Jane Birkin i Serge Gainsbourg: Byli szaleńczo zakochani, kiedy podbili świat zmysłową piosenką „Je t'aime, moi non plus"
Fot. Newspix

Jane Birkin i Serge Gainsbourg: Byli szaleńczo zakochani, kiedy podbili świat zmysłową piosenką „Je t'aime, moi non plus"

Był od niej dwa razy starszy. Dwa razy rozwiedziony, ale zakochali się bez pamięci. Nagrali miłosną piosenkę „Je t’aime, moi non plus”, tak erotyczną, że wielu krajach zakazano jej grać. Jane Birkin i Serge Gainsbourg wytrzymali ze sobą 12 lat.
Dorota Szuszkiewicz
28.11.2020

Byli jedną z najbarwniejszych i najbardziej skandalizujących par francuskiej bohemy XX wieku. Jane Birkin i Serge Gainsbourg poznali się w końcu lat 60. Ona była wtedy nikomu nieznaną angielską aktoreczką. On – legendą artystycznego Paryża. Mówiło się, że podniósł piosenkę do rangi sztuki. Ona dużo młodsza, ale i bardziej poukładana życiowo, była dla niego córką i matką. Wytrzymała z nim – geniuszem i alkoholikiem – 12 lat. Ale kochać go nie przestała nigdy.

Ich pierwsze spotkanie wróżyło raczej katastrofę i wyglądało tak: Paryż, 1969 r., casting do filmu „Slogan”. Ona bez pieniędzy, przyjmuje propozycję udziału w zdjęciach próbnych z desperacji. Ma 20 lat, malutką córeczkę, za sobą rozwód i erotyczną rólkę w„Powiększeniu” Antonioniego. Nie zna słowa po francusku, i to ją przeraża. On, tak brzydki, że aż piękny, jest dwa razy starszy, dwa razy rozwiedziony, ma dwójkę dzieci, a za sobą liczne romanse z najpiękniejszymi kobietami. Jest poetą, muzykiem i autorem utworów, które śpiewała sama Juliette Greco. Sławę we Francji przyniósł mu nie tylko niewiarygodny talent, ale też arogancki, prowokacyjny sposób bycia, alkoholowe ekscesy, skandale i cynizm. No i pełen namiętności związek z Brigitte Bardot.

Mają zagrać w filmie zakochaną w sobie parę. On chce, aby wystąpiła z nim Marisa Berenson, arystokratyczna i pełna klasy, a nie jakaś niewydarzona, nikomu nieznana Angielka, o której on też nigdy nie słyszał. Cóż, ona też o nim nie słyszała i uparcie mówi do niego monsieur Bourguignon (czyli pan Burgundzki, co kojarzy się tylko z wołowiną w tym stylu), bo,]jak twierdzi, to było jedyne francuskie nazwisko, jakie obiło jej się o uszy. Boi się go. Jest arogancki i niemiły. Ale i fascynujący. Kręcą scenę w łazience, on niewiarygodny brzydal, siedzi w wodzie w wielkich kolorowych majtkach, ona zaś naga, na brzegu wanny, czuje się fatalnie. Czuje jego wzrok na sobie i sądzi, że jest dla niego nieatrakcyjna. Z jednej strony, on ją przeraża i chętnie by uciekła, z drugiej – jest nim zafascynowana, jest w nim coś, co ją pociąga, przykuwa uwagę. Prosi reżysera o zorganizowanie wspólnej kolacji.

Smutne oczy, piękne usta

Reżyser ulatnia się, a oni zostają sami. Wędrują od klubu do klubu. W każdym słynny Serge jest doskonale znany. Jane prosi go do tańca. On rusza się niepewnie i depcze jej po stopach, nagle staje się nieśmiały i bezbronny. W rosyjskiej restauracji namawia orkiestrę, żeby specjalnie dla Jane zagrała coś na chodniku przed lokalem. O szóstej rano zabawa się kończy, Serge zamawia taksówkę i wiezie ją do Hiltona, gdzie dają mu pokój „ten co zwykle”. Jane znów jest przerażona i kombinuje, co by tu zrobić, by do niczego nie doszło, nie chce być dziewczyną na jedną noc. A jednocześnie udaje, że dla niej to normalne. Znika więc w łazience na długo, a kiedy wychodzi, Serge, zmożony alkoholem, śpi. Jane, zanim wróci do córeczki i pieluch, kupuje płytę, której słuchali tego wieczoru, wtyka mu ją między palce u stóp i ucieka. Po latach określi tę noc jako najbardziej romantyczną w jej życiu.

Niedługo potem ruszają razem do Wenecji, gdzie zaczynają się zdjęcia do filmu i ich romans. Kilka lat później w jednym z wywiadów Jane powie, że Serge miał w sobie coś, co nie dawało spokoju. Przede wszystkim „miał twarz, której nie można zapomnieć” – tak to określiła. „Jego twarz była inna niż wszystkie, jakie w życiu widziałam. Miał niezwykłe, smutne oczy i piękne usta. Czytał mi swoje wiersze, bawił się słowami. Miał niezwykłe połączenie cech – był romantyczny i zarazem zabawny”. Jane odkrywa, że cynizm i arogancja Serge’a biorą się z nieśmiałości i kompleksów, a alkohol ma dodawać mu odwagi. Tak naprawdę jest wrażliwy, czuły i opiekuńczy.

Od zdjęć w Wenecji Serge nie odstępuje Jane na krok. Jest zazdrosny. Kiedy ona ma jechać do Saint-Tropez i zagrać u boku Alaina Delona w filmie „Basen”, on panicznie się boi, że go zostawi dla przystojnego aktora. Wynajmuje więc najdroższą limuzynę i ruszają na południe razem. Z małą Kate, córką Jane. Delon okazuje się gburem. Serge wraca do Paryża. Jane nie zdąży się z nim pożegnać, biegnie za ruszającym z peronu pociągiem. Kiedy wróci do hotelu, na lustrze znajdzie narysowane czerwoną szminką serce i wyznanie „Je t’aime, je t’aime, je t’aime”. Jane też jest zakochana.

Jane Birkin i Serge Gainsbourg, lata 70.
Fot. Newspix

Brigitte Bardot bała się skandalu

Oboje są po przejściach. Ona, porzucona przez męża, Johna Barry’ego (oscarowego kompozytora filmowego, znanego m.in. z serii o Bondzie czy „Nocnego kowboja”), on przez samą Brigitte Bardot, za którą szalał i dla której napisał najsławniejszy francuski przebój „Je t’aime, moi non plus”. Nagrali go w duecie, ale kiedy płyta miała się ukazać, Bardot przestraszyła się skandalu. Bała się o swoją międzynarodową karierę i płyta nie ujrzała światła dziennego. BB porzuciła Serge’a i wróciła do swojego męża, playboya Gunthera Sachsa.Serge nie obawiał się niczego, a już najmniej skandalu – on to uwielbiał. Teraz zakochał się w Jane i jej zaproponował nagranie tej piosenki. Ona też się niczego nie boi, urodą przebija nawet BB, a głos ma piękny, dużo młodszy w brzmieniu, co jeszcze dodaje piosence pikanterii.

„Je t’aime, moi non plus” ma dziwne słowa. Jane wyjaśnia to w jednym z wywiadów: „Jedno mówi kocham cię, a drugie nie ma odwagi tego powiedzieć więc odpowiada wymijająco – ja też nie... To cały Serge. Nieśmiały i niepewny siebie”. Piosenka wywołuje skandal. Wykonawcy nie tylko wyznają sobie miłość, ale wzdychają i jęczą, jakby w studiu nagraniowym przeżywali orgazm. Watykan protestuje. Piosenka jest zakazana we Włoszech, w Hiszpanii, Szwecji, także BBC uznaje, że jest nieprzyzwoita i odmawia jej nadawania. A Serge się cieszy, bo to najlepsza bezpłatna reklama. Piosenka staje się najbardziej znanym francuskim przebojem znanym na całym świecie i wchodzi do kanonu kultury masowej.

Ale wróćmy do Jane, do roku 1969, do miłości. Serge zajmuje się Kate tak, jakby była jego córką. Zajmuje się też karierą Jane. Chce, żeby była gwiazdą, pisze dla niej piosenki. Początkowo mieszkają w hotelach, ale szukają domu dla siebie. Musi być przy rue de Verneuil, upiera się Serge, który – jak twierdzi Jane – jest wielkim snobem i tylko ten adres, w okolicy Saint-Germain-des-Prés i blisko Sekwany, odpowiada jego aspiracjom. Bo prawie każdy dom przy tej ulicy był lub jest zamieszkany przez kogoś sławnego. Pod numerem 33 mieszkała wtedy Juliette Greco z aktorem Michelem Piccolim.

W końcu znajdują przy tej ulicy niski budyneczek, dawne stajnie. Wszystko musi być urządzone według gustu i upodobań Serge’a. Wnętrze musi być czarne, więc ściany zostają pokryte czarnym wojłokiem. Drogocenne przedmioty mają stać w ustalonych miejscach i nie wolno ich nawet o centymetr przesunąć. Wszystko jest odpowiednio precyzyjnie – czyli również według jego projektu – oświetlone.

Niczego nie można przestawiać ani dotykać, ma być idealny porządek. Bo skoro on ma chaos w głowie, otoczenie musi być uporządkowane, by go uspokajało. Na szczęście Jane ma swój wyproszony, kolorowy, zabałaganiony pokój, do którego on nie ma wstępu. Ale to on decyduje, gdzie pójdą wieczorem, co zjedzą, to on wybiera jej sukienki na wyjścia. Jeżdżą po świecie, grają w filmach, Serge pisze dla nich muzykę i słowa do piosenek. Jane zachodzi w ciążę. W lipcu 1971 r. rodzi córkę – Charlotte.

Staję się Panem Birkinem

Kariera Jane rozwija się tak fantastycznie, że w pewnym okresie to ona staje się ikoną Francji bardziej niż Brigitte Bardot czy Juliette Greco, mimo że nigdy do końca nie opanowała francuskiego akcentu. Ale to tylko dodaje jej wdzięku. „Anglaise du sexe féminin” (Angielka płci żeńskiej) tak śpiewa o sobie w piosence „Jane B.”. Sławą przewyższa nawet swojego półboga. „Stałem się teraz panem Birkinem”, mówi Serge. Trwają beztroskie lata 70. Zwłaszcza na początku, kiedy gospodarka kwitnie i nikt nie pamięta, co to bezrobocie. Z centrum Paryża znikają sławne halles – hale z targowiskami, w pobliżu powstaje zaprojektowane przez Renzo Piano i Richarda Rogera Muzeum Sztuki Nowoczesnej, znane dziś jako Centre Pompidou. Catherine Deneuve zostaje twarzą Chanel 5, Bunuel kręci „Dyskretny urok burżuazji”, Roman Polański pracuje nad „Lokatorem” według powieści Rolanda Topora, Andrzej Żuławski realizuje „Najważniejsze to kochać” z Romy Schneider.

Dziewczyny pokazują nogi w minispódniczkach albo chowają je pod długimi, hippisowskimi spódnicami na zmianę z dżinsami-dzwonami. Pink Floyd śpiewa „Ciemną stronę księżyca”. W Paryżu umiera Jim Morrison, a w Stanach Elvis Presley. Na świecie króluje rock progresywny, jazz rock, rodzi się punk. Francuzi śpiewają piosenki o miłości; króluje Dalida, Serge Lama, Charles Aznavour.

To dla Jane i Serge’a najszczęśliwszy okres, lata wspólnego, beztroskiego życia. Jak mówi Jane we własnym filmie dokumentalnym, zatytułowanym „Moje prywatne zdjęcia Serge’a”, ich życie było wówczas wieczną zabawą. Ich ulubione zajęcia: zabawa z dziećmi i z psami. Serge był troskliwym partnerem, kochającym ojcem nie tylko dla ich wspólnej córki, ale też dla córki Jane z pierwszego małżeństwa. Potrafił bawić się z dziećmi jak nikt inny, w jednym z wywiadów Jane podkreśla, że sama nigdy nie wpadłaby na pomysł takich zabaw i gier dla dzieci, jakie on spontanicznie wymyślał codziennie, i że wynikało to pewnie z tego, że sam był dużym dzieckiem. Sielanka nie trwa jednak długo.

W końcu lat 70. Serge pisze piosenkę „Do broni i tak dalej” („Aux armes et caetera”), która jest przeróbką Marsylianki na wersję reggae. Tego nacjonaliści mu nie wybaczają, grożą śmiercią. Ale piosenka, dzięki głosom młodzieży, trafia i tak na pierwsze miejsca list przebojów. Gorzej jest z życiem prywatnym. Pije coraz więcej, a wtedy dopadają go demony i staje się agresywny. Jane nieraz musi uciekać w środku nocy z dziećmi do hotelu. Ile można balować, Jane jest już zmęczona. Nocne życie, włóczenie się po tych samych klubach, te same rozmowy i coraz bardziej pijany, bełkoczący Serge u jej boku. Wracają do domu rano, kiedy dziewczynki wychodzą do szkoły, a oni z trudem trzymają się na nogach. I tak od lat. On nie trzeźwieje, a ona myśli: co dalej Staje się cieniem samej siebie. Mówi mu więc o swoich lękach. On to lekceważy. Przecież ma dzieci, dom, pieniądze i jego. Więc o co chodzi

birkin
Fot. Corbis

On pije na umór, ona go zdradza

Pod koniec lata 1980 r. Jane opuszcza Serge’a. A właściwie ucieka. Chce jak najszybciej zniknąć. Boi się, że Serge znów ją obezwładni siłą swoich słów. No i zakochuje się w Jacques’u Doillonie, młodym reżyserze filmowym, u którego grała w „Córce marnotrawnej”.

Serge nie może jej tego wybaczyć: on nigdy jej nie zdradził. Ale przecież ona nie zakochałaby się w kim innym, gdyby nie ciągi alkoholowe i awantury Serge’a. Dla Serge’a odejście Jane jest dramatem i kropka. Pije na umór, i to tak, że 17-letnia wówczas Kate tak boi się, że ojczym nie da sobie rady, że sobie coś zrobi, że chce z nim zostać. Ale on bierze na siebie całą winę za rozpad związku. Przyznaje się do bicia i picia. Kupuje Jane sportowy kabriolet i płaci jej za luksusowy hotel, bo przecież nie może mieszkać „byle gdzie”… Tak naprawdę nigdy nie przestali się kochać. Ale teraz była to miłość na odległość.

On do końca życia był jej aniołem stróżem. Nigdy jej nie opuścił, dbał o nią, to dla niej napisał piosenki lepsze niż kiedykolwiek. Nagrali razem jeszcze trzy albumy. Kiedy Jane urodziła córkę ze związku z Jakiem Doillonem, od razu zadeklarował, że będzie dla niej drugim ojcem i zarzucił ją prezentami. Jemu urodził się syn ze związku z modelką Caroline von Paulus, zwaną Bambou.

Media rozgrywały tę „miłość po miłości” Jane i Serge’a po mistrzowsku, ulubionym chwytem było zapraszanie do studia jego, a potem jako niespodziankę – jej. Lub emitowanie jej wypowiedzi, nagranej na tę okazję. I obserwowanie jego reakcji. On był już degeneratem: pijany, nieogolony, brudny, zawsze z zapalonym papierosem w ustach, mimo że były to czasy, kiedy papieros na wizji był niedopuszczalny, ale dla półboga robi się wyjątki, a Serge był we Francji półbogiem. No więc on w studiu, niechlujny, z siwą rozczochraną czupryną, z wielodniowym zarostem, w obwisłym ubraniu, chwieje się w fotelu i wtedy – osobiście lub na ekranie – pojawia się ona – świetnie utrzymana, młodsza o lat 20, ale na oko o 50, elegancka, piękna. I mówi z matczyną troską o tym, że on dodaje jej odwagi, że kiedy ona wchodzi na scenę, to myśli o tym, co by on powiedział – jak by ocenił jej wejście, jej śpiew, jej upór w przełamywaniu codziennych nieśmiałości i lęków. Z matczyną troską i z pragnieniem córeczki, żeby tatuś ją docenił. Te dwie pozornie sprzeczne cechy ich związku widać w tych spotkaniach.

Zawsze czeka na nią pokój

Serge przestaje się chwiać w fotelu, milknie, poważnieje. I przestaje odgrywać rolę błazna i prowokatora, którą zawsze ma na użytek mediów, rolę, którą grał lepiej niż najbardziej nawet ekscentryczni dzisiejsi celebryci: nigdy nie odpowiada na żadne pytanie prowadzącego wywiad czy program telewizyjny; najpierw długo milczy, budując napięcie; potem albo coś mruknie, albo mówi zawile o czymś nie na temat. Jest absolutnie nieprzewidywalny.

Przy rue de Verneuil mieszka sam, ale na Jane zawsze czeka jej pokój, w którym nie zmienia nic. W nowym domu Jane on też ma swój kąt i kiedy jest z nim już bardzo źle, przychodzi wyczerpany alkoholem, wychudzony, Jane karmi go, a kiedy nie przychodzi, sama biegnie do niego z obiadami. Pilnuje go na zmianę z Bambou, jego aktualną partnerką…

Serge umiera nagle, na atak serca, w pustym domu przy rue de Verneuil 5 bis 2 marca 1991 r., w nocy. „Był naszym Baudelaire’em, Apollinaire’em. Wyniósł piosenkę do rangi sztuki” – powie o nim prezydent Mitterand. Jego wielbiciele odbywają pielgrzymki na rue de Verneuil, a mur budynku – dziś należącego do ich córki Charlotte Gainsbourg – pokryty jest graffiti przez wielbicieli jego talentu. Jane do tej pory śpiewa piosenki Serge’a. Dwa miesiące po jego śmierci, kiedy na koncercie w Casino de Paris zaśpiewała jego „Przyszedłem powiedzieć, że odchodzę”, wszyscy płakali. Kiedyś jechała taksówką w Londynie, a z radia leciało „Je t’aime, moi non plus”. Gdy powiedziała kierowcy, że to ona śpiewa, ten podskoczył z wrażenia i wyznał jej, że trójkę swoich dzieci spłodził przy tej piosence. Tak więc Jane i Serge przyczynili się zapewne do przyrostu naturalnego na całym świecie.

„Wiem, że w telewizji puszczą ten przebój na wieść o mojej śmierci – jeśli jeszcze będę tematem wartym wzmianki. Fajnie wiedzieć, że ma się taką piosenkę-podpis” – powiedziała Jane Birkin w wywiadzie dla „The Sun”.

Tekst ukazał się w miesięczniku „Uroda Życia" 7/2016

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
Brigitte Bardot
East News

Brigitte Bardot: seksbomba, aktywistka, rasistka?

Zagrała w 47 filmach. Miała czterech mężów, syna, ponoć setkę kochanków, a jednak — jak mówiła sama Brigitte Bardot — szczęście dały jej dopiero zwierzęta.
Sylwia Arlak
28.09.2020

Miała niecałe 40 lat, kiedy postanowiła, że kończy z kinem. „Film mnie zawsze nudził’” – tłumaczyła potem, zresztą nawet wcześniej, kiedy jeszcze grała, nigdy nie była typową gwiazdą. Ceniła swoją naturalność, wylansowała modę na rozpuszczone włosy (a potem na natapirowany kok, który w Polsce w latach 70. nazywano „kapustą”), na  czarną kreskę na powiece, chodzenie w spodniach i w płaskich balerinkach. No i oczywiście na bardotkę – stanik bez ramiączek, który Brigitte Bardot nosiła w „I Bóg stworzył kobietę”, filmie, który w 1956 r. wywołał skandal i „stworzył” samą Brigitte. Miała wtedy 22 lata, w filmie stworzyła postać Juliety, wesołej dziewczyny z Saint-Tropez, która świadomie uwodzi i cieszy się z wrażenia, jakie wywiera na mężczyznach. Do historii kina przeszła scena, podczas której Brigitte tańczy na stole: kołysze się zmysłowo, przymyka oczy, wydyma kusząco wargi  – ten taniec zgorszył pół świata! Ale Brigitte nigdy nie bała się szokować, dla niej zawsze – i tak jest do dzisiaj, kiedy ma już 86 lat – liczyło się tylko to, co ona myśli.  Miała 14 lat, kiedy na sesji zdjęciowej do magazynu „Elle” poznała dwudziestoletniego asystenta reżysera Rogera Vadima. „Zrobił na mnie wrażenie dzikiego wilka. Spojrzał na mnie, przestraszył, pociągnął, nie wiedziałam już, gdzie jestem” – wspominała.  Szybko zostali parą, dwa lata później postanowili się pobrać. Kiedy dowiedzieli się o tym zamożni rodzice Brigitte, zagrozili, że wyślą ją do Anglii. Ona w odpowiedzi postanowiła (po raz pierwszy, ale wcale nie po raz ostatni) popełnić samobójstwo – przeżyła, a rodzice ustąpili i pozwolili jej nadal spotykać się z Vadimem. Jeśli...

Czytaj dalej
Jane Fonda i Roger Vadim, rok 1967 / East News

Jane Fonda o Rogerze Vadimie: „Jadłam tylko skórki z jego chleba i okrawki z jego camemberta"

„Dlaczego kobiety robią tyle hałasu o zdradę?”, dziwił się Roger Vadim. Dla Jane Fondy było jasne, że aby zatrzymać go przy sobie, musi zostać królową antyburżujstwa. Wszystko wybaczać. I hojnie dawać mu pieniądze.
Anna Zaleska
25.11.2020

Jane Fonda stwierdziła po latach, że mogłaby napisać dwie historie małżeństwa z Rogerem Vadimem. W jednej jawiłby się jako okrutny, mizoginiczny i nieodpowiedzialny nicpoń. W drugiej byłby czarującym, czułym mężczyzną. Obie byłyby równie prawdziwe. Jane Fonda: „O Boże, jaki on jest przystojny!" To był dzień jej urodzin, Paryż, rok 1963. Francuska agentka Jane zorganizowała z tej okazji imprezę. Wśród gości był Roger Vadim – sławny 36-letni reżyser. Już po dwóch małżeństwach: z Brigitte Bardott i duńską aktorką Annette Strøyberg. Już ojciec dwójki dzieci, w tym jednego z Catherine Deneuve. O dziesięć lat młodsza Jane Fonda patrzyła na niego myśląc: „O Boże, jaki on jest przystojny!” Siedzieli razem i rozmawiali, potem zaczął śpiewać sprośne piosenki. Cieszył się sławą wspaniałego kochanka. Już przy drugim spotkaniu poszli do hotelu. „Zaczęliśmy się namiętnie pieścić, ale gdy w końcu dotarliśmy do łóżka, on już nie był podniecony”. Niezbyt doświadczona w damsko-męskich sprawach 26-latka uznała, że to jej wina. Gdy sytuacja powtarzała się przez kolejne trzy tygodnie, czuła się okropnie. Przysięgała sobie: „Naprawię to, potrafię to naprawić!”. Gdy w końcu wszystko między nimi zadziałało, przez dwie doby nie wychodzili z łóżka. „Jeśli kobieta jest dokonałą gospodynią, mężczyzna jej nie porzuci” Miała wrażenie, jakby poza Vadimem życie dla niej przestało istnieć. Straciła zainteresowanie pracą, Paryżem, ludźmi, nawet jedzeniem. „Jadłam tylko skórki z jego chleba i okrawki z jego camemberta”, wspominała w autobiografii „Moje życie”. Nie zauważała sygnałów ostrzegawczych – ile czasu spędzał w klubie, ile pił, ile pieniędzy wydawał na obstawianie wyścigów kolejek...

Czytaj dalej
Ariana Grande, Lady Gaga, Harry Styles, Doja Cat, Beyonce
Mat. prasowe

Ariana Grande, Beyonce, Lady Gaga czy Dua Lipa? Typujemy przebój lata 2020!

To będzie dziwne lato. O słonecznej plaży, cieniu palmy i drinkach z parasolką większość z nas może w tym roku tylko pomarzyć. Ale letnie przeboje pomogą nam przenieść się tam mentalnie!
Magdalena Żakowska
17.06.2020

Każde lato ma swoją piosenkę. W 2010 roku był to przebój „California Gurls” Katy Perry, w 2014 „Get Lucky” Daft Punk, a rok temu „Old Town Road” Lil Nas X. Te piosenki już zawsze będą przywoływały w nas wspomnienia z wakacji. W tym roku z powodu pandemii przemysł muzyczny przeżył chyba największy wstrząs w swojej historii. Odroczono premiery płyt, odwołano festiwale muzyczne i trasy koncertowe. Co nie znaczy wcale, że przestaliśmy słuchać muzyki i nie czekamy na ten jeden, największy przebój lata. Nawet jeśli to lato będzie inne niż byśmy sobie tego życzyli. Oto dziesięć piosenek, które mają szansę na ten tytuł. A większość z nich należy do kobiet!   1. „Savage Remix” Megan Thee Stallion i Beyonce Obie pochodzą z Houston, więc ich współpraca była tylko kwestią czasu, chociaż Megan Thee Stallion była tak zaskoczona propozycją Beyonce, że polały się łzy. Ale najpierw jej „Savage” podbił TikToka i stał się viralowym fenomenem. Później remix piosenki wykonany wspólnie z Beyonce wzbił się na szczyt listy Hot 100 magazynu Billboard i posypały się nagrody: BET Hip Hop Award, MTV Video Music Award i Billboard Women in Music Award.  2. „Break My Heart” Dua Lipa Płyta „Future Nostalgia”, z której pochodzi ten przebój, w całości nawiązuje do muzyki i stylistyki lat 80. W „Break My Heart” Dua Lipa wykorzystuje sample z kultowego przeboju tamtych czasów – „Need You Tonight” INXS. Funk, dyskoteka i mało wymagające, ale wpadające w ucho bity – wszystko to składa się na idealny letni przebój.  3. „Rain on Me” Lady Gaga i Ariana Grande Moc tej piosenki to połączenie energii dwóch najpopularniejszych obecnie gwiazd muzyki pop – Lady...

Czytaj dalej
Marek Niedźwiedzki
Darek Kawka

Marek Niedźwiecki: „Pierwsze notowanie Listy zrobiliśmy w kwietniu 1982…”

16 maja 2020 r. Marek Niedźwiecki ogłosił, że odchodzi z Trójki. Za dwa tygodnie, 29 maja 2020 miało odbyć się prowadzone przez niego 2000. notowanie listy. Ostatnie piątkowe głosowanie zostało decyzją zarządu Programu 3. Polskiego Radia unieważnione. W unieważnionym głosowaniu na 1. miejscu ukazała się piosenka Kazika „Twój ból jest lepszy niż mój”.
Magdalena Felis
17.05.2020

Czy jest ktoś, kto nie zna Listy Przebojów Trójki, nawet jeśli się na niej nie wychował? Nadawana w każdy piątek, prowadzona przez Marka Niedźwieckiego już od 38 lat w wielu domach była tradycją. 16 maja 2020 r. Marek Niedźwiecki ogłosił, że odchodzi z Trójki. Za dwa tygodnie, 29 maja 2020 miało odbyć się prowadzone przez niego 2000. notowanie listy. Ostatnie piątkowe głosowanie zostało decyzją zarządu Programu 3. Polskiego Radia unieważnione. W unieważnionym głosowaniu na 1. miejscu ukazała się piosenka Kazika „Twój ból jest lepszy niż mój”.  W aktualnym wydaniu „Urody Życia” twórca i prowadzący LP3 Marek Niedźwiecki opowiadał, jak ukochane piosenki wpływały na jego i nasze życie.  Nigdy pan nie żałował, że nie podjął pracy jako technolog budowlany? Rzeczywiście, taki kierunek skończyłem na Wydziale Budownictwa Politechniki Łódzkiej, ale wybrałem tę uczelnię tylko dlatego, żeby dostać się do Studenckiego Radia Żak. I się dostałem – a stamtąd do łódzkiej rozgłośni Polskiego Radia. Ale gdybym nie trafił do radia, to pracowałbym w bibliotece w Szadku, moim rodzinnym miasteczku. Nic innego mi nie przychodzi do głowy. A to prawda, że rozmowa wstępna na stanowisko prowadzącego Listę Przebojów Trójki trwała niecałą minutę? Mogło to tyle trwać. Pamiętam, że pojechałem do siedziby Polskiego Radia na ulicy Malczewskiego, gdzie miałem spotkać się z Andrzejem Turskim, nowym redaktorem naczelnym Programu III Polskiego Radia. To był 1982 rok.  Wyznaczył mi spotkanie, ale ostatecznie nie miał dla mnie czasu, więc szliśmy tylko korytarzem. Ciągle pamiętam, że był ubrany w kurtkę w kolorze wojskowej zieleni, ale nie wojskową. Biegłem obok niego, kiedy powiedział, że będę prowadził listę przebojów. Zapytałem...

Czytaj dalej