Historia jednej piosenki: „Wszystko czego dziś chcę” Izabeli Trojanowskiej była feministycznym manifestem
Zenon Zyburtowicz/East News

Historia jednej piosenki: „Wszystko czego dziś chcę” Izabeli Trojanowskiej była feministycznym manifestem

Izabela Trojanowska nie miała pojęcia, że słowa jej piosenki „Wszystko czego dziś chcę” to manifest wyzwolonej seksualnie kobiety, która szuka miłosnych uniesień. A jednak oczarowała opolską publiczność.
Kamila Geodecka
02.03.2021

Izabela Trojanowska w 1980 roku pewnym krokiem weszła na opolską scenę. „Wszystko czego dziś chcę” śpiewała mocno, drapieżnie. Muzyka była rytmiczna, a tekst mówił o seksie, był żądaniem orgazmu. Jury zaniemówiło, publiczność biła brawo, a sama Izabela Trojanowska… nie wiedziała do końca, o czym właściwie śpiewa.

Książę Karol nawet po rozwodzie chciał mieć ostatnie zdanie

„Śpiewająca aktoreczka”

Po wielkim sukcesie piosenki „Tyle samo prawd, ile kłamstw” z 1979 roku Izabela Trojanowska została zaproszona na festiwal w Opolu, gdzie miała wystąpić z nowym utworem. Było pewne, że kompozytorem będzie Romuald Lipko, lider Budki Suflera. Muzyk wiedział już, jaki potencjał skrywa Izabela Trojanowska, dlatego z ogromnym zapałem podchodził do komponowania nowej piosenki. „Nie powiem, napracowałem się, ale mobilizowała mnie chęć powołania do życia nowego bytu” – mówił po latach Romuald Lipko na łamach „Angory”.

Odważny tekst napisał Andrzej Mogielnicki, który początkowo nie był pozytywnie nastawiony do Izabeli Trojanowskiej. „Tak jak niechętnie zgodziłem się napisać coś dla śpiewającej aktoreczki, tak już pierwsze nagranie było dla mnie dużą niespodzianką” – wspominał w „Angorze”. Okazało się bowiem, że „śpiewająca aktoreczka” potrafi nie tylko czysto śpiewać, ale także odważnie interpretować tekst! A to dla tekściarza było zupełnie nową jakością.

Czytaj także: Historia jednej piosenki: „Małgośka” – Agnieszka Osiecka pierwszą wersję pisała na serwetce

Zakochany autor

Piosenka „Wszystko czego dziś chcę” powstawała w Lublinie, w dość niecodziennych warunkach. Andrzej Mogielnicki był bowiem wtedy szaleńczo zakochany i razem ze swoją sympatią całymi dniami (i nocami) przesiadywał w pokoju w hotelu Unia. Romuald Lipko musiał więc co jakiś czas podchodzić pod hotelowe drzwi i pukać do wrót miłości.

Te się jednak nie otwierały. Gdy kolejny fragment tekstu był gotowy, Andrzej Mogielnicki wysuwał go pod drzwiami i bez zbędnego komentarza wracał do swojej ukochanej. Ta stanie się wkrótce jego żoną, a utwór „Wszystko czego dziś chcę” – prawdziwym muzycznym hitem, który do dziś inspiruje młodych muzyków.

Czytaj także: „On nie kochał żadnej z nas…”. Krystynę Prońko i Majkę Jeżowską rozdzieliła zazdrość

Izabela Trojanowska nie wiedziała, o czym śpiewa

Nadszedł czas konkursu piosenki premierowej w Opolu. Izabela Trojanowska wyszła na scenę. Była ubrana w garnitur, miała mocny i ekstrawagancki makijaż. Jej ruchy były aroganckie, jakby igrała z całym światem. W niczym nie przypominała delikatnych piosenkarek. Co więcej, śpiewała o wyzwolonej kobiecie, która pragnie erotycznych uniesień, a nie statecznego życia, mieszkania i małego fiata.

Festiwalowe jury było zszokowane. Właśnie został wyśpiewany przed nimi feministyczny manifest. Szok musiał najwyraźniej przerodzić się w zachwyt, ponieważ Izabela Trojanowska zdobyła wtedy jedną z głównych nagród. Po latach piosenkarka wielokrotnie wspominała, że nie miała pojęcia o tym, że słowa refrenu mówią o orgazmie:

Wszystko, czego dziś chcę
Pamiętaj o tym
Polecieć chcę
Tam i z powrotem
Z ramion twych wprost do nieba, do nieba
Wszystko, czego dziś chcę
Pamiętaj o tym
Dolecieć raz
Tam i z powrotem
Więcej mi nic nie trzeba, nie trzeba
(...)

„Andrzej, gdybym ja wiedziała, o czym jest ta piosenka, nigdy bym jej nie zaśpiewała” – miała powiedzieć Izabela Trojanowska Andrzejowi Mogielnickiemu. Być może to dobrze, że nie była w pełni świadoma wyśpiewywanych słów? Może to właśnie dlatego jej występ był tak hipnotyzujący, a piosenka do dziś nie traci na popularności.

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
Maryla Rodowicz, Agnieszka Osiecka
East News

„Gdyby żyła, napiłybyśmy się winka” – Maryla Rodowicz o przyjaźni z Agnieszką Osiecką 

To Agnieszka Osiecka napisała dla niej największe hity: „Małgośkę”, „Niech żyje bal” albo „Sing sing”. Razem tworzyły, bawiły się, wyjeżdżały na wakacje. Ich przyjaźń trwała dziesięciolecia, aż do śmierci poetki.
Magdalena Felis
19.02.2020

Premiera serialu „Osiecka” o zmarłej 23 lata temu wspaniałej autorce piosenek została przesunięta na jesień. U nas już teraz opowieść Maryli Rodowicz o przyjaźni z Agnieszką Osiecką, wspólnej pracy, o bułgarskich niedźwiedziach i różowym szampanie, którym poetka witała ją na lotniskach. Magdalena Felis „Uroda Życia”: Grywała pani w tenisa z Osiecką? Maryla Rodowicz: Agnieszka nie była zainteresowana sportem, chociaż w młodości trenowała pływanie na Legii. Zdaje się, że to był pomysł jej ojca. A później, za nagrodę w Opolu w 1963 roku za zwycięską „Piosenkę o okularnikach”, kupiła motorówkę, właściwie to wystarczyło na pierwszą ratę. Łódka była dla szpanu! Chodziło o to, żeby ją mieć. To nie były moje czasy, ale wiem, że Agnieszka nazwała ją „Mr. Paganini” na cześć piosenki Elli Fitzgerald. Lubiła się pokazać? Kiedy miała ochotę, wkładała te swoje ekscentryczne kapelusze, ale generalnie nie przywiązywała wagi do wyglądu. Kiedyś spotkałyśmy się w Zakopanem, patrzę, a Agnieszka ma na sobie spodnie narciarskie jak z lat 50. I na moje zdziwienie powiedziała, że to właśnie są spodnie z lat 50. Mawiała, że nie interesuje się modą, a moda nie interesuje się nią. Kiedyś spotkałyśmy się w Nowym Jorku, Agnieszka zabrała mnie do Eli Czyżewskiej. To było romantyczne mieszkanie, z kominkiem i tarasem, przy którym rosło wielkie drzewo. Przez otwarte okno wpadały do pokoju liście. Siedzimy w tym pokoju, a Ela mówi nagle: „Boże, jakie ty masz okropne ciuchy! Rozbieraj się!”. I wrzuciła je do tego kominka.  Wakacje w Bułgarii i „Apetyt na czereśnie” Ale pani miała wtedy chyba najlepsze ciuchy w Warszawie! Agnieszka lubiła grzebać w pani szafie?...

Czytaj dalej
Zbigniew Wodecki
Albert Zawada

Nikt tak nie kochał życia, jak Zbigniew Wodecki. „To był człowiek nieskazitelny…”

Zbigniew Wodecki – wielki artysta, pełen uroku mężczyzna, wspaniały przyjaciel. „Był to człowiek nieskazitelny. Był przyjacielem wszystkich”, mówił o nim Krzysztof Materna. 22 maja mija trzecia rocznica śmierci artysty.
Anna Zaleska
22.05.2020

Maj był zawsze jego ulubionym miesiącem. Cieszył się słońcem, spacerami, spotkaniami, jazdą z otwartym oknem w aucie. W maju najłatwiej kochać życie – a Zbigniew Wodecki na pewno je kochał i umiał je doceniać. W jednej ze swoich piosenek śpiewał: „Co było, przeszło, nie wróci/Wczorajszy smutek niech już nie smuci/Więc zostaw, zostaw wszystko…”. W wielu wywiadach powtarzał, że liczy się tylko to, co jest teraz, że warto chwytać dzień, nie oglądać się za siebie, nie żałować tego, co przeszło.  Do siebie miał dużo dystansu i traktował siebie z humorem. Na koncertach opowiadał nieraz dowcip o samym sobie: „Zbigniew Wodecki czołga się przez pustynię i jęczy: wody… W końcu spotyka karawanę i dostaje wodę – Wodecki nalewa odrobinę w dłonie i… poprawia włosy”. Żartował też, że kiedy umrze, to jego imponująca grzywa nie zmieści się w trumnie…  Jego piosenki, jego głos i jego lwią grzywę znał w Polsce każdy. Na ulicy zagadywali do niego i starsi ludzie, i małe dzieci. Prosili o autografy, a on żartował, że dzień bez autografu to dzień stracony. Każdy jednak miał w głowie trochę innego Zbigniewa Wodeckiego. Dla jednych był wykonawcą przebojów, które stały się klasyką polskiej piosenki: „Z tobą chcę oglądać świat”, „Lubię wracać tam, gdzie byłem”… Innym kojarzył się z hitami „Chałupy” i „Pszczółka Maja”. Przez lata cieszył się popularnością jako najsympatyczniejszy juror w „Tańcu z gwiazdami”. Wydawało się, że jest już skazany tylko na rolę szanowanego seniora, kiedy w 2013 roku wydarzyła się rzecz niezwykła. Do 63-letniego artysty przyszli muzycy z Mitch & Mitch z propozycją wspólnego nagrania jego debiutanckiego albumu „1976”. Dzięki...

Czytaj dalej
birkin
Fot. Newspix

Jane Birkin i Serge Gainsbourg: Byli szaleńczo zakochani, kiedy podbili świat zmysłową piosenką „Je t'aime, moi non plus"

Był od niej dwa razy starszy. Dwa razy rozwiedziony, ale zakochali się bez pamięci. Nagrali miłosną piosenkę „Je t’aime, moi non plus”, tak erotyczną, że wielu krajach zakazano jej grać. Jane Birkin i Serge Gainsbourg wytrzymali ze sobą 12 lat.
Dorota Szuszkiewicz
28.11.2020

Byli jedną z najbarwniejszych i najbardziej skandalizujących par francuskiej bohemy XX wieku. Jane Birkin i Serge Gainsbourg poznali się w końcu lat 60. Ona była wtedy nikomu nieznaną angielską aktoreczką. On – legendą artystycznego Paryża. Mówiło się, że podniósł piosenkę do rangi sztuki. Ona dużo młodsza, ale i bardziej poukładana życiowo, była dla niego córką i matką. Wytrzymała z nim – geniuszem i alkoholikiem – 12 lat. Ale kochać go nie przestała nigdy. Ich pierwsze spotkanie wróżyło raczej katastrofę i wyglądało tak: Paryż, 1969 r., casting do filmu „Slogan”. Ona bez pieniędzy, przyjmuje propozycję udziału w zdjęciach próbnych z desperacji. Ma 20 lat, malutką córeczkę, za sobą rozwód i erotyczną rólkę w„Powiększeniu” Antonioniego. Nie zna słowa po francusku, i to ją przeraża. On, tak brzydki, że aż piękny, jest dwa razy starszy, dwa razy rozwiedziony, ma dwójkę dzieci, a za sobą liczne romanse z najpiękniejszymi kobietami. Jest poetą, muzykiem i autorem utworów, które śpiewała sama Juliette Greco. Sławę we Francji przyniósł mu nie tylko niewiarygodny talent, ale też arogancki, prowokacyjny sposób bycia, alkoholowe ekscesy, skandale i cynizm. No i pełen namiętności związek z Brigitte Bardot. Mają zagrać w filmie zakochaną w sobie parę. On chce, aby wystąpiła z nim Marisa Berenson, arystokratyczna i pełna klasy, a nie jakaś niewydarzona, nikomu nieznana Angielka , o której on też nigdy nie słyszał. Cóż, ona też o nim nie słyszała i uparcie mówi do niego monsieur Bourguignon (czyli pan Burgundzki, co kojarzy się tylko z wołowiną w tym stylu), bo,]jak twierdzi, to było jedyne francuskie nazwisko, jakie obiło jej się o uszy. Boi się go. Jest arogancki i niemiły. Ale i fascynujący. Kręcą scenę w łazience, on...

Czytaj dalej
Taylor Swift
10 grudnia Taylor Swift wydała drugą w tym roku płytę, Evermore. Fot. materiały promocyjne

Taylor Swift: Bardzo długo żyłam tylko po to, żebyście mnie lubiły

W wieku 17 lat weszła do show-biznesu, dojrzewała na oczach nas wszystkich. Zawsze grzeczna, uśmiechnięta, pozytywna. Aż w końcu powiedziała: dosyć!
Magdalena Żakowska
12.12.2020

Ten rok był dla większości muzyków zawodowym i prywatnym dramatem. Z dnia na dzień stracili możliwość zarobku – trasy koncertowe i występy zostały odwołane, studia nagraniowe zamknięte. Ale Taylor Swift każdą katastrofę potrafi przekuć w sukces. Pokazała to już wielokrotnie. Kilka lat temu wynegocjowała sobie niezależność od wytwórni płytowych i dzięki temu mogła teraz spędzić czas pracując nad nowymi piosenkami, które być może nie będą popowymi hitami okupującymi pierwsze miejsca list przebojów, ale piękną muzyczną pocztówką z czasu lockdownu. Cztery miesiące temu wydała kameralną płytę Folklore, którą nagrała zdalnie z domu, a 10 grudnia zaskoczyła fanów kolejnym albumem Evermore. „Mówiąc wprost, po prostu nie mogliśmy przestać komponować kolejnych piosenek” – mówi. „Mówiąc bardziej poetycko, czuliśmy się tak, jak byśmy stali na skraju pięknego folkowego lasu i mieli wybór: zawrócić, albo pójść dalej i głębiej”.  Tylor Swift: Miss Americana Urodziła się w Pensylwanii, a wychowała w Tennessee i od wczesnego dzieciństwa wiedziała, że będzie piosenkarką country. Pierwszą gitarę dostała w wieku 4 lat i od razu zaczęła komponować piosenki. Na archiwalnych nagraniach w internecie możecie zobaczyć małą blondyneczkę w różowej sukience i kowbojskim kapeluszu, która uśmiechnięta dyga przed publicznością, przedstawia się i śpiewa swoje piosenki. „Od dzieciństwa aż do dzisiaj mój cały kodeks moralny opiera się na potrzebie bycia postrzeganą jako ktoś dobry. Tylko o tym pisałam w pamiętnikach, tylko tego chciałam” – mówi w filmie dokumentalnym „Miss Americana” (Netflix). „Wychowano mnie tak, żebym czerpała szczęście z pochwał. Tak bardzo pragnęłam uznania, że...

Czytaj dalej