Hollywood? Nasi byli tam pierwsi!
Reżyser dokumentu „Pollywood” Paweł Ferdek na wzgórzach Hollywood. Fot.: mat. prasowe

Hollywood? Nasi byli tam pierwsi!

„Pollywood”, film dokumentalny Pawła Ferdka dla HBO, opowiada o ojcach założycielach przemysłu filmowego w Hollywood. Tak się składa, że wszyscy, z wyjątkiem Walta Disneya, pochodzili z okolic Warszawy.
Magdalena Żakowska
24.06.2020

Między 1880 i 1920 rokiem do Ameryki przyjechały 23 miliony ludzi. To oni, emigranci, stworzyli podwaliny późniejszego imperium. Ale przemysłu filmowego, Hollywood, nie zbudowali ani Niemcy, ani Brytyjczycy, ani Francuzi, tylko mała grupka z Europy Wschodniej. Przede wszystkim z Polski, przede wszystkim Żydzi. 

Przenośny projektor wymyślił urodzony w Poznaniu Siegmund Lubin; dystrybucję filmową – bracia Warnerowie, założyciele wytwórni Warner Bros, synowie szewca pochodzący z Krasnosielca; animację – pochodzący z Krakowa Max Fleischer. Louis B. Mayer urodził się w Mińsku Mazowieckim, bracia Schubertowie, którzy stworzyli na Broadwayu centrum przemysłu teatralnego pochodzili z terenów należących dziś do Litwy. Podsumowując: wszyscy założyciele Hollywood, poza Waltem Disneyem, pochodzili z ziem w promieniu 800 km od Warszawy. 

Warszawiak, który założył Hollywood

Nie ma chyba osoby, która nie znałaby logo Metro-Goldwyn-Meyer z charakterystycznym ryczącym lwem. Ostatni człon nazwy to Meyer z Mińska, a środkowy pochodzi od Samuela Goldwyna, który urodził się jako Szmula Gelbfisz w Warszawie. To on jest ojcem założycielem stolicy przemysłu filmowego. A było to tak. 

Szmul Gelbfisz jako kilkunastoletni chłopiec uciekł z domu i pieszo przeszedł ponad półtora tysiąca kilometrów w stronę oceanu Spokojnego. Nie było go bowiem stać na pociąg. W Liverpoolu zdobył cudem bilet na statek, dotarł do Kanady, a potem lądem do Stanów Zjednoczonych. Jego pierwszym poważnym biznesem było zamówienie we Francji 40 tysięcy par skórzanych rękawiczek, które zamierzał sprzedać z dużym przebiciem w USA. Kiedy już opłacił zamówienie i transport, okazało się, że amerykański rząd drastycznie podwyższył cło.

Goldwyn zlecił wtedy podzielenie swojego transportu na dwa ładunki – jeden, z samymi prawymi rękawiczkami, wysłał do Chicago. Drugi – z lewymi – do Nowego Jorku, gdzie wówczas mieszkał. Nie zgłosił się po odbiór w wyznaczonym czasie, więc uniknął płacenia cła, a swój ładunek odkupił za jednego dolara, kiedy wystawiony został na aukcję. Nikt poza nim nie zgłosił chęci zakupy 40 tysięcy prawych rękawiczek w Chicago i lewych w Nowym Jorku. Dzięki interesowi z rękawiczkami mógł zainwestować w pierwsze kamery i produkcję filmową. I wtedy na horyzoncie pojawił się Thomas Edison, którego historia długo nazywała genialnym wynalazcą, a tak naprawdę był przede wszystkim sprytnym patenciarzem – przerabiał pomysły innych i patentował jako własne. Tak było m.in. z projektorem i kamerą filmową. Kiedy uzyskał już patent, zmuszał producentów do wysokich opłat za korzystanie z jego „wynalazku”.

Goldwyn postawił się Edisonowi, a ten w rewanżu wysłał na plan jego filmu włoskich gangsterów, którzy mieli za zadanie zdemolować dekoracje i zastraszyć ekipę. Na szczęście Goldwyn zdążył w porę zwinąć plan filmowy, spakować sprzęt i ludzi, a potem zapakować ich wszystkich do pociągu na zachód. Kupił dla wszystkich w pośpiechu bilety do Flagstaff w Arizonie, ale nigdy tam nie był, więc nie wiedział, że to miasteczko jest w rzeczywistości tylko stacją pośrednią na środku prerii. W ostatniej chwili wraz z całą ekipą zdążył zawrócić do pociągu. Dojechali do stacji końcowej: Los Angeles. Goldwyn wynajął tam szopę w miejscu zwanym… Hollywood. 

Paweł Ferdek i Andrzej Krakowski Pollywood
Autor książki „Pollywood” Andrzej Krakowski i reżyser Paweł Ferdek. Fot.: mat. prasowe

Nasi w Hollywood wczoraj i dziś

Historię tych i wielu innych założycieli Hollywood urodzonych na ziemiach polskich opisał w książce „Pollywood. Jak stworzyliśmy Hollywood” Andrzej Krakowski, reżyser, scenarzysta, producent, dwukrotny zdobywca nagrody Emmy za serię „We Are New York” i producent nominowany do Oscara „California Reich”. Historia jego życia sama nadaje się na film. Jest emigrantem 1968 roku, kilka dni po tym, jak wylądował w Nowym Jorku, władze PRL odebrały mu polskie obywatelstwo. Zanim trafił do branży filmowej, podobnie jak Sam Goldwyn, parał się przeróżnymi pracami. I dobrze poznał polskie środowisko filmowe w Ameryce. – Kiedy przyjechaliśmy z siostrą do Nowego Jorku, Roman Polański wydał z tej okazji przyjęcie, przyszedł cały polski „satyrykon”. Marek Hłasko, Jerzy Abratowski, Janek Chęciński, znany tancerz Stefan Wenta, ale tylko z Polańskim i Komedą byłem zaprzyjaźniony, tylko oni też mieli zajęcie – opowiadał w rozmowie z Katarzyną Bielas w „Dużym Formacie”. – Z tych, którzy mieszkali tam od lat, był w Stanach od 1935 roku Bronisław Kaper, kompozytor, laureat Oscara za muzykę do „Lili” Charlesa Waltersa (1954). Henryk Wars, kompozytor, jazzman, i reżyser Józef Lejtes przyjechali po wojnie. Lejtesa poznałem przez Idę Kamińską. Warsa i Kapera widziałem raz w Warszawie, musiałem coś od nich odebrać, Hłaskę widziałem raz, z daleka. Hłasko pracował w Los Angeles u ojczyma Heńka Grynberga w sklepie monopolowym, ale jak zaczęło znikać za dużo alkoholu, to go wyrzucili.

Paweł Ferdek i Howie Pollywood
Reżyser Paweł Ferdek i... Odpowiedź byłaby spoilerem. Fot.: mat. prasowe

Kiedy reżyser Paweł Ferdek trafił na książkę Andrzeja Krakowskiego, jego życie dalekie było od sukcesu. – Moje sprawy nie szły dobrze. Po zrobieniu paru filmów dokumentalnych byłem na skraju bankructwa i kompletnie straciłem poczucie sensu – mówi w swoim dokumencie „Pollywood”. Lektura książki Krakowskiego sprawiła, że dał sobie drugą szansę. Skoro oni, sto lat temu, potrafili zaryzykować wszystko i spełnić marzenia, to może ja jednak też – powiedział sobie. W „Pollywood” rozmawia z kolejnym pokoleniem Polaków w Hollywood i potomkami tych, którzy przybyli tam jeszcze przed drugą wojną światową. Jego marzeniem była rozmowa ze Stevenem Spielbergiem, ostatnim wielkim, który „wdarł się” do Hollywood w wielkim stylu. Jako nastolatek odłączył się od wycieczki po Universal Studios i zainstalował się w pustym pokoju w budynku biurowym, udając reżysera. Takie były jego początki. 

Aby dotrzeć do Spielberga Paweł Ferdek próbuje wszystkiego – rozmawia nawet ze znanym hollywoodzkim paparazzo, który dał mu adres Spielberga i nauczył, jak polować na gwiazdy. Ostatecznie w filmie Ferdka Stevena Spielberga zagrał… Ale to już musicie obejrzeć sami!

„Pollywood” w reżyserii Pawła Ferdka można obejrzeć w HBO!

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
Maciej Stuhr
East News

Maciej Stuhr kończy 45 lat! Czego sobie życzy z okazji urodzin?

„Od czterech miesięcy mieszkamy z rodziną na wsi. Tegoroczne urodziny są inne. Z zupełnie innymi przemyśleniami, w zupełnie innym miejscu w życiu mnie zastały. Powiedziałbym, że w lepszym”, mówi nam Maciej Stuhr.
Anna Zaleska
23.06.2020

Macieja Stuhra można oglądać teraz w świetnym serialu „Szadź” (dostępny na Player) według powieści Igora Brejdyganta. Pierwszy raz w życiu zagrał postać tak mroczną – seryjnego mordercę kobiet. Dla przeciwwagi jego prywatne życie upływa ostatnio w raczej sielankowych, wiejskich klimatach. Anna Zaleska: Mam taką propozycję, żebyśmy z okazji pana urodzin rozmawiali wyłącznie o przyjemnych sprawach. Co pan na to? Maciej Stuhr: Świetny pomysł, ciekawe, czy nam się uda. Świętuje pan 45. urodziny. To liczenie lat powoli staje się coraz bardziej bolesne. Wystarczy dzień i miesiąc, a które to – może lepiej pominąć. W zeszłym roku uczcił pan swoje urodziny jak dwudziestolatek – siedemdziesięciokilometrową wyprawą rowerem do Góry Kalwarii… Tak rzeczywiście było. Może uda mi się to powtórzyć i teraz, chociaż ze względu na burzową pogodę nie jestem pewien. Wczoraj z moimi chłopcami wbrew zdrowemu rozsądkowi wyjechaliśmy rowerami w środek czarnej chmury. Dzielnie przebyliśmy dziesięć kilometrów – w brygadzie początkujących to było wydarzenie – i mama musiała nas ratować, przyjechać samochodem, bo utknęliśmy gdzieś na przystanku, patrząc jak woda nas powoli zalewa. Rzecz jasna miało to swój urok. Generalnie wiejskie życie nam sprzyja, mamy fajne przygody. Opuścił pan miasto i gdzie się pan zaszył? Od czterech miesięcy mieszkamy z rodziną na mazowieckiej wsi. W związku z tym tegoroczne urodziny też są inne. Z zupełnie innymi przemyśleniami, w zupełnie innym miejscu w życiu mnie zastały. Powiedziałbym, że w lepszym. To czas wyciszenia? Łapania równowagi? Tak. I odnalezienia w życiu tych rzeczy, o których się często myślało, dużo się mówiło, marzyło się o nich, a teraz siłą rzeczy są nam dane. Odkrywa pan uroki...

Czytaj dalej
Camilla Lacberg
mat. prasowe

Camilla Läckberg składa hołd kobietom, które są lojalne wobec innych kobiet

„Chcę rozsadzić klatkę, w której zamyka się kobiety” – mówi Camilla Läckberg, słynna na całym świecie autorka kryminałów, która właśnie rozpoczyna nową serię. Pierwsza część, „Złota klatka” to thriller o zemście, determinacji i sile charakteru.
Patrycja Pustkowiak
22.06.2020

Camilla Läckberg zasłynęła serią szwedzkich kryminałów o dociekliwej pisarce książek non-fiction, Erice Falck. Z wykształcenia jest ekonomistką, pisać zaczęła po tym, jak dostała od rodziny na urodziny kurs kreatywnego pisania. Każdy kolejny tom z jej serii o Erice stawał się bestsellerem – podobnie, jak pierwszy tom z nowej serii, wydany w 2019 r. „Złota klatka”. Jesienią 2020 r. ukaże się w Polsce drugi tom „Strebrne skrzydła”.  Patrycja Pustkowiak: Bohaterka pani nowej powieści, Faye, jest zamknięta w tytułowej „złotej klatce” komfortowego życia, które tak naprawdę skrywa przemoc. Faye żyje w małżeństwie, w którym nie ma równości, wciąż musi zadowalać swojego przemocowego męża.  Camilla Läckberg: Chciałam zająć się innym niż do tej pory typem bohaterki, przekonać się, jak daleko może posunąć się zdesperowana kobieta, by bronić siebie i swojego dziecka. I ile ma w sobie mroku. Faye chce wyzwolić się od czegoś, co ją stopowało, powstrzymywało jej rozwój. Opisałam ją w momencie, w którym musi na nowo odkryć siebie.  Zawsze, tak jest i tym razem, pisarsko motywowało mnie stawianie sobie nowych wyzwań. Myślę, że widać to w tej książce. „Złota klatka” jest czymś więcej niż thriller – to hołd dla kobiet, które są wobec siebie lojalne. Mamy z tym problem? Tak bywa. Łatwo wychwalać siostrzeństwo, a w praktyce wygląda to tak, że stajemy w obronie siebie, dopóki nie podważa to naszej lojalności wobec mężczyzny. Lojalność w stosunku do innych kobiet bywa postrzegana jako zagrożenie. Mówiła pani, że wcześniej nie miała odwagi napisać „Złotej klatki”. Dlaczego? Z wiekiem stawałam się silniejsza, odważniejsza. A odkąd skończyłam 40 lat, nie staram się już zadowalać...

Czytaj dalej
Książę Andrzej i Virginia Giuffre w 2001 roku.
Syn królowej Elżbiety II, książę Andrzej i jego ofiara, 14-letnia Virginia Giuffre. 2001 rok. Fot.: materiały promocyjne

Ofiary pedofili są zastraszane, a bogaci mogą wszystko

Takie wnioski płyną z dwóch ważnych filmów dokumentalnych dotyczących pedofilii: „Nic się nie stało” wyreżyserowanego przez Sylwestra Latkowskiego dla TVP i „Jeffrey Epstein: Obrzydliwie bogaty” dostępnego na platformie Netflix.
Magdalena Żakowska
19.06.2020

W odstępie niespełna tygodnia światło dziennie ujrzały dwa wstrząsające dokumenty dotyczące pedofilii – „Nic się nie stało” w reżyserii Sylwestra Latkowskiego w TVP (20 maja) i „Jeffrey Epstein: Obrzydliwie bogaty” na platformie Netflix (27 maja). Co mówią nam o ofiarach i winnych, o Polsce i Ameryce, organach ścigania i sprawiedliwości? Pedofilia w Polsce Dokument Latkowskiego dotyczy przestępstw na tle seksualnym, w tym pedofilii, które popełniane były na Pomorzu, przede wszystkim w Sopocie i Pucku, od 2006 roku. O sprawie stało się głośno w 2015 roku, po samobójczej śmierci 14-letniej Anaid, która była ofiarą gwałcicieli z klubu Zatoka Sztuki w Sopocie. Ale nie dlatego, że prokuratura wszczęła postępowanie, a policja z zapałem rzuciła się do śledztwa. Przeciwnie – zarówno prokuratura, jak i policja bardziej stawiały opór, niż dążyły do ujawnienia prawdy i oskarżenia winnych. Dopiero prywatne śledztwo mamy Anaid, którego wynikami podzieliła się z mediami, nagłośniło sprawę. Afera „Zatoki Świń”, opisana także w książce Bożeny Aksamit i Piotra Głuchowskiego, to seks z dziećmi, handel żywym towarem, stręczycielstwo, zastraszanie i szantażowanie dzieci oraz młodych kobiet. Chociaż wszystko wskazywało na to, że organy ścigania miały do czynienia z siatką pedofilską, zarzuty postawiono tylko dwóm osobom.  Krystian W., pseudonim „Krystek”, wcześniej skazany już za gwałt na dziewczynce z ośrodka opiekuńczego, ma postawionych 65 zarzutów, z czego 40 dotyczą przestępstw seksualnych, a 5 jego ofiar nie miało jeszcze skończonych 15 lat. W zeszłym roku sąd uchylił mu areszt tymczasowy.  Marcin Turczyński, pseudonim „Turek”, współwłaściciel Zatoki Sztuki, miał postawionych 5 zarzutów. Krystian W. miał mu...

Czytaj dalej