Julianne Moore: Mąż młodszy o 10 lat to recepta na szczęście i długą młodość
Julianne Moore i Bart Freundlich / East News

Julianne Moore: Mąż młodszy o 10 lat to recepta na szczęście i długą młodość

Gdy 26-letni reżyser Bart Freundlich zdał sobie sprawę, że zakochał się w o dziesięć lat starszej Julianne Moore, stanął przed lustrem i zaczął powtarzać do swojego odbicia: „Nawet o tym nie myśl!”.
Anna Zaleska
14.01.2021

Bart Freundlich wzruszająco opowiada o momencie, gdy zaczął się w Julianne zakochiwać. Miał 26 lat, pracował nad swoim pierwszym filmem metrażowym „Zjazd”, a do głównej roli – tak to sobie zdefiniował – szukał aktorki wewnętrznie skomplikowanej, która ma w sobie wiele smutku, ale nie widać tego na jej twarzy. Jego wybór padł na Julianne Moore, która w 1996 roku rzeczywiście miała w sobie dużo smutku – właśnie przeszła przez trudny rozwód z aktorem Johnem Gouldem Rubinem po trwającym dziewięć lat małżeństwie. Było to dla niej tak dewastujące, że nie obyło się bez pomocy psychoterapeuty. Miała poczucie, że jej życie osobiste jest katastrofą i już zawsze tak będzie.

Odetchnij, pokochaj, usłysz siebie. Życzenia na święta i 2021 rok od „Urody Życia”

Julianne Moore: Czy to może się udać?

Freundlich pamięta moment, gdy na planie filmu zobaczył Julianne stojącą na dworze, bez płaszcza, wyraźnie przemarzniętą. Bardzo chciał ją jakoś ochronić przed zimnem. Mało się znali, więc nie ośmielił się zaoferować jej swojej kurtki czy otoczyć ramieniem, by ją ogrzać. Ale że mierzył metr dziewięćdziesiąt, a ona była kobietą filigranową, stanął przy niej plecami do wiatru i osłonił ją przed wiatrem. Zauważyła ten gest, uśmiechnęła się. To był pierwszy moment, gdy coś intymnego między nimi się zadziało.

O ponad dziesięć lat młodszy początkujący reżyser potrzebował jednak czasu, by odważyć się na następny krok. Był tak onieśmielony, że próbował ignorować fakt, że się zakochał. „Pamiętam, jak stałem przed lustrem i mówiłem do swojego odbicia: Nawet o tym nie myśl!”. Julianne też początkowo nie brała pod uwagę takiego związku. „To była ogromna różnica! On miał 26 lat, ja 35! Ale im lepiej go poznawałam, tym starszy i dojrzalszy mi się wydawał”. Przyjaciele, którzy im kibicowali, uważali z kolei, że to Julianne jest młodzieńcza i pełna życia jak dwudziestolatka. Zresztą uczucie między nimi stało tak silne, że w końcu nikt już w metryki nie patrzył.

Gdy w 2015 roku Julianne będzie odbierać Oscara za „Motyl Still Alice”, zażartuje: „Słyszałam, że Oscar odmładza o pięć lat. Jeśli to prawda, to bardzo dobrze, bo mam młodszego męża”.

Prawdziwa miłość nie przypomina komedii romantycznej

Ślub – kameralny, w obecności trzydziestki gości – wzięli po siedmiu latach od pierwszego spotkania. aktorka włożyła różową sukienkę od Prady i limonkowe szpilki. Podczas ceremonii trzymali na rękach swoje dzieci: roczną córeczką Liv i pięcioletniego syna Caleba.

Ich związek okazał się nadzwyczaj szczęśliwy. Co roku przy okazji rocznicy ślubu – teraz już 17. – Julianne Moore jest pytana, jak przez tyle lat utrzymać udaną relację. „Jedyne, co mogę powiedzieć, to że wy oboje musicie naprawdę chcieć tego małżeństwa. Widziałam związki, które nie funkcjonowały dobrze, bo jedna z osób po prostu go nie chciała. Myślę, że jeśli oboje się staracie, by wszystko dobrze działało, wtedy naprawdę dobrze wam razem ze sobą.”

Często podkreśla, jak ważna jest praca nad związkiem: „W naszej kulturze mówi się, że jeśli chcesz zrobić karierę, musisz ciężko pracować, chodzić do szkoły, szukać pracy, przykładać się. A miłość ma ci się po prostu przydarzyć. Pewnego dnia spotykasz kogoś i jakbyś dostała obuchem w głowę, bum! Tak się dzieje w komediach romantycznych. W prawdziwym życiu trzeba poświęcić czas na uczucie i budowanie związku”. Dodaje też, jak bardzo ważne jest to, by się razem śmiać. „Jeśli nie śmiejecie się we dwoje, to naprawdę źle wróży”.

Jak dobrze oni razem się bawią, widać czasem na instagramie aktorki. Żartując z siebie nawzajem. Nosząc takie same T-shirty. Dzieląc się zwykłymi sytuacjami ze swojego życia. Ostatnio z okazji zwycięstwa Joe Bidena w wyborach prezydenckich adoptowali psa ze schroniska i nadali mu imię Hope – Nadzieja.

Ale o jedno się kłócili – Bart był zazdrosny o sceny miłosne, w których grała Julianne. Zwłaszcza na początku związku, gdy musiał mierzyć się z faktem, że w „Boogie Nights” występowała z Markiem Wahlbergiem, a tam seks był pokazany naprawdę odważnie. Argumenty, że to przecież praca, nie przemawiały do niego – choć sam był przecież reżyserem.

Miłość i dużo śmiechu

Oboje są bardzo oddanymi rodzicami. Podpisują się pod złotą zasadą: dzieci na pierwszym miejscu. Pracę tak organizują, by było to możliwe, choć przy ich zawodzie bywa to wyzwaniem. Dlatego od narodzin syna zrobili razem tylko jeden film. Ale gdy dzieci trenowały koszykówkę, starali się być na każdym meczu. Musiał się znaleźć czas na to, by wozić córkę na lekcje baletu. Gdy Caleb wybierał college, oboje jeździli z nim na wszystkie uczelnie, które rozważał. Kiedy kręcili razem film „After The Wedding” (2019), córkę zaangażowali na planie, by pełniła funkcję asystentki. Była tak przejęta, że śledziła każdy krok odtwórczyni głównej roli – swojej mamy – i powiadamiała o tym ekipę. „Julianne jest w toalecie”. „Kochanie, tego akurat nie muszą wszyscy wiedzieć”. „Mamo, ja tu pracuję!”.

Swoją żywiołowością i poczuciem humoru Julianne zaraża całą rodzinę, choć nastoletnie dzieci nieraz wprawiała tym w zakłopotanie. Gdy zaczynała tańczyć z sklepie spożywczym, zmieniała głos, by brzmieć jak postać z kreskówki, gdy przysyła im swoje zdjęcia z nakładką, która zmieniła ją w Benedicta Cumberbatcha. Przywykli, że ich żywiołowej mamie przytrafiają się gafy. Kiedyś podczas jazdy samochodem rozmawiali z Bartem o czyimś rozwodzie. I jakoś tak niechcący, trzymając w dłoni komórkę, Julianne nagrała tę rozmowę. A gdy to zauważyła, wpadła w taką panikę, że – znów niechcący – wysłała nagranie jako wiadomość głosową do wszystkich znajomych. 

Dla Julianne Moore udany związek i kochająca się rodzina wydają się receptą nie tylko na szczęście, ale i na wieczną młodość. Wszyscy ją pytają: jak w wieku sześćdziesięciu lat wyglądać na czterdzieści? Jej twarzy nigdy nie dotknął chirurg plastyczny. Uważa, że Botox i inne tego rodzaju zabiegi przynoszą odwrotne rezultaty. Gdy teraz razem z 50-letnim mężem udziela wywiadów, to ona wygląda na sporo młodszą. On wpatruje się w nią z nieprzemijającym zachwytem.

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
Julia Roberts i Daniel Moder / East News

Julia Roberts i Daniel Moder są razem od 18 lat! Ale tę miłość musiała sobie wywalczyć 

„Moje spotkanie z Danielem można porównać do trzęsienia ziemi”, mówiła Julia Roberts. „Natychmiast zdałam sobie sprawę, że moje życie zmieni się na zawsze i wszystko będzie zupełnie inne”. I rzeczywiście – było.
Anna Zaleska
04.01.2021

Kiedy w 2001 r. poznała Daniela Modera, 34-letnia wówczas Julia Roberts miała już na koncie sporo nieudanych związków. Była zaręczona z Kieferem Sutherlandem, spotykała się Matthew Perrym i Liamem Neesonem. W 1993 roku wyszła za mąż za muzyka country Lyle'a Lovetta, ale rozwiedli się po zaledwie dwóch latach. Kolejny związek – z aktorem Benjaminem Brattem – wydawał się bardziej udany, ale zakończył się, gdy na planie filmu „Meksykanin” Julia Roberts zakochała się po raz kolejny. Tym razem nie w gwiazdorze, ale w operatorze filmowym. Hollywoodzki mezalians: wielka gwiazda i skromny operator Ich związek mógł wydawać się czymś w rodzaju hollywoodzkiego mezaliansu. Ona była gwiazdą, laureatką Oscara za „Erin Brokovic”, najlepiej opłacaną aktorką w historii kina. On pracował na planie jako operator kamery, jeden z wielu. Od trzech lat był mężem argentyńskiej makijażystki Verą Steimberg. O „pretty woman” nie śmiałby nigdy nawet marzyć. Ale dla obojga to spotkanie okazało się jak trzęsienie ziemi. W mediach krążyły pogłoski, że Julia Roberts wypłaciła porzuconej żonie 200 tysięcy dolarów swego rodzaju „odszkodowania”. Czy to prawda? Nie wiadomo, wiadomo za to, że Vera Steimberg przez dwa lata nie chciała zgodzić się na rozwód. Ale Julia Roberts nie zamierzała się poddać. Do dziś zagadką pozostaje T-shirt, w jakim pokazywała się publicznie w tamtym czasie, z ręcznie wyszytym napisem „A Low Vera”. Co znaczył ten kalambur? „Low” jest słowem wieloznacznym. Może odnosić się do niskich kosztów, może też znaczyć „podła”. Gdy Oprah Winfrey spytała o to aktorkę, ta odpowiedziała tylko: „To prywatna sprawa. Ale obstaję przy moim T-shircie”. W końcu zakochanym udało się poukładać sprawy. Ślub pary odbył się...

Czytaj dalej
East News

Nicole Kidman i Keith Urban: „Spotkanie jej i małżeństwo nie zmieniło mojego życia. Było jego początkiem”

Kiedy się poznali, oboje czuli się bardzo samotni. „Weszliśmy do swojego życia w najlepszym czasie, gdy mogliśmy się na siebie otworzyć” — mówiła Nicole Kidman o relacji ze swoim mężem, Keithem Urbanem.
Sylwia Arlak
25.11.2020

Poznali się w styczniu 2005 roku podczas gali honorującej osiągnięcia australijskich artystów w USA. „Po raz pierwszy spotkaliśmy się na przyjęciu w Los Angeles. Pamiętam, że pomyślałem: »O rany, naprawdę chciałbym ją poznać. Oboje pochodzimy z Australii i jestem pewien, że przeszliśmy podobną drogę«. Kiedy weszła do pokoju, w którym stałem z przyjaciółmi, byłem pod wrażeniem. Przysięgam, że sunęła po pokoju, unosiła się. Nie wiem, jak to zrobiła. To było nie z tego świata. Pomyślałem. »Po prostu idź do niej i przywitaj się« — wspominał słynny muzyk country Keith Urban, dodając: „Zebrałem się na odwagę, by iść i to zrobić. Byłem bardzo zdenerwowany, a ona bardzo miła. Powiedziałem »Miło cię poznać« i odszedłem. Dopiero potem pomyślałem: »Może powinienem powiedzieć coś więcej?«. Wróciłem, przeprosiłem i zaczęliśmy rozmawiać. Zaiskrzyło”. Nicole Kidman w wywiadzie dla Ellen DeGeneres w 2017 roku wspominała: „Podkochiwałam się w nim, a on nie był mną zainteresowany. Tak mi się wtedy wydawało. Po naszym spotkaniu nie dzwonił do mnie przez cztery miesiące”. Kidman i Cruise. To miała być miłość na całe życie Nie dzwonił ze strachu. „Ktoś dał mi kartkę z jej numerem i przez jakiś czas trzymałem ją w kieszeni. Patrzyłem na nią i myślałem: »Jeśli zadzwonię pod ten numer, ona odbierze. Nie wiem, co mam jej powiedzieć« — wspominał w australijskim talk-show Interview w 2018 roku. „Nie byłem w najlepszym miejscu w swoim życiu. Nigdy bym nie pomyślał, że Nicole zobaczy coś w takim facecie, jak ja. Ale w końcu się odważyłem. Zadzwoniłem i zaczęliśmy rozmawiać. Rozmawialiśmy i rozmawialiśmy, i rozmawialiśmy, i rozmawialiśmy. Szło nam świetnie” — dodał. Oboje czuli się bardzo samotni....

Czytaj dalej
Demi Moore
Getty Images

Demi Moore straciła wszystko: miłość, uczucia córek, karierę – i właśnie znów jest na szczycie

Co za come back! Amerykańska gwiazda kina lat 90. Demi Moore, była żona Bruce’a Willisa i Ashtona Kutchera, wraca w naprawdę dobrej formie. Nie rolą filmową, ale jako autorka książki „Demi Moore. Intymnie”. 
Agnieszka Dajbor
27.09.2020

Demi Moore zaczęła pisać biografię w poczuciu, że straciła wszystko: miłość, uczucia córek, karierę. „Jak się tu znalazłam, w takim miejscu?”, pytała. Opowiadając o swoim życiu, porządkowała je, odbudowywała. I wyszła z tej próby wzmocniona, znowu wspaniała. W USA autobiografia Demi znalazła się na pierwszym miejscu bestsellerów „New York Timesa” i została uznana za najlepszą książkę roku w kategorii non fiction. Każdy, kto ją przeczyta, uzna, że nie są to bezpodstawne zaszczyty. „Intymnie” to spowiedź życia, poruszająca i szczera. Trzeba powiedzieć, że Demi miała w tej pracy bardzo dobrą partnerkę. Pisała z pomocą cenionej amerykańskiej dziennikarki „New Yorkera” i feministycznej aktywistki Ariel Levy. Wydawało się, że są z dosyć odległych światów, bo Levy nigdy nie zajmowała się gwiazdami. Ale zbliżyło je kobiece doświadczenie – obie miały za sobą poronienie. Nikt nie miał wątpliwości, że spowiedź należy do Demi, nawet sama Levy podkreślała: „To jej historia i jej język. Ja byłam tylko położną”.  Co ciekawe, Demi mówi w książce więcej o swoich upadkach i niepowodzeniach niż o sukcesach, choć tych ostatnich przecież nie brakowało. W latach 90. znalazła się w panteonie gwiazd – obok Julii Roberts, Meg Rayan, Winony Rider. Filmy „Uwierz w ducha”, „Ludzie honoru”, „Niemoralna propozycja” czy „W sieci” stały się wielkimi hitami i weszły do klasyki kina.  Demi Moore nie była może wielką aktorką na miarę Meryl Streep, ale miała ciepło dziewczyny z sąsiedztwa, urodę, zmysłowość i rodzaj magnetyzmu, który czynił z niej gwiazdę. Za „Striptiz” (1996) dostała 12,5 miliona dolarów i stała się najlepiej zarabiającą aktorką na świecie. Wiele gwiazd, m.in. Gwyneth Paltrow,...

Czytaj dalej