Irena Jarocka i Michał Sobolewski: gdy wpadli sobie w ramiona, przez 30 lat nie mogli się puścić
PIOTR FOTEK/REPORTER

Irena Jarocka i Michał Sobolewski: gdy wpadli sobie w ramiona, przez 30 lat nie mogli się puścić

Choć Irena Jarocka i Michał Sobolewski spotkali się zupełnie przypadkiem, spędzili ze sobą 30 szczęśliwych lat. Rozłączyła ich dopiero choroba artystki.
Kamila Geodecka
21.01.2021

Irena Jarocka była jedną z najbardziej lubianych polskich piosenkarek. Jej delikatny głos zachwycał nas w utworach takich jak „Motylem jestem”, „Odpływają kawiarenki” czy „Wymyśliłam cię”. Wygrywała nagrody w kraju i za granicą, jeździła po świecie, występowała, śpiewała, grała. Zawsze uśmiechnięta i pełna radości. Polacy ją pokochali.

Książę Karol nawet po rozwodzie chciał mieć ostatnie zdanie

Irena Jarocka  i Michał Sobolewski – pierwsze spotkanie

Poznali się w bardzo młodym wieku. Michał Sobolewski przebywał wtedy w Leningradzie na stypendium naukowym i został poproszony przez ambasadę o opiekę nad Polakami, którzy przyjeżdżają do Rosji. Pewnego dnia w Leningradzie pojawiła się również Irena Jarocka, która koncertowała z zespołem Polanie. „Nazwisko Jarocka nic mi nie mówiło. Z całą grupą Polaków umówiłem się w Ermitażu i tak ją poznałem. Była młodą, ciepłą dziewczyną, która zapytała, czy mają tu impresjonizm, więc następnego dnia pokazałem jej obrazy impresjonistów. Taka była pogodna, jakby właśnie zeszła z obrazów Renoira” – wspominał mężczyzna. Na wielką miłość musieli jednak jeszcze poczekać prawie 10 lat.

Irena Jarocka i Marian Zacharewicz

Na początku lat 70. kariera Jarockiej nabierała rozpędu. Wszystko dzięki Marianowi Zacharewiczowi, który opiekował się młodą piosenkarką. „Najpierw byłem dla niej kimś w rodzaju ochroniarza. Ode mnie odbijali się wszyscy, którzy nie mieli jej nic do zaoferowania, a chcieli jedynie naciągnąć. Trochę byłem zadziorny, by ustrzec Irenę przed chamstwem różnych osób” – wspominał Marian Zacharewicz. Z czasem stał się jej menadżerem, a następie partnerem życiowym. Załatwiał jej koncerty, pisał dla niej piosenki i starał się, by utwory ukochanej były puszczane w rozgłośniach radiowych.

W końcu wzięli ślub. Niestety szybko okazało się, że para ma w życiu inne cele i pragnienia. Irena Jarocka chciała przede wszystkim rodziny, dzieci i domowego ciepła. Marian Zacharewicz walczył głównie o jej karierę artystyczną. Jak wyznał po latach, starał się także spełnić ambicje mamy Jarockiej. „Pani Wandzie bardzo podobała się Anna German i chciała, żeby jej córka wyszła z tego biednego domu i osiągnęła podobny sukces. Okazało się jednak, że najważniejsze jest życie” – pisał Zacharewicz.

Czytaj także: Krzysztof Komeda i Zofia Komedowa. Wystawiała mu walizki za drzwi, a potem robiło jej się go żal

(Nie)szczęśliwy wypadek

Minęło 8 lat od pierwszego spotkania Jarockiej i Sobolewskiego w Leningradzie. Ona była już mężatką, on także miał żonę. Przypadkiem spotkali się w Warszawie. „Irena używała terminu: jesteśmy dla siebie przeznaczeni. Ja nie wierzę w przeznaczenie. Po prostu prawa natury są nieuniknione. I tak się musiało stać’’ – wspominał Sobolewski.

W 1976 roku zawoził swoją szwagierkę na pokaz do Pałacu Kultury i Nauki. Gdy czekał na nią w holu, zauważył Irenę i zawołał ją. Wpadli sobie w ramiona. Jarocka zaprosiła go na swój koncert, a następnie poprosiła, by ten odwiózł ją do domu. Gdy jechali samochodem przez ulicę Marszałkowską, zderzyli się czołowa z innym samochodem.

Oboje trafili do szpitala. On z wypadku wyszedł bez szwanku, ona długo musiała walczyć o zdrowie i życie. Przeszła wielogodzinną operację wykonywaną przez profesora Religę. Marian Zacharewicz musiał w tym czasie dużo jeździć po Polsce, dlatego przy szpitalnym łóżku Jarockiej czuwał głównie Sobolewski.

Tego uczucia nie można było zatrzymać. Jarocka wyszła ze  szpitala i niemal od razu zamieszkała z Sobolewskim, a  po dwóch latach oficjalnie rozwiodła się z Zacharewiczem. „Rozstaliśmy się. Płakałem ja, płakała ona. Ale zakochała się” – wspominał mężczyzna.

Miłość, dom i wartości

Jarocką z Sobolewskim łączyło niemal wszystko. Przede wszystkim oboje pragnęli dzieci i prawdziwego ciepła rodzinnego. „Uważaliśmy, że »mój dom to moja twierdza«. Miejsce, w którym kwitnie miłość i dobro. Ci, którzy tego nie rozumieli, znaleźli się za murami obronnymi naszej twierdzy. Nasze priorytety ustaliliśmy właśnie według tej kolejności i realizujemy je nadal tu, na ziemi, i gdzieś tam” – pisał Sobolewski.

W 1982 roku na świat przyszła ich córka Monika, a para zaczęła budować swój własny dom. Sobolewski był pracownikiem naukowym Polskiej Akademii Nauk i zarabiał niewielkie pieniądze. Jarocka w tym czasie była już rozpoznawalną piosenkarką, której całkiem nieźle się wiodło. Ona utrzymywała więc rodzinę, a on z zapałem zajmował się pracami wykończeniowymi w domu.

„Niewiele można było w tamtych czasach dostać, więc Irena używała swojego uroku, by wyszarpać jakieś materiały na zasłony, lampy czy klepkę na podłogę. Potem robiła mi wyrzuty, że musiała załatwiać coś »na małpę«. Że musiała się pouśmiechać, pomachać rękami” – wspominał Sobolewski w wywiadzie z Angeliką Swobodą. W tym domu mieszkali wspólnie przez 10 lat. Mieli wszystko, czego potrzebowali: miłość i rodzinę. Ślub wzięli dla formalności dopiero wtedy, gdy Michał Sobolewski wyjeżdżał do Stanów Zjednoczonych.

Czytaj także: Hanka Bielicka i Jerzy Duszyński: „Dreszcze na plecach miewałam tylko z przeziębienia”

Stany Zjednoczone i nauka pokory

W 1989 roku Michał Sobolewski dostał pracę w USA. Początkowo wyjechał tam sam, ale już rok później dołączyły do niego Irena z córką. Dla rodziny Jarocka była w stanie porzucić wszystko – nawet swoją karierę. „Michał poświęcał dla mnie karierę, godząc pracę zawodową z prowadzeniem domu. Kiedy więc dostał propozycję pracy nad sztuczną inteligencją, zdecydowałam się zostawić śpiewanie, przyjaciół, być z nim i dzieckiem. Bo w małżeństwie musi być układ partnerski oparty na wzajemnej wyrozumiałości” – tłumaczyła piosenkarka.

Po pewnym czasie zaczęło jej jednak brakować śpiewu i koncertowania. Miała cierpieć z tego powodu na depresję. Dodatkowo lekarz poinformował ją, że w jej gardle zaczynają tworzyć się guzki. Irena Jarocka musiała więc wrócić do koncertowania. Nie zostawiła jednak swojej rodziny. Do Polski przyjeżdżała 6 razy w roku.

„Irena przyznała później, że Ameryka nauczyła ją pokory. W Polsce wszyscy jej się kłaniali, uśmiechali na ulicy. Była wielką gwiazdą. Kiedyś mój kolega, który spotkał ją w sklepie w Warszawie, powiedział mi, że całą noc nie spał z wrażenia. A w Ameryce Irena była zwykłym przechodniem, nikt jej nie znał. To ją sprowadziło na ziemię” – powiedział niedawno Michał Sobolewski.

Czytaj także: Wisława Szymborska, Freddie Mercury, Charles Bukowski. Wszyscy mieli kota na punkcie kotów!

Choroba i śmierć

Po wielu latach spędzonych za oceanem para zdecydowała się na powrót do Warszawy. W 2011 roku rozpoczęły się problemy zdrowotne Ireny Jarockiej. Pewnego sierpniowego dnia artystka zgubiła się w parku, mimo że wcześniej miała świetną orientację w terenie, nie pamiętała nazwy miejsca, w którym nocowała, a na koncercie zapomniała tekstu piosenek.

Michał Sobolewski początkowo obawiał się, że mogą to być problemy z pamięcią. Postawiona diagnoza była jednak zdecydowanie gorsza: glejak mózgu. Nowotwór był już podobno rozsiany po lewej półkuli mózgu. Lekarze w dniu rezonansu nie mogli nawet zagwarantować, że piosenkarka przeżyje noc i rano się obudzi.

Początkowo artystka nie chciała nawet słyszeć o operacji, zupełnie tak, jakby wiedziała, że koniec jest bliski. Na prośbę męża poddała się jednak zabiegowi. Jej przeczucia okazały się prawdą. Jarocka miała najgorszy rodzaj glejaka. Lekarze powiedzieli wprost, że zostały jej maksymalnie trzy miesiące życia.

Nawet w ostatnich chwilach Irena Jarocka mogła liczyć na męża, który specjalnie dla niej zrezygnował z pracy. Był z nią 24 godziny na dobę. Wspólnie chodzili do lasu, gotowali, czytali. Gdy po operacji przestała mówić, kupił odpowiednie książki i uczył się razem z nią. W końcu Jarocka mogła powtarzać nawet teksty swoich piosenek. „Panie Michale, nie ma nadziei. Irena jest umierająca” – usłyszał któregoś dnia Sobolewski. Irena Jarocka zmarła 21 stycznia 2012 roku.

***

W artykule zostały zamieszczone fragmenty z książki „Wymyśliłam Cię. Irena Jarocka we wspomnieniach” wydawnictwa Marginesy.

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
Serial Król
Łukasz Bąk/Canal+

To oni w latach 30. rządzili Warszawą. Oto prawdziwa historia postaci z książki i serialu „Król”

Gruba Rum-Helka, gangster Tata Tasiemka i doktor Józef Łokietek. To na nich Szczepan Twardoch wzorował swoich bohaterów, pisząc „Króla”. Przenieśmy się na chwilę w czasie i poczujmy klimat Warszawy z lat 30.
Kamila Geodecka
12.11.2020

Było głośno, gwarno i niebezpiecznie. W powietrzu wisiała rewolucja. W knajpach przesiadywali gangsterzy. Na ulicach można było słyszeć przeplatające się dwa języki – polski i jidysz. Polityka mieszała się z mafią, a mafia – z hazardem i prostytucją. Prasa była tak stronnicza, że nawet repertuary kin były przedstawiane w duchu propagandy. Mimo to w każdej z gazet można było przeczytać o Tacie Tasiemce – pierwowzorze Jana „Kuma” Kaplicy – oraz jego prawej ręce, Pantaleonie Karpińskim. Raz na jakiś czas dowiadywali się również o kolejnych przestępstwach doktora Józefa Łokietka, który był inspiracją dla postaci doktora Radziwiłka. Jeśli ktoś nie chciał czytać gazet, mógł posłuchać piosenek Grzesiuka. Śpiewano m.in. o Rum-Helce, osławionej burdelmamie, która być może ma coś wspólnego z Ryfką Kij Twardocha. Król był tylko jeden Chociaż tytułowym królem w książce Szczepana Twardocha jest bokser Szapiro, tak naprawdę w Warszawie z lat 30. rządził Łukasz Siemiątkowski, znany wszystkim jako Tata Tasiemka. Każdy mógł mu coś zawdzięczać, ale każdy mógł też przez niego wszystko stracić – łącznie z życiem. Skąd więc tak infantylny pseudonim dla wpływowego i groźnego gangstera? Przecież nawet sam Szczepan Twardoch w jednym z radiowych wywiadów wspominał, że brutalność „Kuma” Kaplicy nie odbiegała od realnej brutalności Taty Tasiemki. A kto czytał „Króla” lub widział serial, ten wie, że Kaplica lubił wyrafinowane metody ostrzegania tych, którzy nie chcieli mu się poddać. Jeśli te nie działały, bez skrupułów zlecał kolejne morderstwa i rozboje. Podlegali mu absolutnie wszyscy – łącznie z władzą, która z jednej strony się go bała, z drugiej sporo mu zawdzięczała....

Czytaj dalej
Agnieszka Fitkau-Perepeczko i Marek Perepeczko
East News

Agnieszka Fitkau-Perepeczko i Marek Perepeczko: „To była nie tylko miłość, ale także niezwykła przyjaźń”

„Byliśmy sobie oddani jak mało kto, bo przez całe życie każde z nas widziało w drugim nie tylko atrakcyjną kobietę czy mężczyznę, ale ukochanego człowieka” – mówiła o swoim nietypowym małżeństwie Agnieszka Fitkau-Perepeczko.
Kamila Geodecka
26.11.2020

Początek miłości Agnieszki Fitkau i Marka Perepeczki może przypominać klasyczną historię romantyczną. Są piękni i młodzi, poznają się przypadkiem w kolejce do dziekanatu szkoły teatralnej i zakochują się od pierwszego wejrzenia. Kupidyn strzela strzałą. Potem los rozdziela ich na chwilę, by następnie znów połączyć. Ale to tylko początek ich miłości, która przez kolejne 40 lat nie będzie miała nic wspólnego z klasyczną opowieścią o szczęśliwej parze.  Ich narzeczeństwo i małżeństwo pełne było rozstań i powrotów, zadziorności i kłótni, emigracji i tęsknoty, szczerości i zaufania, ale przede wszystkim oddania i miłości. „Myślę, że byłam mu najbliższa na świecie tak jak on mnie. Na pewno byłam kobietą jego życia i on mężczyzną mojego życia” – mówiła Agnieszka Fitkau-Perepeczko po śmierci męża. W tym szaleństwie musiała więc być metoda. Miłość wystać w kolejce Agnieszka Fitkau od dziecka marzyła o byciu aktorką. Marek Perepeczko początkowo chciał zostać architektem, ale ostatecznie postawił na sztuki teatralne. I pewnie tego wyboru nigdy nie żałował, bo dzięki niemu nie tylko stał się rozpoznawalnym aktorem, ale zyskał także miłość życia, którą spotkał w 1961 roku jako 19-latek. Oboje stali w kolejce, by złożyć dokumenty aplikacyjne na studia. Podobno Marek zapytał wtedy Agnieszki, czy może za nią stanąć. I właśnie wtedy zaczęła się magia. Zrobił na niej piorunujące wrażenie. Podczas krótkiej rozmowy ustalili, że koniecznie muszą się jeszcze kiedyś spotkać, ale zapomnieli ustalić konkretnego miejsca i czasu spotkania. Nie wymienili się też numerami telefonu czy adresami. Być może tutaj ich historia miłosna musiałaby mieć już swój koniec, gdyby młody Marek Perepeczko nie wziął spraw w swoje ręce. Później żartował, że numer...

Czytaj dalej
Wonder Woman Gal Gadot
Gal Gadot jako Wonder Woman. Fot.: mat. prasowe

Gal Gadot: Wonder Woman, Irena Sandler i inne superbohaterki

Jest dziś najbardziej rozchwytywaną aktorką w Hollywood. Jako Wonder Woman przebiła popularnością wszystkich męskich superbohaterów. Ale jej misja sięga znacznie dalej.
Magdalena Żakowska
26.06.2020

Umie latać, pobierać energię z błyskawic, mówić we wszystkich językach świata, w tym w języku zwierząt, dematerializować się i czytać w myślach. Jest odporna na ogień, a pokonana potrafi się sama odrodzić. O kim mowa? O najsłynniejszej bohaterce komiksów we wszechświecie: Wonder Woman. Chociaż narodziła się w 1941 roku i od tego czasu regularnie nawiedzała telewizję i kino, to nigdy jeszcze nie cieszyła się taką popularnością, jak teraz, za sprawą filmu „Wonder Woman” (2017), w którym zagrała ją izraelska aktorka Gal Gadot. Produkcja zarobiła na całym świecie rekordową kwotę blisko 850 milionów dolarów, a Gal Gadot z dnia na dzień stała się gwiazdą. I chociaż z niecierpliwością czekamy już na drugą część przygód, „Wonder Woman 1984” , której premiera w związku z pandemią przesuwana jest o kolejne miesiące (obecnie to 2 października), to Gal Gadot zaskoczy nas w najbliższym czasie jeszcze kilkoma rolami superbohaterek.    Szybka, wściekła, Wonder Woman Urodziła się i wychowała w Izraelu, w małym miasteczku nieopodal Tel Awiwu. Cała jej dotychczasowa kariera oparta była na szczęściu i przypadku. W wieku 18 lat została Miss Izraela, a później – jak wszyscy młodzi ludzie w jej kraju – odbyła dwa lata służby wojskowej. Co prawda nie biegała po poligonie i nie strzelała do makiet helikopterów, była w swoim oddziale instruktorką fitness, ale nauczyła się obsługiwać broń.  Studiowała prawo, chociaż do dziś nie ma zielonego pojęcia dlaczego. Było po prostu dobrym dopełnieniem kariery modelki, którą robiła jako była miss – piękna, ale nie głupia. W 2004 roku do jej agenta zgłosił się reżyser castingu nowego Bonda, „Quantum of Solace” i chociaż ostatecznie dziewczyną agenta 007 została w tym odcinku Olga...

Czytaj dalej
Adam Pawlikowski i Teresa Tuszyńska
Adam Pawlikowski i Teresa Tuszyńska. Fot. Archiwum Filmu/Forum, Roman Sumik/Archiwum Filmu/Forum

Adam Pawlikowski i Teresa Tuszyńska: Książę i Tetetka, czyli najsmutniejsza historia miłosna PRL-u

Oboje w latach 50. szturmem zdobyli kino. Ona alkoholiczka, on cyklofrenik. Ta miłość musiała się bardzo źle skończyć.
Magdalena Żakowska
03.12.2020

„Pojawiła się w moim życiu niczym płonący meteor” – pisał o niej reżyser Kazimierz Kutz i to jest bardzo dobre porównanie, bo Teresa Tuszyńska była płonącym meteorem. Urodziła się na początku wojny, a po powstaniu warszawskim wraz z matką i starszym bratem odbyła dramatyczną podróż do Oświęcimia – w ostatniej chwili, tuż przed stacją końcową, udało im się uciec z pociągu. Po wojnie wrócili do dawnego mieszkania na Woli, a po kilku latach odnalazł się także ojciec Teresy Tuszyńskiej, zesłany do obozu pracy w Niemczech. Ojciec wraz z bratem otworzyli zakład masarski i dobrze im szło. Tuszyńska nie potrafiła się tak łatwo odnaleźć w nowej rzeczywistości. Była na tyle trudnym dzieckiem, że rodzice zdecydowali się wysłać ją do szkoły z internatem prowadzonej przez siostry zakonne. Ale one też z nią długo nie wytrzymały i odesłały z powrotem do domu. Już zawsze będzie sprawiała wszystkim trudności. Dziewczyna z ekranu W szkole miała opinię zdolnej, ale krnąbrnej uczennicy. Zresztą, dużo bardziej od nauki interesowała ją moda, muzyka i imprezowanie. Już jako czternastolatka w towarzystwie dużych starszych kolegów chodziła na potańcówki do modnego wśród artystów klubu Stodoła. Bywali tam Roman Polański, Janusz Morgenstern, Krzysztof Komeda, Agnieszka Osiecka, a także fotografowie łowiący dziewczyny na okładki kolorowych magazynów. Tym sposobem wylądowała na okładce „Kobiety i Życia”. A była tak piękna, że raz ją widząc, nie sposób już było o niej zapomnieć.  Kiedy magazyn „Film” ogłosił konkurs „Piękne dziewczyny na ekrany” Teresa Tuszyńska miała 16 lat i właśnie ostatecznie wyrzucono ją ze szkoły. Nie spełniała więc dwóch podstawowych kryteriów konkursu: nie miała ukończonych 17 lat i średniego...

Czytaj dalej