Joanna Kulig znów śpiewa i kocha – i znów zachwyca! „The Eddy” już w maju na Netfliksie

Jej głos tak poruszył reżysera Damiena Chazelle'a, że specjalnie dla niej zmienił scenariusz swojego najnowszego dzieła. Joanna Kulig w nowym miniserialu Netfliksa „The Eddy” zachwyca tak samo jak w „Zimnej wojnie”.
Sylwia Arlak
28.04.2020

Po  sukcesie filmu „Whiplash” i „La La Land”, reżyser Damien Chazelle powraca – ale tym razem współtworzone przez niego dzieło trafia na mały ekran. Miniserial „The Eddy” już w maju pojawi się na Netfliksie. W jednej z głównych ról zobaczymy Joannę Kulig. 

Akcja „The Eddy” rozgrywa się we współczesnym, wielokulturowym Paryżu. Eliot Udo (André Holland), kiedyś uznany pianista, dziś jest właścicielem klubu jazzowego The Eddy i menadżerem zespołu prowadzonego przez Polkę, Maję (właśnie w jej roli zobaczymy Joannę Kulig).

Reżyser specjalnie dla polskiej aktorki zmienił rolę Mai: pierwotnie bohaterka miała być Amerykanką. Maja stworzona przez Joannę Kulig może czasami przypominać Zulę z „Zimnej wojny”. Tak samo jest piękna i utalentowana, ale jednocześnie wybuchowa i trudna we współpracy. Mimo talentu zmaga się z depresją i nie widzi sensu życia. 

Oprócz pracy Eliota i Maję łączy dawna wielka miłość, dziś jednak ich relacja jest przepełniona głównie złością i żalem. Rozstają się i na nowo schodzą, jak dźwięki w jam session. Najpiękniejsze chwile przeżywają podczas wspólnego tworzenia: muzyka jest ich całym światem i kojącą ucieczką od problemów. A te ostatnie są niemałe – klub jest na skraju bankructwa, poza tym Eliot odkrywa, że jego wspólnik może być zamieszany w gangsterskie interesy w klubie. Jakby tego było mało, z niespodziewaną wizytą przyjeżdża jego nastoletnia córka, Julie, która także zmaga się ze swoimi tajemnicami, emocjami i problemami. Aby ochronić najbliższych i ocalić klub, Eliot będzie musiał skonfrontować się ze swoją przeszłością.

Gwiazdorski zestaw twórców: Chazelle, Kulig, Hollang

Damien Chazelle odbierając Oscara za „La La Land”, miał zaledwie 32 lata. Był najmłodszym w historii reżyserem, który otrzymał tę najważniejszą nagrodę filmową. Nic więc dziwnego, że „The Eddy” budzi ogromne emocje. Ci, którzy liczą na powtórkę z „La La Land” mogą się jednak rozczarować: zamiast kolorowej hollywoodzkiej bajki dostajemy chropowaty portret nocnego Paryża z jego wszystkimi blaskami i cieniami. 

Ci, którzy zachwycali się „La La Land” mogą być nieco rozczarowani serialem. „The Eddy” wydaje się być przeciwieństwem tej muzycznej fantazji. Jest szorstki. Nie zapewnia też takich widoków na Paryż, jakie mieliśmy zapewnione w przypadku filmowego musicalu i miasta aniołów. Widzimy wieżę Eiffla tylko raz, w oddali – pisze „The Variety”.

Odtwórca głównej roli, André Holland to aktor znany m.in. z Oscarowego filmu „Moonlight” (co ciekawe w 2017 właśnie ten obraz wygrał z „La La Land” w bitwie o statuetkę oscarową w kategorii „Najlepszy film roku”). Jego córkę gra Amandla Stenberg, wschodząca gwiazda ekranu, znana głównie młodym widzom z hitów: „Nienawiść, którą dajesz” oraz „Ponad wszystko”. Joanny Kulig nikomu przedstawiać nie trzeba – i to nie tylko w Polsce. Dzięki nominowanej do Oscara „Zimnej wojnie” polska aktorka zdobyła międzynarodowe uznanie. 

Odrębnym bohaterem „The Eddy” jest jazz. Serial jest przepełniony muzyką: sceny prób, przesłuchań czy występów zajmują w każdym odcinku niemałą część i naprawdę zachwycają. Ich autorem jest Randy Kerber, który już wcześniej pracował z Chazelle'em przy „La La Land”.

Ośmioodcinkowy serial pojawi się już 8 maja na platformie Netflix. Tego dnia będzie można go obejrzeć w całości. Damien Chazelle odpowiada tylko za reżyserię pierwszych dwóch odcinków, pozostałe reżyserują Alan Poul, Houda Benyamina i Laïla Marrakchi.

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
mat. prasowe

Dla serialu „Hollywood” warto zarwać noc!

Nowy serial Netfliksa opowiada nieznaną historię Fabryki Snów i pyta: a gdyby w Hollywood rządziły kobiety?
Anna Zaleska
28.04.2020

Nazwisko Ryan Murphy w świecie filmu stało się już prawdziwą marką. To on był twórcą fenomenu „Glee” (57 nagród, 144 nominacje), hitu „American Crime Story”, w którym opowiadał o najsłynniejszych morderstwach w historii Ameryki, i „American Horror Story” – genialnej mieszanki horroru, thrillera i dramatu. W nowym serialu „Hollywood”, wyprodukowanym dla Netfliksa, znów podróżuje w czasie, tym razem do złotej ery Hollywood. Zamysł Ryana Murphy'ego jest tym ciekawszy, że mający niezwykle silną pozycję w Hollywood twórca zamierza pokazać Fabrykę Snów w sposób prowokacyjny. I to w czasach, gdy Hollywood ma problemy, jakich nie doświadczał, odkąd w 1912 w Los Angeles powstały pierwsze wytwórnie. Ostrożne szacunki wskazują, że amerykański przemysł filmowy z powodu koronawirusa straci 20 miliardów dolarów. Niektórzy wieszczą, że po tym kryzysie już nie wróci do dawnej świetności. Może więc to dobry czas, by zaproponować alternatywę? Rock Hudson i inne niezwykłe historie Akcja serialu „Hollywood” rozgrywa się w latach 40. XX wieku. Do Tinseltown (tak w branżowym slangu nazywa się Hollywood) przybywa grupa młodych ambitnych aktorów i filmowców, zamierzających odnieść tu sukces bez względu na wszystko. Każda z postaci ma swoją historię i inne doświadczenia, które pozwalają zajrzeć za kulisy filmowego świata i pokazać, jak niesprawiedliwe reguły nim rządzą. O tym, skąd taki pomysł na film, Ryan Murphy opowiadał w wywiadzie dla magazynu „Vanity Fair”. Dorastając w Indianie, był wychowywany przez babcię, która cztery, pięć razy w tygodniu zabierała go do kina. W jej domu była też kolekcja albumów o gwiazdach filmowych, które chłopak uwielbiał oglądać. Był...

Czytaj dalej
Fot. Andrzej Belina-Brzozowski

Wywiad z Ksawerym Szlenkierem o serialu Netflixa „Kierunek: noc”
 

W głośnym serialu „Kierunek: noc” zagrał jedną z głównych ról. W naszym wywiadzie Ksawery Szlenkier mówi o pracy, trójce dzieci i prawdziwie partnerskim związku.
Anna Zaleska
28.04.2020

Belgijski serial katastroficzny „Kierunek: noc” to pełna emocji historia grupy ludzi, którzy przetrwali globalną katastrofę dzięki temu, że znaleźli się na pokładzie samolotu. Inspiracją dla serialu stała się powieść Jacka Dukaja „Starość Aksolotla”. Ratując siebie, pasażerowie samolotu wiedzieli, że ich bliscy nie unikną śmierci. Dla Jakuba, Polaka granego przez Ksawerego Szlenkiera, oznaczało to osobisty dramat. Pan widział „Kierunek: noc”, zanim serial miał premierę na Netfliksie? Tak. I ucieszyłem się, bo potwierdziło się to, co cała ekipa czuła na planie – że wzięliśmy udział w czymś naprawdę ważnym. W czasie zdjęć nie wiedzieliście, że temat zagrożenia ludzkości stanie się tak aktualny. O koronawirusie mało kto jeszcze słyszał. Nikt się nie spodziewał, że tłem i kontekstem premiery naszego serialu stanie się światowa pandemia. Ale to powoduje, że oglądając „Kierunek: noc” tym bardziej przyglądamy się bohaterom – jak oni sobie poradzą, czy im się uda znaleźć wspólny język, czy przekroczą swoje ograniczenia i prywatne ambicje, czy będą w stanie współdziałać. Hollywood już nam opowiadało różne historie z gatunku postapo – było i zagrożenie zagładą, i „Dzień Niepodległości”, i kosmici, i zombiaki, i opustoszałe miasta, i tsunami, i efekty specjalne za grube miliony dolarów. A tutaj mamy ludzi. Jesteśmy blisko człowieka, jego przeżyć, jego traumy, żałoby, bólu, jego nadziei, jego walki i woli przeżycia. Socjologowie mówią, że w czasach współczesnych społeczeństwo relacji zmieniło się w społeczeństwo transakcji. Tu widać, jak pod wpływem zagrożenia ten proces się odwraca. Ludzie na pokładzie samolotu stają się jak współczesne plemię. Mimo różnic, mimo problemów, wytwarza...

Czytaj dalej
Meryl Streep
Screen Youtube

Meryl Streep w szlafroku i z drinkiem! Właśnie tego wideo potrzebowałyśmy na poprawę humoru!

Choć oglądamy ją na małym i wielkim ekranie od tylu lat, wciąż nie przestaje nas zaskakiwać. Meryl Streep także w czasach kwarantanny udowadnia, że nie brakuje jej poczucia humoru.
Sylwia Arlak
28.04.2020

Meryl Streep jest piękna, wybitnie utalentowana, mądra i z wielkim poczuciem humoru. I potwierdziła to po raz kolejny w swoim ostatnim występie: w domowym szlafroku i z  kieliszkiem martini w ręku!  Razem z Audrą McDonald i Christine Baranski wykonała słynny przebój musicalowy: „The Ladies Who Lunch” z musicalu Stephena Sondheima „Company”. W ten sposób gwiazdorskie trio uczciło nie tylko 90. urodziny tego wybitnego tekściarza i kompozytora, lecz także jego zasługi dla rozwoju musicalu.  Wideo błyskawicznie stało się hitem w sieci! Udostępniają je fani aktorek i celebryci – a fragment nagrania, w którym Meryl Streep dolewa martini do kieliszka, został przerobiony na setki GIF-ów.      Specjalny program na żywo z okazji 90. urodzin Stephena Sondheima wyemitowano na kanałach społecznościowych Broadwayu. Gwiazdy – wśród nich również Jake Gyllenhaal, Mandy Patinkin i Kristin Chenoweth – połączyły się z widzami za pośrednictwem internetu. Wydarzenie poprowadził broadwayowski reżyser Raul Esparza. „ Świat znajduje się teraz w trudnym momencie i wszyscy poszukujemy czegoś wielkiego. Stephen Sondheim to uosobienie wielkości. Zebraliśmy więc grupę ludzi, którzy kochają Steve’a, tych, którzy z nim pracowali i których zainspirował. Poprosiliśmy ich o to, aby zaśpiewali jego piosenki i podzielili się radością z tymi, którzy przechodzą teraz trudny czas. Być może jesteśmy daleko od Broadwayu, ale Broadway cały czas jest w nas ” – mówił Esparza. Musical „Company” miał w tym roku ponownie trafić na deski Broadwayu (tytuł obchodzi właśnie swoje 50-lecie). Premierę zaplanowano na 22 marca (w dzień 90. urodzin Sondheima), ale dziesięć dni wcześniej,...

Czytaj dalej