Jude Law: „Żyjemy w epoce krótkich emocji. Cieszymy się przez chwilę, smucimy niewiele dłużej”
East News

Jude Law: „Żyjemy w epoce krótkich emocji. Cieszymy się przez chwilę, smucimy niewiele dłużej”

O współczesności, zadaniach aktora i skrajnych emocjach mówi Jude Law, którego teraz możemy oglądać – w rewelacyjnych rolach! – w filmie „Gniazdo” i serialu „Dzień trzeci”. Rozmawia Artur Zaborski.
Artur Zaborski
19.10.2020

Dokładnie 20 lat temu dostał pierwszą nominację do Oscara za rewelacyjną rolę w filmie „Utalentowany pan Ripley”. Od tamtej pory nieprzerwanie nas zachwyca. Wcielał się w przeciwnika króla Artura – Vortigerna, doktora Watsona, rosyjskiego snajpera, a nawet papieża. Teraz Jude’a Law możemy podziwiać w dwóch przejmujących kreacjach. W serialu HBO „Dzień trzeci” jest zrozpaczonym ojcem, który stracił dziecko. W dramacie „Gniazdo” (w kinach od 9 października) gra zaś biznesmena, który konfrontuje się z małżeńskim kryzysem. Teoretycznie te postaci wszystko dzieli. Ale mają punkt wspólny: Jude’a Law, który w obu produkcjach daje prawdziwy popis!

Artur Zaborski: W „Dniu trzecim” twój bohater trafia na wyspę u wybrzeży Wielkiej Brytanii, gdzie żyje odizolowana od świata społeczność. Serial dostarcza wielu ciekawych tropów interpretacyjnych – można pomyśleć, że mieszkańcy to banici albo naród wybrany. Jak ty na nich patrzysz?

Jude Law: Niejednoznaczność tego wątku wydała mi się w scenariuszu najciekawsza. Jeszcze w latach 60. popularne komuny przyciągały ludzi hasłami wolności, niezależności, propozycją życia na własnych warunkach. W Stanach Zjednoczonych furorę robiły farmy, na których ludzie uprawiali ziemię i hodowali zwierzęta, by żyć z dala od kapitalistycznego społeczeństwa. Zaledwie pół wieku później jesteśmy już w zupełnie innym miejscu jako cywilizacja. Dzisiaj termin „życie w izolacji” wydaje się oksymoronem. Z jednej strony coraz częściej chcemy uciec w głuszę przed przebodźcowaniem – wybieramy więc te miejsca, gdzie otacza nas natura, a na horyzoncie nie maluje się nawet pojedyncza chałupa. Z drugiej strony – nawet w takich miejscach trudno poczuć, że jest się odciętym od świata.

Dlaczego?

Co z tego, że trafimy do domku w głębi lasu, jeśli mamy telefon albo tablet? Technologia sprawia, że zagłębiamy się w życiu społecznym na taką samą skalę, jak w każdym innym miejscu. Trudno sobie wyobrazić komunę na modłę tych z ubiegłego wieku właśnie ze względu na kompletną zmianę sposobu podtrzymywania relacji. Dzięki mediom społecznościowym mamy wrażenie, że cały czas jesteśmy na bieżąco z tym, co dzieje się u naszych przyjaciół i znajomych. A gdy idziemy do sklepu, robimy zdjęcia produktom, które mamy kupić dla kogoś, by upewnić się, czy na pewno o te chodzi. Współczesne możliwości technologiczne uniemożliwiają ucieczkę od świata, ale wcale nie przeszkadzają nam czuć się bardzo samotnie.

W dodatku bardzo nam unifikują świat, wszystko staje się do siebie coraz bardziej podobne.

Świetnie pokazuje to film „Gniazdo”, w którym zagrałem rolę brytyjskiego biznesmena. Akcja rozgrywa się w latach 80. Bohater decyduje się na powrót ze Stanów Zjednoczonych do rodzinnej Wielkiej Brytanii, dokąd zabiera ze sobą żonę. Wtedy taka przeprowadzka oznaczała ogromną zmianę. Reżyser Sean Durkin opowiadał nam na planie, że w dzieciństwie, przypadającym na tamte lata, sam przenosił się kilkakrotnie między Nowym Jorkiem a Londynem. Jego brytyjscy kumple byli zupełnie inni niż ci amerykańscy – mieli inne zainteresowania, co brało się też z dostępu chociażby do kultury. Na Wyspach radio grało jednak inną muzykę, a telewizja emitowała inne seriale niż w Wielkim Jabłku, Brytyjczycy oddawali się piłce nożnej, Amerykanie – baseballowi i rugby, my jedliśmy rybę i frytki, oni burgery.

Dziś różnice są mniejsze?

Praca na planie w rodzinnej Wielkiej Brytanii nie różni się bardzo od pracy przy filmie w Stanach. Nie chodzi tylko o rzeczywistość planu filmowego, ale głównie o to, co dzieje się poza nim. Zglobalizowany rynek przekłada się na rodzaj posiłków, które serwuje catering, pracownicy planu na obu kontynentach ubierają się w takie same ciuchy i podśpiewują te same piosenki. 

Wszyscy mamy takie same telefony, na których zainstalowaliśmy identyczne aplikacje. Gdyby nie krajobraz czy charakterystyczne budynki za oknem, naprawdę trudno byłoby się połapać, gdzie właściwie jesteśmy.

To dlatego tak często uciekasz przed współczesnością do filmów, których akcja osadzona jest w przeszłości?

„Gniazdo”, „Wróg u bram”, „Sherlock Holmes”, „Król Artur” czy „Utalentowany pan Ripley” pozwoliły mi skonfrontować się z życiem w zupełnie innej rzeczywistości. Nie powiedziałbym, że uciekam przed teraźniejszością, bo ją lubię. Ale jako że w niej żyję, znam ją dość dobrze. Ciekawsze wydaje mi się poznawanie postaci, które pozwalają odpowiedzieć sobie na pytanie, co bym zrobił na ich miejscu, gdybym nie miał tych możliwości, które daje mi współczesny świat. Bo przecież mimo upływu wieków nie zmieniła się natura człowieka, więc potrzeby czy troski mamy wciąż takie same. „Dzień trzeci” też o tym mówi, bo przecież Sam pragnie tego samego, co mieszkańcy wyspy: spokoju.

Zgadzasz się z nim, że spokój jest najważniejszy?

Mam refleksyjny charakter, dlatego to, co dzieje się dziś na świecie, nie napawa mnie optymizmem. Jednocześnie wiem, że złe myśli przed niczym nas nie ocalą, więc staram się robić swoje i nie wybiegać myślami w przyszłość. 

Sam jest podobny: jemu chodzi nie tyle o odcięcie się od świata, ile raczej o przedefiniowanie relacji społecznych. W miejscu, do którego trafia, obserwuje, jak ludzie się wspierają. Rozmawiają o swoim bólu i wspólnymi siłami próbują tę emocję przekuć w inną. Wypracowali szereg rytuałów, które im to umożliwiają. Na wyspie Sam przestaje czuć się samotny. Dostrzega wartość grupy, której członkowie dają sobie nawzajem wsparcie, zamiast rywalizować ze sobą i się zwalczać.

Sam trafia na wyspę pogrążony w żałobie. Na ekranie wchodzisz w tę emocję w pełni – masz nieobecny wzrok, snujesz się, jakby uleciało z ciebie życie. Jak się osiąga taki stan?

Wywodzę się z teatru, którego najważniejszą częścią są próby. Wielokrotnie czyta się tekst, analizuje go, rozkłada na czynniki pierwsze i na tej podstawie szuka motywacji bohatera i sposobu, w jaki funkcjonuje ze swoim psychologicznym bagażem. 

W stacji HBO mają to do siebie, że nie interesują ich produkcje oparte na niepogłębionych postaciach. Przed zdjęciami odbywaliśmy z twórcami próby – jakbyśmy przygotowywali się do wystawienia sztuki. Musiałem znać Sama od podszewki i rozumieć, przez co przechodzi. Kiedy z każdym kolejnym czytaniem wchodziłem głębiej w tę rolę, uświadomiłem sobie, jak bardzo bohater, którego gram, jest zaskoczony tym, że cały czas pozostaje w jednym stanie emocjonalnym. Że nie może go z siebie zrzucić ani zastąpić inną emocją.

Dlaczego to zaskakujące?

Żyjemy w epoce krótkich emocji. Cieszymy się czymś przez chwilę, smucimy się niewiele dłużej. Nie mamy czasu, by zagłębić się w radości czy smutku, bo tyle się w naszym życiu dzieje, że od razu przechodzimy do nowego zajęcia albo nowej informacji, które niosą za sobą nowe emocje i przeżycia. Świetnie widać to na przykładzie filmów czy seriali – kiedyś przeżywaliśmy to, co obejrzeliśmy na ekranie, jeszcze kolejnego dnia. Dzisiaj idziemy w stronę binge-watching, nie przetrawiając nawet za bardzo losu bohaterów. Bo przecież w kolejce już czeka na nas następny serial. Sam dziwi się, że emocja żalu cały czas ma go we władaniu, nie chce go opuścić nawet wtedy, kiedy próbuje ją przeganiać na własną rękę, choćby przy pomocy alkoholu.

Scena, w której wypijasz szota za szotem, to twój wielki triumf aktorski. W kilka minut przechodzisz od stanu powierzchownego opanowania przez bezradność po rozpacz, wyrażaną również tym, że nie potrafisz ustać na nogach.

Wiesz, że nakręciliśmy ją w pół godziny? Mieliśmy mało czasu i musiałem jakoś wprowadzić się w stan maksymalnego wyczerpania. Oczywiście nie mogłem naprawdę pić alkoholu, a nawet gdybym mógł, to bym tego nie zrobił. Sam jest dość rozrywkowym chłopakiem, w odróżnieniu ode mnie, bo prowadzę raczej nudny tryb życia.

Chyba kokietujesz – premiery, bankiety, ceremonie rozdania nagród to przecież dla takiej sławy jak ty chleb powszedni.

Zupełnie nie. Jestem strasznym nudziarzem, dlatego nie goszczę na łamach prasy plotkarskiej. W moim życiu mało się dzieje, więc nie mam o czym opowiadać dziennikarzom. Wolę się skupiać na postaci, bo jej analiza wydaje mi się najciekawsza. Wiele mediów nie akceptuje tego, że nie jestem bohaterem skandali ani sensacyjnych doniesień. Prowadzę na tyle stateczne życie, że paparazzi, którzy by mnie śledzili, albo zasnęliby, czatując pod moim domem, albo zbankrutowali. Bo nie mieliby czego sprzedawać swoim agencjom. 

Tak jak mówiłem, nie wiem, jak to jest rozluźniać się regularnym piciem, a z szumiącą głową raczej nie byłbym w stanie tego zagrać. To, co musiałem zrobić, to rozluźnić ciało w jakiś inny sposób. Postanowiłem wykończyć się fizycznie, żeby nogi, ale też ręce, ramiona i barki same odmawiały mi posłuszeństwa. Dopiero wtedy mogłem skupić się wyłącznie na emocjach, które musiałem w sobie uruchomić. 

Jak ci się to udało?

Zamknąłem się w przyczepie, w której przez pewien czas opętańczo tańczyłem, wyrzucając z siebie całą energię i wypacając hektolitry potu. Kiedy nie byłem już w stanie się ruszać, wszedłem na plan i raz-dwa odegraliśmy ujęcia z kolejnymi szotami w ustach mojego bohatera. Wtedy czułem się z nim jeszcze bardziej zespolony.

Ale czy takie poświęcenie widzowie dzisiaj docenią, skoro – jak sam mówisz – oglądamy serial za serialem?

Kiedy dostajesz scenariusz, którego bohaterem jest mężczyzna cierpiący po śmierci dziecka, czujesz się w obowiązku przed nim, ale też przed widzem, wygrać jego stan jak najbardziej wiarygodnie i oddać jego doświadczenie. 

Dla aktora to wielki zaszczyt i powinność. Tak do tego podchodzę. Mam nadzieję, że ludzi takich jak Sam będzie na świecie jak najmniej. Ale nie zmienia to jednak faktu, że ból i rozpacz, przez które przechodzą, powinny być opisywane i sygnalizowane. 

Granie tej roli nie było przyjemne. Noszenie w sobie skrajnej emocji nie jest nigdy prostym zadaniem. Ale na tym polega moja praca, żeby tłumaczyć sobie, a przez to i widzom, jak wygląda nasz świat naprawdę. 

Traktuję aktorstwo z honorem, bo jestem też przecież widzem i wiem, jak na mnie działają takie produkcje, jak „Fargo”, genialna „Olive Kitteridge”, „Gra o tron”, „Stranger Things” czy „The Get Down” Baza Luhrmanna. One operują tak wspaniale napisanymi bohaterami, że oglądanie ich daje poczucie, jakbym wszedł w ich buty. Dzięki nim czuję się bogatszy w wiedzę o ludziach i o sobie samym.

Długo wychodziłeś z roli Sama?

Do dziś noszę w sobie doświadczenie mojego bohatera. Nie da się szybko zrzucić emocji tak potężnej, tak dojmującej. Nie wiem, czy w ogóle można o niej zapomnieć. Mnie ta rola zmieniła. Sam jestem ojcem piątki dzieci, są moim oczkiem w głowie, dlatego zmierzenie się z tak trudnym tematem, jak utrata dziecka, zostawiło we mnie jakieś blizny. Ten zawód nieraz sprawił, że przeczołgałem się po bruku. I za to właśnie go kocham.

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
Gniazdo The Nest
Jude Law i Carrie Coon w filmie „Gniazdo”. Fot. materiały prasowe

Jude Law w najwyższej formie: „Gniazdo” już kinach!

Do czego może doprowadzić nas pogoń za karierą i pieniędzmi? „Gniazdo” to niepokojąco piękne studium rodziny w rozpadzie.
Magdalena Żakowska
14.10.2020

Lata 80. XX wieku. Rodzina O'Harów opuszcza bogate amerykańskie przedmieścia, aby zamieszkać w Wielkiej Brytanii, gdzie urodził się Rory (Jude Law – wywiad z aktorem na str. XX). Jego amerykańska żona Alison (Carrie Coon) nie jest pewna, czy to dobry pomysł. W ciągu ostatnich 10 lat przeprowadzali się cztery razy, dwójka ich dzieci ma już serdecznie dosyć tych ciągłych zmian. Ale Rory nie daje rodzinie wyboru: są takie oferty finansowe, na których odrzucenie rodziny O'Harów po prostu nie stać.  Życie pozornie wspaniałe Rory dostał w Londynie świetnie płatną pracę, o której marzył od lat. Jest maklerem, ale jego ambicje są dużo większe. Chce mieć wpływy, pozycję i zarabiać jeszcze więcej pieniędzy. Dlatego wynajmuje dla rodziny ostentacyjnie olbrzymią wiejską rezydencję pod Londynem – ten niepraktyczny, w trzech czwartych nie używany przez nich dom, ma świadczyć przed wspólnikami o wysokim statusie O'Harów. Rory wie, co robi – środowisko londyńskiej wyższej klasy średniej rzadko wpuszcza do siebie kogoś obcego. A tak się składa, że Rory nie urodził się bogaczem. Robotnicze pochodzenie sprawia, że Rory ma wypaczone wyobrażenie szczęścia i życiowego sukcesu. Chce dać żonie wyższą pozycję w drabinie społecznej, a dzieciom lepszy start w życie. Nie widzi, że jedyne, czego pragnie jego rodzina to cieszyć się jego obecnością.  Alison obserwuje wysiłki męża z rosnącą irytacją – nie dość, że Rory zatraca się w pracy, to jeszcze przestaje przypominać człowieka, którego pokochała. Konflikt między nimi narasta, aby wybuchnąć w finale. Bo pod delikatnością i typowo amerykańskim luzem Alison kryje się naprawdę silny charakter, który pozwoli jej w końcu rzucić mężowi wyzwanie.   „Gniazdo” to drugi film kanadyjskiego reżysera Seana...

Czytaj dalej
Pixabay.com/zdjęcie ilustracyjne

Co nowego na Netflixie w czerwcu? Wielki powrót kultowego serialu i wyczekiwana premiera

Wszyscy czekamy na powrót niemieckiego dreszczowca „Dark”. Nowe odcinki zobaczymy już pod koniec czerwca. Ale to niejedyna propozycja Netflixa, którą warto śledzić w najbliższych tygodniach.
Sylwia Arlak
26.05.2020

Końcówka czerwca –  właśnie wtedy pojawi się trzeci i zarazem ostatni sezon serialu „Dark”. Niemiecki dreszczowiec pełen tajemnic (nieraz porównywany z równie dobrym, chociaż zupełnie innym „Stranger things”) to obecnie jedna z najpopularniejszych produkcji Netflixa. Historia zaczyna się, gdy w miasteczku Winden ginie dwójka dzieci. Z każdym odcinkiem jest coraz ciekawiej, mroczniej i zupełnie nieprzewidywanie. Twórcy serialu zapowiadają, że trzeci sezon będzie jednocześnie ostatnim – i choć będzie nam brakowało dalszych przygód Noego i reszty bohaterów, jesteśmy ciekawi, do czego doprowadzi nas wielki finał.  Wiemy też, kiedy pojawi się czwarty i ostatni sezon serialu „Trzynaście powodów”. W pierwszym sezonie Hannah Baker popełnia samobójstwo, a jej znajomy dostają trzynaście nagrań magnetofonowych, na których dziewczyna wyjaśnia powody swojej decyzji. W drugim sezonie widzimy, jak decyzja Hannah wpłynęła na pozostałych bohaterów. Życie każdego z nich mocno się komplikuje. W trzecim dochodzi do nowej zbrodni. Czwarty sezon, który zadebiutuje na Netfliksie 5 czerwca, jeszcze bardziej skomplikuje losy bohaterów. Od 12 czerwca na platformie zadebiutuje też „W głębi lasu” – adaptacja bestsellerowego thrillera Harlana Cobena o tym samym tytule. Kolejny — po „1983” — polski serial na Netflixie, przedstawia losy warszawskiego prokuratora, Pawła Kopińskiego. Mężczyzna nie może otrząsnąć się po stracie ukochanej siostry. Ta zaginęła w niewyjaśnionych okolicznościach podczas letniego obozu w lesie. Po latach, w tym samym lesie, ktoś niespodziewanie odnajduje szczątki. Czy należą do siostry głównego bohatera? Tego dowiemy się już wkrótce. W najbliższych...

Czytaj dalej
Mat.prasowe

Nowości HBO na wrzesień: „Dzień trzeci” z Judem Law i „Królowe zbrodni” z Elisabeth Moss

Wrzesień na HBO stoi pod znakiem nowych seriali i filmów z gwiazdorską obsadą oraz wielkich kinowych hitów.
Sylwia Arlak
28.08.2020

Dramat z Judem Law i nominowaną do Oscara za rolę w filmie „Moonlight” Naomie Harris „Dzień trzeci”, nowy serial wyprodukowany przez Ridleya Scotta „Wychowane przez wilki”, a do tego kryminał „Królowe zbrodni” z Elisabeth Moss. HBO stawia na mocne historie. Oto co jeszcze obejrzymy na platformie w najbliższych tygodniach: Już 4 września na HBO zadebiutuje serial sci-fi wyprodukowany przez Ridleya Scotta „Wychowane przez wielki”. Dwoje androidów ma za zadanie wychować ludzkie dzieci na tajemniczej, dziewiczej planecie. Tymczasem ludzkiej kolonii zaczynają zagrażać religijne konflikty. Seriale pełne tajemnic Z kolei 14 września na platformie pojawi się długo wyczekiwany serial (produkcja miała zadebiutować w maju, ale nie udało się dokończyć prac postprodukcyjnych na czas) „Dzień trzeci”. Składa się z sześciu epizodów i podzielona została na dwie części — lato i zima. W pierwszej gra Jude Law. Główny bohater, Sam trafia na tajemniczą wyspę, na której odkrywa tubylców, którzy za wszelką cenę usiłują zachować tradycje i swój dom. W drugiej części główna rola przypada Naomie Harris. Przez działania granej przez nią Helen na wyspie dochodzi do wielkiej bitwy. Dzień później na platformę trafi trzyczęściowy mini serial kryminalny „Des”. To historia seryjnego mordercy (David Tennant) chłopców i młodych mężczyzn. Przestępca zostaje schwytany po tym, jak jego sąsiedzi zaczynają zgłaszać problemy z zatykającą się kanalizacją. Również 15 września pojawi się serial nominowanego do Oscara Luca Guadagnino „Tacy właśnie jesteśmy”. To poruszająca opowieść o dorastaniu dwójki amerykańskich nastolatków w bazie wojskowej USA we Włoszech. Powrócą...

Czytaj dalej
mat.prasowe Netflixa

7 filmów, które sprawią, że poczujesz się jak na majówce

Odwiedź Toskanię, Barcelonę i Paryż nie wstając z kanapy.
Anna Zaleska
30.04.2020

Czas, gdy mogliśmy wyskoczyć na dłuższy weekend do Włoch czy Hiszpanii, pewnie długo nie wróci. Na razie cieszmy się – na ile to możliwe – weekendami spędzanymi w Polsce. A jeśli marzymy o dalszych podróżach, dlaczego by nie usiąść na kanapie i nie obejrzeć filmów w weekendowo-wakacyjnym klimacie? 1. „Ukryte pragnienia” – slow life w Toskanii Kiedy Bernardo Bertolucci robił „Ukryte pragnienia”, okolice Florencji i Sieny nie były jeszcze tak popularnym kierunkiem turystycznych wojaży, a o slow life mało kto słyszał. I dla wielu ludzi ten film stał się objawieniem, synonimem wakacji idealnych. Willa na toskańskich wzgórzach, otoczona gajami oliwnymi i winnicami, gdzie budzi cię śpiew ptaków i zapach lawendy; środowisko artystycznej bohemy, leniwe dni spędzane na rozmowach, czytaniu i nicnierobieniu; ciągnące się godzinami kolacje na tarasie, proste smaki, wino z lokalnych winnic, dochodzące z oddali bicie dzwonów. W tak malowniczej, hipnotycznej scenerii Bertolucci opowiada historię dziewiętnastoletniej Lucy (Liv Tyler), która odwiedza  przyjaciół dawno zmarłej matki. Ale opowieść nie jest w „Ukrytych pragnieniach” najważniejsza. To, co  czyni ten film tak wyjątkowym, to magia obrazów, nieśpieszna afirmacja życia, niezwykła zmysłowość, wielka siła emocji. Chce się tam być, chce się tak żyć. 2. „Dzika droga” – trekking dla wolnych duchów Powodów, dla których mamy ochotę ruszyć na samotny trekking, może być wiele. Znajdując się w kompletnej dziczy, idąc kilometrami przez góry, gubiąc się na bezdrożach można doświadczyć prawdziwego katharsis. Poszukać siebie. Znaleźć w sobie odwagę, by odmienić życie i pokonać własne demony. Amerykanka Cheryl Strayed wyruszyła w swoją ekstremalną...

Czytaj dalej