Historia jednej piosenki: „Jeszcze się tam żagiel bieli” Alicji Majewskiej dawała nadzieję w chwilach niepewności
PIOTR FOTEK/REPORTER

Historia jednej piosenki: „Jeszcze się tam żagiel bieli” Alicji Majewskiej dawała nadzieję w chwilach niepewności

Piosenka „Jeszcze się tam żagiel bieli” Alicji Majewskiej miała dawać nadzieję wszystkim kobietom, których mężowie, bracia i synowie wypływali na morze, by zarabiać na chleb. W grudniu 1980 roku wprowadzono stan wojenny i piosenka ta przestała być wyłącznie utworem o marynarzach.
Kamila Geodecka
22.02.2021

Złośliwi mówili, że piosenka „Jeszcze się tam żagiel bieli” była stworzona pod enerdowską publikę. Kabareciarze nie raz próbowali ten utwór parodiować. Wiele osób zarzucało twórcom, że jest on banalny, prosty, bez głębi. Sama Alicja Majewska wspominała jednak, że piosenka wywoływała wiele wzruszeń wśród publiczności. Żona pewnego marynarza nagrała ją nawet i wielokrotnie odtwarzała w domowym zaciszu. W liście do artystki pisała, że dzięki temu łatwiej jest jej przeżyć rozstanie z mężem.

Książę Karol nawet po rozwodzie chciał mieć ostatnie zdanie

Człowiek i morze

Był rok 1980, gdy ogłoszono konkurs na piosenkę, która miała zostać zaprezentowana na festiwalu „Człowiek i morze”. Festiwal był organizowany w Rostocku – ówczesnym NRD. Władze prędko podjęły decyzję, kto będzie reprezentował Polskę we Wschodnich Niemczech. Musiała to być osoba, która nie tylko może pochwalić się mocnym głosem i świetną aparycją, ale także potrafi złapać dobry kontakt z publicznością. Do tego opisu idealnie pasowała Alicja Majewska.

Gdy wiedziano już, kto będzie śpiewał, wybór kompozytora wydawał się oczywisty. To musiał być Włodzimierz Korcz, od lat był znany z tego, że umie w mgnieniu oka napisać utwory, które stają się prawdziwymi przebojami. Zachwycał swoją muzyka filmową, komponował piosenki dla największych gwiazd. Najczęściej tworzył utwory, do których był już gotowy tekst. W tym przypadku było inaczej. Włodzimierz Korcz nie zamierzał jednak narzekać. „Po prostu siadłem i napisałem muzykę” – miał skwitować całą sytuację.

Następnie przyszedł czas na wybór tekściarza. Ta decyzja również została podjęta bardzo szybko. Skoro komponować muzykę ma Włodzimierz Korcz, a śpiewać Alicja Majewska, tekst musi ułożyć Wojciech Młynarski. Poeta miał wielki talent, a prywatnie uwielbiał morze. Co roku wybierał się na wakacje do Jastarni, gdzie przyglądał się mieszkańcom nadmorskiej miejscowości. Widział kobiety, które z nadzieją czekają na swoich mężów, braci, synów...

Czytaj także: Elżbieta Starostecka i Włodzimierz Korcz: „Zdecydowaliśmy, że będziemy razem do końca życia, mając 21 lat”

Nad morze w pidżamie

Przed wyjazdem Alicji Majewskiej na festiwal „Człowiek i morze” trzeba było sprawdzić, czy piosenka faktycznie porwie tłumy. Świetną okazją było Opole. Nie obyło się jednak bez nerwów i zmian na ostatnią chwilę. Zaczęło się od stroju piosenkarki, który do Opola przyjechał… w kawałkach. Jak mówiła sama piosenkarka, była to kreacja, która przypominała pidżamę wykonaną z cieniutkiego, białego materiału. Całość miała wyglądać dostojnie, niczym rozpięty żagiel na wietrze. W zamian dostała białą i skromną sukieneczkę.

Gdy weszła na scenę, usłyszała głos reżysera Mariusza Waltera – zapytał, czy gwiazda przystępuje do Pierwszej Komunii. Powiedział także, że nie podoba mu się powolny wstęp utworu, po którym następuje gwałtowne przyspieszenie. Włodzimierz Korcz wysłuchał tej uwagi i naniósł poprawki. Do dziś słuchamy właśnie „walterowskiej” wersji piosenki.

Jakie były losy specjalnie zaprojektowanej „pidżamy”? Po komentarzu Mariusza Waltera krawcowe z Opola całą noc spędziły na zszywaniu części kostiumu. Efekt był niesamowity. Alicja Majewska zaśpiewała w lejącej się białej kreacji i oczarowała opolską publikę. Zdobyła drugie miejsce.  Na festiwalu „Człowiek i morze” – Grand Prix.

Czytaj także: Historia jednej piosenki: „Psalm stojących w kolejce” Krystyny Prońko z '80 roku był manifestem nadziei i siły

Nowa nadzieja

To nie nagrody są w tym przypadku najważniejsze. Alicja Majewska, śpiewając słowa Wojciecha Młynarskiego, dawała nadzieję wielu osobom, które czekały na powrót swoich bliskich, nie wiedząc, czy jeszcze ich zobaczą.

Z czasem przestała to być jedynie piosenka o marynarzach. Gdy ogłoszono stan wojenny, zaczęły się aresztowania, przymusowe wyjazdy, internowania. Nagle marynarzem, na którego kobiety czekają w domu, mógł stać się każdy. Wśród Polonii na całym świecie piosenka wywoływała wzruszenie, ponieważ dla naszych rodaków na obczyźnie marynarzami byli bliscy, którzy nie mogli ich odwiedzić.

Alicja Majewska mówiła, że tak naprawdę to piosenka, o której każda kobieta może powiedzieć: „To o mnie”. Żona policjanta, narzeczona górnika, matka żołnierza – wszystkie wiedziały, co to znaczy czekać na ukochaną osobę.

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
Elżbieta Starostecka i Włodzimierz Korcz
MIECZYSLAW WLODARSKI/REPORTER

Elżbieta Starostecka i Włodzimierz Korcz: „Zdecydowaliśmy, że będziemy razem do końca życia, mając 21 lat”

Od ponad 50 lat uchodzą za małżeństwo doskonałe. Kiedy jedno z nich stawiało na karierę, drugie czekało wiernie w domu.
Sylwia Arlak
23.12.2020

Poznali się na studiach. Uczyli się w jednym budynku łódzkiej filmówki. Ona chodziła na zajęcia na parterze, na wydziale aktorskim, on — do konserwatorium na pierwszym piętrze. Na trzecim roku studiów Włodzimierz Korcz wziął udział w przesłuchaniu. Szukali pianisty do kabaretu. To tam pierwszy raz zobaczył Elżbietę Starostecką. „Poszedłem na próbę, popatrzyłem na Elżbietę i pomyślałem, że rzeczywiście ładna. Nie było rażenia piorunem” — wspominał po latach Korcz. „Miłość od pierwszego wejrzenia? Chyba nie. To, że jesteśmy dla siebie stworzeni, stało się oczywiste dopiero po paru dniach” — mówiła ona. Czytaj też:   Agnieszka Fitkau-Perepeczko i Marek Perepeczko: „To była nie tylko miłość, ale także niezwykła przyjaźń” Czekał godzinę pod jej drzwiami Później znajomy Korcza założył kabaret piosenki przedwojennej. Elżbieta w nim śpiewała, Włodzimierz grał. Razem chodzili na próby, po których on po dżentelmeńsku odprowadzał ją do domu i nosił jej siatkę wypchaną ciężkimi książkami. „Potem przyznał się, że nylonowe żyłki wpijały mu się w palce do krwi, ale nie przekładał siatek do drugiej ręki, bo bał się, że nie wezmę go już pod ramię” — mówiła Starostecka w rozmowie z magazynem „Pani”. Nie potrafili się ze sobą rozstać. „Staliśmy w małym korytarzyku pod schodami i o czwartej rano dziwiliśmy się, że coś tak jasno na dworze. A przecież dotarliśmy do domu koło północy. I te rozmowy spowodowały, że wiedzieliśmy, że będziemy ze sobą do końca życia” — wspominał Korcz w magazynie „Viva!” , dodając: „Rozmawialiśmy o wszystkim — o życiu, o sztuce, teatrze, muzyce, o naszych rodzinach, o sobie. Co kochamy, czego nienawidzimy. Wszystko chcieliśmy...

Czytaj dalej
Marek Niedźwiedzki
Darek Kawka

Marek Niedźwiecki: „Pierwsze notowanie Listy zrobiliśmy w kwietniu 1982…”

16 maja 2020 r. Marek Niedźwiecki ogłosił, że odchodzi z Trójki. Za dwa tygodnie, 29 maja 2020 miało odbyć się prowadzone przez niego 2000. notowanie listy. Ostatnie piątkowe głosowanie zostało decyzją zarządu Programu 3. Polskiego Radia unieważnione. W unieważnionym głosowaniu na 1. miejscu ukazała się piosenka Kazika „Twój ból jest lepszy niż mój”.
Magdalena Felis
17.05.2020

Czy jest ktoś, kto nie zna Listy Przebojów Trójki, nawet jeśli się na niej nie wychował? Nadawana w każdy piątek, prowadzona przez Marka Niedźwieckiego już od 38 lat w wielu domach była tradycją. 16 maja 2020 r. Marek Niedźwiecki ogłosił, że odchodzi z Trójki. Za dwa tygodnie, 29 maja 2020 miało odbyć się prowadzone przez niego 2000. notowanie listy. Ostatnie piątkowe głosowanie zostało decyzją zarządu Programu 3. Polskiego Radia unieważnione. W unieważnionym głosowaniu na 1. miejscu ukazała się piosenka Kazika „Twój ból jest lepszy niż mój”.  W aktualnym wydaniu „Urody Życia” twórca i prowadzący LP3 Marek Niedźwiecki opowiadał, jak ukochane piosenki wpływały na jego i nasze życie.  Nigdy pan nie żałował, że nie podjął pracy jako technolog budowlany? Rzeczywiście, taki kierunek skończyłem na Wydziale Budownictwa Politechniki Łódzkiej, ale wybrałem tę uczelnię tylko dlatego, żeby dostać się do Studenckiego Radia Żak. I się dostałem – a stamtąd do łódzkiej rozgłośni Polskiego Radia. Ale gdybym nie trafił do radia, to pracowałbym w bibliotece w Szadku, moim rodzinnym miasteczku. Nic innego mi nie przychodzi do głowy. A to prawda, że rozmowa wstępna na stanowisko prowadzącego Listę Przebojów Trójki trwała niecałą minutę? Mogło to tyle trwać. Pamiętam, że pojechałem do siedziby Polskiego Radia na ulicy Malczewskiego, gdzie miałem spotkać się z Andrzejem Turskim, nowym redaktorem naczelnym Programu III Polskiego Radia. To był 1982 rok.  Wyznaczył mi spotkanie, ale ostatecznie nie miał dla mnie czasu, więc szliśmy tylko korytarzem. Ciągle pamiętam, że był ubrany w kurtkę w kolorze wojskowej zieleni, ale nie wojskową. Biegłem obok niego, kiedy powiedział, że będę prowadził listę przebojów. Zapytałem...

Czytaj dalej
Kundel
fot. Szymon Rogiński

Artur Rojek: „Chcę być kundlem”

Jego fani czekali na to sześć lat. Muzyk wraca z nową płytą „Kundel” i przesłaniem, żebyśmy doceniali zwyczajność.
Wika Kwiatkowska
21.05.2020

Jego debiutancka płyta solowa „Składam się z ciągłych powtórzeń” została świetnie przyjęta i zyskała status podwójnej platyny. Nowy album byłego lidera Myslovitz ma szanse powtórzyć ten sukces. Artysta miał ruszyć w wielką trasę koncertową, ale przerwała ją pandemia koronawirusa. Pandemia, która jednocześnie sprawiła, że druga płyta Rojka jest wyjątkowo aktualna. Bo jak sam mówi: „Te teksty bardziej opowiadają o rzeczach, które mają przynieść ukojenie. Ono jest możliwe wtedy, gdy docenisz rzeczy zwykłe, proste, to, co masz w tej chwili. Dlatego tak często pojawia się na tej płycie słowo »doceń«”. Wika Kwiatkowska: Nowy album zatytułowałeś „Kundel”. To nie jest trochę obraźliwe określenie? Artur Rojek: Dla mnie to pozytywne słowo. Opisuję kundla jako kogoś, kto jest przeciwieństwem rasowości świata, ale rasowości ujętej w cudzysłów. Tego ciągłego aspirowania do bycia lepszym, niezwykłym, nadzwyczajnym. Pomysł na te piosenki wziął się z dużych tematów. Dotyczących życia, które w sposób nieprzewidywalny może ci się w każdej chwili zmienić. Bo jedna mała sytuacja może spowodować, że potoczy się w innym kierunku. Takim, którego ani nie planujesz, ani się nie spodziewasz. I nawet jeżeli podczas tej zmiany dotknie cię tragedia, po czym będziesz miała to już za sobą, powiesz sobie, że najgorsze w życiu już przeżyłaś, to może się okazać, że przed tobą jest coś jeszcze gorszego. Bardzo optymistyczna wizja… Taki był pomysł na teksty. Zdrada, śmierć, choroba, wypadek, wojna, trzęsienie ziemi – sytuacje, które wywracają życie do góry nogami. I zawsze zaskakują. A widzę wokół siebie mnóstwo osób, które nie zauważają,...

Czytaj dalej
Roman Gutek
Łukasz Gawroński

Roman Gutek o przyszłości kina: „Ludzie wrócą. Już za nimi tęsknię” 

Pierwsze kina otworzą się na widzów prawdopodobnie na przełomie maja i czerwca, ale rygory sanitarne będą bardzo wysokie.
Magdalena Żakowska
06.05.2020

Roman Gutek co roku na festiwalu Nowe Horyzonty, nie tylko prezentuje najlepsze premiery filmowe, ale też pokazuje nam, co ciekawego dzieje się w kinie światowym. W tym roku, po raz pierwszy od 20 lat festiwal się nie odbędzie w lipcu, ale w listopadzie, razem z drugim festiwalem organizowanym przez Stowarzyszenie Nowe Horyzonty: American Film Festival. Takie są plany – bo dzisiaj niczego nie wiadomo na pewno. Wiadomo jednak, że tęsknimy za kinem i czekamy na premiery filmowe 2020. Pytamy Romana Gutka o przyszłość kina i filmy najlepsze na kwarantannę.  Magdalena Żakowska, „Uroda Życia”: Myśli pan, że ludzie wrócą do kin? Roman Gutek: Wrócą. To będzie proces. Sieć Multikino zrobiła niedawno badania wśród swoich widzów, z których wynika, że 20 procent z nich jest gotowa wrócić do kin natychmiast, 40 procent po miesiącu od ich otwarcia, a kolejne 20 procent po dwóch miesiącach. To w sumie 80 procent widzów – bardzo optymistyczne dane. W ramach komisji antykryzysowej przygotowujemy też dużą akcję „Powrót do kina”, na którą złożą się PISF, dystrybutorzy, kiniarze. Mamy nadzieję, że pomogą również media. Będziemy informować w niej widzów, jakie zasady bezpieczeństwa dla nich przygotowaliśmy, ale też, że po prostu za nimi tęsknimy. Bo tęsknimy. Kiedy kina już się dla widzów otworzą, będzie co oglądać. Wielkie wytwórnie filmowe trzymają na ten moment swoje najważniejsze produkcje.  No właśnie niekoniecznie. W pierwszym etapie po otwarciu kin, którego można spodziewać się na przełomie maja i czerwca, może być z tym problem. Rygory sanitarne wymuszą ograniczoną liczbę widzów, czyli też mniejsze przychody dla dystrybutorów. Obawiam się, że nie będą chcieli dać dużych tytułów. Błędne koło. ...

Czytaj dalej