Jane Fonda o Rogerze Vadimie: „Jadłam tylko skórki z jego chleba i okrawki z jego camemberta"
Jane Fonda i Roger Vadim, rok 1967 / East News

Jane Fonda o Rogerze Vadimie: „Jadłam tylko skórki z jego chleba i okrawki z jego camemberta"

„Dlaczego kobiety robią tyle hałasu o zdradę?”, dziwił się Roger Vadim. Dla Jane Fondy było jasne, że aby zatrzymać go przy sobie, musi zostać królową antyburżujstwa. Wszystko wybaczać. I hojnie dawać mu pieniądze.
Anna Zaleska
25.11.2020

Jane Fonda stwierdziła po latach, że mogłaby napisać dwie historie małżeństwa z Rogerem Vadimem. W jednej jawiłby się jako okrutny, mizoginiczny i nieodpowiedzialny nicpoń. W drugiej byłby czarującym, czułym mężczyzną. Obie byłyby równie prawdziwe.

Książę Karol nawet po rozwodzie chciał mieć ostatnie zdanie

Jane Fonda: „O Boże, jaki on jest przystojny!"

To był dzień jej urodzin, Paryż, rok 1963. Francuska agentka Jane zorganizowała z tej okazji imprezę. Wśród gości był Roger Vadim – sławny 36-letni reżyser. Już po dwóch małżeństwach: z Brigitte Bardott i duńską aktorką Annette Strøyberg. Już ojciec dwójki dzieci, w tym jednego z Catherine Deneuve. O dziesięć lat młodsza Jane Fonda patrzyła na niego myśląc: „O Boże, jaki on jest przystojny!” Siedzieli razem i rozmawiali, potem zaczął śpiewać sprośne piosenki.

Cieszył się sławą wspaniałego kochanka. Już przy drugim spotkaniu poszli do hotelu. „Zaczęliśmy się namiętnie pieścić, ale gdy w końcu dotarliśmy do łóżka, on już nie był podniecony”. Niezbyt doświadczona w damsko-męskich sprawach 26-latka uznała, że to jej wina. Gdy sytuacja powtarzała się przez kolejne trzy tygodnie, czuła się okropnie. Przysięgała sobie: „Naprawię to, potrafię to naprawić!”. Gdy w końcu wszystko między nimi zadziałało, przez dwie doby nie wychodzili z łóżka.

„Jeśli kobieta jest dokonałą gospodynią, mężczyzna jej nie porzuci”

Miała wrażenie, jakby poza Vadimem życie dla niej przestało istnieć. Straciła zainteresowanie pracą, Paryżem, ludźmi, nawet jedzeniem. „Jadłam tylko skórki z jego chleba i okrawki z jego camemberta”, wspominała w autobiografii „Moje życie”. Nie zauważała sygnałów ostrzegawczych – ile czasu spędzał w klubie, ile pił, ile pieniędzy wydawał na obstawianie wyścigów kolejek elektrycznych. Mimo uszu puszczała jego wzmianki o tym, że odebrano mu prawo jazdy za prowadzenie po pijanemu i że gdy miał wypadek, jechała z nim Catherine Deneuve, w ciąży z ich synem, i omal nie poroniła.

Wynajęli małe romantyczne mieszkanie. Jane robiła zakupy, gotowała, prowadziła dom. Wierzyła – jak jej matka – że jeśli kobieta jest dokonałą gospodynią, mężczyzna jej nie porzuci. Vadim jednak niespecjalnie to zauważał. Jemu tygodniami nie przeszkadzał zlew pełen brudnych naczyń. Potrzeba porządku, zorganizowania życia domowego, oszczędzanie pieniędzy – wszystko to uważał za przejaw drobnomieszczaństwa. A nic nie brzydziło go bardziej.

Pieniądze szybko stały się powodem pretensji. Jane po matce odziedziczyła 150 tysięcy dolarów, co w tamtych czasach, przy rozsądnym gospodarowaniu, mogło jej zapewnić przyzwoite życie przez wiele lat. Vadim obrażał się, że nie chce dać mu części tej sumy, by wyjechał z przyjacielem do nadmorskiego kurortu pracować tam nad scenariuszem.

W końcu ustąpiła uznając, że jest małostkowa i skąpa. Wiele czasu potrzebowała, by zrozumieć, że jej życiowy partner jest uzależniony od hazardu. Do tego stopnia, że wybierając plany filmowe, szuka miejsc, skąd blisko będzie do toru wyścigowego czy kasyna. Znaczna część majątku jej matki została tam przepuszczona.

Dlaczego kobiety robią tyle hałasu o zdradę?

Zazdrość też była w jego oczach drobnomieszczańska. Jak można mówić o zdradzie tylko dlatego, że mąż czy żona uprawiali z kimś seks? On i jego przyjaciele godzinami rozprawiali o tym, że dzięki rewolucji seksualnej ludzie wreszcie zrozumieli rzecz oczywistą: moralność klasy średniej trzeba odrzucić na rzecz wolności seksualnej i otwartości małżeńskiej. Prawdziwa miłość musi być wolna od zazdrości i emocjonalnej chęci posiadania. Dla Jane stało się jasne, że aby zatrzymać go przy sobie, musi zostać „królową antyburżujstwa”. Szaleć, wszystko wybaczać i hojnie dawać mu pieniądze.

By nie wyjść na mieszczkę, nic nie mówiła, gdy nie wracał na noc. Albo zjawiał się sporo po północy i pijany zwalał do łóżka. W końcu kiedyś sprowadził do domu piękną rudowłosą kobietę – jak się okazało, luksusową prostytutkę – i zaaranżował ménage à trois. Orgie we troje, czasem z większą liczbą osób, zdarzały się coraz częściej. „Tak doskonale opanowałam sztukę ukrywania prawdziwych uczuć, że w końcu udało mi się przekonać samą siebie, że to lubię”, wspominała Fonda w swojej autobiografii.

Egoizm, skąpstwo i skłonność do krytykowania?

Roger Vadim był pierwszym mężczyzną, którego naprawdę kochała. Przez długi czas nie potrafiła okazywać gniewu. Życie z nim było barwne jak kalejdoskop. Pomógł jej odkryć własną seksualność. Sprawił, że poczuła się bardziej pewna siebie, bo skoro ją kochał, musiała być całkiem w porządku. Jego przyjaciele też ją chwalili. Gdy w nocy zabrakło im whisky, biegła do sklepu. Dawała pieniądze. A słysząc o jej seksualnym wyzwoleniu, mówili z uznaniem: „Jane nie jest jak większość kobiet, jest jedną z nas”. Ona sama czuła, że wciąż nie stara się dostatecznie. Któregoś dnia zrobiła listę rzeczy, które uważała za swoje wady. W pierwszej trójce: egoizm, skąpstwo i skłonność do krytykowania.

Jane Fonda i Roger Vadim, rok 1964 / East News

Hollywood zaczęło w końcu upominać się o Jane Fondę. Z trudem rozstawała się z Vadimem, by jechać do Stanów na plan filmowy. W 1965 roku powstały m.in. western „Kasia Balou” i dramat „Obława”. Gdy wracała do Francji, coraz bardziej męczyło ją życie nomadów, które prowadzą. Zwłaszcza, że często razem z nimi mieszkała córka Vadima, ośmioletnia Nathalie. Czasem mieli też pod opieką Christiana, dwuletniego syna ze związku z Catherine Deneuve. Fonda znalazła więc małą farmę 60 kilometrów od Paryża.

Nie był to ślub marzeń, jeszcze gorsza była noc poślubna

Wtedy też zaczęła myśleć o ślubie. Wierzyła, że podobnie jak kupno farmy, wzmocni ich związek. Zaplanowali potajemną uroczystość w Las Vegas. Ceremonia odbyła się w hotelowym apartamencie, w obecności pastora i niewielkiej grupy rodziny i przyjaciół. Młodzi zapomnieli kupić obrączek, więc goście pożyczyli im własne.

Nie był to ślub marzeń, jeszcze gorsza okazała się noc poślubna. Pan młody spędził ją w kasynie, Jane położyła się spać z jego matką. „Naprawdę nic nie wiedziałam o uzależnieniu od hazardu, zresztą i tak nie miałoby to znaczenia. Czułam się zraniona i zła. Lecąc następnego dnia po południu do Los Angeles, myślałam: co ja najlepszego zrobiłam?”.

Bardzo powoli docierało do niej, za kogo naprawdę wyszła za mąż. W połowie pracy nad filmem „Barbarella” z 1968 roku – Jane grała główną rolę, Vadim reżyserował – wpadł w jeden ze swoich alkoholowych ciągów. Czuła się bezradna i coraz bardziej samotna. Zaczęło jej też doskwierać poczucie, że mieszkając i kręcąc filmy w Europie, marnuje czas.

W Stanach działy się ważne rzeczy – czarni walczyli o swoje prawa, trwały protesty przeciw wojnie w Wietnamie, rodził się ruch feministyczny – ona zaś czuła, jakby była na niekończącej się imprezie, na której wcale dobrze się nie bawi. Zaczynała mieć dosyć. Podobnie jak powtarzanego przez Vadima jaka mantra zdania: „Nie traktuj wszystkiego serio”.

Narodziny córki Vanessy

Szansę na przywrócenie życiu znaczenia dostrzegła w narodzinach dziecka. Kończyła trzydziestkę, a Vadim w roli ojca zawsze bardzo jej się podobał. Dużo czasu poświęcał dzieciom, lubił się z nimi bawić, snuć fantastyczne opowieści i bez końca wszystko tłumaczyć. Miała podejrzenia, że dlatego tak potrafi wejść w świat dziecka, bo sam nigdy nie dorósł.

Jane Fonda i Roger Vadim z ich córką Vanessą / East News

Tydzień po 30. urodzinach zaszła w ciążę. Wkrótce pojawiły się też komplikacje, do krwawień i wysokiego ryzyka poronienia doszło zarażenie świnką. Francuski ginekolog doradzał aborcję. „Ani przez chwilę nie brałam takiej możliwości pod uwagę, choć byłam wdzięczna, że mam wybór. Nie chodzi o to, że Vadim i ja traktowaliśmy to beztrosko. Po prostu moje przekonanie do macierzyństwa było tak wątłe, że czułam, że jeśli dokonam aborcji, nigdy więcej nie zechcę mieć dzieci”. Gdy zaczął się poród, wyruszyli z piskiem opon do kliniki na przedmieściach Paryża. Była przerażona, wiła się z bólu. Kilometr przed szpitalem w samochodzie zabrakło benzyny. Vadim wziął ją wtedy na ręce i niósł przez resztę drogi.

Macierzyństwo początkowo okazało się dla niej trudne. Gdy wrócili z córką Vanessą na farmę, dzieckiem zajęła się niania, a świeżo upieczona matka przez miesiąc leżała i płakała. W tamtych czasach nie mówiło się o depresji poporodowej. Poczucie, że zawodzi w tej nowej roli, dodatkowo ją zdołowało. Dziecko nieustannie płakało, a ponieważ aktorka nie radziła sobie z karmieniem piersią, poszukała rad u modnej ekspertki od zdrowego żywienia Adelle Davis.

Gdy Vanessa miała trzy miesiące, wyjechały do Hollywood, gdzie Jane Fonda miała przygotowywać się do roli w „Czyż nie dobija się koni”. Tam wybrała się do pediatry, mówiąc, że bardzo się martwi, bo dziecko wymiotuje i wciąż płacze. „Jakie mleko jej pani daje?”, zapytał lekarz. „To, co zaleca Adelle Davis”, odpowiedziała. „Suszoną wątrobę cielęcą, koncentrat soku żurawinowego, drożdże i kozie mleko. Oczywiście musieliśmy powiększyć otwory w smoczkach do butelek…”. Lekarz złapał się za głowę.

Jane ma dosyć

„Małżeństwa kończą się etapami”, zauważa w książce „Moje życie” Jane Fonda. „Część mojego zakończyło się lata wcześniej, jeszcze zanim się pobraliśmy, ale ja dążyłam naprzód w stanie wielkiego zaprzeczenia”. Po etapie namiętności i romantyczności przyszedł czas uległości i podporządkowania, kiedy czuła się jak sparaliżowana.

Po sześciu latach zdobyła się na bunt. Jego symbolem było obcięcie włosów na krótko, co nie spodobało się Vadimowi. Potem w poszukiwaniu siebie – wzorem Beatlesów i Mii Farrow – aktorka wyjechała do Indii. Po powrocie wdała się w romans, niezbyt udany. „Odkryłam, że trzeba uważać na pozamałżeńskie romanse, bo łatwo dać się zranić, a mężczyzna okazuje się zazwyczaj nieodpowiedni”, podsumowała to doświadczenie.

Gdy 15 lat później przeczytała rękopis biografii Rogera Vadima „Bardot, Deneuve, Fonda”, ze zdumieniem odkryła, że siebie przedstawił tam jako wiernego męża, oszukiwanego przez nią pod koniec małżeństwa. Oburzona oświadczyła mu, że jest hipokrytą. To słowo, bliskie tak znienawidzonemu przez niego mieszczaństwu, sprawiło, że delikatnie zmienił fakty, przyznając, że owszem, zdradzał i oszukiwał.

Pogrzeb bardzo w stylu Vadima

Gdy Roger Vadim zmarł w 2000 roku, na pogrzebie spotkały się wszystkie jego najważniejsze kobiety. Była Bridgitte Bardot, Annette Strøyberg, Marie-Christine Barrault, Catherine Schneider, Catherine Deneuve i Jane Fonda. Prosto z cmentarza pojechały do Catherine Schneider, piły, rozmawiały i śmiały się. Jane Fonda podsumowuje: „To było bardzo w stylu Vadima. Wszystkiego jego kobiety razem, wspominające, dlaczego go kochały. Nie mówiłyśmy natomiast tego dnia o tym, dlaczego go opuściłyśmy”.

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
birkin
Fot. Newspix

Jane Birkin i Serge Gainsbourg: Byli szaleńczo zakochani, kiedy podbili świat zmysłową piosenką „Je t'aime, moi non plus"

Był od niej dwa razy starszy. Dwa razy rozwiedziony, ale zakochali się bez pamięci. Nagrali miłosną piosenkę „Je t’aime, moi non plus”, tak erotyczną, że wielu krajach zakazano jej grać. Jane Birkin i Serge Gainsbourg wytrzymali ze sobą 12 lat.
Dorota Szuszkiewicz
28.11.2020

Byli jedną z najbarwniejszych i najbardziej skandalizujących par francuskiej bohemy XX wieku. Jane Birkin i Serge Gainsbourg poznali się w końcu lat 60. Ona była wtedy nikomu nieznaną angielską aktoreczką. On – legendą artystycznego Paryża. Mówiło się, że podniósł piosenkę do rangi sztuki. Ona dużo młodsza, ale i bardziej poukładana życiowo, była dla niego córką i matką. Wytrzymała z nim – geniuszem i alkoholikiem – 12 lat. Ale kochać go nie przestała nigdy. Ich pierwsze spotkanie wróżyło raczej katastrofę i wyglądało tak: Paryż, 1969 r., casting do filmu „Slogan”. Ona bez pieniędzy, przyjmuje propozycję udziału w zdjęciach próbnych z desperacji. Ma 20 lat, malutką córeczkę, za sobą rozwód i erotyczną rólkę w„Powiększeniu” Antonioniego. Nie zna słowa po francusku, i to ją przeraża. On, tak brzydki, że aż piękny, jest dwa razy starszy, dwa razy rozwiedziony, ma dwójkę dzieci, a za sobą liczne romanse z najpiękniejszymi kobietami. Jest poetą, muzykiem i autorem utworów, które śpiewała sama Juliette Greco. Sławę we Francji przyniósł mu nie tylko niewiarygodny talent, ale też arogancki, prowokacyjny sposób bycia, alkoholowe ekscesy, skandale i cynizm. No i pełen namiętności związek z Brigitte Bardot. Mają zagrać w filmie zakochaną w sobie parę. On chce, aby wystąpiła z nim Marisa Berenson, arystokratyczna i pełna klasy, a nie jakaś niewydarzona, nikomu nieznana Angielka , o której on też nigdy nie słyszał. Cóż, ona też o nim nie słyszała i uparcie mówi do niego monsieur Bourguignon (czyli pan Burgundzki, co kojarzy się tylko z wołowiną w tym stylu), bo,]jak twierdzi, to było jedyne francuskie nazwisko, jakie obiło jej się o uszy. Boi się go. Jest arogancki i niemiły. Ale i fascynujący. Kręcą scenę w łazience, on...

Czytaj dalej
Thelma i Louise / East News

10 najlepszych filmów o kobiecej przyjaźni: od „Thelmy i Louise” po „Służące"

Proponujemy Wam tym razem najlepsze filmy o kobiecej przyjaźni. Możecie wybrać klasykę, czyli „Mężczyźni wolą blondynki” z Marylin Monroe, ikoniczne kobiece kino drogi – „Thelma i Louise”. A może wyciskacz łez „Już za tobą tęsknię”?
Anna Zaleska
10.08.2020

Mnóstwo jest filmów o miłości, ale o kobiecej przyjaźni reżyserzy – a nawet reżyserki – opowiadają rzadko. Zbyt rzadko. Oto 10 filmów na wieczór z przyjaciółkami. Będziecie się śmiać do łez, ale nie zabraknie też powodów do wzruszeń. Tak czy inaczej, trzeba przygotować paczkę chusteczek.   Thelma i Louise (USA 1991, reż. Ridley Scott) Thelma (Geena Davis) jest zdominowaną przez prymitywnego męża gospodynią domową, Louise (Susan Sarandon) – żyjącą według własnych zasad kelnerką. Znużone codziennością przyjaciółki wyruszają na wspólną wyprawę. Pragnienie zakosztowania wolności sprawia, że sytuacja wymyka im się spod kontroli i z każdym kolejnym krokiem powrót do dawnego życia staje się coraz mniej możliwy. Aż dochodzi do tragedii. Dwie kobiety, które dla siebie nawzajem byłyby w stanie zabić albo dać się zabić, stały się ikonami wolności i przyjaźni.   Frances Ha (USA 2012, reż. Noah Baumbach) Biało-czarny niezależny film był wielką sensacją festiwali w Sundance i w Berlinie w 2012 roku. Dwie przyjaciółki od dziecka snują marzenia o tym, że podbiją świat. Jedna będzie potentatką na rynku wydawniczym, druga światowej sławy tancerką. Ale nie wszystko w życiu układa się po ich myśli. Wręcz bardzo mało. Niby wiadomo, że „czasem dobrze robić to, co musisz zrobić, kiedy powinnaś to zrobić” – ale Frances jakoś tego nie robi… W tym pełnym uroku, piekielnie błyskotliwym i zabawnym filmie główne role zagrały Greta Gerwig i Michey Sumner, najstarsza córka Stinga i Trudie Styler.   Stalowe magnolie (USA 1989, reż. Herbert Ross) Sally Field, Shirley MacLaine, Dolly Parton, Daryl Hannah i Julia Roberts – obsada koncertowa. I film, który sprawi, że na przemian będziecie się...

Czytaj dalej
Sharon Stone i Michael Douglas w „Nagim instynkcie” / East News

Od „Nagiego instynktu” po „Lolitę”. 10 filmów ocenzurowanych z powodu seksu

Dlaczego „Nagi instynkt” wzbudził takie protesty? Nie, wcale nie chodziło o to, w jaki sposób Sharon Stone zakłada nogę na nogę, ale o coś zupełnie innego… Oto 10 filmów, które miały kłopoty z cenzurą. Za wyświetlanie niektórych można było trafić do więzienia.
Anna Zaleska
31.07.2020

Chociaż podobno żyjemy w czasach, kiedy wolno pokazać wszystko, a polskie „365 dni”, uznawane przez wielu krytyków za zwykłe porno, święci międzynarodowe triumfy na Netfliksie, cenzura nadal ma się dobrze (i  kto wie, może to nie jest złe?). Zobaczcie 10 wielkich filmów światowego kina, w których „momenty były” – ale niejednokrotnie zostały wycięte.  Nagi instynkt (USA 1992, reż. Paul Verhoeven) Przeciwko filmowi z Sharon Stone protestowali i konserwatyści, i liberałowie. Aktywiści gejowscy już na etapie zdjęć obrzucali plan filmowy torebkami z farbą, dmuchali w gwizdki i namawiali przejeżdżających obok kierowców do naciskania klaksonów. Uważali, że postać lesbijki morderczyni będzie pożywką dla homofobii i nastrojów antygejowskich. W jednej z gazet w San Francisco wykupili nawet całostronnicową reklamę nawołującą, by nie iść na „Nagi instynkt” do kina, z tekstem: „Hollywood konsekwentnie przedstawia nas jako ofiary lub psychopatów. Nie wydawaj swoich pieniędzy, żeby oglądać popisy homofobii i mizoginizmu”.    Organizacje konserwatywne protestowały natomiast, twierdząc, że film podkopuje tradycyjne amerykańskie wartości. Groziło mu przyznanie kategorii NC-17 (zakaz wstępu dla każdego, kto nie ukończył 17 lat), co oznaczałoby o wiele niższe wpływy do budżetu. Ostatecznie zmontowano mniej drastyczną wersję „Nagiego instynktu”, która dostała od komisji kwalifikacyjnej kategorię R (film mogą oglądać nastolatki w towarzystwie osoby dorosłej i może być bez ograniczeń reklamowany w prasie). Ale pewien kardynał wystosował po jego premierze apel, by stworzyć dla filmu i telewizji nowy kodeks moralny, zakazujący nagości, lubieżnych uścisków, brzydkich wyrazów i bluźnierstw. I Bóg stworzył kobietę...

Czytaj dalej
Jane Fonda
Getty Images

Jane Fonda dorastała w toksycznym domu, przebaczyła rodzicom dopiero po latach

Dorastała pozbawiona uczuć. Dopiero pisząc autobiografię, próbowała zrozumieć rodziców. Wybaczyć im. I dzięki temu zbliżyć się do własnych dzieci. „Nigdy nie jest za późno” – mówi Jane Fonda.
Marta Strzelecka
12.06.2020

Jane Fonda, którą znamy – piękna, wysportowana, zdobywająca Oscary gwiazda, dorastała jako pełna kompleksów, samotna dziewczynka. Ojciec, słynny amerykański aktor Henry Fonda zajęty był swoją karierą i romansami. Matka cierpiała na chorobę psychiczną. W mediach życie ich rodziny przedstawiano jako bajkę, w rzeczywistości było od niej bardzo dalekie. Sama aktorka dopiero po latach odkryła, jak bardzo cierpiała jej matka, zrozumiała, co się z nią naprawdę stało. Z ojcem zdążyła się pogodzić przez jego śmiercią. Pisząc autobiografię „My Life So Far” gotowa była nie tylko na rodzinne rozrachunki, ale na czułość i przebaczenie. Dużo też zmieniło się w jej życiu. W ostatnich latach uroczyste kolacje u Jane Fondy wyglądają podobnie. Kilkanaście osób zasiada przy jednym stole: Jane, jej partner, córka, syn, dwoje wnucząt, przyjaciele, krewni. Atmosfera jest luźna, stroje codzienne, nikt nie przejmuje się konwenansami. Po deserze zazwyczaj ktoś przypomina sobie o rodzinnej tradycji – każdy każdemu mówi, jakie wydarzenie w ostatnim czasie było dla niego najważniejsze. „Wiedziałam, co powiem córce, kiedy do mnie podejdzie – Jane wspomina kolację sprzed kilku lat. – Ale ona odezwała się pierwsza: »Ty. Ty byłaś dla mnie najważniejszym wydarzeniem roku«. Mogłabym wtedy umrzeć i byłoby w porządku. Bo to był czas, kiedy w końcu, po 37 latach, udało mi się nawiązać szczerą relację z córką”. Jane Fonda, dzisiaj 82-letnia, w autobiografii „My Life So Far” pisze o swoich latach po sześćdziesiątce, że to trzeci akt. Nie etap odpoczynku, jak zazwyczaj myślimy. Ale okres, w którym najłatwiej naprawić relacje z najbliższymi.Bo najwięcej wie się o sobie samym. Ale dla Jane trzeci akt oznaczał nie tylko nadrabianie lat, w których nie potrafiła być blisko...

Czytaj dalej