To była wyjątkowa miłość! Geniusz, Issac Bashevis Singer i jego żona Alma
Magnum Photo/Photo Power

To była wyjątkowa miłość! Geniusz, Issac Bashevis Singer i jego żona Alma

Przeżyli razem ponad pół wieku. Ona zostawiła dla niego męża i dzieci, kochała go, wierzyła w jego geniusz – o Isaacu Bashevisie Singerze i jego żonie Almie pisze Agata Tuszyńska.
Agata Tuszyńska
07.07.2020

Podobno wciąż powtarzał, że należałoby się rozwodzić po 15 latach małżeństwa, jeżeli chce się coś wiedzieć o miłości i seksie. Ale w swoim życiu miał tylko jedną żonę. Isaac Bashevis Singer, autor słynnego „Sztukmistrza z Lublina” i laureat literackiej Nagrody Nobla urodził się w 1902 roku w Leoncinie na Mazowszu, w rodzinie chasydów. Przed wojną pracował jako nauczyciel hebrajskiego, korektor, zadebiutował też jako pisarz. W 1935 roku wyemigrował do USA. Dwa lata później spotkał Almę Haimann-Wasserman, emigrantkę żydowską, pochodzącą z Monachium.

Często mówił o sobie: „do pasa jestem aniołem, od pasa w dół diabłem”. Nigdy nie ukrywał, że najtrudniejsze wydawało mu się zawsze przestrzeganie szóstego przykazania. W jego twórczości jeden krok dzielił synagogę od seksu. Był pierwszym żydowskim pisarzem, który opisywał całego człowieka, cielesnego. Żydowski casanowa miał niezwykłe powodzenie w Warszawie, gdzie spędził młodość. Mimo rudych włosów, krzywo wiązanego krawata, rozsznurowanych butów i braku pieniędzy. Opuścił swój najważniejszy adres, ulicę Krochmalną, jako trzydziestolatek. Był wtedy autorem jednej książki po żydowsku, „Szatanaz Goraju”, i ojcem syna, z którego matką, Runią, komunistką, nigdy się na dłużej nie związał.

W 1937 roku, dwa lata po przyjeździe do Ameryki, Isaac Bashevis Singer spotkał swoją przyszłą żonę, Almę Haimann, Żydówkę rodem z Monachium. To jedyne jego oficjalne małżeństwo przetrwało aż do jego śmierci. Spędzili wspólnie ponad pół wieku.

Isaac Bashevis Singer: „Spotkanie z Almą to był znak losu”

„Alma jest wspaniałą kobietą – mówił o żonie – ale za bardzo praktyczną. Każdego ranka po przebudzeniu informuje mnie, o ile wzrosła cena białego sera w porównaniu z poprzednimi latami”. Mówi się, że poza żoną nie miał żadnych bliskich przyjaciół. Kiedy go pytano, czy kiedykolwiek myślał rozwodzie, odpowiadał: „Wiele razy myślałem, żeby ją zabić, ale nigdy, żeby się rozwieść”.

Poznali się na letnisku w górach Catskills, gdzie wielu nowojorskich Żydów do dziś spędza wakacje. Uwagę Almy zwrócił szczupły mężczyzna, rudawy, niemal łysy, o bardzo niebieskich oczach. Wydał się jej wyjątkowo nieporadny, gubił drogę nawet do swojego pokoju. Mówiono, że jest pisarzem z Polski. „Nie był przystojny – wspomina Alma. – Nie był również zbyt dobrze ubrany. Pamiętam, że kiedy pierwszy raz go zobaczyłam, miał rozpiętą koszulę. Poza tym spokojny, uprzejmy i bezpośredni”.

Spędzili razem całe lato. Siadywali razem na werandzie i prowadzili długie dyskusje o literaturze, głównie o rosyjskich i francuskich mistrzach XIX wieku, Dostojewskim i Tołstoju. Z polskich wspominał Słowackiego. Rozmawiali po angielsku, nie znała żydowskiego. Dla Almy tego rodzaju rozmowy były odkryciem. Zawsze interesowała się sztuką, chodziła do teatru, dużo czytała. Po studiach w Szwajcarii jako pierwsza w rodzinie kobieta podjęła pracę. Z zamożnego domu rodziców przeniosła się do męża, świetnie prosperującego przedsiębiorcy, Waltera Wassermana. Urodziła mu dwoje dzieci. Wiedli dostatnie życie. Może trochę zaczęła się nudzić… W obliczu wojny zdecydowali się opuścić Europę. Podobnie jak Singer.

Coś było w tym nieśmiałym przybyszu z Polski, co nie pozwoliło Almie, odpowiedzialnej żonie i matce, zapomnieć znajomości tego lata. Powiedział jej, że pracuje czasem na Manhattanie, w bibliotece na 42 Ulicy. „Któregoś dnia zebrałam się na odwagę – pamięta Alma. – Nie umawialiśmy się. Weszłam do biblioteki i on był pierwszą osobą, na którą trafiłam. Oboje uznaliśmy, że był to znak losu”.

„Nie miał nic poza talentem…”

Poszli na kawę. Zaczęli spotykać się częściej. Wśród kolegów z żydowskiej gazety utwierdzało to renomę Singera – zalotnika i uwodziciela, dla niej szybko zaczęło znaczyć coś więcej. „Przez kilkanaście miesięcy spotykaliśmy się i zrywaliśmy, żeby zaczynać od nowa. Przez cały ten czas nic nie mówiłam mężowi. W końcu mu powiedziałam. I wtedy go opuściłam”.

Nawet po latach Alma nie potrafi wytłumaczyć, jak to się stało, że zdecydowała się opuścić bezpieczny los, zostawić dzieci i męża i związać z kimś, kto tak niewiele mógł zrazu obiecać. Nie miał nic poza talentem, w który wierzyła. Nie wie, dlaczego, bo przecież nigdy nie przeczytała ani jednego rękopisu po żydowsku. Ale coraz silniej czuła, że Isaac jest człowiekiem, z którym chciałaby spędzić resztę życia. Szarpała się kilka lat. To było bolesne, ale konieczne. W końcu, zimą 1939 roku, doprowadziła do rozwodu.

W lutym roku następnego, podczas zamieci śnieżnej, poszli z Singerem do brooklyńskiego ratuszai wzięli ślub. Nie mieli pieniędzy, by uczcić tę okazję. Wrócili do wynajmowanego mieszkania, gdzie brakło podstawowych sprzętów. Zaczęli wspólne biedowanie. Dla rodziny stała się bohaterką skandalu, ale nie dbała o to. A Isaac nie lubił kajdan. Dusił się i męczył przez pierwsze miesiące, ale chyba sam rozumiał, że potrzebuje stabilizacji, by pisać. Nie było łatwo. Ona bardzo tęskniła za dziećmi, ale nie żałowała decyzji.

Jakoś sobie poradzimy. Alma nie wiedziała dlaczego, ale od początku wierzyła, że świat kiedyś doceni geniusz Singera. Tymczasem brakowało im na stół, garnki i firanki, ale nie narzekała. Sama zdecydowała się szukać pracy. Zaczęła u modystki, od wszywania potników do męskich kapeluszy. Z czasem awansowała, szyła damskie toczki. W końcu została zatrudniona w domu towarowym na Piątej Alei. „Okazało się, że jestem urodzoną ekspedientką. Pracowałam bez wytchnienia, ale wszyscy byli ze mnie zadowoleni”.

singer golebie
gnum Photo/Photo Power

Całe dnie osobno

Szybko awansowała. Przyjęto ją do domu towarowego Lord & Taylor na Piątej Alei. Wstawała rano i wychodziła do pracy. On pisał. Był zupełnie nieznany. Tak trwało jakieś dwadzieścia lat. Byli przez lata naprawdę biedni, ale zawsze jej powtarzał: nie martw się, jakoś sobie poradzimy. „Był bardzo skryty, nie mówił wiele o swojej pracy – wspomina Alma. – Zdarzało się, że w niedzielę czytał mi niewielkie fragmenty opowiadań. Nie szukał u mnie aprobaty. Może na to nie wyglądał, ale był bardzo pewny siebie. Nigdy nie dawał się przekonać, wychodził zwycięsko z każdej dyskusji. To mi się w nim podobało!”. Całe dnie spędzali osobno. Alma szła za ladę, Isaac pracował w domu. Pisał do południa, potem wychodził na lunch. Słuchał opowieści swoich znajomych. Nie znała wszystkich jego rozmówców, nie sprawdzała, jakiej natury stosunki go z nimi łączą. Nie chciała. Spacerował po Central Parku, bardzo lubił karmić tam gołębie. Złośliwi twierdzą, że tylko na karmę dla nich nie skąpił pieniędzy. Często też zachodził do żydowskiej gazety „Forwerts” albo...Alma nie chciała wiedzieć. Całe dnie spędzała poza domem. I nigdy się nie skarżyła. Uważała, że ma dobre życie. Czasem trochę tęskniła za dziećmi.

Wieczorami rozmawiali o tym, co się zdarzyło. Często jadali w restauracjach. Gotowanie nigdy nie było mocną stroną Almy, szczególnie nie lubiła stać przy kuchni po ośmiu godzinach pracy w sklepie. Mąż nie narzekał, choć uważał, że to jej rola. Przez lata małżeństwa zrobił jej śniadanie jedynie dwa razy. Kiedy zdarzało się jej czasem przyrządzić posiłek, gdy tylko siadali do stołu, dzwonił telefon. Isaac znikał na długie kwadranse, wszystko stygło.

W każdej historii widział historię miłosną

Nie chciała górować w tym związku. Uważała, że to niepotrzebne i niemożliwe w relacji z mężczyzną. „To nie jest jakaś specjalna życiowa mądrość” – mówiła – „to dla mnie raczej naturalne. Nigdy nie nakłaniałam go do niczego, nie nagliłam, nie pospieszałam, że musi zarabiać pieniądze czy robić karierę, nawet wtedy, kiedy było nam ciężko. Rozumiałam, jak trudno jest żydowskiemu pisarzowi przebić się na amerykański rynek. Byłam pewna jego talentu i tego, że w końcu doczeka się uznania. Wierzyłam w jego powołanie”.

Alma była pewna, że nie mógłby robić nic innego. Gdyby się powtórnie urodził, robiłby dokładnie to samo. Kiedy Ameryka przystąpiła do wojny, obawiał się, że zostanie powołany. Zapłacił za kurs przysposobienia zawodowego, by tego uniknąć. Po dwóch lekcjach wrócił w rozpaczy. Stwierdził, że może obsługiwać windę albo być pisarzem. „Nie potrafię być nikim innym” – powiedział. Żył jakby do środka. Nie umiał zabiegać o swoje interesy, nigdy o nic nikogo nie prosił. Kiedy Roger Strauss zaczął wydawać jego książki, „Sztukmistrza z Lublina”, „Krótki piątek”, „Przyjaciela Kafki”, zaczął być znany. Ale od sławy dzieliła go ciągle długa droga.

Pisał wszędzie i bez trudności. W samochodzie, w przerwach między wykładami, w samolocie, w hotelowych pokojach. Na skrawkach papieru, w notesach. Nie interesowało go pisanie o szczęśliwych parach, o spokojnym życiu we dwoje. „Życie musi być podniecające. W przeciwnym razie nie jest warte jednego naboju...”. Singerowscy samcy potrzebowali przygód, zmian, ryzyka, niebezpieczeństwa, wyzwania.

Wszyscy. „Coś w nim lubowało się dreszczem, jaki wywoływała wisząca wciąż nad nim groźba katastrofy”. Abram, Maks, Aron, Sasza – wszyscy pogrążali się w ziemskich przyjemnościach, uciekając przed nudą. Rozpustnicy nieznający wierności, ulegający wszelkim namiętnościom i chwalący się swymi podbojami i krętactwami. Obsesja stawała się ich rzeczywistością. Skatalogowali niezliczone mnóstwo piersi – dużych, jędrnych, sterczących, z sutkami czerwonymi jak ogień – i kolan, obiecujących wszystkie przyjemności tego świata. Wychwalali ziemskie rozkosze, a nawet rozkosze tureckich rajów, jednocześnie z pięcioma lub sześcioma kochankami. Każdy z nich wiedział, że to śmiertelny grzech, ale zły duch dobrze odgrywał rolę mistrza. Nie znamy komentarzy Almy na ten temat.

Autor „Wrogów” w każdej historii widział miłosną historię. W każdej wiernej matronie – madame Bovary. Był pewien, że człowiek opętany namiętnością jest we władzy dybuka. I nie bał się tego.

singer ulica
mat. prasowe

Trzeba się go nauczyć i zaakceptować

Nigdy nie zapraszał do własnej małżeńskiej sypialni. A w „Annie Kareninie” zamiast opisów sukien, wizyt i podróży Anny widziałby chętnie opis jej stosunków seksualnych z mężem i kochankiem, to mogłoby rozwikłać ową psychologiczną zagadkę. „Organy płciowe wyrażają więcej prawdy o ludzkiej duszy niż wszystkie inne części ciała, nawet oczy” – twierdził.

Alma cierpiała czasem z powodu jego kaprysów zmiennych nastrojów. „Isaac był chimeryczny. Czasami wydawał się taki zadowolony, pięć minut później potrafił być bardzo przykry i krytyczny. Taką miał naturę. Trzeba się było jej nauczyć i zaakceptować” – mówiła o tym z pobłażaniem. I cytowała redaktorkę z „New Yorkera”, która miała do czynienia z wieloma pisarzami. „Żaden z nich nie jest tak utalentowany jak Isaac, a wszyscy są równie nieznośni. Bądź szczęśliwa, on przynajmniej ma niezwykły talent”. Starała się.

A on nie przejmował się krytycznymi recenzjami. Nie martwił tym, co o nim mówią, szczególnie gdy zaczynał być znany i nagradzany. Nie miał problemów z własnym ego. Alma cierpiała z tego powodu. Pamięta, jak widzowie zgorszeni nagością Jentl na Broadwayu, musicalu według jego opowiadania, dzwonili do nich w środku nocy. Była bardzo przygnębiona. A on tylko powtarzał, że nawet Biblia i Talmud są pełne seksu.

Chciała, żeby ograniczył wyjazdy, żeby więcej odpoczywał. Odmawiał. Zgadzał się na każdy wywiad. Numer ich telefonu figurował w książce telefonicznej aż do końca lat 70. Był szczęśliwy jedynie w towarzystwie ludzi pióra. Ich życie towarzyskie było ograniczone. Mieli kilku przyjaciół malarzy, kilku pisarzy, w sumie niewielu. Isaac, kiedy chciał, umiał być duszą towarzystwa. Czarował, opowiadał anegdoty. Umiał być szalenie dowcipny, pełen ironii. I autoironii. Także z powodu przyznania literackiego Nobla.

Nobel stał się ukoronowaniem ich związku

Wiadomość o nagrodzie przyszła na Florydę, jesienią 1978 roku, rano, kiedy oboje szli na śniadanie do ulubionej kafeterii. Isaac nie do końca w nią uwierzył i nie zgodził się zrezygnować z codziennego rytuału. „Zjedzmy grzanki, wypijmy kawę… przecież nie pisałem dla jakichś tam odznaczeń”.

A po kilku godzinach, po dziesiątkach rozmów z dziennikarzami i kolejnych pytaniach „Czy pan jest zaskoczony ”, „Czy pan jest szczęśliwy ”, odpowiedział: „Ja już byłem zaskoczony i już się ucieszyłem, a teraz jestem tym samym niedorajdą, co przedtem”.

Nobel stał się ukoronowaniem ich związku, wspólnego małżeńskiego wysiłku. Wizyta w Sztokholmie – najszczęśliwszym tygodniem w jej życiu. Narzekała na piekło telefonów i depesz gratulacyjnych, ale sprawiało jej to wielką radość. Podobnie jak zakupy, na których wreszcie nie musiała oszczędzać. Dla obojga kupiła stroje wieczorowe. Dla siebie dwie suknie, kostium, kilka swetrów i bluzek, jakieś buty i parę długich rękawiczek z koźlej skórki. Sztokholm bombardował ich telegramami: czy przestrzegają jakiejś diety Czy Isaac przywiezie biały frak, czy też mają go uszyć na miarę

Zapamiętała szczęście, gdy przedstawiono ich królowi i gdy słuchała mowy męża o umarłym języku, który kochają Żydzi i duchy. Rozkoszowała się każdym szczegółem ceremonii. Ale nie zapomniała smaku biedy, jaki im towarzyszył, zanim poznali dostatek i sławę.

„Jako człowiek wierzący w Boga jestem pewien, że istnieje gdzieś pełny zapis życia każdej osoby, jej dobrych i złych uczynków, błędów i szaleństw. Nic nigdy nie ginie w archiwum Boga” – tak pisał Singer. Alma nie zastanawiała się nigdy, jakie byłoby jej życie bez niego. Czy wierzyła w przeznaczenie Jeśli tak, dla niej był nim Isaac.

***

Tekst o Issacku Bashevisie Singerze i Almie Haimann ukazał się w „Urodzie Życia” 1/2014

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
mat. prasowe

„Psychoza”, „Lśnienie”, „Ciche miejsce” – najlepsze horrory ostatnich lat i klasyki gatunku

Nieprawdą jest, że czasy udanych horrorów już dawno minęły. Nowe produkcje nie ustępują hitom Hitchocka i Kubricka. Ale klasyka to też zawsze dobry pomysł.
Sylwia Arlak
06.07.2020

„Psychoza” Alfreda Hitchooka budzi grozę u kolejnych pokoleń, podobnie, jak „Lśnienie”, Stanleya Kubricka. I choć w ostatnich latach powstało wiele horrorów, na które szkoda waszego czasu, jest kilka propozycji wartych polecenia. Oto najlepsze horrory ostatnich lat i klasyki gatunku. Oglądajcie w towarzystwie, bo są naprawdę przerażające! „Psychoza” Nie ma zestawienia najlepszych horrorów wszechczasów bez „Psychozy” Alfreda Hitchooka (na podstawie powieści Roberta Blocha). Marion Crane (Janet Leigh) ucieka z miasta, po tym, jak kradnie szefowi czterdzieści tysięcy dolarów. Zatrzymuje się w mało uczęszczanym „The Bates Motel” prowadzonym przez młodego Normana Batesa (Anthony Perkins). Bohaterka czuje, że mężczyzna jest nią zainteresowany. Nie wie jeszcze tylko, w jaki sposób. Scena morderstwa pod prysznicem i towarzyszące jej charakterystyczne dźwięki znana jest chyba każdemu, kto choć trochę interesuje się kinem.  Trwa zaledwie 45 sekund, a nakręcenie jej wymagało aż siedmiu dni zdjęciowych i 70 ustawień kamery. Film obejrzycie na Netfliksie.   „Lśnienie” „Lśnienie” Stanleya Kubricka (na podstawie książki Stephena Kinga) to historia Jacka (Jack Nicholson), który pracuje, jako dozorca hotelu Panorama w stanie Kolorado, USA. Kiedy przychodzi zima, a pensjonat zostaje zamknięty, bohater sprowadza do niego swoją rodzinę. Urlop szybko zamienia się w horror. Okazuje się, że budynek jest nawiedzony, a duchy doprowadzają Jacka do obłędu. Film działa na wyobraźnię widzów. Właściciele Timberline Lodge, pensjonatu, w którym powstała część zdjęć, przekonali Kubricka, żeby zmienił numer pokoju z 217 (tak, jak było w książce) na numer 237 (nie istniał w tym hotelu). Tłumaczyli, że przyszli turyści będą bali się w nim...

Czytaj dalej
East News

Mentor i jego muza: Pedro Alomodovar i Penelope Cruz. Nie istnieliby bez siebie

O swojej relacji mówią, że jest jak związek, tylko bez seksu. On, jeden z najwybitniejszych reżyserów na świecie jest gejem, ona, najpopularniejsza hiszpańska aktorka — szczęśliwą mężatką. A jednak Penelope Cruz i Pedro Almodovar to duet idealny.
Sylwia Arlak
01.07.2020

Ktoś zapytał mnie kiedyś: »Czy ona jest dla ciebie muzą?« — mówił Pedro Almodovar o Penelope Cruzpodczas jednego z wywiadów. – No tak. Jest dla mnie muzą, bo czyni mnie lepszym, niż jestem w rzeczywistości. Myślę, że jestem lepszym reżyserem, bo wierzy, w to, że jestem lepszy. Ta ślepa wiara daje mi dużo siły” — dodał. „Nie, nie” — odpowiedziała siedząca obok niego Cruz, kręcąc głową i uśmiechając się spokojnie. „Wiem dokładnie, jak dobry jesteś”. Czułość, jaką sobie okazują, mogłaby sugerować, że 70-letni Almodovar i 46-letnia Cruz są w sobie zakochani. Tymczasem on nigdy nie ukrywał, że jest gejem, a ona od lat pozostaje w szczęśliwym związku małżeńskim z aktorem Javierem Bardemem. Ich czuła relacja rozpoczęła się, gdy Cruz miała zaledwie 17 lat. Wówczas po raz pierwszy spotkała uznanego już reżysera. Starała się o rolę 35-letniej kobiety w komedii „Kika” (film ujrzał światło dzienne w 1993 roku), ale Almodovar odrzucił jej kandydaturę. Powiedział jej jednak, że zadzwoni za kilka lat. Reżyser, który stworzył Penelope Cruz Zanim Penelope Cruz ujrzała Almodovara na żywo, obejrzała wszystkie filmy, które nakręcił. Dzisiaj śmieje się, że miała na jego punkcie obsesję. Kiedy dowiedziała się, gdzie mieszka, przez jakiś czas wystawała nawet pod jego domem.  To dzięki niemu już w wieku 14 lat wiedziała, że chce zostać aktorką – w jej rodzinie nikt nigdy nic nie miał do czynienia ze sztuką. „Wyszłam z seansu filmu »Zwiąż mnie« i coś mnie tknęło. Zrobiłam sobie długi spacer, pomyślałam, że muszę przynajmniej spróbować zostać aktorką. Chciałam poznać Pedra i podziękować mu za ten film. A także pracować z nim” — wspominała po latach w wywiadzie dla...

Czytaj dalej
wydanie specjalne Uroda Życia
Adobe Stock

Już jest wydanie specjalne „Uroda Życia. Psychologia” – pobierz za darmo!

Jak budować relacje? Jak czerpać radość z seksu? W jaki sposób radzić sobie z trudnymi emocjami? Jak być szczęśliwą mamą i zrozumieć swoje dziecko? Odpowiedzi na te pytania znajdziesz w bezpłatnym e-wydaniu „Uroda Życia. Psychologia” – pobierz już dziś!
Sylwia Niemczyk
01.07.2020

Zastanawiałaś się kiedyś, skąd się bierze nasze poczucie bezpieczeństwa?  Wbrew temu, co mówią niektórzy –  jego źródłem wcale nie jest dobra praca i oszczędności. Jasne, dobrze je mieć, ale nawet jeśli mamy cały worek pieniędzy, to nadal możemy drżeć ze strachu, że utracimy wszystko, co mamy i nie będziemy umiały sobie z tym poradzić.  Więc nie: ani praca, ani pieniądze, ani nawet nie rodzina i przyjaciele dają nam poczucie bezpieczeństwa. Musimy zbudować je sami – i możemy to zrobić tylko w jeden sposób: poprzez przyglądanie się sobie.  Jaka jestem? Co umiem? Co czuję? Co mnie w życiu karmi, a co spala? Znajomość siebie to nasz największy kapitał. Jeżeli dobrze znasz siebie, to masz kontrolę nad swoim życiem – a w poczuciu bezpieczeństwa chodzi właśnie o nią. Dlatego zapraszam Was do pierwszego wydania specjalnego „Uroda Życia. Psychologia” poświęconego naszym emocjom i relacjom z innymi. Znajdziecie w nim wywiady ze znakomitymi psychologami i psychoterapeutami, opublikowane w „Urodzie Życia” w ostatnich latach, inspirujące cytaty, a także – mam wielką nadzieję – odpowiedzi na wasze własne pytania: o szczęście, harmonię i życiowy spokój.

Czytaj dalej