Jerzy Zelnik i Barbara Brylska: tego uczucia nic nie mogło zatrzymać

Jerzy Zelnik i Barbara Brylska: tego uczucia nic nie mogło zatrzymać

O romansie Jerzego Zelnika i Barbary Brylskiej wiedzieli wszyscy na planie „Faraona”. Ich uczucie skończyło się tak, jak zaczęło – szybko i niespodziewanie.
Sylwia Arlak
30.03.2021

Na casting do głośnego filmu „Faraon” Barbara Brylska trafiła przez przypadek. Mieczysław Waśkowski, asystent Jerzego Kawalerowicza, spotkał ją, gdy bawiła się na parkiecie warszawskiego klubu Hybrydy. Zauroczyła go. Od razu zobaczył w niej kapłankę Kamę. Gdy stawiła się na przesłuchaniu do roli, miała ochotę uciec. Widziała wokół siebie tyle atrakcyjnych dziewczyn, że zaczęła tracić pewność siebie. A jednak wygrała. Była znacznie odważniejsza od pozostałych kandydatek. Kiedy poproszono ją, żeby się rozebrała, zrobiła to bez najmniejszych oporów.

Książę Karol nawet po rozwodzie chciał mieć ostatnie zdanie

Jerzy Zelnik stracił głowę dla Barbary Brylskiej

Dostała rolę, choć pojawiły się pewne komplikacje. Barbara Brylska była wtedy na drugim roku warszawskiej szkoły teatralnej, a ówczesny rektor, Jan Kreczmar, zabronił studentom grać w filmach. Choć długo starała się o specjalne pozwolenie, wyrzucono ją ze studiów.

Czytaj też: Adam Zagajewski i Maja Wodecka – to za nią poeta wyjechał do Francji i został tam na 20 lat

Nie poddawała się. Zewsząd słyszała głosy, że jest skazana na sukces. Poszła na plan i podsunęła twórcom kandydata do głównej roli męskiej – kolegę z roku, Jerzego Zelnika. Od dawna go podziwiała. Ze wzajemnością.

„Jestem estetką. On był tak skończenie przystojny i tak nieprawdopodobnie pięknie zbudowany. Poza tym to intelektualista. Imponował mi wszystkim” – mówiła aktorka w rozmowie z tygodnikiem „Rewia”. Aktor zupełnie stracił głowę dla swojej filmowej partnerki. Nie przeszkadzało mu nawet, że Barbara Brylska jest żoną starszego od niej o dziesięć lat Jana Borowca.

Nie musieli grać płomiennego uczucia. Na planie dla wszystkich było jasne, że mają romans. Po latach Jerzy Zelnik przyznał, że Barbara Brylska była jego pierwszą wielką miłością. Sam siebie usprawiedliwiał, że nie robi nic złego, bo małżeństwo ukochanej i tak jest już tylko formalnością. Krążyły plotki, że Barbara Brylska nie dogaduje się ze swoim mężem. Mówiono, że od dawna marzy o dziecku, tymczasem on... sprezentował jej psa.

Czytaj też: Idealna towarzyszka dla chichota i złośliwca – o małżeństwie Barbary i Wojciecha Kilarów

Czekał na nią miesiącami

„Faraon” stał się dla aktorów przepustką do wielkiej kariery, ale ich romans zakończył się przy pierwszym dłuższym rozstaniu. On wyjechał do Uzbekistanu kręcić dalsze zdjęcia do filmu, a ona została w Polsce. Długo liczył, że przyjedzie go odwiedzić, ale tak się nie stało.

„Pamiętam okres zdjęć, gdy byłem na pustyni przez pięć miesięcy i marzyłem, że ona tam przyjedzie, choć wiedziałem, że miała sceny tylko w atelier. Oczekiwałem jednak cudu. Tam, na tej pustyni, bardzo się tęskniło za wszystkimi bliskimi, a ja czułem nieprawdopodobny głód Baśki” – wspominał aktor w rozmowie z „Rewią”.

Niedługo później na planie westernu „Białe wilki” Barbara Brylska poznała jugosłowiańskiego aktora Slobodana Dimitrijevicia. To właśnie dla niego rozwiodła się w 1968 roku ze swoim mężem. 

Czytaj też: Kochała ją cała Polska, zmarła przedwcześnie na raka. Małgorzata Braunek całe życie była wolnym duchem

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
Leopold Tyrmand i Barbara Hoff / Fot. Jerzy Duduś Matuszkiewicz, z archiwum Mary Ellen Tyrmand

„Tyrmand atakował dziewczyny ostro, jak gladiator”. Nieznana historia miłości pisarza i Barbary Hoff

Leopold Tyrmand oświadcza się Barbarze Hoff wielokrotnie. Wreszcie za którymś razem mówi bez ogródek: „Wiesz, sporządziłem listę dobrych partii, na której zajęłaś pierwsze miejsce”.
Anna Zaleska
27.10.2020

Niezbyt wysoki, wcale nie tak bardzo przystojny, ale jednak – podobał się kobietom. I umiał z tego korzystać. Kiedyś przyjaciel powiedział do niego: „Poldek, ty idziesz na te dziewczyny jak czołg”. A on na to: „Z dziewczynami to jak z chodzeniem po bagnie. Skaczesz z kępy na kępę i próbujesz, jak daleko jeszcze możesz dojść. Jak dostaniesz w mordę, to wiesz, że trzeba się cofnąć. I idziesz do następnej”. Ludwik Jerzy Kern, obserwując z boku, mówił, że Tyrmand „atakował dziewczyny ostro, jak gladiator”. Wszystkie kobiety Leopolda Tyrmanda Ale wcześniej te dziewczyny staranie dobierał. Marcel Woźniak w nowo wydanej biografii „Tyrmand. Pisarz o białych oczach” (wyd. Marginesy) zauważa, że „to nigdy nie były dziewczyny znikąd. Rysia była córką przedwojennego dyrektora Macierzy Szkolnej, jednego z sądzonych w moskiewskim procesie szesnastu. Po niej była Maria Iwaszkiewiczówna. Potem ożenił się z panną Rublówną, której ojciec był adiutantem Andersa. A gdy z nią się rozwiódł, wziął ślub z Barbarą Hoff, córką wybitnego adwokata i jednego z pierwszych kontestatorów”. W tej wyliczance nie ma Bogny, którą pisarz poznał, gdy ona miała 16 lat, a on 34. Zaletą nastolatki, z którą związek zajmuje dużo miejsca w „Dzienniku 1954”, było to, że gdy szli na bal, nikt nie miał partnerki tak młodej, do tego pięknej, atrakcyjnej, wyższej od niego. Młodość początkowo bardzo w kobietach cenił. Gdy w 1955 roku żenił się z Małgorzatą Rublówną – zwaną Kopiejką – przyjaciel zapytał go: Kto to?”. Tyrmand odrzekł na to: „Jak zwykle. Dziewczyna ma 19 lat i jest z ASP. Jak wszystkie.” Dopiero z czasem coraz ważniejsze stawało się dla niego to, by kobieta była mądra. Tłumaczył, że gdy przerwy...

Czytaj dalej
Audrey Hepburn i Mel Ferrer trzy miesiące po ślubie / East News

Audrey Hepburn i Mel Ferrer: wielka miłość, wielki dramat

Był pierwszą miłością jej życia. Dla związku z 12 lat starszym żonatym aktorem zaryzykowała karierę. Czuła się bezpiecznie u boku tego potężnego władczego mężczyzny. Do czasu.
Anna Zaleska
03.06.2020

Gdy 25 września 1954 roku w miejscowości Bürgenstock, położonej malowniczo w górach Szwajcarii, zabiły weselne dzwony, niewielu ludzi wiedziało, że to Audrey Hepburn – młodziutka gwiazda „Rzymskich wakacji”, nagrodzona już w wieku 24 lat Oscarem – wychodzi za mąż. Jej wybrankiem był aktor Mel Ferrer. W XIII-wiecznej kapliczce zebrała się ledwie garstka najbliższych przyjaciół i rodzina. Audrey ubrana była w prostą sukienkę projektu Pierre'a Balmain – z białej organdyny, podkreślającą jej niewiarygodnie wąską talię, z kołnierzykiem i bufiastymi rękawami. Na króciutko obciętych włosach miała prosty wianek z białych kwiatków. „Rzymskie wakacje” i zerwane zaręczyny Gdy wiadomość o ceremonii dotarła w końcu do mediów, zawrzało. Jeszcze niedawno Audrey była zaręczona z biznesmenem Jamesem Hansonem. W czasie gdy pracowała na planie „Rzymskich wakacji” (1953), w wolnych chwilach z dużym zaangażowaniem planowała wesele, z prób biegła na przymiarki sukni. Ale tuż przed ceremonią zerwała zaręczyny. W jednym z listów do przyjaciela, sir Felixa Aylmera, pisała: „Wiem, że mężczyźnie wykonującemu taki zawód jak ty nie muszę wiele wyjaśniać. Przez rok myślałam, że możliwe będzie połączenie naszego życia i kariery zawodowej… To wszystko sprawia, że czujemy się (z Jamesem Hansonem, przyp. red.) nieszczęśliwi, ale to jedyna słuszna decyzja”. Rzeczywiście po „Rzymskich wakacjach” kariera Audrey nabrała zawrotnego tempa. Aktorka pracowała a to we Francji, a to w Hollywood, a to na Broadwayu. James Hanson musiał spędzać większość czasu w Kanadzie i Wielkiej Brytanii, doglądając tam interesów. „Trudno byłoby nam prowadzić normalne małżeńskie życie”, tłumaczyła tę decyzję Audrey. Ale czy to był jedyny...

Czytaj dalej
Orły
Maciej Zienkiewicz/AG

„Cieszę się, że o mnie pamiętacie”, mówi Maja Komorowska, laureatka Orła 2020 za osiągnięcia życia

Aktorka Wajdy i Kieślowskiego o życiu i czasie
Karolina Morelowska-Siluk
27.02.2020

Maja Komorowska ma 82 lata. Ukończyła Wydział Lalkarski PWST w Krakowie, należała m.in. do prowadzonego przez Jerzego Grotowskiego Teatru 13 Rzędów w Opolu. Znamy ją z wielu wybitnych ról filmowych i teatralnych m.in. „Człowieku z żelaza” Wajdy, „Roku spokojnego słońca” Zanussiego, czy „Dekalogu I” Kieślowskiego. 2 marca 2002 r. została uhonorowana Orłem za całokształt twórczości. Odczytując nazwisko aktorki, prezydent Polskiej Akademii Filmowej Dariusz Jabłoński powiedział, że jest to nagroda za dla „wielkiej postaci sztuki i kino”. Publiczność powitała aktorkę owacją na stojąco.  Karolina Morelowska-Siluk „Uroda Życia”: Prawie pół roku czekałam na to spotkanie... Maja Komorowska:  To prawda. Podziwiam pani cierpliwość. Nie chciałam tego wywiadu, bo mam poczucie, że właściwie wszystko już powiedziałam. Oczywiście, zawsze zostaje coś jeszcze, czego nie odkryłam, czego nie napisałam, bo wciąż spotykam przecież nowych ludzi i wchodzę w nowe sytuacje. Ale jeśli chodzi o teatr, film, o moich mistrzów, warsztat, to naprawdę moja historia wydaje się opowiedziana. Zostawmy zatem pracę i porozmawiajmy o życiu. Kiedy obchodziła pani  80-lecie cała rzesza ludzi chciała okazać swoje oddanie, sympatię, wdzięczność. Pani urodziny zostały zorganizowane w kilku częściach. To panią zaskoczyło? Skala świętowania przekroczyła moją wyobraźnię. To było piękne, wzruszające, ale jednocześnie w jakimś sensie emocjonalnie mnie przerosło. Zwłaszcza ta wielokrotność uroczystości. Najpierw było Chrzęsne, urządzone przez Mazowiecki Instytut Kultury – ze wspaniałą wystawą moich zdjęć. Już następnego dnia – 11 grudnia – Akademia Teatralna i Instytut Teatralny wraz ze studentami obchodzili...

Czytaj dalej
Beata Ścibakówna
Fot. Krzysztof Kuczyk/Forum

Małżeństwo jest usłane różami z kolcami – mówi nam Beata Ścibakówna

Jak stworzyć dobre małżeństwo, co to znaczy być normalną żoną i jak przeżyć ze sobą „długo i szczęśliwie” 25 lat! – rozmawiamy z aktorką Beatą Ścibakówną.
Anna Zaleska
17.12.2020

Jesienią tego roku obchodziła 25-lecie małżeństwa z Janem Englertem, wybitnym aktorem i reżyserem, dyrektorem Teatru Narodowego w Warszawie. Poznali się, kiedy on był rektorem Akademii Teatralnej, a ona studentką. Od tamtego czasu są – jak mówi Beata Ścibskówna – właściwie cały czas razem. „I w teatrze i w domu i na wakacjach”. We wrześniu w „Och-Teatrze” zdążyła się jeszcze odbyć premiera sztuki „Oszuści”, która w lekkiej, zabawnej formie porusza poważny temat zdrady małżeńskiej. Reżyserował Jan Englert, a Beata Ścibakówna zagrała w niej z Gabrielą Muskałą , Zbigniewem Zamachowskim, Piotrem Grabowskim, i dwójką młodych aktorów: Michaliną Łabacz i i Filipem Pławiakiem. Sztuka ma wrócić na deski teatru, gdy tylko to będzie możliwe (zależy to oczywiście od obostrzeń związanych z pandemią). „Zdrada wydaje się dzisiaj czymś łatwym. Jakby nie była problemem, czymś niemoralnym, co spowoduje cierpienie drugiej osoby” – mówiła w rozmowie z nami Beata Ścibakówna. Anna Zaleska: Sztuka „Oszuści” w komediowej formie porusza ważny temat niewierności małżeńskiej. Według statystyk już 42 procent Polek i Polaków zdradziło współmałżonka… Beata Ścibakówna: Naszą uwagę podczas spektaklu zwróciły słowa mojej bohaterki do syna:„Ożenisz się z tą dziewczyną, a odetniesz się od wszystkich innych kobiet”. Na co jej mąż – w tej roli Zbigniew Zamachowski – odpowiada: „Nieprawda!”. I w tym miejscu na widowni jest zawsze wybuch śmiechu, a ostatnio były nawet gromkie oklaski. Rozmawialiśmy o tym za kulisami. Z tego dialogu jednoznacznie wynika, że dopiero po ślubie zaczyna się tak naprawdę życie erotyczne z wieloma kobietami. Skoro ludzie tak na to reagują, śmieją się...

Czytaj dalej