Greta Garbo – wiecznie młoda gwiazda kina
East News

Greta Garbo – wiecznie młoda gwiazda kina

Greta Garbo przez wielu była nazywana „boską Gretą”. Miała hipnotyzujące spojrzenie, tajemniczą naturę i niesamowity talent.
Kamila Geodecka
15.01.2021

Greta Garbo wiedziała dokładnie, kiedy zejść ze sceny. W wieku 36 lat przeszła na emeryturę i odseparowała się od ludzi, nie rozmawiała z dziennikarzami i unikała tłumów. Gdy w 1955 roku przyznano jej honorowego Oscara, nie pojawiła się na gali i nie odebrała nagrody.

Nawet wtedy, gdy odnosiła swoje największe sukcesy, nie chciała udzielać wywiadów. Gdy dziennikarz zapytał ją o dzieciństwo, odpowiedziała: „Urodziłam się, miałam mamę i tatę, chodziłam do szkoły. Jakie to ma znaczenie?”. Przez takie zachowanie szybko zyskała etykietę niedostępnej, tajemniczej i zdystansowanej.

Książę Karol nawet po rozwodzie chciał mieć ostatnie zdanie

Chłopczyca z nadwagą

Greta Garbo urodziła się w 1905 roku w sztokholmskiej rodzinie robotniczej jako Greta Lovisa Gustafsson. Od dziecka uwielbiała teatr i razem z rodzeństwem bawiła się w przygotowywanie i wystawianie spektakli. Nie było jej stać na to, by kupować bilety na przedstawienia teatralne, dlatego czasami korzystała z nieuwagi ochroniarzy i zakradała się za kulisy, by zobaczyć występ.

W szkole uwielbiała historię, bo, jak mówiła, dzięki niej „wypełniała swoją głowę najróżniejszymi marzeniami”. Była wtedy chłopczycą z lekką nadwagą. Nosiła ubrania po starszym bracie, bawiła się ołowianymi żołnierzykami i grała w kulki. Przyszła gwiazda kina była nawet liderką osiedlowej grupki dzieciaków. Razem całymi dniami chodzili po sztokholmskiej dzielnicy Södermalm.

Gdy Grata miała 13 lat, zmarł jej ojciec. Zła sytuacja materialna rodziny stała się jeszcze gorsza. Nie było wyboru – Greta musiała porzucić szkołę i iść do pracy. Była dziewczyną do namydlania w salonie golibrody, a następnie znalazła zatrudnienie w sklepie z kapeluszami w domu towarowym PUB.

Narodziny Grety

Greta była bardzo dobrą sprzedawczynią. Podobno gdy przymierzała kapelusze dla swoich klientek, te kupowały nakrycia głowy bez zastanowienia. W 1921 roku wzięła udział w sesji fotograficznej do katalogu PUB-u. Była modelką reklamującą kapelusze. Następnie wystąpiła w filmie reklamowym wyświetlanym w kinach. Zarabiała pieniądze, więc mogła sobie pozwolić na coraz częstsze wizyty w teatrze, a jej fascynacja aktorstwem stała się jeszcze większa.

Zarobione pieniądze wydawała także na własną edukację – na początku zapisała się na kurs aktorstwa, a następnie aplikowała do Królewskiej Szkoły Teatralnej. Tam poznała Mauritza Stillera – reżysera, który dostrzegł w niej ogromny potencjał. Mężczyzna chciał z niej zrobić międzynarodową gwiazdę, dlatego wymyślił jej pseudonim artystyczny: „Greta Garbo”. Nie było tu żadnego przypadku – „garbo” w języku staronorweskim oznacza tajemniczą istotę.

Stiller obsadzał Gretę w swoich produkcjach. Aktorka grała w kilku szwedzkich filmach, a następnie wystąpiła w „Zatraconej ulicy” austriackiego reżysera Georga Wilhelma Pabsta. Stiller wkrótce stał się jej mentorem – uczył ją grać na pianinie oraz dbał o to, by zawsze była piękna. W tamtym czasie Garbo wciąż miała lekką nadwagę, a krytycy filmowi w Szwecji zwracali uwagę na jej niezadbane włosy.

Czytaj także: Andrzej Wajda i Krystyna Zachwatowicz. Poznali się, gdy „wszystkie błędy mieli już za sobą”

Podbój Ameryki

Garbo i Stiller przypłynęli do Nowego Jorku 6 lipca 1925 roku. Wiceprezes wytwórni filmowej MGM zorganizował tam dla aktorki zdjęcia próbne. Nie wyszły jednak korzystnie. Garbo po raz kolejny była krytykowana za swój niechlujny wygląd, nadwagę, a także za wzrost. W tamtym czasie mierząca 171 cm wzrostu aktorka była nieprzeciętnie wysoka. Jej uroda, chociaż hipnotyzująca, była zbyt europejska dla przeciętnego widza w Stanach Zjednoczonych. Mimo wszystko w sierpniu w biurze na Broadwayu podpisała z MGM trzyletni kontrakt.

Specjaliści wizerunkowi z wytwórni polecili jej wizytę w salonie piękności, ale Garbo postawiła się członkom zarządu i odmówiła. To wywołało oburzenie. Wkrótce jednak poddała się wielu zabiegom estetycznym. Żeby uwydatnić kości policzkowe, wyrwano jej tylne zęby. Zmieniono jej fryzurę i zadbano o odpowiedni makijaż. Dano jej również do zrozumienia, że w Stanach Zjednoczonych nie ma miejsca dla osób z nadwagą. Musiała więc przejść na bardzo restrykcyjną dietę i podobno przez kilka pierwszych tygodni jadła jedynie kapustę i szpinak. Cel został jednak osiągnięty. Tajemnicza i europejska Greta Garbo stała się bardziej amerykańska. Zdecydowano, że będzie miała wizerunek femme fatale – i to był strzał  dziesiątkę. Grała głównie postacie tajemniczej uwodzicielki i na tym zbudowała całą karierę.

Hollywood i wielki sukces

Wkrótce Greta trafiła do Hollywood, gdzie dostawała 400 dolarów tygodniowo, co było dużą sumą, biorąc pod uwagę fakt, że nie była wtedy jeszcze rozpoznawalną aktorką.

W 1926 roku premierę miał film „Słowik hiszpański” na podstawię książki Vicente Blasco Ibáñeza. Garbo grała tam główną rolę, śpiewaczki Leonory Moreno. Produkcja uzyskała bardzo dobre recenzje w amerykańskiej prasie, a Greta Garbo od razu zaczęła być porównywana do Poli Negri oraz innych najlepszych gwiazd kina tamtego okresu. Wkrótce zaczęła być zasypywana propozycjami współpracy. Przyjęła rolę w filmach takich jak „Anna Karenina”, „Symfonia zmysłów” czy „Kusicielka”.

W 1928 i 1929 roku była aktorką przynoszącą największe zyski producentom, dzięki czemu mogła zacząć stawiać wymagania. Zażyczyła sobie między innymi, że będzie grała tylko w dwóch filmach rocznie. Taki zapis szybko znalazł się w jej kontrakcie. Wytwórnia nie mogła sobie pozwolić na stratę tak wielkiej gwiazdy.

Czytaj także: Annette Bening i Warren Beatty: ona nie była zainteresowana romansem, on w 10 minut zakochał się na resztę życia

Koniec ery kina niemego

Pod koniec lat 20. w kinach zaczęły się pojawiać pierwsze filmy z dźwiękiem. Dla wielu gwiazd oznaczało to koniec kariery – stało się tak między innymi w przypadku Clary Bow czy Nity Naldi. Pojawienie się nowej technologii przerażało Gretę, która bała się, że podzieli los swoich koleżanek z branży. Chociaż Garbo mówiła po angielsku, miała wyraźny szwedzki akcent. Dodatkowo wytwórnia nie była przekonana, czy widzom spodoba się jej niski i chropowaty głos.

Niekwestionowana gwiazda kina niemego musiała jednak w końcu przemówić. W 1930 roku Garbo zagrała swoją pierwszą rolę w filmie dźwiękowym – „Anna Christie”. Na hollywoodzkiej premierze pojawiła się cała ekipa biorąca udział w realizacji filmu, zabrakło jedynie... samej Grety. Mimo wielu obaw produkcja okazała się kasowym hitem, a głos Garbo spodobał się odbiorcom. „Jej głos objawił się jako niski, chropowaty, gardłowy kontralt, posiadający w pełni ów poetyczny urok, który uczynił z tej zdystansowanej szwedzkiej damy wybitną aktorkę filmową” – pisał Richard Watts Jr. w „New York Herald Tribune”.

Kolejne filmy, w których Greta Garbo mówiła swoim zmysłowym głosem, także odniosły sukces. Gdy w Nowym Jorku obywała się premiera filmu „Mata Hari”, policja musiała zareagować i obstawić wszystkie ulice wokół kina. Aktorka miała tak wiernych fanów, że obawiano się, że może dojść do zamieszek i desperackich prób wtargnięcia do sali.

Sama Garbo unikała jednak swoich fanów i nie chciała rozmawiać z dziennikarzami. W oscarowym filmie „Ludzie w hotelu” aktorka wypowiada kwestię: „Chcę być sama”. Te słowa w późniejszych latach zostały uznane za motto Garbo.

Czytaj także: Kocha seks, brzydkie słowa i pracę. „Emerytura? Wyplujcie to słowo!” – mówi Judi Dench, która skończyła dziś 86 lat

Koniec kariery

Greta Garbo była gwiazdą MGM, jednak nie zawsze jej filmy były dobrze odbierane przez krytyków. Porażką okazała się między innymi „Pani Walewska” – produkcja opowiadająca o polskiej szlachciance romansującej z Napoleonem Bonaparte. Pieniądze zarobione na biletach nie wystarczyły nawet na pokrycie środków, które przeznaczono na wyprodukowanie filmu. Wtedy wytwórnia zdecydowała się na zmianę wizerunku Garbo. Tajemnicza i zdystansowana aktorka miała teraz zagrać w komedii „Ninoczka”.

Wesoła Greta Garbo spodobała się widowni i krytykom. Aktorka została nawet wtedy nominowana do Oscara. Kasy biletowe były pełne, studio było zachwycone i postanowiło iść za ciosem. Kolejna komedia z Garbo w roli głównej nie przyniosła jednak dobrych recenzji. „Fabuła w gorączkowym dążeniu do zamaskowania własnej pustki, jałowości i braku jakichkolwiek subtelnych uczuć zmienia Garbo w błazna, komediantkę, małpę na kiju” – pisano w gazetach.

Czytaj także: Woody Allen i Mia Farrow. Miłość, zdrada i zemsta

Emerytura

Po nieprzychylnych komentarzach kierowanych w stronę jej ostatniego filmu Greta Garbo postanowiła zrobić przerwę w swojej karierze. Początkowo mówiła, że zawiesza swoją działalność na czas wojny. Bliska przyjaciółka aktorki twierdziła jednak, że już wtedy Garbo zadecydowała o ostatecznym porzuceniu aktorstwa. W latach 50. i 60. była namawiana do pojawienia się w wielu produkcjach. Zabiegali o nią najwięksi reżyserzy – między innymi Alfred Hitchcock, George Stevens czy Elia Kazan – ale Greta Garbo nie wystąpiła już w żadnym filmie.

Aktorka miała 36 lat, gdy zamieszkała w swoim mieszkaniu na Manhattanie i zniknęła z życia publicznego. Raz na jakiś czas ktoś donosił do mediów sensacyjną informację o tym, że widział gwiazdę, a nawet z nią rozmawiał. Czy którakolwiek z tych plotek była prawdą? Trudno dziś powiedzieć. Po zakończeniu kariery aktorka dużo podróżowała oraz zajęła się kolekcjonowaniem dzieł sztuki i antyków. Spotykała się także z przyjaciółmi, którzy nie byli związani z przemysłem filmowym i show-biznesem.

W lutym 1951 roku Garbo odebrała obywatelstwo amerykańskie i wyjątkowo pozwoliła fotoreporterom na zrobienie zdjęć. Twarz miała jednak zasłoniętą woalką. Podobno nie mogła pogodzić się z upływającym czasem, który odciskał piętno także na jej ciele. W 1975 na zaproszenie hrabiego Karola Jana Bernadotte’a i jego żony Kerstin Wijkmark odwiedziła Szwecję i wzięła udział w recitalu Birgit Nilsson. Parę miesięcy później jej zdjęcie ukazało się na łamach „Ladies’ Home Journal”.  Podobno to hrabina sfotografowała aktorkę. Garbo poczuła się zdradzona przez rodzinę królewską i już nigdy więcej nie wróciła do ojczyzny.

Greta Garbo zmarła 15 kwietnia 1990 roku w wieku 84 lat. Chociaż zeszła ze sceny jeszcze przed czterdziestką, jej legenda jest żywa do dziś. Jest uznawana za jedną z największych gwiazd kina. Pomimo upływającego czasu wciąż ma oddanych fanów.

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
Britney Spears
Materiały prasowe Sony Music

Królowa popu i synonim obciachu lat 90., czyli za co kochamy Britney Spears?

Dokładnie 20 lat temu ukazał się jeden z najważniejszych albumów w dziejach popkultury: „Oops!… I Did It Again”.
Magdalena Żakowska
18.05.2020

Wiem, że dla wielu z was Britney Spears to synonim plastiku, różu i taniości. I to na pewno jest cześć prawdy o niej, a raczej o czasach, w których powstały jej największe przeboje. Koniec lat 90. to był estetyczny koszmar, chyba największy od czasów baroku, ale, powiedzmy to sobie uczciwie, każda z nas w mniejszym lub większym stopniu brała w tym udział. Malowałyśmy się jak opętane, stroiłyśmy w dopasowane bluzki z dekoltem i prawie wszystkie chciałyśmy być blondynkami. Do kina biegałyśmy na „Słodkie zmartwienia”, „Ten pierwszy raz” i „Szkołę uwodzenia”, ikoną mody była Paris Hilton, Victoria Beckham miała jeszcze sztuczne piersi, a z radia straszył przebój „Barbie Girl”, który powinien być dziś zakazany na równi z manifestem Andersa Breivika. Właśnie w takiej scenerii ukazał się drugi album Britney Spears „Oops!… I Did It Again”, który w samych Stanach Zjednoczonych sprzedał się w nakładzie ponad 10 mln egzemplarzy. Bo przypomnę: to były czasy, w których nie było jeszcze Facebooka i telefonów komórkowych, za to kupowałyśmy masowo płyty CD. 17 sierpnia z okazji 20. rocznicy ukaże się specjalne winylowe wydanie „Oops!...”.   W momencie wydania „Oops!...” Britney miała 19 lat, z czego już 11 spędziła na scenie. Była produktem wymyślonym przez wytwórnię muzyczną. Nie pisała swoich piosenek, nie decydowała o tym, jak będą wyglądały jej teledyski, ani o tym, jak długo będzie trwała trasa koncertowa. Jej zadaniem było śpiewać, tańczyć i szeroko się uśmiechać. I dawała z siebie to wszystko. „Oops!…”, „Lucky”, „Stronger” to ponadczasowe hity, które do dziś znam na pamięć. Pamiętam nawet fragmenty układów tanecznych Britney, uczyłam się...

Czytaj dalej
East News

Nicole Kidman i Keith Urban: „Spotkanie jej i małżeństwo nie zmieniło mojego życia. Było jego początkiem”

Kiedy się poznali, oboje czuli się bardzo samotni. „Weszliśmy do swojego życia w najlepszym czasie, gdy mogliśmy się na siebie otworzyć” — mówiła Nicole Kidman o relacji ze swoim mężem, Keithem Urbanem.
Sylwia Arlak
25.11.2020

Poznali się w styczniu 2005 roku podczas gali honorującej osiągnięcia australijskich artystów w USA. „Po raz pierwszy spotkaliśmy się na przyjęciu w Los Angeles. Pamiętam, że pomyślałem: »O rany, naprawdę chciałbym ją poznać. Oboje pochodzimy z Australii i jestem pewien, że przeszliśmy podobną drogę«. Kiedy weszła do pokoju, w którym stałem z przyjaciółmi, byłem pod wrażeniem. Przysięgam, że sunęła po pokoju, unosiła się. Nie wiem, jak to zrobiła. To było nie z tego świata. Pomyślałem: »Po prostu idź do niej i przywitaj się« — wspominał słynny muzyk country Keith Urban, dodając: „Zebrałem się na odwagę, by iść i to zrobić. Byłem bardzo zdenerwowany, a ona bardzo miła. Powiedziałem »Miło cię poznać« i odszedłem. Dopiero potem pomyślałem: »Może powinienem powiedzieć coś więcej?«. Wróciłem, przeprosiłem i zaczęliśmy rozmawiać. Zaiskrzyło”. Nicole Kidman w wywiadzie dla Ellen DeGeneres w 2017 roku wspominała: „Podkochiwałam się w nim, a on nie był mną zainteresowany. Tak mi się wtedy wydawało. Po naszym spotkaniu nie dzwonił do mnie przez cztery miesiące”. Kidman i Cruise. To miała być miłość na całe życie Nie dzwonił ze strachu. „Ktoś dał mi kartkę z jej numerem i przez jakiś czas trzymałem ją w kieszeni. Patrzyłem na nią i myślałem: »Jeśli zadzwonię pod ten numer, ona odbierze. Nie wiem, co mam jej powiedzieć« — wspominał w australijskim talk-show Interview w 2018 roku. „Nie byłem w najlepszym miejscu w swoim życiu. Nigdy bym nie pomyślał, że Nicole zobaczy coś w takim facecie, jak ja. Ale w końcu się odważyłem. Zadzwoniłem i zaczęliśmy rozmawiać. Rozmawialiśmy i rozmawialiśmy, i rozmawialiśmy, i rozmawialiśmy. Szło nam świetnie” — dodał. Oboje czuli się bardzo samotni....

Czytaj dalej
Magdalena Lamparska
Monika Szalek

Magdalena Lamparska codziennie dziękuje za życie, bo kiedyś otarła się o śmierć

„Większość rzeczy, jakich doświadczamy na co dzień, jest dla nas oczywista” – mówi aktorka i w akcji #DZIĘKUJĘ opowiada, że wdzięczności w życiu nauczyło ją traumatyczne doświadczenie.
Sylwia Niemczyk
03.04.2020

Magdalena Lamparska, aktorka znana m.in. z ubiegłorocznego hitu „1800 gramów” i niedawnej ekranizacji książki Blanki Lipińskiej „365 dni” we wczesnej młodości przeżyła wypadek samochodowy, który sprawił, że zaczęła inaczej patrzeć na życie. – Do szpitala przywieźli mnie ze złamanym kręgosłupem, ale po leczeniu wychodziłam o własnych siłach i byłam absolutnie wdzięczna za dar życia. Dziękowałam Bogu, że przeżyłam i że będę jednak chodzić. Czułam czystą radość, że po prostu jestem – mówi. Aktorka miała wtedy zaledwie 17 lat, jednak tamto wydarzenie pozwoliło jej dojrzeć wewnętrznie. Wypadek nauczył ją doceniać najprostsze rzeczy. Dzięki niemu zaczęła zauważać, za ile rzeczy może być wdzięczna w życiu:   – Większość rzeczy, jakich doświadczamy na co dzień, jest dla nas oczywista. Co roku zdmuchujemy świeczki na torcie, ale nie dziękujemy rodzicom za to, że nas urodzili. Po maturze nie dziękujemy, że nas wspierali, nie zauważamy tego nawet, tak jakby nam się to wszystko należało.  Magdalena Lamparska dziękuje mamie za wsparcie Rodzina zawsze była ogromnie ważna dla artystki i to właśnie mamie (tata zmarł, gdy Magdalena Lamparska była dzieckiem) dziękuje w pierwszej kolejności: – Nie zapomnę, jak mama zrobiła mi pierwszy raz po wypadku mój ulubiony obiad: makaron z truskawkami, cukrem i twarogiem. Jakże on mi wtedy smakował! Nigdy wcześniej i nigdy później truskawki nie były tak pyszne i tak pachnące. Nieraz jej to przypominam i mówię, jaką wtedy sprawiła mi radość. Chociaż na co dzień mama aktorki mieszka w Los Angeles, to niedawno przyleciała do Polski specjalnie na premierę spektaklu „Lily” w Och-Teatrze, w którym Magdalena Lamparska gra jedną z głównych ról, u boku Krystyny Jandy. Jej...

Czytaj dalej
Ellen
Screen Youtube

#Zostańwdomu w Hollywood – sprawdzamy co robią światowe gwiazdy w czasie pandemii

Znana z ciętego języka, Ellen Degeneres porównała kwarantannę do więzienia, czym wywołała niemałe kontrowersje wśród swoich fanów. Arnold Schwarzenegger zachęcał do pozostania w domach i pokazał, jak prawidłowo myć ręce, a Gal Gadot śpiewała „Imagine” Lennona. Jak gwiazdy spędzają teraz czas?
Sylwia Arlak
16.04.2020

Pandemia koronawirusa nie ominęła świata filmu i show-biznesu. Ale to nie oznacza, że gwiazdy przestały kontaktować się ze swoimi fanami. Wręcz przeciwnie, w ostatnim czasie osoby z pierwszych stron gazet stały się mocno aktywne. I tak dla przykładu autorka satyrycznego show, Ellen Degeneres wywołała kontrowersje, porównując kwarantannę do więzienia. "Koronawirus, jak więzienie" Prowadząca „The Ellen DeGeneres Show” zdecydowała się nagrywać kolejne odcinki programu w swoim domu, bez udziału publiczności. „Kwarantanna domowa jest jak przebywanie w więzieniu. Głównie dlatego, że noszę te same ubrania od 10 dni i wszyscy wokół są homoseksualni” – powiedziała Ellen w pierwszym odcinku nowej odsłony show. Żart showmenki nie wszystkim jednak przypadł do gustu. Część fanów zarzuciła jej, że jest oderwana od rzeczywistości i nie musi borykać się z prawdziwymi problemami jak np. utrata pracy. Śpiewać każdy może? Co ciekawe skrytykowana została także aktorka Gal Gadot i inne gwiazdy Hollywood (m.in. Natalie Portman, Sia, Zoe Kravitz i Amy Adams), które wzięły udział w oryginalnym projekcie. Za pośrednictwem Instagrama wspólnie – choć oczywiście każdy siedząc w swoim domu – wykonali piosenkę „Imagine” z repertuaru Johna Lennona. „ Dzień szósty samoizolacji. Te ostatnie dni sprawiły, że popadłam filozoficzny nastrój. Koronawirus wpłynął na cały świat. Na wszystkich, niezależnie od profesji i miejsca pochodzenia. Wszyscy musimy z nim walczyć. W Internecie natknęłam się na nagranie Włocha, który grał na trąbce na balkonie swojego mieszkania dla wszystkich sąsiadów zamkniętych w domach. Wykonał 'Imagine', a w tym nagraniu było coś potężnego i czystego”  – tłumaczyła Gadot. Część...

Czytaj dalej