Fryderyk Chopin i Delfina Potocka. Gdy umierał, śpiewała mu i przygrywała na fortepianie
akg-images/EAST NEWS

Fryderyk Chopin i Delfina Potocka. Gdy umierał, śpiewała mu i przygrywała na fortepianie

Fryderyk miał pisać do Delfiny listy tak pikantne, że trudno było się nie zarumienić przy ich lekturze. Choć korespondencję najprawdopodobniej sfałszowano, historia znajomości tych dwojga intryguje do dziś.
Hanna Szczesiak
27.11.2020

Delfina z Komarów Potocka, muza poetów, malarzy i muzyków okresu romantyzmu, miała być jedną z miłości Fryderyka Chopina. Poznali się w Dreźnie, jednak ich znajomość nabrała kolorów, gdy oboje zamieszkali na stałe w Paryżu.

To właśnie do stolicy Francji Delfina uciekła przed mężem, Mieczysławem Potockim, którego prawdziwa natura miała się objawić po kilku latach małżeństwa. Z relacji świadków wynika, że Potocki bił i poniżał młodą żonę, wykazując się niebywałym okrucieństwem. Miał ją nawet głodzić i więzić w ich wspólnym domu. Uwolniwszy się od męża-tyrana, Delfina rozkwitła.

W Paryżu od razu dostrzeżono jej urodę – Potocka już od młodzieńczych lat zachwycała mężczyzn, a o jej rękę ubiegało się kilku adoratorów. Uroda szła w parze z talentem: Delfina mówiła po francusku, interesowała się rysunkiem i malarstwem, grała na klawikordzie i śpiewała. „Rzadko zdarzało mi się zetknąć z czymś równie doskonałym”, pisał o jej głosie wyraźnie zauroczony Eugène Delacroix.

Książę Karol nawet po rozwodzie chciał mieć ostatnie zdanie

Nauczyciel i uczennica

Chopina poznała na jednym z przyjęć. On bywał na nich często, roztaczając wokół siebie aurę młodego, obiecującego kompozytora, który szuka protekcji. Chciała, by uczył ją gry na fortepianie. Choć okazała się niezwykle utalentowaną i pilną uczennicą, wkrótce nie potrzebowali już pretekstu, by się spotykać. Nawiązała się między nimi więź, która trwała przez całe ich życie.

Wielu do dziś próbuje dociec, czy uczucie, które ich łączyło, było wyłącznie platoniczne. W końcu w Delfinie kochali się Honoriusz Balzak, Hieronim Bonaparte (brat Napoleona), Zygmunt Krasiński – ten ostatni miał być jej największą miłością. Bliskie stosunki utrzymywała również z Juliuszem Słowackim (o którego Chopin był ponoć zazdrosny), a Adam Mickiewicz nazywał ją „największą grzesznicą”. Związek z Chopinem nie byłby zatem niczym zaskakującym.

Czytaj także: Beata Tyszkiewicz: „Całe życie przyjaźniłam się z mężczyznami”

Listy, których nie było

O ich rzekomym romansie pierwszy raz napisał w 1852 roku historyk Józef Mycielski. Krytykował on Potocką, a wśród jej kochanków wymienił właśnie Fryderyka. Najprawdopodobniej była to jedynie plotka – sam Mycielski nigdy nie poznał osobiście Chopina, a ów list do żony pisał kilka lat po śmierci kompozytora.

„Pani Delfina Potocka, którą wiecie, jak bardzo kocham, parę dni temu do Nicei wyjechała...”, pisał muzyk w liście do rodziny sporządzonym dwa lata przed śmiercią. Choć mogłoby to wskazywać na uczucie łączące go z Potocką, niezbitym dowodem potwierdzającym romans tych dwojga miał być zbiór listów kompozytora do hrabiny.

W 1939 roku, tuż przed wybuchem wojny, do Polskiego Radia w Wilnie zgłosiła się Paulina (nazywana również Polą) Czernicka, wielka entuzjastka twórczości Chopina. Wyjawiła, że posiada zbiór nieujawnionych dotąd listów miłosnych kompozytora i chciałaby przygotować na ich temat audycję. Jej plany pokrzyżowała wojna, jednak w 1945 roku Czernickiej udało się przeczytać fragmenty korespondencji na antenie Polskiego Radia w Poznaniu. Frywolne opisy intymnych scen pomiędzy domniemanymi kochankami wzbudziły podejrzenia historyków i biografów zaznajomionych z twórczością i temperamentem Chopina. Wątpliwości wzbudzało również tłumaczenie Czernickiej, w jaki sposób weszła w posiadanie listów.

Po wnikliwych analizach historycznych, lingwistycznych i grafologicznych okazało się, że listy zostały spreparowane. Udało się to ustalić dopiero 20 lat po ujawnieniu korespondencji, na długo po śmierci Czernickiej. Z relacji znających ją osób wynika, że kobieta miała skłonności psychopatyczne i cierpiała na zaburzenia psychiczne. W 1949 roku, w setną rocznicę śmierci Chopina, odebrała sobie życie.

Czytaj także: To była artystyczna miłość! Historia Agnieszki Osieckiej i Marka Hłaski

Towarzyszyła mu na łożu śmierci

Choć listy Chopina do Potockiej okazały się fałszywe, nie oznacza to, że ich relacja nie była prawdziwa. Niektórzy nawet twierdzą, że miłość może i była, ale nieodwzajemniona: uczucie Fryderyka do Delfiny mogło być szczere, ją jednak zadowalała przyjaźń. Tuż przed śmiercią muzyka Potocka przyjechała z Nicei do Paryża, by towarzyszyć przyjacielowi w chorobie. Spędzała przy jego łóżku długie godziny, śpiewając i grając na fortepianie. To jej Chopin zadedykował swój II koncert fortepianowy f-moll op. 21 z 1829.

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
Marek Niedźwiedzki
Darek Kawka

Marek Niedźwiecki: „Pierwsze notowanie Listy zrobiliśmy w kwietniu 1982…”

16 maja 2020 r. Marek Niedźwiecki ogłosił, że odchodzi z Trójki. Za dwa tygodnie, 29 maja 2020 miało odbyć się prowadzone przez niego 2000. notowanie listy. Ostatnie piątkowe głosowanie zostało decyzją zarządu Programu 3. Polskiego Radia unieważnione. W unieważnionym głosowaniu na 1. miejscu ukazała się piosenka Kazika „Twój ból jest lepszy niż mój”.
Magdalena Felis
17.05.2020

Czy jest ktoś, kto nie zna Listy Przebojów Trójki, nawet jeśli się na niej nie wychował? Nadawana w każdy piątek, prowadzona przez Marka Niedźwieckiego już od 38 lat w wielu domach była tradycją. 16 maja 2020 r. Marek Niedźwiecki ogłosił, że odchodzi z Trójki. Za dwa tygodnie, 29 maja 2020 miało odbyć się prowadzone przez niego 2000. notowanie listy. Ostatnie piątkowe głosowanie zostało decyzją zarządu Programu 3. Polskiego Radia unieważnione. W unieważnionym głosowaniu na 1. miejscu ukazała się piosenka Kazika „Twój ból jest lepszy niż mój”.  W aktualnym wydaniu „Urody Życia” twórca i prowadzący LP3 Marek Niedźwiecki opowiadał, jak ukochane piosenki wpływały na jego i nasze życie.  Nigdy pan nie żałował, że nie podjął pracy jako technolog budowlany? Rzeczywiście, taki kierunek skończyłem na Wydziale Budownictwa Politechniki Łódzkiej, ale wybrałem tę uczelnię tylko dlatego, żeby dostać się do Studenckiego Radia Żak. I się dostałem – a stamtąd do łódzkiej rozgłośni Polskiego Radia. Ale gdybym nie trafił do radia, to pracowałbym w bibliotece w Szadku, moim rodzinnym miasteczku. Nic innego mi nie przychodzi do głowy. A to prawda, że rozmowa wstępna na stanowisko prowadzącego Listę Przebojów Trójki trwała niecałą minutę? Mogło to tyle trwać. Pamiętam, że pojechałem do siedziby Polskiego Radia na ulicy Malczewskiego, gdzie miałem spotkać się z Andrzejem Turskim, nowym redaktorem naczelnym Programu III Polskiego Radia. To był 1982 rok.  Wyznaczył mi spotkanie, ale ostatecznie nie miał dla mnie czasu, więc szliśmy tylko korytarzem. Ciągle pamiętam, że był ubrany w kurtkę w kolorze wojskowej zieleni, ale nie wojskową. Biegłem obok niego, kiedy powiedział, że będę prowadził listę przebojów. Zapytałem...

Czytaj dalej
East News

Jackie Kennedy miała urodę, inteligencję i wdzięk. Zabrakło jej tylko szczęścia

Życie Jackie Kennedy toczyło się w cieniu najpotężniejszego mężczyzny na świecie – nawet po jego śmierci.
Sylwia Arlak
12.08.2020

Przedostatni tydzień listopada 1963 roku, godzina 12:29. W Teksasie zebrał się już tłum mieszkańców, wszyscy chcieli zobaczyć ukochaną parę Ameryki. Jadąca na przednim siedzeniu odkrytej limuzyny Nellie Connally, żona gubernatora Teksasu, odwraca się do siedzącego z tyłu Johna Fitzgeralda Kennedy'ego i mówi: „Panie prezydencie, nie zaprzeczy pan, że Dallas pana kocha!”. Minutę później pada pierwszy strzał. Prezydent chwyta się za gardło, a oszołomiona żona Jacqueline Kennedy obejmuje go. Zamachowiec oddaje kolejny strzał. Prezydent traci przytomność i osuwa się na siedzenie. Nie żyje. Jacqueline nie zdejmuje zakrwawionej chanelki aż do powrotu do Białego Domu, następnego dnia rano. „Niech wszyscy widzą, co zrobili Johnowi” – mówi. Narodziny Jackie Kennedy Jacqueline Bouvier Kennedy Onassis urodziła się 28 lipca 1929 roku w Southampton w stanie Nowy Jork. Jej matka miała irlandzkie korzenie, a ojciec John Vernon Bouvier III pochodził z wpływowego, starego roku francuskiego. Jej rodzice rozwiedli się w 1936, po tym, jak Bouvier, nałogowy hazardzista, roztrwonił cały majątek. Ale matka Jackie umiała zadbać o siebie i córki (Jackie miała jeszcze o cztery lata młodszą siostrę, Lee, późniejszą żonę polskiego księcia Stanislava Radziwiłła). Już sześć lat później wyszła za mąż za Hugha Auchinclossa, który zapewnił paniom jeszcze większe luksusy. Jackie była bystrym, ciekawskim i psotnym dzieckiem. „Kochane dziecko, najładniejsza dziewczynka, bardzo mądra, dusza artystyczna, dusza diabła” — opisywał ją lata później jeden z nauczycieli. Chodziła na balet i lekcje francuskiego. Podobnie jak jej matka, uwielbiała jeździć konno, w wieku 11 lat wygrała nawet ogólnokrajowe zawody jeździeckie juniorów. Miała dostęp do najlepszych...

Czytaj dalej
Agnieszka Osiecka i Marek Hłasko
east news

To była artystyczna miłość! Historia Agnieszki Osieckiej i Marka Hłaski

Poetkę i pisarza łączyło niebywałe uczucie.
Sylwia Niemczyk
02.02.2019

Poznali się na przełomie 1956 i 1957 r. Agnieszka Osiecka – studentka reżyserii w łódzkiej filmówce, wschodząca gwiazda STS-u. Hłasko – 24-letni pisarz, już wtedy sławny autor zbioru opowiadań „Pierwszy krok w chmurach”. Oboje piękni i niegrzeczni. Ona nieprzeciętnie inteligentna i wyjątkowo jak na tamte czasy wyzwolona. Zawsze flirtowała z kilkoma chłopakami naraz. Panienka z Saskiej Kępy.   Brylowała w towarzystwie o wiele starszych od siebie literatów i filmowców. Miała skłonność do łamania serc i do efektownych puent. I jedne, i drugie kolekcjonowała z równym zapałem. Pod szklanym blatem w biurku zbierała zdjęcia zdobytych mężczyzn. Wojciech Frykowski, Andrzej Jarecki, Daniel Passent, Jeremi Przybora i wielu, wielu innych. „Hłasko był proletariackim księciem, którego mi zazdrościły koleżanki – tak go zaklasyfikowała w swojej kolekcji. – Twarz rozgrymaszonego bachora, figura cowboya, ręce Madonny. Wyższy był od naszego pokolenia o pół głowy”.   On wychowany na Powiślu, edukację zakończył na poziomie podstawówki, od 16. roku życia pracował fizycznie jako robotnik na budowie i szofer. Zbuntowany i gniewny. Łudząco podobny do Jamesa Deana, na którego się zresztą robił. „Pisanie – mówił – jest tak wspaniałe, jak chlanie”. O jego nocnych wybrykach krążyły legendy, które sam podkręcał. W Kameralnej pojawiał się zwykle dopiero po północy – latem w szoferskiej skórze, zimą w swoim słynnym białym kożuchu. Wszyscy cisnęli się wtedy do baru, żeby choć się o niego otrzeć. Bo odezwać się do Hłaski było nie lada odwagą. Kto się odezwał głupio – dostawał w zęby.   Agnieszka Osiecka leczyła rany Marka po wcześniejszym związku Oboje komponowali swoje życie...

Czytaj dalej
Zbigniew Wodecki
Albert Zawada

Nikt tak nie kochał życia, jak Zbigniew Wodecki. „To był człowiek nieskazitelny…”

Zbigniew Wodecki – wielki artysta, pełen uroku mężczyzna, wspaniały przyjaciel. „Był to człowiek nieskazitelny. Był przyjacielem wszystkich”, mówił o nim Krzysztof Materna. 22 maja mija trzecia rocznica śmierci artysty.
Anna Zaleska
22.05.2020

Maj był zawsze jego ulubionym miesiącem. Cieszył się słońcem, spacerami, spotkaniami, jazdą z otwartym oknem w aucie. W maju najłatwiej kochać życie – a Zbigniew Wodecki na pewno je kochał i umiał je doceniać. W jednej ze swoich piosenek śpiewał: „Co było, przeszło, nie wróci/Wczorajszy smutek niech już nie smuci/Więc zostaw, zostaw wszystko…”. W wielu wywiadach powtarzał, że liczy się tylko to, co jest teraz, że warto chwytać dzień, nie oglądać się za siebie, nie żałować tego, co przeszło.  Do siebie miał dużo dystansu i traktował siebie z humorem. Na koncertach opowiadał nieraz dowcip o samym sobie: „Zbigniew Wodecki czołga się przez pustynię i jęczy: wody… W końcu spotyka karawanę i dostaje wodę – Wodecki nalewa odrobinę w dłonie i… poprawia włosy”. Żartował też, że kiedy umrze, to jego imponująca grzywa nie zmieści się w trumnie…  Jego piosenki, jego głos i jego lwią grzywę znał w Polsce każdy. Na ulicy zagadywali do niego i starsi ludzie, i małe dzieci. Prosili o autografy, a on żartował, że dzień bez autografu to dzień stracony. Każdy jednak miał w głowie trochę innego Zbigniewa Wodeckiego. Dla jednych był wykonawcą przebojów, które stały się klasyką polskiej piosenki: „Z tobą chcę oglądać świat”, „Lubię wracać tam, gdzie byłem”… Innym kojarzył się z hitami „Chałupy” i „Pszczółka Maja”. Przez lata cieszył się popularnością jako najsympatyczniejszy juror w „Tańcu z gwiazdami”. Wydawało się, że jest już skazany tylko na rolę szanowanego seniora, kiedy w 2013 roku wydarzyła się rzecz niezwykła. Do 63-letniego artysty przyszli muzycy z Mitch & Mitch z propozycją wspólnego nagrania jego debiutanckiego albumu „1976”. Dzięki...

Czytaj dalej