Joanna Trzepiecińska i Janusz Anderman: była wpatrzona w niego jak obraz, później walczyła o przetrwanie
East News

Joanna Trzepiecińska i Janusz Anderman: była wpatrzona w niego jak obraz, później walczyła o przetrwanie

Podczas jednego z wywiadów dziennikarz zapytał Joannę Trzepiecińską, jaki rodzaj sztuki jest jej najbliższy. „Sztuka kochania” – odpowiedziała aktorka. Mówiła, że założenie rodziny z Januszem Andermanem było najmniej udanym etapem ich wspólnego życia.
Sylwia Arlak
08.02.2021

Joanna Trzepiecińska przez lata próbowała stworzyć udany związek. Najpierw związała się ze starszym o siedemnaście lat aktorem i reżyserem Krzysztofem Zaleskim. Wiedziała, że jest on zajęty, ale fascynacja była silniejsza. Krzysztof Zaleski porzucił dla niej Marię Pakulnis. Kiedy okazało się, że Maria Pakulnis jest w ciąży, zakończył znajomość z Joanną Trzepiecińską i potulnie wrócił do domu. Następnie aktorka próbowała ułożyć sobie życie u boku starszego o szesnaście lat reżysera Jarosława Żamojdy, ale i ten związek nie przetrwał próby czasu.

Czytaj też: Irena Santor była zakochana dwa razy – oba razy na śmierć i życie

Książę Karol nawet po rozwodzie chciał mieć ostatnie zdanie

Chciała stworzyć taki dom, w jakim sama się wychowała

Ze starszym o szesnaście lat pisarzem Januszem Andermanem miało być inaczej. On przekonywał ją, że nie chce być z żadną inną, ona była w niego wpatrzona jak w obraz. „Jego przewaga doświadczenia, lat, intelektu, była inspirująca. Nigdy się z nim nie nudziłam. Uwielbiałam nasze wieczorne rozmowy” – mówiła w wywiadzie dla „Gali”.

Pobrali się w 1993 roku. Niedługo później na świat przyszli ich synowie, Wiktor i Karol. „Wyszłam za mąż z wielkiej miłości, miałam poczucie, że byłam kochana. Przeżyłam wiele pasjonujących lat, ze świadomością, że mam obok niezwykle interesującego człowieka” – wspominała w tym samym wywiadzie Joanna Trzepiecińska. Chciała stworzyć dom, w jakim się wychowała – pełen uśmiechu i miłości. Na jakiś czas zrezygnowała nawet z aktorstwa. To na nią spadła większość obowiązków domowych. Jej mąż wciąż był nieobecny, żył swoją sztuką. Aktorka mówiła, że założenie rodziny było najmniej udanym etapem ich wspólnego życia.

Z czasem Janusz Anderman zaczął mieć problemy z alkoholem. Joanna Trzepiecińska chciała zakończyć związek, ale to mąż pierwszy wyprowadził się z domu. Zakochał się w dziennikarce telewizyjnej Kamili Dreckiej. Aktorka została z dwojgiem dzieci. Była załamana. W jej rodzinie nikt wcześniej się nie rozwiódł. Choć jej rodzice nie raz przeżywali trudne chwile, byli ze sobą na dobre i na złe. Ona też długo próbowała ratować swoje małżeństwo. Mówiła w mediach, że obiecała  sobie i mężowi, że będą ze sobą na dobre i na złe. Wierzyła w to, nawet gdy przechodzili gorsze chwile. 

Czytaj też: Alina Janowska i Wojciech Zabłocki: „Życie bez miłości jest nic niewarte”

Najważniejsi byli dla niej synowie

Długo spotykali się na sali sądowej, gdzie walczyli o podział majątku. Ostatecznie aktorka wywalczyła dla siebie i dzieci 120-metrowy apartament na Żoliborzu i mieszkanie na Marszałkowskiej. Januszowi Andermanowi został mazurski dom, który miał dla niego wartość sentymentalną. W 2009 roku byli już po rozwodzie.

Dla Joanny Trzepiecińskiej najważniejsi stali się synowie. Próbowała jakoś wynagrodzić im brak ojca, ale jej samej też nie było łatwo. „Macierzyństwo to jest akurat najtrudniejszy obszar mojego życia, ponieważ ja moich chłopców wychowuję sama, bo tak się potoczyły losy z ojcem dzieciaków, że nie chciał się nimi zajmować. Człowiek, któremu zaufałam, człowiek, który był ojcem moich dzieci, nie stanął na wysokości zadania” – mówiła w wywiadzie dla stacji TVN.

I choć od czasu rozwodu spotykała się z różnymi mężczyznami, z żadnym nie związała się na stałe. Powtarza, że samodzielnie radzi sobie świetnie i że nadszedł dla niej czas odpoczynku. Wciąż wierzy w miłość, jest ciekawa, co los dla niej przygotował, ale nie wyobraża sobie, że kiedykolwiek miałaby jeszcze wyjść za mąż.  Dziś stawia przede wszystkim na siebie.

Czytaj też: Krzysztof Kowalewski i Agnieszka Suchora: przelotny romans okazał się wielką miłością

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
East News

Kelly Preston nie wierzyła w miłość od pierwszego wejrzenia. Póki nie spotkała Johna Travolty

John Travolta i Kelly Preston przez niemal 30 lat byli ukochaną parą Hollywood. Ale ich uczucie, nieraz wystawiane na próby, nigdy nie przypominało scenariusza filmu romantycznego.
Sylwia Arlak
13.07.2020

Byli ze sobą prawie 30 lat, na dobre i na złe – a w ich związku nie brakowało ani tego pierwszego, ani drugiego. Byli jednym z najdłuższych i najbardziej kochających się małżeństw w Hollywood. Rozłączyła ich dopiero śmierć: Kelly Preston, żona Johna Travolty zmarła w niedzielę 12 lipca po dwuletniej chorobie. Miała 57 lat. Ponad połowę życia spędziła z jednym mężczyzną.  „Z rozdartym sercem informuję o śmierci mojej pięknej żony, Kelly, która przegrała dwuletnią walkę z rakiem piersi. Walczyła odważnie, czerpała wsparcie z miłości bliskich. Potrzebuję teraz czasu, by pobyć z moimi dziećmi, które właśnie straciły matkę. Wybaczcie, jeśli przez jakiś czas będziemy nieobecni” – napisał na Instagramie John Travolta. Jak grom z jasnego nieba John Travolta i Kelly Preston poznali się na planie komedii „Eksperci” w 1989 roku. Dla niego to była miłość od pierwszego wejrzenia, Kelly uwierzyła mu – i zakochała się w nim – dużo później. Chociaż wszyscy znajomi byli przekonani, że między nimi jest chemia, oni sami byli ostrożni. Oboje mieli za sobą nieudane związki i przeżyli tragedie miłosne.  Po raz pierwszy w życiu Kelly Preston wyszła za mąż w 1985 r. za Kevina Gaga, ale ich burzliwe małżeństwo trwało zaledwie dwa lata. „Byłam z niewłaściwą osobą”  — mówiła w jednym z wywiadów. Potem związała się z George'em Clooneyem, a następnie zaręczyła się z Charliem Sheenem. Travolta też miał na koncie kilka związków. Najpoważniejszy z nich stworzył z Diane Hyland, którą poznał na planie filmu „Chłopiec w plastikowej bańce” w 1976 roku. Aktorka grała w nim matkę Travolty. Była od niego starsza o 18 lat. Mieli obsesję na swoim...

Czytaj dalej
Quentin Tarantino i Daniella Pick
East News

Quentina Tarantino i Daniellę Pick połączyła miłość na przekór wszystkiemu! 

Kim jest żona reżysera „Pewnego razu… w Hollywood”?
Sylwia Niemczyk
15.08.2019

Jeszcze kilka lat reżyser „Pewnego razu… w Hollywood” twierdził, że nigdy się nie ożeni, że kobieta to dla artysty za duże obciążenie, a dziś nie mówi o niczym innym, tylko o miłości. Quentin Tarantino i Daniella Pick znają się ponad 10 lat, pobrali się pół roku temu i wyglądają jak para zakochanych nastolatków. „Czekałem na ten moment długo i stało się: znalazłem kobietę idealną” – tak Quentin Tarantino powiedział o  Danielli Pick, świeżo poślubionej żonie, po canneńskiej premierze „Pewnego razu… w Hollywood”. Podczas festiwalu byli nierozłączni – na czerwonym dywanie, przyjęciach, a nawet na konferencji prasowej, gdzie Daniella usiadła na widowni w miejscu przeznaczonym dla dziennikarzy. Reżyser co chwila wysyłał w jej stronę pocałunki, a o małżeństwie mówił z większym zapałem niż o swoim nowym filmie. Zachowywał się jak zakochany dzieciak, który właśnie odkrył, czym jest miłość i nie potrafi już myśleć o niczym innym. Ale kim jest Daniella Pick? Chociaż poznali się 10 lat temu, o jej istnieniu świat dowiedział się zaledwie pół roku temu, kiedy para ogłosiła małżeństwo. Daniella jest izraelską celebrytką, córką Sviki Picka, urodzonego w Polsce kompozytora, który w Izraelu ma status gwiazdy –  zupełnie jak nasz Zbigniew Wodecki. Czytając izraelską prasę, trudno nie odnieść wrażenia, że kariera Danielli opiera się na nazwisku. Pick próbowała już sił jako piosenkarka i jako modelka. Dotychczas jej największym sukcesem jest kampania reklamowa bielizny Triumph. Płyta, którą nagrała, przeszła bez większego echa. Quentina Tarantino poznała na bankiecie w Tel Awiwie, gdzie reżyser promował swój głośny film „Bękarty wojny”. Spędzili ze sobą kilka miesięcy, Daniella zamieszkała nawet z...

Czytaj dalej
East News

Catherine Zeta-Jones i Michael Douglas: razem mimo wszystko 

W Hollywood nie ma miejsca na prawdziwą miłość? Catherine Zeta-Jones i Michael Douglas, małżeństwo z 20-letnim stażem, udowadniają, że to bzdura.
Sylwia Arlak
02.11.2020

Gdy poznali się, w 1998 roku na festiwalu filmowym w Deauville, nic nie wskazywało na to, że staną się jedną z najgorętszych par z najdłuższym stażem w Hollywood. Catherine Zeta-Jones promowała swój pierwszy ważny amerykański film — „Maskę Zorro”. Michael Douglas wystąpił właśnie w „Morderstwie doskonałym”.  Z Oscarem i takimi filmowymi hitami na koncie, jak „Nagi instynkt” i „Fatalne zauroczenie” był już wtedy wielką gwiazdą. W środowisku miał opinię imprezowicza i amanta, który nie odpuści żadnej pięknej kobiecie. W wydanej w 2012 roku autobiografii Douglas przyznał, że przez długi czas zmagał się z uzależnieniem od seksu i alkoholu. Trudne początki hollywoodzkiej pary „Powiedziano mi, że Michael chce mnie poznać. Byłam zdenerwowana, bo nie miałam pojęcia, o co może mu chodzić” — wspominała Zeta-Jones u Larry’ego Kinga.  W programie „Jonathan Ross Show” Douglas przyznał, że dla niego była to miłość od pierwszego wejrzenia. Podczas pierwszej randki nie zaprezentował się jednak od najlepszej strony. Zaprosił Catherine do baru, a pół godziny później, kiedy sączyli pierwszego drinka, odparł: „Wiesz co? Będę ojcem twoich dzieci”. „Po prostu to schrzaniłem” — przyznał po latach. Reakcja aktorki nie była zbyt entuzjastyczna. „Wiesz co, słyszałam już o tobie to i owo. Myślę, że nadszedł czas, by powiedzieć sobie do widzenia” — cytował w późniejszych wywiadach jej odpowiedź. Jak wspominał, aktorka miała wylecieć z miasta następnego dnia. Ale on nie zamierzał się poddać. Przyniósł jej kwiaty i przeprosił za swoje zachowanie. Podziałało, ale daleko jeszcze było do happy endu. Przez dziewięć kolejnych miesięcy rozmawiali przez telefon i umawiali się na romantyczne randki....

Czytaj dalej
East News

Sharon Stone: zawsze wiedziała, czego chce i umiała to zdobyć 

Już w dzieciństwie odważnie oświadczyła, że będzie drugą Marilyn Monroe. A teraz młode gwiazdy chcą być drugą Sharon Stone.
Sylwia Arlak
24.09.2020

Sharon Stone była u szczytu popularności, kiedy w 2001 roku trafiła do szpitala z silnymi bólami głowy. Miała 43 lata, tytuł seksbomby lat 90., piękne, wysportowane ciało. Chwilę wcześniej przygotowywała się do udziału w maratonie. W szpitalu okazało się, że bóle to nie żadna migrena, ale udar i wylew krwi do mózgu. Miała 1 procent szans nie tylko na to, że wyjdzie z tego bez szwanku, ale że w ogóle przeżyje!  „Czułam się bardzo źle. Pamiętam, jak doktor pochylił się nade mną, a ja się go zapytałam: Czy umieram? A on odpowiedział: „Twój mózg krwawi”. Wtedy powiedziałam mu, że chyba powinnam zadzwonić do swojej matki. A on odpowiedział, że mam rację i powinnam zrobić to jak najszybciej, ponieważ mogę niedługo stracić zdolność mówienia” — powiedziała po latach w wywiadzie dla „Harper’s Bazaar”. Ale Sharon Stone nieraz udowadniała, że wśród setki innych ludzi, ona jest tą jedną, jedyną, wyjątkową. Przeżyła. Narodziła się na nowo – dosłownie. Przez kolejne trzy lata uczyła się wszystkiego od nowa: mówić, chodzić. Krok po kroku. Nie widziała na lewe oko, nie słyszała na lewe ucho. Miała problemy z pamięcią. Została zupełnie sama — jej mąż, znany dziennikarz Phil Bronstein odszedł i odebrał prawa do opieki nad ich adoptowanym synem, Roanem. Kiedy w końcu odzyskała sprawność, chciała wrócić do pracy. Ale dla środowiska filmowego stała się niewidzialna. „Moje życie w jednej chwili zostało wymazane. Ludzie w Hollywood nie interesują się złamanym człowiekiem. To nie jest wyrozumiałe środowisko. Byłam bardzo samotna” — wspominała w reportażu CBS. „Straciłam wszystko, co miałam. Straciłam swoje miejsce w show-biznesie” — przyznała. Po latach...

Czytaj dalej