochowała dwóch mężów i jedynego syna, ale nie dała się złamać

Kiedy zmarł jej drugi mąż, obiecała sobie, że już nigdy nie zwiąże się z innym mężczyzną. Za wszelką cenę próbowała się chronić. Ale los miał dla niej inną tragiczną niespodziankę.
Sylwia Arlak
30.12.2020

Po zakończeniu II wojny światowej zamieszkała w Gdyni, gdzie Iwo Gall zakładał teatr. Wokół energicznej i wiecznie uśmiechniętej Krafftówny kręciło się wielu mężczyzn. Starał się o nią utalentowany pianista, lekarz, działacz kulturalny i zdolny muzyk. Z jednym umawiała się na domowe schadzki, z drugim chodziła na spotkania do cukierni, trzeci był jej oficjalnym adoratorem, a czwarty towarzyszył jej podczas wczasów w sanatorium. Gdy podczas wizyty we Wrocławiu poznała dyrygenta z tamtejszego teatru, rzuciła wszystkich adoratorów. Myślała, że to ten jedyny. „Ale nagle jakbym dostała obuchem w łeb. Powiedział coś, co było ciężkim chamstwem. Od tej pory przestał dla mnie istnieć” — wspominała Barbara Krafftówna w wywiadach. Przez długi czas była na środkach uspokajających Aktora Michała Gazdę poznała w teatrze, w którym razem pracowali. W 1953 roku na marszu z okazji 1 maja w Warszawie już wiedziała, że jest zakochana. Tak naprawdę, po raz pierwszy w życiu. „1 maja nieśliśmy razem szturmówkę z napisem »Niech żyje 1 maja«, 17 maja Michał oświadczył mi się, a już 1 czerwca odbył się ślub” — opowiadała. „Czy ja byłam kochliwa? Na pewno nie byłam obojętna. Moje niektóre koleżanki nagle znajdowały się w amoku miłości, choć na co dzień były szalenie racjonalne. Ale i ja bywałam w amoku zakochania, bez niego nie byłoby decyzji o małżeństwie. Potem amok przechodził, było spokojniej. Można było się cieszyć, planować. I marzyć. W ogóle u mnie wciąż jest gęsto od marzeń, stare zamieniają się w nowe, zmienia się ich kolejność. Cały czas” — opowiadała w wywiadzie dla weekend.gazeta.pl. Czytaj też:  Kalina Jędrusik i Stanisław Dygat – miłość, która się w głowie nie mieści Dwa lata później doczekali...

Czytaj dalej