Ta miłość wyniosła Judy Garland na sam szczyt i ściągnęła na dno
Getty Image

Ta miłość wyniosła Judy Garland na sam szczyt i ściągnęła na dno

Skandale, aborcje, pigułki, przemoc i krótkie chwile szczęścia Judy Garland.
Magdalena Żakowska
03.01.2020

To jedna z najsmutniejszych historii miłosnych Hollywood. Zaczyna się aborcją, a kończy skandalem. Dużo w  niej przemocy, promili i pigułek. Trudno uwierzyć, że małżeństwo z Sidem Luftem przyniosło Judy Garland kilka najszczęśliwszych lat życia i zrobiło z niej artystkę.

Nie połączyła ich miłość od pierwszego wejrzenia ani do grobowej deski. W ciągu 13 lat małżeństwa Judy Garland i Sid Luft zdradzali się, odchodzili od siebie i wracali. On, hazardzista i pijak, roztrwonił cały jej majątek. Ona, uzależniona od leków i  narkotyków, kilkanaście razy próbowała odebrać sobie życie, z czego dwukrotnie poderżnęła sobie gardło, a raz zapadła w śpiączkę z powodu przedawkowania leków nasennych. Podczas procesu rozwodowego ona zeznała, że ją bił, a on, że większość ich małżeństwa przespała na prochach. Ale już następnego dnia po rozwodzie wybaczyli sobie wszystko.

Do końca życia pozostali najbliższymi przyjaciółmi, a wspólnie spędzone lata zgodnie zaliczali do najszczęśliwszych. Jeśli spojrzeć na życie Judy Garland z perspektywy czasu, trudno nie przyznać im racji. Jej największe sukcesy – broadwayowskie koncerty, za które otrzymała nagrodę Tony, film „Narodziny gwiazdy”, za który zdobyła nominację do Oscara, legendarny występ w Carnegie Hall – nie udałyby się bez udziału Sida Lufta. To dzięki niemu stała się gwiazdą porównywaną z Frankiem Sinatrą. Ale żeby zrozumieć, dlaczego tak trudny związek był jednocześnie najbardziej udanym w życiu Judy Garland, trzeba wiedzieć, przez co przeszła wcześniej.

Czytaj też: Sophia Loren: dorastała w biedzie, siedziała w areszcie i oburzyła władze Watykanu

Jak dobrze się znają: Małgorzata Foremniak i jej córka, Ola Jędruszczak?

O całym życiu Judy Garland zdecydowała jej matka

Chociaż była jedną z najjaśniejszych gwiazd swoich czasów, jej życie bardziej przypominało koszmar niż spełnienie hollywoodzkiego snu. Karierę zaczynała w czasach, kiedy amerykańską kinematografią rządziło niepodzielnie kilka wielkich wytwórni, a  kontrakty z  gwiazdami obejmowały nie tylko filmy, ale także ich życie prywatne. Wytwórnie narzucały swoim aktorkom repertuar, nazwisko, wygląd, wagę i  mężów, a  Judy Garland miała pecha, bo jej matka zdecydowała, że córka zostanie gwiazdą zaraz po przyjściu na świat. W  wieku dwóch lat Judy pożegnała się więc z  dzieciństwem i  rozpoczęła profesjonalną karierę jako aktorka, tancerka i  piosenkarka wodewilowa.

W wieku siedmiu lat zadebiutowała w filmie, a matka podała jej po raz pierwszy leki nasenne, żeby efektywniej wypoczywała podczas kilku godzin snu między zdjęciami. Judy nigdy nie chodziła do normalnej szkoły. W wieku 12 lat podpisała siedmioletni kontrakt z wytwórnią filmową Metro-Goldwyn-Meyer. Miała genialny głos, świetnie tańczyła, ale reżyserzy narzekali na jej banalną urodę. Na polecenie wytwórni wstawiono jej w nosie specjalne dyski modelujące od środka jego kształt i nasadki na zęby, zmieniono kształt jej brwi, linię włosów i zmuszono do zażywania amfetaminy, by zachowała szczupłą sylwetkę. Do końca życia zmagała się z kompleksami i  brakiem poczucia własnej wartości.

Zachowały się relacje świadków, którzy twierdzili, że 12-letnią Judy molestował jeden z  szefów wytwórni, Louis B. Meyer. Jej matka nie protestowała, kiedy Meyer brał Judy na kolana i  wkładał dziewczynce rękę pod bluzkę, a jednocześnie publicznie ją ośmieszał, twierdząc, że jest „małym garbuskiem, maskotką wytwórni”. 

Rola Dorotki w „Czarnoksiężniku z krainy Oz” uczyniła z niej gwiazdę

16 listopada 1935 roku podczas występu na żywo w radiu 13-letnia Judy dowiedziała się, że jej tata umiera w  szpitalu na zapalenie opon mózgowych. Matka nie pozwoliła przerwać występu. Po raz pierwszy Garland wykonała wtedy piosenkę „Zing! Went the Strings of My Heart” na tyle dramatycznie, że utwór stał się później jej najbardziej rozpoznawalnym przebojem. Nie zdążyła pożegnać się z  ojcem. 

Judy Garland w „Czarnoksiężniku w krainie Oz”
East news

W wieku 16 lat Judy była już trwale uzależniona od amfetaminy i  barbituranów. Zagrała wtedy swoją najsłynniejszą rolę, Dorotki w „Czarnoksiężniku z  Oz”, i na stałe wpisała się do historii kina dzięki piosence „Over The Rainbow”. Na potrzeby tej roli nosiła perukę, piersi ściskano jej taśmą i sznurowano w ciasnym gorsecie, który miał za zadanie spłaszczyć jej kobiece już wówczas kształty. Sukces filmu był jednocześnie początkiem końca Judy Garland – po wyczerpującej trasie promocyjnej przeszła pierwsze załamanie nerwowe. W ciągu kilkunastu kolejnych lat zagrała w blisko 40  filmach, a krótkie przerwy między zdjęciami spędzała w szpitalach psychiatrycznych i na odwykach.

Do pierwszej aborcji zmusiła ją matka. Judy miała wówczas 19 lat i pierwszego z  pięciu mężów, ale wytwórnia uznała, że macierzyństwo popsułoby wizerunek słodkiej dziewczyny z sąsiedztwa. Z drugiego małżeństwa, z o 20 lat starszym reżyserem Vincentem Minnellim, miała córkę Lizę. Jednak mimo starań nie była dobrą matką. Jej życie już do końca było nieustannym zmaganiem się – z uzależnieniem, matką, myślami samobójczymi, kolejnymi mężami próbującymi odebrać jej dzieci, bezrobociem, a wreszcie ubóstwem. Jej kariera po raz pierwszy załamała się, kiedy aktorka miała 28 lat – została wyrzucona z wytwórni filmowej ze względu na pogarszający się stan zdrowia, a jej miejsce w kinie zajęła Ginger Rogers. I to byłby koniec historii Garland, gdyby rok później nie spotkała Sida Lufta.

Czytaj też: Catherine Deneuve: „Zawsze mówiłam to, co myślę”. Wyklęto ją, gdy przyznała, że miała aborcję

Miała czterech mężów. Kochała tylko jednego

Niektórzy widzą w nim zbawiciela, który zaopiekował się Judy w momencie, kiedy Hollywood odwróciło się do niej plecami. Inni uważają, że po prostu skorzystał z okazji, aby wypompować z niej resztki talentu i pieniędzy. Kiedy się poznali, nikt nie przypuszczał, że ich związek przetrwa 13 lat i  że będzie to najszczęśliwszy okres w życiu gwiazdy. 

Ich miłość zaczęła się od aborcji. Kiedy poznali się w 1950 roku w Nowym Jorku, ona była jeszcze żoną Minnellego (ich córka Liza urodziła się w 1946 roku), a on mężem aktorki Lynn Bari. Dziecko z innym mężczyzną nie wchodziło w  grę, wszyscy w Ameryce pamiętali, jak szybko z  tego właśnie powodu skończyła się kariera Ingrid Bergman, którą publiczność i wytwórnie skazały na banicję za to, że zaszła w  ciążę z  Robertem Rossellinim, będąc jeszcze żoną Pettera Lindströma. Judy nie chciała popełnić tego samego „błędu”, tym bardziej nie chciał tego Sid, który wpadł w tym czasie na pomysł broadwayowskiego show z jej udziałem. W poświęconej ich relacji książce „Judy & I” Sid Luft przyznaje ze skruchą, że kiedy ukochana była w szpitalu na nielegalnym zabiegu, on spędzał wesoło czas na wyścigach konnych, a już kilka dni później namówił ją do udziału w  próbach do produkowanego przez siebie spektaklu. 

Judy Garland i Sid Luft
Getty Image

Występ Judy Garland w The Palace Theater na Broadwayu przeszedł do historii. „Show, który stworzyliśmy, stał się początkiem legendy Judy, jej kultu, statusu niekwestionowanej gwiazdy” – pisał we wspomnieniach Sid. To dzięki koncertom w The Palace stała się samodzielną gwiazdą pokroju Franka Sinatry, której żadna wytwórnia nie mogła już niczego narzucić. Sama wybierała piosenki do swojego repertuaru, sama decydowała o aranżacji, nareszcie mogła ubierać się jak dorosła, seksowna kobieta. Nikt już nie spłaszczał jej piersi taśmą, nikt nie zaplatał warkoczyków. Wyjęła dyski z  nosa, z  dumą uśmiechała się, pokazując własne, lekko krzywe zęby. Show nie schodził z afisza przez rekordowe 19 tygodni i przyniósł aktorce nagrodę Tony za „odrodzenie sztuki wodewilu”. 

Amfetamina na pobudkę, morfina na sen

„Po raz pierwszy w życiu jestem naprawdę szczęśliwa – mówiła. – Sid jest typem mężczyzny, na którym mogę polegać. Pomógł mi się podnieść, kiedy upadłam, jest silny i zawsze już będzie mnie chronił. A co najważniejsze – lubię go tak samo mocno, jak kocham”. W 1952 roku rozwody Judy i  Sida zostały sfinalizowane, pobrali się w lipcu tego samego roku, a w listopadzie urodziła się ich córka Lorna. Dopiero wtedy Sid zorientował się, że problemy zdrowotne jego żony to nie tylko „klasyczna bezsenność”. Krótko po porodzie Judy przeszła depresję, z  której nie wyszła przez dwa kolejne lata. Odmawiała terapii i rozmowy na temat uzależnienia. Nigdy się zresztą do niego nie przyznała. Nikt nie miał pełnej wiedzy na temat tego, jakie leki w jakich ilościach zażywa. Psychiatra przepisywał jej psychotropy na depresję, mąż koleżanki środki uspokajające, z innych źródeł brała amfetaminę i morfinę. W  efekcie jej stan przez kolejne kilka lat wahał się od euforii po kompletne załamanie nerwowe.

„Kiedy poznałem Judy, wiedziałem, że ma problemy, ale nie myślałem o niej jako o klinicznie chorej osobie. Dotarło to do mnie dopiero po narodzinach Lorny. Nie mogłem nic zrobić. Kiedy po raz pierwszy odwiedziłem ją w szpitalu po tym, jak poderżnęła sobie gardło, usłyszałem od niej tylko: »Nie będę o  tym rozmawiać«. I tak było już do końca” –  wspomina w książce Sid.

Johnowi F. Kennedy’iemu śpiewała kołysanki

Podczas rozwodu z Vincentem Minnellim Judy skarżyła się, że mąż nie jest dla niej wystarczającą podporą, nie dba o jej karierę. Sid był tego przeciwieństwem. Kiedy podpisywali akt ślubu, Judy miała już zaplanowane przez niego koncerty na kolejną dekadę. Kupili wspaniałą posiadłość na wzgórzach Beverly Hills, gdzie przyjmowali największe gwiazdy swoich czasów – od Marilyn Monroe i  Elizabeth Taylor, przez Cary’ego Granta i  Gary’ego Coopera, po Johna F. Kennedy’ego. Ten ostatni, kiedy został już prezydentem, miał w zwyczaju dzwonić wieczorem do Judy z prośbą, aby zaśpiewała mu „Over the Rainbow”. Nie mogła odmówić, nawet wtedy, kiedy przygnieciona depresją od kilku dni nie wstawała z łóżka. Córka Judy Garland, Lorna Luft, wspomina, że widok zapłakanej matki śpiewającej do telefonu rozdzierał jej serce.

Sid opiekował się nią tak, jak potrafił. Sprowadzał kolejnych lekarzy, zatrudnił opiekunkę, która nie opuszczała Judy nawet na chwilę, podsłuchując pod drzwiami za każdym razem, gdy zamykała się w łazience. Z 13 wspólnych lat co najmniej połowę Judy spędziła w  szpitalach i na odwykach. Sid też nie był bez skazy. Były bokser, pijak i  hazardzista częściej bywał w kasynie lub na wyścigach konnych niż przy łóżku chorej żony. Ale ich słabości były w ten związek wpisane od początku. Nie żywili do siebie urazy. 

Judy Garland z Lizą Minelli
East news

W 1954 roku Judy i Sid założyli firmę producencką i rozpoczęli zdjęcia do swojego pierwszego, a zarazem ostatniego wspólnego filmu: „Narodziny gwiazdy”. Judy nie wytrzymała napięcia. Przeszła kolejne załamanie nerwowe. Przerwa w  zdjęciach była dla produkcji zabójcza, a  straty ogromne i chociaż film miał fantastyczne recenzje, frekwencja była wysoka, a Judy dostała nominację do Oscara dla najlepszej aktorki pierwszoplanowej, okazał się finansową klapą. Firma producencka upadła, a szansa na powrót aktorki na afisze została zaprzepaszczona. 

Czytaj także: Barbarze małżeństwo z Frankiem Sinatrą wydawało się snem na jawie

Najwspanialsza noc w historii show-biznesu należy do niej

Judy nie mogła uczestniczyć w gali rozdania Oscarów, bo dosłownie tego samego dnia urodziła Sidowi drugie dziecko – syna, Josepha. Stacje telewizyjne przyjechały więc do niej – w jej szpitalnym pokoju tłoczyło się kilkunastu dziennikarzy z kamerami. Oscara zdobyła ostatecznie Grace Kelly. Judy mówiła później, że było to jej największe zawodowe rozczarowanie. Naprawdę wszyscy – od krytyków po zwykłych widzów – typowali ją na zwyciężczynię. Zagrała jeszcze później w dosłownie kilku produkcjach, które nie odniosły już podobnego sukcesu. Ostatnie wspólne przedsięwzięcie Judy i Sida to jej recital w  Carnegie Hall w 1961 roku. Miała marskość wątroby, lekarze dawali jej zaledwie dwa lata życia, ale na scenie wypadła fantastycznie. Każdą piosenkę śpiewała tak, jakby to była ostatnia piosenka śpiewana ostatniego wieczoru podczas ostatniej trasy koncertowej w jej życiu. Krytycy okrzyknęli ten wieczór mianem „najwspanialszej nocy w historii show-biznesu”.

Po tym sukcesie Sid miał kolejne pomysły na odbudowanie jej kariery, ale odmówiła dalszej współpracy. Chciała już tylko spokoju i czasu, który mogłaby poświęcić dzieciom. „Kiedy dowiedziałam się, że jestem nieuleczalnie chora, po raz pierwszy poczułam się wolna. Zniknęła cała presja, nie muszę spełniać już niczyich oczekiwań” – wyznała. I zdecydowała rozstać się z Sidem.

Ich rozwód przebiegał w atmosferze skandalu. Wzajemnym oskarżeniom nie było końca, chociaż nie kłócili się przecież o pieniądze, bo tych już dawno nie było. „Najdroższy Sidzie – napisała do niego w liście dzień po podpisaniu papierów rozwodowych. – Nasze małżeństwo się skończyło, ale twoją przyjaciółką będę już na zawsze”. I tak się stało. Pozostali w bliskim kontakcie do końca. Dwa kolejne małżeństwa Judy nie wytrzymały próby kilku miesięcy. Pod koniec życia śpiewała w szemranych lokalach za kilkadziesiąt dolarów za występ.

W styczniu na ekrany polskich kin wchodzi film „Judy” z  Renee Zellweger w tytułowej roli. Opowiada o ostatnich latach życia gwiazdy. Dawno nie widziałam tak smutnego filmu. Zellweger fantastycznie oddaje prawdę o swojej bohaterce – kobiecie tak zmęczonej życiem, że nie jest w stanie przeżywać już nawet własnej depresji.

„Ludzie twierdzą, że byłem pasożytem, który uczepił się Judy, żeby wyciągnąć od niej ostatnie pieniądze. To bzdura – napisał tuż przed śmiercią w 2005 roku Sid Luft. –  Nie byłem większym pasożytem niż każdy inny mąż. Nie potrafiłem uratować jej przed nią samą. Nikt nie potrafił. Ale  byłem przy niej tak długo, jak mi na to pozwoliła. I udowodniłem całym swoim późniejszym życiem, że ją kocham”.

Po śmierci Judy Garland 22 czerwca 1969 roku Sid Luft zajął się nie tylko organizacją pogrzebu, ale także opieką nad jej spuścizną. Założył fundację poświęconą pamięci żony, zorganizował remastering jej filmów. Dzięki jego zbiorom możliwe było powstanie kilku książek i filmów dokumentalnych o aktorce. Sam nie czerpał z fundacji finansowych korzyści. Nie ukończył też książki, którą poświęcił Judy. Ostatnie zapisane przez niego zdania brzmią: „Nigdy się nawzajem nie pouczaliśmy. Mieliśmy swoje słabości. Ale kochałem ją, a ona kochała mnie. Tylko tyle i aż tyle”.

***

Tekst o Judy Garland i Sidzie Lufcie ukazał się w Urodzie Życia 1/2020

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
Materiały prasowe

„Dzieciaki z showbiznesu”: samotność, przemoc, seks i ludzie, którzy żerują na dzieciach

Nowy dokument HBO „Dzieciaki z showbiznesu” to poruszający obraz kariery dziecięcych aktorów w amerykańskim przemyśle rozrywkowym. Ale więcej niż o bohaterach, mówi o nas, dorosłych.
Anna Zaleska
21.07.2020

Milla Jovovich wolałaby inaczej spędzać dziecięce lata. Chciała mieć koleżanki, bawić się lalkami i jeździć na letnie obozy z rówieśnikami. Od najmłodszych lat musiała jednak pracować. Była uczona aktorstwa, chodziła na przesłuchania i sesje zdjęciowe. Gdy miała 11 lat, zaczęła karierę jako modelka; 13 – zadebiutowała na ekranie w dreszczowcu erotycznym (!) „Spotkanie dwóch księżyców”; 14 – wystąpiła w „Powrocie na Błękitną Lagunę” (1991). Za tę ostatnią rolę straszliwie zresztą oberwała od krytyków, była nawet nominowana do Złotej Maliny jako najgorsza nowa gwiazda. Traumatyczne doświadczenie dla nastolatki, która dopiero buduje w sobie poczucie własnej wartości. W przypadku Milli Jovovich to matka wymarzyła dla córki karierę. Galina Loginowa była gwiazdą filmową w Związku Radzieckim, po emigracji za ocean musiała pracować jako gosposia, usługując na przyjęciach ludziom z branży filmowej. Patrząc z perspektywy czasu Milla Jovovich podejrzewa, że miała stać się dla matki przepustką do wielkiego świata. Za wszelką cenę. Dokument HBO o dzieciach w showbiznesie Każdego roku 20 tys. dziecięcych aktorów stara się o rolę w Hollywood, dla 19 tys. kończy się to porażką. Nie ma badań, które by odpowiedziały na pytanie, ile spośród tych dziesiątek tysięcy dzieci naprawdę marzy o tym, by zostać aktorem, a ile – jak Milla Jovovich – zaspokaja ambicje rodziców. Z całą pewnością jednak i jedni, i drudzy niewiele wiedzą o ciemnych stronach życia małoletnich gwiazd. Wygadane, bystre, zadowolone z siebie dzieciaki w telewizyjnych talk show nie opowiadają o tym, jaką cenę płacą za sukces. Może zresztą same jeszcze tego nie rozumieją? A może boją się mówić? Albo wiedzą, że i tak nikt ich nie wysłucha? Henry Thomas –...

Czytaj dalej
Brigitte Bardot
East News

Brigitte Bardot: seksbomba, aktywistka, rasistka?

Zagrała w 47 filmach. Miała czterech mężów, syna, ponoć setkę kochanków, a jednak — jak mówiła sama Brigitte Bardot — szczęście dały jej dopiero zwierzęta.
Sylwia Arlak
28.09.2020

Miała niecałe 40 lat, kiedy postanowiła, że kończy z kinem. „Film mnie zawsze nudził’” – tłumaczyła potem, zresztą nawet wcześniej, kiedy jeszcze grała, nigdy nie była typową gwiazdą. Ceniła swoją naturalność, wylansowała modę na rozpuszczone włosy (a potem na natapirowany kok, który w Polsce w latach 70. nazywano „kapustą”), na  czarną kreskę na powiece, chodzenie w spodniach i w płaskich balerinkach. No i oczywiście na bardotkę – stanik bez ramiączek, który Brigitte Bardot nosiła w „I Bóg stworzył kobietę”, filmie, który w 1956 r. wywołał skandal i „stworzył” samą Brigitte. Miała wtedy 22 lata, w filmie stworzyła postać Juliety, wesołej dziewczyny z Saint-Tropez, która świadomie uwodzi i cieszy się z wrażenia, jakie wywiera na mężczyznach. Do historii kina przeszła scena, podczas której Brigitte tańczy na stole: kołysze się zmysłowo, przymyka oczy, wydyma kusząco wargi  – ten taniec zgorszył pół świata! Ale Brigitte nigdy nie bała się szokować, dla niej zawsze – i tak jest do dzisiaj, kiedy ma już 86 lat – liczyło się tylko to, co ona myśli.  Miała 14 lat, kiedy na sesji zdjęciowej do magazynu „Elle” poznała dwudziestoletniego asystenta reżysera Rogera Vadima. „Zrobił na mnie wrażenie dzikiego wilka. Spojrzał na mnie, przestraszył, pociągnął, nie wiedziałam już, gdzie jestem” – wspominała.  Szybko zostali parą, dwa lata później postanowili się pobrać. Kiedy dowiedzieli się o tym zamożni rodzice Brigitte, zagrozili, że wyślą ją do Anglii. Ona w odpowiedzi postanowiła (po raz pierwszy, ale wcale nie po raz ostatni) popełnić samobójstwo – przeżyła, a rodzice ustąpili i pozwolili jej nadal spotykać się z Vadimem. Jeśli...

Czytaj dalej
East News

Marilyn Monroe: „Cóż z tego, że człowiek ma cały świat, kiedy straci duszę?”

Marilyn Monroe była spełnieniem mitu o amerykańskim śnie. Filmy z jej udziałem zarobiły ponad 200 milionów dolarów. Uwiodła cały świat, ale nigdy nie polubiła samej siebie.
Sylwia Arlak
29.09.2020

Około godz. 20:00 Marilyn weszła do sypialni, gdzie zaczęła rozmawiać przez telefon ze swoim znajomym, aktorem Peterem Lawfordem, prywatnie szwagrem prezydenta Johna F. Kennedy'ego. Ten zeznał później, że prawdopodobnie była pod wpływem jakichś środków odurzających. Do gwiazdy zajrzała też gosposia Eunice Murray, ale według niej, nie działo się nic niepokojącego. Około godz. 3.00 w nocy Murray zorientowała się, że w sypialni Monroe wciąż świeci się światło, a ona nie odpowiada. Zaniepokojona wezwała dr Greensona, który rozbił szybę i dostał się do środka. Znalazł ją nagą na łóżku ze słuchawką w ręku. Nie żyła. Jako przyczynę śmierci wskazano przedawkowanie środków nasennych. „Prawdopodobnie samobójstwo”. Ślub, który miał być ucieczką Marilyn Monroe, a właściwie Norma Jeane nigdy nie poznała swojego ojca. W wieku dziewięciu lat, jej matka, Gladys, z problemami psychicznymi trafiła do szpitala, a ona do sierocińca. „Rodzice wszystkich dzieci umarli. Ja miałam co najmniej jednego rodzica — matkę. Ale ona mnie nie chciała. Zbyt się wstydziłam, aby próbować wyjaśnić to innym dzieciom. Szczęśliwa byłam tylko wtedy, gdy zabierano nas do kina” — wspominała. Przez całe swoje dzieciństwo miała w sumie 11 różnych rodzin zastępczych. Mieszkała też u cioci i wujka. Po latach przyznała, że wujek wykorzystywał ją seksualnie. Nikt nie chciał powiedzieć Normie, co się właściwie stało z jej mamą. W końcu zaczęła wierzyć, że umarła i nigdy więcej jej nie zobaczy. Razem zamieszkały dopiero 13 lat później, ale też nie na długo. Matka zachorowała na schizofrenię paranoidalną i resztę życia spędziła w szpitalu. Wrażliwa nastolatka miała dość tułaczek od jednego do drugiego domu. Poszukując odrobiny „normalności”, poślubiła...

Czytaj dalej
Paweł Ferdek Pollywood
Reżyser dokumentu „Pollywood” Paweł Ferdek na wzgórzach Hollywood. Fot.: mat. prasowe

Hollywood? Nasi byli tam pierwsi!

„Pollywood”, film dokumentalny Pawła Ferdka dla HBO, opowiada o ojcach założycielach przemysłu filmowego w Hollywood. Tak się składa, że wszyscy, z wyjątkiem Walta Disneya, pochodzili z okolic Warszawy.
Magdalena Żakowska
24.06.2020

Między 1880 i 1920 rokiem do Ameryki przyjechały 23 miliony ludzi. To oni, emigranci, stworzyli podwaliny późniejszego imperium. Ale przemysłu filmowego, Hollywood, nie zbudowali ani Niemcy, ani Brytyjczycy, ani Francuzi, tylko mała grupka z Europy Wschodniej. Przede wszystkim z Polski, przede wszystkim Żydzi.  Przenośny projektor wymyślił urodzony w Poznaniu Siegmund Lubin; dystrybucję filmową – bracia Warnerowie, założyciele wytwórni Warner Bros, synowie szewca pochodzący z Krasnosielca; animację – pochodzący z Krakowa Max Fleischer. Louis B. Mayer urodził się w Mińsku Mazowieckim, bracia Schubertowie, którzy stworzyli na Broadwayu centrum przemysłu teatralnego pochodzili z terenów należących dziś do Litwy. Podsumowując: wszyscy założyciele Hollywood, poza Waltem Disneyem, pochodzili z ziem w promieniu 800 km od Warszawy.  Warszawiak, który założył Hollywood Nie ma chyba osoby, która nie znałaby logo Metro-Goldwyn-Meyer z charakterystycznym ryczącym lwem. Ostatni człon nazwy to Meyer z Mińska, a środkowy pochodzi od Samuela Goldwyna, który urodził się jako Szmula Gelbfisz w Warszawie. To on jest ojcem założycielem stolicy przemysłu filmowego. A było to tak.  Szmul Gelbfisz jako kilkunastoletni chłopiec uciekł z domu i pieszo przeszedł ponad półtora tysiąca kilometrów w stronę oceanu Spokojnego. Nie było go bowiem stać na pociąg. W Liverpoolu zdobył cudem bilet na statek, dotarł do Kanady, a potem lądem do Stanów Zjednoczonych. Jego pierwszym poważnym biznesem było zamówienie we Francji 40 tysięcy par skórzanych rękawiczek, które zamierzał sprzedać z dużym przebiciem w USA. Kiedy już opłacił zamówienie i transport, okazało się, że amerykański rząd drastycznie podwyższył cło. Goldwyn zlecił wtedy podzielenie swojego transportu na dwa...

Czytaj dalej