Irena Kwiatkowska i Bolesław Kielski: „Dawał mi poczucie bezpieczeństwa, był moim piorunochronem”
East News

Irena Kwiatkowska i Bolesław Kielski: „Dawał mi poczucie bezpieczeństwa, był moim piorunochronem”

Irena Kwiatkowska i Bolesław Kielski byli celebrytami. Żyli w luksusie i podróżowali po świecie, ale byli też w pełni oddani pracy. W tym wszystkim potrafili znaleźć swój sposób na miłość.
Kamila Geodecka
08.01.2021

Irena Kwiatkowska była prawdziwą gwiazdą. Grała w Kabarecie Starszych Panów oraz w Teatrzyku Zielona Gęś. Potem prawdziwą sławę zyskała jako „kobieta pracująca, która żadnej pracy się nie boi” w „Czterdziestolatku”. Role dla niej pisali najwięksi – między innymi Jeremi Przybora czy Konstanty Ildefons Gałczyński. Była bezkompromisową perfekcjonistką, która początkowo nawet nie myślała o tym, żeby wychodzić za mąż. Pewnego dnia spotkała jednak Bolesława Kielskiego. Był spikerem radiowym i prowadzącym teleturniej „Kółko i krzyżyk”. Ponadto był prawdziwym erudytą. Znał języki i jeździł po świecie w roli tłumacza. Po dwóch latach narzeczeństwa wzięli ślub i aż do śmierci nic ich nie rozłączyło. 

Czytaj także: Agnieszka Osiecka i Jeremi Przybora. Kobieta po przejściach, mężczyzna z przeszłością

Odetchnij, pokochaj, usłysz siebie. Życzenia na święta i 2021 rok od „Urody Życia”

Kobieta jeszcze kochliwa

W czasach nastoletnich Irena Kwiatkowska uwielbiała bawić się w towarzystwie. Miała sporo koleżanek, z którymi potrafiła cały czas rozmawiać o chłopcach. Podobno była bardzo kochliwa i nie bała się flirtu z młodymi – i nie tylko – mężczyznami. Z jej pamiętnika możemy się dowiedzieć między innymi o tajemniczym „B”, z którym młoda Irena prowadziła wiele rozmów na tematy psychologiczne. Mężczyzna pożyczał jej wiele książek, o których dyskutowali. Wśród lektur znalazł się między innymi Freud.

Jak się później okazało, tym fascynującym rozmówcą był Stefan Baley, który przed wojną był znanym warszawskim psychologiem zajmującym się tematami twórczości. Kwiatkowska nie miała wtedy jeszcze 20 lat, on był już dojrzałym mężczyzną. Trudno powiedzieć, czy ich znajomość miała głęboki charakter romantyczny. Wiemy jednak, że nastoletnia Irena bardzo przeżywała dzień, w którym zauważyła psychologa idącego z inną dziewczyną.

W tak młodym wieku zadecydowała także, że nie będzie miała dzieci. „Mogę wyjść za mąż, ale dzieci i bólu – niech Bóg broni" – napisała w pamiętniku po trwającym 4 dni porodzie swojej siostry. Młoda Irena Kwiatkowska sprawę postawiła jasno – albo zostaje artystką i w pełni się temu oddaje, albo idzie do zakonu. 

Już wtedy marzyła o karierze aktorskiej, chociaż nie był to upragniony zawód wśród nastolatek – w tamtym czasie aktorki wciąż były nazywane „kobietami lekkich obyczajów”. Gdy rozpoczęła poważnie przygotowania do zawodu, ten stereotyp zaczynał podupadać. Kino zaczynało odgrywać coraz większą rolę, a na ekranach zaczęły pojawiać się kobiety, które nazywało się gwiazdami. Jedną z takich gwiazd wkrótce miała stać się Irena Kwiatkowska. Początki nie były jednak łatwe.

Czytaj także: Barbara Krafftówna: pochowała dwóch mężów i jedynego syna, ale nie dała się złamać

Kobieta pracująca i perfekcyjna

„Zbieram sobie wszystkie fotografie artystek kinowych i filmowych i uczę się robić takie same miny” – pisała Irena Kwiatkowska o swoich przygotowaniach do zawodu. W końcu się udało – dostała się do przedwojennego Państwowego Instytutu Sztuki Teatralnej. Od początku zdawała sobie jednak sprawę z tego, że jej warunki nie pozwolą jej na zostanie prawdziwą seksbombą, jak chociażby znana w tamtym czasie gwiazda kina Greta Garbo.

Zamiast się użalać, postanowiła pracować nad swoim warsztatem. „Muszę mieć w swej świadomości to poczucie, że moje warunki zewnętrzne na scenie wrażeń estetycznych nie zaspokoją. Począwszy od nieładnej twarzy, acz może miłej, do nóg nieszczególnie zbudowanych. Głos mały, nieco za wysoki. Obok tego wyraźny, stuprocentowy nerw sceniczny, tzw. dryg, duży temperament, rysująca się wyraźnie indywidualność, bezpośredniość, szczerość odczucia, zupełny brak maniery” – notowała w pamiętniku.

Szybko okazało się, że chociaż Irena Kwiatkowska nie zagra Ofelii czy Julii, sprawdzi się w rolach komediowych oraz kabaretach. Miała świetną mimikę, była ambitna oraz znana ze swojego perfekcjonizmu. Zawsze znała na pamięć nie tylko swoje kwestie, ale i role innych aktorów. Lubiła mocny uścisk dłoni i pełen profesjonalizm. Złościła się, gdy ktoś na próbach nie był wystarczająco skupiony.

W tym perfekcjonizmie, pracowitości i komediowym zacięciu zakochali się między innymi Konstanty Ildefons Gałczyński czy Jeremi Przybora. Irena Kwiatkowska teatr, kino i kabaret kochała z wzajemnością. O miłości małżeńskiej początkowo nie myślała, sądząc, że takie zobowiązanie mogłoby zaszkodzić jej karierze. Ale pojawił się pewien mężczyzna, który idealnie pasował do stanowczości, pracowitości i ogromnej ambicji zawodowej Kwiatkowskiej.

Czytaj także: Andrzej Wajda i Krystyna Zachwatowicz. Poznali się, gdy „wszystkie błędy mieli już za sobą”

Dotrzymane słowo

Bolesław Kielski pochodził z dobrze sytuowanej rodziny. Jeszcze przed wojną skończył studia prawnicze, ale w trakcie nauki obiecał sobie, że nie będzie pracował w zawodzie. I obietnicy dotrzymał. Zaraz po studiach trafił do Polskiego Radia, gdzie przez lata był spikerem. Następnie rozpoznawalność przyniósł mu teleturniej „Kółko i krzyżyk”, który prowadził. W miłości nie miał tyle szczęścia, co w pracy – przynajmniej początkowo. W czasie wojny ożenił się z Jadwigą Kozakiewicz, z którą miał dziecko. Ich uczucie nie trwało jednak długo i para się rozwiodła. Wkrótce w jego życiu miała pojawić się Irena Kwiatkowska.

Para poznała się w radiu i dogadywała się pod wieloma względami. Oboje byli zgodni co do tego, że nie chcą mieć dzieci. Kwiatkowska zadeklarowała to już jako 17-letnia dziewczyna, a jako dorosła kobieta, i odnosząca sukcesy aktorka, jedynie potwierdziła swój wybór. Uważała, że trzeba w pełni oddać się temu, co się robi. Wybór między macierzyństwem a dalszą karierą nie był więc dla niej trudny. Podobnie myślał Kielski, który miał już jedno dziecko z poprzedniego małżeństwa i na kolejnym potomku wcale mu nie zależało. Dzieci go też drażniły i nie widział w nich partnerów do rozmów.

Czytaj także: Kalina Jędrusik i Stanisław Dygat – miłość, która się w głowie nie mieści 

Największy fan swojej żony

Kwiatkowska i Kielski uwielbiali kino, zwłaszcza to francuskie. Razem słuchali też muzyki jazzowej i dużo wspólnie podróżowali. Czy na coś więcej mogli jeszcze znaleźć czas? Prawdopodobnie nie, ponieważ Kwiatkowska była w pełni oddana swojej pracy. Kielskiemu to jednak nie przeszkadzało. Był prawdziwym fanem swojej żony i chodził na jej wszystkie występy. Miał nawet specjalny zeszyt z wycinkami gazet, w których pojawiała się Kwiatkowska. Z ogromną konsekwencją zbierał jej zdjęcia, a następnie opisywał je kolorowymi kredkami.

Gdy tylko mógł, odbierał też aktorkę z planów filmowych lub prób teatralnych. „Gdy wracałam do domu rozdrażniona, z miejsca oświadczałam: jestem zdenerwowana. Nie pytał dlaczego. Wiedział, że trzeba odczekać” – pisała aktorka. „Był cierpliwy. Dom był właściwie na jego głowie” – dodała.

Chociaż oboje byli rozpoznawalni, unikali towarzystwa i nie chadzali na bankiety. „Czasem gdzieś wychodziliśmy, do przyjaciół, ale zazwyczaj wracaliśmy do domu pierwsi z całego towarzystwa. Praca była na pierwszym miejscu” – wyznała Kwiatkowska.  Wyjątek stanowiły jedynie imieniny jej lub jego. Wtedy para zapraszała gości do swojego mieszkania na Tamce w Warszawie. Podobno Kwiatkowska zwijała wtedy wszystkie dywany w domu i chowała je, by nikt ich nie zniszczył. O legendarnym już skąpstwie aktorki mówią niemal wszyscy jej bliscy.

Para nie mogła narzekać jednak na brak pieniędzy. Małżeństwo było znane z tego, że jeździło luksusowymi, jak na tamte czasy, samochodami. Co więcej, często je zmieniali, co w PRL-u było zjawiskiem niezwykle rzadkim. Mieli także możliwość częstych podróży, zwłaszcza do Francji, gdzie Kielski miał swoją rodzinę. Aktorka nosiła się po Warszawie w paryskich ubraniach i pryskała się perfumami Paco Rabanne XS. Żeby zachować młody wygląd, sprowadzała nawet z zagranicy trudno dostępne kiełki.

Bolesław Kielski
PAP/Stanisław Dąbrowiecki

Dla niego byłaby w stanie rzucić aktorstwo

Irena Kwiatkowska była bezwzględna, ambitna i bezkompromisowa – w taki sposób podchodziła do życia, ale przede wszystkim do swojej pracy, której w pełni się poświęcała. Jednak gdy jej mąż zachorował, była w stanie zająć się nim, godząc rolę aktorki i pielęgniarki.

Wszystko zaczęło się od niefortunnego upadku. Bolesław Kielski wychodził z domu i  uderzył głową w beton. Diagnoza była jasna – postępujący paraliż. Przez kolejne lata aktorka wiernie trwała u boku swojego męża i opiekowała się nim aż do końca jego dni. Wszyscy byli pod wrażeniem, w jaki sposób potrafiła zorganizować sobie czas.  Gdy musiała zostać przy swoim chorym mężu, próbę organizowała w domu – nic jej nie mogło powstrzymać.

„Podziwiałem ją za to, jak profesjonalnie potrafiła łączyć teatr, film i występy w kabarecie ze swym bardzo ciężkim życiem. Pani Irena wiele lat opiekowała się swym ciężko chorym mężem. Ale kłopoty nigdy nie zakłóciły tego, co miała do wykonania” – mówił reżyser Jerzy Gruza.

Kielski zmarł we wrześniu 1993 roku. „Zostały fotografie. Podpisy na ich odwrocie, dzięki którym udaje mi się przypomnieć więcej. Połóż się, obudzę cię wcześniej, rano powtórzysz tekst –  tego mi już Bolek więcej nie powie” – wspominała Kwiatkowska.

Aktorka po śmierci męża starała się szukać ukojenia w wierze, codziennie chodząc do kościoła Świętego Krzyża. „Moje wszystkie myśli, serce i dusza poszły za nim w inny świat. W ten sposób dalej jestem z nim w kontakcie.  Modlę się i rozmawiam z nim” – mówiła aktorka. Po przejściu na emeryturę stała się także wierną słuchaczką Radia Maryja. Zmarła w 2011 roku.

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
Maryla Rodowicz i Daniel Olbrychski
PAWEL DABROWSKI/East News

Maryla Rodowicz i Daniel Olbrychski: „To wąskie żelazne łóżko świetnie pamiętam”

Ona — z hitem „Małgośka” na koncie święciła triumfy na największych festiwalach muzycznych w Polsce. On — słynny Kmicic z ekranizacji „Potopu”, bohater, w którym kochały się wszystkie dziewczyny. W czasach PRL-u o burzliwym romansie Maryli Rodowicz i Daniela Olbrychskiego mówili wszyscy.
Sylwia Arlak
10.12.2020

On narzekał, że ona nie ma dla niego czasu. Ona miała już dosyć jego przygód z alkoholem. W końcu powiedziała „dość” i pojechała na Mokotów do domu przyjaciela. Do Daniela od dawna dochodziły plotki o romansie ukochanej. Nie chciał im wierzyć, ale mówiono, że Maryla spodobała się Andrzejowi Jaroszewiczowi, synowi ówczesnego premiera. Zadzwonił do jego domu, a kiedy odebrała Maryla, oświadczył, że zaraz po nią przyjedzie. W ciągu dziesięciu minut miał pojawić się przed willą. Dotarł na miejsce, ale jego ukochanej nie było. Nie powiedziała: zostań, nie odchodź Kiedy wbiegł do domu i zobaczył, jak Maryla i jej adorator siedzą przy stole, popijając alkohol, przestał nad sobą panować. „Furtka na posesję była zamknięta, więc przeskoczył przez parkan. Gdy wszedł do środka, Jaroszewicz dostał w dziób” — opowiadała w jednym z wywiadów artystka. Maryla kazała Danielowi natychmiast wyprowadzić się z jej wynajmowanego mieszkania przy alei Szucha. Zmieniła zdanie, gdy po powrocie nad ranem do domu zobaczyła ukochanego. „Żal jej było, że coś się kończy. Nie powiedziała: »Zostań! Nie odchodź!«. Nie, tylko trzymała jedną rączką za skarpetę, a jej palec po palcu odginałem i tak spakowałem się”, wspomina Olbrychski w książce „Maryla. Życie Marii Antoniny”. Ich romans zaczął się trzy lata wcześniej. Na początku lat 70. oboje byli u szczytu sławy. Poznali się w 1973 roku na jednym z bankietów przygotowanych przez organizatorów koncertu Maryli. Jak wspominali członkowie jej zespołu, od razu wpadli sobie w oko. Olbrychski nie tylko zafascynował się jej urodą, ale też pasją do motoryzacji. Rodowicz kupiła sobie czerwone porsche 914, auto, o którym w czasach PRL-u większość osób mogła jedynie pomarzyć.   Nawet Olbrychski jeździł...

Czytaj dalej
East News

Gustaw Holoubek i Magdalena Zawadzka: mistrz, uczennica i wielka miłość

Nikt nie dawał im szansy na długi związek, nawet po ich ślubie. Na przekór wszystkim przeżyli ze sobą 35 lat: bez zdrad, skandali i wielkich kłótni. Rozłączyła ich dopiero śmierć.
Sylwia Arlak
21.12.2020

Poznali się na planie filmu „Spotkanie w Bajce” w 1962 roku. Gustaw Holoubek wraz z Andrzejem Łapickim zaprosili nastoletnią Magdalenę Zawadzką do kawiarni. Uciekła. „Pełna przestróg, jak to niecnie prowadzą się filmowcy, kategorycznie odmówiłam. I robiąc nerwowe w tył zwrot, weszłam... w szklane drzwi, wybijając głową szybę. Nie widziałam wtedy powodu, aby zainteresować się nim jako mężczyzną. Między nami tak naprawdę była przepaść” — wspominała Zawadzka. Miała wówczas 17 lat i debiutowała w filmie epizodyczną rolą. Umowę podpisywała za nią mama. Ponad 20 lat starszy od niej Holoubek był już doświadczonym aktorem, reżyserem i dyrektorem teatrów, pedagogiem, prezesem SPATiF-u. Zdążył już zapracować sobie na opinię kobieciarza. Czytaj też: Maryla Rodowicz i Daniel Olbrychski: „To wąskie żelazne łóżko świetnie pamiętam” Długo musiał o nią zabiegać Po raz kolejny spotkali się w 1969 roku w Teatrze Dramatycznym podczas prób do spektaklu „Życie jest snem” Calderona w reżyserii Ludwika Rene. On grał królewicza Segismunda, ona piękną Rosaurę, którą następca tronu chce zdobyć za wszelką cenę. Holoubek każdego dnia posyłał aktorce świeże kwiaty. Nawet nie próbował ukrywać swojego zainteresowania. Ale Zawadzka nie ułatwiała mu zadania. „Nie było tak, że z miejsca zachwycił mnie fakt, iż mistrz Holoubek zwrócił na mnie uwagę. On musiał o mnie zabiegać. Ba! Walczyć. I tym właśnie mnie zdobył” — mówiła Zawadzka w jednym z wywiadów, a Holoubek dodał w innym: „Zaczęło się niedobrze, bo nie podobałem się jej w ogóle. Wręcz byłem przez nią ignorowany. Ale stało się ze mną coś strasznego. A mianowicie pojawił się we mnie upór trwający całymi tygodniami, miesiącami,...

Czytaj dalej
Agnieszka Fitkau-Perepeczko i Marek Perepeczko
East News

Agnieszka Fitkau-Perepeczko i Marek Perepeczko: „To była nie tylko miłość, ale także niezwykła przyjaźń”

„Byliśmy sobie oddani jak mało kto, bo przez całe życie każde z nas widziało w drugim nie tylko atrakcyjną kobietę czy mężczyznę, ale ukochanego człowieka” – mówiła o swoim nietypowym małżeństwie Agnieszka Fitkau-Perepeczko.
Kamila Geodecka
26.11.2020

Początek miłości Agnieszki Fitkau i Marka Perepeczki może przypominać klasyczną historię romantyczną. Są piękni i młodzi, poznają się przypadkiem w kolejce do dziekanatu szkoły teatralnej i zakochują się od pierwszego wejrzenia. Kupidyn strzela strzałą. Potem los rozdziela ich na chwilę, by następnie znów połączyć. Ale to tylko początek ich miłości, która przez kolejne 40 lat nie będzie miała nic wspólnego z klasyczną opowieścią o szczęśliwej parze.  Ich narzeczeństwo i małżeństwo pełne było rozstań i powrotów, zadziorności i kłótni, emigracji i tęsknoty, szczerości i zaufania, ale przede wszystkim oddania i miłości. „Myślę, że byłam mu najbliższa na świecie tak jak on mnie. Na pewno byłam kobietą jego życia i on mężczyzną mojego życia” – mówiła Agnieszka Fitkau-Perepeczko po śmierci męża. W tym szaleństwie musiała więc być metoda. Miłość wystać w kolejce Agnieszka Fitkau od dziecka marzyła o byciu aktorką. Marek Perepeczko początkowo chciał zostać architektem, ale ostatecznie postawił na sztuki teatralne. I pewnie tego wyboru nigdy nie żałował, bo dzięki niemu nie tylko stał się rozpoznawalnym aktorem, ale zyskał także miłość życia, którą spotkał w 1961 roku jako 19-latek. Oboje stali w kolejce, by złożyć dokumenty aplikacyjne na studia. Podobno Marek zapytał wtedy Agnieszki, czy może za nią stanąć. I właśnie wtedy zaczęła się magia. Zrobił na niej piorunujące wrażenie. Podczas krótkiej rozmowy ustalili, że koniecznie muszą się jeszcze kiedyś spotkać, ale zapomnieli ustalić konkretnego miejsca i czasu spotkania. Nie wymienili się też numerami telefonu czy adresami. Być może tutaj ich historia miłosna musiałaby mieć już swój koniec, gdyby młody Marek Perepeczko nie wziął spraw w swoje ręce. Później żartował, że numer...

Czytaj dalej
Agnieszka Osiecka i Marek Hłasko
east news

To była artystyczna miłość! Historia Agnieszki Osieckiej i Marka Hłaski

Poetkę i pisarza łączyło niebywałe uczucie.
Sylwia Niemczyk
02.02.2019

Poznali się na przełomie 1956 i 1957 r. Agnieszka Osiecka – studentka reżyserii w łódzkiej filmówce, wschodząca gwiazda STS-u. Hłasko – 24-letni pisarz, już wtedy sławny autor zbioru opowiadań „Pierwszy krok w chmurach”. Oboje piękni i niegrzeczni. Ona nieprzeciętnie inteligentna i wyjątkowo jak na tamte czasy wyzwolona. Zawsze flirtowała z kilkoma chłopakami naraz. Panienka z Saskiej Kępy.   Brylowała w towarzystwie o wiele starszych od siebie literatów i filmowców. Miała skłonność do łamania serc i do efektownych puent. I jedne, i drugie kolekcjonowała z równym zapałem. Pod szklanym blatem w biurku zbierała zdjęcia zdobytych mężczyzn. Wojciech Frykowski, Andrzej Jarecki, Daniel Passent, Jeremi Przybora i wielu, wielu innych. „Hłasko był proletariackim księciem, którego mi zazdrościły koleżanki – tak go zaklasyfikowała w swojej kolekcji. – Twarz rozgrymaszonego bachora, figura cowboya, ręce Madonny. Wyższy był od naszego pokolenia o pół głowy”.   On wychowany na Powiślu, edukację zakończył na poziomie podstawówki, od 16. roku życia pracował fizycznie jako robotnik na budowie i szofer. Zbuntowany i gniewny. Łudząco podobny do Jamesa Deana, na którego się zresztą robił. „Pisanie – mówił – jest tak wspaniałe, jak chlanie”. O jego nocnych wybrykach krążyły legendy, które sam podkręcał. W Kameralnej pojawiał się zwykle dopiero po północy – latem w szoferskiej skórze, zimą w swoim słynnym białym kożuchu. Wszyscy cisnęli się wtedy do baru, żeby choć się o niego otrzeć. Bo odezwać się do Hłaski było nie lada odwagą. Kto się odezwał głupio – dostawał w zęby.   Agnieszka Osiecka leczyła rany Marka po wcześniejszym związku Oboje komponowali swoje życie...

Czytaj dalej