Historia jednej piosenki: „Dziwny jest ten świat” Czesława Niemena był manifestem dla publiczności, kiczem dla krytyków
Andrzej Marzec/East News

Historia jednej piosenki: „Dziwny jest ten świat” Czesława Niemena był manifestem dla publiczności, kiczem dla krytyków

Czesław Niemen na festiwalu w Sopocie zahipnotyzował całą publiczność pierwszym wykonaniem piosenki „Dziwny jest ten świat”. Krytycy mówili jednak o tanim efekciarstwie.
Kamila Geodecka
16.02.2021

Czesław Niemen jest artystą wszech czasów, a „Dziwny jest ten czas” – piosenką wszech czasów. Pierwsi krytycy nie byli jednak tak przychylnie nastawieni ani do tekstu tego utworu, ani do linii melodycznej. To nie miało jednak znaczenia. Gdy Czesław Niemen 20 sierpnia 1967 roku wystąpił w Sopocie, porwał tłumy. Piosenka prędko stała się manifestem i hymnem dla młodych ludzi.

Czytaj także: Małgorzata Niemen opowiada o miłości do Mistrza, Czesława Niemena

Książę Karol nawet po rozwodzie chciał mieć ostatnie zdanie

„Dziwny jest ten świat”: największy protest song

Czesław Niemen nie ukrywał swoich muzycznych inspiracji. Zachwycał się amerykańską muzyką soulową i bluesową. Gdy pisał piosenkę „Dziwny jest ten świat”, czerpał z takich przebojów jak „When a Man Loves a Woman” Percy’ego Sledge’a czy „It's a Man's Man's Man's World” Jamesa Browna. Charakterystyczny organowy wstęp został skomponowany i zagrany przez Mariana Zimińskiego. Muzycy nagrali piosenkę w czerwcu 1967 roku. Wtedy też na płycie długogrającej został zarejestrowany cały debiutancki album Czesława Niemena. Muzyk jeszcze tego nie wiedział, ale to właśnie ten longplay niebawem okryje złoto.

Piosenka „Dziwny jest ten świat” prawdopodobnie nie zyskałaby takiej popularności, gdyby nie jej ekspresyjne wykonanie na Festiwalu Piosenki w Sopocie. Artysta został zapowiedziany przez Lucjana Kydryńskiego słowami: „Muzyka: Czesław Niemen. Tekst: Czesław Niemen. Śpiewa: Czesław Niemen”. A potem nikt nie mówił już nic. Rozległy się oklaski, zaraz po nich rozbrzmiały organy, a mocny głos Czesława Niemena hipnotyzował wszystkich. Artysta wystąpił w kolorowym stroju, nietypowej fryzurze. Śpiewał ekspresyjnie, emocjonalnie, inaczej! To wszystko przykuło uwagę ludzi, szczególnie tych młodych. Chociaż nie wygrał festiwalu (wygrała go Dana Lerska), stał się prawdziwym idolem dla zbuntowanej młodzieży końca lat 60.

Czytaj także: Danuta i Tadeusz Konwiccy: Słynny autor „Małej Apokalipsy” po odejściu żony rzucił pisanie

Nienawiść rozpoczynająca wojnę

To, co poruszyło publiczność, niekoniecznie spodobało się krytykom. Pojawiały się zjadliwe komentarze, osądzanie o taniość, brak artyzmu. Niedługo po festiwalu Czesław Niemen spotkał się z dziennikarzem Piotrem Kaczkowskim i odniósł się do krytyki, mówiąc, że jego piosenka jest manifestem. „Nie zastanawiamy się nad tym, że przecież potrafimy się zabijać słowami” – mówił. Następnie dodał, że słowa utworu są refleksyjne, że mogą odnosić się nawet do spraw wojennych. W końcu to od nienawiści rozpoczyna się wojowanie – to mniejsze i największe.  „Ja chciałem połączyć bardzo sugestywną muzykę z mocnym tekstem. Mnie się wydaje, że mi się to udało” – mówił Czesław Niemen.

Dzisiaj wiemy, że artyście dobrze się wydawało. Piosenka zyskała ogromną popularność. W grudniu 1968 roku album „Dziwny jest ten świat” został uhonorowany Złotą Płytą. Była to pierwsza w Polsce płyta, która okryła się złotem. Ten sukces był niewątpliwie wynikiem ekspresyjnego sopockiego występu. Czesław Niemen porwał tłum w 1967 roku, ale przesłanie tej piosenki jest aktualne do dziś.  

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
Czesław Niemen

Małgorzata Niemen opowiada o miłości do Mistrza, Czesława Niemena

„Było mi trochę wstyd, czy może miałam wyrzuty sumienia, że to mnie wybrał.”
Magdalena Żakowska
04.01.2019

Małgorzata Niemen była pierwszą polską modelką, której zdjęcie pojawiło się we włoskiej edycji magazynu „Vogue”. Do dziś jest ikoną mody. Posągowo piękna, Czesław Niemen mówił o niej, że jest jego muzą. Poznali się w 1973 r. w Warszawskiej Wytwórni Filmowej. Szybko zostali razem na kolejne 30 lat, aż do śmierci Niemena, w wieku 64 lat.  Magdalena Żakowska: Jaki był? Małgorzata Niemen: Czesław uwielbiał remontować, odnawiać starocie. Co chwila coś zwoził z Koła. Miał nadzieję, że starczy mu życia na komponowanie, pisanie, malowanie, a jednocześnie urządzenie naszego domu – wszystko chciał zrobić sam. Heblował, szlifował, przybijał, cyklinował. Ale nie zdążył zrobić wszystkiego, co sobie zaplanował… Uwielbiał wszystkie manualne zajęcia. Uważał, że praca – taka najprostsza, fizyczna – nas buduje. Był dumny z tego, że potrafi sam wszystko zrobić? To było dla niego oczywiste. Wychował się na polskiej, kresowej wsi, w Starych Wasiliszkach. Wszyscy zajmowali się tam ciesiołką. Ale powiedział też kiedyś, że gdyby nie został muzykiem, to byłby stolarzem. To jego zdanie dodało mi zresztą odwagi, kiedy przygotowywałam wystawę swoich zdjęć. Bardzo nie chciałam przekroczyć pewnej granicy – intymności, taktu – a jednocześnie chciałam pokazać artystę-cywila podczas prac fizycznych, które miały dla niego takie znaczenie. Mam wrażenie, że w ogóle z trudem przychodzi pani rozmawianie o waszej prywatności, o nim. Bo kiedy o tym mówię, to mam wrażenie, że wyzbywam się czegoś ważnego dla mnie. Kiedyś pani Barbara Hoff uświadomiła mi, na czym polega ten mechanizm. Powiedziała: „Jakaś gazeta zwróciła się do mnie, żebym opowiedziała o swoim strychu. O tym, jak mieszkam. Że przyjdą, sfotografują moje mieszkanie. Oczywiście...

Czytaj dalej
Fot. Honorata Karapuda

Mela Koteluk podsumowuje 2020 rok! Najważniejsza płyta, artysta, książka, serial.

„Mimo że 2020 rok stworzył Ziemianom wprost idealne warunki do pożerania seriali, osobiście niewiele ich widziałam”, przyznaje Mela Koteluk. Ale jeden zrobił na niej wielkie wrażenie.
Anna Zaleska
21.12.2020

Mela Koteluk dużo czyta i dużo słucha. Co do seriali, to piosenka Kazika „Nie mam na nic czasu, bo oglądam seriale” zdecydowanie nie jest o niej. Nawet w tak trudnym roku dla muzyków jak 2020, nagrała – z zespołem Kwadrofonik – wyjątkową płytę „Astronomia poety. Baczyński” z własną interpretacją poezji Krzysztofa Kamila Baczyńskiego. Z Urodą Życia dzieli się tym, co najbardziej ją w ostatnich dwunastu miesiącach zachwyciło i zainspirowało. Najważniejsza płyta: Fiona Apple, „Fetch the Bolt Cutters” To piąty album w dyskografii amerykańskiej songwriterki samotniczki, na który czekaliśmy osiem lat. Album szalony, melancholijny, bezkompromisowy, grubo tkany w warstwie tekstowej, z mocnym przesłaniem. Fiona z dziką konsekwencją i odwagą pozostaje wierna sobie wbrew wyobrażeniom innych i to właśnie ta autentyczność stanowi podstawowy pierwiastek jej opowieści. Wszystkie nagrania powstały w domu, a zarejestrowane w nim odgłosy, szmery, szczekanie psów dają wrażenie swobodnego grania próby, naturalnej płynności, pewnego nierozstrzygnięcia. Świetny, nowatorski album z pazurem i przykład genialnej ewolucji artystki. Najważniejszy artysta: Olafur Eliasson Światowej sławy duńsko-islandzki artysta Olafur Eliasson, znany między innymi z głośnego cyklu „Ice Watch”, tworzy instalacje ze światła, powietrza, wody, mgły oraz najnowocześniejszych technologii i łączy je z przekazem ekologicznym, społecznym i politycznym.  1 lipca 2020 roku swoją premierę miał ważny projekt „Earth Speakr" – interaktywne cyfrowe dzieło sztuki, do którego Eliasson zaprosił dzieci, by wspólnie tworzyły i wypowiadały się na temat zmiany klimatu i przyszłości naszej planety. Tak jak projekt polegający na umieszczaniu w przestrzeni miejskiej...

Czytaj dalej
Ariana Grande, Lady Gaga, Harry Styles, Doja Cat, Beyonce
Mat. prasowe

Ariana Grande, Beyonce, Lady Gaga czy Dua Lipa? Typujemy przebój lata 2020!

To będzie dziwne lato. O słonecznej plaży, cieniu palmy i drinkach z parasolką większość z nas może w tym roku tylko pomarzyć. Ale letnie przeboje pomogą nam przenieść się tam mentalnie!
Magdalena Żakowska
17.06.2020

Każde lato ma swoją piosenkę. W 2010 roku był to przebój „California Gurls” Katy Perry, w 2014 „Get Lucky” Daft Punk, a rok temu „Old Town Road” Lil Nas X. Te piosenki już zawsze będą przywoływały w nas wspomnienia z wakacji. W tym roku z powodu pandemii przemysł muzyczny przeżył chyba największy wstrząs w swojej historii. Odroczono premiery płyt, odwołano festiwale muzyczne i trasy koncertowe. Co nie znaczy wcale, że przestaliśmy słuchać muzyki i nie czekamy na ten jeden, największy przebój lata. Nawet jeśli to lato będzie inne niż byśmy sobie tego życzyli. Oto dziesięć piosenek, które mają szansę na ten tytuł. A większość z nich należy do kobiet!   1. „Savage Remix” Megan Thee Stallion i Beyonce Obie pochodzą z Houston, więc ich współpraca była tylko kwestią czasu, chociaż Megan Thee Stallion była tak zaskoczona propozycją Beyonce, że polały się łzy. Ale najpierw jej „Savage” podbił TikToka i stał się viralowym fenomenem. Później remix piosenki wykonany wspólnie z Beyonce wzbił się na szczyt listy Hot 100 magazynu Billboard i posypały się nagrody: BET Hip Hop Award, MTV Video Music Award i Billboard Women in Music Award.  2. „Break My Heart” Dua Lipa Płyta „Future Nostalgia”, z której pochodzi ten przebój, w całości nawiązuje do muzyki i stylistyki lat 80. W „Break My Heart” Dua Lipa wykorzystuje sample z kultowego przeboju tamtych czasów – „Need You Tonight” INXS. Funk, dyskoteka i mało wymagające, ale wpadające w ucho bity – wszystko to składa się na idealny letni przebój.  3. „Rain on Me” Lady Gaga i Ariana Grande Moc tej piosenki to połączenie energii dwóch najpopularniejszych obecnie gwiazd muzyki pop – Lady...

Czytaj dalej
do tatr
Jan Wierzejski/fotonova

„Góry nas uczłowieczają” – mówi Beata Sabała-Zielińska, góralka, autorka książki „Pięć Stawów. Dom bez adresu”

„To nie jest tak, że Tatry są zadeptane. Obok dużych szlaków jest mnóstwo pięknych małych ścieżek, które można dla siebie odkryć”, mówi Beata Sabała-Zielińska, góralka, dziennikarka, autorka książki „Pięć Stawów. Dom bez adresu”.
Agnieszka Dajbor
29.12.2020

Dolina Pięciu Stawów to jedno z najpiękniejszych miejsc w Tatrach, dla wielu jedno z najpiękniejszych na świecie. O wybudowanym tam schronisku, słynnej  „Piątce" Beata Sabała-Zielińska napisała książkę  „Pięć Stawów. Dom bez adresu" ( wyd. „Prószyński i S-ka", Warszawa, 2020). Ale rozmawiamy nie tylko o niej.  Także o dobrych górskich obyczajach, o Tatrach, które wciąż są do odkrycia, o fenomenie Zakopanego. Agnieszka Dajbor: Schronisko w Dolinie Pięciu Stawów to jedno z najbardziej obleganych miejsc w Polsce. Zawsze w Sylwestra trzeba tam było rezerwować miejsce nawet z rocznym wyprzedzeniem! A podejście nie jest łatwe. Wysokość ponad 1600 metrów robi swoje. Nie ma dojazdu, więc trzeba dojść „z buta” i jeszcze wnieść ciężki plecak. Co nas tam tak ciągnie? Beata Sabała-Zielińska: To jest pytanie, które było motorem tej książki. Nie wiem, czy udało mi się na nie odpowiedzieć, to ocenią Czytelnicy, ale wgryzienie się w temat pokazało, że klimat schroniska jest niezwykły. Co ciekawe, w dużej mierze tworzą go turyści, którzy tam przychodzą, bo to ludzie pełni pasji, ciekawi świata. Marta Krzeptowska, jedna z szefowych schroniska, powiedziała, że w górach ludzie są mniej zakrzyczani, dzięki temu mają szanse się zauważyć. Kiedy idzie się po górach samotnie i czuje się ich potęgę, to spotkanie drugiego człowieka na szlaku jest prawdziwą radością. Patrząc na siebie – widzimy się, jesteśmy na siebie otwarci. I tę otwartość i gotowość do relacji czuje się w schronisku. Niektórzy twierdzą, że Dolina Pięciu Stawów to polskie Shangri-La, mityczna kraina w chmurach, w której są i kwiaty, i śnieg. Pani też ma takie wrażenie? To jest inny świat. Oddalony od zgiełku cywilizacji i od wszystkich...

Czytaj dalej