James Dean: był uznawany za bożyszcze, a potrafił chodzić dwa tygodnie w tej samej koszuli
East News

James Dean: był uznawany za bożyszcze, a potrafił chodzić dwa tygodnie w tej samej koszuli

Minęło ponad 60 lat od tragicznej śmierci Jamesa Deana, a Hollywood wciąż nie znalazło godnego następcy.
Sylwia Arlak
26.02.2021

James Dean miał zaledwie 24 lata, gdy zginął w tragicznym wypadku. Jego talent, wdzięk i przedwczesna śmierć sprawiły, że stał się legendą. Jeszcze przez trzy lata po jego śmierci wytwórnia Warner Bros dostawała więcej adresowanych do niego listów niż do którejkolwiek z żyjących gwiazd.

Oto siedem faktów z życia Jamesa Deana, o których mogłyście nie słyszeć:

Książę Karol nawet po rozwodzie chciał mieć ostatnie zdanie

Miał trudne dzieciństwo

James Dean był bardzo mocno związany ze swoją matką. Kiedy zmarła na raka szyjki macicy, przyszły aktor miał zaledwie 10 lat. Na tym jego koszmar się nie skończył. Ojciec nie sprostał samodzielnemu wychowaniu. Kazał synowi wyprowadzić się z domu i zamieszkać z wujostwem. Młody Dean zamieszkał ponownie z ojcem, dopiero gdy ten po raz drugi się ożenił.

Czytaj też: Kate Winslet: „Nie mam kucharza, kierowcy, pani do sprzątania. To nie byłoby dobre dla mojej rodziny”

Przeżył traumę

Elizabeth Taylor partnerowała Jamesowi Deanowi w produkcji „Olbrzym”. Tak mocno się zżyli, że aktor powierzył jej pewną tajemnicę. Obiecała mu, że nie ujawni jej, aż do jego śmierci (i słowa dotrzymała). Dopiero po latach opowiedziała jego bolesną historię: w wieku 11 lat miał być wykorzystywany przez pastora. 

Dostał pośmiertną nominację do Oscara

James Dean był pierwszym aktorem, który otrzymał pośmiertną nominację do Oscara (w 1955 roku za rolę w filmie „Na wschód od Edenu”). Swoją karierę aktorką zaczynał od reklamy Coca-Coli (dostał za nią 10 dolarów). Przed śmiercią podpisał umowę z Warner Bros na dziewięć filmów (miał za nie otrzymać milion dolarów). Nie zdążył się z niej wywiązać. Zagrał w pięciu dużych filmach, ale tylko trzy z nich („Na wschód od Edenu”, „Olbrzym”, „Buntownik bez powodu”) ukazały się za jego życia. 

Miał wahania nastrojów…

…i nieposkromiony temperament. Został zawieszony na trzy dni w szkole aktorskiej po tym, jak próbował udusić jednego z kolegów. Tłumaczył, że ten przeszkadzał mu w przygotowywaniu się do roli na konkurs. Zachowanie Jamesa Deana bywało też niepokojące dla jego przyjaciół. Często pojawiał się w ich domach bez zapowiedzi albo dzwonił do nich późno w nocy (cierpiał na bezsenność). 

Nie dbał o swój wygląd

Choć bardzo poważnie traktował swoją pracę, był niezdyscyplinowany. Ekipa filmowa „Olbrzyma” narzekała, że w ogóle o siebie nie dba. Nosił tę samą koszulkę przez dwa tygodnie bez przerwy. Na oficjalnym lunchu pojawił się bez skarpetek i butów, ubrany w brudne dżinsy. Ludzie, którzy z nim pracowali, mówili w wielu wywiadach, że na zdjęcia próbne przychodził w spodniach spiętych agrafkami. Jakby tego było mało, często się spóźniał  i strzelał ze swojego pistoletu do różnych przedmiotów. 

Romansował z Marlonem Brando

Oboje grali ten sam typ postaci – macho, zbuntowanych chłopców, buntowników. I oboje – jak głosiły plotki – mieli rozbuchany temperament seksualny. Marlon Brando nie ukrywał, że jest biseksualistą,  oficjalnie potwierdził romans z Jamesem Deanem. Ten drugi najpoważniejszy związek stworzył z włoską aktorką Pier Angeli. Para była nawet krótko zaręczona, ale ostatecznie się rozstali. Wiele lat po śmierci Jamesa Deana Pier Angeli wydała książkę „Dizzy and Jimmy”, w której pisała, że byli „szaleńczo zakochani i nierozłączni”. Utrzymywała, że był miłością jej życia. 

Czytaj też: Roberto Benigni: Życie naprawdę jest piękne – wywiad

Przyjaciel przewidział jego śmierć

James Dean miał zamiłowanie do szybkiej jazdy. Na początku 1955 roku wziął udział w pierwszych profesjonalnych wyścigach samochodowych. Kiedy rozpoczął zdjęcia do „Olbrzyma”, wytwórnia Warner Bros postawiła mu ultimatum: albo wyścigi, albo film. Postanowił ponownie wystartować, gdy „Olbrzym” był w fazie postprodukcji. Nie zdążył. 30 września 1955 roku, w miejscowości Cholame (Kalifornia) jego ulubione Porsche zderzyło się z Fordem. James Dean zginął w wieku 24 lat. Dwie godziny wcześniej dostał mandat za zbyt szybką jazdę. Dziś w miejscu wypadku stoi postument,  a w pobliżu znajduje się restauracja, w której spotykają się fani aktora. 

Brytyjski aktor i przyjaciel Deana Alec Guinness w swojej biografii pisał, że tuż przed śmiercią miał silne przeczucie. Miał nawet powiedzieć Jamesowi Deanowi, że jeśli ten wsiądzie znowu do tego samochodu, zginie. Aktor go wyśmiał. „Snuj marzenia, jakbyś miał żyć wiecznie; żyj tak, jakbyś miał umrzeć dziś” – brzmi jego słynne motto.

Czytaj też: Cate Blanchett: nawet wielka kariera nie zniszczyła jej małżeństwa

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
Sharon Stone i Michael Douglas w „Nagim instynkcie” / East News

Od „Nagiego instynktu” po „Lolitę”. 10 filmów ocenzurowanych z powodu seksu

Dlaczego „Nagi instynkt” wzbudził takie protesty? Nie, wcale nie chodziło o to, w jaki sposób Sharon Stone zakłada nogę na nogę, ale o coś zupełnie innego… Oto 10 filmów, które miały kłopoty z cenzurą. Za wyświetlanie niektórych można było trafić do więzienia.
Anna Zaleska
31.07.2020

Chociaż podobno żyjemy w czasach, kiedy wolno pokazać wszystko, a polskie „365 dni”, uznawane przez wielu krytyków za zwykłe porno, święci międzynarodowe triumfy na Netfliksie, cenzura nadal ma się dobrze (i  kto wie, może to nie jest złe?). Zobaczcie 10 wielkich filmów światowego kina, w których „momenty były” – ale niejednokrotnie zostały wycięte.  Nagi instynkt (USA 1992, reż. Paul Verhoeven) Przeciwko filmowi z Sharon Stone protestowali i konserwatyści, i liberałowie. Aktywiści gejowscy już na etapie zdjęć obrzucali plan filmowy torebkami z farbą, dmuchali w gwizdki i namawiali przejeżdżających obok kierowców do naciskania klaksonów. Uważali, że postać lesbijki morderczyni będzie pożywką dla homofobii i nastrojów antygejowskich. W jednej z gazet w San Francisco wykupili nawet całostronnicową reklamę nawołującą, by nie iść na „Nagi instynkt” do kina, z tekstem: „Hollywood konsekwentnie przedstawia nas jako ofiary lub psychopatów. Nie wydawaj swoich pieniędzy, żeby oglądać popisy homofobii i mizoginizmu”.    Organizacje konserwatywne protestowały natomiast, twierdząc, że film podkopuje tradycyjne amerykańskie wartości. Groziło mu przyznanie kategorii NC-17 (zakaz wstępu dla każdego, kto nie ukończył 17 lat), co oznaczałoby o wiele niższe wpływy do budżetu. Ostatecznie zmontowano mniej drastyczną wersję „Nagiego instynktu”, która dostała od komisji kwalifikacyjnej kategorię R (film mogą oglądać nastolatki w towarzystwie osoby dorosłej i może być bez ograniczeń reklamowany w prasie). Ale pewien kardynał wystosował po jego premierze apel, by stworzyć dla filmu i telewizji nowy kodeks moralny, zakazujący nagości, lubieżnych uścisków, brzydkich wyrazów i bluźnierstw. I Bóg stworzył kobietę...

Czytaj dalej
East News

Marilyn Monroe: „Cóż z tego, że człowiek ma cały świat, kiedy straci duszę?”

Marilyn Monroe była spełnieniem mitu o amerykańskim śnie. Filmy z jej udziałem zarobiły ponad 200 milionów dolarów. Uwiodła cały świat, ale nigdy nie polubiła samej siebie.
Sylwia Arlak
29.09.2020

Około godz. 20:00 Marilyn weszła do sypialni, gdzie zaczęła rozmawiać przez telefon ze swoim znajomym, aktorem Peterem Lawfordem, prywatnie szwagrem prezydenta Johna F. Kennedy'ego. Ten zeznał później, że prawdopodobnie była pod wpływem jakichś środków odurzających. Do gwiazdy zajrzała też gosposia Eunice Murray, ale według niej, nie działo się nic niepokojącego. Około godz. 3.00 w nocy Murray zorientowała się, że w sypialni Monroe wciąż świeci się światło, a ona nie odpowiada. Zaniepokojona wezwała dr Greensona, który rozbił szybę i dostał się do środka. Znalazł ją nagą na łóżku ze słuchawką w ręku. Nie żyła. Jako przyczynę śmierci wskazano przedawkowanie środków nasennych. „Prawdopodobnie samobójstwo”. Ślub, który miał być ucieczką Marilyn Monroe, a właściwie Norma Jeane nigdy nie poznała swojego ojca. W wieku dziewięciu lat, jej matka, Gladys, z problemami psychicznymi trafiła do szpitala, a ona do sierocińca. „Rodzice wszystkich dzieci umarli. Ja miałam co najmniej jednego rodzica — matkę. Ale ona mnie nie chciała. Zbyt się wstydziłam, aby próbować wyjaśnić to innym dzieciom. Szczęśliwa byłam tylko wtedy, gdy zabierano nas do kina” — wspominała. Przez całe swoje dzieciństwo miała w sumie 11 różnych rodzin zastępczych. Mieszkała też u cioci i wujka. Po latach przyznała, że wujek wykorzystywał ją seksualnie. Nikt nie chciał powiedzieć Normie, co się właściwie stało z jej mamą. W końcu zaczęła wierzyć, że umarła i nigdy więcej jej nie zobaczy. Razem zamieszkały dopiero 13 lat później, ale też nie na długo. Matka zachorowała na schizofrenię paranoidalną i resztę życia spędziła w szpitalu. Wrażliwa nastolatka miała dość tułaczek od jednego do drugiego domu. Poszukując odrobiny „normalności”, poślubiła...

Czytaj dalej
Paweł Ferdek Pollywood
Reżyser dokumentu „Pollywood” Paweł Ferdek na wzgórzach Hollywood. Fot.: mat. prasowe

Hollywood? Nasi byli tam pierwsi!

„Pollywood”, film dokumentalny Pawła Ferdka dla HBO, opowiada o ojcach założycielach przemysłu filmowego w Hollywood. Tak się składa, że wszyscy, z wyjątkiem Walta Disneya, pochodzili z okolic Warszawy.
Magdalena Żakowska
24.06.2020

Między 1880 i 1920 rokiem do Ameryki przyjechały 23 miliony ludzi. To oni, emigranci, stworzyli podwaliny późniejszego imperium. Ale przemysłu filmowego, Hollywood, nie zbudowali ani Niemcy, ani Brytyjczycy, ani Francuzi, tylko mała grupka z Europy Wschodniej. Przede wszystkim z Polski, przede wszystkim Żydzi.  Przenośny projektor wymyślił urodzony w Poznaniu Siegmund Lubin; dystrybucję filmową – bracia Warnerowie, założyciele wytwórni Warner Bros, synowie szewca pochodzący z Krasnosielca; animację – pochodzący z Krakowa Max Fleischer. Louis B. Mayer urodził się w Mińsku Mazowieckim, bracia Schubertowie, którzy stworzyli na Broadwayu centrum przemysłu teatralnego pochodzili z terenów należących dziś do Litwy. Podsumowując: wszyscy założyciele Hollywood, poza Waltem Disneyem, pochodzili z ziem w promieniu 800 km od Warszawy.  Warszawiak, który założył Hollywood Nie ma chyba osoby, która nie znałaby logo Metro-Goldwyn-Meyer z charakterystycznym ryczącym lwem. Ostatni człon nazwy to Meyer z Mińska, a środkowy pochodzi od Samuela Goldwyna, który urodził się jako Szmula Gelbfisz w Warszawie. To on jest ojcem założycielem stolicy przemysłu filmowego. A było to tak.  Szmul Gelbfisz jako kilkunastoletni chłopiec uciekł z domu i pieszo przeszedł ponad półtora tysiąca kilometrów w stronę oceanu Spokojnego. Nie było go bowiem stać na pociąg. W Liverpoolu zdobył cudem bilet na statek, dotarł do Kanady, a potem lądem do Stanów Zjednoczonych. Jego pierwszym poważnym biznesem było zamówienie we Francji 40 tysięcy par skórzanych rękawiczek, które zamierzał sprzedać z dużym przebiciem w USA. Kiedy już opłacił zamówienie i transport, okazało się, że amerykański rząd drastycznie podwyższył cło. Goldwyn zlecił wtedy podzielenie swojego transportu na dwa...

Czytaj dalej
Mat. prasowe

Za co kochamy Jamesa Bonda?

Kochają go kobiety, mężczyźni zazdroszczą. James Bond zadebiutował jako bohater filmowy 50 lat temu, ale wcale się nie starzeje.
Sylwia Arlak
04.08.2020

James Bond, nieustraszony agent brytyjskiego wywiadu, powróci na wielki ekran w listopadzie. Światowa premiera najnowszego filmu o jego przygodach „Nie czas umierać” została przełożona ze względu na pandemię koronawirusa, co tylko wzmogło apetyt fanów i fanek na całym świecie. Co jest takiego w agencie 007, że wciąż go kochamy i chcemy oglądać? Niezaprzeczalny urok i klasa Jak pisze krytyk filmowy Bill Desowitz w swojej książce „James Bond Unmasked”, seria filmów o Jamesie Bondzie jest najdłużej emitowaną (pierwszy film „Doktor No” zadebiutował ponad 50 lat temu) i najbardziej dochodową serią w historii filmów. Pierwszy raz o agencie 007 usłyszeliśmy za sprawą powieści Jana Fleminga z lat 50. XX wieku. Od tamtej pory fikcyjna postać urosła do rangi globalnej ikony, podziwianej przez miliony ludzi na całym świecie. I choć mogłoby się wydawać, że seria o Jamesie Bondzie to typowy produkt dla mężczyzn (romanse, przygody, gadżety i pościgi), kobiety też kochają agenta 007! Bond ma „to coś”. Jest szarmancki – to dżentelmen w starym stylu, który poda kobiecie płaszcz i odsunie krzesło. Potrafi czarować. Patrzy głęboko w oczy, mówi to, co chce usłyszeć każda kobieta. Sprawia, że jego kochanki czują się wyjątkowo. I oczywiście jest tajemniczy. Odsłania się tylko na tyle, żeby czuć się bezpiecznie, więc każda jego partnerka (a kobiety przed ekranami jej w tym kibicują) chce być tą, która go rozszyfruje do końca. No i oczywiście James Bond zawsze świetnie wygląda. Do tego jest świetnym kierowcą, znawcą alkoholi i wie, jak zrobić idealne jajko na twardo. „Fleming nasycił postać Jamesa Bonda tym wszystkim, co świat kocha najbardziej w Wielkiej Brytanii” — podkreśla John Cork, autor książki „James Bond: The Legacy”. Zobacz...

Czytaj dalej