Jerzy Owsiak i Lidia Niedźwiedzka-Owsiak: bez wsparcia „Dzidzi” nie dałby rady
WOŚP Łukasz Widziszowski

Jerzy Owsiak i Lidia Niedźwiedzka-Owsiak: bez wsparcia „Dzidzi” nie dałby rady

Jerzy Owsiak i Lidia Niedźwiedzka-Owsiak poznali się jeszcze w liceum. Ich udany dzisiaj związek nie zawsze należał do najłatwiejszych.
Sylwia Arlak
28.01.2021

Chodzili razem do liceum ekonomicznego. Tam się w sobie zakochali. Jerzy nie otrzymał promocji do następnej klasy, a Lidia zaoferowała mu korepetycje z księgowości. Tuż po maturze ona dostała się na SGPiS, czyli dzisiejsze SGH, a on poszedł do wojska. Szybko okazało się, że Jerzy nie nadaje się do służby. Po trzech miesiącach trafił do szpitala psychiatrycznego.

Książę Karol nawet po rozwodzie chciał mieć ostatnie zdanie

Początki były piękne, a później pojawiły się problemy

„Zerwał ze mną w liście. Dzisiaj nie chce o tym mówić i pamiętać. We mnie to zostało. Leży gdzieś na dnie serca. Nie myślałam, że wróci. Pojawili się jacyś inni chłopcy. Ale niespodziewanie dla mnie zapukał do moich drzwi. Momentalnie wszystko wróciło” – wspominała po latach Lidia Niedźwiedzka-Owsiak.

Szybko wzięli ślub. „Pomyślałem, że trzeba się ustatkować, znaleźć swoje miejsce w życiu, pomyśleć o nim na serio” – opowiadał w magazynie „Viva!” Jerzy Owsiak. Nie obyło się jednak bez przygód – nie chciał włożyć klasycznego garnituru, co nie spodobało się przyszłemu teściowi. Rodzice Lidii Niedźwieckiej bali się o przyszłość córki. „Jerzy nie umiał się skupić, chciał robić tysiąc rzeczy naraz. Moi rodzice byli przerażeni. Dopytywali, jak mamy zamiar żyć, z czego utrzymamy rodzinę. Mnie to nie zrażało. Było między nami uczucie. Moja decyzja była świadoma, wiedziałam, że chcę być z nim. Mówiłam więc rodzicom: »Nie martwcie się, poukładamy to«” – wyjaśniała.

Czytaj też: Małgorzata Braunek i Andrzej Krajewski: „Chciałam wyzwolić się z tego życia i uciec z nim na koniec świata”

Początki małżeństwa były piękne, a później pojawiły się kolejne problemy. Niezgodność silnych charakterów. „Na początku była wielka miłość i fascynacja, a potem zaczęliśmy dostrzegać swoje wady. Kłóciliśmy się tak bardzo, że byliśmy o krok od rozwodu. Powiedziałam do Jurka, że małżeństwo to układ dwojga ludzi z różnych rodzin, różnie wychowanych” – mówiła w jednym z wywiadów Lidia Niedźwiecka-Owsiak, a w innym dodała:

„Ścieraliśmy się bardzo. Dopóki nie pojawiło się dziecko, jakoś w tym funkcjonowałam. Ale kiedy urodziła się Ola, powiedziałam Jurkowi, że musimy się dogadać. Albo każde z nas z czegoś zrezygnuje, albo się pozabijamy. Nie od początku miałam takiego Jurka, jakim jest dzisiaj. Zaczynaliśmy zupełnie inaczej”.

Trzecie dziecko: Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy

Ich starsza córka, Aleksandra, urodziła się w 1979 roku. Ewa – dziesięć lat później. Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy powstała w czasie, gdy ta młodsza była małą dziewczynką, 2 marca 1993 roku w Warszawie. Jednym z założycieli i prezesem fundacji został Jerzy Owsiak, ale pomoc jego żony jest nieoceniona. Od wielu lat Lidia Niedźwiecka-Owsiak pełni rolę członka zarządu i funkcję dyrektora medycznego. Ominęła jedynie pierwsze dwie edycji akcji, kiedy poświęciła się wychowywaniu dzieci.  

Niedźwiedzka-Owsiak nie ukrywa, że całe życie z mężem kręci się wokół WOŚP (oboje mogą rozmawiać o tym na okrągło). „Oboje z Jurkiem nie wyobrażaliśmy sobie te czterdzieści parę lat temu, od kiedy jesteśmy razem, a od 26 lat na pewno, że tak potoczą się nasze losy. Jurkowi udało się stworzyć fantastyczną fundację. I chyba nie przypuszczał, że w ten sposób stworzy też dla mnie nieprawdopodobnie fantastyczną przestrzeń, w której mogę się realizować, podejmować bardzo ważne i potrzebne działania na rzecz drugiego człowieka, które są ogromnym sensem mojego życia” – mówiła, odbierając nagrodę Kobiety Roku 2017 magazynu „Twój Styl”. Jak mówił Owsiak w „Urodzie Życie”, bez wsparcia „Dzidzi” (jak nazywa swoją żonę) już dawno by się poddał. 

Czytaj też: Irena Kwiatkowska i Bolesław Kielski: „Dawał mi poczucie bezpieczeństwa, był moim piorunochronem”

Są jak ogień i woda

Choć para chroni swoją prywatność i unika medialnego rozgłosu, czasem lekko uchyla drzwi do swojego życia. „Jurek jest taki sam w pracy i w domu. Jest szalony, potrafi być bardzo miły, potrafi być okropny, jak każdy facet. Różnie to z nim bywa, ale nie udaje absolutnie” – tłumaczyła Lidia Niedźwiedzka-Owsiak w wywiadzie dla TVN24, dodając, że pracownicy fundacji nie raz są świadkami ich spięć: „Bywa różnie, jest jakaś wymiana zdań, a powiedziałabym, że z wiekiem to jest chyba tego coraz więcej, że Jurek myśli tak, a ja myślę trochę inaczej”. Jak mówiła w wywiadzie dla Gazeta.pl, dzięki temu, że są jak ogień i woda, uzupełniają się i potrafią wzajemnie słuchać.

Nie szczędzi też mężowi komplementów: „Zawsze pamięta o każdej rodzinnej uroczystości. Jest czuły i uwielbia dawać kwiaty i prezenty. Dostaję je nie tylko na rocznice ślubu, ale także na co dzień bez okazji”. Z kolei Jerzy Owsiak podkreślał, że nie wierzy w idealne związki: „Mamy się dobrze, to znaczy przechodzimy burze i wypływamy na przejrzyste wody oceanu. Ja nie wierzę w związki, które ociekają słodkością, bo słodkość oznacza, że nie ma w nich prawdziwego życia”. W wywiadzie dla „Vivy!” przyznał, że nie wyobraża sobie życia z nikim innym: „Żeby było jasne, tylko z nią mogę być kilkadziesiąt lat i czuć, że cały czas nadajemy na tych samych falach. Nie mógłbym nadużyć jej zaufania, ciągle się boję, żeby czegoś nie schrzanić”.

Mimo niezgodności charakterów do rozwodu nie doszło – Owsiakowie są małżeństwem od ponad 40 lat. Na pytanie, co będzie, kiedy oboje z Jerzym się zestarzeją, Lidia Niedźwiedzka-Owsiak odpowiedziała: „W statucie mamy zapis, że fundację mogą prowadzić dzieci członków zarządu. Nasze córki nie są tym dziś zainteresowane. Jeśli nie dzieci, to pracownicy z najdłuższym stażem. Mamy pomysły, kto mógłby to być, tak by zmieniona fundacja mogła dalej istnieć. Ale ja nie widzę następcy Jurka. On jest większym optymistą ode mnie, mówi: »Jakoś się uda, Nobel nie żyje, a nagroda istnieje«. Tak, Orkiestra też może istnieć bez Jurka. Ale to już będzie inna Orkiestra”.

Czytaj też: Jak kochać długo i szczęśliwie? Prof. Bogdan Wojciszke: „Miłość to nie połówki jabłka, ale wspólna wyboista droga”

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
Jurek Owsiak, Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy, Finał WOŚP
łukasz widziszowski/wośp

„Rok temu powiedziałem: – Paweł, wracam i bierzemy się do roboty”. Jurek Owsiak o Polsce i marzeniach

„Nowy Jork nie zamknął lotnisk po World Trade Center”
Wika Kwiatkowska
11.01.2020

W tym roku stwierdziłem: »Wiecie co? Wiatr w żagle, wszystkie ręce na pokład! Pędzimy przed siebie, nie zatrzymujemy się. Łapiemy ten wiatr i wykorzystujemy go w stu procentach. Do przodu!«”, mówi Jurek Owsiak. I dodaje: „Jak nie będziemy wszyscy razem, to przepadniemy. I wierzę w to, że się uda, że podczas 28. finału znowu poczujemy się jako społeczeństwo solidarni”. Wika Kwiatkowska, „Uroda Życia”: Orkiestra jest niezatapialna?   Jurek Owsiak: Będzie grać do końca świata i jeden dzień dłużej. Niewiele jest chwil w roku, gdy my, Polacy, wyciszamy się i jednoczymy. W Boże Narodzenie potrafimy odszukać się na końcu świata. I okazało się, że drugim takim momentem stał się finał Orkiestry. Kiedy w tym roku ogłosiliśmy nabór na otwieranie sztabów, byliśmy pod wrażeniem, w jakim tempie to poszło. Ten finał może być taki jak poprzednie? Przebiegnie pod hasłem: „Wiatr w żagle”. Zawsze mówimy, że finał będzie taki sam. Ale ten na pewno będzie inny. Mimo że po tym, co się wydarzyło na ostatnim – po tej nieprawdopodobnej tragedii, szalenie dla nas traumatycznym przeżyciu – powiedzieliśmy sobie, że dalej pracujemy na sto procent. Ilustracja do każdego finału najpierw rodzi się w mojej głowie. W tym roku stwierdziłem: „Wiecie co? Wiatr w żagle, wszystkie ręce na pokład! Pędzimy przed siebie, nie zatrzymujemy się. Łapiemy ten wiatr i wykorzystujemy go w stu procentach. Do przodu!”. Najpierw ja zrobiłem rysunki, potem przejął to nasz dział graficzny. Usiadłem i powiedziałem: „A żagle będą bardzo kolorowe! To jest nam teraz bardzo potrzebne, w wielu aspektach”.  Masz w sobie tyle entuzjazmu, co na początku? No nie. Polska produkuje całe tony goryczy. Gdybyśmy chcieli ją eksportować, mielibyśmy pierwsze miejsce: gorycz w aerozolu, w...

Czytaj dalej
Maryla Rodowicz i Daniel Olbrychski
PAWEL DABROWSKI/East News

Maryla Rodowicz i Daniel Olbrychski: „To wąskie żelazne łóżko świetnie pamiętam”

Ona — z hitem „Małgośka” na koncie święciła triumfy na największych festiwalach muzycznych w Polsce. On — słynny Kmicic z ekranizacji „Potopu”, bohater, w którym kochały się wszystkie dziewczyny. W czasach PRL-u o burzliwym romansie Maryli Rodowicz i Daniela Olbrychskiego mówili wszyscy.
Sylwia Arlak
10.12.2020

On narzekał, że ona nie ma dla niego czasu. Ona miała już dosyć jego przygód z alkoholem. W końcu powiedziała „dość” i pojechała na Mokotów do domu przyjaciela. Do Daniela od dawna dochodziły plotki o romansie ukochanej. Nie chciał im wierzyć, ale mówiono, że Maryla spodobała się Andrzejowi Jaroszewiczowi, synowi ówczesnego premiera. Zadzwonił do jego domu, a kiedy odebrała Maryla, oświadczył, że zaraz po nią przyjedzie. W ciągu dziesięciu minut miał pojawić się przed willą. Dotarł na miejsce, ale jego ukochanej nie było. Nie powiedziała: zostań, nie odchodź Kiedy wbiegł do domu i zobaczył, jak Maryla i jej adorator siedzą przy stole, popijając alkohol, przestał nad sobą panować. „Furtka na posesję była zamknięta, więc przeskoczył przez parkan. Gdy wszedł do środka, Jaroszewicz dostał w dziób” — opowiadała w jednym z wywiadów artystka. Maryla kazała Danielowi natychmiast wyprowadzić się z jej wynajmowanego mieszkania przy alei Szucha. Zmieniła zdanie, gdy po powrocie nad ranem do domu zobaczyła ukochanego. „Żal jej było, że coś się kończy. Nie powiedziała: »Zostań! Nie odchodź!«. Nie, tylko trzymała jedną rączką za skarpetę, a jej palec po palcu odginałem i tak spakowałem się”, wspomina Olbrychski w książce „Maryla. Życie Marii Antoniny”. Ich romans zaczął się trzy lata wcześniej. Na początku lat 70. oboje byli u szczytu sławy. Poznali się w 1973 roku na jednym z bankietów przygotowanych przez organizatorów koncertu Maryli. Jak wspominali członkowie jej zespołu, od razu wpadli sobie w oko. Olbrychski nie tylko zafascynował się jej urodą, ale też pasją do motoryzacji. Rodowicz kupiła sobie czerwone porsche 914, auto, o którym w czasach PRL-u większość osób mogła jedynie pomarzyć.   Nawet Olbrychski jeździł...

Czytaj dalej
tyszkiewicz
Fot. Wiktoria Bosc

Beata Tyszkiewicz: „Całe życie przyjaźniłam się z mężczyznami"

Beata Tyszkiewicz, wielka aktorka, była żona Andrzeja Wajdy, gwiazda kultowego filmu „Wszystko na sprzedaż” ma ponad 80 lat i wciąż mówi o sobie, że jest uparta i energiczna.
Magdalena Żakowska
14.08.2020

Grała u największych: Wajdy, Hassa, Kieślowskiego. Jej Izabela Łęcka w „Lalce” Jerzego Hassa ( 1968) jest nie podrobienia i nie do powtórzenia. Tworzyła wspaniałe role w filmach kostiumowych („Marysia i Napoleon”). Grała postaci współczesnych kobiet uwikłanych w trudne uczuciowe relacje („Wszystko na sprzedaż”, „Jej powrót”). Bawiła w komediach („Seksmisja”). Ale Beata Tyszkiewicz jest kimś więcej niż aktorką. Jest postacią, lubianą i podziwianą.  Urodziła się 14 sierpnia 1938 roku w Wilanowie, ze względu na arystokratyczne pochodzenie nazywana jest pierwszą damą polskiego filmu. W filmie zadebiutowała jeszcze jako uczennica rolą Klary w „Zemście” w 1957 roku. Jedna z najpiękniejszych polskich aktorek, była żoną Andrzeja Wajdy i Witolda Orzechowskiego. Ma dwie dorosłe córki Karolinę i Wiktorię, jest też babcią. W rozmowie z nami powiedziała: „Mam silny charakter. Warto wiedzieć o sobie takie rzeczy. Ku przestrodze dla siebie i innych”. Magdalena Żakowska Ma pani piękny zegarek. To Cartier Baignoire? Beata Tyszkiewicz: Tak. Bardzo dziękuję! Charlotte Gainsbourg dostała identyczny od ojca, Serge’a Gainsbourga. Ja sobie kupiłam sama. 20 lat temu. W życiu trzeba polegać wyłącznie na sobie? Tak mam. Nigdy w życiu nie próbowałam polegać na mężczyznach. Cenię sobie niezależność i samodzielność. Ale czy mężczyźni potrafią to docenić? Mądrzy potrafią. Uważam, że kobiety i mężczyźni mają w życiu różne, nie całkiem zbieżne cele i każde powinno się trzymać swoich. Kobieta bardzo często czuje się spełniona, kiedy urodzi dziecko. Mężczyzna raczej nie. Zna pani chiński horoskop? Uważam, że ludzie powinni się dobierać znakami chińskiego zodiaku. Są takie typy charakterów, takie znaki,...

Czytaj dalej
Jerzy Hoffman z żoną Jagodą
Zenon Zyburtowicz/East News

Jerzy Hoffman miał trzy żony, a między nimi „okresy międzywojenne”

Jerzy Hoffman w młodości był kobieciarzem, uwielbiał czystą wódkę i imprezy. Dziś jest szczęśliwy ze swoją żoną Jagodą.
Kamila Geodecka
21.12.2020

Hoffman to żywy scenariusz. Myślę, że jeśli nie powstanie o nim film biograficzny, to kino straci” – powiedział niemal 10 lat temu Borys Szyc. Faktycznie, życie reżysera sienkiewiczowskiej „Trylogii” jest nie mniej ciekawe niż losy jej bohaterów. Jerzy Hoffman urodził się w Krakowie, ale w wieku kilku lat został wywieziony na Syberię. Studia kończył w Moskwie. W komunistycznej Polsce wielokrotnie był przesłuchiwany, aż w końcu musiał wyjechać z ojczyzny. Przez lata krążyły o nim plotki, że w młodości był kobieciarzem. „Zawsze starałem się swoim zachowaniem nie zranić partnerki. Faktem jest, że byłem jak taka sieć, do której wpływały kobiety. Sam nie wiem, jak to się działo. Zresztą, w XXI wieku mężczyźni tylko z próżności twierdzą, że oni zdobywają kobiety. Nieprawda, to one nas uwodzą” – mówił reżyser, trzykrotnie żonaty. Czytaj także:   Maryla Rodowicz i Daniel Olbrychski: „To wąskie żelazne łóżko świetnie pamiętam” Ślub, wesele i wrzody Swoją pierwszą żonę poznał w czasie studiów w Moskwie. Jak sam przyznaje, była to studencka miłość, która nie przetrwała próby czasu. Poznali się na uczelni – wspólnie uczyli się na Wszechrosyjskim Państwowym Uniwersytecie Kinematografii. On w tym czasie uwielbiał imprezy, czystą wódkę oraz krótkie i niezobowiązujące związki z kobietami. Ona była drobną Ormianką. Miała ciemne włosy i oczy oraz… ognisty temperament. Nazywała się Marlena Nazarian i w  tamtym czasie kochał się w niej mieszkający w Moskwie hiszpański malarz. Ale ciemne oczy młodej Marleny spoglądały głównie w stronę Hoffmana. W końcu reżyser odezwał się do Nazarian. Zadzwonił do niej, ponieważ akurat pokłócił się z inną dziewczyną. A potem było wesele na 200...

Czytaj dalej