Hanka Bielicka i Jerzy Duszyński: „Dreszcze na plecach miewałam tylko z przeziębienia”
East News

Hanka Bielicka i Jerzy Duszyński: „Dreszcze na plecach miewałam tylko z przeziębienia”

Hanka Bielicka przez całe życie kochała tylko jednego mężczyznę – Jerzego Duszyńskiego. Z czasem jednak ich małżeństwo stało się fikcją.
Sylwia Arlak
20.01.2021

Nigdy nie widziała w nim amanta filmowego, choć oglądały się za nim wszystkie kobiety. Dla niej był bratnią duszą. Różniło ich wiele, a najbardziej… temperament. Oboje przyznawali w wywiadach, że najmniej w ich związku było seksu. „Jeżeli chodzi o seks, to ja już raczej jestem wierząca niż praktykująca” – żartowała Hanka Bielicka ze swojego związku z Jerzym Duszyńskim.

Książę Karol nawet po rozwodzie chciał mieć ostatnie zdanie

„Bez ślubu ani rusz”

Poznali się w 1936 roku w Warszawie, gdzie oboje studiowali na Wydziale Aktorskim Państwowego Instytutu Szkoły Teatralnej. Długo nie łączyło ich nic poza koleżeństwem. Zaręczyli się nagle, podczas pobytu w Wilnie. „Było nas czworo. Irena Brzezińska, Danusia Szaflarska, Jurek i ja. Znaleźliśmy zakwaterowanie u jednej pani, która bała się być sama w trzypokojowym mieszkaniu. Danka mówi: »To ja z Ireną, a ty z Jurkiem«. »Ja?! Z mężczyzną w pokoju, do tego w jednym łóżku?! Co wyście, zgłupiały?! Bez ślubu ani rusz!«. One myślały, że my już jesteśmy kochankami. A my tylko po sercu” – wspominała Bielicka.

Jedni mówią, że wymogła na Jerzym zawarcie związku małżeńskiego. Inni, że chciał poślubić Bielicką już wcześniej, ale ona późno uświadomiła sobie, że coś do niego czuje. „Najpierw nie wiedziałam, że się w nim kocham. On miał dziewczynę. Zwierzał mi się. Kiedyś powiedział: »Hania, jakbym się miał ożenić, to tylko z tobą«. Myślałam nad jego słowami i dotarło do mnie, że jestem w nim zakochana” – wspominała w jednym z wywiadów. Oboje w czasie wojny żyli z dala od rodziny. Brakowało im bliskości, własnego kąta. „Może dlatego się pobraliśmy?” – zastanawiała się Hanka Bielicka w swojej książce autobiograficznej „Uśmiech w kapeluszu”.

Pobrali się 1 lipca 1940 roku w dawnym Kościele Garnizonowym pod wezwaniem św. Ignacego w sowieckim Wilnie. On miał 23 lata, ona o dwa lata więcej. Ślub był skromny. Bielicka miała na sobie liliową sukienkę, płaszczyk i żółtą różę w dłoni. Weselne śniadanie odbyło się u Hanki Ordonówny i Michała Tyszkiewicza. „Każdy przyniósł jedno jajko, ogórek, kawałek chleba, kiełbasy. Siedzieliśmy we troje na jednym taborecie, bo już nie było krzeseł” – wspominała Bielicka.

Czytaj też: Elżbieta Starostecka i Włodzimierz Korcz: „Zdecydowaliśmy, że będziemy razem do końca życia, mając 21 lat”

Nie znała się na grach miłosnych

W dniu ślubu nawet nie marzyli o wielkiej karierze. Ale po tym, jak Duszyński wystąpił w „Skarbie” i „Zakazanych piosenkach”, stał się najbardziej znanym polskim amantem, bożyszczem wszystkich kobiet. Kiedy wychodził na spacer z żoną, obce kobiety zaczepiały Bielicką, żądając, by dała mu spokój. Nie potrafiły odróżnić filmu od życia i uważały, że tak naprawdę kocha Danutę Szaflarską (która partnerowała mu w produkcji „Skarb”). Pisały listy do Bielickiej, żeby wzięła z nim rozwód, bo nie jest godna prawdziwej gwiazdy.

Bielicka znosiła wszystko z godnością. Tolerowała nawet flirty i romanse męża. Powtarzała, że „baby nie dają mu spokoju”, a on ma duże potrzeby erotyczne. Zdradził ją już trzy dni po ślubie. „Jak wypił, to chodził na baby, wiedziałam o tym” – mówiła w wywiadzie z „Angorą”. Sama uważała się za chłodną i pozbawioną temperamentu. „Istniałam tylko od pasa w górę, a w dół to były zakazane rejony” – mówiła w mediach, nazywając samą siebie „półdziewicą”. Nie prowadziła gier miłosnych. Stwierdziła też w „Wysokich Obcasach”, że miłosne gry nie były jej mocną stroną: „Nigdy nie byłam kokietką. Wyglądałam nieźle, ale w moim życiu śmieszność była zawsze ważniejsza niż erotyzm. Wolałam, żeby się śmiano, a nie podziwiano. Bo ja byłam typowa gadułka. Dużo słów, mało roboty” – przyznała. Nie potrafiła sprostać oczekiwaniom męża. „Mój mąż bardzo mnie lubił, może nawet w jakiś specyficzny sposób kochał, jednak traktował miłość jako coś, co bezwarunkowo mu się należało, a ja mu jej po prostu nie umiałam dać” – zwierzała się w książce „Uśmiech w kapeluszu”.

Czytaj też: Irena Kwiatkowska i Bolesław Kielski: „Dawał mi poczucie bezpieczeństwa, był moim piorunochronem”

Miłość uciekła im gdzieś po drodze

Łączyło ich wiele, ale znacznie więcej różniło. Ona uwielbiała stawać na deskach teatru, dla niego liczyła się tylko kariera filmowa. On spędzał wieczory na mieście, ona kładła się wcześnie spać. Ona była urodzoną optymistką, on widział wszystko w ciemnym barwach. „Tylko wpadałam do domu i wychodziłam, wpadałam i wychodziłam. Myśmy się z Jurkiem prawie nie widywali” – wyznawała w jednym z wywiadów, a w innym dodała:

„Kiedy już rozwinęliśmy skrzydła – on kariera filmowa, ja estradowa – było już wiadomo: to nie tak, długo tak razem nie pociągniemy. Coraz mniej się z Jurkiem rozumieliśmy, żyliśmy właściwie obok siebie. I tkwiliśmy tak długo w tym nieudanym związku może z wygodnictwa, może z przyzwyczajenia. I tak to przyjacielskie małżeństwo trwało, niepotrzebnie i za długo, aż stało się fikcją. Poza tym moja mama była w Jurku zakochana, dogadzała mu, rozpieszczała go. Powielała model z naszego domu, gdzie wokół mężczyzny się skakało, podtykało mu najlepsze kąski. A Jurkowi to się podobało. Ja nie byłam taka opiekuńcza, miałam w sobie więcej egoizmu”. W końcu poszła do adwokata. Rozwiedli się po 20 latach małżeństwa. „We mnie ten związek się wykruszył. Nie umiem odpowiedzieć, dlaczego tak się stało. Przez ponad 20 lat tylko wpadałam do domu i wychodziłam. Gdzieś mi uciekła miłość po drodze” – przyznała w mediach.

Jak czytamy w książce Zbigniewa Korpolewskiego „Hanka Bielicka. Umarłam ze śmiechu: wspomnienia, anegdoty, niepublikowane”, w jej życiu pojawił się jeszcze jeden ważny mężczyzna. Z Jerzym Baranowskim, radiowcem i satyrykiem, połączył ją kilkuletni romans. Choć Baranowski już miał żonę, obiecał Bielickiej, że zdecyduje się dla niej na rozwód. I rzeczywiście rozwiódł się, ale dla innej kobiety. Dużo młodszej i będącej z nim w ciąży. Bielicka mocno przeżyła zawód miłosny. Próbowała popełnić samobójstwo, ale w porę ją znaleziono i odratowano. Później rozważała powrót do byłego męża, z którym wciąż się przyjaźniła. „Mama miała mi za złe rozwód, a mieszkaliśmy z Jurkiem w tej samej kamienicy. Zjeżdżam któregoś dnia w dół windą i spotykam go. Już otwieram usta, a on mówi: »Za tydzień żenię się«. Pomyślałam, że dobrze, że tym razem nie byłam wyrywna i nie chlapnęłam tej głupoty” – opowiadała po latach. „Łączyło ich wiele, ale dzieliło wszystko, a jednak mąż był największą miłością pani Hani i taką pozostał na zawsze” – pisał Korpolewski, biograf artystki i jej przyjaciel.

Najbardziej bała się samotności

Choć nigdy nie narzekała na brak zainteresowania mężczyzn, po romansie z Baranowskim nie chciała już angażować się uczuciowo. „Ci panowie byli mi potrzebni, żebym nie zapomniała, że jestem kobietą. Ale... tiu, tiu, tiu, potem drzwi, do widzenia i spać” – żartowała. Do końca życia pozostała singielką. Powtarzała, że nie ma szczęścia w miłości, a radość i siłę do życia czerpie z pracy. „Moją miłością jest moja praca. Mężczyzn kochać nigdy nie potrafiłam. Zresztą, nigdy nie miałam do nich szczęścia. Wszyscy ode mnie uciekali” – stwierdziła w jednym z wywiadów niedługo przed śmiercią. Prawdziwe miłosne uniesienia przeżywała tylko w książkach: „Teraz mam więcej czasu na czytanie romansów. Lubię je czytać, bo dowiaduję się, że np. z powodu ukochanego można czuć dreszcze po plecach. Dla mnie to zupełna nowość. Ja miewałam je tylko z przeziębienia”.

Bała się samotności. Nigdy nie zdecydowała się na dzieci, bo – jak sama przyznawała – nie czuła instynktu macierzyńskiego. U schyłku życia mieszkała sama, a jej jedyną towarzyszką była gosposia. „Im dalej się posuwam w bawieniu ludzi, tym bardziej jestem zamknięta i osamotniona z wyboru. Szczęśliwa, gdy się wszystkie drzwi zamykają i tylko ptaki ćwierkają za oknem. Prywatnie nigdy nie opowiadałam dowcipów. Nie chodzę na przyjęcia. Nie cierpię komplementów” – wyznała.

Duszyński ożenił się z kelnerką ze SPATiF-u Heleną Urbaniak. Wkrótce na świat przyszedł ich syn, Marcin. W 1977 roku Urbaniak wyjechała do pracy za granicę, a Duszyński został w Warszawie z synem. To Bielicka była przy nim, gdy umierał w szpitalu. Odeszła w wieku 91 lat. Zasłabła na scenie podczas jednego z występów.

Czytaj też: Gustaw Holoubek i Magdalena Zawadzka: mistrz, uczennica i wielka miłość

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
Anna Jantar / East News

Natalia Kukulska o mamie, Annie Jantar: „Nikt mi nie powiedział, że mama zginęła…”

„Nikt mi nigdy nie powiedział, że mama zginęła, odeszła na zawsze. Gdy na lotnisku, trzymając bukiet frezji, nie doczekałam się przylotu mamy i spotkania z nią… to tak jakby czekanie na jej powrót przeciągnęło się do teraz”, pisze Natalia Kukulska w 70. urodziny swojej mamy Anny Jantar.
Anna Zaleska
09.06.2020

Gdyby nie wielka tragedia, która wydarzyła się 14 marca 1980 roku, Anna Jantar kończyłaby dziś 70 lat. Cieszyłaby się sukcesami córki, trójką wnucząt i miałaby pewnie poczucie spełnienia patrząc wstecz na życie wypełnione niezapomnianymi przebojami, koncertami granymi na całym świecie i wyrazami uwielbienia fanów. Książka Marcina Wilka „Tyle słońca. Anna Jantar. Biografia” (Wydawnictwo Znak) to biografia wyjątkowej kobiety. „Ania całą sobą niosła aurę słońca”, wspominała ją Halina Frąckowiak. Zarazem była utalentowaną piosenkarką, pracowitą, skoncentrowaną na tym, by spełniać swoje marzenia. Jej życie zakończyło się w szczytowym momencie kariery, na pogrzeb przyszło 40 tysięcy ludzi, nad grobem przemawiał Daniel Olbrychski, kilka kobiet zemdlało. Przebój „Nic nie może przecież wiecznie trwać” nabrał nowego sensu. Drugie wydanie biografii legendarnej piosenkarki ukazało się właśnie teraz, w rocznicę jej 70. urodzin, wzbogacone o wzruszający wstęp napisany przez córkę artystki,  Natalię Kukulską. Jego fragmenty publikujemy poniżej, razem z fragmentami opowieści o Annie Jantar (wtedy jeszcze Hani Szmeterling) z czasu, gdy miała tyle lat, co teraz jej wnuczka, Ania. Marcin Wilk w swojej biografii nie ogranicza się tylko do czasu, kiedy Anna Jantar, była już sławną piosenkarką, w swojej opowieści cofa się do jej okresu nastoletniego, kiedy 14–15-letnia Hanka wbrew zakazom mamy zaczyna się malować, eksperymentuje z modą, spotyka się z przyjaciółkami, flirtuje z chłopakami i rozrabia na lekcjach. Jej życie  odmieniło spotkanie z zespołem Szafiry: czterema chłopakami, którzy początkowo chcieli być jak Beatlesi, ale potem uznali, że przydałaby im się wokalistka. Potem wydarzają się jeszcze dwa przełomowe momenty. Jeden: Ania...

Czytaj dalej
East News

Nicole Kidman i Keith Urban: „Spotkanie jej i małżeństwo nie zmieniło mojego życia. Było jego początkiem”

Kiedy się poznali, oboje czuli się bardzo samotni. „Weszliśmy do swojego życia w najlepszym czasie, gdy mogliśmy się na siebie otworzyć” — mówiła Nicole Kidman o relacji ze swoim mężem, Keithem Urbanem.
Sylwia Arlak
25.11.2020

Poznali się w styczniu 2005 roku podczas gali honorującej osiągnięcia australijskich artystów w USA. „Po raz pierwszy spotkaliśmy się na przyjęciu w Los Angeles. Pamiętam, że pomyślałem: »O rany, naprawdę chciałbym ją poznać. Oboje pochodzimy z Australii i jestem pewien, że przeszliśmy podobną drogę«. Kiedy weszła do pokoju, w którym stałem z przyjaciółmi, byłem pod wrażeniem. Przysięgam, że sunęła po pokoju, unosiła się. Nie wiem, jak to zrobiła. To było nie z tego świata. Pomyślałem: »Po prostu idź do niej i przywitaj się« — wspominał słynny muzyk country Keith Urban, dodając: „Zebrałem się na odwagę, by iść i to zrobić. Byłem bardzo zdenerwowany, a ona bardzo miła. Powiedziałem »Miło cię poznać« i odszedłem. Dopiero potem pomyślałem: »Może powinienem powiedzieć coś więcej?«. Wróciłem, przeprosiłem i zaczęliśmy rozmawiać. Zaiskrzyło”. Nicole Kidman w wywiadzie dla Ellen DeGeneres w 2017 roku wspominała: „Podkochiwałam się w nim, a on nie był mną zainteresowany. Tak mi się wtedy wydawało. Po naszym spotkaniu nie dzwonił do mnie przez cztery miesiące”. Kidman i Cruise. To miała być miłość na całe życie Nie dzwonił ze strachu. „Ktoś dał mi kartkę z jej numerem i przez jakiś czas trzymałem ją w kieszeni. Patrzyłem na nią i myślałem: »Jeśli zadzwonię pod ten numer, ona odbierze. Nie wiem, co mam jej powiedzieć« — wspominał w australijskim talk-show Interview w 2018 roku. „Nie byłem w najlepszym miejscu w swoim życiu. Nigdy bym nie pomyślał, że Nicole zobaczy coś w takim facecie, jak ja. Ale w końcu się odważyłem. Zadzwoniłem i zaczęliśmy rozmawiać. Rozmawialiśmy i rozmawialiśmy, i rozmawialiśmy, i rozmawialiśmy. Szło nam świetnie” — dodał. Oboje czuli się bardzo samotni....

Czytaj dalej
East News

Paul Newman i Joanne Woodward: „Mam w domu stek. Dlaczego mam wyjść na hamburgera?”

Paul Newman i Joanne Woodward byli ze sobą ponad 50 lat. Ich pierwsze spotkanie nie zwiastowało jednak wielkiej miłości.
Sylwia Arlak
17.11.2020

On miał 28 lat, ona 22. Oboje pracowali nad broadwayowskim dramatem romantycznym „Piknik”. Paul Newman grał drugoplanową rolę, a Joanne Woodward była dublerką kobiecych postaci. W dniu, w którym się poznali, panował wyjątkowy — nawet jak na sierpień — upał. Woodward chciała schronić się w klimatyzowanym biurze swojego agenta. Gdy dotarła na miejsce, ze zdziwieniem odkryła, że ktoś już wcześniej wpadł na ten sam pomysł. On żonaty, ona zaręczona Kiedy spojrzała na Newmana, pomyślała, że wygląda jak „reklama lodów”. „Paul w jasnoszarym garniturze wyglądał nieskazitelnie. Zapamiętałam koszulkę, jego duże niebieskie oczy i mnóstwo kręconych włosów. I pomyślałam: »Fu! To jest obrzydliwe!«” — wspominała Woodward. Dla niej był po prostu ładną buzią. Newman wyznał lata później, że zakochał się w niej w chwili, gdy ją zobaczył. „Była nowoczesna i niezależna, podczas gdy ja byłem nieśmiały i trochę konserwatywny. Długo mi zajęło przekonanie jej, że nie jestem taki tępy, na jakiego wyglądałem” — miał powiedzieć aktor. Wiedział, jak działa na większość kobiet. „Po raz pierwszy zauważyłem to, kiedy kręciliśmy film »Hud, syn farmera« w Teksasie. Kobiety dosłownie próbowały przedrzeć się przez rygle w motelu, w którym się zatrzymałem. Na początku to bardzo łechce ego. Na początku. A potem zdajesz sobie sprawę, że mylą mnie z postaciami, które gram — postaciami stworzonymi przez pisarzy, którzy nie mają nic wspólnego z tym, kim jestem” — mówił. Czytaj też :  Andrea Bocelli i Veronica Berti: wielka miłość i życie jak z bajki Był wtedy jednak w związku. Z ówczesną żoną Jackie Witte miał troje dzieci. Woodward to nie przeszkadzało, bo w ogóle...

Czytaj dalej
Agnieszka Osiecka i Marek Hłasko
east news

To była artystyczna miłość! Historia Agnieszki Osieckiej i Marka Hłaski

Poetkę i pisarza łączyło niebywałe uczucie.
Sylwia Niemczyk
02.02.2019

Poznali się na przełomie 1956 i 1957 r. Agnieszka Osiecka – studentka reżyserii w łódzkiej filmówce, wschodząca gwiazda STS-u. Hłasko – 24-letni pisarz, już wtedy sławny autor zbioru opowiadań „Pierwszy krok w chmurach”. Oboje piękni i niegrzeczni. Ona nieprzeciętnie inteligentna i wyjątkowo jak na tamte czasy wyzwolona. Zawsze flirtowała z kilkoma chłopakami naraz. Panienka z Saskiej Kępy.   Brylowała w towarzystwie o wiele starszych od siebie literatów i filmowców. Miała skłonność do łamania serc i do efektownych puent. I jedne, i drugie kolekcjonowała z równym zapałem. Pod szklanym blatem w biurku zbierała zdjęcia zdobytych mężczyzn. Wojciech Frykowski, Andrzej Jarecki, Daniel Passent, Jeremi Przybora i wielu, wielu innych. „Hłasko był proletariackim księciem, którego mi zazdrościły koleżanki – tak go zaklasyfikowała w swojej kolekcji. – Twarz rozgrymaszonego bachora, figura cowboya, ręce Madonny. Wyższy był od naszego pokolenia o pół głowy”.   On wychowany na Powiślu, edukację zakończył na poziomie podstawówki, od 16. roku życia pracował fizycznie jako robotnik na budowie i szofer. Zbuntowany i gniewny. Łudząco podobny do Jamesa Deana, na którego się zresztą robił. „Pisanie – mówił – jest tak wspaniałe, jak chlanie”. O jego nocnych wybrykach krążyły legendy, które sam podkręcał. W Kameralnej pojawiał się zwykle dopiero po północy – latem w szoferskiej skórze, zimą w swoim słynnym białym kożuchu. Wszyscy cisnęli się wtedy do baru, żeby choć się o niego otrzeć. Bo odezwać się do Hłaski było nie lada odwagą. Kto się odezwał głupio – dostawał w zęby.   Agnieszka Osiecka leczyła rany Marka po wcześniejszym związku Oboje komponowali swoje życie...

Czytaj dalej