Iza Kuna: Porozmawiajmy o menopauzie
Iza Kuna. Fot. @iza_kuna

Iza Kuna: Porozmawiajmy o menopauzie

Nieważne, ile razy usłyszałabym dziś, że jestem wspaniała, piękna, sexy. I tak patrzę na siebie w lustrze i widzę, że się zmieniam. Starość jest źle wymyślona – mówi Iza Kuna.
Magdalena Żakowska
25.10.2020

25 listopada skończy 50 lat. Ale nie usłyszycie od niej: „Wiek to tylko liczba, nie ma dla mnie znaczenia”, albo „Nie czuję się, jak pięćdziesiątka”. Otwarcie i szczerze mówi o tym, jak zmienia się jej ciało, podejście do życia i dlaczego tak ważne jest, abyśmy się wspierały i wymieniały swoje doświadczenia na każdym etapie życia. A przy okazji pokazuje, że życie nie kończy się wraz z menopauzą. Iza Kuna gra dziś więcej niż kiedykolwiek – w kinie, serialach i teatrze. A już wiosną ukaże się jej nowa książka!

Magdalena Żakowska: I znowu lockdown. Właśnie odwołano premierę „Listów do M. 4”, w których grasz, zamykają się teatry i kolejne plany filmowe. Jak się czuje w tym wszystkim aktorka?

Iza Kuna: Tak, jak każdy – walczę o przetrwanie i próbuję odnaleźć się w tej nowej sytuacji. Spektakle, w których gram zostały odwołane – zarówno „Wstyd” w Teatrze Współczesnym, jak i „Ludzie inteligentni”, których gramy w Małej Warszawie. Na planach filmowych trwa walka, żeby pomimo pandemii pracować. Udało nam się skończyć „Nieobecnych”, dzisiaj byłam na zdjęciach do serialu „Lepsza połowa”, ale w każdej chwili możemy mieć przerwę. „Polot” wszedł właśnie do kin, ale bez oficjalnej premiery.

Ale przede wszystkim jestem mamą chłopca, który się uczy, córki, która się uczy i  partnerką lekarza, który w pandemii pracuje w szpitalu jednoimiennym i wykonuje dużo ważniejszą pracę niż ja (Marek Modzelewski – przyp. red.) , wreszcie nauczycielką, bo wykładam w warszawskiej Akademii Teatralnej. Dużo rzeczy do ogarnięcia.

Jak dobrze się znają: Małgorzata Foremniak i jej córka, Ola Jędruszczak?

Pięćdziesiątka – magiczna granica

Jak się motywujesz?

Staram się robić to, czego w normalnej sytuacji bym nie zrobiła. Zapisałam się na kurs angielskiego i francuskiego, pracuję nad drugą częścią „Klary”, w grudniu mam zamiar zacząć pisać dwa nowe projekty. Zrobiłam doktorat i chcę się dalej uczyć. Ale dużo planów mi się posypało. Planowałam na przykład zorganizować dużą imprezę urodzinową, bo zbliża się moja pięćdziesiątka, ale w związku z obostrzeniami nie mogę. Może to i lepiej. Może dzięki temu jakoś mniej te urodziny będę przeżywała. 

Iza Kuna Maciej Musiałowski w Polocie
Iza Kuna i Maciej Musiałowski w filmie „Polot”. Od 23 października w kinach. Fot. materiały prasowe

Tak przeżywasz pięćdziesiątkę?

No  pewnie. Przygotowuję się do niej od dziesięciu lat. Kiedy skończyłam 40 lat, starsza koleżanka aktorka powiedziała mi „Do pięćdziesięciu lat żyjesz. Potem cię nie ma”. I coś w tym jest. Nie odziedziczyłam genu długowieczności, więc wiem, że ponad połowa życia już za mną. Teoretycznie to dobry moment, żeby zająć się swoją duchowością, ale jestem jeszcze za bardzo tym wszystkim przejęta, więc skupiam się na realiach.

Wyznaczam sobie zatem cele i może już nie podobam się trzydziestolatkom, ale chociaż czterdziestolatkom?! (śmiech) Przyglądam się sobie i nie poddaję się. Poza tym, mamy pandemię, moje plany w każdej chwili mogą się posypać. Do tej pory miałam poczucie, że mam kontrolę nad swoim życiem, dziś już nie. 

Martwi cię to?

Paradoksalnie nie. To w jakimś sensie uwalniające uczucie. Mogę zrobić tylko tyle, ile jest możliwe w ramach sytuacji, w której się wszyscy znaleźliśmy. 

Z okazji Światowego Dnia Menopauzy opublikowałaś na Instagramie bardzo osobisty post. „Nasza mama przestała patrzeć w lustro w wieku 48 lat, ponieważ skończyło się dla niej życie, zaczęła być stara” piszesz między innymi. 

Nie wiem, czy to był ten moment, w którym przechodziła menopauzę, ale 48 lat to była ta jej granica, za którą stała  starość.

To smutne, że rozmawiamy z naszymi mamami o naszej pierwszej miesiączce, a nie rozmawiamy o ich ostatniej. To wciąż wstydliwy temat.

Z naszymi mamami, mam wrażenie, w ogóle mało rozmawiałyśmy o sprawach intymnych. Mówię o swoim pokoleniu, ale też przyglądam się młodym ludziom i nie mam wrażenia, że jest o wiele lepiej. O mojej miesiączce opowiedziałam koleżance w szkole, ona mnie wprowadziła w ten „wstydliwy temat”. Wstydziłam się okresu, wstydziłam się dojrzewania, wstydziłam się, że na ramionach mam piegi.

Nie przypominam sobie też, żeby nasze mamy rozmawiały ze sobą o swoich „dolegliwościach”, a byłam często obecna przy kawkach i herbatkach. Pamiętam doskonale moją mamę, jej koleżanki,  moje ciocie w wieku, w którym prawdopodobnie przechodziły menopauzę. Ale to były czasy, kiedy kobieta pięćdziesięcioletnia była po prostu stara. Myślę, że moja mama tak o sobie myślała.

Starość jest źle wymyślona

Nagle zaczynasz się zmieniać, marszczyć, kurczyć, nagle opadasz z sił albo jest ci  gorąco, męczysz się, kiedy wchodzisz po schodach, to dla każdej z nich musiał być szok. Na szczęście czasy się zmieniają. Zatrzymujemy młodość na ile się da, ale też myślimy o sobie lepiej, wspieramy się, dzielimy swoimi doświadczeniami, bo jak wiadomo, nie ma nic lepszego niż koleżanka w takiej samej sytuacji. 

Iza Kuna Polot
Iza Kuna w filmie „Polot”. Już w kinach. Fot. materiały prasowe

„Mam kołatania serca i cierpię na bezsenność” – piszesz.

Kobieta może być lepiej lub gorzej przygotowana na zmiany, które zachodzą w jej ciele – pierwszą miesiączkę, ciąże, menopauzę. Może te zmiany przechodzić lepiej lub gorzej. Ale nie ma takiego magicznego lekarstwa, które jest w stanie dać ci poczucie, że jesteś wspaniała mimo tego, że się starzejesz. Starość jest po prostu źle wymyślona. Nie podoba mi się i nic nie jest mi w tej sprawie w stanie nic pomóc. Niezależnie od tego, ile razy usłyszałabym dziś, że jestem wspaniała, piękna, sexy, to ja wiem, jak jest naprawdę. Patrzę na siebie w lustrze i widzę siebie. Widzę, że się zmieniam.  

Czy twój Marek staje na wysokości zadania?

Tak. Marek jest lekarzem, wstaje bardzo wcześnie do pracy, a ponieważ mało śpię, to wstaję razem z nim. Siadamy w kuchni, pijemy kawę, gadamy o głupotach, kręcimy filmiki na Instagram [do obejrzenia na profilu Izy Kuny: @iza_kuna]. Marek na fotelu, ja na wersalce i mówi: „No, opowiadaj!”.  (śmiech) Powiedział mi ostatnio, że jest ze mnie dumny, że tak mi się ciągle chce, że chcę się uczyć, rozwijać i osiągać więcej. Wzruszyłam się, że to docenił, że w ogóle to zauważył. Strasznie go lubię i chciałabym się z nim zestarzeć. Jesteśmy do siebie w sumie dość podobni. Pochodzimy z podobnych domów, jesteśmy ambitni, chcemy więcej, a jednocześnie zawsze spotykają nas po drodze jakieś przeszkody. Bardzo mnie wspiera i daje mi poczucie pewności siebie. Wiem, że jestem szczupła, zadbana, mam ładną cerę, ale wiem też, że degradacja mojego ciała jest nieunikniona. Ciężko się na to zgodzić. Dlatego tym bardziej uwagi Marka, że pięknie wyglądam są mi potrzebne, nawet jeśli są na wyrost (śmiech). 

Mało rozmawiamy między sobą o tym etapie naszego życia.

Mało. A czasem bardzo potrzebujemy usłyszeć: „miałam tak samo”. Przeraża mnie ten nasz dzisiejszy kult zdobywania świata, pokazywania, że jesteśmy młodsi, lepsi, ładniejsi, dowcipniejsi, fajniejsi niż jesteśmy, kłamania, jak jesteśmy szczęśliwi.  Brakuje mi szczerych rozmów o tym, jak się wszyscy czujemy naprawdę. Z mężczyznami też. Oni przeżywają starość inaczej, ale cierpią tak jak my – łysieją, tyją, piją, nie śpią. Gdybyśmy o tym więcej rozmawiali, łatwiej byłoby nam to wszystko przyjąć i znieść. Dawalibyśmy sobie zgodę na to, że czujemy się gorzej, albo na to, że pomagamy sobie lekami, terapią, czym kto woli.  Ja na przykład wspomagam się lekami w walce z bezsennością. Nie stosuję diet, ale kiedy jednego dnia się najem,  to następnego dnia prawie nic nie jem. Bo metabolizm z wiekiem siada. Prymitywna metoda,  wiem, ale mi pomaga.

Słyszę, co mówisz, ale nie widzę tych zmagań, jak na ciebie patrzę – nie wyglądasz na pięćdziesiąt lat, tylko znacznie młodziej, jesteś super szczupła, zadbana i aktywna. 

Nie masz świadomości, ile to kosztuje. Nie jesteśmy przygotowane na to, że z wiekiem pracy nad sobą jest coraz więcej i coraz gorsze ta praca przynosi rezultaty. Codziennie rano ćwiczę, uważam z jedzeniem, nie jem mięsa, nie piję alkoholu. Ponieważ  mam wąską sukienkę w spektaklu, to na dwa dni przed wyjściem na scenę muszę sobie darować kolacje. Wyglądam, tak jak wyglądam, bo ciężko na to pracuję. Dbam o siebie, mam to po mamie. Ona zawsze się bardzo pięknie ubierała i bardzo dużo chodziła, nie uznawała komunikacji miejskiej, tylko szybki marsz, wszędzie. 

Iza Kuna „Polot”
Iza Kuna w filmie „Polot”. Już w kinach. Fot. materiały prasowe

Menopauza to całkiem nowy rozdział?

To czas na to, żeby zacząć nowe życie albo polubić stare. Ja mam poczucie, że dla mnie jest już za późno, żeby zacząć życie od nowa. Dlatego polubiłam stare.

A gdybyś jednak mogła, to co?

Jeszcze w wieku 30 lat myślałam o tym, żeby zacząć studia prawnicze i zostać adwokatką, ale byłam za bardzo zajęta romansami. Dziś wolałabym raczej zostać psychoterapeutką. Interesuje mnie neurologia, psychologia, psychiatria. Myślę o tym na poważnie, ale na studia medyczne jest już dla mnie za późno. Myślisz, że ludzie zaufaliby wesołej staruszce? Pozostaje mi więc polubić stare życie, poświęcić sobie więcej uwagi, być dla siebie czulszą i w najbliższym czasie zdać egzamin z angielskiego. 

Tym bardziej że dzieci dorastają, opuszczają dom i mamy więcej przestrzeni dla samych siebie.

Kiedy moja córka, dziś 24-letnia, wyprowadziła się z domu, myślałam, że życie się dla mnie skończyło. Jakoś to przeszłam, bo mam jeszcze 11-letniego syna, ale z niepokojem myślę o tym momencie, kiedy i on stanie się dorosły. To bardzo trudny czas dla każdej kobiety: kończy ci się okres i bycie matką jednocześnie. Dwa ważne aspekty kobiecości. Dlatego inwestuję w siebie, żeby mieć siły na rozpieszczanie wnuków (śmiech).

W „Polocie” grasz matkę głównego bohatera, która po latach wychowywania dziecka wraca do swojej pasji – latania. 

To przykład kobiety, która potrafi odciąć pępowinę. A jednocześnie się nie poddaje, realizuje swoje pasje. Nie poświęca się ponad miarę, myśli o sobie, szanuje siebie i swoje potrzeby. Chciałabym być taka, jak ona. 

Na to jest jeszcze szansa. Nawet po pięćdziesiątce.

I tego się trzymam. Będę miała gabinet psychoterapii, będę pisała książki i seriale i będę witała gości w progu. Z cienkim papieroskiem i dobrym słowem: „Wchodźcie, wchodźcie, nie ściągajcie butów!”.

Od 23 października Izę Kunę możecie oglądać w kinach w filmie „Polot” w reżyserii Michała Wnuka.

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
Magda Umer w „Urodzie Życia”
Yaroslaw Bilokon

Magda Umer o miłościach i przyjaźni z Zuzanną Łapicką w nowej „Urodzie Życia”

Zobacz film z sesji okładkowej z Magdą Umer
Sylwia Niemczyk
10.07.2019

 Była urodzoną dyplomatką, starała się łączyć i  nie ranić ludzi. No i miała nadzwyczajne poczucie humoru.” – tak o zmarłej w grudniu 2018 r. Zuzannie Łapickiej mówi jej wieloletnia przyjaciółka, Magda Umer. Piosenkarka w wywiadzie dla „Urody Życia” opowiada o ostatnich miesiącach zmarłej na raka przyjaciółki:  „Zuzia nie miała w  sobie genu depresji. Nawet w ostatnim stadium raka mówiła: „Ja nie mam żadnej depresji, ja po prostu mam tylko raka trzustki”. Potrafiła wykorzystać każdy dzień z życia po diagnozie. Wycisnąć z  niego wszystko, co było można. Do końca. Pożegnała się z  życiem w zachwycający sposób.” Cały wywiad z Magdą Umer w „Urodzie Życia” 8/2019  Kliknij w okładkę i kup wersję online:

Czytaj dalej
maciag aga
Robert Wolański

„Menopauza to dla kobiety złoty czas” — przekonuje Agnieszka Maciąg

To nie menopauza jest przyczyną chorób i złego samopoczucia. Jak pisze Maciąg w swojej książce „Menopauza. Podróż do esencji kobiecości” — to czas radości i wielkiej przemiany, któremu nie muszą towarzyszyć przykre dolegliwości fizyczne.
Sylwia Arlak
06.08.2020

Często mówimy o menopauzie, jako o „końcu kobiecości”. Boimy się jej, przygotowując się na najgorsze: wahania nastrojów, problemy ze snem, obniżone libido, zły stan zdrowia. Joginka, autorka książek, Agnieszka Maciąg rozprawia się z tymi mitami w swojej najnowszej książce „Menopauza. Podróż do esencji kobiecości”. Menopauza to czas przemiany duchowej „Zgodnie z podejściem ajurwedyjskim menopauza to dla kobiety »złoty czas«. Początek promiennego okresu mądrości i łaski. Jeśli zdołamy weń wkroczyć z odpowiednim nastawieniem, będzie to dla nas etap pełen nie tylko spokoju i zdrowia, ale również rozwoju i radości. Może nas odnowić, odświeżyć, odrodzić i... odmłodzić” — przekonuje Maciąg. Autorka podkreśla, że w czasie menopauzy nasze ciało ma do wykonania potężną transformację, ale jak zauważa — nie po raz pierwszy. Dzieciństwo, okres dojrzewania, ciąża, połóg, comiesięczna menstruacja — całe nasze życie podlega nieustannych przemianom. A nasze ciało poddawane jest wyzwaniom. „Dostrzegamy to dopiero z dystansu, który daje nam właśnie menopauza. Ona przygotowuje nas do okresu stabilności i uwolnienia od dotychczasowych wyzwań” — pisze Agnieszka Maciąg. Z punktu widzenia ajurwedy („matki” medycyny indyjskiej) menopauza to czas przemiany duchowej, której nie muszą towarzyszyć przykre dolegliwości fizyczne. „To nie menopauza jest przyczyną chorób i złego samopoczucia. Kobieta „pracuje” na nie we wcześniejszych latach życia, a podczas menopauzy jedynie doświadcza konsekwencji szkodliwych nawyków” — podkreśla autorka. Objawy menopauzy to nad sygnał, że musimy zwrócić większą uwagę na swoje zdrowie. „Jeśli nie dbałaś o siebie po przekroczeniu trzydziestki,...

Czytaj dalej
Jolanta Kosowska, pisarka
archiwum prywatne

„Tutaj ufa się lekarzom, a pacjentów się szanuje” – mówi polska lekarka mieszkająca w Niemczech

Po 14 latach pracy w Niemczech mogę powiedzieć, że tutaj zaufanie do lekarzy jest bardzo duże, ale ono nie powstało samo z siebie. Było budowane latami, mówi Jolanta Kosowska, lekarka, autorka książki „W piekle pandemii”
Sylwia Niemczyk
11.09.2020

Kiedy wiosną świat stanął na głowie, najważniejsze stało się zaufanie do lekarzy, czego przykładem mogą być Niemcy. Ale ono nigdy nie powstaje z dnia na dzień, musi być budowane latami”, mówi Jolanta Kosowska, lekarka pracująca w Dreźnie i autorka powieści obyczajowych, z których ostatnia to „W piekle pandemii”  (wyd. Novae Res). Sylwia Niemczyk: Jak wyglądał początek pandemii w Niemczech? Jolanta Kosowska: Pamiętam to dokładnie, bo jeszcze w przeddzień lockdownu pojechałam do Pillnitz obejrzeć słynną drezdeńską kamelię. Każdego roku na przełomie zimy i wiosny licząca sobie ok. 250 lat kamelia pokrywa się tysiącami kwiatów. Dla drezdeńczyków jest symbolem nadchodzącej wiosny. Wszyscy chcą się na nią napatrzeć, nacieszyć się nią, tam zawsze są tłumy. Pojechałam z koleżanką – i w całym kompleksie parkowo-zamkowym byłyśmy tylko we dwie. To było bardzo dziwne: ta pustka w parkowych alejkach. Dzień później pojawiły się pierwsze ograniczenia, a potem, tak jak w Polsce, ludzie z dnia na dzień zamknęli się na wiele tygodni w domach. Być może byłam jedną z ostatnich osób, które widziały tego roku kwitnącą drezdeńską kamelię. Ale poza ograniczeniami w Niemczech pojawiły się błyskawicznie wytyczne, które dawały poczucie może nie bezpieczeństwa, ale pewnej nadziei, że będzie dobrze, że to wszystko uda się opanować. W naszej przychodni lekarze wychodzili po pacjenta na zewnątrz budynku, przyprowadzali go prosto do gabinetu, po wizycie odprowadzali do drzwi. Pacjenci zaczęli zakładać w poradni maski i myć ręce środkiem dezynfekującym. Pandemia wdarła się w naszą codzienność. Dzisiaj już nikt na to nie zwraca uwagi, szybko się przyzwyczailiśmy, ale w marcu wiele rzeczy było zaskakujących i nowych. Tytuł pani powieści brzmi „W piekle pandemii”....

Czytaj dalej