Historia jednej piosenki: „Małgośka” – Agnieszka Osiecka pierwszą wersję pisała na serwetce
Fot. East News

Historia jednej piosenki: „Małgośka” – Agnieszka Osiecka pierwszą wersję pisała na serwetce

Jedno jest pewne. To nie był maj! Piosenka „Małgośka” została napisana latem w Sopocie.
Agnieszka Dajbor
13.01.2021

W roku 1973 nie brakowało wielkich przebojów. Zadebiutowała pełna wdzięku Anna Jantar, od razu z wielkim przebojem „Najtrudniejszy pierwszy krok”, Tadeusz Woźniak śpiewał piękną balladę „Zegarmistrz światła”, a Stan Borys czarował awangardową „Jaskółką uwięzioną”. To był jeszcze czas adapterów „Bambino” i pocztówek dźwiękowych, na których można było też nagrać życzenia. Na przykład dla dziewczyny w trakcie zmysłowej piosenki Marie Laforet „Viens, viens”. Nie było płyt Marie Laforet, tak jak wielu innych zachodnich wokalistów, ale kupowało się robione przez prywaciarzy pocztówki dźwiękowe, ozdobione zdjęciem kwiatów albo pary w serduszku.

Konkurencja była więc niemała, ale napisana przez Agnieszkę Osiecką i zaśpiewana przez Marylę Rodowicz „Małgośka” przebiła wszystko. Piosenka o dziewczynie, którą przed ślubem wystawił niewierny narzeczony, liryczna, a jednocześnie jakoś zawadiacka, śpiewana przez Rodowicz mocnym, drapieżnym chwilami głosem, trafiła od razu w serca słuchaczy.

Jak dobrze się znają: Małgorzata Foremniak i jej córka, Ola Jędruszczak?

Małgośka tańcz i pij

Jak można przeczytać w cyfrowym archiwum Polskiego Radia, w 1972 roku w Grand Hotelu, w Sopocie spotkały się Agnieszka Osiecka, Katarzyna Gaertner i Maryla Rodowicz. To były początki ich przyjaźni, ale wspaniała kompozytorka Katarzyna Gaertner mówiła potem w wywiadach, że z Marylą Rodowicz łączyło ją coś fantastycznego. Że to było połączenie dusz. A Agnieszka była wśród nich najważniejsza, najstarsza, najmądrzejsza.

W każdym razie tego lata 1972 siedziały razem w kawiarni w Grand Hotelu, kompozytorce Katarzynie Gaertner przypomniał się kawałek melodii, który grał kataryniarz na warszawskiej Saskiej Kępie. W głowie zaczęła układać muzykę. Agnieszka Osiecka na serwetce pisze: „Małgośka, mówią mi, on niewart jednej łzy, oj, głupia, ty, głupia ty…”. 

Podobno najpiękniejsze wersy są wynikiem sopockiej dyskusji między twórczyniami piosenki:

– „To był maj, pachniała Saska Kępa, szalonymi, zielonymi bzami” – mówi Osiecka.

– Z tego przeboju nie będzie. Poza tym nie lubię pisać do żeńskich rymów. Trzeba to zmienić – odpowiada Gaertner.

– Jak? – pyta Osiecka.

– Trzeba skrócić. Na: „To był maj, pachniała Saska Kępa, szalonym, zielonym bzem” – stwierdza kompozytorka.

Agnieszka Osiecka w rozmowach z Magdą Umer („Rozmowy o zmierzchu i o świcie”, 1997) wspominała, że po raz pierwszy „Małgośkę” napisała do muzyki swojego dobrego kolegi Mateusza Święcickiego – kompozytora i bardzo znanego dziennikarza radiowego (sama Osiecka też pracowała wtedy w Polskim Radio). Ale uznał, że jego melodia będzie za poważna do tych słów i wiersz wylądował w szufladzie. W początku lat 70. Osiecka i Rodowicz jeszcze nie rozumiały się tak dobrze, jak potem (ich idealny duet powstał wraz z takimi piosenkami jak m.in. „Sing, sing”, czy „Damą być”). Ale już ze sobą współpracowały.

„Któregoś dnia przyszły do mnie Maryla z Kaśką Gaertner – wspomina Agnieszka Osiecka. – Maryla zaczęła myszkować, jak miała w zwyczaju. Wiedziała, że gorsze rzeczy trzymam na wierzchu, a lepsze mam schowane. I tak myszkując, znalazła słowa „Małgośki”, zachwyciła się nimi”.

Pracowały jeszcze potem nad piosenką, ale zdaniem Agnieszki Osieckiej to, że „Małgośka” stała się aż takim przebojem, zawdzięcza Maryli Rodowicz i Katarzynie Gaertner. Nie wspomniała też, by była to piosenka o niej (więcej z Osieckiej miały późniejsze piosenki Maryli np. „Co się nażyłam, to się nażyłam”).

Śpiewaj jak Mick Jagger

Tak czy inaczej to Katarzyna Gaertner wezwała Rodowicz na nagranie „Małgośki”. Piosenkarka mieszkała wtedy w Pradze, ze swoim narzeczonym, czeskim producentem muzycznym Frantiskiem Janeckiem. Katarzyna Gaertner bombardowała ją informacjami, nękała telefonami, że koniecznie ma się z nią skontaktować.

„Technologia pracy była taka, – wspominała Maryla Rodowicz z okazji minirecitalu „40-stka Małgośki” – że zabierałam gitarę i jechałam do Kaśki, na warszawskie Koło. Tam najpierw ona przez pół dnia coś pichciła, smażyła – weźmy konfitury, potem było jedzenie i pod wieczór zasiadałyśmy do roboty. Ona przy fortepianie, ja z tą gitarą. Taki bliski kontakt twórcy z wykonawcą, godziny wspólnych przymiarek, to jest idealny układ. No i z tą „Małgośką” też tak było”.

Nagrania piosenki dokonano w studio Polskiego Radia na Myśliwieckiej w Warszawie. Katarzyna Gaertner podczas sesji była niezadowolona. Wołała do Rodowicz: „Wyżej, wyżej!”. Rodowicz: „Wyżej nie mogę”. Na co Gaertner: „I o to chodzi!”. Zależało jej, by wydobyć z głosu Maryli charakterystyczną chrypkę, co zresztą się udało. Radziła jej też, by śpiewała „Jak Jagger”.

„Kilka dni po tym jak piosenka znalazła się na antenie, spotkałam w telewizji kolegę z branży, wspominała Maryla Rodowicz. A ten mówi: „Jak ty to zrobiłaś, że tak zachrypiałaś?” Gdyby wiedział, że to miało być trochę na złość”.

Singiel pt. „Małgośka, szkoda łez” ukazał się na płycie Maryli Rodowicz „Rok” w 1974 roku.

Mały fiat, wielka gwiazda

Ale publiczności został po raz pierwszy zaprezentowany wcześniej, na festiwalu w Sopocie w 1973 roku. Maryla Rodowicz wysiadała na estradzie z małego fiata – auta, czy raczej autka, o którym marzył wtedy chyba każdy, i śpiewała „Małgośka, tańcz i pij, a z niego sobie kpij”. To nagranie można zobaczyć na Youtubie, jest fantastyczne. W komentarzu ktoś napisał „Jak Pani piękna, Pani Marylo”.

Rodowicz wystąpiła w sukience projektu Rafała Olbińskiego (od 1981 na emigracji, najpierw w Paryżu, potem Nowym Jorku, gdzie zrobił wielką karierę jako malarz i plakacista). To była długa sukienka bez pleców, z najmodniejszym wówczas tzw. bananowym dołem i napisami „Małgośka”. A na bluzce było wielkie czerwone serce i oko, z którego płynęły łzy. Do dzisiaj wygląda nowocześnie.

Maryli Rodowicz tamten występ nie kojarzy się jednak najlepiej: „Gdyby nie ten kostium (mam go do dzisiaj), wspominałabym ten festiwal jak najgorzej. Zerwałam z Franciszkiem, a w Sopocie występowałam z czeskimi gitarzystami, „jego” gitarzystami, którym w ramach zemsty kazał zepsuć mój występ. Więc gubili rytm, głupkowato się zachowywali, coś dogadywali. Pamiętam jednak aplauz publiczności. Piosenka się obroniła” – wspominała.

„Gdy Maryla śpiewa Małgośkę, jestem w siódmym niebie” – powiedziała w jednej z rozmów Agnieszka Osiecka.

„Małgośka” niecenzuralna Daniela Olbrychskiego

Po latach okazało się, że istnieje też wersja piosenki ze słowami Daniela Olbrychskiego. Były narzeczony Maryli Rodowicz opowiedział o tym w książce Beaty Biały „Osiecka. Tego o mnie nie wiecie” (W.A.B., 2020).

„Bardzo lubiłem zmieniać słowa w »Małgośce« na niecenzuralne. Po słowach »to był maj« śpiewałem: »pachniała Gośce kępa« i dalej »Małgośka, d..y daj«… – wyznał Olbrychski. – Śpiewałem tę moją wersję »Małgośki« zazwyczaj, gdy jechaliśmy samochodem. No i z tego wszystkiego zdarzyło się Maryli na jednym z koncertów, na szczęście w Pradze, właśnie tak zaśpiewać: »Małgośka, d..y daj«” – wspominał.

Podobno po tych słowach zawstydzeni gitarzyści szybko zeszli ze sceny. Rodowicz została sama i dopiero po chwili zorientowała się, co zaszło. „Uciekła za kulisy. Potem przez rok nie zaśpiewała tej piosenki” – opowiadał Daniel Olbrychski. Na szczęście jego wersja nie okazała się popularna.

Niewielu wie, że piosenka znalazła się też w filmie Krzysztofa Kieślowskiego „Przejście podziemne” z 1974 roku.  Ma też czeską wersję „Marketka”. W ubiegłym roku „Małgośka” zwyciężyła w plebiscycie słuchaczy na przebój 95-lecia Polskiego Radia, pokonała „Dziwny jest ten świat” Niemena i „Cień wielkiej góry” Budki Suflera. Pozostaje pytanie, dlaczego Małgośka jest Małgośką, a nie modną wtedy Anulą, Agatą, czy Moniką? Tego nie wiadomo do dzisiaj. 

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
Karolina Piechota / Fot. Joanna Florek i Michal Mazurkiewicz

„Super jest zagrać Marylę!” – mówi Karolina Piechota, którą zobaczymy w serialu „Osiecka”

„To intrygujące, że ktoś będzie mną na ekranie”, mówi Maryla Rodowicz i zapowiada, że będzie serial oglądać. Dla Karoliny Piechoty zagranie legendy polskiej sceny to rola marzeń – i jednocześnie duża odpowiedzialność.
Anna Zaleska
17.12.2020

Już 25 grudnia Telewizja Polska pokaże pierwszy odcinek długo oczekiwanego serialu „Osiecka”. Na ekranie mnóstwo znajomych postaci. Oprócz Agnieszki Osieckiej, którą zagrają Magdalena Popławska i Eliza Rycembel (we wczesnej młodości), zobaczymy też Marka Hłaskę, Jeremiego Przyborę, Elżbietę Czyżewską I oczywiście Marylę Rodowicz, którą z Agnieszką Osiecką połączyła przyjaźń i wiele niezapomnianych piosenek. W jej postać wcieliła się Karolina Piechota. Anna Zaleska: Pierwsza myśl, gdy dostała pani rolę Maryli Rodowicz? Karolina Piechota: Wow, jakie to super! Wie pani, z kim walczyła o tę rolę? Casting został tak zorganizowany, że nie miałam pojęcia, z kim rywalizuję. Nie było więc presji, że widzę inne kandydatki i muszę stanąć do rywalizacji. Bardzo sympatycznie to wszystko przebiegało. Na pewno ważne było to, że pani jest nie tylko aktorką, ale też wokalistka? Tak, myślę, że to był istotny składnik sukcesu. Mam w dorobku dużo piosenek, w których grałam ekscentryczne wokalistki i diwy. Śpiewałam między innymi piosenki Violetty Villas, Marylin Monroe, Cyndi Lauper i właśnie Maryli Rodowicz. Na Przeglądzie Piosenki Aktorskiej we Wrocławiu wykonałam „Arię hrabiny” Stanisława Moniuszki. Na scenie zawsze bliżej mi było do barwnego ptaka niż melancholijnej, drobnej pieśniarki. Teraz myślę, że każdy krok, który podejmowałam w swojej twórczości, prowadził mnie w stronę takiej choćby roli jak Maryla Rodowicz. Czy to była piosenka aktorska, czy mój One Woman Show Lady ViVi. Jaka będzie Maryla Rodowicz w pani wykonaniu? Gram młodą Marylę, to są lata 70. i 80. Wchodząc na plan serialu, myślałam o tym, czy jesteśmy do siebie podobne, czy byśmy się polubiły, gdybyśmy miały możliwość poznania, jakie mamy punkty wspólne? Co nas...

Czytaj dalej
Maryla Rodowicz, Agnieszka Osiecka
East News

„Gdyby żyła, napiłybyśmy się winka” – Maryla Rodowicz o przyjaźni z Agnieszką Osiecką 

To Agnieszka Osiecka napisała dla niej największe hity: „Małgośkę”, „Niech żyje bal” albo „Sing sing”. Razem tworzyły, bawiły się, wyjeżdżały na wakacje. Ich przyjaźń trwała dziesięciolecia, aż do śmierci poetki.
Magdalena Felis
19.02.2020

Premiera serialu „Osiecka” o zmarłej 23 lata temu wspaniałej autorce piosenek została przesunięta na jesień. U nas już teraz opowieść Maryli Rodowicz o przyjaźni z Agnieszką Osiecką, wspólnej pracy, o bułgarskich niedźwiedziach i różowym szampanie, którym poetka witała ją na lotniskach. Magdalena Felis „Uroda Życia”: Grywała pani w tenisa z Osiecką? Maryla Rodowicz: Agnieszka nie była zainteresowana sportem, chociaż w młodości trenowała pływanie na Legii. Zdaje się, że to był pomysł jej ojca. A później, za nagrodę w Opolu w 1963 roku za zwycięską „Piosenkę o okularnikach”, kupiła motorówkę, właściwie to wystarczyło na pierwszą ratę. Łódka była dla szpanu! Chodziło o to, żeby ją mieć. To nie były moje czasy, ale wiem, że Agnieszka nazwała ją „Mr. Paganini” na cześć piosenki Elli Fitzgerald. Lubiła się pokazać? Kiedy miała ochotę, wkładała te swoje ekscentryczne kapelusze, ale generalnie nie przywiązywała wagi do wyglądu. Kiedyś spotkałyśmy się w Zakopanem, patrzę, a Agnieszka ma na sobie spodnie narciarskie jak z lat 50. I na moje zdziwienie powiedziała, że to właśnie są spodnie z lat 50. Mawiała, że nie interesuje się modą, a moda nie interesuje się nią. Kiedyś spotkałyśmy się w Nowym Jorku, Agnieszka zabrała mnie do Eli Czyżewskiej. To było romantyczne mieszkanie, z kominkiem i tarasem, przy którym rosło wielkie drzewo. Przez otwarte okno wpadały do pokoju liście. Siedzimy w tym pokoju, a Ela mówi nagle: „Boże, jakie ty masz okropne ciuchy! Rozbieraj się!”. I wrzuciła je do tego kominka.  Wakacje w Bułgarii i „Apetyt na czereśnie” Ale pani miała wtedy chyba najlepsze ciuchy w Warszawie! Agnieszka lubiła grzebać w pani szafie?...

Czytaj dalej
Maryla Rodowicz i Daniel Olbrychski
PAWEL DABROWSKI/East News

Maryla Rodowicz i Daniel Olbrychski: „To wąskie żelazne łóżko świetnie pamiętam”

Ona – z hitem „Małgośka” na koncie święciła triumfy na największych festiwalach muzycznych w Polsce. On – słynny Kmicic z ekranizacji „Potopu”, bohater, w którym kochały się wszystkie dziewczyny. W czasach PRL-u o burzliwym romansie Maryli Rodowicz i Daniela Olbrychskiego mówili wszyscy.
Sylwia Arlak
10.12.2020

On narzekał, że ona nie ma dla niego czasu. Ona miała już dosyć jego przygód z alkoholem. W końcu powiedziała „dość” i pojechała na Mokotów do domu przyjaciela. Do Daniela od dawna dochodziły plotki o romansie ukochanej. Nie chciał im wierzyć, ale mówiono, że Maryla spodobała się Andrzejowi Jaroszewiczowi, synowi ówczesnego premiera. Zadzwonił do jego domu, a kiedy odebrała Maryla, oświadczył, że zaraz po nią przyjedzie. W ciągu dziesięciu minut miał pojawić się przed willą. Dotarł na miejsce, ale jego ukochanej nie było. Nie powiedziała: zostań, nie odchodź Kiedy wbiegł do domu i zobaczył, jak Maryla i jej adorator siedzą przy stole, popijając alkohol, przestał nad sobą panować. „Furtka na posesję była zamknięta, więc przeskoczył przez parkan. Gdy wszedł do środka, Jaroszewicz dostał w dziób” — opowiadała w jednym z wywiadów artystka. Maryla kazała Danielowi natychmiast wyprowadzić się z jej wynajmowanego mieszkania przy alei Szucha. Zmieniła zdanie, gdy po powrocie nad ranem do domu zobaczyła ukochanego. „Żal jej było, że coś się kończy. Nie powiedziała: »Zostań! Nie odchodź!«. Nie, tylko trzymała jedną rączką za skarpetę, a jej palec po palcu odginałem i tak spakowałem się”, wspomina Olbrychski w książce „Maryla. Życie Marii Antoniny”. Ich romans zaczął się trzy lata wcześniej. Na początku lat 70. oboje byli u szczytu sławy. Poznali się w 1973 roku na jednym z bankietów przygotowanych przez organizatorów koncertu Maryli. Jak wspominali członkowie jej zespołu, od razu wpadli sobie w oko. Olbrychski nie tylko zafascynował się jej urodą, ale też pasją do motoryzacji. Rodowicz kupiła sobie czerwone porsche 914, auto, o którym w czasach PRL-u większość osób mogła jedynie pomarzyć.   Nawet Olbrychski jeździł...

Czytaj dalej
Marek Niedźwiedzki
Darek Kawka

Marek Niedźwiecki: „Pierwsze notowanie Listy zrobiliśmy w kwietniu 1982…”

16 maja 2020 r. Marek Niedźwiecki ogłosił, że odchodzi z Trójki. Za dwa tygodnie, 29 maja 2020 miało odbyć się prowadzone przez niego 2000. notowanie listy. Ostatnie piątkowe głosowanie zostało decyzją zarządu Programu 3. Polskiego Radia unieważnione. W unieważnionym głosowaniu na 1. miejscu ukazała się piosenka Kazika „Twój ból jest lepszy niż mój”.
Magdalena Felis
17.05.2020

Czy jest ktoś, kto nie zna Listy Przebojów Trójki, nawet jeśli się na niej nie wychował? Nadawana w każdy piątek, prowadzona przez Marka Niedźwieckiego już od 38 lat w wielu domach była tradycją. 16 maja 2020 r. Marek Niedźwiecki ogłosił, że odchodzi z Trójki. Za dwa tygodnie, 29 maja 2020 miało odbyć się prowadzone przez niego 2000. notowanie listy. Ostatnie piątkowe głosowanie zostało decyzją zarządu Programu 3. Polskiego Radia unieważnione. W unieważnionym głosowaniu na 1. miejscu ukazała się piosenka Kazika „Twój ból jest lepszy niż mój”.  W aktualnym wydaniu „Urody Życia” twórca i prowadzący LP3 Marek Niedźwiecki opowiadał, jak ukochane piosenki wpływały na jego i nasze życie.  Nigdy pan nie żałował, że nie podjął pracy jako technolog budowlany? Rzeczywiście, taki kierunek skończyłem na Wydziale Budownictwa Politechniki Łódzkiej, ale wybrałem tę uczelnię tylko dlatego, żeby dostać się do Studenckiego Radia Żak. I się dostałem – a stamtąd do łódzkiej rozgłośni Polskiego Radia. Ale gdybym nie trafił do radia, to pracowałbym w bibliotece w Szadku, moim rodzinnym miasteczku. Nic innego mi nie przychodzi do głowy. A to prawda, że rozmowa wstępna na stanowisko prowadzącego Listę Przebojów Trójki trwała niecałą minutę? Mogło to tyle trwać. Pamiętam, że pojechałem do siedziby Polskiego Radia na ulicy Malczewskiego, gdzie miałem spotkać się z Andrzejem Turskim, nowym redaktorem naczelnym Programu III Polskiego Radia. To był 1982 rok.  Wyznaczył mi spotkanie, ale ostatecznie nie miał dla mnie czasu, więc szliśmy tylko korytarzem. Ciągle pamiętam, że był ubrany w kurtkę w kolorze wojskowej zieleni, ale nie wojskową. Biegłem obok niego, kiedy powiedział, że będę prowadził listę przebojów. Zapytałem...

Czytaj dalej