Halina Kunicka i Lucjan Kydryński. Ta miłość była prawdziwym bogactwem
Halina Kunicka i Lucjan Kydryński / Fot. Agata Dyka, Reporter

Halina Kunicka i Lucjan Kydryński. Ta miłość była prawdziwym bogactwem

Przeżyli razem czterdzieści pięknych lat. Kiedy Lucjan Kydryński po długiej chorobie zmarł, Halina Kunicka długo nie mogła poradzić sobie z bólem. „Kiedy odchodzi ktoś najbliższy, traci się duszę, głowę, kawał siebie”, mówiła.
Anna Zaleska
22.02.2021

Poznali się na początku lat 60. w kabarecie Pineska, w kawiarni Nowy Świat. Lucjan Kydryński był już wtedy bardzo popularnym dziennikarzem muzycznym, którego głos był doskonale znany z wielu audycji. Mało kto wiedział jednak, jak wygląda. Tego dnia w programie zapowiedziano parodie jego radiowych występów. Halina Kunicka, początkująca piosenkarka, zobaczyła właściciela słynnego „r” przez szparę w kulisie. To nie była miłość od pierwszego wejrzenia. Może nawet odrobina rozczarowania, bo inaczej go sobie wyobrażała. Minęło siedem lat, zanim się ze sobą związali. Przez ten czas często się spotykali przy okazji koncertów, festiwali czy programów telewizyjnych. Bardzo się lubili, ale to wszystko.

Książę Karol nawet po rozwodzie chciał mieć ostatnie zdanie

Zranili kilka osób, by być razem

Kiedy sympatia przerodziła się w miłość? Halina Kunicka wspomina jedną noc, gdy jechali na koncert pociągiem i całą noc przegadali we dwoje na korytarzu. Fantastycznie im się rozmawiało. Odtąd mieszkający w Krakowie dziennikarz coraz częściej przyjeżdżał do Warszawy, by się spotkać z piosenkarką. „Fascynował mnie jako człowiek, miał w sobie niespotykane ciepło. No i bardzo mi imponował, nie tylko dlatego, że był popularny. Podziwiałam go za wiedzę, sposób bycia (…) Wyróżniał się na tle peerelowskiej szarości”, opowiadała Kunicka.

Problemem było to, że oboje byli w innych związkach. Piosenkarka miała męża, i było to dobre małżeństwo. Ale siła nowego uczucia okazała się tak wielka, że nie sposób było go odrzucić. W wywiadzie rzece „Świat nie jest taki zły” autorstwa Kamili Dreckiej (Otwarte, 2015) piosenkarka przyznała po latach, że gdy patrzy na to, jak wtedy postąpiła, ma poczucie winy. „Dlaczego nie starczyło mi wyobraźni, by zważać na to, co w takiej chwili może czuć drugi człowiek?”, mówiła. Lucjan Kydryński też był w poważnym związku, który dla tej miłości zakończył. Oboje zranili kilka osób, by być razem.

Straszny człowiek, bawidamek, lowelas

Rodzina i znajomi przestrzegali piosenkarkę przed takim krokiem. „Mama była przerażona i zrozpaczona tym, że mając – jak twierdziła – wspaniałe małżeństwo, odchodzę do innego człowieka. Mówiła: po co ładujesz się w to bagno? Masz takiego dobrego męża, daj sobie spokój”. Długo trwało, zanim pogodziła się z decyzją córki. Znajomi opowiadali z kolei, że Kydryński to „straszny człowiek, bawidamek i lowelas”.

Rzeczywiście miał opinię kobieciarza, co wynikało przede wszystkim z tego, że był niezwykle przystojny i czarujący. Ale Halina Kunicka czuła, że zna go lepiej niż ktokolwiek. Zrozumiała, jak bardzo powierzchowne i nieprawdziwe było to, co o nim mówiono. Nigdy nie dał jej powodów do zazdrości. Mitem były też historie o tym, że był człowiekiem zarozumiałym i zadufanym w sobie. Ona widziała, że jest mężczyzną nieśmiałym, wrażliwym i czułym. Odpowiedzialnym i troskliwym.

Celebryci peerelu

Początkowo ludzie nie wiedzieli, że są razem. Ślub w 1968 roku udało się wziąć bez wielkiego rozgłosu. Wszystko się zmieniło, gdy w sierpniu tego roku Halina Kunicka nie wystąpiła w prowadzonym przez Kydryńskiego programie telewizyjnym „Muzyka lekka, łatwa i przyjemna”. Tego dnia słynny dziennikarz powiedział: „A dzisiaj Halina Kunicka nie wystąpi przed państwem, bo właśnie urodziła mi syna”. To zdanie wywołało sensację.

Oboje byli gwiazdami. Lucjan Kydryński zyskał wielką sławę jako prowadzący kultowe audycje radiowe „Wiolinem i basem”, później „Rewię Piosenek”, koncerty gwiazd polskich i zagranicznych, programy telewizyjne, festiwale w Opolu i Sopocie. Halina Kunicka miała na koncie prawdziwe przeboje: „Orkiesty dęte”, „Lato, lato czeka”, „To były piękne dni”, zdobyła cztery złote płyty (co w peerelu oznaczało sprzedanie każdorazowo 150 tysięcy płyt!).

Jako para stali się jeszcze bardziej popularni. Tłumy przychodziły na ich recitale, pragnąc zobaczyć razem Kunicką i Kydryńskiego. Gdy spędzali wakacje nad morzem, autokarami zwożono tam całe wycieczki, by ludzie mogli zobaczyć ich na żywo. Padali też ofiarą plotek. Czasem strasznych. Że Halina Kunicka urodziła ciężko chore dziecko (by to zdementować, wystąpiła z dwumiesięcznym Marcinem na okładce „Kobiety i Życia” i udzieliła tygodnikowi wywiadu); że Lucjan Kydryński nie żyje; że Halina Kunicka popełniła samobójstwo, trując się gazem. Dostawali setki anonimowych listów z wyzwiskami. Czasem dzwonił telefon, a w słuchawce nieznany głos obrzucał ich inwektywami. Ale przychodziło też mnóstwo pięknych listów. Mieli fanów, którzy gromadzili wszystkie możliwe wycinki i zdjęcia na ich temat. Wielbiciele godzinami wystawali pod garderobą, by zdobyć ich autograf. Przysyłali kwiaty. Nadawali dzieciom ich imiona.

Miłość, czułość, troska

Poza koncertami, występami i nagraniami słynna para starała się żyć możliwie zwyczajnie. Wspólne życie okazało się spokojne i piękne – wypełnione rozmowami, muzyką, podróżami i spotkaniami z przyjaciółmi. „Dziękuję losowi, że zdarzyło mi się takie uczucie. Miałam szczęście w życiu, że tej chwili nie odrzuciłam. Że potrafiłam ją uchwycić i zatrzymać”, mówiła Halina Kunicka.

Oboje zawsze bardzo byli wyczuleni, by nie zrobić nic, co drugą osobę mogłoby zdenerwować czy zranić. Troszczyli się o siebie nawzajem. Halina Kunicka opowiadała taką sytuację: gdy miała problemy z kręgosłupem i lekarz kazał jej leżeć, a Lucjan zapomniał kluczy od domu, pożyczył drabinę od dozorcy i wszedł przez balkon, by nie musiała wstawać i otwierać mu drzwi. Dla męża nauczyła się gotować, a on zawsze jeszcze zanim skosztował potrawy, chwalił: „Jakie to pyszne!”. Zżymał się tylko, gdy kazała mu jeść dużo zielonych warzyw. „Każdy sąd dałby mi rozwód, gdyby zobaczył, co ja muszę jeść!”, żartował na widok groszku.

Z synem Marcinem oboje mieli bardzo dobre relacje. Jedynym powodem konfliktów bywało to, że późniejszy znany dziennikarz muzyczny był w młodości bałaganiarzem i gdy pożyczał od ojca płyty lub książki, nie odkładał ich na miejsce. A Lucjan Kydryński był człowiekiem niezwykle pedantycznym. Ale poza tą drobną różnicą ojciec był dla Marcina wielkim autorytetem. O matce zaś mówił: „Uwielbiam ją. Jest tolerancyjna i wyrozumiała”. Nigdy się nie buntował, nawet już jako dorosły mężczyzna do tego stopnia lubił przebywać z rodzicami, że czasem jeździł z nimi na wakacje. Choć był też bardzo niezależny i lubił chodzić własnymi drogami – w wieku 16 lat bez uprzedzenia wybrał się do dziewczyny na drugi koniec Polski, rok później wyjechać do pracy za granicę.

Życie w cieniu choroby

Halina Kunicka i Lucjan Kydryński spędzili razem czterdzieści lat. Dwanaście ostatnich upłynęło niestety w cieniu choroby. Lucjan Kydryński początkowo ukrywał przed żoną problemy ze zdrowiem, ale kiedyś tuż przed wigilią, na którą zaprosili kilkadziesiąt osób, poczuł się źle. Badania lekarskie wykazały poważne problemy kardiologiczne. Gdy z powodu choroby nie mógł już pracować, Halina Kunicka też zrezygnowała z występów, by być przy mężu. „Naturalne było to, że jeżeli jedno z nas unieruchomiła choroba, to drugie mu towarzyszy”.

Odstępy między kolejnymi pobytami w szpitalu stawały się coraz krótsze. Zaczęło się życie w lęku. Ale wciąż starali się cieszyć każdym dniem. Gdy Lucjan Kydryński był w szpitalu, żona codziennie do niego jeździła. Gdy wracał do domu, całował ją, przytulał i cieszył się, że znów są razem. Nauczyła się robić zastrzyki i pielęgnować chorego. Bardzo troszczyła się o to, by niczym się nie stresował. Kiedyś, gdy pojechała na bazarek kupić dla niego wątróbkę cielęcą, ukradli jej samochód. Bała się powiedzieć o tym mężowi, bo będzie się martwił. Gdy w końcu się przyznała, rzeczywiście się zmartwił. Nie tym jednak, że samochód zginął, ale tym, że ona się przejęła.

Kiedy odchodzi ktoś najbliższy

Halina Kunicka nie przestawała wierzyć, że jej mężowi uda się pokonać chorobę. Nadzieja nie opuszczała jej do końca. „Ani na moment. Nawet kiedy ostatni raz wezwałam pogotowie, wierzyłam, że Lucjan z tego wyjdzie.(…) Przecież tyle razy wyjeżdżał i zawsze wracał”.

Ból po odejściu męża we wrześniu 2006 roku był nie do zniesienia. Po pogrzebie Halina Kunicka usiadła w fotelu i tak spędziła kilka miesięcy. „Kiedy odchodzi ktoś najbliższy, traci się duszę, głowę, kawał siebie. Tym bardziej, że my z Lucjanem naprawdę, bez żadnego oszukaństwa, patrzyliśmy jednymi oczami, słyszeliśmy jednymi uszami, czuliśmy tak samo”. Ich miłość, ich małżeństwo nadało sens jej życiu. Dziewięć lat po śmierci męża piosenkarka mówiła: „Prawdziwą miarą człowieczeństwa jest to, czy naprawdę wiesz, co to jest radość, miłość. Czy potrafisz je rozpoznawać na co dzień, czy umiesz powiedzieć drugiej osobie: kocham cię. Pokazać jej, jak jest dla ciebie ważna, cieszyć się z nią wszystkim. Być po prostu szczęśliwym. To jest prawdziwe bogactwo.”

***

Cytaty pochodzą z książki Kamili Dreckiej „Halina Kunicka. Świat nie jest taki zły”, Otwarte, Warszawa 2015

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
Jarosław Iwaszkiewicz
East News

„Moja Stara najmilsza”. O wyjątkowej miłości Anny i Jarosława Iwaszkiewiczów

Kiedy się poznali, ona była najlepszą partią w Warszawie, on poetą o homoseksualnych skłonnościach, których nigdy nie krył. Anna i Jarosław Iwaszkiewiczowie bardzo się różnili, a jednak byli małżeństwem przez 58 lat i odeszli tuż po sobie, w odstępie dwóch miesięcy.
Anna Król
11.08.2020

W 1921 roku Anna Lilpop, 24-latka o artystycznych zainteresowaniach i wrażliwej naturze, poznała początkującego literata Jarosława Iwaszkiewicza – ubogiego 27-latka, przybysza z Ukrainy. Jedni uważali, że była to miłość od pierwszego wejrzenia, a tę najtrudniej zrozumieć czy wytłumaczyć. Inni, że para zawarła wygodną dla siebie umowę. Faktem jest, że Jarosław żenił się najlepszą partią Warszawy – kobietą piękną, wykształconą, pochodzącą z dobrego i bogatego domu. Miała być podporą i budzącą zazdrość znajomych towarzyszką życia.  Anna zyskiwała wymarzonego męża artystę – poetę z muzycznymi zamiłowaniami. Partnera do rozmów o sztuce, bywania w towarzystwie i kogoś, kogo się podziwia. W zamian za związek oparty na zrozumieniu i poszanowaniu inności, godzili się na różnicę charakterów i temperamentów. Dodatkowo, od początku wiadomo było, że Jarosław interesuje się mężczyznami. Wiedziała o tym i Anna,  ale uznała, że nie będzie to przeszkoda dla związku.  W pierwszych listach, pisanych jeszcze w okresie narzeczeństwa, zapewniała Jarosława o szczerym zrozumieniu: „Mnie osobiście nic zrazić do Pana nie mogłoby (…). Źle mi jest bez Pana i tęskno strasznie, ale głupio jest mówić o tych kwestiach, o których zresztą nigdy nic odpowiadającego rzeczywistości powiedzieć nie można”. Ryzykowny związek, szybki ślub Młodzi postawili na swoim pomimo protestów rodziny Lilpopów. Kilka tygodni po poznaniu Jarosława Anna oddała słowo dotychczasowemu narzeczonemu – księciu Radziwiłłowi. W Wielkanoc 1922 roku zaręczyła się z Jarosławem, a pięć miesięcy później byli małżeństwem. Wśród znajomych zawarty pospiesznie ślub budził zdumienie. Jan Lechoń powtarzał kpiąco, że „to taki ślub na sześć...

Czytaj dalej
Meryl Streep
Getty Images

Meryl Streep: „Pracuj ciężko, podbijaj świat, ale sama ugotuj zupę – to moje życiowe motto”.

Meryl Streep ma na swoim koncie 21 nominacji do Oscara! Konkurować z nią nie może nawet Jack Nicholson z 12 nominacjami. Kiedy odbierała Oscara za „Żelazną Damę”, powiedziała, że wszystko, co ceni najbardziej, dostała od męża: dzieci, rodzinę, prywatność.
Magdalena Żakowska
10.09.2020

Żyje z dala od Hollywood. Nie musimy ekscytować się plotkami z jej życia, by o niej pamiętać, wystarczą role: od „Kochanicy Francuza” do „Pożegnania z Afryką”, od „Wyboru Zofii” do „Mamma Mia!”. Wszyscy ją kochają i podziwiają. Meryl Streep – co to za fenomen? Ja jestem Pan, Bóg twój, stwórca nieba i ziemi. Stworzyłem ocean i niebo, słońce i gwiazdy. Jedną z tych gwiazd jest Meryl Streep, której pracę podziwiasz od czasu »Łowcy jeleni«. Ale nie wolno ci zapominać, że jej praca (granie w filmach) nie byłaby możliwa bez mojej pracy (stworzenia wszechświata)”. Tak zaczyna się nowy, uaktualniony o pojawienie się na świecie Meryl Streep, dekalog stworzony przez magazyn „New Yorker”. Nawet Pan Bóg zazdrości jej talentu i sławy! I nie można mieć do Boga pretensji, w końcu Meryl Streep to największa aktorka naszych czasów. Nie tylko dlatego, że ma na koncie 21 nominacji do Oscara i trzy zdobyte statuetki, rekordowe 32 nominacje do Złotego Globów i osiem zwycięstw. W ciągu 40 lat filmowej kariery grała u większości najlepszych reżyserów, a partnerowali jej znakomici aktorzy. Ale to, co ją wyróżnia spośród innych gwiazd kina, to jej niezwykły status. W wieku 72 lat wciąż prowadzi aktywne, pełne sukcesów życie zawodowe, ma czwórkę dzieci, a od 40 lat żyje w szczęśliwym małżeństwie. Jest pewna siebie, ale nie zarozumiała, sławna, ale skromna.  Meryl Strep: druga po Grecie Garbo Na firmamencie gwiazd można ją porównać z Catherine Deneuve czy Isabelle Huppert. Ale we Francji wielkie aktorki traktowane są jak skarby narodowe, z szacunkiem i delikatnością. Zarówno Huppert, jak i Deneuve zręcznie poruszają się między dużymi produkcjami i kinem artystycznym, między rolami ważnymi i błahymi, a ich wybory nie są...

Czytaj dalej
INPLUS/East News

Barbara Krafftówna: pochowała dwóch mężów i jedynego syna, ale nie dała się złamać

Kiedy zmarł jej drugi mąż, obiecała sobie, że już nigdy nie zwiąże się z innym mężczyzną. Za wszelką cenę próbowała się chronić. Ale los miał dla niej inną tragiczną niespodziankę.
Sylwia Arlak
30.12.2020

Po zakończeniu II wojny światowej zamieszkała w Gdyni, gdzie Iwo Gall zakładał teatr. Wokół energicznej i wiecznie uśmiechniętej Krafftówny kręciło się wielu mężczyzn. Starał się o nią utalentowany pianista, lekarz, działacz kulturalny i zdolny muzyk. Z jednym umawiała się na domowe schadzki, z drugim chodziła na spotkania do cukierni, trzeci był jej oficjalnym adoratorem, a czwarty towarzyszył jej podczas wczasów w sanatorium. Gdy podczas wizyty we Wrocławiu poznała dyrygenta z tamtejszego teatru, rzuciła wszystkich adoratorów. Myślała, że to ten jedyny. „Ale nagle jakbym dostała obuchem w łeb. Powiedział coś, co było ciężkim chamstwem. Od tej pory przestał dla mnie istnieć” — wspominała Barbara Krafftówna w wywiadach. Przez długi czas była na środkach uspokajających Aktora Michała Gazdę poznała w teatrze, w którym razem pracowali. W 1953 roku na marszu z okazji 1 maja w Warszawie już wiedziała, że jest zakochana. Tak naprawdę, po raz pierwszy w życiu. „1 maja nieśliśmy razem szturmówkę z napisem »Niech żyje 1 maja«, 17 maja Michał oświadczył mi się, a już 1 czerwca odbył się ślub” — opowiadała. „Czy ja byłam kochliwa? Na pewno nie byłam obojętna. Moje niektóre koleżanki nagle znajdowały się w amoku miłości, choć na co dzień były szalenie racjonalne. Ale i ja bywałam w amoku zakochania, bez niego nie byłoby decyzji o małżeństwie. Potem amok przechodził, było spokojniej. Można było się cieszyć, planować. I marzyć. W ogóle u mnie wciąż jest gęsto od marzeń, stare zamieniają się w nowe, zmienia się ich kolejność. Cały czas” — opowiadała w wywiadzie dla weekend.gazeta.pl. Czytaj też:  Kalina Jędrusik i Stanisław Dygat – miłość, która się w głowie nie mieści Dwa lata później doczekali...

Czytaj dalej
Mat.prasowe

Życie Robina Williamsa, choć pełne sukcesów, było jak ponury żart

Robin Williams, według magazynu „Entertainment Weekly”, najśmieszniejszy człowiek na ziemi cierpiał na depresję, był uzależniony od alkoholu i kokainy. Mając 63 lata, popełnił samobójstwo.
Sylwia Arlak
21.07.2020

Żona Robina Williamsa, Susan wspominała, że tamtego dnia wieczorem czule się pożegnali – jak zwykle. W jednym z wywiadów mówiła, że widziała, jak jej mąż szukał czegoś w swojej szafie, a w końcu wyszedł z iPadem, żeby poczytać przed snem. Wzięła to za dobry omen. Od miesięcy nie był zainteresowany lekturą.  Nawet nie oglądał telewizji. Potem zobaczyła, jak Robin idzie do swojej sypialni na końcu korytarza. Następnego dnia dochodziło już południe, gdy zorientowała się, że od poprzedniego wieczora jeszcze się nie widzieli. Nacisnęła klamkę, było zamknięte, Zapukała, na darmo. Asystentka za pomocą rozgiętego spinacza do papieru otworzyła zamek w drzwiach do sypialni. Zobaczyli wiszącego Robina – powiesił się na pasku od spodni. Robin Williams od dziecka zabawiał innych Swojego wymarzonego Oscara otrzymał za rolę terapeuty w filmie „Buntownik z wyboru” (nagroda dla najlepszego aktora drugoplanowego). Oprócz nagrody, otrzymał jeszcze trzy nominacje, w tym za rolę profesora literatury angielskiej ze „Stowarzyszenia umarłych poetów”. Widzowie kochali go też za lżejsze filmy – postacią ojca, który po rozwodzie udaje opiekunkę własnych dzieci w filmie „Pani Doubtfire” podbił serca milionów!  W trakcie 38-letniej kariery wystąpił w sumie w 74 filmach. Był wielbiony, nagradzany – i wciąż czuł pustkę. Urodził się 21 lipca 1951 roku, jako jedyne dziecko dyrektora Roberta i Laurie (modelki i aktorki) Williamsów. Rodzice nie byli idealnymi opiekunami, dziecko odrywało ich od ich pasji i zajęć.  Aby poradzić sobie z samotnością, już w wieku kilku lat Robin tworzył w głowie postaci i dialogi. W szkole nie było lepiej. Jako niezdarny chłopiec z nadwagą był...

Czytaj dalej