John Malkovich: „Lubię grać bogaczy, chociaż sam nie dbam o pieniądze”
Getty Images

John Malkovich: „Lubię grać bogaczy, chociaż sam nie dbam o pieniądze”

Dla Johna Malkovicha rola w filmie „Dolina Bogów” Lecha Majewskiego to nie tylko wyzwanie aktorskie, ale i deklaracja przywiązania do bliskiej mu polskiej kultury.
Artur Zaborski
20.05.2020

Najbogatszy człowiek na ziemi, tajemniczy Wes Tauros, po przeżyciu osobistej tragedii ukrywa się przed światem. Na początku tylko tyle wiemy o głównym bohaterze „Doliny Bogów”. Ale kiedy patrzymy na niego, domyślamy się, że historia Wesa jest fascynująca, zaskakująca, przekracza naszą wyobraźnię. Bo gra go John Malkovich, który swoim spojrzeniem w wyjątkowy sposób potrafi przekazać mieszankę bólu, niespełnienia i nadziei. Historię Taurosa w „Dolinie Bogów” Lecha Majewskiego pomaga nam odkrywać dziennikarz (w tej roli Josh Hartnett), który odwiedza bogacza w jego niezwykłej posiadłości na szczycie skalistej góry i przeprowadza z nim wywiad.

Gdy my spotykamy się z Malkovichem na planie „Doliny Bogów”, zaczynamy od rozmowy o stylu życia, stosunku do pieniędzy. Aktor podkreśla, że nie są dla niego najważniejsze. „Przynajmniej teraz” – mówi. „Kiedyś byłem naprawdę biedny, co nie znaczy oczywiście, że nieszczęśliwy. Ale zarobki nigdy nie wydawały mi się najważniejsze. Po prostu zależało mi na pracy, która da mi niezależność. Starałem się w taki sposób budować moją drogę zawodową, żebym mógł żyć tak, jak chcę. I moje marzenie się spełniło, ale nie zmieniłem zdania – od majątku wciąż ważniejsi są dla mnie przyjaciele, rodzina, jakość życia i pracy, wolny czas, w którym lubię zwiedzać świat, organizować wycieczki rowerowe. Z drugiej strony wiem, że to właśnie dzięki pieniądzom rozwijam swoje pasje, mogę sobie pozwolić na smakowanie wykwintnego jedzenia i zwiedzanie fascynujących miejsc”.

Dolina Bogów
mat. prasowe

„Dolina Bogów”, reż. Lech Majewski, Galapagos Films. John Malkovich jako najbogatszy człowiek świata Wes Tauros w swoim gabinecie oraz Josh Hartnett w roli dziennikarza.

Żurek i krówki

„Dolina Bogów” powstawała między innymi w Katowicach i tam właśnie spotkaliśmy się, żeby porozmawiać – również o tym, że Polska należy do ulubionych krajów Malkovicha. Przyjechał tu po raz pierwszy w połowie lat 90., żeby pracować w Malborku nad „Królem Olch” słynnego niemieckiego reżysera Volkera Schlöndorffa. I stał się wielkim fanem naszej przyrody. „Jestem miłośnikiem natury, więc wasze lasy, łąki i polany po prostu mnie oczarowywały” – wspomina Malkovich. Zachwyca się też polskimi ogrodami, bo chociaż brytyjskie i francuskie są piękne, rażą go sztucznością. „Na szczęście – tłumaczy aktor – nie rozpanoszyła się u was moda na to, żeby do przydomowego ogrodu sprowadzać rośliny z zupełnie innej części globu. Mam wrażenie, że lubicie otaczać się kwiatami, krzewami związanymi z lokalną przyrodą, że korzystacie z tego, co hodowali wasi przodkowie. I to jest piękne”. 

Polubił też polską kuchnię. „Założę się, że wasze tradycyjne dania podawane dziś w restauracjach smakowałyby waszym przodkom” – zgaduje. „W kuchni chyba też nie wprowadzacie niepotrzebnych rewolucji, prawda?” Najchętniej odwiedza miejsca, w których można zjeść żurek – jego ulubioną zupę, jedno z najdoskonalszych dań, jakie wymyślono, jak twierdzi. „Jadłem żurek codziennie przez kilka miesięcy, gdy pracowałem przed laty na planie w Malborku. Nigdy mi się nie znudził”. Teraz zachwyca się tym, jak szybko zmieniają się nasze miasta. Wraca do Malborka, bywa w Łodzi, w Warszawie operował staw skokowy. „Na szczęście od lat 90. nie zmieniły się wasze krówki. Zjadam ich całe torebki, kiedy jestem w Polsce” – opowiada absolutnie spokojny, podczas gdy na planie panuje rozgardiasz i wciąż słychać, że ktoś kogoś pogania. 

Pytam, czy często się denerwuje. „Rzadko, a jeśli już się zdenerwuję, można u mnie zauważyć dosyć nudne zachowania: marudzę, narzekam, wzdycham, podnoszę wymownie brwi. Dlatego właśnie zostałem aktorem, a nie politykiem. Politycy mają w swoje działania wpisane zwalczanie siebie nawzajem i w związku z tym jakiś rodzaj agresji, a ja jestem po drugiej stronie: najbardziej cenię święty spokój”. 

Być jak John Malkovitch

Taką wypowiedź moglibyśmy właściwie usłyszeć też od bohatera, którego Malkovich gra w „Dolinie Bogów” – film jest w dużym stopniu metaforyczną opowieścią o tym, jakie wartości są najważniejsze. W pewnym sensie podobną postać – po części mędrca, po części słabego człowieka, a przy tym również bogacza – Malkovich gra w serialu „Nowy papież” Paola Sorrentina. Być może takie właśnie postaci są mu teraz najbliższe – mężczyźni pomiędzy wiekiem średnim i dojrzałym, pogrążeni w zadumie, często ironiczni.

Przed nim rola w wyczekiwanym przez publiczność serialu „Space Force”, współtworzonym przez aktora Steve’a Carella, i w „Zimowej opowieści”, inspirowanej „Winterreise” Franza Schuberta. Wciąż gra w teatrze – w najnowszej sztuce Davida Mameta „Bitter Wheat”, którą ostatnio można było oglądać w Londynie. I nie odrzuciłby kolejnej ciekawej propozycji z Polski – po dwóch nominacjach do Oscara, trzech do Złotego Globu, pracy z braćmi Coen czy Stevenem Spielbergiem, wciąż marzy o pracy w Europie. Z takimi reżyserami jak Lech Majewski, który – jak mówi Malkovich – „zawsze dokładnie wiedział, czego oczekuje, wyrażał się bardzo precyzyjnie, słuchał propozycji aktorów”. I pozwalał na wystarczająco długie przerwy, by zjeść podczas nich dużą porcję żurku.

Tekst ukazał się w „Urodzie Życia” 5/2020

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
New pope Malkovich
mat. prasowe

Być papieżem jak John Malkovich: modniś, winiarz, specjalista od ról psychopatów 

Jest aktorem, projektantem mody, producentem wina, a teraz także pierwowzorem papieża Jana Pawła III, którego zagrał w drugim sezonie serialu „Nowy papież”. Już w HBO!
Magdalena Żakowska
27.03.2020

Dziwacy, intryganci, sadystyczni manipulatorzy i psychopaci. John Malkovich specjalizuje się w graniu takich postaci od czasu „Niebezpiecznych związków” (1988). Rola zepsutego, cynicznego hrabiego de Valmont przyniosła mu międzynarodową sławę i miano symbolu seksu. Ale z pewnością skrzywiłby się, gdyby to usłyszał. W aktorstwie nienawidzi bowiem właśnie tego: popularności i wszelkich prób zacierania granic między postaciami, które gra, a nim samym. Ironia losu sprawiła jednak, że to właśnie on doczekał się filmu, który w tytule ma jego nazwisko. U Coenów na emeryturze Komedia „Być jak John Malkovich” (1999) opowiada o urzędniku, który odnajduje w swoim biurze drzwi prowadzące do świadomości znanego aktora Johna Malkovicha, którego gra oczywiście… John Malkovich. „Kiedy przeczytałem ten scenariusz, byłem zachwycony. Podobało mi się w nim wszystko, poza pomysłem, że aktorem, do którego głowy wchodzi główny bohater to ja” – mówił w rozmowie z dziennikiem „The New York Times” Malkovich. „Zaproponowałem twórcom, że wyreżyseruję ten film, albo go wyprodukuję, pod warunkiem, że w tytule zastąpi mnie William Hurt czy Tom Cruise. Ale odmówili”. Zagrał siebie, ale potem konsekwentnie ukrywał się za wieloma wyrazistymi i odbiegającymi od jego charakteru postaciami, między innymi emerytowanego agenta specjalnego w filmie „Tajne przez poufne” (2008) braci Coen, czy profesora Davida Lurie w ekranizacji powieści „Hańba” Johna Maxwella Coetzee. W 2016 roku przyjął propozycję fotografa Sandro Millera i odtworzył najbardziej znane portrety w historii fotografii, wcielając się w słynnych artystów, pisarzy, polityków – od Marilyn Monroe, przez Che Guevarrę, po Ernesta Hemingwaya. Wystawa „Malkovich,...

Czytaj dalej
Jose Manuel mazintosh Flickr/CC BY-SA 2.0 Wikipedia
Jose Manuel mazintosh Flickr/CC BY-SA 2.0 Wikipedia

Czarny rok dla kinomanów: nie ma premier, nie będzie Oscarów?

93. ceremonia rozdania Oscarów może nie odbyć się w zaplanowanym terminie. Byłby to czwarty taki przypadek w niemal stuletniej historii najważniejszych nagród filmowych na świecie.
Sylwia Arlak
12.05.2020

Jak podaje „The Sun”, 93. ceremonia rozdania Oscarów nie odbędzie się w zaplanowanym terminie. Zamiast 28 lutego 2021 r. może być to nawet dopiero koniec maja albo początek czerwca. Przyczyną jest oczywiście kryzys związany z epidemią koronawirusa:  studia filmowe opóźniają premiery swoich filmów, zawiesiły też produkcję wielu projektów. Wytwórnie zostały już poinformowane o tym, że okres, w którym ukazywać się mogą filmy walczące o nominacje oscarowe, zostanie wydłużony. Podobna sytuacja miała miejsce tylko trzy razy w historii Oscarów. W 1938 r. o tydzień przełożono rozdanie nagród przez szalejącą powódź w Los Angeles. W 1968 r. ceremonia rozdania nagród Akademii Filmowej też odbyła się tydzień później z powodu zabójstwa Martina Luthera Kinga. W 1981 r. wydarzenie opóźniło się o jeden dzień ze względu na zamach na prezydenta Ronalda Reagana. Koronawirus spowodował największe przesunięcie – dobra wiadomość jest jednak taka, że 93. gala prędzej czy później na pewno się odbędzie. Od początku swojej historii, czyli od 1929 roku, Oscary nigdy nie zostały odwołane. Zamknięte kina, odwołane premiery Ten rok miał być wyjątkowo udany dla miłośników kina.  Czekaliśmy na nową wersję „West Side Story” w reżyseriit Stevena Spielberga, nowego Bonda: „Nie czas umierać”, który miał wejść do światowych kin 10 kwietnia (tymczasem obejrzymy go dopiero pod koniec listopada) albo na nowy film Christophera Nolana, „Tenet”.  Wielbiciele filmów z wytwórni Marvela ostrzyli sobie zęby także na „Black Widow” ze Scarlett Johansson, który miał trafić na ekrany w pierwszy weekend maja, i na „Wonder Woman”. Obie...

Czytaj dalej
Audrey Hepburn i Mel Ferrer trzy miesiące po ślubie / East News

Audrey Hepburn i Mel Ferrer: wielka miłość, wielki dramat

Był pierwszą miłością jej życia. Dla związku z 12 lat starszym żonatym aktorem zaryzykowała karierę. Czuła się bezpiecznie u boku tego potężnego władczego mężczyzny. Do czasu.
Anna Zaleska
03.06.2020

Gdy 25 września 1954 roku w miejscowości Bürgenstock, położonej malowniczo w górach Szwajcarii, zabiły weselne dzwony, niewielu ludzi wiedziało, że to Audrey Hepburn – młodziutka gwiazda „Rzymskich wakacji”, nagrodzona już w wieku 24 lat Oscarem – wychodzi za mąż. Jej wybrankiem był aktor Mel Ferrer. W XIII-wiecznej kapliczce zebrała się ledwie garstka najbliższych przyjaciół i rodzina. Audrey ubrana była w prostą sukienkę projektu Pierre'a Balmain – z białej organdyny, podkreślającą jej niewiarygodnie wąską talię, z kołnierzykiem i bufiastymi rękawami. Na króciutko obciętych włosach miała prosty wianek z białych kwiatków. „Rzymskie wakacje” i zerwane zaręczyny Gdy wiadomość o ceremonii dotarła w końcu do mediów, zawrzało. Jeszcze niedawno Audrey była zaręczona z biznesmenem Jamesem Hansonem. W czasie gdy pracowała na planie „Rzymskich wakacji” (1953), w wolnych chwilach z dużym zaangażowaniem planowała wesele, z prób biegła na przymiarki sukni. Ale tuż przed ceremonią zerwała zaręczyny. W jednym z listów do przyjaciela, sir Felixa Aylmera, pisała: „Wiem, że mężczyźnie wykonującemu taki zawód jak ty nie muszę wiele wyjaśniać. Przez rok myślałam, że możliwe będzie połączenie naszego życia i kariery zawodowej… To wszystko sprawia, że czujemy się (z Jamesem Hansonem, przyp. red.) nieszczęśliwi, ale to jedyna słuszna decyzja”. Rzeczywiście po „Rzymskich wakacjach” kariera Audrey nabrała zawrotnego tempa. Aktorka pracowała a to we Francji, a to w Hollywood, a to na Broadwayu. James Hanson musiał spędzać większość czasu w Kanadzie i Wielkiej Brytanii, doglądając tam interesów. „Trudno byłoby nam prowadzić normalne małżeńskie życie”, tłumaczyła tę decyzję Audrey. Ale czy to był jedyny...

Czytaj dalej
Antonio Banderas w filmie Almodovara
mat. prasowe

„Już nie jestem Banderasem silnym, seksownym, walczącym” 

W „Bólu i blasku” cierpi na wypalenie i depresję. A w życiu?
Marta Strzelecka
28.08.2019

Przez lata oczekiwano, że będę konkretnym typem mężczyzny: silnym, seksownym, walczącym. Spełniałem te oczekiwania. Ale nie jestem już Banderasem z  powłóczystym spojrzeniem i szablą w dłoni”, mówi Antonio Banderas, którego wielką zmianę możecie oglądać w „Bólu i blasku” Almodóvara. Za rolę w tym doskonałym filmie został nagrodzony na festiwalu w Cannes. Antonio ma 59 lat, siwe włosy, pogodne oczy, sylwetkę wysportowanego 40-latka. Mieszka w hrabstwie Surrey, kilkadziesiąt kilometrów od Londynu, w  dużym jasnym domu. Mówi pięknym angielskim, spokojnym, cichym głosem. Pisze scenariusze, przesiaduje w domowej bibliotece; rozmawiając z nim, usłyszysz anegdoty z historii kina, teatru, hiszpańskiej kultury. Wychował się w  Maladze, niedaleko posiadłości Picassa, zaczynał w niszowych, ambitnych, niezależnych filmach Pedra Almodóvara. Prawdopodobnie pamiętacie go wciąż jako Desperado albo Zorro. Ale to nie ten Antonio Banderas, który odebrał nagrodę za najlepszą rolę męską na ostatnim festiwalu w Cannes. „Czuję się jak zupełnie nowy człowiek”.  Antonio Banderas przeszedł atak serca Atak serca, który Banderas przeszedł dwa lata temu, na szczęście okazał się łagodny, ale wymagał operacji, pobytu w szpitalu, zmiany stylu życia. „Są jednak ważniejsze sprawy od tego, że przestałem palić, zacząłem regularnie ćwiczyć, dbam o dietę. Zmieniło się coś we mnie. Kiedy wychodziłem ze szpitala, pielęgniarka powiedziała: »Teraz przez jakiś czas będziesz smutny. Poczujesz, jakby świat zacieśniał się wokół ciebie. To minie, ale musisz przez to przejść«”. Tłumaczyła mu, że to naturalna, medycznie opisana sytuacja – lęk po zawale spowodowany jest przeżyciem nagłego deficytu tlenu, doświadczeniem bólu,...

Czytaj dalej