Jack Nicholson i Anjelica Huston: zdradzał ją, upokarzał, przepraszał, wracał – wybaczała mu 17 lat
Getty Images

Jack Nicholson i Anjelica Huston: zdradzał ją, upokarzał, przepraszał, wracał – wybaczała mu 17 lat

Ona – młoda i piękna córka słynnego reżysera, on – łamacz serc i żywa legenda kina.
Magdalena Żakowska
21.09.2020

Osobno byli wielcy, razem stworzyli legendę. Anjelica Huston i Jack Nicholson pokochali się w najbardziej nieromantycznym miejscu i czasie – w latach 70. w Hollywood miłość zdarzała się tylko w kinie, a rewolucja seksualna wymazała ze słowników słowo wierność.

Wczesne lata 80. Zima w Aspen, amerykańskim kurorcie narciarskim, w którym spotykało się w tamtym czasie całe Los Angeles. Producent Bruce Paltrow przybył z córką Gwyneth. Podczas śniadania w hotelowej restauracji posadzono ją obok Anjeliki Huston. Dziewczynka wyglądała na zdenerwowaną. „Co się stało, kochanie” – zapytała aktorka. „On mnie przeraża” – szepnęła jej na ucho 11-letnia Gwyneth Paltrow, wskazując na siedzącego obok Jacka Nicholsona. „Nie przejmuj się. Mnie też”.

Nazwisko Anjeliki Huston powinno znaleźć się w Księdze Rekordów Guinnessa. Żadna kobieta przed nią, ani żadna po niej nie wytrzymała z Jackiem Nicholsonem nawet połowy tego czasu co ona. O jego zdradach wiedziała od początku. Płakała, robiła mu awantury, odchodziła od niego, wracała. A on zdradzał, przyłapany przepraszał, zapewniał, że kocha, ale nie obiecywał poprawy. Wytrwali tak 17 lat, od 1973 do 1990 r. Oboje długo zbierali się po rozstaniu. Jack spotykał się później m.in. z Kate Moss, Sharon Stone i Drew Barrymore, a aktorka Rebecca Broussard urodziła mu dwójkę dzieci. Ale żadnej z tych relacji nie traktował poważnie. Dziś jest po osiemdziesiątce i mieszka samotnie. Anjelica szukała pocieszenia w ramionach gwiazdy „Love Story” Ryana O'Neala. Odeszła od niego po tym, jak brutalnie ją pobił. W 1992 r. poślubiła rzeźbiarza Roberta Grahama, który zmarł w 2008 r.

Anjelica wychowała się w Londynie. Jej słynny ojciec – John Huston, reżyser „Sokoła maltańskiego” (1941) i „Nocy iguany” (1964) – należał do tego samego gatunku mężczyzn co Nicholson. Zdobywał i porzucał kobiety ze wzorową regularnością. Tak było też z matką Anjeliki, włoską primabaleriną Enriką Somą. Anjelica zbliżyła się do ojca dopiero w wieku 18 lat, po śmierci matki. Ale zanim przeniosła się do niego do Los Angeles, obejrzała w londyńskim kinie Jacka Nicholsona w filmie „Easy Rider” (1969). Trzy razy. Bo oczywiście natychmiast się w nim zakochała.

Wczesne lata 70. to był złoty wiek Los Angeles. W najlepsze trwała rewolucja seksualna, wielki obyczajowy eksperyment, który po kilku latach miał się hucznie zakończyć procesem Romana Polańskiego. Anjelica Huston wspomina ten czas z nieukrywaną nostalgią.

„Los Angeles było wtedy małym miastem. Z jednej strony wydawało się niezwykle ekskluzywne, a z drugiej – prowincjonalne. Na Rodeo Drive był duży sklep Giorgio Armaniego, a nad nim elegancki bar. Mężowie pili w nim espresso, podczas gdy ich żony piętro niżej wybierały sukienki koktajlowe na wieczorną imprezę”. 20-letnia Anjelica zamieszkała z macochą Cici, bo jej ojciec kończył właśnie w Nowym Jorku zdjęcia do „Człowieka Mackintosha” z Paulem Newmanem. Czas spędzały na zakupach. Podczas jednej z takich wypraw na Bulwarze Zachodzącego Słońca spotkały przyjaciółkę Cici, która zaproponowała, że zabierze je wieczorem na imprezę do Jacka Nicholsona.

„Pożyczyłam od Cici wieczorową suknię – czarną, długą, z głębokim dekoltem na plecach. Nicholson mieszkał przy Mulholland Drive. Samochód wił się w górę krętej alei. Kiedy wreszcie tam dojechałyśmy, poczułam się jak na szczycie świata. »Dobry wieczór, drogie panie – powiedział, stojąc w progu. – Mam na imię Jack i cieszę się, że was widzę«. Zapamiętam tę chwilę do końca życia – był wczesny, ciepły, kwietniowy wieczór. Słońce chyliło się ku zachodowi. A on uśmiechnął się do mnie tym swoim zabójczym uśmiechem. Wtedy zakochałam się w nim po raz drugi”.

Tańczyli kilka godzin, w końcu zapytał ją, czy zostanie na noc. Spytała o zdanie macochę, a ta odpowiedziała z rozbrajającą szczerością „Żartujesz ! Oczywiście, że zostań! Nad czym tu się zastanawiać”. Kiedy obudziła się rano, nie było go w sypialni. Ubrała się i zeszła do salonu, ale on nawet na nią nie spojrzał. „Umówiłem się z kumplem na bule, zamówiłem ci taksówkę” – usłyszała. Kiedy podjechała pod dom, Cici czekała na nią w drzwiach. Była oburzona tym, jak Nicholson potraktował jej pasierbicę, córkę wielkiego Johna Hustona. „Więcej się z nim nie umówisz” – krzyknęła, ale po chwili dodała: „Chyba że po ciebie przyjedzie i sam odwiezie cię później do domu”.

Minęło kilka dni, zanim zadzwonił. Dla niej – wieczność. Zaproponował kolację. „Dobrze, ale musisz po mnie przyjechać i odwieźć później do domu”. Zaśmiał się głośno do słuchawki, ale przystał na te warunki. Była już ubrana i umalowana, kiedy zadzwonił odwołać spotkanie. Wypadło mu coś ważnego. Była załamana, ale żeby uciec przed podłym nastrojem, umówiła się z przyjaciółmi. Poszli do modnej Old World Café, gdzie wieczorami zbierały się największe gwiazdy Hollywood. „Byłaś umówiona z Nicholsonem, prawda” – zapytał podczas kolacji jeden z przyjaciół. „Tak, ale wypadło mu coś ważnego”. „Coś ważnego? Właśnie usiadł z tym czymś na końcu sali” – odpowiedział. Anjelica odwróciła się i zobaczyła Jacka z piękną młodą dziewczyną. Ją też od razu poznała – to była Michelle Phillips, wokalistka zespołu Mamas and Papas. Poczuła się upokorzona, ale nie dała tego po sobie poznać. Spokojnie podeszła do ich stolika. Na jej widok po twarzy Nicholsona przebiegł cień, ale już za chwilę szeroko się uśmiechnął. Miała ochotę wylać mu na twarz kieliszek wina, który trzymała w dłoni, ale zamiast tego odwzajemniła uśmiech. „Co za spotkanie! Nie będę wam przeszkadzać, podeszłam tylko się przywitać”. Potem już całe ich wspólne życie pełne było podobnych upokorzeń.

Jack Nicholson i Anjelica Huston
Getty Images

Przez pierwsze kilka miesięcy wysyłał jej sprzeczne sygnały. Z jednej strony zaproponował, żeby się do niego wprowadziła, na co ochoczo przystała. Z drugiej – zaproponował, żeby zwolnili tempo i dali sobie więcej wolności. Ciągle wymyślał dla niej nowe przezwiska – „Fab” (od fabulous – wspaniała), „Toot” (jak trąbienie), „Mine” (jak moja), „Pal” (kumpel). Nienawidziła tych przezwisk. Nie chciała być jego kumplem. Chciała być miłością jego życia.

Byli parą od roku, kiedy Jack poleciał do Nowego Jorku na koncert Carole King. Następnego dnia w gazetach ukazało się jego zdjęcie – siedział podczas koncertu na podłodze, a między jego nogami, w jego czułych objęciach siedziała… Joni Mitchell. Anjelica płakała dwa dni. „To stara znajoma” – rzucił po powrocie, wywracając oczami.

Nie znosił, gdy płakała, chociaż co chwila dawał jej ku temu powody. Kiedy leciała do Londynu na zdjęcia do miesięcznika „Vogue” (zanim zaczęła karierę aktorską, była modelką), odwiózł ją na lotnisko, przytulił, pocałował i wyszeptał do ucha, że bardzo ją kocha. Kiedy wylądowała w Londynie, dowiedziała się, że noc spędził z jej najbliższą przyjaciółką, modelką Apollonią van Ravenstein. Zadzwoniła do niego, szlochając i licząc po cichu, że to nieprawda. „Daj spokój, przecież ona jest beznadziejna. Ten seks to był z mojej strony akt miłosierdzia” – usłyszała. Zresztą często zdarzało się, że znajdowała w ich sypialni fragmenty nie swojej garderoby, a raz spotkała nawet na ulicy kobietę, która miała na sobie jej własny płaszcz. W 1974 r. podczas festiwalu filmowego w Cannes podjechała do nich na skuterze śliczna młoda Francuzka i ostentacyjnie olewając partnerkę, Nicholsona zapytała, czy może zabrać go na przejażdżkę. „Oczywiście” – odpowiedział, uśmiechając się diabelsko, i… zostawił Anjelicę samą na ulicy.

Jack Nicholson i Anjelica Huston
Getty Images

Dlaczego zgadzała się na takie traktowanie? Dlaczego nie zostawiła go wtedy, kiedy dowiedziała się o pierwszej, trzeciej czy dziesiątej zdradzie? Dlaczego nie odeszła, kiedy powiedział jej, że nigdy się z nią nie ożeni (i w tym samym momencie wręczył jej kluczyki do czerwonego mercedesa, którego – zdenerwowana – rozbiła tego samego dnia)? Być może nie wierzyła w istnienie wiernych mężczyzn. Była w końcu córką jednego z największych podrywaczy w Hollywood. W Beverly Hills otaczali ją niemal wyłącznie bogaci, zepsuci playboye. A Jack zdradzał, ale wracał. I wciąż na nowo powtarzał, że ją kocha. Mijały lata, mijały kolejne kochanki, a oni wciąż trwali.

Zagrali razem w „Honorze Prizzich” (1985), a za kamerą stanął ojciec Anjeliki. Film okazał się wielkim sukcesem. Oboje zdobyli Oscary. Dla Jacka była to tylko kolejna wygrana, dla niej – początek aktorskiej kariery. Stała się na chwilę niemal tak sławna jak on. To mu się nie spodobało. „Oscar dodał mi pewności siebie. Nie zgadzałam się już tak łatwo na to, jak mnie traktował. Któregoś wieczoru, kiedy w restauracji po raz setny podrywał w mojej obecności inną kobietę, po prostu wstałam i wyszłam. Wtedy pierwszy raz dotarło do mnie, że istnieje szansa, że mogłabym przeżyć bez niego”. Bardzo chciała mieć dziecko, ale okazało się, że jest bezpłodna.

Jack Nicholson i Anjelica Huston
Getty Images

Kiedy Jack poinformował ją, że w ciążę zaszła jedna z jego kochanek, o 12 lat młodsza od Anjeliki aktorka Rebecca Broussard, zdecydowała, że to koniec. Chciała odejść po cichu, z klasą. Po prostu spakowała się i wyniosła z jego życia. Ale dosłownie kilka dni później w kioskach ukazał się „Playboy”, w którym jakaś modelka opowiadała ze szczegółami o swoich miłosnych zabawach z Nicholsonem: „W łóżku lubił dawać mi klapsy rakietą tenisową”. Anjelica nie wytrzymała. Wróciła do jego domu i po prostu go zbiła. Okładała go pięściami najmocniej, jak mogła. Za wszystko, za te 17 lat, które znosiła, licząc, że warto, bo on dorośnie. Nie bronił się. Kiedy skończyła, odwróciła się i wyszła. Tym razem już na zawsze.

Na Boże Narodzenie dostała od niego ostatni prezent – naszyjnik wysadzany diamentami i perłami, który Frank Sinatra dał kiedyś swojej żonie Avie Gardner. „Perły od twojej świni” – napisał na załączonej karteczce.

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
Arthur Miller Marilyn Monroe
26 czerwca 1959 r. Nowy Jork. Marilyn Monroe i Arthur Miller w drodze ze szpitala po poronieniu ciąży. Fot. East News

Tak pięknie niedobrani! Marilyn Monroe i mężczyzna jej życia

Marilyn Monroe całe życie próbowała pokazać, że jest kimś więcej niż tylko blondynką. Ale nawet wtedy, kiedy poślubiła nagrodzonego Pulitzerem Arthura Millera, świat nie chciał brać jej poważnie.
Magdalena Żakowska
03.06.2020

Pisali o nich: „tytan intelektu i bogini seksu”, „mistrz i afrodyta”, „moralny guru i naiwna blondynka”. Ale żadna z tych etykietek nie oddawała tego, jacy byli naprawdę. Dziś, kiedy wszystkie tajemnice Marilyn Monroe zostały już odkryte i sprzedane na aukcjach za miliony dolarów, wiemy, że jej życie niemal od początku naznaczone było traumą , że przez wiele lat odważnie z nią walczyła, a tragedia, która ją spotkała była nierozłącznie związana z jej kobiecością.  Molestowanie, 13 aborcji i „Ulisses” Marilyn Monroe cierpiała na endometriozę, niezwykle bolesną chorobę kobiecą, na którą do dziś nie ma skutecznego lekarstwa. To właśnie choroba była pierwszym powodem dla którego zaczęła przyjmować środki przeciwbólowe, które ostatecznie ją zabiły. Kobiecość nie kojarzyła jej się z niczym przyjemnym – ból związany z endometriozą nasila się podczas miesiączki i stosunku seksualnego.  A jakie cechy uczyniły z niej „tę” Marilyn Monroe? Po pierwsze łatwość skracania dystansu w relacjach z mężczyznami – na zdjęciach bez żenady uwieszała się na szyjach kolejnych mężczyzn, często zupełnie przypadkowych. Po drugie karykaturalny wręcz seksapil, który wiązał się z nieustanną potrzebą podkreślania atrybutów kobiecości – jej sukienki zawsze były o numer za małe. Po trzecie dziecinny głosik, naiwność i towarzysząca jej przez całe życie potrzeba posiadania starszego mężczyzny, który się nią zaopiekuje i obroni przed światem. Takim obrońcą miał być silny i wysportowany bejsbolista Joe DiMaggio, a potem największy erudyta i moralny rugu epoki, Arthur Miller. Wszystkie te cechy Marilyn Monroe to podręcznikowe symptomy wykorzystywania seksualnego w dzieciństwie. To, co stało się jej znakiem rozpoznawczym, wynikało tak...

Czytaj dalej
Judy Garland i Sid Luft
Getty Image

Ta miłość wyniosła Judy Garland na sam szczyt i ściągnęła na dno

Skandale, aborcje, pigułki, przemoc i krótkie chwile szczęścia.
Magdalena Żakowska
03.01.2020

To jedna z najsmutniejszych historii miłosnych Hollywood. Zaczyna się aborcją, a kończy skandalem. Dużo w  niej przemocy, promili i pigułek. Trudno uwierzyć, że małżeństwo z Sidem Luftem przyniosło Judy Garland kilka najszczęśliwszych lat życia i zrobiło z niej artystkę. Nie połączyła ich miłość od pierwszego wejrzenia ani do grobowej deski. W ciągu 13 lat małżeństwa Judy Garland i Sid Luft zdradzali się, odchodzili od siebie i wracali. On, hazardzista i pijak, roztrwonił cały jej majątek. Ona, uzależniona od leków i  narkotyków, kilkanaście razy próbowała odebrać sobie życie, z czego dwukrotnie poderżnęła sobie gardło, a raz zapadła w śpiączkę z powodu przedawkowania leków nasennych. Podczas procesu rozwodowego ona zeznała, że ją bił, a on, że większość ich małżeństwa przespała na prochach. Ale już następnego dnia po rozwodzie wybaczyli sobie wszystko. Do końca życia pozostali najbliższymi przyjaciółmi, a  wspólnie spędzone lata zgodnie zaliczali do najszczęśliwszych. Jeśli spojrzeć na życie Judy Garland z perspektywy czasu, trudno nie przyznać im racji. Jej największe sukcesy – broadwayowskie koncerty, za które otrzymała nagrodę Tony, film „Narodziny gwiazdy”, za który zdobyła nominację do Oscara, legendarny występ w Carnegie Hall – nie udałyby się bez udziału Sida Lufta. To dzięki niemu stała się gwiazdą porównywaną z Frankiem Sinatrą. Ale żeby zrozumieć, dlaczego tak trudny związek był jednocześnie najbardziej udanym w życiu Judy Garland, trzeba wiedzieć, przez co przeszła wcześniej. O całym życiu Judy Garland zdecydowała jej matka Chociaż była jedną z najjaśniejszych gwiazd swoich czasów, jej życie bardziej przypominało koszmar niż spełnienie hollywoodzkiego snu. Karierę zaczynała w czasach, kiedy amerykańską...

Czytaj dalej
Agnieszka Osiecka i Marek Hłasko
east news

To była artystyczna miłość! Historia Agnieszki Osieckiej i Marka Hłaski

Poetkę i pisarza łączyło niebywałe uczucie.
Sylwia Niemczyk
02.02.2019

Poznali się na przełomie 1956 i 1957 r. Agnieszka Osiecka – studentka reżyserii w łódzkiej filmówce, wschodząca gwiazda STS-u. Hłasko – 24-letni pisarz, już wtedy sławny autor zbioru opowiadań „Pierwszy krok w chmurach”. Oboje piękni i niegrzeczni. Ona nieprzeciętnie inteligentna i wyjątkowo jak na tamte czasy wyzwolona. Zawsze flirtowała z kilkoma chłopakami naraz. Panienka z Saskiej Kępy.   Brylowała w towarzystwie o wiele starszych od siebie literatów i filmowców. Miała skłonność do łamania serc i do efektownych puent. I jedne, i drugie kolekcjonowała z równym zapałem. Pod szklanym blatem w biurku zbierała zdjęcia zdobytych mężczyzn. Wojciech Frykowski, Andrzej Jarecki, Daniel Passent, Jeremi Przybora i wielu, wielu innych. „Hłasko był proletariackim księciem, którego mi zazdrościły koleżanki – tak go zaklasyfikowała w swojej kolekcji. – Twarz rozgrymaszonego bachora, figura cowboya, ręce Madonny. Wyższy był od naszego pokolenia o pół głowy”.   On wychowany na Powiślu, edukację zakończył na poziomie podstawówki, od 16. roku życia pracował fizycznie jako robotnik na budowie i szofer. Zbuntowany i gniewny. Łudząco podobny do Jamesa Deana, na którego się zresztą robił. „Pisanie – mówił – jest tak wspaniałe, jak chlanie”. O jego nocnych wybrykach krążyły legendy, które sam podkręcał. W Kameralnej pojawiał się zwykle dopiero po północy – latem w szoferskiej skórze, zimą w swoim słynnym białym kożuchu. Wszyscy cisnęli się wtedy do baru, żeby choć się o niego otrzeć. Bo odezwać się do Hłaski było nie lada odwagą. Kto się odezwał głupio – dostawał w zęby.   Agnieszka Osiecka leczyła rany Marka po wcześniejszym związku Oboje komponowali swoje życie...

Czytaj dalej