Autor „Lolity” i jego Przytulanka. O miłości Władimira Nabokowa i jego żony Wiery
Fot. Forum

Autor „Lolity” i jego Przytulanka. O miłości Władimira Nabokowa i jego żony Wiery

Pisał do żony: „Moja Przytulanko, Bajko, Komarku Długonogi”. Zdradzał ją, choć była najważniejsza w jego życiu – o związku Wiery i Władimira Nabokowów.
Marta Strzelecka
29.01.2021

Przez ponad pół wieku on tworzył historie, ona je redagowała. On napisał „Lolitę”, jedną z najsłynniejszych powieści XX wieku, ona uratowała rękopis przez spaleniem. On odbierał setki listów, ona na nie odpisywała. On tworzył o niej piękne zdania, ona, pytana o męża, uśmiechała się. Wiera i Władimir Nabokowowie byli najszczęśliwszą literacką parą na świecie. Zazwyczaj.

Mówił do niej: „Moje Drogie Życie, Bajko, Radości moja, Komarku Długonogi, Słodkie Stworzenie, Duszko, Duszeńko Bezcenna, Delikatny Komarzeńku, Wytęskniony Rajski Ptaszku”. Słowotwórstwo w tej dziedzinie nie miało końca, niemal każdy list Władimira do Wiery zaczyna się innym powitaniem. Była w centrum jego świata. „Bez powietrza, które cię otacza, nie jestem w stanie myśleć, pisać, ani w ogóle niczego robić”, pisał. I starał się ją bawić, kiedy byli od siebie daleko, czasem miesiącami: „No to dobranoc, mój Słodki Skunksiku. Nigdy nie zgadniesz (całuję cię), co właściwie teraz całuję”.

Jak dobrze się znają: Małgorzata Foremniak i jej córka, Ola Jędruszczak?

Nabokow: lubił sery, wina i dobre ubrania

Jeśli całował zdjęcie Wiery, widział na nim twarz o alabastrowej cerze, platynowe włosy, spokojne spojrzenie. Dostrzegał w nim mądrość, wyrozumienie, ale też charakter – jak sam mówił – pełen „ostrych kątów”, „nieprzypiłowanych kantów”, które potrafiły ranić. Bez poetyckich określeń można powiedzieć, że bywała uparta, zamknięta w sobie. Ale musiała być też bardzo wytrwała, by znosić jego obsesyjne pisanie, ciągnące się tygodniami nieobecności, egocentryzm. „Była platynową blondynką, kiedy ją poznałem, nie zajęło mi dużo czasu zamienienie jej w siwą kobietę” – powiadał. Wiera chwaliła się, że zaczęła siwieć, kiedy miała 25 lat, a po czterdziestce miała już białe włosy.

Urodziła się w 1902 r. w Petersburgu w żydowskiej rodzinie jako Slonim. Protestowała, kiedy pisano o niej, że jest z rodziny rosyjskich arystokratów, podkreślała swoje żydowskie pochodzenie. Nie skończyła studiów jako jedyna spośród trzech sióstr, za to dobrze znała kilka języków, była sprawną stenotypistką, literatura była jej pasją. Rodzina Slonimów po rewolucji bolszewickiej wyemigrowała do Berlina, gdzie ojciec Wiery, Evsei, publikował tłumaczenia literatury zachodniej na rosyjski i odwrotnie. A Wiera pracowała w jego wydawnictwie jako tłumaczka.

Władimir, starszy od niej o trzy lata, dorastał z czworgiem rodzeństwa i rodzicami niedaleko Petersburga w posiadłości z dużym zespołem służby. Wyrósł na dandysa – ze swoim upodobaniem do kolekcjonowania motyli, uwielbieniem dla najlepszych serów, wina, dobrze skrojonych ubrań. W jednym z wywiadów wspominał: „Nie zapomnę zapachu świeżo zerwanych kwiatów, starannie ułożonych w wazonach, kiedy zbiegam po schodach do salonu z moją siatką na motyle”. Mógł wyjechać do Cambridge i podjąć studia na wydziale literatury w Trinity College dzięki temu, że matka sprzedała najwartościowszy spośród swoich sznurów pereł. Cała ich rodzina musiała wyemigrować z Rosji po rewolucji bolszewickiej (ojciec Władimira, działacz Partii Kadetów, po rewolucji bolszewickiej został uznany za wroga ludu). Przenieśli się do Anglii, potem do Berlina.

Nabokow i jego 30 miłości

Zatem po raz pierwszy Wiera i Władimir wpadli na siebie właśnie w Berlinie, w pewien rześki majowy wieczór w 1923 r., podczas balu środowiska emigracyjnego. Ona podobno miała na sobie długą, prostą, jasną suknię spływającą wokół jej smukłego ciała jak jedwab, choć materiał był znacznie tańszy. Włosy krótkie, zaczesane do tyłu. A na twarzy czarną kocią maskę. Tuż po tym, jak się przedstawiła, wyrecytowała jeden z jego wczesnych wierszy – był już wtedy znanym wśród emigracji poetą i tłumaczem. Kiedy się poznali, sporo o nim wiedziała – z opowieści wspólnych znajomych, plotek, ale też z jego wierszy, które ukazywały się w czasopismach literackich. Miała przekonanie, że jest najbardziej utalentowanym żyjącym rosyjskim autorem. Że lubi się zakochiwać. I że kompletnie nie radzi sobie z organizacją codzienności, płaceniem rachunków, wypełnianiem dokumentów, praktycznym planowaniem wydatków. 24-letni wtedy Nabokow – wysoki, o dużych ciemnych oczach, śniadej cerze – istotnie miał powodzenie u kobiet. Na początku znajomości sporządził dla Wiery listę swoich poprzednich miłości; było ich około trzydziestu. O życiu uczuciowym Wiery przed spotkaniem Władimira wiemy niewiele.

Nabokow młodzi
Wiera i Władimir Nabokow, w 1923 roku, niedługo po tym, jak się poznali. Fot. Magnum Photos

Ich wspólne szczęście

I ta różnica w ich wspólnej historii nie zmieniła się nigdy: ona jest wycofana, milcząca, a on buduje wokół siebie legendy, o ich życiu opowiada w anegdotach. Z jego prywatnej korespondencji można ułożyć powieść o miłości do żony, Wiera wszystkie listy do męża spaliła. On broni bajkowości ich relacji, opisując wszystkie chwile – i dobre, i złe – pięknymi słowami, ona woli nie mówić niczego niż koloryzować.

„Raj, podejrzewam, jest raczej nudny – pisał do niej. – Ale jeśli już dzieje się tam coś ciekawego, dostrzegamy to tu, na ziemi. Wiedziałaś na przykład, że w raju nie można palić, jednak aniołowie czasem nie potrafią się oprzeć, chowają papierosy w rękawach i wyrzucają je szybko, kiedy archanioł nadchodzi. Właśnie wtedy wydaje nam się, że widzimy spadającą gwiazdę”. Tworzył dla niej tego rodzaju opowieści, abstrakcyjne i zabawne, ale w pierwszych listach był też po prostu zakochany: „Moja Radości, kiedy zamieszkamy razem w pięknym miejscu, z widokiem na góry, ze szczekającym psem za oknem? Potrzebuję tak niewiele: pióra, flakonu z atramentem, smugi światła słonecznego na podłodze – no i Ciebie. A to ostatnie to wcale nie jest niewiele”.

Nie wiadomo, kiedy się oświadczył. Żadne z nich nigdy publicznie nie powiedziało, jak długo byli zaręczeni. Wiadomo tylko, że zanim uwierzył w ich wspólne szczęście, musiał zapomnieć o swojej poprzedniej miłości – zaręczyny z pierwszą narzeczoną zostały zerwane, bo jej rodzice oczekiwali, że Władimir znajdzie – jak to określili – porządną pracę. Wytrzymał za biurkiem w banku trzy godziny. Na pierwszym spotkaniu z Wierą wciąż miał złamane serce. Niedługo później wyjechał do Francji, żeby pracować na farmie, z nadzieją, że dzięki temu uda mu się zapomnieć o rozstaniu z narzeczoną (i żałobie po ojcu, który zginął w zamachu w 1922 r. podczas politycznego wiecu).

Napisał dwa pożegnalne listy do byłej miłości. W tym samym czasie stworzył wiersz o spotkaniu z tajemniczą kobietą w masce na jednym z berlińskich mostów, pod drzewami kasztanowca. Opublikował go w czasopiśmie, które czytała. Miesiąc później dostała pierwszy list: „(...) jestem tak nieprzyzwyczajony do bycia rozumianym, że w pierwszych minutach naszego spotkania pomyślałem: to jest żart, jakaś sztuczka. Ale potem... Są rzeczy, o których trudno mówić, bo słowami można z nich strącić cudowny pył”.

Małżeństwo albo śmierć

Zaczęło się jednak od słów, jak większość wielkich miłości. Władimir nie przestawał pisać do Wiery o tym, że nie wstydzi się przy niej opisywać prostych radości. A najbardziej lubił ją rozśmieszać. Na początku ich znajomości, kiedy przebywał z rodziną w Pradze, w dniu śmierci Lenina, 21 stycznia 1924 r., po przeczytaniu porannej gazety napisał: „Coś się wydarzyło (tylko się nie złość!). Nie pamiętam (na miłość boską, nie złość się!), nie mogę sobie przypomnieć (obiecaj, że się nie zdenerwujesz), nie pamiętam twojego numeru telefonu”.

Ślub wzięli w ratuszu dzielnicy Charlottenburg-Wilmersdorf 15 kwietnia 1925 r. Nie zostały po tej ceremonii zdjęcia, nie wiadomo, jaką suknię miała panna młoda i czy pan młody założył krawat, czy muszkę. Świadkami było dwoje dalekich znajomych – tych, którzy właśnie tego dnia mogli pojawić się w urzędzie. Państwo młodzi o tym, że są po ślubie, rodzinę Wiery poinformowali przy obiedzie. Po wymianie kilku towarzyskich anegdot panna młoda powiedziała: „Och, zapomniałabym: pobraliśmy się dziś rano”. Matka Nabokowa dowiedziała się o ślubie dopiero w maju, kiedy odwiedziła ich w Berlinie. Nawet wzniosły zazwyczaj Władimir wspomina tę ceremonię chłodno, bez żartów.

„Byliśmy nieprawdopodobnie biedni, ojciec Wiery zbankrutował, moja owdowiała matka też nie żyła dostatnio, a ja i moja młoda żona wynajmowaliśmy ciemne pokoje w Berlinie Zachodnim”. Wiele lat później w jednym z wywiadów opowiadał, że mógł mieć obawy jako młody chłopak, czy jego wybór zostanie zrozumiany przez najbliższych przyjaciół. Ich małżeństwo rzeczywiście zaskoczyło środowisko emigracyjne – nikt nie spodziewał się, że Władimir po swojej bujnej romansowej przeszłości tak szybko będzie chciał się ożenić, niewielu też potrafiło zrozumieć, że za mąż wyszła trudna, surowa Wiera. Popularna stała się plotka o tym, jak ona zakrada się do pokoju Nabokowa, przystawia mu pistolet do piersi i grozi: „Albo małżeństwo, albo śmierć”.

Nabokow szachy
Wieczór przy szachach, w domu, w miasteczku Ithaka. Fot. Getty Images

Ckliwe wyznania i motyle

Rzadko się rozstawali. Pierwsza z takich sytuacji miała miejsce w 1926 r., kiedy Wiera wyjechała na dwa miesiące do sanatorium. Zostawiła wtedy mężowi bukiet róż, pudełko cukierków i bloczek z ponumerowanymi kartkami, żeby pisał na nich do niej codziennie. Robił to bardzo sumiennie, wysłał ok. 50 listów. „Moja Przytulanko, chyba jestem jedynym Rosjaninem w Berlinie, który pisze do swojej żony każdego dnia”. Kiedy nie chciał przesadzać z mnożeniem ckliwych wyznań, rysował dla niej motyle. Dokładnie odwzorowywał kolory, kształty skrzydeł, rozłożenie na nich plamek.

Podpisywał zazwyczaj: „Dla Wiery od VN” i dodawał nazwę gatunku. Jasne było – nie tylko dla nich zresztą – że „VN” znaczy Vladimir Nabokow (w takiej wersji widniało jego nazwisko na oryginalnych wydaniach), choć były to również inicjały Wiery (czyli Véry). Te dwie litery na stałe związały się z pisarzem właśnie dzięki jego żonie: w rozmowach z dziennikarzami i wydawcami nazywała Władimira „VN”, tymi literami kończyła listy, które pisała w jego imieniu. Była nie tylko jego intelektualną partnerką i muzą, również redaktorką, tłumaczką, agentką, szoferem, pierwszą czytelniczką, często też nadawała jego prozie ostateczny kształt.

Dwa razy uchroniła rękopis „Lolity” przed spaleniem – Władimir wrzucał skończoną powieść w ognisko, które rozpalał w ogrodzie. Nawet jego wypowiedzi w wywiadach były współtworzone przez nią (Nabokow nigdy nie udzielał prasie wywiadu, nie znając wcześniej pytań). Dzięki żonie jeszcze przed swoim wielkim amerykańskim sukcesem w połowie lat 50. był pisarzem – marką. Tak silną, że słabła przy tym rola ojca, męża, człowieka rodzinnego.

Ich jedyny syn, Dmitri, urodził się blisko dziewięć lat po tym, jak się poznali. Wieści o tym były jeszcze bardziej zaskakujące niż o ich ślubie, niewiele osób wiedziało o ciąży. Wiera nie przestała pracować, wciąż zajmowała się prowadzeniem spraw męża, dawała lekcje rosyjskiego. Miesiąc po narodzinach syna znów była przy maszynie do pisania, by odpowiadać na listy przychodzące do Władimira, wyjaśniać jego milczenie tuż przed narodzinami syna i po nich.

Ukochana Pani domu

Żyli wtedy skromnie, cieszyli się spacerami po berlińskich parkach, wycieczkami w góry, wspólnymi połowami motyli. On mówił, że najszczęśliwsze dni jego życia to te, w których udało mu się odkryć i nazwać nowy gatunek owada. „Stawałem się wtedy ojcem chrzestnym, naprawdę opisywałem świat”. Wiera, jeśli miała wcześniej ambicje opisywania świata w literaturze, porzuciła je. Zostawiła sobie pracę tłumaczki, redaktorki, menedżerki, pani domu. Kiedy on podróżował na spotkania autorskie i pisał do żony o atrakcyjnych towarzyskich sytuacjach (choćby o spotkaniu z Jamesem Joyce'em), ona dbała o spokój domu, do którego miał wrócić. „Kocham cię i... nie ma na świecie siły, która mogłaby odebrać albo zepsuć choćby ułamek tej miłości”, pisał z podróży. Jego oddanie żonie, zapisane w tych listach, nigdy nie straciło na sile. Ale flirtował z innymi kobietami, zapewniając je, również w listach, o kilkunastu latach bezchmurnego szczęścia z Wierą.

Była repliką Wiery sprzed lat

Irinę Guadanini, młodą rosyjską poetkę, poznał w Paryżu. Była repliką Wiery sprzed lat. Ta sama fryzura, to samo głębokie spojrzenie i ten sam sposób na zauroczenie: cytowała z pamięci jego wiersze. Była bardzo inteligentna, bawiła się słowami. Nie był to dyskretny romans, mówiło o nim całe środowisko. Wiera miała prawo dowiedzieć się o nim szybko. Tym bardziej że Władimir nie przestał pisać do kochanki – między innymi o tym, jak ciężko być łajdakiem. Kiedy Wiera zapytała o romans wprost, Władimir odpowiedział: „Kochanie, wszystkie Iriny świata są bezsilne wobec miłości do ciebie”. Guadanini okazała się jednak na tyle silna, że Wiera zaczęła się obwiniać: że mąż mógł poczuć się odrzucony, bo zajmowała się głównie dzieckiem i że dom nie był dla niego atrakcyjny, bo nie żyli dostatnio. Musiała przy tym doskonale czuć się w masce spokoju, bo on pisał do Iriny: „Jej uśmiech mnie zabija. Przekonuje samą siebie i mnie (bez słów), że jesteś halucynacją”.

Zaczął rozmawiać z żoną o romansie dopiero w sytuacji bez wyjścia. Irina pojawiła się w Cannes, gdzie Nabokowowie spędzali wakacje. I nie tylko w Cannes – również w domu, w którym mieszkali. Spotkanie żony z kochanką, poza ostrą, pełną żaru wymianą zdań, wywołało też spokojną radę Wiery dla męża: „Nigdy nie zostawiaj tego, co kochasz”. To zdanie okazało się zbyt słabe, by przerwać romans natychmiast. Ale Władimir pisał odtąd do Iriny rzadziej, by w końcu przerwać korespondencję i związek. Opowiadał potem żonie, że dzień wyznania romansu był najgorszym w jego życiu, obok dnia śmierci ojca. I dodawał: „Lata mijają, Najdroższa, ale nikt nie pozna tajemnicy tego, co wiemy Ty i ja”.

Tajemnicę ich relacji bardzo racjonalnie opisywali studenci Nabokowa na Uniwersytecie Cornell w stanie Nowy Jork, gdzie kilka lat później wykładał europejską literaturę. Wiera zawsze była obecna podczas tych wykładów, przedstawiała się jako jego asystentka. „Żadnych rozmów, palenia, czytania gazet, spania i – na Boga – notujcie!”, powtarzał Nabokow, a jego żona podobno trzymała w torebce rewolwer, by grozić, kiedy studenci nie przestrzegali tych zasad.

„Pani Nabokow była obecna podczas wykładów, by przypominać nam, że mamy do czynienia z wielkim pisarzem” – tłumaczył jeden ze studentów. „Nabokow cierpiał na chorobę serca – żona była potrzebna, by w odpowiedniej chwili podać mu lekarstwo” – opowiadał inny. „To nie była jego żona, ale matka”, mówili. Wymienili też całą listę przyziemnych (choć nie z punktu widzenia Nabokowa) powodów: „Miał alergię na pył kredowy i nie lubił swojego charakteru pisma. Była jego encyklopedią, nie pamiętał, co mówił podczas wykładów, musiała zatem notować, by wiedział, o co pytać na egzaminach; słabo widział; była potrzebna jako żywy dowód, że miał fanklub; była brzuchomówczynią i tak naprawdę to ona wykładała”. Na pewno zaś pomagała w stawianiu ocen, podpisywaniu indeksów, przypominaniu mężowi o tym, jakie nazwisko studenta z jaką twarzą należy kojarzyć.

W Ithace, małym uniwersyteckim miasteczku, po raz pierwszy zatrzymali się na dłużej i razem. Prowadzili spokojne życie, którego rytm wyznaczały wykłady, spotkania ze znajomymi, codzienna praca Władimira nad książkami, a Wiery nad ich redakcją, wydawaniem, promocją. W ogródku przy piętrowym domu po raz pierwszy pielęgnowała kwiaty, opiekowali się syjamskim kotem właścicieli willi (Nabokow mówił do kota po rosyjsku), otaczały ich wzgórza, lasy i jeziora – doskonałe tereny na połowy motyli. Kiedykolwiek Władimir zauważył podczas spaceru nowy gatunek, zostawiał go i biegł do domu z siatką, by zawołać Wierę. Radość odkrycia czegoś nowego z nią była dużo większa niż zadowolenie z odkryć w samotności.

Lolita zmieniła wszystko

W 1955 r., kiedy ukazała się„Lolita”, w ich życiu zmieniło się wszystko. W latach 60. był już pewnie najpopularniejszym żyjącym pisarzem – nie tylko w Europie, również w Stanach Zjednoczonych. W 1959 r. po raz pierwszy stał się bohaterem dużego tekstu w magazynie „Life”, pojawił się na okładkach tygodników „Newsweek” (1962) i „Time” (1969), w rubrykach towarzyskich występował obok gwiazd filmowych. A Wiera uśmiechała się do zdjęć w wieczorowych sukniach, patrząc czasem na młodsze kobiety, które zawsze były w pobliżu.

Żeby uciec od tej amerykańskiej sławy, w 1961 r. zamieszkali w hotelu Montreux Palace w Szwajcarii. „Mieszkanie w hotelu to bardzo praktyczna sprawa – mówił w telewizyjnym wywiadzie. – Eliminuje kwestię prywatnej własności, daje porządek i to, co cenię najbardziej: poczucie wolności”. O tej wolności Nabokowa hotelowy barman, który znał pisarza, tak opowiadał w dokumencie BBC: „On szedł sobie na połowy motyli, na tenis... A ona zostawała przy biurku”. Redagowała, przepisywała jego rękopisy, prowadziła korespondencję. I nie przestała pracować w ten sposób, kiedy Władimir zmarł w 1977 r. Do końca życia zajmowała się jego pracą, nie kolekcjonowała motyli. „Żaden połów bez niego nie jest wielki”, powiedziała swojej biografce i było to jedno z najcieplejszych zdań, jakie wypowiedziała o swoim mężu publicznie.

Cytaty pochodzą z książek: „Letters to Vera. Vladimir Nabokov", Olga Voronina, Brian Boyd (Penguin Classics) oraz „Vera (Mrs. Vladimir Nabokov)", Stacey Schiff (The Modern Library)

***

Materiał ukazał się w „Urodzie Życia” 3/2016

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
singer alma
Magnum Photo/Photo Power

To była wyjątkowa miłość! Geniusz, Issac Bashevis Singer i jego żona Alma

Przeżyli razem ponad pół wieku. Ona zostawiła dla niego męża i dzieci, kochała go, wierzyła w jego geniusz – o Isaacu Bashevisie Singerze i jego żonie Almie pisze Agata Tuszyńska.
Agata Tuszyńska
07.07.2020

Podobno wciąż powtarzał, że należałoby się rozwodzić po 15 latach małżeństwa, jeżeli chce się coś wiedzieć o miłości i seksie. Ale w swoim życiu miał tylko jedną żonę. Isaac Bashevis Singer, autor słynnego „Sztukmistrza z Lublina” i laureat literackiej Nagrody Nobla urodził się w 1902 roku w Leoncinie na Mazowszu, w rodzinie chasydów. Przed wojną pracował jako nauczyciel hebrajskiego, korektor, zadebiutował też jako pisarz. W 1935 roku wyemigrował do USA. Dwa lata później spotkał Almę Haimann-Wasserman, emigrantkę żydowską, pochodzącą z Monachium. Często mówił o sobie: „ do pasa jestem aniołem, od pasa w dół diabłem”. Nigdy nie ukrywał, że najtrudniejsze wydawało mu się zawsze przestrzeganie szóstego przykazania. W jego twórczości jeden krok dzielił synagogę od seksu. Był pierwszym żydowskim pisarzem, który opisywał całego człowieka, cielesnego. Żydowski casanowa miał niezwykłe powodzenie w Warszawie, gdzie spędził młodość . Mimo rudych włosów, krzywo wiązanego krawata, rozsznurowanych butów i braku pieniędzy. Opuścił swój najważniejszy adres, ulicę Krochmalną, jako trzydziestolatek. Był wtedy autorem jednej książki po żydowsku, „Szatanaz Goraju”, i ojcem syna, z którego matką, Runią, komunistką, nigdy się na dłużej nie związał. W 1937 roku, dwa lata po przyjeździe do Ameryki, Isaac Bashevis Singer spotkał swoją przyszłą żonę, Almę Haimann, Żydówkę rodem z Monachium. To jedyne jego oficjalne małżeństwo przetrwało aż do jego śmierci. Spędzili wspólnie ponad pół wieku. Isaac Bashevis Singer: „Spotkanie z Almą to był znak losu” „Alma jest wspaniałą kobietą – mówił o żonie – ale za bardzo praktyczną. Każdego ranka po przebudzeniu informuje mnie, o ile wzrosła cena...

Czytaj dalej
newton
PAP/DPA

„Miłość? To tylko kilka liter”. Wielki fotograf,  Helmut Newton i jego jedyna miłość: June

Mówił, że w życiu liczą się seks i dobra zabawa. Ale to nieprawda. Dla niego liczyła się fotografia, a zaraz po niej... żona. June i Helmut Newton spędzili razem 56 lat. Szczęśliwych!
Dorota Szuszkiewicz
25.10.2020

13 listopada do kin wejdzie  film „Piękno i bestia” o legendarnym fotografie mody Helmucie Newtonie. W dokumencie opowiadają o nim jego gwiazdy i modelki m.in. Catherine Deneuve, Claudia Schiffer, Grace Jones, Isabella Rossellini. Newton lubił seksualizować swoje modelki, ale nawet rozebrane czy w kajdankach nie wyglądały na ofiary. Były piękne i silne. Taka też była jego żona – June. Ale kiedy się w niej zakochał, od razu zaznaczył, że fotografia będzie jego pierwszą miłością. Ona może być drugą. I że nie znosi odpowiedzialności. I myśli tylko o sobie. Jak to możliwe, że spędzili razem szczęśliwych 56 lat? Helmut Newton urodził się w 1920 w Berlinie, jako Helmut Neustädter, w bogatej żydowskiej rodzinie. Mieszkał w 10-pokojowym apartamencie otoczony liczną służbą i kolejnymi opiekunkami. Matka stroiła go jak lalkę – w piękne ubrania z miękkiego aksamitu – i strzygła na pazia. Kiedy poszedł do szkoły, stał się obiektem kpin kolegów. Z powodu zbyt dziewczyńskiego wyglądu, ale też dlatego, że jako jedyny przyjeżdżał do szkoły samochodem z własnym szoferem. W wieku 12 lat za trzy i pół marki kieszonkowego kupił pierwszy aparat fotograficzny. W wieku 16 lat porzucił szkołę i zaczął praktykę u znanej berlińskiej fotograficzki mody Elsy Neuländer-Simon – Yvy. Dziewictwo stracił jako 14-latek i od tej pory seks i fotografia stały się sensem jego życia. Z Berlina, uciekając przed hitlerowcami, wyjechał w 1938 roku do Singapuru. Rodzice popłynęli kilka miesięcy później do Ameryki Południowej. Ojca już nigdy nie zobaczył, Neustädter senior zmarł wkrótce po opuszczeniu Niemiec. Żyć jak w Hollywood W Singapurze Helmut był, jak wspomina, żigolakiem. Miał 18 lat, wdał się w romans z 34-letnią rozwódką Josette Fabien, właścicielką agencji reklamowej. Pomogła mu...

Czytaj dalej
Ida Nowakowska o rodzicach
Iga Maćkiewicz

Ida Nowakowska o rodzicach: „Czuję, że tata wciąż ma mnie na oku”

Jurorka „Dance, dance, dance” jest córką słynnego pisarza, Marka Nowakowskiego. „Kiedy umarł, to był dla mnie koniec świata” – mówi.
Marzena Rogalska
05.09.2019

Ida Nowakowska jest znakomitą, świetnie wykształconą tancerką, udowodniła swoją wiedzę też jako jurorka w show „Dance, dance dance”, a teraz potwierdza swój talent jako prowadząca „Pytanie na śniadanie”. Ale w „Urodzie Życia” Ida Nowakowska opowiada Marzenie Rogalskiej przede wszystkim o relacji z ojcem – Markiem Nowakowskim, nieżyjącym już wybitnym pisarzem, opozycjonistą z czasów PRL, legendą. Posłuchajcie jej opowieści: Najwcześniejsze dzieciństwo Mama urodziła mnie, kiedy była dojrzałą kobietą. Mieszkała w USA, gdzie odniosła sukces – pracowała dla „New York Timesa”, robiła grafiki dla największych firm amerykańskich, studiowała reżyserię i miała praktyki w CNBC TV. Rodzice spotkali się w Paryżu i zakochali. Tata przyjeżdżał do Nowego Jorku. Kiedy skończył się komunizm, tata przywiózł mamę do Polski. Wychowywałam się w Ameryce, Paryżu i Polsce.  Od początku rodzice wszędzie mnie ze sobą zabierali, nosili mnie w koszyku czy torbie, gdzie tylko się dało, na wystawy, do opery. Mama obserwowała uważnie, co mi się podoba, a potem pozwalała mi się rozwijać w tych kierunkach. Uczyłam się gry na pianinie, gimnastyki artystycznej, jeździłam na łyżwach, nartach, ale moją pasją stał się taniec. Mama dbała o to, żebym była pewna siebie i odważna, ale robiła to niezwykle mądrze. Potrafiła mnie krytykować bez piętnowania, uczyła wiary w siebie, ale też, żeby ta wiara była pokorna. Ja w ogóle wychowałam się w wierzącym domu, za co jestem wdzięczna moim rodzicom. Wychowano mnie w wierze, że jest coś większego niż my, że trzeba zawsze ciężko pracować, ale też zachować dystans.  Moje dzieciństwo to także Paryż, do którego chętnie zabierała mnie mama, mieszkał tam i tworzył mój wujek, słynny malarz Jan Lebenstein. Był wybitną postacią i...

Czytaj dalej
pilch
Mieszko Stanisławski/REPORTER

Jerzy Pilch: „Wszystko dalej potoczy się bez nas”. Pisarz zmarł w wieku 67 lat

Jeden z najważniejszych polskich pisarzy, Jerzy Pilch nie żyje. Gdy z nim rozmawialiśmy, był jeszcze pełen nadziei, choć już bardzo ciężko chory.
Marta Strzelecka
29.05.2020

Zmarł Jerzy Pilch. Jeden z największych współczesnych polskich pisarzy, autor takich książek, jak ‚Spis cudzołożnic”, „Pod Mocnym Aniołem”, „Moje pierwsze samobójstwo”, „Marsz Polonia”. W końcu 1999 roku, na przełomie  wieku w „Tygodniku Powszechnym" opublikował listę 10 słów „mojego życia, a raczej moich słów". Te najważniejsze słowa dla Jerzego Pilcha to: dom, nałóg, dotyk, pismo, dzwon, trawa, światło, matka, skrzydła, koniec.   Kilkanaście lat później w rozmowie z „Urodą Życia” mówił o relacjach i uczuciach: „Przekonanie, że dla miłości zrobiłoby się absolutnie wszystko, może być złudne, jednak warto dostać szansę, żeby to sprawdzić. Warto zaryzykować”. W ostatnich latach niechętnie udzielał wywiadów. Niechętnie nazywał swoją chorobę. Ale mówił i pisał o przebytej operacji mózgu, o tym, że pod obojczykiem ma wszczepioną baterię, że utracił na jakiś czas mowę, miał problemy z pisaniem i typowe objawy choroby Parkinsona. Podkreślał, że ta nazwa medyczna brzmi dla niego zbyt złowrogo. Bohater jego książki „Zuza albo czas oddalenia” (Wydawnictwo Literackie, 2015) choruje na Parkinsona, żyje sam i tęskni za miłością. Zakochuje się w młodej prostytutce, wspomina swoje poprzednie związki, ale dopiero ten wydaje mu się największą szansą na spełnienie i szczęście. Marta Strzelecka: Dlaczego w pana opowieści o zakochaniu jest tak dużo tęsknoty? Jerzy Pilch: Wydaje mi się, że za mało. Gdyby dopisywały mi siły i zdrowie, napisałbym nie sto, lecz kilkaset stron lodowatego monologu miłosnego pełnego tęsknoty. Niewystarczająco dużo jest tych emocji w zachwycie dojrzałego, chorego mężczyzny nad młodą, wolną, piękną kobietą? Aż nadto. Zastanawiam...

Czytaj dalej