Justyna Steczkowska ostro o mediach i show-biznesie!

„Jestem na ostatniej prostej, żeby w końcu pokochać siebie”
Sylwia Niemczyk
07.03.2019

Przez lata Justyna Steczkowska nie zgadzała się na wywiady i nie komentowała plotek na swój temat.  Dopiero teraz, w kwietniowej Urodzie Życia, wyjaśnia, dlaczego nie reagowała na pogłoski o końcu małżeństwa, romansie i rozpadzie rodziny!

„W ostatnich dwóch latach wszelkie granice zostały bez mojej zgody –  a  nawet przy wyraźnym sprzeciwie – przekroczone. Nie prostuję plotek na swój temat, bo to jest tylko woda na młyn dla portali i  kolejne kliknięcia kosztem czyjegoś realnego życia. Dlatego wytoczyłam sprawę wszystkim za kłamstwa na temat mojego prywatnego i zawodowego życia i ze wszystkimi do tej pory wygrałam. Ale czas od momentu złożenia dokumentów do przeprosin w gazecie to co najmniej trzy lata. Niestety. Pociesza mnie tylko fakt, że podopieczni fundacji Anny Dymnej i  ośrodek „Ufność” w Częstochowie dostaną finansowe wsparcie, ponieważ tam kieruję wszystkie pieniądze z wygranych procesów”, mówi w rozmowie  z Anną Maruszeczko. 

Wokalistka otwarcie też mówi o całym show-biznesie:

„Uprawiam specyficzny zawód. Z zewnątrz kolorowy i pełen lukru, ale jak go rozkroisz, bywa pełen zgniłych owoców. Czego od nas wymaga? Życia wyłącznie po to, żeby być akceptowanym przez innych, niezliczonej ilości followersów, którzy mają za zadanie karmić twoje nienażarte ego. Ale czy to nam daje szczęście? Czy nie robimy tego wszystkiego tylko dlatego, że uważamy, że  jesteśmy gorsi niż inni?”.

Jednocześnie Justyna Steczkowska opowiada, że podczas prac nad nową płytą Maria Magdalena. All is one  skupiła się na rozwoju swojej duchowości i dzięki temu dzisiaj może powiedzieć, że jest już na ostatniej prostej, by w końcu pokochać samą siebie.  

Cały wywiad w kwietniowej Urodzie Życia. Kliknij i kup wersję online!

Uroda Życia 4/2019
Marlena Bielińska

Justyna Steczkowska
Marlena Bielińska

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
Kasia Bem: medytacja, joga
Mat. prasowe

Świadomy oddech to twój skarb – jak lepiej oddychać? 

Oddech uwalnia od stresu, oczyszcza głowę, daje siłę. Posłuchaj podcastu Kasi Bem o świadomym i oczyszczającym oddechu.
Kasia Bem
06.02.2020

Chcesz żyć spokojniej, pełniej i bardziej świadomie? Możesz zacząć od dzisiaj! Joginka i nauczycielka medytacji, Kasia Bem, proponuje drobne zmiany w życiu, które mogą przynieść nam wielkie zmiany na lepsze. Jedną z nich jest zwykła zmiana sposobu oddychania… Słuchaj podcastu: Podcasty „Urody Życia” – słuchaj dla przyjemności, tam, gdzie lubisz:  Spotify ,  Anchor ,  Apple Podcast ,  Breaker ,  Google Podcast ,  Youtube . Inspiracją na dziś jest zdanie: „Oddech to skarb, który masz tuż pod nosem” – Jon Kabat-Zinn.  Każdy Nowy Oddech jest tak samo ekscytujący jak Nowy Rok. Przynosi obietnicę początku, wymazuje stare, daje czystą kartę i niesie nieograniczony potencjał. Jest jak otwarcie na oścież okien w pomieszczeniu z zastałym powietrzem, w którym panują duchota i gęsta atmosfera. Gdy decydujemy się na przewietrzenie naszego wnętrza, pozwalamy, aby popłynęło przez nas tchnienie życia w najczystszej postaci – to daje nieprawdopodobną moc, energię i spokój! Kilka świadomych wdechów i wydechów oczyści umysł, rozładuje napięcie, przyniesie ożywienie, inspirację i nowe pomysły. We wschodnich tradycjach pracy z ciałem i umysłem sztuka oddychania uważana jest za potężne narzędzie uzdrawiania i podstawę szczęśliwego życia. Głęboki, świadomy oddech odpręża, oczyszcza, odnawia i odmładza organizm. Oddech przeponowy łagodzi stres Mało tego, oddziałuje na nas nie tylko na poziomie fizjologii. Tybetańczycy nazywają oddech jeźdźcem umysłu. Jeśli oddech – jeździec – jest opanowany i spokojny, taki też jest umysł. Mówi się również, że kto panuje nad swoim oddechem, ten panuje nad sobą, a kto panuje nad sobą, ten panuje nad całym światem.  Warto...

Czytaj dalej
Toksyczna miłość
iStock

„Rozum swoje, a serce swoje” – mówią kobiety uzależnione od miłości

Eugenia Herzyk, psychoterapeutka z Fundacji Kobiece Serca mówi o nałogowej miłości: „To uzależnienie takie samo, jak hazard czy alkohol”.
Sylwia Niemczyk
22.01.2019

Miłość może stać się toksycznym nałogiem, który może tak samo zniszczyć nam życie, jak alkohol czy narkotyki – mówi krakowska psychoterapeutka Eugenia Herzyk, założycielka Fundacji Kobiece Serca,  specjalizującej się w problematyce uzależnienia od miłości, i autorka książek „Nałogowa miłość” i „DDD – Dorosłe Dziewczynki z rodzin Dysfunkcyjnych”. Wyjaśnia, że uzależnienie od miłości jest jednym z tzw. uzależnień behawioralnych, które można – i warto – leczyć.  Sylwia Niemczyk: Określenie: „uzależnienie od miłości” nie  kojarzy się poważnie. Eugenia Herzyk: To prawda, podobnie jak seksoholizm. Niewtajemniczeni w problematykę mężczyźni żartują, że jeśli już od czegoś się w życiu uzależniać, to właśnie od seksu, tymczasem osoby, które zmagają się z  tym zaburzeniem, cierpią katusze. Uzależnienie od miłości, tak jak każdy inny nałóg, może być groźne dla życia i zdrowia. Wszyscy znamy tragiczne historie Whitney Houston czy Amy Winehouse – to są przypadki kobiet, które kochały za bardzo. Wiele z nas zna z własnego otoczenia czy nawet osobistego doświadczenia sytuacje, kiedy miłość nie karmi nas i nie wzmacnia, ale jest toksyną. W polskim piśmiennictwie psychologicznym rzadko pojawia się nawet nazwa tego zaburzenia, choć na Zachodzie psychiatrzy, psychologowie i  psychoterapeuci traktują uzależnienie od miłości poważnie. Nałogowej miłości poświęconych jest wiele prac naukowych, choćby w wydanej w 2014  roku, cenionej przez specjalistów książce „Behavioral Addictions” („Uzależnienia behawioralne”), jest rozdział dotyczący uzależnienia od miłości. Jestem typem naukowca, zrobiłam doktorat z  chemii, więc praca badawcza nie jest mi obca. W taki sam naukowy...

Czytaj dalej
moda fair trade
Adobe Stock

T-shirt od podszewki: poznaj kulisy współczesnego niewolnictwa

Za nasze tanie ubrania oni płacą swoim życiem.
Sylwia Niemczyk
04.01.2019

Katastrofa w Bangladeszu, w której giną setki szwaczek. A w tle znane marki, tanie ubrania, wyzyskiwani robotnicy, zadowoleni klienci. Dziennikarz Marek Rabij zbadał kulisy współczesnego niewolnictwa.   Paweł Sulik: Dlaczego pojechał pan do Bangladeszu? Marek Rabij: Jako dziennikarz zajmuję się globalizacją, a raczej tym, co dobrego lub złego przynosi. Kiedy 24 kwietnia 2013 roku zawalił się budynek Rana Plaza, pod którego gruzami zginęły setki ludzi, pojechałem do Bangladeszu, aby dowiedzieć się, kto i w jakich warunkach tam pracował.   W tej największej katastrofie w historii przemysłu odzieżowego było też coś, co niestety umykało mediom. Co prawda podawano liczbę 1127 ofiar, ale często zapominano dodać, że były to głównie kobiety – szwaczki. Mało kto też zastanawiał się, dlaczego właściwie przyszły do pracy, skoro ludzie już wcześniej widzieli niebezpieczeństwo zawalenia się budynku, a niektórzy nie chcieli nawet rozpocząć pracy tego dnia.   I o tej katastrofie wtedy na gorąco napisał pan reportaż. Tak, pod znaczącym tytułem „Krew, pot i szwy”. Opisywałem fatalne warunki pracy bangladeskich szwaczek, ich głodowe zarobki. Szukałem też dowodów na to, że szyto ubrania dla polskich firm, ale nie znalazłem. Dopiero czeskiemu fotografowi udało się zrobić zdjęcia polskich metek na gruzach budynku.   To był zwrot w całej sprawie. Nie mogliśmy już mówić, że to się dzieje gdzieś daleko i jest straszne, ale my za to nie odpowiadamy. Okazało się, że odpowiadamy. Od tego momentu wiedziałem, że muszę wrócić do Bangladeszu. Porozmawiać ze szwaczkami, z ludźmi z fabryk odzieżowych.   O katastrofie mówiły media na całym świecie. Padły zarzuty pod adresem wielu znanych, również polskich firm. Jak one zareagowały? W...

Czytaj dalej
Rozwód rodziców krzywdzi dzieci
getty images

Rozwód rodziców jest dla dzieci jak wojna. Płacą za nią depresją, zaburzeniami odżywiania…

Dzieci udają bohaterów przed rodzicami, mówiąc: „Wszystko jest świetnie, uda się to zrobić, nic się nie dzieje”. Ale kiedy zostają same, ogarnia je wielki strach – o tym, jak rozwód wpływa na dzieci, mówi Gro Dahle, norweska psychoterapeutka.
Maja Lenartowicz
04.01.2019

Nawet kilka lat po rozwodzie okazuje się, że najstarsze dziecko, szczególnie jeśli jest to córka, wpada w depresję. Rodzice się dziwią: „Dlaczego? Tak świetnie sobie radziła! Co się z nią stało?”. A w niej pękają wszystkie przez lata ukrywane emocje – o tym, jak rozwód wpływa na dzieci, mówi  Gro Dahle, norweska psychoterapeutka,   poetka i pisarka, autorka książek dla dzieci o trudnych rodzinnych relacjach.  W 2016 roku wyszła w Polsce jej książka dla dzieci: „Wojna”, której tematem jest rozwód rodziców.    Maja Lenartowicz: Kiedy postanowiłaś, że twoja książka będzie nosiła tytuł „Wojna” – bardzo mocny, biorąc pod uwagę, że to książka dla dzieci o rozwodzie rodziców? Gro Dahle: Wiedziałam o tym od samego początku. Rodzina terapeutów zaproponowała mi, żebym napisała książkę o wojnie między rodzicami w trakcie rozwodu. Przyszli do mnie już z gotową metaforą. A wzięła się ona z wielu rozmów, które przeprowadzali z dziećmi rozwodzących się rodziców. I to właśnie dzieci używały najczęściej tego terminu. Widziały zdjęcia i filmy wojny z krajów arabskich, Syrii, wcześniej Bośni i Hercegowiny. Opowiadały, że czują się jak szpiedzy („mama prosi, żeby obserwować tatę”), uchodźcy (ciągłe przenoszenie się z miejsca na miejsce w ramach opieki naprzemiennej).   Nawet 10 lat po rozwodzie najstarsze córki cierpią. Dlaczego? Ba, zdarza się, że nawet 10 lat po rozwodzie rodzice ciągle nie mogą przepracować tej sytuacji. Używają dzieci jako posłańców przenoszących wiadomości, nie rozmawiają ze sobą. To sytuacje skrajne, ale się zdarzają. Dzieci w takiej sytuacji zastanawiają się na przykład, czy wypowiedzenie imienia matki lub ojca jest „legalne”,...

Czytaj dalej