Jerzy Hoffman miał trzy żony, a między nimi „okresy międzywojenne”
Zenon Zyburtowicz/East News

Jerzy Hoffman miał trzy żony, a między nimi „okresy międzywojenne”

Jerzy Hoffman w młodości był kobieciarzem, uwielbiał czystą wódkę i imprezy. Dziś jest szczęśliwy ze swoją żoną Jagodą.
Kamila Geodecka
21.12.2020

Hoffman to żywy scenariusz. Myślę, że jeśli nie powstanie o nim film biograficzny, to kino straci” – powiedział niemal 10 lat temu Borys Szyc. Faktycznie, życie reżysera sienkiewiczowskiej „Trylogii” jest nie mniej ciekawe niż losy jej bohaterów.

Jerzy Hoffman urodził się w Krakowie, ale w wieku kilku lat został wywieziony na Syberię. Studia kończył w Moskwie. W komunistycznej Polsce wielokrotnie był przesłuchiwany, aż w końcu musiał wyjechać z ojczyzny.

Przez lata krążyły o nim plotki, że w młodości był kobieciarzem. „Zawsze starałem się swoim zachowaniem nie zranić partnerki. Faktem jest, że byłem jak taka sieć, do której wpływały kobiety. Sam nie wiem, jak to się działo. Zresztą, w XXI wieku mężczyźni tylko z próżności twierdzą, że oni zdobywają kobiety. Nieprawda, to one nas uwodzą” – mówił reżyser, trzykrotnie żonaty.

Czytaj także: Maryla Rodowicz i Daniel Olbrychski: „To wąskie żelazne łóżko świetnie pamiętam”

Książę Karol nawet po rozwodzie chciał mieć ostatnie zdanie

Ślub, wesele i wrzody

Swoją pierwszą żonę poznał w czasie studiów w Moskwie. Jak sam przyznaje, była to studencka miłość, która nie przetrwała próby czasu. Poznali się na uczelni – wspólnie uczyli się na Wszechrosyjskim Państwowym Uniwersytecie Kinematografii.

On w tym czasie uwielbiał imprezy, czystą wódkę oraz krótkie i niezobowiązujące związki z kobietami. Ona była drobną Ormianką. Miała ciemne włosy i oczy oraz… ognisty temperament. Nazywała się Marlena Nazarian i w  tamtym czasie kochał się w niej mieszkający w Moskwie hiszpański malarz. Ale ciemne oczy młodej Marleny spoglądały głównie w stronę Hoffmana. W końcu reżyser odezwał się do Nazarian. Zadzwonił do niej, ponieważ akurat pokłócił się z inną dziewczyną. A potem było wesele na 200 osób. Trwało dwa i pół dnia.

„Zaraz na początku Rumun Bobi Mihelec, przyjaciel owego hiszpańskiego malarza, wlał do kryształowego pucharu dwie butelki szampana i poprosił, żebym wypił za zdrowie żony. Nie lubię szampana, ale opróżniłem puchar za jednym podejściem. Edek [Skórzewski] stanął obok, gotów podtrzymać mnie, gdybym miał upaść. Nie upadłem. Dostałem od gości brawa. Teraz ja nalałem do pucharu dwie butelki szampana i podsunąłem go Bobiemu. Zwalił się na ziemię, nie wypiwszy do końca” – wspominał Jerzy Hoffman w rozmowie opublikowanej w książce „Po mnie choćby Potop”.

Następnie młode małżeństwo pojechało w odwiedziny do rodziny Marleny. Przez dwa tygodnie jedli, pili i świętowali. Jak przyznaje sam reżyser, potrafił dogadać się z każdym. Możemy się tylko domyślać, że zaufanie rodziny młodej Ormianki zdobywał przy kieliszku wódki. Odwiedziny u teściów skończyły się wrzodami żołądka.

Potem przyszedł czas na dziecko i przeprowadzkę do Warszawy. Małżeństwo zamieszkało u rodziców reżysera i właściwie tutaj kończy się szczęśliwa miłość. Marlena nie mogła odnaleźć się w Warszawie. Hoffman zaczął zdawać sobie sprawę z tego, że w wieku 23 lat nie był gotowy ani na ślub, ani na dziecko, a różnice kulturowe zaczęły być coraz bardziej  uciążliwe. „Gdy po przyjeździe do Polski Marlena urządziła mi pierwszą awanturę, nie uderzyłem jej, tracąc w ten sposób u niej, kobiety Wschodu, cały autorytet” – wspominał reżyser.

Wszystko się rozpadło. Marlena razem z 9-miesięczną córką wróciła do rodziny do Erywania. Gdy Hoffman zobaczył, że Marlena i jego córka Joanna odlatują samolotem, odetchnął z ulgą i ze swoim serdecznym przyjacielem poszedł się upić.

To jej dedykował „Ogniem i mieczem”

„Po rozwodzie miałem okres międzywojenny, jak mówię o czasie między żonami” – powiedział kiedyś Jerzy Hoffman. Międzywojnie w życiorysie reżysera zakończyła Walentyna, która podobnie jak on, uwielbiała cygańskie życie. Hoffman był zdeterminowany i zakochany do tego stopnia, że odbił Walentynę innemu mężczyźnie. „Zakochałem się, zrobiłem wszystko, żeby ją zdobyć, i myślę, że będzie mi to odpuszczone” – potwierdzał w jednym z wywiadów.

Jak się później okazało, druga żona miała duży wpływ na jego kolejne produkcje filmowe. „Wiele propozycji obsadowych w moich filmach było jej pomysłami: wymyśliła między innymi Magdę Zawadzką do roli Baśki” – mówił. Miała zaproponować także, by rolę Heleny Kurcewiczównej zagrała „dziewczyna Bonda”, czyli Izabella Scorupco.

Czytaj też: Gustaw Holoubek i Magdalena Zawadzka: mistrz, uczennica i wielka miłość

Jerzy Hoffman zadedykował także swojej ukochanej film „Ogniem i mieczem”. Walentyna już wtedy poważnie chorowała. Zmarła tuż przed premierą. Ich małżeństwo trwało 30 lat. „Była czarodziejką, na odległość wyczuwała dobrych ludzi i na ogół się nie myliła” – mówił reżyser w wywiadzie dla „Party”, a następnie dodał: „Bywało ciężko, nigdy nudno!”.

„Szliśmy do siebie jak po gruzach”

Hoffman myślał, że po śmierci drugiej żony już nigdy w życiu się nie ożeni i nigdy nie spotka kogoś, kto będzie mógł dać mu szczęście. Ale wtedy pojawiła się Jagoda Prądzyńska. „Pociągnęło nas do siebie jakieś fizyczne pragnienie, pożądanie, które przeszło w miłość autentyczną, ze względu na prawość Jagody, jej niesłychaną uczciwość, ciepły stosunek do ludzi i świata” – wspominał reżyser.

W relacji z Jagodą znalazł nie tylko miłość, ale także wspaniałą przyjaźń oraz zrozumienie. Oboje byli osobami po przejściach. Ona z poprzedniego małżeństwa miała już dwoje dzieci, on był rozpoznawalnym reżyserem, który na swoim koncie miał dwa małżeństwa – jedno zawarte w czasie studiów, drugie zakończone śmiercią ukochanej. „Szliśmy do siebie jak po gruzach, ale chcieliśmy od nowa coś zbudować” – powiedział. O swoją przeszłość nigdy nie byli zazdrośni, powtarzając, że wszystkie wcześniejsze związki to po prostu część ich życiorysu.

Jerzy i Jagoda Hoffmanowie są małżeństwem do dziś. Gdy u reżysera pojawiły się problemy zdrowotne, żona opiekowała się nim, dając mu oparcie oraz poczucie bezpieczeństwa. To dzięki niej wciąż chce czerpać z życia garściami, choć choroby tego nie ułatwiają.

Czytaj także: Agnieszka Osiecka i Jeremi Przybora. Kobieta po przejściach, mężczyzna z przeszłością

Najważniejsze rzeczy

W ostatnim czasie stan zdrowia reżysera się pogorszył. Jak przyznał w jednym z wywiadów, przez nałogowe palenie jego płuca są w złym stanie i przez 16 godzin dziennie musi być podłączony do tlenu. Wciąż jest jednak wdzięczny za wszystko, co dał mu los. Chociaż jego pierwsze małżeństwo, zawarte w tak młodym wieku, nie było udane, jego owocem była córka – Joanna, o której reżyser z dumą wspomina niemal na każdym kroku.

Mimo wielu przeszkód udało im się stworzyć silną relację córki z ojcem. Joanna skończyła studia na Massachusetts Institute of Technology, a w 1980 roku dołączyła do zespołu Steve’a Jobsa. Była jedyną kobietą w zespole. Choć matka wychowywała ją w duchu antysemityzmu, na studiach poznała Francuza żydowskiego pochodzenia i wzięła z nim ślub. Wspólnie mają dwoje dzieci, oczka w głowie swojego dziadka, Jerzego Hoffmana.

„Starszy skończył MIT, jak matka. Założył firmę, która robi gry komputerowe. Ma narzeczoną Hinduskę. Młodszy Gabriel studiuje na Uniwersytecie Stanforda w Palo Alto” – chwalił się reżyser. Ogromnym oparciem są dla niego również dzieci Jagody z poprzedniego małżeństwa: „Jej dzieci – Asia i Michał – są z nami, kiedy chcemy pobyć w młodszym towarzystwie”.

Życie Jerzego Hoffmana było wypełnione chwilami triumfu, nocami pełnymi zabaw i przelotnymi związkami z kobietami, które uwielbiał. Bywały także chwile smutne, przeraźliwie bolesne i niesłychanie skomplikowane. W końcu reżyser znalazł swoje miejsce na ziemi na Mazurach, które go zachwyciły. Czas spędza z rodziną oraz swoją ukochaną żoną Jagodą. Jest legendą, a „Pan Wołodyjowski”, „Ogniem i mieczem” oraz „Potop” kiedyś przyciągnęły miliony ludzi przed wielkie ekrany. Następnie produkcje zaczęły być emitowane w telewizji, pokazywane w szkołach i omawiane na lekcjach języka polskiego i historii. I nic nie wskazuje na to, by miało się to zmienić. 

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
nehrebecka
Szymon Szczęśniak/LAF

Anna Nehrebecka: „W mojej kresowej rodzinie kobiety były opoką”

Widzowie zapamiętali ją jako Marynię Połaniecką.. „A ja wolałam siebie w roli zimnej blondynki, która pali długie papierosy i łamie serca” – opowiada słynna, wspaniała aktorka Anna Nehrebecka.
Magdalena Żakowska
07.07.2020

Marzyła o zagraniu Oleńki Billewiczówny w „Potopie”. I choć akurat marzenie się nie spełniło – Jerzy Hoffman powierzył tę rolę Małgorzacie Braunek – nigdy nie mogła narzekać na brak świetnych propozycji. Anna Nehrebecka jest jedną z najbardziej znanych i uznanych polskich aktorek. Grała u Wajdy, Zanussiego, Antczaka, Koterskiego, Pieprzycy – długo można by wymieniać. W młodości kojarzyła się z rolami delikatnych, subtelnych blondynek albo z wizerunkiem „panienki z polskiego dworku”. Taką rolę zagrała m.in. w „Ziemi obiecanej” jako Anka – narzeczona Karola Borowieckiego. Od lat jest żoną dyplomaty, Iwo Byczewskiego, ma dwie córki. Sama mówi o sobie: „Gdybym miała zaczynać jeszcze raz, włożyłabym dużo pracy, żeby bardziej wierzyć w siebie”. Jak widać wybitni aktorzy mają problemy nie tylko z nieśmiałością, ale też z pewnością siebie. Jak to możliwe? Magdalena Żakowska: Czy Anna Nehrebecka chodzi na castingi? Anna Nehrebecka: Nie. Maciej Pieprzyca zadzwonił osobiście i zaproponował pani rolę w „Kruku”, serialu, który nakręcił dla Canal+? Zadzwonił reżyser castingu albo ktoś z agencji. Ja żyję dziwnie, trochę z boku aktorskiego środowiska. Bardzo długo nie miałam agenta. Nie mogłam się do tego przekonać, chociaż sama kompletnie nie znam się na gażach, wynagrodzeniach, stawkach. Kiedy w końcu ktoś mnie namówił, żebym zapisała się do agencji, okazało się, że agencja chciałaby, żebym zrobiła sobie botoks i lifting. Nie wierzę! To były jeszcze lata 90.? Nie, to było już po moim powrocie z Brukseli, czyli pewnie 2007 albo 2008 rok. Sama pani widzi, że się raczej nie rozumieliśmy. Dziś oficjalnie jestem w agencji, ale reżyserzy przeważnie dzwonią osobiście. Z Maćkiem pracowałam wcześniej przy filmie...

Czytaj dalej
Meryl Streep
Getty Images

Meryl Streep: „Pracuj ciężko, podbijaj świat, ale sama ugotuj zupę – to moje życiowe motto”.

Meryl Streep ma na swoim koncie 21 nominacji do Oscara! Konkurować z nią nie może nawet Jack Nicholson z 12 nominacjami. Kiedy odbierała Oscara za „Żelazną Damę”, powiedziała, że wszystko, co ceni najbardziej, dostała od męża: dzieci, rodzinę, prywatność.
Magdalena Żakowska
10.09.2020

Żyje z dala od Hollywood. Nie musimy ekscytować się plotkami z jej życia, by o niej pamiętać, wystarczą role: od „Kochanicy Francuza” do „Pożegnania z Afryką”, od „Wyboru Zofii” do „Mamma Mia!”. Wszyscy ją kochają i podziwiają. Meryl Streep – co to za fenomen? Ja jestem Pan, Bóg twój, stwórca nieba i ziemi. Stworzyłem ocean i niebo, słońce i gwiazdy. Jedną z tych gwiazd jest Meryl Streep, której pracę podziwiasz od czasu »Łowcy jeleni«. Ale nie wolno ci zapominać, że jej praca (granie w filmach) nie byłaby możliwa bez mojej pracy (stworzenia wszechświata)”. Tak zaczyna się nowy, uaktualniony o pojawienie się na świecie Meryl Streep, dekalog stworzony przez magazyn „New Yorker”. Nawet Pan Bóg zazdrości jej talentu i sławy! I nie można mieć do Boga pretensji, w końcu Meryl Streep to największa aktorka naszych czasów. Nie tylko dlatego, że ma na koncie 21 nominacji do Oscara i trzy zdobyte statuetki, rekordowe 32 nominacje do Złotego Globów i osiem zwycięstw. W ciągu 40 lat filmowej kariery grała u większości najlepszych reżyserów, a partnerowali jej znakomici aktorzy. Ale to, co ją wyróżnia spośród innych gwiazd kina, to jej niezwykły status. W wieku 72 lat wciąż prowadzi aktywne, pełne sukcesów życie zawodowe, ma czwórkę dzieci, a od 40 lat żyje w szczęśliwym małżeństwie. Jest pewna siebie, ale nie zarozumiała, sławna, ale skromna.  Meryl Strep: druga po Grecie Garbo Na firmamencie gwiazd można ją porównać z Catherine Deneuve czy Isabelle Huppert. Ale we Francji wielkie aktorki traktowane są jak skarby narodowe, z szacunkiem i delikatnością. Zarówno Huppert, jak i Deneuve zręcznie poruszają się między dużymi produkcjami i kinem artystycznym, między rolami ważnymi i błahymi, a ich wybory nie są...

Czytaj dalej
Quentin Tarantino i Daniella Pick
East News

Quentina Tarantino i Daniellę Pick połączyła miłość na przekór wszystkiemu! 

Kim jest żona reżysera „Pewnego razu… w Hollywood”?
Sylwia Niemczyk
15.08.2019

Jeszcze kilka lat reżyser „Pewnego razu… w Hollywood” twierdził, że nigdy się nie ożeni, że kobieta to dla artysty za duże obciążenie, a dziś nie mówi o niczym innym, tylko o miłości. Quentin Tarantino i Daniella Pick znają się ponad 10 lat, pobrali się pół roku temu i wyglądają jak para zakochanych nastolatków. „Czekałem na ten moment długo i stało się: znalazłem kobietę idealną” – tak Quentin Tarantino powiedział o  Danielli Pick, świeżo poślubionej żonie, po canneńskiej premierze „Pewnego razu… w Hollywood”. Podczas festiwalu byli nierozłączni – na czerwonym dywanie, przyjęciach, a nawet na konferencji prasowej, gdzie Daniella usiadła na widowni w miejscu przeznaczonym dla dziennikarzy. Reżyser co chwila wysyłał w jej stronę pocałunki, a o małżeństwie mówił z większym zapałem niż o swoim nowym filmie. Zachowywał się jak zakochany dzieciak, który właśnie odkrył, czym jest miłość i nie potrafi już myśleć o niczym innym. Ale kim jest Daniella Pick? Chociaż poznali się 10 lat temu, o jej istnieniu świat dowiedział się zaledwie pół roku temu, kiedy para ogłosiła małżeństwo. Daniella jest izraelską celebrytką, córką Sviki Picka, urodzonego w Polsce kompozytora, który w Izraelu ma status gwiazdy –  zupełnie jak nasz Zbigniew Wodecki. Czytając izraelską prasę, trudno nie odnieść wrażenia, że kariera Danielli opiera się na nazwisku. Pick próbowała już sił jako piosenkarka i jako modelka. Dotychczas jej największym sukcesem jest kampania reklamowa bielizny Triumph. Płyta, którą nagrała, przeszła bez większego echa. Quentina Tarantino poznała na bankiecie w Tel Awiwie, gdzie reżyser promował swój głośny film „Bękarty wojny”. Spędzili ze sobą kilka miesięcy, Daniella zamieszkała nawet z...

Czytaj dalej
Adam Pawlikowski i Teresa Tuszyńska
Adam Pawlikowski i Teresa Tuszyńska. Fot. Archiwum Filmu/Forum, Roman Sumik/Archiwum Filmu/Forum

Adam Pawlikowski i Teresa Tuszyńska: Książę i Tetetka, czyli najsmutniejsza historia miłosna PRL-u

Oboje w latach 50. szturmem zdobyli kino. Ona alkoholiczka, on cyklofrenik. Ta miłość musiała się bardzo źle skończyć.
Magdalena Żakowska
03.12.2020

„Pojawiła się w moim życiu niczym płonący meteor” – pisał o niej reżyser Kazimierz Kutz i to jest bardzo dobre porównanie, bo Teresa Tuszyńska była płonącym meteorem. Urodziła się na początku wojny, a po powstaniu warszawskim wraz z matką i starszym bratem odbyła dramatyczną podróż do Oświęcimia – w ostatniej chwili, tuż przed stacją końcową, udało im się uciec z pociągu. Po wojnie wrócili do dawnego mieszkania na Woli, a po kilku latach odnalazł się także ojciec Teresy Tuszyńskiej, zesłany do obozu pracy w Niemczech. Ojciec wraz z bratem otworzyli zakład masarski i dobrze im szło. Tuszyńska nie potrafiła się tak łatwo odnaleźć w nowej rzeczywistości. Była na tyle trudnym dzieckiem, że rodzice zdecydowali się wysłać ją do szkoły z internatem prowadzonej przez siostry zakonne. Ale one też z nią długo nie wytrzymały i odesłały z powrotem do domu. Już zawsze będzie sprawiała wszystkim trudności. Dziewczyna z ekranu W szkole miała opinię zdolnej, ale krnąbrnej uczennicy. Zresztą, dużo bardziej od nauki interesowała ją moda, muzyka i imprezowanie. Już jako czternastolatka w towarzystwie dużych starszych kolegów chodziła na potańcówki do modnego wśród artystów klubu Stodoła. Bywali tam Roman Polański, Janusz Morgenstern, Krzysztof Komeda, Agnieszka Osiecka, a także fotografowie łowiący dziewczyny na okładki kolorowych magazynów. Tym sposobem wylądowała na okładce „Kobiety i Życia”. A była tak piękna, że raz ją widząc, nie sposób już było o niej zapomnieć.  Kiedy magazyn „Film” ogłosił konkurs „Piękne dziewczyny na ekrany” Teresa Tuszyńska miała 16 lat i właśnie ostatecznie wyrzucono ją ze szkoły. Nie spełniała więc dwóch podstawowych kryteriów konkursu: nie miała ukończonych 17 lat i średniego...

Czytaj dalej