Joaquin Phoenix wychował się w sekcie, a jego brat, River, zmarł na jego oczach
East News

Joaquin Phoenix wychował się w sekcie, a jego brat, River, zmarł na jego oczach

Joaquin Phoenix żył w sekcie, miał sześć lat, kiedy został aktorem i 19 lat, kiedy starszy brat na jego oczach przedawkował narkotyki. Gdy 2 lata później Joaquin wrócił do aktorstwa, wszystko się zmieniło. Najbardziej on sam.
Magdalena Żakowska
02.11.2020

Joaquin Phoenix jechał krętą drogą na wzgórzach Hollywood. Nagle hamulec przestał działać, a samochód zaczął nabierać tempa. Z olbrzymią prędkością zjechał na pobocze, spadł ze skarpy, dachował i wbił się przednim zderzakiem w ziemię. Był 2006 rok, a Joaquin Phoenix cudem uniknął wtedy śmierci. Choć od dawna gardził dziennikarzami, po tym wypadku po raz pierwszy w życiu zwrócił się do nich sam z siebie i wygłosił oświadczenie.

„Kiedy leżałem w szoku w roztrzaskanym aucie, usłyszałem głos mężczyzny z wyraźnie niemieckim akcentem. Pytał, czy żyję, prosił, żebym się uspokoił. Odpowiedziałem, że jestem przytomny i spokojny. Siedząc tak do góry nogami, unieruchomiony przez poduszki powietrzne, wyciągnąłem z kieszeni papierosa i zapaliłem. Wtedy w oknie pojawiła się twarz Wernera Herzoga. Zabrał mi papierosa i zapalniczkę: »Chyba jednak nie jesteś całkiem przytomny, skoro odpalasz papierosa w samochodzie zalanym benzyną«. Uśmiechnął się, wyjął telefon i zadzwonił po pogotowie. Potem pomógł mi wydostać się z auta, ale zebrał się spory tłum, więc nie czekał ze mną na ambulans. Rozumiem, też nie lubię robić z siebie sensacji. Chciałem mu publicznie podziękować za pomoc. Jestem zachwycony, że mogłem go poznać. Ten wypadek skończył się w sumie całkiem szczęśliwie, okazało się, że Bóg ma niemiecki akcent”.

Dziennikarze podeszli do sprawy sceptycznie, podejrzewając, że to kolejna prowokacja Phoeniksa, ale kilka lat później niemiecki reżyser potwierdził jego wersję zdarzeń. Prawdopodobnie to jedyna prawdziwa historia, którą Joaquin opowiedział mediom na swój temat.

Książę Karol nawet po rozwodzie chciał mieć ostatnie zdanie

Imiona rodzeństwa Phoenix: Rzeka, Wolność, Deszcz, Lato

Od zawsze wiadomo było, że jest inny. Z początku wydawało się, że to konsekwencja ekscentrycznego wychowania. Joaquin Phoenix urodził się w Puerto Rico w rodzinie należącej do głośnej wówczas sekty Dzieci Boga. Członkowie sekty podróżowali po świecie, przemieszczając się z miejsca na miejsce głównie po to, aby uniknąć przesłuchań. Kiedy rodzina Phoeniksów należała do Dzieci Boga, FBI prowadziło już śledztwo w sprawie wykorzystywania seksualnego dzieci przez członków sekty. Doktryna wiary tej wspólnoty religijnej opierała się bowiem w dużej mierze na motywach seksualnych, panował tam zwyczaj dzielenia się partnerami, a inicjacja seksualna była jednym z najważniejszych etapów wtajemniczenia.

O sekcie stało się głośno, kiedy starszy brat Joaquina Phoeniksa, wówczas 22-letni River, zdradził w wywiadzie, że pierwszy stosunek seksualny odbył w wieku czterech lat. Joaquin ma jeszcze trzy siostry: o dwa lata starszą Liberty, o dwa lata młodszą Rain i o cztery lata młodszą Summer. River, Liberty, Rain i Summer, czyli Rzeka, Wolność, Deszcz i Lato – takie imiona dali swoim dzieciom państwo Phoenix. Joaquin był ich jedynym dzieckiem z „normalnym” imieniem, dlatego, w wieku czterech lat nadał sobie inne: Liść. Nie trudno się domyślić, że w rodzinie Phoeniksów oprócz dziwacznych zasad religijnych panował także kult natury. Dzieci nie chodziły do szkół, zajmowały się uprawą warzyw i owoców (wszyscy są do dziś weganami).

 

Nie wiadomo do końca, dlaczego latem 1981 roku Phoeniksowie odeszli z sekty i przeprowadzili się do Los Angeles. Rodzice zdecydowali, że ich dzieci podbiją Hollywood. I rzeczywiście, cała piątka z impetem wkroczyła do branży filmowej. Pierwszy sławę zdobył najstarszy River. W niczym nie przypominał młodszego brata – blondyn o wyglądzie surfera z dnia na dzień stał się idolem nastolatek.

Karierę rozpoczął w wieku 10 lat i przez kolejnych 13 lat zagrał w 24 filmach i kilkunastu programach telewizyjnych. Najwięcej nagród przyniosła mu główna rola w filmie „Moje własne Idaho” (1991) w reżyserii Gusa Van Santa. W tym samym czasie jego rodzeństwo nie miało jeszcze na koncie podobnych sukcesów.

Śmierć brata Joaquina Phoenixa

Joaquin Phoenix przestał być Liściem w wieku 19 lat, konkretnie 31 października 1993 roku. To jedna z tych dat, które na stałe zapisały się w historii Hollywood. Zdjęcia umierającego Rivera na chodniku przed należącym do Johnny’ego Deppa nocnym klubem Viper Room przez kilka dni nie schodziły z pierwszych stron gazet. Policja udostępniła mediom nagranie głosu 19-letniego Joaquina, który zrozpaczony wzywał pogotowie: „Błagam, przyjedźcie natychmiast, mój brat umiera”.

Nagranie przez kilka dni emitowały największe stacje telewizyjne. Ale River wówczas już nie żył, zmarł wkrótce po przewiezieniu do szpitala w wyniku przedawkowania valium, heroiny i kokainy. Po jego śmierci Liść Phoenix na dwa lata zniknął bez śladu. Wrócił już jako Joaquin w filmie „Za wszelką cenę” (1995) w reżyserii Gusa Van Santa i od tego czasu unika mediów.

„Joaquin Phoenix. Jestem, jaki jestem”

Trudno się dziwić, że Joaquin Phoenix nie lubi dziennikarzy. Media odarły go z prywatności w momencie największej tragedii. Nie tylko odebrały mu prawo do intymnego przeżycia śmierci brata, ale też spekulowały o jego współodpowiedzialności za tę śmierć. Od tego czasu Joaquin na każdym kroku podkreśla pogardę dla mediów. W nielicznych wywiadach opowiada na swój temat zmyślone historie albo pomija pytania milczeniem.

Do historii przeszedł wywiad, którego udzielił Davidowi Lettermanowi w 2010 roku. W studiu telewizyjnym pojawił się brudny, nieogolony, odmówił zdjęcia okularów słonecznych. Na pytania odpowiadał półsłówkami albo nie odpowiadał wcale. Ogłosił, że kończy karierę aktora, chce zostać raperem i jest zaręczony, ale nie chciał zdradzić z kim. A pod koniec wywiadu po prostu zasnął. W mediach zawrzało. Czy był pod wpływem narkotyków i jakich? Dlaczego agent pozwolił mu wystąpić w takim stanie? Dlaczego Letterman nie przerwał rozmowy? I wreszcie: czy skończy tak, jak jego starszy brat River?

Zagadka rozwiązała się sama kilka tygodni później. Okazało się, że występ w show Lettermana był elementem kampanii promującej nowy film Phoeniksa, „Joaquin Phoenix. Jestem, jaki jestem”. To mockument (fabuła udająca film dokumentalny), w którym aktor otwarcie kpi z mediów, pokazując im taką wersję siebie, jaką brukowce najbardziej chciałyby oglądać: korzystającego z usług prostytutek degenerata, ćpuna i alkoholika w szybkim tempie staczającego się na samo dno.

Film nakręcił najbliższy przyjaciel Joaquina i do niedawna jego szwagier Casey Affleck (brat Bena, odtwórca głównej roli w filmie „Manchester by the Sea”). Casey był mężem Summer, rozwiedli się w zeszłym roku po tym, jak polska operatorka Magdalena Górka oskarżyła go o gwałt, którego rzekomo dopuścił się podczas ich wspólnej pracy nad mockumentem z Joaquinem Phoeniksem. Aktor nigdy nie skomentował tej sprawy.

Filmy Joaquina Phoenixa

2018 rok to dla Phoenixa aż cztery ważne filmy. Pierwszy to „Maria Magdalena”, gdzie u boku Rooney Mary (Maria Magdalena) gra Jezusa Chrystusa. Jak niezwykła to kreacja – Chrystus w wersji Phoeniksa to zwykły, prosty mężczyzna, którego charyzmę łatwo można przeoczyć.

Kolejna rola, w „Nigdy cię tu nie było” (w kinach od 13 kwietnia), już przyniosła mu Złotą Palmę podczas zeszłorocznego festiwalu w Cannes, gdzie film miał światową premierę. Phoenix gra tu weterana wojennego dotkniętego traumą pourazową, który zatrudnia się jako facet od czarnej roboty i dostaje zadanie odbicia 13-letniej córki ważnego polityka z rąk gangu pedofilów. „Nigdy cię tu nie było” wbrew pozorom nie jest filmem akcji, tylko dramatem psychologicznym, a sam Phoenix porównywany był przez krytyków w Cannes z Robertem De Niro w kultowym „Taksówkarzu” (1976).

W dwóch kolejnych filmach Phoenix gra w nich krańcowo różne role. W biograficznym filmie Gusa van Santa wciela się w postać Johna Callahana, amerykańskiego rysownika dotkniętego porażeniem czterokończynowym i alkoholizmem. Callahan zmarł w 2010 roku. W westernie Jacques’a Audiarda (reżysera głośnego „Proroka”) zagrał z kolei seryjnego mordercę w XIX-wiecznym Oregonie dotkniętym obłędem gorączki złota. Znając jego poprzednie role, nietrudno uwierzyć, że sprawdzi się w tak różnych filmach.

Potrafi z sukcesem zagrać zarówno psychopatycznych, zimnych drani („Gladiator”), jak i wzruszających, zagubionych samotników („Ona”). Nie ma dziś w Hollywood drugiego aktora o tak krańcowo różnym dorobku i takim wachlarzu umiejętności.

Żona Joaquina Phoenixa? Jeszcze takiej nie było!

W 2005 roku Joaquin zgłosił się na odwyk alkoholowy, chociaż… nie był uzależniony od alkoholu. „Potrzebowałem kilku miesięcy spokoju, chciałem całkowicie odtruć organizm, odpocząć i zmienić tryb życia. Miałem już dość imprezowego życia” – opowiadał później, ale nie można mu wierzyć. Jedno jest pewne – od tego czasu rzeczywiście nie pojawia się publicznie, chyba że zobowiązuje go do tego kontrakt.
Na premiery swoich filmów przychodzi przeważnie w towarzystwie mamy lub którejś z sióstr. Nigdy nie był żonaty, chociaż ma na koncie kilkumiesięczne związki z aktorką Liv Tyler, południowoafrykańską modelką Topaz Page-Green i popularną DJ-ką Allie Teilz.

Obecnie już od lat związany jest z aktorką Rooney Marą, którą poznał na planie „Marii Magdaleny”. Para zamieszkała razem w Los Angeles, ale o ich wspólnych życiu niewiele wiadomo. Aktor nie odpowiada na pytania o życia prywatne albo wymyśla jakąś historię, a na koniec zdradza, że jest nieprawdziwa. „Wychowujemy wspólnie psa, myślimy o kolejnym” – żartuje z kolei Rooney Mara, kiedy dziennikarze pytają ją o Joaquina. „W naszym życiu nie ma nic nadzwyczajnego. Kładziemy się wcześnie, bo lubimy wcześnie wstawać. Większą część dnia spędzamy w łóżku, czytając scenariusze i oglądając razem filmy, najczęściej dokumenty na Netfliksie. Joaquin ma lekcje karate, a ja wolę jogę. Mamy też basen, ale nigdy w nim nie pływamy – oboje nie lubimy zimnej wody”.

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
East News

Wampir, superbohater, czuły kochanek. 10 ról, za które kochamy Toma Cruise’a!

Złośliwcy mówią, że nie ma ani talentu, ani urody. Ale czy jest ktoś, kto nie słyszał o Tomie Cruise i nie oglądał choćby jednego filmu z nim?
Sylwia Arlak
30.06.2020

Toma Cruise’a albo się kocha, albo nienawidzi. Jedni twierdzą, że w każdym filmie pokazuje tę samą twarz. Nie mogą nadziwić się, co widziały w nim najpiękniejsze aktorki na świecie (był związany m.in. z Nicole Kidman i Katie Holmes). Inni nie wyobrażają sobie takich filmów, jak „Rain Man”, „Top Gun” i „Mission Impossible” bez jego udziału. Trzy razy nominowany do Oscara i dwa razy do Złotych Malin, czyli anty-Oscarów (poza nominacjami, dwukrotnie „wygrał” statuetkę) od lat pozostaje jednym z najpopularniejszych aktorów Hollywood. 1. „Rain Man” „Rain Man” to jedna z najciekawszych produkcji w filmografii Toma Cruise’a. Charlie, którego gra, jest karierowiczem, który nikogo nie kocha poza samym sobą. Kiedy dowiaduje się o śmierci ojca, z którym od lat nie utrzymywał kontaktu, wraca w rodzinne strony. Z testamentu dowiaduje się, że ma autystycznego starszego brata (pierwowzorem postaci był sawant, Kim Peek: Amerykanin, który znał na pamięć ok. 8 tys. książek oraz nazwy wszystkich dróg w USA i w Kanadzie). Trudna relacja, jaką zbudują bohaterowie, ma piękny, wzruszający finał. Jack Nicholson może żałować, że odrzucił rolę chorego Raymonda – fenomenalny Dustin Hoffman otrzymał za nią Oscara. „Rain Man” zgarnął łącznie cztery najważniejsze statuetki w świecie filmu. 2. „Oczy szeroko zamknięte” „Oczy szeroko zamknięte” to najbardziej zmysłowa produkcja w karierze reżysera Stanleya Kubricka i aktora Toma Cruise’a. Alice Harford (Nicole Kidman) i William Harford (Cruise) są młodym małżeństwem (Kidman i Cruise też byli już w tym czasie zaobrączkowani). Pewnego dnia Alice wyznaje pod wpływem narkotyku, że fantazjowała kiedyś o grze erotycznej z innym mężczyzną. William nie chcąc...

Czytaj dalej
Reese Witherspoon/ East News
Reese Witherspoon/ East News

Reese Witherspoon – „O kobietach, dla kobiet, z kobietami”

Najpierw głównie kojarzono ją z ról w komediach romantycznych, potem udowodniła, że równie dobrze sprawdza się w rolach dramatycznych. Reese Witherspoon chce docierać poprzez swoje filmy do milionów kobiet. I to jej się udaje.
Sylwia Arlak
15.05.2020

Niech was nie zwiedzie jej wygląd dziewczyny z sąsiedztwa i uśmiech nastolatki. Reese Witherspoon to dojrzała, mądra kobieta, która wie, czego chce i umie to osiągnąć. W ostatnich latach mogliśmy podziwiać ją u boku Nicole Kidman w  „Wielkich kłamstewkach” albo w serialu opowiadającym o czasach po #metoo  „The Morning Show” , w którym główną rolę zagrała Jennifer Aniston. Te dwie produkcje – choć oczywiście nie tylko one – pokazują, jak długą drogę przebyła 44-letnia aktorka od czasu  „Legalnej blondynki”.  Zdobywała fanów, grając w komediach romantycznych i kreując postaci słodkich dziewczynek, ale już wtedy, choćby właśnie rolą Elle Woods udowodniła, że potrafi tupnąć nogą. Dzisiaj najważniejsze dla niej jest, aby poprzez kolejne role przemawiać do kobiet na całym świecie i dodawać im odwagi do działania. Reese Witherspoon: ulubienica Ameryki Kiedy Reese zrozumiała, że reżyserzy najchętniej widzieliby ją w rolach słodkich, głupiutkich i młodziutkich bohaterek, zbuntowała się. Gdy kolejny raz zaproponowano jej niższą stawkę niż kolegom po fachu — powiedziała „dość”. Założyła własną wytwórnię filmową, Hello Sunshine i od tamtej pory działa na własnym warunkach. Już w 2006 roku – tuż po zdobyciu Oscara za rolę partnerki Johnny'ego Casha (w w tej roli Joaquin Phoenix), piosenkarki June Carter w filmie „Spacer po linie” – magazyn „Premiere” przyznał jej tytuł „najbardziej wpływowej aktorki w USA”. Dzisiaj jest nie tylko wpływowa, ale też jest jedną z najlepiej zarabiających aktorek w Hollywood. Po roli w „Wielkich kłamstewkach”  – serialu o przemocy w rodzinie i kobiecej solidarności – dostała tysiące wiadomości z...

Czytaj dalej
Truflarze Nowe Horyzonty
„Truflarze”, reż. Michael Dweck i Gregory Kershaw. Fot. materiały prasowe

Roman Gutek poleca: 10 filmów Nowych Horyzontów i American Film Festival, których nie możesz przegapić

Rozpoczął się największy w Polsce i jeden z największych na świecie festiwal filmów fabularnych online! 20. Nowe Horyzonty i 11. American Film Festival połączyły siły. Do 15 listopada możemy zobaczyć w internecie ponad 170 filmów z całego świata!
Magdalena Żakowska
08.11.2020

Miało być tak pięknie – na listopad i grudzień zaplanowane zostały tegoroczne edycje największych polskich festiwali filmowych. Czekali na nie fani kina i dziennikarze, ale druga fala epidemii przekreśliła te plany. Na szczęście większość z planowanych festiwali (w tym Festiwal Filmów Fabularnych w Gdyni) będzie miał swoje edycje online. Właśnie ruszyła 20. edycja Nowych Horyzontów i 11. edycja American Film Festival.  Przeboje wielkich festiwali, takich jak Berlinale, Sundance czy Toronto i awangardowe tytuły twórców, którzy nie przeszli jeszcze do historii kina. Nowe dzieło Spike'a Lee, filmy, które produkowali Joaquin Phoenix i Luca Guadagnino , historie intymne i historyczne freski – w sumie ponad 170 filmów do obejrzenia online do 15 listopada! Roman Gutek poleca 10 z nich: „Zabij to i wyjedź z tego miasta”, reż. Mariusz Wilczyński Realizowana przez 14 lat, premierowo pokazana na Berlinale animacja Mariusza Wilczyńskiego to autobiograficzny, przywołujący atmosferę peerelowskiego dzieciństwa i dorastania w potransformacyjnej Polsce, film, który łączy poezję z surowym realizmem, żywych ze zmarłymi, nostalgię z godzeniem się ze stratą. Animacja Wilczyńskiego, przemawiająca głosami Ireny Kwiatkowskiej, Andrzeja Wajdy, Barbary Krafftówny, Daniela Olbrychskiego, Tomasza Stańki, Krystyny Jandy czy Anny Dymnej, to wzruszające pożegnanie z naznaczonym wojną pokoleniem rodziców twórcy, ale i przypomnienie, że rozmowa z tymi, którzy nas ukształtowali, nie ma końca.  „Berlin Alexanderplatz”, reż. Burhan Qurbani Spektakularny powrót do legendarnej powieści Alfreda Döblina, a zarazem śmiały dialog z serialem Rainera Wernera Fassbindera, który zekranizował „Berlin...

Czytaj dalej
Island Pictures/Courtesy Everett Collection

Keanu Reeves: facet z Hollywood o złotym sercu

Wychowywanie się bez ojca, ciągłe przeprowadzki, śmierć najbliższych i depresja. Keanu Reeves mógł sięgnąć dna, a jest jednym z najbardziej „ludzkich” aktorów w Hollywood. I wygląda na to, że w końcu znalazł szczęście.
Sylwia Arlak
29.12.2020

Aż trudno uwierzyć, że tyle złego spotkało jednego człowieka. Keanu Reeves wychował się bez ojca, który był uzależniony od narkotyków i odsiadywał wyrok. Najlepszy przyjaciel, aktor River Phoenix, zmarł po tym, jak przedawkował kokainę. Dziecko urodziło się martwe, a ukochana zginęła w wypadku samochodowym. Pożegnał też chorą na białaczkę siostrę. Po rozwodzie rodziców często się przeprowadzał. W ciągu pięciu lat chodził do czterech różnych szkół średnich w Sydney, Nowym Jorku i Toronto. Aktorstwem zainteresował się już jako młody chłopak. Po tym, jak zagrał Merkucja w „Romeo i Julii”, rzucił szkołę i przeprowadził się do Los Angeles. Przez lata walczył z depresją Pierwsze zarobione pieniądze chował w koszu na pranie. Wyciągał z niego tyle, ile potrzebował, żeby przeżyć, a resztę odkładał. Zanim świat poznał go jako Alexa z „Domu nad jeziorem”, Johna z filmu „Constantine”, Kevina z „Adwokata diabła” czy wreszcie Neo z „Matrixa”, ostrzył łyżwy, podejmował prace ogrodnicze i gotował czterdzieści pięć kilogramów makaronu dziennie w jednej z małych knajp. Wiele od siebie wymaga. Aktorzy, którzy pracowali z nim na planach filmowych, opowiadali, że Reeves pracuje dotąd, aż scena wyjdzie idealnie. Z pokorą przyjmuje nominacje do prestiżowych nagród, jak i te do Złotych Malin (do anty-Oscarów był nominowany ośmiokrotnie). Przez lata walczył z depresją . „Miałem depresję. Nikomu o tym nie mówiłem. Sam musiałem podjąć wysiłek i zawalczyć o swoje szczęście. Teraz wiem, że każdy dzień jest cenny. Nieważne, co ci się przydarzy w życiu, jesteś w stanie to pokonać. Życie jest warte przeżycia. Przytul kogoś, jeśli myślisz, że właśnie cierpi. Być może nie będzie jutra, trzeba więc zacząć żyć już dziś....

Czytaj dalej