Jak powstawał „Down the Road. Zespół w trasie” ? Ekipa zdradza kulisy programu
Adam Stanisąawski

Jak powstawał „Down the Road. Zespół w trasie” ? Ekipa zdradza kulisy programu

Takiego programu jeszcze w polskiej telewizji nie było. W „Down the Road. Zespół w trasie” śledzimy podróż po Europie osób z zespołem Downa. Teraz ekipa zdradziła, jak wyglądały kulisy produkcji.
Sylwia Arlak
19.05.2020

Down the Road. Zespół w trasie” to format belgijski dostosowany do polskich realiów. Nie jest tajemnicą, że sytuacja osób z zespołem Downa na zachodzie bardzo różni się od ich stylu życia w naszym kraju. I wciąż jest w Polsce wiele stereotypów do przełamania.

Miało być prawdziwie, więc do współpracy przy pisaniu scenariusza i castingach zaproszono osoby, które mają dzieci z zespołem Downa. Członkowie ekipy musieli zaś wykazać się szczególną wrażliwością i empatią. Sprawdzili, kto, jakie przyjmuje leki, kto co może jeść i zastanawiali się, jak rozplanować siły. Ludzie z zespołem Downa męczą się trochę szybciej niż my. Dlatego na planie zawsze było wsparcie medyczne i psychologiczne. Wszystko po to, aby zapewnić bohaterom programu możliwie najbardziej komfortowe warunki.

Podróż za (nie)jeden uśmiech

A to jeszcze nie koniec. „Kiedy zaplanowaliśmy miejsca i atrakcje dla naszych bohaterów, wysłaliśmy w trasę niewielką ekipę, która zrobiła dokumentację. W kilku krajach mieliśmy umówionych fixerów, którzy wynajdywali dla nas nieoczywiste, ale bezpieczne miejsca, kontaktowali nas z mieszkańcami, którzy mogli pomóc nam w realizacji zdjęć. Kolejnym etapem było zaplanowanie noclegów: ponieważ mieliśmy w planie spanie pod namiotami, na campingu oraz biwak – wieźliśmy przez Europę całą ciężarówkę rekwizytów – materacy, koców i poduszek” – wspominają producenci programu, Joanna, Paweł i Piotr Wiernik.

W programie śledzimy podróż bohaterów, którzy w codziennym życiu mierzą się z wieloma ograniczeniami. Mimo pełnoletniości wciąż muszą mieszkać z rodzicami. Choć potrzebują pomocy, w sytuacjach codziennych bardzo dobrze sobie radzą. A bezpośredniości, otwartości i niecodziennego patrzenia na świat, możemy im tylko zazdrościć.

– Realizując program, chcieliśmy pokazać, jakimi wspaniałymi ludźmi mogą być osoby z zespołem Downa. W jak niezwykły sposób postrzegają świat, jakimi są idealistami, jakie mają genialne poczucie humoru. Chcieliśmy, by widzowie zrozumieli, że mają oni takie same potrzeby, jak inni dorośli. Założenie rodziny czy posiadanie prawa jazdy, dla większości z nas to zwykłe sprawy. Dla naszych bohaterów to nieosiągalne marzenia. Ci ludzie bardzo potrzebują akceptacji, chcieliby żyć w społeczeństwie na takich samych zasadach, co reszta — mówi Joanna Wiernik.

„Down the Road – reżyserem jest życie

Jak wyglądała już realizacja produkcji? Naturalnie różniła się od produkcji innych programów rozrywkowych. Osoby z zespołem Downa niczego nie udają, są naturalne, autentyczne. Trudno więc cokolwiek wyreżyserować. Przykład? Nieplanowana ujmująca rozmowa pomiędzy Michałem a Krzysztofem o miłości, przyjaźni i zazdrości. Albo wzruszająca scena o przełamywaniu lęków. Ola od początku wyjazdu prosiła o przejażdżkę na koniu. We Włoszech producentom udało się naprędce zorganizować stadninę, która zgodziła się na filmowanie. W innym odcinku uczestnicy tańczyli z Włochami do samego rana. Jeden z uczestników przyznał, że to jest dla niego kwintesencja wolności — kiedy czuje, że ludzie go akceptują i nie wytykają palcami.

fot. Adam Stanisąawski

Wraz z prowadzącym Przemkiem Kossakowskim i ekipą realizatorów uczestnicy odbyli dwutygodniową podróż po Europie. Wszystko, czego doświadczali, było dla nich niesamowitą przygodą. Niezależnie od tego, czy był to lot helikopterem nad Dolomitami, sprzątanie busa, którym się poruszali, czy zajęcia na torze Formuły 1. Dla bohaterów „Down the Road” najcenniejsze okazały się jednak przyjaźnie, jakie nawiązały się podczas wyjazdu. Poza tym podkreślają, że poprzez udział w programie poczuli się zauważeni i docenienie. Dowiedzieli się o sobie, że potrafią więcej, niż przypuszczali.

A to procentuje. Po programie Dominika znalazła pracę, Michał, który szuka miłości, dostaje wiele telefonów od kobiet, a Krzysztof, który odkrył nową pasję, gotowanie, zamierza ją dalej rozwijać. Dzisiaj aż trudno uwierzyć w to, że na początku rodzice uczestników programu byli pełni obaw. Nie wiedzieli, jak ich dzieci poradzą sobie w nowych warunkach i jak odbiorą ich widzowie.

Program „Down the Road. Zespół w trasie” trafił właśnie na antenę TVN. Produkcję można oglądać w każdy poniedziałek o 21:30.

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
Beata Sadowska
Beata Sadowska

Piątak dla zwierzaka – nowa akcja, której kibicujemy z całego serca!

Beata Sadowska, Bartek Jędrzejak i inne gwiazdy wsparły akcję „Dasz piątaka dla Zwierzaka?”, która ma pomóc schroniskom i organizacjom prozwierzęcym w czasie pandemii. „Możemy pomóc, nawet jeśli mamy puste portfele. Czasem wystarczy przewietrzyć nasze szafy” — zachęca inicjatorka akcji, Monika Dąbrowska.
Sylwia Arlak
19.05.2020

Przez pandemię koronawirusa cierpimy wszyscy, także nasi czworonożni przyjaciele. Schroniska dla zwierząt zostały zamknięte, wstrzymano adopcję. Wolontariusze nie mogą na razie wspierać czworonogów, a i darczyńców jest coraz mniej. Jak możemy pomóc? Dołączając do akcji „Dasz piątaka dla Zwierzaka?” organizacji „Bieg na sześć łap”. – Widziałam, jak w ostatnim czasie angażujemy się, aby pomagać innym. Wszystkie te inicjatywy były bardzo potrzebne, ale dotyczyły nas, ludzi. Nie znalazłam ani jednej, która wspierałaby bezdomne zwierzęta. Musiałam coś z tym zrobić. Bramy schronisk zamknęły się z dnia na dzień, a ludzie, którzy do tej pory wspierali czworonogów, tracąc pracę czy zdrowie, sami często potrzebują pomocy – mówi nam inicjatorka akcji, Monika Dąbrowska. Od 15 maja do 26 czerwca w każdy piątek facebookowe konto „Biegu na sześć łap” zostaje przekazane w ręce wybranego schroniska czy organizacji prozwierzęcej, która dzięki temu może dokładnie opisać, czego aktualnie najbardziej potrzebuje i w jaki sposób możemy im pomóc. – Możemy pomóc nawet jeśli mamy puste portfele. Może się przecież okazać, że placówka, która działa w naszej miejscowości, potrzebuje koców, kołder, czy ręczników. Czasem wystarczy przewietrzyć nasze szafy. Może my nie potrzebujemy rzeczy, które dla innych okazałyby się niezbędne — zwraca uwagę Monika Dąbrowska. Oferować możemy także swój czas. Wiele schronisk potrzebuje silnych rąk do pomocy. Ale to nie wszystko. W ramach pierwszego filaru każde ze schronisk publikuje zdjęcie jednego zwierzaka, które najpilniej potrzebuje domu. To automatycznie zwiększa szansę na jego adopcję. Kudłate randki online Druga odsłona akcji...

Czytaj dalej
Agnieszka Smoczyńska
fot. Zuza Krajewska/ Warsaw Creatives

Agnieszka Smoczyńska: „Im jestem starsza, tym bardziej ufam swojej intuicji”

O swoim pierwszym anglojęzycznym filmie, pracy na planie serialu Netfliksa i o tym, że boi się horrorów, opowiada Agnieszka Smoczyńska, twórczyni m.in. „Córek dancingu” i „Fugi”.
Wika Kwiatkowska
19.05.2020

Agnieszka Smoczyńska nie utożsamia się z tzw. kobiecym kinem, ale podziwia filmy Agnieszki Holland, Jane Campion i Agnès Vardy. Walczy ze szklanym sufitem w branży filmowej, dlatego wzięła udział w milczącym marszu 82 aktorek i reżyserek w Cannes. Zresztą kobiety otaczały ją od dziecka – jej mama ma siedem sióstr. Wierzy w kobiecą intuicję i to, co jej się przyśni... Wika Kwiatkowska: W „Fudze”, twoim ostatnim filmie, dużą rolę odgrywają senne wspomnienia, wyobrażenia. Sny są dla ciebie ważne? Agnieszka Smoczyńska:  Bardzo, od dziecka. Zawsze je analizowałam. Spisuję je. W domu dużo rozmawiamy o tym, co nam się śni. A w pracy bardzo lubię ten moment, kiedy wchodzę na poziom snu – takiego śnienia filmu. Kiedy ogarniam i buduję film, już nie tylko na poziomie rozumowym, ale też podświadomym. Zwykle to się dzieje tuż przed zdjęciami. Chociaż sam proces uruchamia się we mnie już na etapie researchu do filmu, gdy czytam artykuły, oglądam zdjęcia, określone miejsca. A zamyka się dopiero jakiś rok, dwa po zakończeniu zdjęć. W ogóle różne nieoczywiste, wynikające z naszej podświadomości rzeczy są dla mnie bardzo ważne.  Myślisz, że łatwiej ci zaufać intuicji, bo jesteś kobietą? To, co czułam podświadomie, było dla mnie zawsze ważniejsze i bliższe niż to, co wykoncypowałam. Jeżeli nie wiedziałam, błądziłam, pytałam i byłam niepewna, to dlatego, że wiedziałam, że potrzebna jest ta intuicja. Im jestem starsza, tym bardziej jej ufam. I staram się nawiązać z nią głębszy kontakt. Ale jest mnóstwo twórców mężczyzn, którzy ufają intuicji. Mówią o tym, idą za tym, co podświadome. Więc na pewno nie dotyczy to tylko kobiet. Aczkolwiek w moim wypadku intuicja zawsze była bardzo ważna, podążałam za nią.  Jaki masz stosunek do...

Czytaj dalej
Lęk w pandemii
Unsplash

„Nie chcę wracać do pracy po lockdownie. Chcę zostać w domu”. Czy to normalne?

Wszyscy baliśmy się zamknięcia podczas pandemii, a teraz nie chcemy powrotu do „normalnego życia”. Dlaczego? Bo — jak przekonują psycholodzy — znowu musimy wyjść z naszej strefy komfortu. A to nie jest łatwe dla nikogo.
Sylwia Arlak
18.05.2020

Kiedy zaczął się lockdown i ogólnonarodowa kwarantanna, czuliśmy się w naszych domach jak w więzieniu. Marzyliśmy o wyjściu do restauracji, wizycie u fryzjera i nawet o powrocie do pracy. „Nie mogę doczekać się, aż to wszystko się skończy” — mówiliśmy. Do czasu. Dzisiaj, kiedy faktycznie zniesiono dużą część ograniczeń, zaczynamy czuć strach przed wyjściem z domu i powrotem do dawnej rzeczywistości. Lęk: naturalna reakcja na zmianę Wiele z nas musi znowu zamienić Zooma na kontakty twarzą w twarz, a domowe pielesze na open space i kawę. Znów widzimy perspektywę rozdzielenia pracy i domu – i zamiast się tym cieszyć, jesteśmy przerażone. Ale niezależnie od tego, czy odczuwasz lęk przed powrotem do pracy, odesłaniem dzieci do szkoły czy zwyczajnym wyjściem z domu, po raz pierwszy od wielu tygodni, wiedz — nie jesteś w tym lęku sama. „Okoliczności, w jakich ostatnio się znaleźliśmy, stały się dla nas nową normą. Zniesienie ograniczeń spowoduje więc duże zmiany w życiu i relacjach większości ludzi” — tłumaczy coach Rebecca Lockwood w rozmowie z brytyjskim „The Stylist”. Jak dodaje ekspertka, lęk, którego wszyscy doświadczamy, jest całkowicie normalną reakcją na zmianę. Jesteśmy tylko ludźmi i jak to ludzie, lubimy rutynę.  „Większość osób woli pozostać w swojej strefie komfortu. To dla nas bezpieczne miejsce. Kiedy zaczynamy z niej wychodzić, pojawia się uczucie niepewności, niepokoju i przytłoczenia. Wszyscy tego doświadczaliśmy na początku lockdownu, a teraz czujemy po raz kolejny, kiedy wychodzimy z domów” — mówi Lockwood. Wszyscy czujemy to samo Podobnie wypowiada się Dominique Antiglio, ekspertka w dziedzinie sofrologii (technika relaksacji stosowana w celu zmniejszenia stresu i lęku) w klinice BeSophro. Jak mówi,...

Czytaj dalej