Gwiazda Hollywood i dziewczyna z sąsiedztwa. Shailene Woodley jest nową ulubienicą Ameryki
Mat.prasowe

Gwiazda Hollywood i dziewczyna z sąsiedztwa. Shailene Woodley jest nową ulubienicą Ameryki

Do niedawna ulubienicą Ameryki była Jennifer Lawrence. Dzisiaj jest nią Shailene Woodley, która od ścianek, czerwonego dywanu i szpilek, woli naturę, bose stopy i towarzystwo wiernych przyjaciół.
Sylwia Arlak
26.06.2020

Policja zatrzymała ją na placu budowy, skąd transmitowała na Facebooku protest przeciwko budowie gigantycznego rurociągu. Skarżyła się, że szła do swojego samochodu, gdy funkcjonariusze złapali ją za kurtkę. „Mają wielkie spluwy i pałki, nie chcą mnie puścić” — relacjonowała w 2016 roku. Shailene Woodley we wszystko, co robi, angażuje się na sto procent. Choć nie ma aktorskich korzeni (rodzice są psychologami), to po raz pierwszy stanęła na scenie w wieku czterech lat. „Trafiłam do tego biznesu przez przypadek. Nigdy nie planowałam, że zostanę aktorką. To się po prostu stało” — przyznała lata później w jednym z wywiadów.

Zaczęła od występów w reklamach telewizyjnych. Jej debiutem na małym ekranie był występ w filmie telewizyjnym „W poszukiwaniu ojca” w 1993 roku. Później mogliśmy zobaczyć ją w serialach „Bez pardonu”, „Bez śladu” i „Jordan”. Zagrała też m.in. w kultowym serialu dla młodzieży „Życie na fali”, gdzie wcieliła się w siostrę jednej z głównych bohaterek.

Szybko zaczęła więc grywać w filmach fabularnych. Szerszej publiczności zaprezentowała się w znakomitej, nagrodzonej Oscarem za scenariusz produkcji „Spadkobiercy” Alexandra Payne’a, w której wystąpiła u boku George’a Clooneya. Przekonała publikę i krytyków. Za rolę w tym filmie Woodley otrzymała nominację do Złotego Globu i wygrała nagrodę Film Independent. Po „Spadkobiercach” jej kariera nabrała tempa. W 2013 roku zagrała główną rolę w filmie „Cudowne tu i teraz”, a już rok później w kinowym dramacie „Gwiazd naszych wina” na podstawie bestsellerowej powieści Johna Greena. To był prawdziwy przełom w jej karierze.

Jesienny wieczór z książką? Oto pozycje na każdy nastrój. Jedną z nich szczególnie polecamy!

„Gwiazd naszych wina” i przełom w karierze

„John Green dał światu majstersztyk, książkę „Gwiazd naszych wina”. Moje życie zmieniło się, kiedy ją przeczytałam, a bycie częścią tego filmu radykalnie wpłynęło na to, kim jestem. […] Johnie Greenie, z powodu „Gwiazd naszych wina”, chciałabym ci podziękować za to, kim jesteś i za każdy dzień, który przeżywasz w zgodzie ze swoimi wartościami i współczuciem dla innych, ponieważ zmieniłeś życie milionów ludzi na całym świecie. Zmieniłeś mnie — aktorka dziękowała pisarzowi na gali MTV Movies Awards. Tego dnia Woodley nagrodzono statuetką za najlepszą rolę damską.

„Gwiazd naszych wina” to opowieść o nastoletniej dziewczynie Hazel, która zmaga się z chorobą nowotworową. 23-letnia Shailene zagrała w nim główną rolę. Wygrała przesłuchanie, mimo że — ze względu na wiek — nie pasowała do roli. Podczas castingu wzruszyła wszystkich obecnych.

Od tej pory na biurko jej agenta trafiały dziesiątki scenariuszy. Aktorka odrzuciła wiele ról m.in. tę w kasowym hicie obok Jamiego Dornana „Pięćdziesiąt twarzy Greya” (choć lobbowała za nią nawet sama brytyjska pisarka E.L. James, autorka książki, na podstawie której powstała produkcja). Mówiła wtedy, że czeka na coś wyjątkowego. Seria science fiction dla młodzieży „Niezgodna”, w której bohaterowie walczą z systemem, przyniosła jej pierwszą nominację do Złotych Malin, ale i uwielbienie fanów.

Tak dla aktorstwa, nie dla sławy

Sława to dla niej ta mniej przyjemna część zawodu. Tłumy fanów i czerwony dywan kłócą się z jej skromną naturą. Kiedy nie jest na planie, lubi zaszyć się w domu i gotować albo podróżuje z przyjaciółmi. Dzień zaczyna od medytacji. Najlepiej czuje się w dresie i uwielbia chodzić boso. Nie dla niej najnowsze trendy i pokazy mody. W luźnych ciuchach i bez makijażu prezentuje się, jak dziewczyna z sąsiedztwa. „Wracając z rozdania Oscarów, marzyłam tylko o tym, aby zdjąć niewygodny strój, a w zlewie wciąż na mnie czekały brudne naczynia” – śmiała się w jednym z wywiadów. Zdrowego podejścia do sławy i aktorstwa nauczyli jej rodzice. Państwo Woodley nigdy nie przeszkadzali córce w karierze, ale postawili jej trzy warunki. Miała dobrze się uczyć, nie dorastać zbyt szybko i traktować to wszystko jak zabawę.

Trzy lata temu, dzięki serialowi  HBO „Wielkie kłamstewka” dała się poznać w końcu dojrzalszej widowni. W adaptacji wielokrotnie nagradzanej powieści Liane Moriarty  Woodley zagrała u boku Reese Witherspoon, Nicole Kidman, Meryl Streep i Laury Dern. 28-latka wcieliła się w rolę samotnej matki Jane Champan. Mroczna przeszłość bohaterki zaprowadza ją do kalifornijskiego miasteczka Monterey, gdzie wkrótce dochodzi do morderstwa. Za swoją rolę Amerykanka dostała kolejne nominacje, tym razem do nagrody Emmy i Złotych Globów.

Wygląda też na to, że występ u boku Jamiego Dornana był jednak jej pisany. Razem z nim i Sebastianem Stanem, gwiazda wystąpiła ostatnio w filmie „Coś się kończy, coś zaczyna” w reżyserii Drake’a Doremusa (film wejdzie do kin 3 lipca). To opowieść o dziewczynie, która rzuciła pracę i rozstała się z chłopakiem, a teraz zastanawia się, co dalej robić ze swoim życiem. Na imprezie poznaje Jacka i Franka i zaczyna spotykać się z nimi jednocześnie. Sama aktorka przyznaje, że rola Daphne to jej alter ego. „Jak nie kochać miłości? Poza tym aktorki w moim wieku mają wiele okazji, aby zagrać w filmach romantycznych i niewiele, by robić inne rzeczy. To prawdopodobnie najbardziej dostępne projekty, chyba że chcesz zagrać dziewczynę w tle albo stewardessę” – tłumaczyła tym, którzy pytali, dlaczego znowu wybrała film o miłości.

Niewiele brakowało, a świat nie poznałby się na jej talencie. W wywiadzie dla New York Timesa Woodley przyznała, że cierpiała z powodu choroby, która mogła zakończyć jej karierę aktorką. Nie zdradziła, co jej dolegało, ale ze szczegółami opisała, jak się wówczas czuła. Podczas kręcenia serii „Niezgodna” byłam bardzo chora. Musiałam odrzucić wiele propozycji filmowych, które przyszły do mnie wraz z sukcesem produkcji. Wiele ludzi mówiło mi, że nie powinnam była odpuszczać. A ja zastanawiałam się tylko, czy przetrwam. Czy kiedykolwiek będę zdrowa i czy będę miała okazję pracować nad projektami, które mnie fascynują?” — zwierzała się Woodley, dodając:

„Nie miałam wyboru, musiałam się poddać i porzucić karierę. W ciągu ostatnich kilku układałam sobie to wszystko w głowie, a to nie było łatwe. Dzisiaj czuję się pewnie, niezależnie czy chodzi o moją karierę, relacje międzyludzkie czy poczucie własnej wartości. Jestem wdzięczna, że pokonałam najgorsze. Teraz wiem, do czego nie chce wracać”.

Niezłomna aktywistka

W innym wywiadzie przyznała, że po słabych recenzjach „Niezgodnej”, myślała nad zmianą zawodu. „Czułam, że nadszedł czas, aby zacząć robić coś innego. Zadzwoniłam do moich agentów i powiedziałam im, żeby nie wysyłali mi więcej scenariuszy. Chciałam odkryć inne możliwości”.

Kiedy Woodley znudzi się aktorstwo, zawsze zostanie jej działalność społeczna i polityczna. Dziewczyna angażowała się w sprawy aktywistów od czasów liceum. Już wtedy zaczęła tworzyć własne domowy produkty. Samodzielnie robiła m.in. dezodoranty i pasty do zębów. Z pomocą mamy założyła organizację charytatywną „All It Takes”, która edukuje młodzież w temacie praktycznego podejścia do ekologii.

Udział w słynnym proteście przeciwko budowie ropociągu w stanie Północna Dakota zakończył się dla niej aresztowaniem (w 2018 roku, na ceremonię rozdania Złotych Globów zabrała, jako swoją osobę towarzyszącą aktywistkę poznaną w czasie wydarzenia). Przyznała się do winy, a kara została zawieszona na rok. Nie odpuszczała. Jeszcze w tym samym roku dołączyła do organizacji, która edukuje młodych wyborców. W ubiegłym roku zaangażowała się też w akcję organizacji Greenpeace. Była jedną z uczestniczek trzytygodniowego rejsu, podczas którego zbierała informację i dokumentowała stan plamy plastiku na oceanie. Za działalność na rzecz środowiska naturalnego otrzymała dwie nagrody.

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
Mat.prasowe

Wraca „Opowieść podręcznej”! Kiedy będziemy mogli zobaczyć nowe odcinku kultowego serialu?

Już wiemy, kiedy obejrzymy premierowe odcinki czwartego sezonu „Opowieści podręcznej”. Serial na podstawie powieści Margaret Atwood, ponownie przeniesie nas do antyutopijnej przyszłości w Gilead.
Sylwia Arlak
26.06.2020

„Opowieść podręcznej”, słynny serial na podstawie książki Margaret Atwood miał już trzy sezony. Antyutopijna opowieść przenosi nas w bliżej nieokreśloną przyszłość, do fikcyjnego miasteczka Gilead, w którym istnieje system klasowy, a należące do najniższej klasy kobiety (tzw. podręczne), są zmuszone do rodzenia dzieci uprzywilejowanym rodzinom. Za nieposłuszeństwo bohaterkom grozi śmierć.  Serial pojawił się mniej więcej w tym samym czasie, co ruch #metoo. Również w Polsce, czerwone płaszcze i białe czapki, które noszą bohaterki serialu, zakładały uczestniczki ulicznych demonstracji (w Polsce np. podczas wizyty Donalda Trumpa).  Produkcja zdobyła uznanie fanów i krytyków. Pierwszy sezon produkcji otrzymał aż osiem telewizyjnych nagród Emmy, w tym za najlepszy serial dramatyczny oraz najlepszą aktorkę w serialu dramatycznym dla Elizabeth Moss.  Wojna sama się nie wygra Kolejne sezony jednak nie dorównywały znakomitej pierwszej części. Fani oglądali, ale jednocześnie narzekali na powolną akcję i brak pomysłów na rozwijanie najważniejszych wątków. Zwiastun czwartego sezonu „Opowieści podręcznej” daje jednak nadzieję, że twórcy tym razem stanęli na wysokości zadania. „Nie mogę odpoczywać. Moja córka zasługuje na więcej, wszyscy zasługujemy na więcej. Zmiana nigdy nie przychodzi łatwo. Ta wojna sama się nie wygra” — mówi w zwiastunie June Osborne, postać grana przez Elisabeth Moss. W krótkiej zapowiedzi (która składa się z archiwalnych materiałów i nowych scen) twórcy sugerują, że nadeszła rewolucja przeciwko Gileadowi. Wiemy już też, że June przeżyła wydarzenia z finału poprzedniej części. Zapowiada się sezon pełen akcji, nadziei i zmian. To już nie tylko opowieść...

Czytaj dalej
Mat.prasowe

Psychopatyczni mordercy i zbrodnie, które wstrząsnęły światem! Najlepsze seriale i dokumenty true-crime 

Seriale i dokumenty o prawdziwych zbrodniach wciągają bardziej niż niejeden kryminał.
Sylwia Arlak
24.06.2020

Czy nam się to w sobie podoba, czy nie – lubimy przyglądać się zbrodni. Może nie jest to nasza najbardziej chwalebna cecha, ale naturalna i zupełnie normalna. Z tego powodu kryminały zawsze będą sprzedawały się jak świeże bułeczki, a filmy kryminalne z genialnym przestępcą i jeszcze mądrzejszym detektywem zawsze wypełnią kinowe sale. Swój renesans przeżywają też  dokumentalne seriale true crime o przestępcach, których umysł autentycznie przeraża, o trwających latami śledztwach albo o niewyjaśnionych zagadkach, które do dziś czekają na swoje rozwiązanie. Naprawdę jest w czym wybierać. Dlatego, zanim obejrzyjcie nowy serial HBO „Obsesja zbrodni” o wyjątkowym dziennikarskim śledztwie (premiera 29 czerwca), przypomnijcie sobie najlepsze seriale z gatunku true crime.   „The Staircase”, Netflix „The Staircase” to 13-odcinkowa (świetna!) francuska propozycja Netflixa opowiadająca o procesie znanego pisarza, Michaela Petersona. Obserwujemy jego wieloletnią walkę o oczyszczenie z zarzutu morderstwa własnej żony. Nie zdradzimy czy mężczyzna jest winny. Napiszemy tylko, że dzisiaj przebywa na wolności. Według krytyków to właśnie nakręcony ponad 15 lat temu „The Staircase” zapoczątkował serię udanych true-crimów.  „Making a murder”, Netflix „Making a murder”  doczekał się dwóch sezonów. Produkcja opowiada historię niesłusznie oskarżonego o morderstwo Stevena Avery’ego i jego wieloletniej walki z amerykańskim wymiarem sprawiedliwości. Obnaża wady systemu prawnego w USA. Nagranie produkcji zajęło twórcom aż dziesięć lat. Cztery statuetki Emmy są w tym wypadku całkowicie zasłużone.  „Cień prawdy”, Netflix Izraelski „Cień prawdy” to kolejny po „The...

Czytaj dalej
Mat. prasowe

„Grease”, „Tamte dni, tamte noce”, „Pod słońcem Toskanii”. 10 filmów idealnych na lato

Słońce, beztroska, wakacyjny klimat. Zanim wybierzecie się w letnią podróż, koniecznie przypomnijcie sobie filmy, które wprawią was w odpowiedni nastrój.
Sylwia Arlak
23.06.2020

Po filmie „W drodze” zapakujecie najpotrzebniejsze rzeczy do samochodu i wyjedziecie w podróż w nieznane. „Tamte dni, tamte noce” i „Pod słońcem Toskanii” sprawi, że zatęsknicie za ciepłymi krajami, a „Przed wschodem słońca” — za wakacyjnym romansem. Oto dziesięć filmów, dzięki którym poczujecie słońce na twarzy. 1. „W drodze” „W drodze” Waltera Sallesa to ekranizacja powieści Jacka Kerouaca pod tym samym tytułem. Jej nakręcenie zajęło twórcom aż kilkanaście lat. Razem z postaciami (Deanem granym przez Garretta Hedlunda, Sale’em, którego odtwarza Sam Riley i Marylou — w tej roli wystąpiła Kristen Stewart) wybieramy się w podróż kradzionym samochodem pełną jazzu, poezji, seksu i szalonych przygód. Przemierzamy puste szosy na amerykańskim odludziu i z każdą sceną coraz lepiej poznajemy motywacje głodnych życia bohaterów. Będąc w drodze, próbują uciec od dawnego życia. Szybko okaże się, że to niemożliwe. A wszystko to w klimacie lat 40. i 50. ubiegłego wieku. 2. „Pamiętnik” Przy „Pamiętniku” w reżyserii Nicka Cassavetesa (film powstał na podstawie bestsellerowej powieści Nicholasa Sparksa) niejedna z nas wylała morze łez. Historia wielkiej miłości Noah i Allie (bohaterów, którzy pochodzą z dwóch różnych światów i mają wiele przeszkód do pokonania m.in. sprzeciw rodziców dziewczyny) może wydawać się zbyt słodka, aby była prawdziwa. Obraz bywa kiczowaty, mocno przewidywalny, a do tego wszystkiego dostajemy jeszcze łzawe zakończanie (ciężką chorobę i śmierć głównej bohaterki). A jednak bohaterowie nie są nam obojętni. Kiedy widzimy, jak leżą razem na środku ulicy przypominamy sobie, jak przyjemne i beztroskie mogą być letnie popołudnia....

Czytaj dalej